Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat
Search found 1 match
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Author Message
  Topic: Pakt
Salah

Replies: 0
Views: 766

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sun Feb 25, 2007 10:57 am   Subject: Pakt
Witam, jako że straciłem wenę na dokończenie ostatnich moich wypocin postanowiłem napisać coś nowego. Oto jak się przedstawia wstęp do mojego nowego opowiadania "Pakt".
Prosiłbym o komentarze.
Pozdrawiam

*

- Ojcze wybacz mi bo zgrzeszyłem.
- Co cię trapi synu? Powiedz mi, a na pewno Pan ci przebaczy i uleczy twą duszę. – Ksiądz wypowiedział swoją dobrze znaną formułkę, przyglądając się gościowi przez niewielkie kratki w okienku konfesjonału.
- Ja…ja…zabiłem człowieka – łzy pojawiły się w oczach wielkiego mężczyzny, który ledwo mieścił się przy konfesjonale – naprawdę, nie chciałem tego zrobić, ale jakoś tak wyszło. Nazwał mnie brzydko, a ja się zdenerwowałem, no i… uderzyłem go – kolos zaczął płakać jak dziecko.
- Spokojnie synu. Skoro mówisz, że stało się to przez przypadek to naprawdę nie masz się czym martwić. – ksiądz wyciągnął spod sutanny mała piersiówkę i zrobił porządnego łyka – pyzatym to on cię sprowokował synu. Uwierz mi, zapewnie wielu mężów postąpiło by tak samo.
- Ale ja nie chciałem tego zrobić! – cała jego twarz zalana była łzami – ja tylko chwyciłem go za kark i przytrzymałem. Wtedy jego twarz stała się taka sina. Wydawało mi się to śmieszne. Nie wiedziałem, że człowiek może zmieniać kolory, ale kiedy puściłem on spadł na podłogę i już nie wstał.
- Spokojnie. Jeśli naprawdę żałujesz tego co zrobiłeś, będzie ci wybaczone – kapłan zrobił kolejnego łyka – tak, wystarczy, że odprawisz pokutę i przyrzekniesz przed bogiem, że już nigdy tego nie zrobisz.
Mężczyzna wytarł nos w rękaw swojego giezła i przysunął twarz do okienka – Kogo mam się pozbyć? – zapytał powoli, a jego twarz nabrała zupełnie innego oblicza.
- Widzisz synu, czasami stwórca poddaje nas najcięższym próbom, ale jeśli im podołamy zostaniemy wynagrodzeni w raju. Jest pewien człowiek tutaj w mieście, który zachęca ludzi do grzechu. Jak zapewne wiesz jedno z przykazań mówi: „Pamiętaj aby dzień święty święcić”, a ten niegodziwiec co niedziela ma otwartą gospodę, a w czasie kiedy jest odprawiana tutaj msza on obniża ceny piwa. Naprawdę nie godzi się na takie postępowanie.
- Rozumiem. Jak ma zginąć?
- Kto powiedział, że ma zginąć, na boga! – duchowny przeżegnał się – wystarczy, że go nastraszysz, ale oczywiście wypadki się zdarzają. Jeśli wiesz o czym mówię.
Mężczyzna zrobił znak krzyża i skierował się w stronę wielkich drewnianych drzwi.
- Powodzenia synu i niech Pan ma cię w swojej opiece – ksiądz przeżegnał się jeszcze raz i opróżnił całą piersiówkę.
Kolos podszedł do konia, którego zostawił nieopodal kaplicy i pogalopował w stronę rynku. Jadą uliczkami miasta rozglądał się w poszukiwaniu wszelkiego rodzaju biedaków bo jak każdy wie można ich podzielić na kilka kategorii. On najbardziej lubił kiedy miał do czynienia z typem „wal i pytaj” i właśnie takie zauważył.
Przygarbiony, brudny, ubrany w zielonkawe szmaty facet wyczołgał się właśnie spod stery śmieci. Jeździec zatrzymał się, zszedł z konia i błyskawicznie podbiegł do swojej ofiary. Silnym uściskiem chwycił go za kark i z całej siły uderzył nim o ścianę jakiegoś domu. Tamten wdał tylko krótki ryk poczym jego głowa bezwładnie zwisła w dół.
- Powiedz mi, która gospoda w mieście jest otwarta w niedziele? – uścisk na szyi delikatnie się poluźnił – No proszę, powiedz mi bo następnym razem przebijesz się przez tą ścianę.
żebrak podniósł głowę, wypluł trochę krwi i spojrzał w oczy swojego oprawcy – Diablik – wykrztusił z trudem – a teraz proszę puść mnie.
Kolos uwolnił żebraka ze swojego uścisku, a ten runął na ziemię łapią pospiesznie oddech.
- Dziękuję dobry człowieku. – wsiadł na konia i go zawrócił. Popędził wąską uliczką ile tylko jego wierzchowiec miał sił, gdyż „robota, którą zadał sługa boży nie może czekać”.

W gospodzie panował odór przepoconych klientów, ich śmierdzących nóg, dymu od tytoniu fajkowego i wszechobecnego piwa. Chociaż dopiero co zaczęło zmierzchać lokal był prawie, że pełen, a goście powoli tracili poczucie czasu i świadomości. Wrzask jaki stamtąd dochodził był doskonale słyszany dwie czy nawet trzy ulice daje a co dopiero przed samą gospodą, gdzie zatrzymał się jakiś koń, a jego właściciel, wielki mężczyzna właśnie wszedł do środka.
Kolos delikatnie zmrużył oczy, oślepiony dymem, który zaczął go drażnić. Wiedział, że nie może sobie tak po prostu tam wejść i załatwić roboty, gdyż na pewno jeden z klientów powiadomiłby władze. Podszedł powoli do brudnej lady, oparł się o nią i zawołał gospodarza. Nieduży, lekko łysiejący już grubasek podszedł do niego, trzymając w rękach drewniany kufel.
- Dobry wieczór. Czym mogę służyć? – zapytał z lekkim, wymuszonym uśmiechem na twarzy.
- Widzi pan, są w tym mieście ludzie, którym nie podoba się to, że prowadzi pan swój interes w niedziele, łamią w ten sposób jedno ze świętych przykazań. – głos kolosa był bardzo spokojny.
- Przysłał pana ten klecha prawda? Już nie jeden próbował mnie odciągnąć od tego, ale jakoś żadnemu się jeszcze nie udało i mogę pana zapewnić, że tylko marnuje pan swój i mój czas. Niech pan powie temu małemu alkoholikowi w sutannie, że nie zamierzam zamykać swojego lokalu. A jeśli się to nie podoba temu tam do góry, to niech sam tu przyjdzie i mi to powie. A tak nawiasem mówiąc wydaje mi się, że on nie istnieje.
Twarz olbrzyma pojawiły się krople potu, serce zaczęło mocniej bić. Wiedział, że nie załatwi tego w normalny sposób, ale jak rzekł ksiądz „wypadki się zdarzają”.
- Jakoś mi się nie wydaje, żeby On mógł do pana przyjść ale zawsze pan może wybrać się do niego. – Szybkim ruchem chwycił gospodarza za kark i przeciągnął po ladzie na swoją stronę. Drugą ręką chwycił go w pasie i rzucił na najbliższa ławę, która złamała się jak zapałka pod jego ciężarem. Wszyscy klienci wstali i przybliżyli się do ścian, gospody chcąc uniknąć jakiś obrażeń i wplątania w walkę, jedynie kilku najbardziej wstawionych zaczęło wrzeszczeć imię gospodarza.
Kolos podniósł z ziemi wielki kawał złamanego blatu i z całej siły uderzył w oberżystę. Ten w ostatnim momencie zrobił unik i przeturlał się pod sąsiednią ławę.
- Naprawdę nie chciałem żeby to się tak skończyło, ale nie dałeś mi wyboru – olbrzym podbiegł do ławy i wyrzucił ją w powietrze jakby ważyła kilka gram. Chwycił jedno z nielicznych tutaj krzeseł i uderzył nim w plecy swojej ofiary. Ta zawyła tylko i na czworakach zaczęła uciekać w stronę drzwi.
- Kto go powstrzyma będzie miał dożywotni zapas piwa! – wykrzyknął w panice łysy grubas mają nadzieję, że to mu pomoże. Kilku mężczyzn odpowiedziało na wezwanie i ruszyli na wielkoluda. Chwycili go za ramiona i nogi, nie pozwalając mu się ruszyć. Oberżysta wstał, podpierając się o ścianę, wytarł krew z twarzy i podszedł do swojego napastnika.
- Widzisz. Teraz jesteś tak samo bezbronny jak będzie ten klecha kiedy się za niego zabiorę, ale na razie muszę się pozbyć ciebie pieprzony warchlaku! – z całych sił zaczął uderzać go w brzuch, aż tamten nie zaczął pluć krwią.
Po kilkunastu ciosach kolos zaczął słyszeć wszystko dokoła jakby przytłumione, obraz stawał się lekko zamazany, jedynie postać napastnika byłą doskonale widoczna. Wtedy usłyszał głos, którego nie znał i zapewnie nie powiedział tego nikt z obecnych w gospodzie. Usłyszał: „ruszaj się”. Natarł do przodu. Czuł jak uściski puszczają a ci co go trzymali obalają się od siły z jaką ruszył. Swoją wielką dłonią chwycił grubasa za głowę, zakrywając całą jego twarz i z rozpędu uderzył nim o ścianę, która zaraz zaczęła pękać i pochłaniać właściciela gospody. Kiedy kolos puścił, ciało jego ofiary bezwładnie zawisło wkomponowane w mór. Przyglądał mu się chwilę poczym wyszedł na zewnątrz i odjechał na koniu, ginąc gdzieś w ciemnościach wąskich uliczek i nocy.
 
Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
anime, opowiadania
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów