Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 18 Feb 2003 Posts: 262 Location: Szara Przystań
Posted: Fri Feb 28, 2003 1:01 pm WODZE WYOBRAŹNI...
Może je popuścimy?Nie wiem czy to dobry pomysł, dlatego zwróciłam się z tym do wszystkich. Jeśli tak lubimy WP to czemu nie stworzyć razem jakiejś wspólnej opowieści? Mógłby zacząć nagg ,albo któś inny (Webmaster, Moderator) i każdy z nas dodawałby swój własny ciąg dalszy (złozony z 30 zdań lub mniej). Tylko nie wiem o czym? Może o dalszych dziejach Śródziemia lub coś innego. Mam nadzieje ,że rozumiecie o co mi chodzi ,a jestem pewna ,że macie jakieś zastrzeżenia. Prosiłabym wszystkich ,aby wyrazili swoje zdanie. Jeśli macie jakieś pomysły to też napiszcie. jak wszyscy się zgodzicie to zamieszcze taki temat.
_________________ An si Tintalle Varda Oiolosseo ve fanyar maryat
Elentari ortane ar ilye tier undulave lumbule...
Bardzo ciekawy pomysł!
Kiedys z czyms podobnym spotkalem sie na grupie dyskusyjnej o Tolkienie, z tym, ze wtedy to nie byly dalsze losy, czy jakas czesc histori, tylko cos jak PBEM (Play By E-Mail) Kazdy pisal co robi jego postac, a inni dopisywali dalsze losy dokladajac do tego poczynania wlasnych postaci. Taki Role Play
Hmm, nie wiem, moze sprobuje zaczac... oj, ciezko, ciezko... zapewne bede dlugo zmienial tresc, ale sprobuje...
Hmm, kurcze - strasznie ciezko cos zaczac:P
Zastrzegam, ze moze tresc nieco odbiegac od tresci...
- Ano, wróciłem! - powiedział Sam.
Różyczka się uśmiechnęła. Nareszcie miała go przy sobie. Jej obawy, że może go stracić ponownie się rozwiały ostatecznie. Wiedziała co się stało, nie było potrzeby pytać o szczegóły... Milczała. Stała tak opodal niego przez moment, patrzyli sobie w oczy, jakby myśląc, śledząc to, co do tej pory przeżyli. Od pierwszego zbiegu ich spojrzeń po rozstanie pare dni temu... Nawet mała Elanor, siedząca na kolanach Sama, poczuła tą dziwną atmosfere. Przestała się na chwilę bawić drewnianymi guzikami od koszuli tatusia, i obrzuciła rodziców strapionym spojrzeniem. Różyczka tylko gdy poczuła na sobie spojrzenie małych oczek, z pod zmarszczonego czółka zaraz rozpromieniała. Czas jakby ponownie ruszył. Uśmiechnęłą się szeroko. Sam obiął Elanor i ucałował jej blond włoski. Pochylając głowę nad córeczką, zobaczył coś, co sprawiło, że zdał sobei sprawę, z czegoś bardzo ważnego. Czerwona księga leżała na kominku, w którym radośnie skaksły języczki ognia. Gdy ogień zgaśnie, a on z Różyczką utulą Elanor do snu, i pójdą spać, i następnego ranka obudzi się nowy dzień, zacznie się nowy rozdział w życiu Sama.
Tej nocy, gdy zmęczony położył się spać, miał dziwne sny. Śnił mu się statek, statek, który płyną po pełnym morzu ku zachodowi. Śniło mu się jak okręt dopływa do tajemniczego lądu. Poczuł słodki zapach w powietrzu i usyszal śpiew dolatujący nad wodą...
Tyle, dalej nich ktos inny pisze, mam nadzieje, ze wam sie podobalo Zostawilem do opisania sen (spore pole do popisu), ale oczywiście zapraszam do kontynuowania
Joined: 18 Feb 2003 Posts: 262 Location: Szara Przystań
Posted: Fri Feb 28, 2003 2:55 pm
Ale fajnie. To czekam. Tylko mam pytanko: każdy będzie miał własną postać, tak?
Wiesz nagg sorry ,ze na Ciebie zwaliłam najcięższą część tego. Ale już nie mogę się doczekać.
_________________ An si Tintalle Varda Oiolosseo ve fanyar maryat
Elentari ortane ar ilye tier undulave lumbule...
No nie wiem, w sumie pomysl pisania prozy mi sie bardziej podoba... W sumie, kazdy moze wprawdzic jakas postac, ja narazie pokusilem sie o pociagniecie WP dalej... dla tych, ktorzy ciekawi sa kontynuacji WP... Jesli sie topic przyjmie, bedzie trzeba zrobic 2. w ktorym bedziemy sie zastanawiac nad dalszymi przygodami etc. Narzie bardzo duzo jest powiedziane w Kronikach.. ale mysle ze da sie cos ciekawego zrobic, ale trzeba teraz tak opisowy wstep napisac, bez akcji typu "bij orka"
nagg
Joined: 18 Feb 2003 Posts: 262 Location: Szara Przystań
Posted: Fri Feb 28, 2003 8:21 pm
...spiew był słodki. Koił zmysły słuchaczy,ale był trudny do zapamiętania. Był to śpiew elfiej pani ze statku. Kobieta stała z uniesioną głową w stronę morza i śpiewała. Bił od niej blask, piękność i szlachetność. Sam rozpoznał w tej istocie Panią Galadriel. U jej boku stał mężczyzna którego strój był śnieżnobiały- Gandalf Biały. Jednak zauważył jeszcze jedną osobę. Po prawej stronie Pani Złotego Lasu stało dziecko o rysach młodzieńca, nie to nie było dziecko. To jest hobbit. Smutne oczy, czarne włosy i...4 palce u jednej dłoni.
-Frodo!!!- Sam obudził się. Jego twarz była zalana potem. Rozglądnał się do okoła: jego pokój, obok w łóżku śpi Elanor i ciemność za oknem.
,,Czy to prawda"- pomuyślał- ,,Czy panicz frodo wyjechał?"- nie tylko elfy mają prorocze sny. Hobbici tez posiadaja taka umiejetność- ,,Czy to prawda?"
_________________ An si Tintalle Varda Oiolosseo ve fanyar maryat
Elentari ortane ar ilye tier undulave lumbule...
Szagrat powoli wydobywał się spod stosu ciał swych pomordowanych współplemieńców, dumnych Uruk-hai, którzy mimo śmierci swego Władcy dzielnie stawali do końca. "To koniec..." pomyślał. "To dopiero początek !" przyszło mu równie szybko do głowy. "Wreszcie bez Władcy, bez kontroli, bez bata nad sobą !" rozpaliły mu się myśli. W oparach porannej, dusznej mgły na polach pod Czarną Bramą dostrzegł skradajce się poczwary. "Pora zebrać własną bandę, potem oddział, kiedyś armię !" w oblepionej zakrzepłą czarna krwią głowie roiły się coraz bardziej gorączkowe pomysły. "Wielka Ciemność ustąpiła, znajdzie się więc miejsce na mój mały MROK" ociężale podniósł poszczerbiony topór pachnący jeszcze słodką ludzką krwią i powlókł się ku skalnym rumowiskom, starając sie unikać jeźdźców patrolujących to krwawe pobojowisko. Jego czas dopiero miał nadejść....
_________________ ...bębny...bębny grają w głębinach...
Szagrat był wtajemniczony w ruchy wojsk Czarnego Władcy. Znaczy jemu się wydawało, że był. Oczywiście znał tylko niewielki ułamek strategi przegranej przed paroma dniami wojny. Przegranej z kretesem. Szagrat, rosły Ork w czarnej zbroii plytowej, typowej oryckiej roboty, chropowatej, nieregularnej, zapinanej na grube, szare rzemienie, ostatnio duzo myślał. Widać to było w jego oczach. Byle człowiek, czy elf nie zobaczył by różnicy, ale inny ork? Taaak, to spojrzenie wywoływało w tych wypaczonych stworach, nie zdolnych na pierwszy rzut oka do wykonania jakiegokolwiek ruchu bez zaciniętej pięśći nad swoim karkiem, swojego rodzaju respekt, szacunek... Cięzko powiedzieć, czy innym Orkom ta niecodzienna przypadłość, jaką niewątpliwie można nazwać myślenie, też się udzielała? Pożniejsze zachowania świadczą, że tak. Orkowie wiedzieli, że żeby przeżyć, muszą się zjednoczyć. Wielu robiło to podświadomie, nie wyobrażając sobie innej opcji, u innych jednak ten wniosek był poprzedzony zmarszczonyw w zamyśleniu czołem przez wiele dni... Szagrat postanowił zebrać niedobitków, i uciec w góry. W górach były pieczary, do których ani ludzie ani elfy nie zapuszczą się. Przeczesanie wszystkich pieczar zajełoby im wiele lat. Człowiek jest zbyt próżny, żeby tego dokonać, a elfy? Cóż, elfów zostałą tylko garstaka w Śródziemiu... Szargat oczywiście nie przeprowadzał tak skomplikowanych rozpraw logicznych, co nie znaczy, że nie był zdolny do tego. Jego umysł powoli rozwijał skrzydła, tajemna siła, która tłamsiła jego potencjał rozwiała się wraz z zachodnim wiatrem. Teraz potrzebował tylko czasu. Czeu jednak nie miał.
Joined: 14 Mar 2003 Posts: 37 Location: Westernesse
Posted: Wed Apr 23, 2003 5:33 pm Wątek Sama i jego syna
Następnego dnia całe Shire miało się dowiedzieć, że Frodo odszedł. Tym razem na zawsze. A Sam pozostał. Pierwszy raz został rozdzielony z Panem Frodo na tak długi okres czasu od momentu zawiązania Drużyny Pierścienia. Spojrzał na Różyczkę. Spała spokojnym, łagodnym snem. Mała Elanor leżała w swojej kołysce. Znużony Sam położył głowę na poduszce.
Rankiem, gdy się obudził, zastał Różę krzątającą się po ich norce. Wstał, ubrał się i zasiadł do śniadania. Róża spostrzegła na jego twarzy cień smutku i niezdecydowania.
- Czy coś cię dręczy, Samie? - spytała zaniepokojona
- Frodo odszedł. Gdy mówił mi o nieuchronnej ostatniej podróży, sądziłem, iż wybiera się do Rivendell, śladem naszego Bilba. Lecz się myliłem. Celem Jego wędrówki w Śródziemiu była Szara Przystań. Odszedł, odszedł na dobre. Dziś śnił mi się. Widziałem go na wielkim okręcie z ogromnymi żaglami. Stał obok Gandalfa, który mienił się Białym Światłem.
W tej chwili Sam uświadomił sobie, że jest spadkobiercą Froda. W uszach zabrzmiał mu jego głos: "Ty jesteś moim spadkobiercą, wszystko, cokolwiek posiadałem, co mi się należy - oddaję tobie". I rozpłakał się Sam:
- Wszystko! Wszystko! Biedny Frodo! Ile On się wycierpiał! Ale mu jest teraz dobrze?! Odszedł! Już nigdy nie poczuje ciężaru Brzemienia!
- Nie martw się. Już po wszystkim. Ileż ty przeżyłeś! - odparła Różyczka - Wiem wszystko. Wiem, co jest napisane w Czerwonej Księdze.
- Skąd?! - spytał przerażony i zarazem wielce zdziwiony hobbit
- Po twoim odejściu przybył Gandalf i dał mi klucz z poleceniem, bym poznała twoją tajemnicę. Miałam ci go oddać po powrocie, co teraz czynię. Lecz i tak by mi się na nic nie przydał, gdyż Frodo przed wyjazdem nie zamknął Czerwonej Księgi w szufladzie - skończyła wręczając zdumionemu Samowi mały kluczyk
- Przecież wydawało mi się, że go mam cały czas przy sobie!
- Niezbadane są możliwości Mędrców - roześmiała się Różyczka
Nadeszła pora ogłoszenia w Shire, że hobbit Sam Gamgee został prawowitym dziedzicem Froda i cały Hobbiton należy do niego. Frodo na pewno zostawił wskazówkę, jak udowodnić Samowe prawo do Bag End i do Hobbitonu. To musiał być testament. Ale gdzie go szukać? Zwierzył się ze swych trosk Różyczce. Ta jednak niewiele mogła mu pomóc. Sam postanowił zajrzeć do Czerwonej Księgi. Pod ostatnim zdaniem napisanym przez Froda w rozdziale osiemdziesiątym znalazł Sam napis mówiący o jego spadku:
Ja, Gandalf Biały, sługa Tajemnego Ognia, strażnik Naryi, w pełnym porozumieniu z tym, co rzekł Frodo, Ostatni Powiernik Pierścienia Władzy, mając za świadków szlachetnego Elronda, Powiernika Pierścienia Vilya oraz czcigodną Galadrielę, Panią Lasu, władczynię Nanyi, stwierdzam iż: Hobbit Sam Gamgee zostaje dziedzicem Froda. Wszystko, co kiedyś było jego lub by mu się od dnia dzisiejszego wprzód należał ostaje się własnością Sama Gamgee.
Zdziwiony hobbit kilkakrotnie przeczytał. Nie pojmował, jakim sposobem Gandalf zrobił tak dużo rzeczy w tak krótkim czasie. Wnet jednak ochłonął i uświadomił sobie potęgę czarodzieja. Ucieszył się Sam – nie musiał się troskać o to, kto zajmie się posiadłością Froda i Bilba.
W Hobbitonie nikt z rana nie wiedział o zniknięciu Froda. Nikt by też się nie zdziwił – ot, kolejna wyprawa. Sam przygotowywał się do ogłoszenia nowych nowin. Wprzód wybrał się do Mery’ego i Pippina.
Przyjaciele już ogłosili, komu się dało, iż znów Bag End i Hobbiton zmienią gospodarza. Młodzi Tukowie natomiast zobowiązali się zwołać wszystkich mieszkańców przed byłym domem Froda w samo południe, więc sprawy organizacyjne miał Gamgee za sobą. Jedyną kwestią, jaką się niepokoił w tym momencie była niepewność, jak hobbici przyjmą odejście Froda i mianowanie ogrodnika na burmistrza!
Było przed południem, więc Sam zdążyłby jeszcze zająć się roślinami, lecz nerwy wzięły górą. Stał się kłębkiem nerwów. Różyczka podała mu fajkowe ziele. Ten je wziął, nabił fajkę z olbrzymim cybuchem i zaczął powoli pykać. To go trochę uspokoiło. „Jak ja sobie poradzę? Nie dość, że musze się opiekować roślinami to jeszcze nowe obowiązki! Ach! Gdyby Frodo był tutaj! I Gandalf! I Galadriela! Ale już ich nie ma! Nie wrócą, odpłynęli...” I biedak tak się rozrzewnił, że na nowo się rozpłakał. „Ach! Dziś mija pierwszy dzień! A tak ma być do końca moich dni!”.
Mała Elanor spała jeszcze. Jej spokojny sen był jak balsam dla stroskanego ojca. Różyczka znów krzątała się po domu. W oddali słychać było śpiew ptaków, szum drzew. Sam wyjrzał przez okno. To tu przed kilkoma laty został schwytany przez Gandalfa i wplątany w Przygodę. To tu zaczęła się jego rola w Opowieści.
Rozmyślania przerwał mu pogodny głos Pippina:
- Co ci się stało? Rozchmurz się! Idą nowe czasy!
- Ale co się stało z Frodem! Gandalfem! Elrondem! Czy ich los wogóle cię nie obchodzi?!
- Ależ oczywiście drogi Samie! Jednocześnie musisz rozważyć to, iż ich czas minął. Dla nich skończyła się Opowieść! Ja to wtedy zrozumiałem, na Przystani, tamtej nocy..
- Lecz kto pamięta o nich? – rozgniewał się Sam – Za kilkadziesiąt lat wszyscy o nich zapomnimy!
- Nie! Ja nie zapomnę! Ani ty! Ani Mery! Pamiętaj o Aragornie! Faramirze! Oni nigdy nie zapomną co Frodo zrobił dla Śródziemia! Niech nie umknie Twojej uwadze Czerwona Księga! To ona jest dla hobbitów jedynym wartościowym, piśmiennym źródłem z ich historii! To dzięki wysiłkom Bilba i Froda, a także całego Orszaku Pierścienia, dziś możesz narzekać! Samie Gamgee! Masz obowiązek ukończyć Czerwoną Księgę! To także zostawił ci Frodo! A teraz już chodź! Pokaż Testament!
Sam wziął pod pachę opasły tom Czerwonej Księgi. Ruszył za Pippinem w kierunku okrągłych, pomalowanych na zielono drzwi.
_________________ Pozdrawiam
Arturwow
-------------------------------------
One Ring to rule them all, One Ring to find them,
One Ring to bring them all and in the darkness bind them,
Joined: 14 Mar 2003 Posts: 37 Location: Westernesse
Posted: Thu May 15, 2003 7:43 pm Wątek Sama
Samwise Gamgee wyszedł z norki. Słońce stało już wysoko. Ciepły wiatr muskał delikatnie twarz hobbita. Za nim stali Meriodak i Pippin. Oni również spojrzeli na zachód. Oni też czuli pustkę, brak kogoś bliskiego. Wydawało im się, że słyszą szum odległego morza. Śpiewały ptaki, w oddali szemrał zbierający się tłum. Mieszkańcy Hobbitonu wiedzieli, że coś się stało, lecz przyczyna zbiegowiska była dla nich nieznana. Sam spojrzał na współplemieńców. Każdy był inny. Wtem przypomniały mu się słowa starego Bilba, wtedy na swoich sto jedenastych urodzinach wypowiedział zdanie, które wyryło się w pamięci stroskanego hobbita: „Sto jedenaście lat to za mało by was poznać w takim stopniu, jakbym tego pragnął”. Tak, to bardzo krótko. A on, choć młody już jest zmęczony. Chętnie by już wszystkich opuścił i poszukał swojego spokoju. Lecz na to czas jeszcze nie nadszedł. Jego rozmyślania przerwał Pippin:
- Samie, już czas. Czekają.
Hobbit niechętnie zbliżył się do gromadki. Wielu z nich rozstąpiło się. Sam powoli kierował się w centrum zbiegowiska. Czuł się okropnie. Nie chciał, by te słowa były przez niego wypowiedziane, lecz powoli zaczął ciężkim i cichym głosem:
- Moi drodzy! Niedawno wydarzyło się wiele rzeczy! Do tej pory Mały Ludek nie mieszał się w sprawy tego świata Lecz przed kilkoma laty wybiła godzina, czego wielu z was się domyślało. W legendach bowiem słyszeli o krainie ciemności, której nazwy nie będę wymieniał, albowiem teraz nastała pora radości. Nieprzyjaciel został pokonany. Większość z was o tym nie wiedziała, gdyż tylko wybrani przez zacnego Elronda, Pana Ostatniego Przyjaznego Domu, Meriodak Brandybuck i Pippin znali prawdę. A prawda jest taka, iż niedawno został znaleziony Pierścień Władzy. Nasz wielki przyjaciel Gandalf słusznie wywnioskował, iż zależy bardzo na nim Nieprzyjacielowi. Posiadaczem Pierścienia był Bilbo Baggins, który w swoje sto jedenaste urodziny przekazał go Frodowi. Ten postanowił za radą Gandalfa uchronić za wszelką cenę Shire od Pierścienia. Wyruszył w długą i męczącą podróż, wielokrotnie był raniony. Po wielu trudach cudem udało mu się spełnić misję, lecz niestety, jego witalność została zniszczona przez Pierścień. Ostatnio brakowało mu sił do wykonywania podstawowych czynności. Spełni swoje marzenie – uratował Shire, lecz musiał za to zapłacić. Opuścił nas. – szmer tłumu wzmógł się tak, że Merry musiał wszystkich uciszać – Ale na odchodne zostawił testament – kontynuował Sam – i wedle jego woli ma zostać dziedzicem Froda. Tu oto jest zapis – otworzył Czerwoną Księgę i pokazał hobbitom – Ale ja nie pragnę mieć władzy, dlatego po rozważeniu sprawy ogłaszam co następuje – Każdy otrzymuje na własność poletko, które uprawiał. Nie będzie władcy, tyrana!
- Nie, ty nam rządź, ktoś musi nami kierować! – odezwał się głos. – Chcemy cię jako burmistrza! – wtórowały głosy.
- A więc niech tak będzie. Lecz dziś chciałbym odpocząć. Sam jestem ztroskany. Nie wiecie ile razem z Frodem przeżyłem. Teraz tylko wam powiem, że odpłynął za Morze
_________________ Pozdrawiam
Arturwow
-------------------------------------
One Ring to rule them all, One Ring to find them,
One Ring to bring them all and in the darkness bind them,
Joined: 09 Jan 2004 Posts: 159 Location: wysłanniczka Gwiazd
Posted: Mon Jan 12, 2004 2:03 pm
Mam pytanie, może głupiel, ale... Czy tutaj każdy kto ma jakiś ciekawy pomysł może coś dopisać od tak sobie, czy np. trzeba się w tej kwestii z kimś konkretnym konsultować? Czy musze spełnić jakieś szczególne wymagania, jeśli chciałabym włączyć się w pisanie tej opowieści? Z góry dziękuję wszystkim za objaśnienie mi powyższych kwestii
Wymawiając te słowa odszedł od gromady hobbitów i poszedł do domu. Ociężały opadł na łóżko i zasnął. Miał straszliwe sny: Śniło mu się że gdy zotał burmistrzem Różyczka wraz z dziećmi odeszła i Władca Ciemności Sauron wrócił. Obudził się zdyszany i zlany potem-był środek nocy. Upewnił się że Różyczka i dzieci śpią i wyszedł na podwórko zapalić fajkę. Noc była ciemna i pochmurna, ale ciepła. Paląc fajkę Sam znów przypomniał sobie o Frodzie:
-Cikawe dokąd naprawdę popłynął. Bez niego czuję się samotny, bez niego nic już nie będzie takie samo.
Zgasił fajkę i wracając do łóżka rozmyślał o obowiązkach burmistrza, którym miał wkrótce zostać.........
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum