Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Posted: Wed Jun 18, 2003 2:54 pm Świątynia Dżina - sesja RPG
Silverin: "Witajcie! Zapewne wielu z was rozpozna mnie jako Silverina Niezwykłego, Wybrańca Hobbitów, czy też pod wieloma innymi mianami, równie nieprawdopodobnymi. Prawda jest taka, że jestem hobbitem, wychowanym na podstawach, niezrównanej w naszym rodzie, sztuki złodziejskiej. Ucząc się przez lata, niezbicie ubiegałem się o miano Króla Tancerzy Cieni - dostojnika, spośród wszystkich, najzręczniejszego i najsprytniejszego. Zdumiewające zrządzenie losu sprawiło, że wdarłem się do twierdzy potężnego Maggie'go - dżina, w dodatku jednego z najbardziej uzdolnionych magicznie. Nie wiem, czy było to w zamyśle jakiejś wyższej istoty, czy też przez wzgląd Opatrzności, w każdym razie znalazłem się z nim w jednym pomieszczeniu, w chwili gdy ten wielki mag tworzył formułkę do nowego, potężnego zaklęcia. Wtedy to nieopatrznie nasze umysły połączyły się na kilka chwil i Maggie przekazał mi całą swą wiedzę i część talentu magicznego. Zdobywane przez lata doświadczenie, formułki przeróżnych zaklęć i uroków, nawet osobiste przemyślenia - wszystko to pojąłem w niespełna kilka chwil. Zszokowany, nieprzewidzianym przez nikogo biegiem wydarzeń, porzuciłem cel, który sobie obrałem. Znając dokładnie plan całej, teoretycznie niezdobytej twierdzy, niezauważony czmychnąłem, jak najdalej, mając niezrozumiałe poczucie winy. Ochłonąwszy, w bezpiecznym miejscu, postanowiłem po raz wtórny zgłębić cały ogrom wiedzy, który tak niefortunnie został mi ofiarowany. By w końcu zrobić coś dobrego, postanowiłem kontynuować główny cel życia niegdyś potężnego maga - tępić wszelkiego rodzaju plugawe stwory, jakie zrodził ten świat. Pomogły mi w tym niebywała zręczność hobbita i nadprzyrodzona moc dżina. Wiele lat, a co za tym idzie przygód doświadczyłem, zabijając z dnia na dzień co raz większe hordy orków, troli i innych demonicznych stworzeń. Ale zaraz... przedstawienie dziejów całego życia, zajęło by mi zbyt dużo czasu, także ograniczę się do opowiedzenie jednej z moich niezwykłych przygód. Wtedy to dowiedziałem się, że prócz mnie istnieje wielu innych, podobnych śmiałków. Opowiem wam o pewnej grupie wojowników, którzy to oddzielnie nie byli w stanie zbyt wiele zdziałać, jednak razem stanowili niezwykły orszak. A wszystko zaczęło się od "zwykłego" porwania, które ku zdumieniu wszystkich, na zawsze odmieniło ich życie...
Game Master:
Jest noc. Znajdujecie się w starej stajni, teraz służącej jako melina złodziejska. Obora jest, tak jak i hodowane w niej zwierzęta, w opłakanym stanie. Na wpół spróchniałe deski, nierówno przybite ze sobą, powoli przeginają się już pod zbyt dużym ciężarem. Nie ma okien i drzwi, jest jedynie niewielka wyrwa, umożliwiająca wczołganie się do środka. Dookoła rozlega się pijacki żargon oraz chlust odurzającego wywaru, którym się raczą. Gwar dochodzi z pomieszczenia dobudowanego obok. Maximus - leżysz skrępowany na rozplecionym korcu z siana. Twoje ręce i nogi są silnie związane z tyłu, twoje usta są zakneblowane jakąś usmoloną chustą. Rwący ból głowy przypomina ci gwałtowną szamotaninę z dwoma, leśnymi rozbójnikami, która zakończyła się odurzeniem cię nieznanym środkiem. Leżąc na rozplecionym korcu siana, dochodził cię z pomieszczenia obok gwar pijańskiej rozmowy i przelewające się napoje. Jednak po chwili twoją uwagę zwróciła w ten sam sposób obezwładniona postać, wyciągnięta na wprost ciebie. Nieznajomy leżał tyłem. Po kilku chwilach spostrzegłeś, że trzymał niewielki sztylet. Jednak, przez skomplikoany splot węzłów, jego ostrze nie mogło sięgnąć żadnego z nich, toteż teraz wychylił ją najbardziej jak to możliwe w twoją stronę, oczekując na jakąkolwiek reakcję... Nimrodel - budzisz się cała obolała na podłodze. Jesteś zakneblowana, twoje kostki i nadgarstki są silnie związane. Po kilka chwilach, gdy oprzytomniałaś z amoku od obezwładniającego cię serum, ujrzałaś dach nierówno zabity, już na wpół spróchniałymi deskami. Na wprost ciebie siedziało czterech mężczyzn, zajętych jakimś nieszczególnym rodzajem gry i raz po raz popijaniem jakiegoś odurzającego napoju. Bez przerwy twoich uszu dochodziły przeróżne przekleństwa i obelgi. W jednej chwili dotarły do ciebie paniczne myśli. Zorientowałaś się, że to ty jesteś "stawką" całej gry. Rozglądając się panicznie dookoła, spostrzegłaś pozostałości rozbitej lampy naftowej i porozrzucane na pastwę losu kawałki szkła...
P.S. Maximus - jesteś w stajni, obok dobudowanej meliny złodziei - Nimrodel, rozgrywka niebawem się skończy, co robicie??
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Wed Jun 18, 2003 3:35 pm
Nimrodel
Obolałą ręką sięgam po kawałek szkła i rozcinam więzy..
Szybkim choc bolesnym ruchem chowam lampe naftowa za siebie wraz z kawalkiem szkla. szybko ja za siebie.
Teraz już w pelni świadoma całego celu zdarzenia i udając nieprzytomną llekko odchylonym okiem dogladam mezczyzne który podchodzi zapewne po swoją "stawke"reszta męzczyzn belkoze juz cos pod nadmiernym wplywem alkoholu.
Pijany męzczyzna podchodzi i probuje ocucic mnie uderzeniem w policzek.wiedząc co sie swięci szybkim ruchem zrywam sie z ziemi i kawalkiem szkla podcinam pijakowi gardło.. Szybko podbiegam do reszty pijakow i rzucam w nich ostrymi kawalkami szkla.
rozgladam sie za wysjciem . ..Wdrapalam sie pod strop wywazylam pare s[pruchnialych desek i wychodze...
Jestem Sir Maximus de Vouirot von Poplovitz. Co my tu robimy? Dobra, pogadamy pozniej teraz uciekajmy.
Daje mu moje wiezy do przeciecia. Potem rozcinam wiezy w nogach. Nastepnie rozcinam jego wiezy. Szukam jakiegos okna, dziury, podkopu lub czegos w tym stylu. Jesli nie znajduje to odrywam jedna deske ze sciany tej stodoly i wychodze.
Idziemy, byle szybko.
PS Mam moj luk?
_________________ pozdrawiam
największy łowca elficki
-------------------------------------------------------
Sir Maximus de Vouirot von Poplovitz
Game Master:
Mimo beznadziejnej sytuacji i teraz rozwiązanie wydaje wam się na wyciągnięcie ręki.
Nimrodel - twe przeczucia nie omyliły cię. Słysząc zbliżającego się chwiejnym krokiem łajdaka, zwyciężając swój strach i wyczerpanie, gwałtownie zerwałaś się z trzeszczącej podłogi i pewnym cięciem obaliłaś odurzonego mężczyznę z nóg. Jego bezwładne ciało opadło z wielkim hukiem. Jego oszołomieni towarzysze ocknęli się z pijańskiego letargu i zaskoczeni, mętnym wzrokiem patrzyli to na ciebie, to na cieknącego krwią trupa, jakby nie rozumiejąc jeszcze co się stało. Siedzący najbliżej, karłowaty mężczyzna jako pierwszy odgadł powagę sytuacji i nie móc wykrztusić ani słowa, zaczął przeraźliwie krzyczeć, pobudzając kompanów. Jednak nie minęła chwila, gdy zamilkł na zawsze, zaskoczony twoim szybkim cięciem w szyję. Jednak gdy już chciałaś wykończyć innych, jeden z pijanych zdążył ochłonąć i nie tracąc zimnej krwi, chwycił mocno drewniany kufel z resztką alkoholu i nie czekając aż podzieli los towarzyszy roztrzaskał go o twoją głowę. Na wpół przytomna padłaś z nóg, leżąc bezwładnie na podłodze z krwawiącym czołem...
Maximus - twoja natychmiastowa reakcja sprawiła, że po kilku chwilach i paru cięciach, wraz z nieznajomym byliście już wolni. Nie czekając na nic, zaczęliście przeszukiwać stodołę w poszukiwaniu wyjścia. Od razu rzucił się wam w oczy niewielki otwór w rogu pomieszczenia, który okazał się jedynym rozwiązaniem. Przednio upewniając się czy droga wolna, w pośpiechu wyczołgaliście się na zewnątrz. Jednak ledwo się wydostaliście, a dobiegł was wrzask z meliny obok. Nieznajomy, nie czekając na twoją reakcję, rzucił się do środka, wybijając pierwsze lepsze okno. Gdy i ty chciałeś podążyć za nim, uprzednio sięgając po łuk, zorientowałeś się, że pijacy z wewnątrz okradli cię (tak jak i twego nowego towarzysza) ze wszystkiego, pozostawiając jedynie ubranie...
P.S. Maximus - stoisz zdezorientowany przed meliną rabusiów, nie wiedząc co się dzieje z nieznajomym, który bez żadnej broni wtargnął do środka - co robisz??
Wpadam do meliny trzymajac ten sztylet, ktorym przecinalem liny (nie oddawalem mu go). <off game: wydaje mi sie, ze to ta melina gdzie jest Nimrodel, wiec> . Ostrzem sztyletu uderzam goscia z kuflem (zamysl-smiertelny). Lapie pod pache Nimrodel i podaje sztylet temu nieznajomemu.
Pozabijaj ich, zaraz wracam
Doprowadzam Nimrodel do pelnej przytomnosci .
Ide ich wykonczyc, czekaj tu. W razie czego krzycz.
Wpadam do karczmy traktuje z piesci jakiegos kryminaliste i poszukuje luku albo jakiejkolwiek broni. Jak cos znajde to walcze tym. Jak wykonczylismy wszystkich przestepcow, przeszukuje meline w poszukiwaniu uzbrojenia, kasy, artefaktow itp. Potem wracam do Nimrodel
Jestem Sir Maximus de Vouirot von Poplovitz, ale mozeszmi mowic Maxiu
_________________ pozdrawiam
największy łowca elficki
-------------------------------------------------------
Sir Maximus de Vouirot von Poplovitz
"W dawnej stodole, wybudowanej przez dobrotliwych mieszkańców pobliskich wiosek ku podzięce leśnym zwierzętom, rozgorzała teraz śmiertelna potyczka. Niestrudzeni dotychczas poszukiwacze przygód, których los w niezwykły sposób natknął na siebie, walczyli o życie z samozwańczymi panami zwierzęcego schronu, niegodziwymi złodziejami, udowadniając, że dzięki szlachetności można dokonać wielkich, czasem nawet nieprawdopodobnych czynów..."
Maximus - nie będąc do końca przekonanym, czy dobrze robisz, wpadasz do złodziejskiej meliny. Na widok elfki, ogłuszonej przez jednego z łajdaków, nieopamiętany rzuciłeś się nań w gniewie, dzierżąc jedynie niewielki sztylet nieznajomego. Jednak oprawca, wiedząc jak skończyli jego dwaj poprzednicy, zebrał w sobie wszystkie siły i w ostatniej chwili uniknął śmiertelnego cięcia w szyję, otrzymując dotkliwą ranę, przeszywającą całą jego twarz. Widząc, że z drugim napastnikiem zajął się nieznajomy, bez namysłu pochwyciłeś bezwładne ciało elfiej dziewczyny i jednym skokiem znaleźliście się w rogu pomieszczenia. Cucąc ją spostrzegłeś, że jej głowa leży na pokaźnej skrzyni. Zajrzałeś nieopatrznie przez uchylone na oścież wieko i bez chwili wytchnienia krzyknąłeś do nowego kompana: "Towarzyszu, tu jest nasza broń!!". Wtem, gdy oglądnąłeś się w stronę zaciekle toczonej walki, tuż przed tobą ni stąd ni zowąd pojawił się ogromny mieszaniec orka i człowieka. Olbrzym potężnym ciosem z drewnianej maczugi w mgnieniu oka posłał cię w spojenie sąsiedniej ściany...
Nimrodel - oszołomiona przebudziłaś się, leżąc wsparta na ziemi. Twoim oczom ukazała się zacięta walka pomiędzy nieznanymi ci przybyszami, a plugawymi złodziejami, którzy cię w brutalny sposób obezwładnili. Przyćmiona straszliwym bólem głowy, spostrzegłaś nieopodal na wpół żywego, wbitego w ścianę elfa, do którego zbliżał się olbrzymi pół-ork. Gdy strach bezradności zaczął powoli cię paraliżować, nieopatrznie wysunęłaś za siebie prawą rękę, wyczuwając zakrzywiony, drewniany kij zakończony wprawnie naciągniętą cięciwą... Odwróciłaś odruchowo głowę i prawie że nie krzyknęłaś widząc wśród arsenału ciężkiej broni, kilka strzał oraz swój łuk...
Na poczatek krzycze:
Hey, nieznajomy pomóż nam!
Widzac, ze Nimrodel dzierzy luk w swoich rekach wymierzam moim lukiem prosto w glowe orka. Strzelam w tym samym momencie co Nimrodel, zeby uzyskac podwojny efekt. Dodatkowo wydaje z siebie glosny okrzyk:
Już po tobie, ty orczy pomiocie!!
_________________ pozdrawiam
największy łowca elficki
-------------------------------------------------------
Sir Maximus de Vouirot von Poplovitz
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Jun 30, 2003 1:08 pm
Nimrodel:
Szybkim rychem reki siegam po łuk i strzały. W nieywgodnej pozycji wmierzam strzałą w orka. uszczam celnie a nastepnie pomagam wstac elfowi. Bez zbednych pytan trochę obolała ruszam wraz z elfem na bande która szła po to by zaatakować..
Ogromny pół-ork zmierzał pewnie w stronę Maximusa. Mierzył go przenikliwie, swym ciemnoczerwonym wzrokiem gotując się do zadania ostatecznego ciosu. Lecz wtem spostrzegł, że ranny elf zdołał wykrzesać z siebie jeszcze resztki sił i zręcznym ruchem ręki wymierzył w niego niedawno odzyskanym łukiem. W ostatniej chwili zdążył odruchowo zasłonić się potężnym ramieniem, które po chwili boleśnie przeszyła elfia strzała. Olbrzym ryknął przeraźliwie, wymachując wściekle ugodzoną ręką i jednocześnie chwytając się za tył szyi z wbitą strzałą Nimrodel, która wystrzeliła w tym samym momencie co Maximus. Nagle, wykorzystując moment nieuwagi wroga, za ogromnym mieszańcem niespodziewanie pojawił się nieznajomy. Ten siłą rozpędu wskoczył na barki ogromnego orka i wykonując krzywym łukiem potężny zamach, wbił mu prosto w nos jeden z niewielkich sztyletów, przytwierdzonych do skórzanego pasa. Cała stodoła aż się zatrzęsła, gdy masywne ciało olbrzyma zwaliła się bezwładnie na podłogę.
Nieznajomy, nie zwracając nań uwagi, rozejrzał się czy ktoś jeszcze nie kryje się nieopodal meliny. Upewniwszy się, że niebezpieczeństwo przynajmniej na jakiś czas minęło, podszedł do was, przyglądając się każdemu z pewnej odległości. Jego brwi zbliżyły się do siebie, mamrotał coś niezrozumiałego. W końcu wyciągnął z jednej z licznych kieszeni czarną chustę i zawinął ją wokół twarzy. Chwilę później, cisnął w podłogę niedaleko was szklaną kulą, wydobytą zza paska. W jednym momencie, całe pomieszczenie wypełnił szaro-różowy gaz. Poczuliście głęboką senność, oczy zaczęły się wam mimowolnie zamykać, aż w końcu zapadliście w głęboki sen.
Odrętwiali, zbudziliście się następnego dnia. Jedziecie przywiązani do siodeł koni, jednak nie jesteście skrępowani. Po chwili ujrzeliście nieznajomego, jadącego przed wami, do jego konia przywiązał uzdy reszty wierzchowców.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Wed Jul 02, 2003 2:51 pm
Gnam konia ku nieznajomemu i Odwiązuje uzde . zaciskam ja na gardle nieznajomego. krepuje mu tez rece by nie mógł wydobyc zadnej broni lub innych srodków obrony.Daję tez znak Maximusowi by pomół mi z nieznajomym.
Pomagam Nimrodel. Szukam jakiejs broni na koniu tego nieznajomego. Zatrzymuje konia przy najblizszym drzewie. Przywiazuje nieznajomego do tego drzewa. Obszukuje go dokladnie. Sciagam z niego wszystkie ciuchy, az do majtek i szukam cennych rzeczy, potem wsiadam na drugiego konia i odjezdzam wraz z Nimrodel i znalezionymi rzeczami.
_________________ pozdrawiam
największy łowca elficki
-------------------------------------------------------
Sir Maximus de Vouirot von Poplovitz
Nimrodel - zbudziwszy się z letargu, odruchowo szybko oceniłaś sytuację. Widząc obcego, jadącego z przodu, zręcznie odwiązałaś uzdę. Wykorzystując moment zaskoczenia, dopadłaś do jadącego na czele nieznajomego i jednym ruchem ręki oplotłaś jego szyję skórzaną uprzężą. Jednak nawet nie zdążyłaś mocniej zacisnąć nieubłaganej pętli, gdy ten, jakby spodziewając się twojego ruchu, spokojnie acz niezwykle szybko złapał cię za najbliżej wysuniętą rękę. Nie czekając na nic, z niebywałą, jak na człowieka siłą pociągnął cię za uściśnięte ramię. Nim się obejrzałaś, leżałaś już na ziemi, za koniem nieznajomego.
Maximus - widząc porażkę elfki, niezwłocznie rzuciłeś się jej na ratunek. Podczas błyskawicznego galopu, już miałeś przed oczyma prosty plan unieszkodliwienia obcego, gdy wtem twoich uszu dobiegł potężny, stanowczy okrzyk: "STÓJ!!". Twój wierzchowiec, jakby rozumiejąc gromkie słowa swego pana, natychmiast się zatrzymał, dygocząc ze strachu, tak jak i inne konie. Ciebie samego niespodziewanie opanował nieznane dotąd uczucie, trwoga zmieszana z szacunkiem do tej niezwykłej postaci.
Po chwili nieznajomy wprawnie zeskoczył z konia i ponownie przemówił: "Zwą mnie Palvenard, syn Hemfasta, niedoszły paladyn, obecnie płatny łowca potworów. Jak dotąd nie spotkałem żadnego z przedstawicieli waszego rodu, jednak powszechnie uważa się rasę starszej krwi za szlachetną i roztropną. Tak więc, czemu wy, dostojne elfy napadłyście, po tym co dla was zrobiłem. Przypomnij sobie dzielny łowco, kto pomógł ci wydostać się z więzów i ty odważna elfko, kto uśmiercił potężnego orka, gdy wy nie byliście w stanie zbyt wiele zdziałać. Nie żywię do was urazy, dobrze wiem, jak ciężkie są ostatnie czasy, nie mówiąc już o powszechnym braku zaufania. Konie, które dosiadaliście znalazłem niedaleko meliny rzezimieszków, także możemy je uznać za wasze. Niosą prowiant na kilka dni i wszystkie wasze rzeczy, w tym kilka z magazynu rzezimieszków. Coś mi mówi, że los nie rozdzieli nas na długo. Może poznalibyśmy się nieco lepiej? Niedaleko leży wieś z kilkoma dobrymi karczmami, także zapraszam na mój koszt Zresztą zrobicie jak chcecie.". łowczy oparł się o swojego rumaka, czekając na waszą odpowiedź.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Tue Jul 08, 2003 2:41 pm
Rozgladam się niepewnie wokół i na twarz towarzysza.
Stwierdzajac iz nie pozostaje nic innego niz zaryzylkowanie dalszej podózy z niezanajomym zhadzam się i wsuadan na konia
Nimerodel - Widząc, że Maximus po chwili zastanowienia, również zdecydował się na wyprawę odjeżdżasz za łowczym. Mijają godziny, noc zbliża się wielkimi krokami. Gdy nastał zmierzch, w końcu dotarliście do szukanej wioski. Feate, bo tak się zwała, nie była zbyt dostojną mieściną. Domy budowano tu zwyczajną cegłą, nie stosowano żadnych stylów, dachy były pokryte z co rocznej wymienianej strzechy. Drogi były aż nazbyt szerokie, po ich bokach spływały w rowach nieczystości. Palvenard rozglądał się chwilę po okolicy, by w końcu zatrzymać się przy jednej z karczm - "W kaczym dole". łowczy wszedł do gospody bardzo pewny siebie, jakby to był jego drugi dom, czego nie było widać po was.
Karczma była w dość okazałym stanie. Stoły zadbane, umieszczone tak, by nie przeszkadzały w przejściu i barek, prawie całkiem zajęty przez gości. Większość z nich stanowiło kilkudziesięciu zalanych alkoholem "stałych bywalców". Prócz nich w gospodzie była grupa kilkunastu wędrowców, ubranych w szarozielone płaszcze i kilku innych ludzi, wyglądających na przejezdnych.
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum