Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat
Search found 203 matches
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Author Message
  Topic: Streszczenie - "Mroczne Cienie nad Duaten"
Teluumen

Replies: 1
Views: 645

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Mon Dec 22, 2003 9:47 am   Subject: Streszczenie - "Mroczne Cienie nad Duaten"
1. Teluumen przybywa do Samary i momentalnie wpada w tarapaty zwiazane z karczma "Czerwony Ksiezyc". Wtedy pierwszy raz styka sie z tajemnicza zabojczynia a co za tym idze zostaje uratowny przez piekna Leile.

2. Spedza noc w domu u Leili. Rankiem przypadkiem natyka sie na elfke Nimrodel ktora przybyla do miasta wczorajszej nocy. W tym czasie Leila przechodzi niewyjasnione perypetie. Teluumen rwraca wraz z Nimrodel do domu Leili by zapoznac dziewczyny ze soba. Ostatecznie sytuacja doprowadza do tego ze Teluumen lezy nieprzytomny na podlodze zdzielony przez Lelile a Nimrodel poznaje dziewczyne z tej ciekawszej strony jej zycia.
  Topic: [B] Teluumen - "Mroczne Cienie nad Duaten"
Teluumen

Replies: 0
Views: 584

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Mon Dec 22, 2003 9:41 am   Subject: [B] Teluumen - "Mroczne Cienie nad Duaten"
Rasa - Elf

Wzrost - ok 184 cm

Aparycja - Wlosy ciemny braz, oczy piwne, niewyrozniajacy sie ksztalt twarzy acz przystojny. Na rekach ma wytatulowane rozne elfickie runy.

Budowa ciala - dorosly meszczyzna o zrownowazonej wadze.

Ubior - Zazwyczaj nosi rzeczy luzke jak koszule i szmaty ktorymi moza sie porzadne okryc. Skorzane luzne spodnie. Mocne skorzane buty z gruba podeszwa. Na to wszystko ciemnozielony plaszcz siegajacy po same kostki.

Teluumen z zasady chce byc osoba rozwazna ktora stara sie trzymac emocje na wodzy. Doskonale zdaje sobie sprawe ze na swiecie zyja istoty silniejsze od niego dlatego nie stara sie ladowac w tarapaty. Czasem zdarza mu sie glupie wpadki i z tego tylulu zawsze ponosi konsekwencje. Nie mozna go nazwac zyciowym szczesciarzem, ale ma nieslychana charyzme i umijetnosc rozmwiania z ludzmi co daje my dodatkowe punkty u kobiet. Z reszta to jest chyba jedyna dziewdzina zycia ktora mu wychodzi najlepiej. Teluumen zazwyczaj ucieka od wali choc zdarzaja sie momenty ze cos w nim peknie i wyleci jak ten szalony idiota przed horde nieprzyjaciol, lecz bardzo szybko zdaje sobie z tego sprawe i ucieka.

Teluumen posiada umiejetnosci szerokiego leczenia. Przez szerokie rouzmiem iz potrafi uratowac przed smiercia z wiekoszosci okolicznosci. Potrafi grac na lirze lecz stracil swoja wiele lat temu i od tej pory nie dotyka zadnego instrumentu.

----------------------------------------------

Bede uzupelnial :)
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Mon Dec 22, 2003 12:15 am   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
- Przeciez nigdy nie bylo tu tylu gosci?! Nieprawdopodobne... - Mysl przeskoczyla tak szybko jak dotychczasowy bieg chlopca. Fakycznie, karczma wypelniona byla po brzegi ludzmi. Roznymi. Niektorzy zdawali sie wygladac na lekko zawianych inni stali jak wytoworni arystokraci, no istne zoo ludzi. Tylko pada pytanie co dalej? Pytac sie karczmarza? Hmm...

- Przepraszam najmocniej... Szukam Teluumen'a tego elf'a z rana postrzalowa. Widzial go pan prawda? Moze nawet go pan zna? Prawda? - Zapytal garys podchodzac do zatloczonej lady.

- Ze co!? Teluumen? Aaa... Ten koles co dzieki niemu prawie nie serducho nie wywalilo... Juz go tu nie ma, potrzebowal lekarstw! I nie mam pojecia gdzie poszli! Ta mala ladna panna go stad zabrala.. Nie wiem... Dla pana ta pinta korzenna?! ... - Barman troche widocznie przygluchy na sluchu dal jedno do zrozumienia. Teluumen'a trzeba szukac gdzie indziej. Tylko gdzie do cholery!? Jeszcze pozostaje fakt tego ze rodzice moga szukac...

--------------------------------------------------------

- Xan? Zyjesz? Ej.. Wielkoludzie... - powoli w stodole robilo sie jasno. Niesamowite ze xan nadal spac jak zarrzniety i nie dawal wiekszych znakow zycia jak lekki stopniowy oddech. Nimrodel siedziala ze zwiazanymi rekoma i nogami na kupce siana i zastanawiala sie co sie stanie jak wroci ta wredna krowa.

- Dobra... Gorth... Masz tu 4 szterlingi i znajdz se inna robote. - Tlumok o imieniu Gorth poslusznie wstal, wziol 4 monetki i oddalil sie czlapiastym krokiem. nieslychane bylo to ze taka kupa miesa potrafi byc tak samo glupia jak i masywna. Ale fakt faktem ze glupia krowa wrocila. Lecz jej szyja owinieta byla biala chusta lekko zakrwaiona z lewej strony. - No co sie tak patrzysz slodziutka? Ten gowniaz co z nami tu szedl mnie tak urzadzil. - Nimrodel wybuchla smiechem a Lil patrzac na to na poczatku kamienna twarza postanowila usmiechnac sie wraz z nia. - Powiem tak... Neuer nie chce mi zaplacic po tym jak mu powiedzialam ze nie zyjecie. Tak wiec mam dla was propozycje... Ja was uwolnie i wrocice do Teluumena i tej drugiej krowy i zapomne o naszych zatargach a wy mi pomorzecie ukatrupic Neuera ktory i tak ostatnjimi czasy uznawany jest za martwego... Co wy na to ptaszynki? -
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sun Dec 21, 2003 10:20 pm   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
- Hej maly... Gdzie ci tak spieszno? - Zapytala Lili lapiac chlopaka za gore koszuli. - Czy takie male dzieci jak ty przypadkiem nie powiny byc w lozkach o tej porze? -

- Yyy... Tak prosze pani... Powinny! - Garyś przestraszony jakby zobaczyl ducha otworzyl szeroko swe niebieskie oczy i wpatrywal sie w sliczna brązowooka morderczynie. - Juz zaraz wracam... Naprawde... -

- Skoro tak mowisz... To idz... - Lili puscila Garysia i pozwolila mu odejsc. Ten, poprawil koszule i ruszyl pelnym biegiem w strone zabudowan. Lecz popelnil jeden zasadniczy blad... Obejrzal sie...

Lili szybko jak blyskawica skojarzyla fakty. - Ty cholero... - Ruszyla za nim pelnym biegiem. Powoli chlopak zblizal sie do swiatel. Wpadl do najblizszego domu gdzie swiecilo sie swiatlo. Zatrzasnal za soba drzwi i zaryglowal wielka belka.

- Ej! Chlopcze co ty do cholery robisz! Tu jest karczma! - Odezwal sie gruby karczmarz polerujacy swoje szklanki. Oprocz niego bylo tak jeszcze jakies 5 osob takze dziwnie patrzacych sie na chlopaka ktory podtrzymywal drzwi. Lecz co ciekawego nie uslyszal by ktos sie do nich dobijal czy stal i dyszal... - No co robisz gnojku! Juz mi od tych drzwi! - Karczmarz wyjal spod lady porzadna pale i ruszyl w strone chlopaka. Ludzie poodwracali sobie krzeselka by lepiej widziec cale to przedstawienie. Chlopak jedyne co mogl w tej chwili zrobic... Zdjal belke i stanal obok drzwi. Barman zdajac sobie sprawe ze jego argumenty zaczely funkcjonowac stanal naprzeciw chlopca. Zlapal go za przod koszuli ktora juz wyjatkowo pomieta byla a okreslenie ""biala" mogla byc stosowana tylko do pobierznego scharakteryzowania sytuacji i uniosl do gory. Lecz nie na dlugo. Bo drastyczne otwarcie drzwi zwalilo barmana z nog i spowodowalo jego czasowa nieprzytomnosc. Lili odskoczyla po kopniaku w drzwi zlapala rownowage. Weszla do srodka jak burza. Spojrzala sie po gosciach, zlapala przerazonego malca i wyszla trzymajac go - oczywiscie - za koszule...
  Topic: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
Teluumen

Replies: 161
Views: 4838

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sun Dec 21, 2003 9:34 am   Subject: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
Morgul? Czyzby nudzilo sie Tobie az tak bardzo? Innego miasta.. Ok.. jak chcesz.. Tylko najpierw trzeba ponownie polaczyc druzyne.. Macie na to jeszcze dwa dni :) . A ja wam w tym czasie pokrzyzuje troche plany.

Sprawe z Garysiem naprawilem... PS. Co to za imie!? To jakies zdrobnienie czy co? Ok, moze i brzmi stosownie do postaci i jej cech charakteru... No ale... :D
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sun Dec 21, 2003 12:46 am   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Garyś ruszyl przodem wiedzac ze ma za soba swoich nowych znajomych. Szkoda tylko ze wciaz tak malo wie o otaczajacym go swiecie. Pociagnal z kopyta i zniknal za najblizszym rogiem... Xan z Nimrodel patrzyli sie na ta jedna wielka oznake glupity z politowaniem no i moznapowiedziec wspolczociem. Choc pamietali dobrze ze oni w wieku 16 lat robili dokladnie to samo...

- Naturalnie ze niedaleko... - rzekla persona znajdujaca sie tuz za zwroconymi w strone morza towarzyszami. Xan odwrocil drastycznie glowe, lecz jego ruch zostal przerwany gdy miedzy swoimi oczami zauwazyl rozmazana koncowke pistoletu. - Co? Moze zdziwiony? Zastanawiam sie tylko dlaczego wciaz interesujecie sie tamta sprawa... Zycie wam nie mile czy co? Oh... Wybaczcie mi... Taka niewychowana jestem. Nazywam sie Lili... Cudowne imie, prawda? W szczegolnosci dla niewinnej dziewczynki probojacej zalatwiac sprawy za odrobine wynagrodzenia. Acz nie powiem ze nie przynosi mi to przyjemnosci. Tak wiec moze przejdzmy do rzeczy. Xan i Nimrodel prawda? Slicznie... Szkoda tylko ze nie jest tu z wami Lelia Pousterbright. Ale no coz. Ani ja ani ona nie mozemy byc w tych samych miejscach naraz. No dobrze, wstep mamy za soba, przy okazji wybaczcie ze tyle mowie, ale nie moge sie powstrzymac. - Usmiech zawital na dotad kamiennej twarzy Lil. - To jak? Moze pojdziecie ze mna? - Nimrodel nie mogac juz tego dluzej sluchac ruszyla sie gwaltownie w strone dziewczyny. - Spokojnie Slonko... - Drugi pistolet zgrabnie pojawil sie w reku Lil. - Xan patrzyl sie na swojego kata w nieprawdopodobny sposob. Wiedzial ze jak sie rusy kula idealnie przyszyje mu glowe na wylot, a wtedy ciezko bedziec komukolwiek z rana powiedziec dziendobry, czy przekazywac tajniki swojej niklej wiedzy magicznej. Tak wiec oboje poslusznie obrucili sie na pietach i posli dalej w gore ulicy majac prz glowych przylozone dwa pistolety...

- O czym ty mowisz do cholery... Mi nic nie mamy wspolnego z jaka kolwiek sprawa! - Zapytala zirytowana Nim.

- Oj, naprawde? Co za szkoda... Pomijajac fakt ze zjawilas sie tu w nieodpowiednim czasie to jeszcze zadajesz sie z nieodpowiednimi osobami. Mam nadzieje ze Teluumen zrozumial, albo jak jego stan sie pogorszy nigdy nie zrozumie co widzial i dlaczego... I jak wazne jest to by nic nie mowil nikomu. A Ty Xan? Po jaka cholere wracales do Samary? Ja Cie nigdy nie zrozumiem... Kiedys bylo nam razem tak pieknie a teraz stajesz przeciwko mnie. Pomijajac fakt ze dzialam oczywiscie na czujes zlecenie... - Szli kamienna ulica... Stukot ich butow bil rytmicznie w uszy. Towarzysze uwarzali na kazdy swoj krok... By przez glupi przypadek nie zostac smiertelnie postrzelonym przez zwariowana dziewczyne.

- Lil... To bylo zaledwie rok temu... Wszystko jeszcze da sie naprawic... Naprawde, mozemy stanac po tej samej stronie barykady. Sloneczko... - Xan probowal wszystkiego by ratowac sytuacje...

- Cholera wiedzialam ze to powiesz. - Mimo iz Lil stala z tylu czuc bylo ze opuscila bronie. - Slonko... Pamietam te slodkie slowa ktore mi szeptales do ucha... Bylo pieknie - Xan nie czekajac az dziewczyna sie rozmysli odwrocil sie drastycznie z zamiarem uderzenia jej w glowe. Lecz zwinny ruch dziewczyny pozwolil uniknac uderzenia a ponad to zwalil czarnoksieznika na ziemie. - Ale nie wybacze ci sukinsynu tego ze mnie zostawiles dla jakiejsc dziwki z przedmiescia! Gnoj pieprzony! - Krwe zalala posadzke... Rozbity noc i policzek Xana nabrzmiewamy coraz mocniej krwia... Liczne uderzenia spadajace na niego jak gromy stawaly sie coraz slabsze. nie dlatego ze dziewczyna sie rozladowywala... To on tracil powoli czucie. Nimrodel zachecona mozliwoscia rzucila sie na Lil. Lecz jedno swiśnięcie pistoletu przez twarz elfki wystarczylo by zknock-outowac ja cisnac o ziemie. - Niech to szlag! - Zawyla Lil... - Do dupy z takimi interesami! -

- Oj co sie przejmujesz... Dawaj Lil.. Spokojnie... Zaraz to scierwo wrzucimy na woz i zawieziemy Neuerowi... Juz? Spokojna? - Postac wychylajaca sie zza rogu mowila spokojnie i cicho. Lil dyszaca od wysilku schowala oba pistolety do kabury i chwycila Nimrodel za rece zaciagajac za najblizszy rog... Zas meszczyzna wyjal spokojnie szur i zwiazal Xan'a tak ze biedak nie mial juz mozliwosci jakiegokolwiek ruchu...
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Wed Dec 17, 2003 9:09 pm   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Mrok... Zdawal sie byc dookola... Pod... I nad... Nieslychane uczucie gdy ktos zasypia nawet nie wiedzac kiedy... Juz nawet nie obchodzi Cie co sie dzieje z twoim cialem.. Ma przeciez ono role tylko skorupy otaczajacej prawdziwe twoje zycie... Ale ten wirujacy przed toba przedmiot... Przypomina ci o czyms? Moze o kims? A moze widzisz go pierwszy raz... Moze kidys procz niego zobaczysz cos jeszcze...

Teluumen'a zbudzil nasilajacy sie kaszel. Az chcialby przylozyc dlonie do ust... Oczy otworzyly sie mu szeroko jakby to nimi chcial zlapac tchu. Widzial przed soba kila glow. Oczy jak narazie byly tylko rozmazanymi plamami ale zdawal sobie sprawe z tego ze wszystko skierowane jest wlasnie na nim. Nagle... Przenikliwy bol przeszyl go jakby na wylot... Uslyszal skwierczenie... Moze skwierczenie jego samego? Nie zdawal sobie z tego sprawy... Znow zapadla ciemnosc...

- Cholera... Bardzo z nim nie dobrze... Choc nie wiem czy powinnam przy nim wymawiac te slowa... - Wzdrygnela sie Leila. Jej oczy byly zmeczone, skora wskazywala ze juz od kilku dni nie spala... Nie zaznala nawet chwili odpoczynku... To wedle tego gdzie byli pozostali?

------------------------------------------------------

Trzy Dni wczesniej...

------------------------------------------------------

- Niech to szlag! Gdzie teraz go szukac?! - Nimrodel krzyknela posrodku ulicy... Niedaleko odzywaly sie fale przyplywu rozbijajace sie o kawienne nabrzeze. Poza tym noc wydawala sie spokojna. Leila zostala z Teluumen'em. Za Garyśiem pobiegli Xan i Nimrodel... Czyzby juz tak sobie ufali? Xan elficy napewno... Ale z kolei druga strona pozostawala niewyjasniona...

- Tak.. Badz teraz madry... Cholera, tak szczerze mowiac to od poczatku spodziewalem sie jakiejs przygody z tym gnojkiem. On za bardzo pragnie posiasc wiedze... Za duzo w nim niecierpliwosci, tej wewnetrzej agresji... -

- A nie mozesz powiedziec ze poprostu nie mial kogos kto moglby mu dac czasem w skore dla uspokojenia? -

- Bardzo mozliwe... Ale to co? Ja mu nie dam takiego autorytetu! -

- Bynajmniej nie powinienes... Ja radze wracac do gospody... Zobaczyc co z przyjacielem ktorego zarowno Ty jak i po czesci ja dobrze znamy... - Nimrodel dotychczas stojac nieruchomo odwrocila sie gwaltownie i ruszyla spowrotem ku gornym partiom miasta.

- Eh... W kazdym badz razie, chyba masz racje... - Oboe ruszyli wolnym krokiem w gore... Nie spodziewajac sie niczego... A akcja wisiala w powietrzu...

------------------------------------------
------------------------------------------

PS. pragne zauwazyc byscie nie przekroczyli dwoch dni i jednej nocy!
  Topic: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
Teluumen

Replies: 161
Views: 4838

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Tue Dec 16, 2003 8:25 pm   Subject: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
No stary... Tym opisem w przygodzie juz powiedziales wszystko co mialo byc ukryte. Tazke albo radze odciaz ostatnie kilka postow w celach licznych zmian lub bawic sie dalej... Twoj wybor...
  Topic: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
Teluumen

Replies: 161
Views: 4838

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Tue Dec 16, 2003 4:35 pm   Subject: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
Pragne przypomniec ze ostatnio w Galada wepchnalem jakas paskudna vampiropodobna bestie.. Wiec trza uwarzac z relacjami. Bardzo nie spodobala mi sie idea z powielaniem sytuacji. Wchodzi do karczmy A, A w juz po dwoch postac z czego jeden praktycznie nic nie wnoscil wchodzi osobnik B. Na dodatek specyfoczny i co gorsze.. nie zrobil rzadnego zamieszania w pustej karczmie! Ola boga! Wspomnieslicie ze ktos tam jest jeszcze w tej dziurze? Chyba nie... Dbac o szczegoly! Pomysl z uczniem bardzo mi sie spodobal. Ale jesli ma miec taki charakter jak teraz czyli bardzo stanowczy to bedzie problem z utrzymaniem go do konca. Tymczasem. Dolacze sie pozniej bo nie mam chwilowo polaczenia z siecia.
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sat Dec 13, 2003 4:09 pm   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
- Teli... Prosze obudz sie... - Szepnal do ucha teluumena Xan - Potrzebuje Cie... Teli? Spisz? -

- Rawen przestan... Daj mi pospac... -Odezwal sie elf mowiac we snie. Nagle Xan szturchnal elfa tak mocno ze nie sposob sie bylo nie obudzic. - O cholera, co jest?! -

- Cicho, bo dziewczyny pobudzisz a tego nie chce... Chodz ze mna - Xan wszysedl z pokoju. Teluumen chwile jeszcze lezal, az nagle poderwal sie z lozka i wyszedl za meszczyzna. Za oknami czail sie juz brzask. Widac bylo z wysokiego budynku jak morze powoli nabieralo niebieskawych barw. Xan siedzial sam w rogu karczmy i masowal swoje dlonie. - Teli... Jestes jeszcze moim przyjacielem? Powiedziales im? -

- Co ty za glupoty opowiadasz... Tak jestm i mam nadzieje zostane do konca naszych dni. A co do hiostorii. Tak powiedzialem, a co rozmysliles sie? - Elf usiadl obok Xana i oparl glowe na rekach opierajac sie tym samym o stol.

- Nie... Dobrze.. Bardzo dobrze... Moze to im cos wyjasni. nie chce by mnie podejrzewaly o byle co. Wiem ze ostatnimi chwilami zachowuje sie dziwnie. - Teluumen przytaknal rozpoznawczo. - Wiesz... On chyba wraca, nie daje mi zasnac nocami, ilekroc zamykam oczy wciaz wiedze ten sam obraz... Zaczynam sie bac ze przejmie nademna kontrole i strace wszyscko to budowalem tak dlugo w swym zyciu. Prosze... Musisz mi pomoc... Ten czlowiek ktorego uratowalismy dzisiejszen nocy... Spotkalem go jeszcze potem... Ale nie pamietam co sie dzialo.. Niem oge sobie nawet przypomniec momentu jak wchodzilem do karczmy.. Dopiero jak siedzialem przy Twoim lozku... -

- On juz nie zyje prwada? Xan? On nie zyje? -

- Tak latwo to poznac... Tak... Rozszarpalem go... Nawet nie wiem jak... Jakby moja swiadomosc zastepowalo cos innego.. Ale ja wciaz widze, wciaz pamietam. -

- Wedle tego nie ma co zostawac w tym miescie. Nie wiem co sie dalej moze dziac.. Musimu uciekac do Hentos... Mam tam znajomego ktory chyba bedzie mogl nam pomoc. Po drodze bedziemy starli sie zaradzic efektom. A ten naszyjnik ktory mi dales... On stracil kolor... -

- Jak to stracil kolor... Przeciez... Robiles z nim cos? -

- Nie.. Poprostu trzymalem go w kieszeni.. A on zbladl... Moze lepiej bedzie jak go Tobie oddam. -

- Nie! - Xan krzyknal lecz sam sie przejal tym co zrobil - Zatrzymaj go, tak wlasciwie trzymaj go odemne z daleka. Prosze, to chyba mozesz zrobic na ten czas. - Xan wydawal sie byc bardzo zdenerwowany wszystkim co sie dzialo... Ranek wstawal coraz szybciej... Bylo to nawet troche dziwne bo byla dopiero 4 w nocy...

Nagle gdy kompani siedzilei tak w rogu karczmy, drzwi zaskrzypialy i otworzyly sie. Wszedl do srodka czlowiek ktorego Teluumen widzial pierwszego dnia gday tu przybyl... - Ta kobieta od karety... - Rozejrzala sie dookola. Ubrana byla w dlugi skorzany jasno brazowy plaszcz. A pod nim byla kurtka skorzana z licznymi paskami. Obejrzla sie w strone Teluumen'a i Xan'a. Spontnicznie wyjela spod plaszcza pistolet i oddala jeden strzal... Hukniecie... Struga bialego dymu... Drazniacy zapach prochu... Jedna rana...

---------------------------------

Postac zniknela tak samo szybko jak sie pojawila. Na podlodze lezal Teluumen z przestrzelona piersia. Krew zalewala kolejne deski. Wookol niego krzatali sie jacys ludzie. nie widzial ich twarzy. Zdawali sie byc jak duchy przelatujace nad jego glowa. ich zamazane sylwetki nic mu nie mowily kim sa...

- Leila! Co robimy.. On nam tu zaraz umrze... Xan jak mogles na to pozwolic. Teli.. Odezwij sie prosze. - Nimrodel trzymala twarz Teluumen'a i starala sie mowic cokolwiek by elf nie stracil przytomnosci. Jego oczy mimo iz byly otwarte niewiadomo ile widzialy. I czy w ogole widzialy.

- Biegne po medyka! - oswiadczyla Leila. - Wy tamujcie krew. On nie moze sie wykrwawic.
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sat Dec 13, 2003 12:19 pm   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Noc byla jedna z tym mrocznych. Chlod ksiezyca ogarnial wszystko co stawalo mu na drodze. Lekka mgielka unosila sie nad brzegiem morza i powoli wlewala sie w miasto. Ulice pokryly sie lekkim bialym nalotem jak na poczatku zimy. W karczmie zgasly swiatla, wydawac by sie moglo ze juz nikt nie czekna na nikogo. Karczmarz nie spodziewal sie juz nowych gosci bo o tej porze juz dawno kazdy powinien sobie znalezc odpowiednie lokum. Luna ksiezyca dwawala odpowednie swiatlo by cokolwiek widziec w Samarze. I bardzo dobrze...

Xan wyszedl z karczmy. Okryl sie plaszczem i wlozyl skorzane rekawice. Ta noc przypominala mu jedno wydarzenie ktore zmienilo cale jego zycie. 8 lat temu w okolicach kopalni niedaleko Hentan zdarzyl sie wypadek. Znal juz wtedy dobrze Teluumen'a ale byla to chwila gdy musieli rozdzielic swoje scierzki na pewien czas.

- Uff.... Zimno... - Powiedzial z cicha Xan przechodzac przez most. Rzeka przeplywajaca przez Samare pokryla sie tak samoj ka wyszstko dookola lekka mgla. Nagle... W odleglosi jakis stu krokow od mostu meszczyzna spostrzegl znikajaca za winklem postac. Bylo to cos czego bardzo nie lubil. Faktu ze kto go sledzi, patrzy na kazdy jego ruch i czeka az przyneta zlapie haczyk za ktory potem wystarczy posiagnac. Ruszyl w strone skrzyzowania. Kaptur zsuna sie z krotko obcietej glowy. Brakowale jeszcze kilka krokow. Uslyszal przyspieszone kroki. Teraz byl to odpowiedni moment by puscic sie w pogon za szuja. Biegl... Minal zakret... Widzial uciekajacego czlowieka... Jego szybko przemieszczajace sie nogi podrywaly do gory dlugi plaszcz. Kolejny zakret, kolejna dlugosc ulicy... - Czego chcesz odemnie?! - Huknal Xan lapiac czlowieka za ubranie i unoszac do gory. - To ty... Ten facet z karczmy! -

- Nie zabijaj mnie, blagam! Powiem ci wszystko! Wszystko co chcesz tylko mnie nie krzywdz.. Blagam... - Jeki meszczyzny byly niedo zniesienia dla Xan'a. Puscil scierwo na ziemie i patrzyl sie z politowaniem na ten kawalek miesa. Odwrocil sie na chwile y zobaczyc czy oprocz nich nie ma tu niekogo jeszcze. Wtedy poczyl przeszywajacy bol...

Dlugi sztylet przeszyl go na wylot. Lekka steruga krwi juz splywala bo jego klindze za ktora trzymal ow maly niepozorny meszczyzna. Xan padl na kolana i chwycil sztylet obiema rekami. Meszczyzna zaczal uciekac, ogladajac sie co chwila za siebie. Biegl w nieslychanej panice. Obijal sie o sciany, potykal o wlasne nogi. Przerazliwie sie bal... Niewiadomo czy tego co zrobil, czy tego co moze sie mu przytrafic...

Xan lezal juz w kaluzy krwi. Lekka para unosila sie z jego ust... Smierc przychodzila szybko. Zalewala mu oczy ciemna poswiata, tracil powoli sluch, konczyny odmowily mu posluszenstwa... Powoli przestawal myslec o czymkolwiek... Zasypial... Lecz coraz mocniej czol cieplo rozchodzace sie od zranionego miejsca... Przechodzilo go wzdloz, powoli rozchodzilo sie do rak.. Nog... Juz nie czol bolu... Wstal, jednym zamaszystym ruchem wyciagnal kawalek zaostrzonego zelastwa z piersi... - Jeszcze Cie znajde gnido... I wyrrzne was wszystkich... - Mysli byly jasne...

Meszczyzna biegl nadal... Nagle schowal sie w zaulku i dyszl mocno ze zmeczenie... Ze strachu...

- Wybierasz sie gdzies? - Glos Xana stojacego tu obok wydal sie tak przeszywajacy jak stos kamieni spadajacy z duzej wysokosci. Wrzask...
I to byla jedyna rzecz jaka zdarzyl zrobic przestraszony czlowiek... Chwile pozniej jego cialo zwisalo nabite na reke Xan'a... Widok byl okropny... Bo reka przedziurawila klatke piersiowa i uniesiona w gore robila za wieszak... Czlowiek rzucal sie w przedsmiertnych konwulsjach probojac wydobyc ostatnie tchnienie... Na prozno... Xan zrzucil scierwo na ziemie... Zdjal rekawicze i wytal ja o niezakrwawiona czesc ubrania trupa...

-------------------------------------------------

- Nie bylem przy tym... Akurat wtedy musialem pojsc z misja do pobiskiej wioski gdzie panowala zaraza... On pracowal przy wykopaliskach wraz z innymi ludzmi... Natrafili na cos co wycielo w pien wszystkich... A tylko jego pozostawilo przy zyciu. Gdy go znalazlem lezal pol martwy w pobliskim zagajniku. Nie chce wiedziec co oni tam znalezli, ale widok byl okropny. Ludzie mieli poodrywane czesci ciala. Glowy zmasakrowane... Wszedzie plynace rzeki krwi. Naliczylem sie 28 trupow... A tylko jeden ocalal... Tylko Xan... Wyzdrowial po jakis dwoch miesiacach. Mial pocharatana noge i jak moze zauwazylyscie wciaz lekko na nia kuleje. Udalo mi sie wyleczyc go ze wszelkich blizn, ale cos w nim zostalo po spotkaniu z tym czyms. Nigdy nie chcial mi powiedziec co to bylo... Mowil tylko ze bawilo sie ludzmi jakby byli z papieru... Rozrzucalo po okolicy z taka sila jakiej dotad nie widzial... To bylo straszne... Straszne tazke to ze wiekszosc z tych ludzi byla wlasnie z owej pobliskiej wioski... Wiecie jak wyglada 28 swierzych grobow? Wiecie jak wygladaja twarze ludzi ktorzy ja kopali? Jak patrzyli sie na ocalalego Xan'a? Wniosek z tego byl jeden... On ocalal.. Ale w jakim celu? -
  Topic: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
Teluumen

Replies: 161
Views: 4838

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sat Dec 13, 2003 11:26 am   Subject: "Mroczne Cienie nad Duaten" Idea/Poprawki/Posby
Eh... Droga Nimrodel... Tak to jest jak sie nie czyta na bierzaco postow. Pisalem zeby robic Charakterystyki postaci w osobnych postach. Tylze zeby nie mowic odrazu wszystegiego o tej postaci. Tylko uaktualniac informacje. I dobrze by bylo gdyby kazdy mial wplyw na pojedynczego bohatera.
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Fri Dec 12, 2003 7:31 pm   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
- Teli? Czemu nie ulzysz dziewczynie? Takiej dziewczynie nie ulzysz? - Zapytal Xen ze szczerym usmiechem na twarzy. Byla to prawde mowiac gigantyczna podpucha ze strony Xan'a, ale tazke moze chcec ukazania prawdziwej natury Teluumen'a.

- A masz to czego bede potrzebowal? Barman?! Sól Cypryjska jest? - Barman zrobil oczy wieksze nizli przy normalnym zdziwieniu. Jego twarz mowial poprostu "mow do mnie jeszcze".

- Sadzisz ze proponowal bym Tobie udzialy bez zaopatrzenia?- Xan wyjal zza pazuchy maly czarny woreczke przewiazany rzemykiem. - Oto i twoja sól -

- Co to jest? Co z tym bedziecie robic chlopaki? - Nimrodel wygladala na wyjatkowo podekscytowana zaistaniala sytuacja. Teluumen usmiechan sie do niej delikatnie zachecajac do daleszych pytan. - Ej no... Przepraszam Cie za to na gorze... No powiedz mi... Prosze... - Elfka zrobila jedna z tych dziewczecych blagalnych min, lecz Teluumen pewny ze w tym momencie nadeszlo jego 5 minut nie chcial uszczypnac nawet funta tajemnicy.

Zlapal dziarsko woreczek i wstal od stolu. Obydwoje ruszyli za nim na gore. Xan doskonale wiedzial co zaraz sie bedzie dziac dlatego jeszcze bardziej podpuszczal Nimrodel roznymi opowiesciami, lecz wciaz nie mowil co sie zaraz stanie. Teluumen poprosil elfke o klucz. Dziewczyna podala miedziana rzecz i oczekiwala z niecierpliwoscia. Drzwi juz staly na osciez gdy Teluumen uklekna przed lozkiem Leili.

- A wy co? Przyszliscie sie poznecac nademna? - Teluumen przylozyl palec do ust i pomogl dziewczynie przekrecic sie na plecy. Zakryl jej oczy i kazal oddychac spokojnie kladac reke na piersi.

- He... Teraz bedzie najlepsze... - Zasmial sie opierajacy o framuje drzwi Xan. Nimrodel uklekla przy Teluumenie i z bacznoscia obserwowala co sie bedzie dziac.

Elf podniosl worek. Z gracja rozwiazal i uszczypnal zawartosc sakieweczki. Nimrodel przyjrzala sie uwaznie zoltawemu proszkowi miedzy palcami Teluumen'a. On zas posypla poszkodowanej brzuch i kawalkiem wegla trzymanym w drugiej rece narysowal dziwaczny znak tuz obok rozsypanej soli.

- Radze zamknac Ci oczy Nim... - Oznajmil Xan.

Teluumen przymknal powieki i recytowal pocichutku jakas formule. Nagle jak nie zablyslo! Pokoj na chwile stanal w swietle a potem wszystko wrocilo do normy. Nimrodel zaczela trzec oczy z bolu ktory z reszta z chwila kolejna ustapil, ale bylo to niemile doswiadczenie. Nagle znazcek psany weglem na brzychu Leili zaczal sie poruszac. Powedrowal w strone jej ramienia, potem zniknal na plecach. Dziewczyna nie ruszala sie, oddychala tak jakby nic sie nie stalo. A jednak sie dzialo.. I to duzo jak na jeden raz. W chwile potem Teluumen wstal, otrzepal rece i oznajmil - No... To tyle sztuczek na dzis. - Smiejac sie przy tym do Xana i obserwojac reakcje Nimrodel.

- O cholera... - Dziewczyna dalej kleczala przy lozku. - I ty mi o tym dopiero teraz...! Tak... Nic nie mowiac...!? No wiesz? Jak mogles... - Reakcja byla nadzwyczaj dziwna. Ciezko bylo zgadnac co tak naprawde bylo na mysli w efki glowie, ale mialo to bardzo duzo wspolnego ze slowem "wow".

- Hej Leila? Mozesz juz otworzyc oczy, juz po wszystkim. - Powiedzial Xan marszczac troche brwi.

- Jak to po wszystkim, przeciez dopiero co kazales mi zamknac oczy a juz po wszystkim? - Dziewczyna bez problemu podniosla glowe i usiadla na lozku. - Yyy... Jakto? -

- Takto... Najdrozsza... Idziemy dopic piwko, co nie? - Zapowiedzial Teluumen i ruszyl na dol.

- Nie dziekuj mu... On nie lubi tego po takich numerach. - Szepnal Xan i ruszyl za Teluumen'em - Ej, poczekaj! Zebys sie nie rozpedzil z tym piciem! -

Leila dziwnie spojzala na Nimrodel. Tak jak sie spoglada po tym jak ktos powie cos glupiego. Ale bylo to troche inne spojrzenie. Majace wiele wiecej z niedowierzania. Nm wzruszyla ramionami i wstala. Nastepnie pociagnela Leile za reke i obie poszly na dol zamykajac za soba drzwi.
  Topic: [P] Gospoda Pod Rozbrykanym Kucykiem : Prop. Zakonczenia...
Teluumen

Replies: 9
Views: 1048

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Fri Dec 12, 2003 4:30 pm   Subject: [P] Gospoda Pod Rozbrykanym Kucykiem : Prop. Zakonczenia...
Sorka za bledy wszelkiego rodzaju. Pisalem w pospiechu wiec ile z tego bez z sensem.. Ile bez.. Ile zrozumiecie a ile nie... Juz chyba nie lezy w mojej mocy :D Komentowac. Dawac swoje zakonczenia :D
  Topic: [P] Gospoda Pod Rozbrykanym Kucykiem : Prop. Zakonczenia...
Teluumen

Replies: 9
Views: 1048

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Fri Dec 12, 2003 4:27 pm   Subject: [P] Gospoda Pod Rozbrykanym Kucykiem : Prop. Zakonczenia...
Zaczynajac od posta Nimrodel z "Czw Gru 04, 2003 5:18 pm"

Teluumen szedl za nieznajoma przez krystaliczne korytarze. Ich ilosc byla niezliczona. Odbicia obojga skakaly po scianach niczym w kalejdoskopie. Teluumen sam juz dawno stracil by kierunek albo porozbijal sie o sciany gdyby nie przewodniczka. Nagle sciany zablyszczaly blekitnym swiatlem i ukazaly niebo...

- Na poczatu ustanowiaiono Niebo drogi Teluumenie, chyba znasz te opowiaesci prawda? - Dalej w szklanych scianach ukazywala sie kolejne epoki tworzenia swiata. Jego przeksztalcania sie, powstania pierwszych ras, pierwszej milosci, pierwszego zabojstwa... Pierwszysch wojen i rozejmow. Obrazy skakaly tak szybko ze niesposob bylo za nimi nadarzyc, lecz umysly przyjmowaly te informacje swobodnie i bez zadnych przeoczen. Nagle pojawil sie obraz swietlistej istoty. - Nie wiemy kim on jest, przybyl tu miliony lat temu nie wiadomo po co i kto go tez przyslal - posostawalo niewyjasnione. Ale jego przybycie bylo zwiastunem przyjazdu nas... Istot wiecznych, posiadajacych dary od stworcy. Kazdy z nas tak samo ty jak i ja dostal jeden dar. Ty dostales dar wladania roslinami, panowania nad ich wzrostem, nad ich zyciem lub smiercia. Ja, mam na imie Nateoria. Mi ofiarowano dar wladania ksztaltem. Potrafie bez wiekszych problemow robic wszystko z podrzednych form konstrukcji swiata. Jest tu wiele innych osob posiadajacych takowe dary i kazdy z nich jest inny. Zapraszam w ten tunel drogi Teluumenie... Nasz przewodniczacy, Morgul zgromadzil nas wszystkich. Odnalazl i sprowadzil tutaj, do wiezy "Przeznaczenia Świata" jak ja nazywali pradawni. Kiedys byly to poprostu zwaliska gruzow i skal. Lecz z momentem jak kazde z nas przybywalo powstawaly tu nowe rzeczy. Powstawaly nowe pomieszczenia, nowe wystawne sale. Zostala zalamana przestrzen tej budowli. Teraz moze tu byc wszystko, albo nic. - Dziewczyna wciaz nie odwracala sie do elfa i jakos sytuacja nie zapowiadala tego.

- A w jakim celu zgromadzilismy sie tu? Przeciez osoba posiadajaca te wszystkie dary byla by niepokonana... -

- Ale jak narazie nie jest jeszcze jedna osoba....

- Jak to narazie? Mowisz ze dojdzie do polaczenia naszych umiejetnosci? Naszych darow? -

- Nie tyle umiejetnosci Drogi Teluumenie... - Przed nimi stanela gigantyczna sala oblozona krysztalem. Kolosalne kolumny podtrzywywaly nieprawdopodobny klarowny i jasny strop. Sala byla rotunda a prowadzily do niej niezliczone korytarze, drzwi, przejscia. - Pamietasz co mowilam o przestrzeni... -

- Niesamowite... -

- Bedziemy tu czekac dopuki nie zgromadza sie wszyscy z nas... - Powoli do sali zaczely splywac sie istoty. Roznych ras, rodznych nrodowosci. zachuczalao istnym tlumem roznych od siebie dusz ktore przyszly tu w podobnym celu do dwojka na poczatku. Tylko najprawdoopdobniej tylko nieiwielu sopdziewalo sie konca tego spotkania.

----------------------------------------------

Nimrodel wciaz stala przy Palantirze. tak naprawde nie wiedzial co ma dalej poczynic z faktem ze pomiedzy nia a jej przyjaciolmi stoja niezliczone przeszkody, a jednak ona widzi ich przed soba i slysza siebie nawzajem. Bylo to dziwne uczucie. Czemu, mozna zapytac? W kazdej chwili mogli byc rozlaczeni, w kazdej chwili moglo stac sie cos co nie pozwolilo by na pozniejszy uscisk przyjaciol. Stali tak na granicach swiata.

- Dobrze sie bawisz Nimrodel? - Zapytala postac przygladajaca sie elfce. Byla odziana w biel, krystaliczna biel i kazdy element jej ciala procz skory spowijala lekka poswiata. - Juz czas Slonko... Musisz pojsc ze mna.-

- Nie spodziewalam sie tu kogos takiego jak Ty... To jakas sztuczka? Starasz sie mnie oszukac? -

- Nie, skadze, Poprostu chce bys poszla za mna, a spotkasz swoich przyjaciol - Postac odeszla w ciemny korytarz. Nimrodel zas postawiona przed takim wyborem, poderwala sie od Palantiru i ruszyla za tajemnicza kobieta.

-----------------------------------------

Beren i Gil-Galad stali nad zabitym turem... Rozgladali sie dookola. Nagle... Blysk swiatla przeszedl od zabitego zwierzecia. Sklepisko pod nim zaczynalo sie zapadac ujawniajac nieprzeniknione swiatlo wydobywajace sie spod ziemi. Wojownicy zaczeli sie cofac ku scianom. Stali blisko siebie wspierajac sie nawzajem. Dziura poszerzala sie szybciej niz mysleli. Gdy osonal sie ostatni kawalek sklay na ktorym stali runeli w dol... Nie czuli ciagu powietrza, nie czuli nic.. Procz tetniacej w ich zylach krwi. Bogatej w powietrze, bogatej w zycie... Swiatlo bylo tak ostre ze zamkneli oczy... Nie wiedzieli co moze ich czekac.. Poprostu spadali w dol nie wydajac zadnych dzwiekow.

----------------------------------------

- Witaj najdrozsza, spodziewalismy sie Ciebie Nimrodel juz od jakiegos czasu. I nareszcie dzielo zostanie spelnione. - Morgul odziany w plaszcz z czarnego jedwabiu niczym specjalnym nie wyroznial sie od pozostalych setek postaci bedacych w podobnych odzieniach. Nagle Nimrodel przyszlo do glowy by spojrzec na siebie. Byla naga... Nie pozostalo juz nic z jej poprzedniego ubrania. Nie mozna opisac uczoc jakie czola w wej chwili. - Najdrozsi... Znacie zapewne powod dla ktorego tu jestesmy. W tej jedyny dzien we wszechswiecie... W tym jedynym miejscu w czasie... - Rotunda zadygotala. Posrodku wyrosl krysztal... Wygladal jak wieli trapez o kwadratowych podstawach. Wysonal sie z podloza jakies 4 metry wzwyz i zatrzymal sie z lekkim skrzypieniem szkla o szklo. Morgul stojacy najblizej krysztalu wzial do reki troche czarnego proszku i rozsypal go dookola krysztalu. Nagle blysk swiatla rozglel sie od wnetrza monolitu. Wszyscy zaslonilli sobie oczy przed uderzeniem swiatla. Tylko Morgul ktorego oczy nie az tak bardzo wrazliwe na swiatlo pozostal niewzruszony. Powiedzial jeszcze kilka slow, ale nie to bylo wazne. waznym zas byl fakt ze przeszeld przez linie jaka narysowal i zostal wchloniety przez monolit. Jego cialo rozerwane na strzepy zostalo wessane przez tetniacy biela krysztal. Teraz wewnatrz krecila sie z duza predkoscia lekka czarna chmura. Kolejne postacie zaczely przekraczac linie i tak samo byly rozrywane przez ciazenie krysztlu. Kolejne dymki o innych kolorach pojawialy sie w krysztale. Niektore laczyly sie ze soba, niektore unikaly wzajemnie. Teluumen stal juz bardzo blisko krysztalu gdy spostrzegl naga nimrodel stojaca w bezpiecznej odleglosci. Przepach sie posrod istot i chwycil ja za reke...

Pozostali tylko oni... On w ciemno zielonej szacie.. Ona naga posrod krystalicznego monumentu ktory teraz dudnil szarna poswiata... Teluumen spojrzal sie na dziewczyne i bez slowa usciskal ja... Rzucil sie w otchlan krysztalu patrzac sie wciaz na zadziwiona twarz elfki... Nagle zza jej plecow wylonili sie dwaj wojownicy.

- Co to jest? -

- Nie wiem... Nie chce wiedziec... -

Stali tak we trojke kilka krokow od dudniacego monolitu... A w nim sily coraz szybciej sie krecily, scieraly sie ze soba, walczyly, widac czasem bylo pojedyncze trzaski iskier dobiegajace wewnatrz. Potencjaly roznych odzajow sie scieraly i tworzyly nieograniczone cieplo dookola posagu...

Delikatna fala ciepla poderwala wlosy podroznikow... Budynek zatrzasl sie. Krysztal wyrwal sie z podlogi rozdzierajac szklo pod nim na drobne kawalki ktore poruszaly sie w otoczeniu jak zabojcza chmura. Nimrodel popatrzyla sie na wojownikow. - Uciekajcie! - Sama natomiast z rozbiegu skoczyla do unoszacego sie krysztalu. Luka w odlamkach szkla przepuscila ja bez uszczerbku do wewnatrz krysztalu. Wowonicy wpatrzeni w ogrom sytuacji nagle oderwali swe oczy i zobaczyli w oddali wielkie wrota... A z nimi... Ruszyli w pelnym biegu uciekajac przed wirujacym monumentem... Kawali szkla wbijaly sie w pancerze, odpryski przeslanialy wyjscie...

Nimrodel widziala dookola siebie te setki malych kolorowych drobinek. Ktore nagle zaczely wbijac sie w nia niczym szpile i przenikac do wewnatrz. Jej wrzask byl zaklocany calym charmidrem jaki sie dzial poza krysztalem. Nagle zaparlo jej dech. żrenice rozszerzyly sie do maksimum...

Podmuch uderzenia zmiotl z powieszchni cala wierze... Oraz lasy w okolicy. Wojownicy znalazwszy ogromy wykop znalezli w nim stosowne schronienie. Przerazeni tym co sie wydarzylo patrzyli na swoje konczyny pocharatane przez odlamki szkla. Galad pierwszy wychylil glowe by zobaczy co sie stalo.

Jedyne co spostrzegl to gigantyczny krater posrodku ktorego jarzylo sie male swiatelko.

Wyszeld z wykopu pociagajac za soba Berena... Przesli wiele metrow zanim zobaczyli istote zbudowana ze swiatla. miala dziewczece ksztalty. Siedziala skulona jak embrion posrod tego ogromu zniszczen. Jedyne co bylo dookola to wydrapana do skaly ziemia i pozostalosci po zweglonych drzewach.

Nagle wstala, byla mniejsza niz oni. Patrzyla sie na nich swymi pustymi oczami. Jej blask jednak nie byl razacy dla oczu. Podeszli do niej. Ona wypowiedziala cos w nieznamym im jezyku. Dotknela ich rak...

...Rany znikaly jak za sprawa magii. Cierpienie odchodzilo w niebyt...

- Zegnajcie... - Odrzekla postac i wzbila sie jak motyl w powietrze. Lecac coraz wyzej i wyzej pozostawiala po sobie tylko tych dwoje... Oni odprowadzili ducha wzrokiem... Rzucili bron. Padli na kolana... - Zegnaj Berenie... Zegnaj Galad...- Powiedzieli sobie wzajemnie...

Ich rece zaczely rozplywac sie w przestrzeni. Jaskrawy pyl rozchodzil sie w otoczeniu... Jego slodki waniliowy zapach utulil ich do snu... Rozplyneli sie do cna... Za nimi otaczajace ich rzeczy... Skaly obrocily sie w pyl... Powietrze ulecialo... Lasy.. Drzewa... Istoty... Zycie.. Smierc... Swiatlo... Cienosc... Bol... Przyjemnosc... Swiadomosc... Nieswiadomosc.. Ulecialy... Jak jedno uderzenie zegara....
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Thu Dec 11, 2003 9:36 pm   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
- Oni sie znaja?! Dlaczego Teluumen nic nie powiedzial! - Mysli Nimrodel klebily sie coraz bardziej. - W takim razie dlaczego... - W tym momencie Leila polozyla sie na lozku i odetchnela geboko. Drzwi zamknely sie pozostawiajac podejzliwa Nimrodel i druga dziewczyne w srodku.

- Nie sadzilem ze Ty jeszcze zyjesz. Myslalem ze tamtego dnia wszystko bylo przeciw nam. - Odrzekl meszczyzna sciskajac reke elfowi.

- Powiem szczerze ze bylem podobnego zdania. Tylko powiedz mi przyjacielu dlaczego akurat to miasto? Co tym razem sie dzieje? -

- Doskonale wiesz ze sciagam klopoty. Tak szczerze mowic to nie wiem i moze nawet nie chce wiedziec, ale mialem przeczucie ze tu przybedziesz predzej czy pozniej, a chcialem sie z Toba zobaczyc by przekazac ci pewna rzecz. - Xan odslonim swe lica i oczom Teluumena ukazala sie nie ta sama mlodziecza twarz co 12 lat temu. Teraz pokrywaly ja male acz liczne blizny. Byla idealnym odzwierciedleniem tego przez co przeszedl ten czlowiek. Wiele razy musial otrzec sie o smierc. Lecz jaego piwne oczy nadal mialy ten sam przeszywajacy wyglad. Lekki zarost podkreslal jego zacietosc i chcec zycia, chociazby dlatego by sie pewnego dnia znow ogolic. Tak wiec Xan odchylil swoj plaszcz i z jednej z licznych skorzanych schowkow wyjal jakis maly wisiorek. Wygladal niczym mala fiolka na ktorej szczycie siedzial maly smok a swoim ogonem obkrecal ja dookola tak by nigdy mu sie nie wyslizgnela. Smok byl szczerozloty, przez swoje bloniaste skrzydla mial przelozony lancuszek. Natomiast zawartosc? byla zielona i mocno fosforyzowala otaczajac reke Xan'a lekim zielonkawym blaskiem. - Wiesz skad to mam? Byles moze kiedys w Duaten? Pierwszym miescie zalozonym tu ponad 130 lat temu na ruinach dawnych plemion? -

- Nie, jakos nigdy nie zapuszczalem sie az tak daleko. Przeciez to za gorami Garadestru... -

- Powinienes kiedys jednak sprobowac poplywac, bardzo ulatwia to zycie. Nawet jesli masz paniczny lek przsed lodziami. -

- Poruszyles drazliwy dla mnie temat czlowieku. Mimo iz znamy sie juz troche to nigdy nie wybacze tobie tej przeprawy lodzia. Moglem faktycznie wtedy utonac jełopie. - Twarz Teluumena w pelnej krasie odzwierciedlala to co wlanie mowil, o czym mysal. Az bylo widac ponownie ten strach w jego oczach.

- Za to Cie lubie elfiku. Za ten cholerny brak poczucia humoru. - Xan objal wdzieczne podroznika i opklepal do po plecach. - A teraz trzymaj to paskudztwo, nie wiec co z tym zrobic. A znalazlem to w takim miejscu ktore nic nie moglo mowic o jego pochodzeniu. -

- To znaczy? -

- W sciekach na brzegu morza, plywalo sobie tuz przy brzegu gdy rozladowywalem transport z Trytonu. -

- Dziekuje... Widac zrobil sie z Ciebie wielki podroznik drogi Xanie. Duaten, Tryton... Teraz Samara, a co jutro? Moze inne wyspy? -

- Przesadzasz, czlowiek jak dobrze wiesz zrobi wszystko dla kilku zlotych monet w sakiewce. A swego czasu mialem taka potrzebe. - Gdy Teluumen wzial tajemniczy wisior do reki jego blask jakby ucichl. Schowal sie wewnatrz i nie dawal zadnego znaku. Zielonkawe zabarwienie stopniowo tracilo swa barwe az wreszcie plyn zrobil sie przezroczysty. Lecz oczy elf nie zwrocily na to uwagi gdyz byly bardzo zaaferowane nowym wygladame przyjacila z dawnych lat.

- Cholernie sie zmieniles Xan. Z poczatku nie mialem pojecia ze to mozesz byc Ty, mimo tego glosu. Ale pomyslalem sobie... Nie bede kusl losu. A jednak... -

- Niezbadane sa wyroki bogow jak widzisz. Ty z kolei jestes tym samym pierdola co i te 12 lat temu. -

- Moze nie bede wam przeszkadzala, starzy przyjaciele co? - Glos Nimrodel dobywajacy sie zza uchylonych drzwi byl tak ironiczny ze zaraz mozna bylo sie spodziewac nieprzewidzianych nikomu reakcji. I tak faktycznie bylo... Szybkie uderzenie zwinnych ramion elficy powalilo Teluumena na ziemie. - Czemu nic nie mowiles ze go znasz!? Ja tu ze strachu umieralam a Wy sobie teraz zarty stroicie! Zero sprawiedliwosci na tym choernym swiecie...! - Nimrodel widac potrzebowala tego wyladowania. Zatrzasnela drzwi i slychac bylo przekrecany z drugiej strony klucz. - Mam was dosc konspiratorzy na ten dzien! -

- Ciekawa osobka, nie ma co... To jakas nowa znajomosc? - Xan pomogl wstac elfowi ktory trzymal sie za obolala szczeke. - jejku, z Ciebie naprawde jest ta sama dawna pierdola. Moze i dobrze, nie bede musial zmieniac nawykow by zawsze ratowac i tylek. -

- Jasne... Potrafisz podniesc na duchu. Tak, poznalismy sie rano. To znaczy z tego co mowiles trzy dni temu rano. Nimrodel ma swoj tupet , nie ma co ukrywac. A ta druga jesli chcesz zapytac... Leila, mieszka w tym miescie juz troche... Uratowala mi zycie przed rozjechaniem pierwszej nocy. Tez niezla osobka. -

- Obydwie sa niezle... Ty to zawsze miales dar do znajdywania ladnych a zarazem zaradnych dziewczyn. Cholerny szczesciarz... Choc... Chyba musimy wynajac inny pokoj bo tu nas nie chca. Przy okazji postawie ci pinte piwja jak za dawnych lat... -
  Topic: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Teluumen

Replies: 96
Views: 3974

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Thu Dec 11, 2003 12:01 am   Subject: [P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Przesuwanie ciezkiego przedmiotu znad pokrywy moglo zapowiadac pewne zmiany. Albo kolejna osoba zapytalas sie o nieodpowiednia rzecz albo Ci ktorzy trzymaja tu naszych podroznikow doszli do jakiego wniosku. Coraz wiecej swiatla wpadalo co ciasnego pomieszczenia. Poderwano z sufitu jakies plotno i teraz juz jasne strugi swiatla dostawaly sie do srodka odslaniajac walajace sie na ziemi warzywa. Teraz moglo wydawac sie jasnym ze werdowcy nie opuscili gospody. Tylko kto to mogl byc... Ponownie sufit zaskrzypial... Nagle uslyszeli jak podnosi sie lancuch na ktorego koncu bylo oczko od klapy. Klapa otworzyla sie... Strumien swiatla oslepil podroznikow. Zachowywali sie jakby przez dni nie widzieli Slonca. Ich zrenice zrobily sie tak male ze prawie nic nie widzieli procz swoich rak przeslaniajacych snop.

- No Juz! Wychodzcie... Szybko! - Glos nie byl podobny do zadnego jaki slyszeli wczesniej. To byl wysoki meski glos. Nie dalo sie odczoc jego zamiarow. Na dol zostala spuszczona drabina. Teluumen pierwszy spojrzal sie po swoich towarzyszkach i zlapal sie kurczowo drzewca. Podciagnal do gory i wstal na rowne nogi wspomagany przez nieznajomego. Odziany byl w czern, lecz w jaeg wizerunku malo bylo zla. Wydawal sie uprzejmy i pomocny. Zamienili spojrzenia i ocenili zagrozenie. Teluumen spojrzal w dol i zachecil Nimrodel do wyjscia wyciagajac ku niej reke. Zlapala sie mocno i wciagnela do gory. Po niej Leila, lecz dopiero teraz bylo widac iz dziewczyna jest ciezko poturbowana na plecach i ciezko jest jej chodzic.

- Tedy... Droga wolna... - Odezwal sie cicho meszczyzna. Nie bylo wiadc co mial pod plaszczem - Tu leza wasze rzeczy. - Te "wasze rzeczy to byly jedynie plaszcze i dwa sztylety nalezace do dam.

- Jak Cie zwa? - Zapytala Nimrodel przypatrujac sie postaci. Nie widziala jej twarzy, jedynie blyszczace oczy i kawalek porzadnie dbudowanej rzuchwy.

- Nie czas teraz na to... Dowiecie sie pozniej, teraz trzeba stac uciec poki tamci nie oprzytomnieja. - Wyszli przez niskie drzwi. Podroznicy nie wiedzieli zupelnie gdzie ida. Kierowali sie na nieznajomym jak male kaczatka za matka. Weszli schodami na gore. Przesli kolejne drzwi. Dopiero teraz poczuli w nosach ten sam zapach palonego opiom o zapachu roz. Wydawalo by sie ze sa blisko glownego wyjscia. Lecz nagle przeszli przez ducha kuchnie z wieloma piecami pod ktorymi powoli dogasal ogien i staneli przed wielkimi stalowymi drzwiami za pewne bedacymi przejsciem dla sluzby. Nieznajomy wyciagnal z kieszeni klucz i wlozyl go w zamek. Przekrecil kilkakrotnie i drzwi stanely otworem. Wyszli na zaplecze karczmy. Dookola walaly sie jakies skrzynie, worki z ktorych wysypywala sie maka, cukier... Stalo tam mnostwo beczek niewiadomo z czym ale bylo ich tak wiele ze czlowiek moglby szybko stracic kierunek. Nimrodel spojrzala w gore. Niebo bylo tak czyste i klarowne ze bylo widac wszystkie gwiazdy. Nagle uderzyla ja mysl. Przeciez jak tu wchodzil to rozpoczynala sie noc... A teraz gwiazdy patrza sie na nich najjasniej jak tylk moga? Widac spedzili tam wiecej niz kilka godzin.

- Ile tam bylismy? - zapytala Nimrodel

- Od momentu jak was sledzilem nad morzem minely trzy dni. - Odparl nieznajomy.

- Sledziles nas? To jak mozemy Tobie zaufac!? - Pociagnela meszczyzne za czarny plaszcz. - Stoj! - Zatrzymali sie posrodku waskiej uliczki. Dookola nie bylo ani zdziebka swiatla ktore by chocby na moment umilalo zaistniala sytuacje.

- Widac musicie bo nie macie innego wyjscia. Oni beda was scigac, za to co widzieliscie, za to co wiecie. Nie ma przed nimi ucieczki. I zanim was zlapia radze jeszcze troche powalczyc o przetrwanie. A teraz siedz chicho elfko i daj mi pomyslec. - Mimo iz osobnik byl poddenerwowany pytaniamy Nimrodel to nie dal po sobie poznac oznak gniewu, lecz byly one wyczowalne. Odwrocil sie od Nimrodel i Teluumena podtrzymujacego ledwo trzymajaca sie na nogach Leile i uniosl rece do twarzy. Widocznie zastanawial sie co mozna by dalej poczynic z tym faktem.

- Sadzilem ze jesli juz ktos zechce nam pomoc to bedzie mial juz wszystko zaplanowane... - Irytacja Nimrodel widac rosla... Ale nie chciala aby teraz cala ich nadzieja odwrocila sie na piecie i odeszla.

- Uznam ze tego nie slyszalem. A teraz chodzcie. Znam dobre miejsce by porozmawiac w spokoju. - Nieznajomy wyrwal z kopyta i powoli sie oddal. Trzej towarzysze jednak stali i przygladali sie jego malejacej sylwetce.

- Nie ufam mu... Nawet nie chce mu zaufac... - Mruczala pod nosem Nimrodel.

- Z takim ciezarem jaki teraz za soba niesiemy chyba bedziemy musieli. Nie przychodzil tu po to tylko by nas wyciagnac a potem obrabowac. Mogl to juz zrobic na miejscu - Odrzekl Teluumen poprawiajac uchwyt na pasie dziewczyny. Glowa Leili opierala sie teraz bezwladnie na policzku elfa. - Powiem wrecz ze musimy teraz zaryzykowac.-

- Idziecie czy nie? Mowie wam do cholery ze nie mamy czasu! - Ruszyli za nieznajomym. Nieswiadomi niebezpieczenstw, nieswiadomi przygod jakie dopiero teraz zaczely sie przed nimi...

--------------------
PS. Przepraszam za literowki...
  Topic: Straszna prawda
Teluumen

Replies: 45
Views: 2527

PostForum: Luzne - Tworczosc Tolkiena   Posted: Tue Dec 09, 2003 5:53 pm   Subject: Straszna prawda
A czy Wachowski to nie jest polskie nazwisko? :) Moze i nie ale prawdopodobienstwo jest gigantycznie. Co do wierzen indian spoko... Przynajmniej obudzili pomysl. Sadzilem ze mialas na mysli ze zerrzneli pomysl z jakijes ksiazki czy czyjejs publikacji. I raz jeszcze powtarzam.. Nie przekonuje i nie chce... Bo wiem ze prawda jest jak D*&^... Kazdy ma swoja...
 
Page 3 of 12
Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
recenzje anime, fanfiki
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów