Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 12 Aug 2003 Posts: 820 Location: z miasta artystow...
Posted: Fri Apr 09, 2004 11:31 am "Zmierzch Tannoru"
Odgłos uderzania metalowego podbicia buta o kamienną posadzkę przerwał wszechobecną ciszę. Człowiek w kapturze zamknąwszy za sobą sporej wielkości drewniane drzwi, z mosiężnymi okuciami, podszedł do stojącgo na środku stołu. Nieznajomy rozejrzał się po pomieszczeniu. Przypominało one starą bibiotekę. Taką, jak każdy sobie zawsze może wyobrazić, z wielkimi regałami, pełnymi opasłych tomisk, i kilkoma drabinami, ułatwijącymi dostęp do wyższych półek. Jednak tym razem, pokój ten miał służyć ku nieco innym celom. Niespokojną ciemność, rozjaśniły nagle świeczniki wiszące na ścianach, ktore niespodziewanie się zapaliły. Przy owym dużym stole na środku siedział mężczyzna, koło czterdziestki. Mial już jednak ślad siwizny we włosach.
- Witam ekscelencjo - skłonił się człowiek w kapturze.
- Usiądź - odpowiedział Allaver, nie znany prawie nikomu, faktyczny przywódca wojsk koalicji. I powiedz, Jakie masz wieści. Czy w Tannorze wybuchają zamieszki, niepokoje społecznę wzrastają.
- Niestety nie - odrzekł zimnym głosem szpieg,
Allaver zaklął cicho pod nosem.
- Trzeba będzie wysłać kolejnych charyzmatycznych naganiaczy plebsu - weschnął. No dobrze, wiesz co masz robić dalej, szukać informacji i gdy cokolwiek ważnego by się działo samemu, lub poslańcami meldować.
- Oczywiście, wiem - odrzekł zakapturzony mężczyzna, nie robiąc ani kroku, czekając na pozwoleniaodejścia.
- Odmaszerować - powedział dowodca.
Szpieg odwrócił się na pięcie, i w kilku krokach znalazł się pod drzwiami.
- Ach, Avarmacil - zaczął jeszcze raz Allaver. Nie daj się załapać, straciliśmy ostatnio dwoch wywiadowców, nie możemy sobie pozwolić na więcej.
Mężczyzna nic nie odpowiedzia, tylko nacisnął kalmkę, i wyszedl z biblioteki zamku Allassimo, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
_________________ Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
Joined: 12 Aug 2003 Posts: 820 Location: z miasta artystow...
Posted: Wed May 26, 2004 7:28 pm
Kupiecka karawana ciągnęła powoli przed siebie, mijając kolejne zakręty wąwozu zwanego z powodu swej długości, w języku staro-annorskim - Elwatir. Długi zaprzęg, organizowany przez kilka miesięcy czas przez główną gildię kupiecką Tannoru zmierzał ku granicy z jednym z największych państw okalających mocarstwo - księstwa Virthalii. Virthala rozwijała się prężnie, jednak pod kontrolą służb Tannoru. Kolejne kupieckie wyprawy na północ przynosiły krociowe zyski, gdyż zaopatrzone w liczne złoża wysokoprocentowych rud żelaza, szmaragdy, czy diamenty, bardzo użyteczne do produkcji broni, miasta księstwa chętnie wymieniały się za nasiona, narzędzia, i wszelkie przedmioty, mogący się posłuzyc rolniczemu państwu z rodzącym się dopiero przemysłem. Ostatni zakręt zwany Wielkim Ell stał już tylko na drodze, do wyjechania na graniczną równinę. Kilkanaście godzin później, dziesiątki wozów zmierzało już do jednego z większych miast - Ast'Rahaii. O dziwo, pomimo długiej już podróży, nikt nie odwarzył sie jeszcze napaść na kupców. Był już wieczór, gdy w oddali zamigotały pierwsze światła 20 tysięcznego miasta. Zaprzęg zatrzymał się tuż przed bramą, obozowisko zostało rozbite w przeciągu kilku minut, a podczas, gdy wynajęci najemnicy wykonywali swoją robote, kupcy zmierzyli do miasta, do karczm i gospód, szukając swych kontaktów i miejsc potencjalnego handlu. Jedna z gospód "Arthwas Troth" - Dziki Niedźwiedź, była szczególnie popularna. Siedzący w rogu Avarmacil, popijając piwo, od kilku dni czekał na przyjazd kupców. Wiedział, ze to jest jego szansa na dostanie się w granice Tannoru. Jednak miał czas, jak na razie, pogrążony we własnym kuflu rozmyślał nad wydarzeniami ostatnich dni.
_________________ Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
-to ile
-1000 sztuk zlota
-aż tyle?!
-za takie zadanie to nie jesyy wygórowana cena a jka chcesz to poszukaj innego śmiałka, którego i tak nei znajdziesz, więc jak widzisz mam sz tylko mnie i jesteś na mojej łasce.
Allaver pomruczał sobei coś pod nosem. Wiedział, że nei ma nnego wyboru tylko się zgodzić.
-Dobrze - powiedzial po chwili - Część pieniędzy dostaniesz teraz reszte po zadaniu.
Najemniek pochylił sie nad władca i zwrocil se do dzwi. Pszedl do sali gdzie mial odebrac zloto. Księgowy ze zdumieniem patrzył il epieniezy ma dać ale maił taki rozkaz i muszial go wykonać.
Niedługo potem najemnik poszeł do gospody po kufel piwa. Było przed pólnocą wiec niedlugo potem poszedł na piętro do wcześniej wynajęego pokoju.
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 16 Apr 2006 Posts: 6 Location: Las Driad :)
Posted: Tue Apr 18, 2006 12:57 pm
Avarmacil dopił piwo i zaczął uważniej obserwować tłum. W gospodzie było tak głośno, że ktoś bez odpowiedniego treningu nie mógłby dosłyszeć osoby stojącej dalej niż metr, ale on miał za sobą lata praktyki. Teraz zupełnie swobodnie zaczął przysłuchiwać się rozmowie właściciela gospody i jednego z pięciu kupców, którzy przed chwilą zarezerwowali pokoje na noc.
-Nikt nie zechce nam towarzyszyć - powiedział ponuro brodacz w jasnym stroju z godłem gildii handlarzy na piersiach - Szerzą sie wieści, jakoby zbójcy zjednoczyli się i planowali na nas zasadzkę, gdy ruszymy w dalszą drogę. Dlatego ich dotąd nie napotkaliśmy.
-Bądź dobrej myśli Whortinelu - odparł jego towarzysz spokojnie - Nawet gdyby, to posiadacie dobre uzbrojenie i śmiało możecie stawić im czoła. Podobno dysponujecie nawet najnowszym modelem armaty magnetrycznej.
-To nie takie proste - mruknął pod nosem - Problem w tym, że te szczury mają tarcze, które skutecznie odbijają zarówno miecz, jak i pociski. Niektórzy moi towarzysze zostają tutaj więc będzie nas mniej. I martwię sie, co począć z moją żoną i córką - zwiesił głowę - Tak bardzo chciały zobaczyć Virthalii, a teraz, w drodze powrotnej...
-Możesz je zostawić pod moją opieką - zaproponował gospodarz - Z chęcią zapoznam je z miastem, kiedy ty będziesz handlować w całym Alladarze*. Powiedz, gdzie przekroczycie granicę, to później postaram się bezpiecznie dotransportować je na miejsce. Możemy popłynąć rzeką, jest płytka ale uniesie niewielką tratwę i nie bedą nas napastować rozbójnicy.
-Let, jesteś prawdziwym przyjacielem! Za miesiąc przeprawimy się do Tannoru promem w porcie Fliksotide. Mam jeszcze taką malutką sprawę. Nie znasz kogoś, kogo mógłbym wynająć do obrony moich towarów? Wiesz - ściszył głos tak, że Avarmacil musiał dobrze nadstawić uszu - dobrze mi się powiodło w Virthalii i wiozę spory ładunek złotej i srebrnej biżuterii, nie wspominając już o szlachetnych kamieniach. Mij, Mak i ci pozostali tak zwani "wojownicy" już nie wystarczają, a poza tym muszą bronić też innych. A ja potrzebuję kogoś, kto nie poleci bronić innych zostawiając mój towar na pastwę tych barbarzyńców. - to ostatnie słowo wysyczał ze złością
Avarmacil uznał, że teraz jego kolej. Nadarzała się szansa, i nie zamierzał z niej zrezygnować. Ukrył twarz pod kapturem i podszedł do rozmówców.
-Niechcący usłyszałem, że poszukuje pan ochroniarza - zagadnął, starannie modulując głos - Byłby pan zainteresowany wynajęciem mnie?
-A ty to kto - szczeknął handlarz, patrząc podejrzliwie - Nie znam cię.
-Znam go, od paru dni tu nocuje - uspokoił go gospodarz
-Cena wedle pańskiego życzenia - mężczyzna ukłonił się i ciagnął dalej - Ostatnio nie narzekam na nadmiar zleceń, więc przyjmę każdą ofertę.
Handlarz najwyraźniej pozbył się już części wątpliwości. Wstał ciężko i skinął, by poszedł za nim. Avarmacil posłusznie podążył za nim, aż wyszli na zewnątrz w chłód wieczoru.
-Podaj mi swoje imię - zażądał - Muszę wiedzieć, kogo zatrudniam.
-Nazywam się Reod - odparł Avarmacil bez zająknięcia
-Dobrze więc, Reod, mam ci do zaoferowania 20 sztuk złota za dzień
-Przyjmuję.
-W takim razie spotkajmy się jutro z samego rana w gospodzie. Zaprowadzę cię do mojego wozu, i odtąd będziesz go pilnował. Wyruszymy pojutrze, aby zdążyć przekroczyć granicę przed Świętem Religii** a teraz wybacz, muszę załatwić kilka spraw. - odwrócił się i odszedł w mrok. Avarmacil stał przez moment patrząc za swoim pracodawcą, a po chwili wszedł z powrotem do gospody.
-Poproszę duuuży kufel piwa - zawołał i uśmiechając się dodał w myślach "musimy uczcić mój rychły wyjazd z tej okropnej metropolii"
*Alladar - jedno z państw bezpośrednio otaczających Tannor. Jego stolica to Śpiewające Miasto (nazwane od śpiewajacych wydm, które występują głównie w tamtej okolicy). Klimat tam panujący jest bardzo suchy i deszcze padają tam rzadziej niż raz na pół roku, więc przypomina bardzo pustynię, w niektórych miejscach bliżej granicy bardziej step.
Alladaran to tak naprawdę biedne państwo, głównie tam wyeksmitowali ludzie wypędzeni z Tannoru, i ci, którzy odeszli z własnej woli. Tannor i inne bogate kraje posiadają sieć podziemnych urządzeń nawadniających i filtrowców (urządzenia zaopatrujące powietrze w wilgoć) , które zmieniły klimat na bardziej wilgotny, ale Alladaran ich nie ma, więc jest bardzo wysuszony.
**Święto Religii - okres trwający dwa tygodnie i zaczynający się 12 czerwca, wtedy każda religia miała swoje najważniejsze święto (głupie, ale to tradycja). Zwykle w każdym mieście wystawiano wtedy stoły na centralne place (każde szanujące sie miasto taki posiadało) i każdy przynosił coś z jadła na stół. Zaniechanie tego było uważane za oczywistą obrazę władzy i było karane grzywną
_________________ "życie to najbardziej zdumiewająca bajka"
Hans Christian Andersen
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum