Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat
Search found 983 matches
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Author Message
  Topic: Kilka świeżych wierszy :)
Ozz

Replies: 1
Views: 862

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Thu Feb 22, 2007 6:45 pm   Subject: Kilka świeżych wierszy :)
Najpierw coś o miłości - mądrze :P

Deska do krojenia, wszystko wie o miłości
Związek zna od podszewki, początek, środek i koniec
Wie, kto kogo odwiedzil i kto u kogo gościł
W kłótni nigdy nie była po żadnej zwaśnionej stronie.

Gdy padło pierwsze spojrzenie, i rozbudziło serce
Wtedy poznała smak jabłek, drożdży i cynamonu
Potem, gdy zaszło to dalej - dewolaja w panierce.
Pierwsza doświadczyć musiała smaków tego wieczoru.

I nadszedl czas namiętności, czerwonych papryk chili
Zielonego pieprzu, grzybków, ubranych w wina bukiet
Z czasem ich kolor przybrała, barwy ulotnej chwili
gdy nóż kroił raz za razem strączki marne i kruche.

Skończyły się dobre czasy, ona to wiedziała
Zamiast papryki zaczęły pojawiać się cebule
i łzy, zmieszane z jej sokiem, ona je poznawała
Po słonym smaku, cieknące, prosto na białą koszulę.

A gdy ktoś wreszcie zrozumiał, ile ona wiedziała
Ze doswiadczała wszystkiego, aż do końca - nicości.
W kuble na śmieci z łoskotem w chwili wylądowała
Jako ostatnia pamiątka po tej minionej miłości.



Potem, uwaga uwaga! pierwszy wiersz biały w karierze Ozza :P

Szelest płaszcza. zryw
patrzę. spoglądam.
to nie ty.
zdecydowanie nie ten nos.
i uśmiech tak jakby się nie zgadza.

Mija czas. parasolem
czyjaś zasłonięta twarz.
wołam! - nie.
nie jesteś brunetką.

Pada deszcz. mgła.
patrzę.
ktoś biegnie wśród skrzydeł gołębi.
czy jesteś nią? - pytam.
nie. to nie ty.

Z zimna drżącym wzrokiem
spojrzenia dzikie rzucam dokoła.
i pytam
każdej kropli spadającej z nieba:
-widziałyście ją? -
nie. nie ma.

Zwątpiony spoglądam w taflę
kałuży z nutą westchnienia.
z nadzieją spotkania twego
prosto z ruczaju spojrzenia.
jednak uparcie! nie i nie ma!
co za złośliwość chwili!
czemu ten czas tak wolno płynie?

Oh, powietrza.


Coś o wiośnie :)

Zazieleni sie krzew agrestu i bzu
Zoltym pierwiosnkiem pokryje sie laka
I dolina mlodosci mojej, jak ze snu
Kolorowa, szczesliwa zimowa rozlaka
Nastapi nareszcie i zejdzie snieg
Wiatr letni przez lasy, rad będzie biegl.

Zazieleni sie brzoza i buk, kwiat jasminu
Won swoja pogodna będzie roznosił
I dni szczescia nastana i nigdy nie miną
Natury dar, z serca, o ktory nie prosił,
Nikt, lecz co roku w tej porze przychodzi
By zycie umilic, ubarwic, oslodzić.

Z czubkow drzew puch zniknie, i slonce zaswieci
Oplatajac promieniem zielone pastwiska
Tak mocno, ku twarzy usmiechnietych dzieci
Ktore wsrod traw i lak znajda swoja przystan.
W kielichach nasturcji i w tulipanach,
Blagam, wiosno nadejdz, blagam na kolanach.

Zazieleni sie jablon i grusza, lecz teraz
Szaro jest za oknem i mroz namalowal
Na szybie mej mozaike, widzialem ja nie raz
I choc piekna, to dosc już! Niech dzialaja slowa
Moje, sprawcza niech sile zyskaja
I zimy mi znudzonej szybko postradaja.


Impresja, bo koleżanka wyjechała :P

W czym tkwi owa tajemnica,
że pożegnań smutnym czarom
Oprzeć się nie potrafimy
W żadnym razie, żadną miarą?
że gdy przyjdzie czas rozłąki
Choć chwilowej - uciążliwej
Wciąż zbieramy łzawe strąki
Kwiatów doli nieżyczliwej.

Może to ulotność życia?
I świadomość, że nie wiemy
Czy nie skończy się czas bycia
Tu, w tym ciele, czy umrzemy
Nagle, jutro, i już teraz
Chwila, która między nami
Wspominana będzie nieraz
Rzewnie, ze szczerymi łzami.

Człowiek zawsze ma nadzieje,
że kolejne pożegnanie,
Z myśli czasu wiatr wywieje
Gdy nadejdzie spoglądanie
Sobie w oczy tak głęboko
Po uścisku takim mocnym
Myśl pofrunie gdzieś wysoko
W łez potoku bezlitosnym.

Me spojrzenie roztargnione
Dojrzy na końcu chodnika
Inne oczy rozognione.
Serce w pierś uderzy z cicha.
Gdy rozłąki czas już minie
I wybuchnie z iskry szczęściem
Powiem cichym, lekkim głosem:
Cieszę się, że w końcu jesteś.


I miłosna szmira na koniec :P

Noc bezsenna za mną, dzień rozpaczy czeka
Bez miłości ranek, samotna pobudka
Bez Twych spojrzeń oddech, każda chwila krótka
Jest tak pusta - niby ta wyschnięta rzeka.

łez na mych policzkach rzezbione koryta
Zostawiaja slady, przez czas niezatarte.
Wniosek w myslach jeden - zycie nic nie warte,
pozostaje boleść, we wnetrzu ukryta.

Poniewaz powodem jest i jednym sprawcą
bólu największego, największej radosci,
najgorszego zimna, wielkiej namiętności -
ona - jest opoka, ona - jest oprawcą.

Czymze zycie bez niej? To namiastka tylko.
Czymze jest smierc bez niej? Rozpaczą największą.
Czym jej posiadanie? Tego nie upiększą
najwspanialsze słowa - czymże one? - chwilką.



Pozdrawiam miśki ;)
  Topic: Charaktery, konkurs o indeks :)
Ozz

Replies: 0
Views: 730

PostForum: Humor, szkola, sport   Posted: Wed Feb 21, 2007 11:27 am   Subject: Charaktery, konkurs o indeks :)
Temat jak wyżej. Piszę pracę na konkurs o indeks z magazynu Charaktery - tak, żeby mieć jakiś wentyl bezpieczeństwa w razie nieudanej matury ;)
I tutaj w sumie zwracam się do was trochę o pomoc, a dokładniej o podsunięcie czegoś, do czego sam nie doszedłem ;)

Temat brzmi mniej więcej tak, że: o ile byłoby to możliwe fizycznie, największą karą dla człowieka byłoby całkowite wyizolowanie od społeczeństwa tak, żeby jednostka była przez nie niezauważana. Co o tym sądzisz?

No i tak, żeby się nie powtarzać i bezpłodnie nie pisać, może wkleje swoje chaotyczne notatki, też jako wskazówki do dalszych dywagacji na ten temat :) Ogólnie można to potem przetransformować w rozmowę o alienacji, o.

Notatki:

Jednostka - co potrzebuje od ludzi?

po co człowiek człowiekowi?

Afiliacja - podstawowa potrzeba człowieka - poczucie bezpieczeństwa.

Rozmowa, dzielenie się myślami, spostrzeżeniami, radość - bo gdy nie ma z kim jej dzielić to lipa, smutek -

bo samemu można nie dawać sobie rady, problemy - w pojedynke arcytrudne, w gronie ludzi łatwiejsze do

rozwiązania, szczescie, bo prawdziwego szczescia doznamy dopiero wtedy, gdy bedziemy je dzielic z drugą

osobą, społeczeństwo nadaje wartości - akceptuje, lub nie zachowania, kto nas trzyma w ryzach, nasze

człowieczeństwo? Społeczenstwo. Gdyby go nie bylo, bylibysmy małpami. dzieki spoleczenstwu wznieslismy sie

na wyzszy poziom:> Nie wiedzielibysmy kim jestesmy naprawde, nie znalibysmy siebie, bo tyle o sobie wiemy,

ile nas sprawdzono


ludzie albo wybierają samotność, albo są na nią skazani - więzienia, skrajna kara - karcer, odosobnienie.
z wyboru -
tyllko jesli jest to ze względów religijnych, duchowych
coś ponad nami

ah, az do tego w japonii, hikkimori

to jest własnie fenomen
że czujemy się najbardziej samotni
gdy wokoł jest wiele osób
bo wtedy najbardziej czujemy
ze jestesmy osamotnieni ze swoimi problemami
i że nikt nie wie co mamy w sobie

alienacja, od czasów Hegla, wystepuje w odniesieniu do jednostki osamotnionej w spoleczenstwie przemyslowym.

Człowiek bez człowieka - nie moze kochać, nie zna uśmiechu, serdeczności, czułości, altruzimu, ciepła,

poczucia przynależności, bliskości - cechy ludzkie.
Człowiek bez człowieka staje się zwierzęciem, bo skoro nie ma ograniczeń, to zaczynają nim rządzić jedynie

namiętności, przyziemne rzeczy. Człowiek przestaje posiadać cele w życiu. Sensem staje się przeżycie - jak w

dżungli.
Często osoby osamotnione w tłumie mówią, że ich dusza krzyczy, woła, do innych, chce do ludzi, ale boi się

odrucenia, braku akceptacji i w związku z tym dusi problemy w sobie.

ekskluzja jednostki - wykluczenie z życia społecznego.

Zyciowe przykłady, jako najstraszniejszej kary-
a. zmiana miejsca zamieszkania - osamotnienie wsrod tlumów ludzi, wsrod spoleczenstwa na nowym osiedlu, w

nowej szkole, adaptacja zwykle bywa bardzo trudna - okres przejsciowy jest dramatyczny, samotnosc sie

nasila.
b. wiezienie - odosobnienie siłowe, skrajna forma - karcer, Ludzie w więzieniu stają się nieludzcy, sławny

eksperyment P.Zimbardo, jak bardzo zmienia się człowiek za kratami, jak działa to na psychikę.
c. przykład niemożności porozumienia się - gdy ktoś umrze, mówimy sobie, ze tak bardzo chciałoby się z tą

osoba porozmawiać, a jednak nie jest to możliwe - jeden z filarów, psychologicznych aspektów załamania po

smierci bliskiej osoby

Literatura, idealny przykład, Raskolnikow, którego alienacja, odosobnienie, odrzucenie świata i życia społecznego pchnęło na skraj przepaści - choroby psychicznej.




Na razie tyle, pozdrawiam :D [/b]

[ Dodano: Sob Lut 24, 2007 7:28 am ]
Karanie jednostki, jako wytwór społeczeństwa, konsekwencja ustanowionych praw, zasad i norm moralnych, jest jego nieodłączną częścią od momentu powstania – do dzisiaj. Ludzie od wieków prześcigali się w wytwarzaniu coraz to nowszych i bardziej okrutnych metod wymierzania kar, od średniowiecznego łamania kołem, aż do chińskiej tortury „kropli wody”, w konsekwencji doprowadzającej skazanego na nią człowieka do szaleństwa. Jednak razem z postępem cywilizacyjnym, podejście ludzi do karania stawało się bardziej ludzkie, humanitarne, mniej fizyczne, bardziej duchowe. Szafot zastąpiono więzieniem, karę śmierci – dożywociem. William James, żyjący na przełomie XIX i XX wieku filozof i psycholog sformułował teorię, że najbardziej okrutną karą dla człowieka, gdyby było to fizycznie możliwe, byłoby całkowite wyizolowanie go od społeczeństwa. Człowiek ów miałby być całkowicie i zupełnie niezauważalnym dla reszty ludzi. Jest to ciekawa hipoteza, co prawda raczej niemożliwa do urzeczywistnienia, jednak mająca w sobie istotne przesłanie i głęboki sens. Izolacja od reszty ludzi ma miejsce w więzieniu. System penitencjarny jednak nie pozwala na całkowite pozbawienie człowieka kontaktu z resztą świata – byłaby to kara zarazem okrutna, co wykarze poniższa praca, jak i niepotrzebna, w związku z konsekwencjami, mogącymi doprowadzić człowieka do obłędu. Analizując zdanie Jamesa należy zadać sobie kilka istotnych pytań. Dlaczego byłaby to kara najbardziej okrutna? Co wynikałoby z pozbawienia człowieka możliwości kontaktu z resztą społeczeństwa? Co by stracił, w związku z powyższym? Jakie byłyby dla niego konsekwencje psychiczne i duchowe? Poniższa praca ma na celu podanie odpowiedzi w związku z tymi istotnymi zagadnieniami i rozstrzygnięcie kwestii, czy hipoteza Williama Jamesa faktycznie może być prawdziwa?
Afiliacja, dążenie do kontaktu z innymi ludźmi, łączenie się w grupy, poszukiwanie akceptacji jest podstawową potrzebą każdego z nas – człowieka, jako jednostki i istoty społecznej. Konsekwencją niemożności realizacji tej naturalnej, psychicznej potrzeby jest utrata poczucia bezpieczeństwa. Człowiek wyizolowany, samotny, wyrzucony poza nawias społeczny, nie mogący, lub nie potrafiący skontaktować się ze światem czuje ciągły, permanentny strach – konsekwencję braku oparcia w innych ludziach. Zaczynając analizę psychiki osoby „ukaranej”, trzeba wziąć pod uwagę stan emocjonalny, towarzyszący jej przez cały okres odbywania ów kary, który
jest pewną niezmienną stałą. Lęk towarzyszy wyalienowanej jednostce od początku. Nie jest on irracjonalny, swoje podstawy ma w braku oparcia
w innych ludziach. W związku z tym, zajmę się teraz pytaniem: co traci osoba pozbawiona możliwości kontaktu ze społeczeństwem? Lub, bardziej ściśle – do czego tak naprawdę człowiekowi „potrzebny” jest człowiek? Odpowiedzi na to pytanie jest wiele i są one dość złożone. Zacznę może od najbardziej, zdawałoby się, naturalnej czynności w relacjach międzyludzkich, mianowicie rozmowy. Służy ona wymianie myśli, poglądów. Konwersacja, pozornie banalna i niepozorna, jest niezbędna człowiekowi do życia w społeczeństwie. Nie bez powodu ludzie niemi stworzyli język migowy – porozumiewanie się z innymi jest naszą, zaraz po fizjologicznej, podstawową potrzebą. Osoba wyizolowana, „ukarana”, nie jest w stanie spełnić potrzeby oparcia. Według hierarchii Masłowa niezaspokojenie potrzeby niższego rzędu wiąże się z niemożnością zaspokojenia potrzeby wyższego rzędu. Tak więc osoba, która nie ma możliwości rozmowy i kontaktu z ludźmi, nigdy nie zaspokoi potrzeby szacunku i uznania, czy samorealizacji. Jest to możliwe tylko w społeczeństwie, a jednostka, o której mówimy, jest z niego wykluczona. Człowiek pozbawiony możliwość kontaktu z ludźmi, nie może dzielić radości z inną osobą – jej istota traci sens. Zostaje sam na sam ze swoimi problemami, które, nawet te małe, wydawałoby się błahe, konfrontowane w pojedynkę mogą urosnąć do wielkich rozmiarów. Nawet osoby, uważające się za indywidualistów potrzebują pomocy z zewnątrz – co jeżeli nie mogą jej uzyskać? Powraca tutaj potrzeba afiliacji i konsekwencja utraty poczucia bezpieczeństwa. Narastające problemy wywołują strach. Bez obecności innych ludzi, człowiek nigdy nie zazna szczęścia. Prawdziwe możliwe jest tylko wtedy, gdy dzielimy je z innymi. W pojedynkę nic nic nie smakuje tak samo, jak w towarzystwie. Pozbawieni rodziny, znajomych, tracimy możliwość doznania uczucia miłości i przynależności. Osoba „ukarana” nigdy nie zazna prawdziwego smaku życia. Wspomnienia dotyczące przeszłości staną się jedyną pozostałą pożywką dla duszy. Nigdy więcej nie doświadczy czułego dotyku dłoni ukochanej osoby na twarzy. Nie poczuje ciepła i bliskości w kontaktach z innymi ludźmi. Będzie skazana sama na siebie. Trudno wyobrazić sobie gorszą karę, niż krańcowa izolacja.
żyjąc w odosobnieniu, bez wpływu innych ludzi na nas samych, powoli tracimy swoją ludzką mentalność - jako takie człowieczeństwo. Gdy zostajemy wykluczeni z życia społecznego, tracimy rygor wartości, praw, norm. Powoli wytarta obyczajowość, zasady, znikają z naszej świadomości, zatraca się superego. Biorąc pod uwagę stwierdzenie, że najpierw było społeczeństwo, a dopiero potem człowiek - istota rozumna, można łatwo dociec, że utraciwszy ten punkt odniesienia, zbliżymy się do zwierząt, a oddalimy od ludzi. To życie w gromadzie zaprowadziło nas wyżej w łańcuchu ewolucji, gdy zostaniemy jej pozbawieni – wrócimy z powrotem na dół. Izolacja prowadzi do odczłowieczenia. A skąd wiemy jacy jesteśmy naprawdę? Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono – mówi poetka. To w życiu społecznym poznajemy siebie. Możemy patrzeć na własną osobę przez pryzmat swojego wyobrażenia – i tak też czynimy, ale prawdziwy obraz siebie poznajemy doświadczając sukcesów i porażek w życiu codziennym. Pozbawiony tej możliwości człowiek zatraca własną indywidualność. Nigdy nie dojdzie do tego, kim jest naprawdę.
Ekskluzja ze społeczeństwa, wbrew pozorom, ma jednak miejsce w naszym świecie, także jako kara. Namiastką takowego odosobnienia są zakłady karne, w których ludzie może nie są odizolowani od całego świata, ale jednak żyją w wąskim gronie osób, tworząc własną mini-społeczność więzienną, która, tak jak i hipotetyczne całkowite odosobnienie, degeneruje człowieka. Trudno tutaj nie wspomnieć słynnego „eksperymentu stanfordzkiego” Philipa Zimbardo, który dość dokładnie opisany jest w książce pt Psychologia i życie. W grupie studentów, podzielonych na więźniów i strażników zauważalna stała się stopniowa patologizacja zachowań społecznych, mogąca być namiastką i przykładem tego, co potrafi uczynić z człowieka życie w odosobnieniu. Częściej jednak ludzie są wykluczani z życia społecznego ze względu na ich odmienność, lub po prostu alienują się sami – z przekonań religijnych, duchowych, światopoglądowych.
Często słyszy się o samotności w tłumie, przyjmującej nawet chroniczną postać. Temat alienacji po raz pierwszy poruszony został przez Hegla. Brał on pod uwagę społeczeństwa industrialne, przemysłowe. Osoba otoczona przez innych ludzi czuje się wyobcowana. Im większa ilość ludzi znajduje się wokół, tym większe jest poczucie odrębności. Ma to związek z narastającymi problemami. Konsekwencją jest utrata poczucia własnej wartości i niezdolność do kontaktu z resztą świata. Wyalienowana jednostka czuje się osamotniona w walce z problemami, z którymi sobie nie radzi. Nie otrzymuje wsparcia od innych ludzi, gdyż nie potrafi o nie poprosić. Czuje wtedy to samo, co mogłaby czuć osoba „ukarana” - strach, niepewność w związku z brakiem wsparcia i przytłoczeniem problemami. W innym przypadku życiowego odzwierciedlenia niektórych aspektów „kary”, mamy osobę, która zmieniwszy środowisko, miejsce zamieszkania, straciła społeczny grunt pod nogami. W nowym otoczeniu nie zna nikogo, jest zagubiona. Bez wyciągniętej ręki często popada w depresję, stan załamania psychicznego i trwa w tej alienacji od świata. W gorszej sytuacji jest dziecko, które, jako „nowe”, często odrzucane jest z łona klasy. Bez wsparcia, nie realizując potrzeby afiliacji, nie potrafi się zaadaptować. Co czuje? Strach, niepewność, narastającą nienawiść do nowej szkoły. Kończy się to różnie – nieraz wiadomości podają informacje o samobójstwach nastolatków. W spojrzeniach innych ludzi, te osoby przeważnie nie były towarzyskie, raczej introwertyczne, zamknięte w sobie, nie potrafiące włączyć się w życie towarzyskie. Niewykluczone, że osoba „ukarana” sposobem Williama Jamesa, po pewnym czasie popełniłaby również samobójstwo. Sama sobie wymierzyłaby tak straszny los.
Chęć rozmowy, pragnienie porozumiewania się z innymi, których to potrzeb ukarany nie mógłby spełnić, najlepiej obrazuje zachowanie ludzi, którzy utracili jakąś bliską osobę. Po jej śmierci, standardowe myśli obracają się wokół chęci rozmowy ze zmarłym. Brak kontaktu i niemożność komunikacji jest tutaj największym problemem, w związku z którym odczuwamy dyskomfort psychiczny. Z takich powodów ludzie uciekają się do
najróżniejszych metod, włączając w to wróżki i wszelkiego rodzaju szamanów, żeby tylko uzyskać jakikolwiek kontakt. Pragnienie rozmowy jest niebagatelne – pozbawiony jej człowiek „ukarany” z pewnością próbowałby zwrócić sobie tę możliwość na wszelkie możliwe sposoby. Nieudane próby pogłębiłyby tylko stan załamania psychicznego spowodowanego izolacją. Bardzo dobrze zostało to zobrazowane w filmie Roberta Zemeckisa „Poza światem”, gdzie grający główną rolę Tom Hanks jako towarzysza rozmów wykorzystał piłkę do siatkówki, nazwawszy ją jej marką – Wilson i domalowując twarz. Człowiek potrafi uciec się to wszelkich sposobów, tworząc nawet substytut rozmówcy, byleby tylko zwyczajnie mieć z kim pogadać.
Zdarza się, że ludzie sami wybierają życie w samotności, i nie wynika to wcale ze spatologizowanego postrzegania świata, czy zaburzeń psychicznych. Niektóre zawody, jak leśniczy, albo drogi życiowe – jako asceta, dajmy na to, buddyjski, wymagają życia w odosobnieniu. I o ile osoba posiadająca cel duchowy radzi sobie bez ludzi dobrze, gdyż powodem i celem jest tutaj coś stojącego ponad nią, coś wyższego i godnego poświęceń, o tyle osamotniony leśnik powoli ulega takiej samej społeczno-światopoglądowej degeneracji jak więźniowie, czy osoby wyizolowane w nowym środowisku.
Pora przejść do konkluzji. William James, wypowiadając swoje zdanie na temat kary, swoją hipotezę – te naprawdę mądre słowa, wykazał się przenikliwością i wnikliwą obserwacją stosunków międzyludzkich. Stawia go to w szeregu protoplastów psychologii społecznej i humanistycznej, wyprzedzając o przynajmniej pół wieku swoich kolegów po fachu. Pozbawienie człowieka innych ludzi, uniemożliwienie mu kontaktu z resztą świata, jest z pewnością najbardziej okrutną i najgorszą karą jaka mogłaby go spotkać. Razem ze społeczeństwem, osoba ukarana traci szanse na miłość, przyjaźń, zawiązywanie więzi, odczuwanie serdeczności i ciepła. Nie jest w stanie podzielić z nikim swoich myśli, odczuć. Nie będzie mogła otrzymać pomocy w nurtujących ją problemach. żyjąc w permanentnym strachu, lęku, w chronicznym osamotnieniu, człowiek traci sens swojego istnienia. Jesteśmy istotami społecznym, jak powiedział Elliot Aronson. Pozbawienie nas tej przydawki, pozbawia nas naszej ludzkiej natury. W takim wypadku, nawet śmierć jest łaskawsza. William James miał rację. Nie da się wymyślić bardziej okrutnej kary.


Wrzucam. Może kogoś ciekawi co naskrobałem ;) Troche truizmów, ale suma sumarum jestem zadowolony.

Pozdrawiaaam ;)
  Topic: Avatary
Ozz

Replies: 299
Views: 16384

PostForum: Poufne ;)   Posted: Tue Feb 20, 2007 9:08 pm   Subject: Avatary
A co powiecie na Penelope? Hm? Nie ma to jak Penelope, ah, ta to jest piękna :>
Johnny, stare dzieje. Teraz dałbym Maćka Z. :>

Pozdrawiam :)
  Topic: Męskie rozmowy o kobietach ;)
Ozz

Replies: 91
Views: 3950

PostForum: Poufne ;)   Posted: Tue Feb 20, 2007 9:07 pm   Subject: Męskie rozmowy o kobietach ;)
Boże, chłopaki :P To był żart. Dziecko adoptowane, a ślub w kościele, ale bez księdza.
Mati, naraziłeś się, jade do Ciebie. :ona:
Dzisiaj zwięźle, bo jestem zmęczony :) Oczy mi lecą itd.

Dobranoc ;)
  Topic: Nasze miasta i miasteczka
Ozz

Replies: 41
Views: 2959

PostForum: Humor, szkola, sport   Posted: Sun Feb 18, 2007 9:59 pm   Subject: Nasze miasta i miasteczka
Ah, ostatnio jeżdże sobie po polsce i wszędzie zaczynam się czuć jak w domu :D
Kraków jest piękny, ale już mi się przejadł. Tam jest taka męcząca aura... :> Zdecydowanie toksyczne miasto :)
Katowice, Bytom, coprawda powietrze trujące, ale... Są urocze zakątki :) Nawet dużo. Całkiem sporo. Śląsk ma w sobie coś, ma swój urok... Komunistyczne pozostałości, Skarbek :P I jeszcze Pszczyna, ogród angielski, pałac. Warto odwiedzić :) Kei i Ecik chyba znają te wszystkie miejsca o których pisze :D


Pozdrawiam :)
  Topic: Galeria forum
Ozz

Replies: 598
Views: 17038

PostForum: Poufne ;)   Posted: Sun Feb 18, 2007 9:54 pm   Subject: Galeria forum
Oh, a ja tu: http://grono.net/pub/u/997049/gallery/2520001/ jestem. Dużo stuffu :D
Ludzie się zmieniają.


Pozdrawiam późną porą :)
  Topic: Kim chcielibyście zostać w przyszłości??
Ozz

Replies: 125
Views: 5014

PostForum: Poufne ;)   Posted: Sun Feb 18, 2007 9:50 pm   Subject: Kim chcielibyście zostać w przyszłości??
A ja będę sławnym pisarzem/poetą/artystą :)
Sławnym :>
Nie wiem do końca w którą stronę się ukierunkuję, jeśli proza, to czy reportaż, czy powieść, jeśli poezja, to na pewno mój awangardowy program poetycki połączony z dużą dozą artyzmu :>
Najchętniej jeźdżiłbym z żonką po świecie i połączył to wszystko. Mamy takie plany ;)
Jeszcze o mnie(nas) usłyszycie misie :D

Pozdrawiam :) [/b]
  Topic: Męskie rozmowy o kobietach ;)
Ozz

Replies: 91
Views: 3950

PostForum: Poufne ;)   Posted: Sun Feb 18, 2007 9:47 pm   Subject: Męskie rozmowy o kobietach ;)
Widzisz Mati jak ludzie się zmieniają :>
A ja się ożeniłem, mam dziecko i w ogóle jestem całkiem zadowolony z życia :D
Kobiety nadają sens ludzkiej egzystencji.
Szczęście nie jest prawdziwym szczęściem, jeśli nie dzielimy go z inną osobą (to moje słowa, nie żaden aforyzm :P ). Poczucie bezpieczeństwa. Przynależności. Pewności i spokoju, że jest ten ktoś. Ta osoba.
To cudowne ;)

Pozdrawiam mężczyzn :>
  Topic: Literatura godna polecenia...bądź nie.
Ozz

Replies: 78
Views: 4230

PostForum: Publicystyka   Posted: Sun Feb 18, 2007 9:41 pm   Subject: Literatura godna polecenia...bądź nie.
Oh. Z przezorności wolę nie czytać co tam powypisywałem kiedyś nt. literatury ;)
Anyway, może powiem jak teraz u mnie sprawy się mają.
1.Ymmm... Fantasy napawa mnie obrzydzeniem :P Jak patrzę na te okladki obrzydliwe, boże, te czcionki, literki, jak czytam co jest z tyłu napisane i dochodzę do wniosku jakie to wszystko banalne, to robi mi się niedobrze... :> Literatura piękna strasznie wysublimowała mi gust, oh :>
2.Jeśli chodzi o literaturę godną polecenia... Moje top kilka, bo nie wiem ile wymyśle tych, co je koniecznie trzeba przeczytać...

Numero I - Lolita, Nabokova. Ah, nie ma słów. Fascynujące :) Nie będę mówił nic, sam fakt, że jest na miejscu pierwszym niech przemawia.
No. II - Zbrodnia i Kara, Idiota, F. Dostojewski. Ten pan jest geniuszem polifonicznej, psychologicznej prozy moi drodzy. Jest najlepszy :)
No. III - Szynel Tołstoja i Biedni ludzie Dostojewskiego. Zestawiam je paralelnie, tak jak dwie pozycje powyżej, bo podobny... rodzaj? styl. temat. Po lekturze Biednych ludzi się popłakałem. Naprawdę warto.
No. IV - Hemingway. Boże, Komu bije dzwon, Pożegnanie z bronią, Ruchome święto... Też się można poryczeć. Piękne, choć to męska literatura ;)
No, V, niech bedzie ostatnio No., bo mógłbym tak wyliczać i wyliczać. Nana, Pani Bovary, Pustelnia Parmeńska. Też jako 3, bo podobna tematyka, stylistyka też w miarę. Zola, Flaubert i Stendahl. O miłości, zdradzie, nieszczęściu. Takie beletrystyczne romansidła :>


Pozdrawiam gorąco ;)
  Topic: Kontrowersyjny temat
Ozz

Replies: 25
Views: 1670

PostForum: Publicystyka   Posted: Sun Feb 18, 2007 9:09 pm   Subject: Kontrowersyjny temat
Ah, już się chciałem rozpisać, podzielić z młodszą bracią (pozdr Mati :D ) wieloletnim doświadczeniem, naopowiadać, naradzić, ale...
Skróce to do jednego zdania.
Przeczytajcie post v3rta, który się znajduje trochę wyżej.

Quote:
sami zobaczycie, kiedy z milosci (z milosci - podreslam) oddacie swoja dusze i cialo drugiej osobie. i tak jak teraz najwspanialszym uczuciem jakie znacie jest... nie wiem, kazdy ma swoje wyobrazenie o szczesciu... dla jednych bedzie to osobisty sukces, dla innych widok szczescia innych, kiedy to szczescie jest Wasza zasluga, dla jeszcze innych - podziw otoczenia... i, kontynuujac watek, najwspanialszymi uczuciami rodzaca sie namietnosc, czysta i nieskrepowana radosc widoczna w oczach, kolejne chwile uniesienia... a pozniej czulosc i spokojny sen, z wielkim szczesciem w sercu i przeswiadczeniem, ze swiat jest piekny...


Od siebie mogę dodać tyle, że... A jak to jest bez miłości? Hm. Zdecydowanie nie warto :)
Mógłbym się rozpisać, poopowiadać i poradzić młodszym. Ale po co? Cos dzisiaj nie mam ochoty się obnażać.

Pozdrawiam :) :taniec:
  Topic: Coś miłego - szczypta optymizmu :)
Ozz

Replies: 1054
Views: 16681

PostForum: Poufne ;)   Posted: Sun Feb 18, 2007 5:08 pm   Subject: Coś miłego - szczypta optymizmu :)
A myślałeś, że ja Kei rocznik, 61? No co Ty :D
Młody jestem 8) Ale wolałbym mieć ten cały sajgon już za sobą. Zresztą cos mi się wydaje, że rzucanie palenia skończy się niepowodzeniem, mam takie ciśnienie, że chyba tylko papierosy mnie mogą uratować przed napadami agresji :ona:
Z rzeczy pozytywnych, zrobiłem sobie spis informacji o organizacjach międzynarodowych, poczytałem troche Aronsona, troche Zimbardo, troche Hemingwaya, do tego przemyślałem temat i porobiłem notatki na prace z konkursu o indeks z Charakterów, i jeszcze za jakieś 16-17 godzin skończy się trwający już 22.5h okres rozłąki z Lo.
Ogólnie na plus, jeszcze tylko 2 miesiące męczarni.

Pozdrawiam :>
  Topic: Coś miłego - szczypta optymizmu :)
Ozz

Replies: 1054
Views: 16681

PostForum: Poufne ;)   Posted: Sun Feb 18, 2007 2:00 pm   Subject: Coś miłego - szczypta optymizmu :)
Coś miłego - rzuciłem 2 dni temu palenie :D
Kei, nie myśl sobie, że Twoja zasługa :P Stwierdziłem, że mi szkodzi i nie palę, o :>
Dodam, że to drugi raz dopiero, a dotąd w palenie cały czas zapędzały mnie kobiety... W sensie one paliły :P
I jeszcze jest piękna pogoda, przedwiośnie, można się swobodnie zakochać, i pospacerować po parku.
A do tego mam maturę za 80 dni, ale nastraja mnie optymistycznie fakt, że skoro w 80 dni można świat okrążyć, to i nauczyć się na tą historię, ten wos no i matematykę :>

Pozdrawiam gorąco ze słonecznego Bielska-Białej :)
  Topic: Muzyka - twoja miłość
Ozz

Replies: 99
Views: 5230

PostForum: Muzyka, liryka, tkliwa dynamika...   Posted: Tue Feb 13, 2007 6:26 pm   Subject: Muzyka - twoja miłość
Odpowiadam Ci Mati tutaj, zeby offtopa nie było :D
Czego słucham?
Dzisiaj słuchałem kantaty C. Orffa - Carmina Burana, nowej płyty Norah Jones i Kaczmarskiego.
Wczoraj słuchałem Abradaba i polskiej muzyki popularnej lat 70 i 80.
A jutro bede słuchał Planety 87.9 fm :P
Pojutrze puszczę Wieniawskiego. A potem Seana Paula i Pussycat dolls.
Popojutrze Busta Rhymes, Ema i Indios Bravos.
Boże. Słucham wszelkich możliwch gatunków :) Zależy na co mam ochotę - nie ograniczam się. A miewam ochotę na wszystko :>

Pozdrawiam.
  Topic: Najgorsza muza-czyli czego nie lubimy słuchać
Ozz

Replies: 220
Views: 7608

PostForum: Muzyka, liryka, tkliwa dynamika...   Posted: Tue Feb 13, 2007 11:09 am   Subject: Najgorsza muza-czyli czego nie lubimy słuchać
A ja się odetnę od calości :D
Może mam bardzo szeroki zakres tolerancji, albo coś nie tak w głowie, ale jeszcze się nie spotkałem z muzyką, która by mnie denerowała :D Wszystko jest dla ludzi. Tzn takie nastawienie mam powiedzmy od 2 lat, bo wcześniej było roznie - zreszta wydaje mi sie, ze w tym temacie sie kiedys rozwodziłem nad tym ;)
I co wy na to? :P



Podrawiam :)
  Topic: Coś miłego - szczypta optymizmu :)
Ozz

Replies: 1054
Views: 16681

PostForum: Poufne ;)   Posted: Tue Feb 13, 2007 10:51 am   Subject: Coś miłego - szczypta optymizmu :)
Moja kolej :)
Zrobiłem sobie kawy, pełen kubek, wziąłem vicki i poszedłem na zewnątrz. Usiadłem sobie w ogrodzie na schodkach i... To była najlepsza kawa i najlepszy papieros, z jakimi w zyciu obcowałem. Było tak cicho, spokojnie, wiatr wiał, śpiewały ptaki. Przedwiośnie - już w pełni. Nareszcie. Co czułem siedząc? Niesamowitą błogość. Patrząc na Bielsko z perspektywy odgórnej dostrzegłem tyle pięknych rzeczy. Ulotoność dymu, ulatniającego się z gorącego papierosa działała tak hipnotycznie. Niezaprzeczalna uroda życia ukazała mi się przed oczami jak nigdy przedtem - no, prawie.
I taki jakby zamyślony? My loo. Ciężko mi to opisać. Coś pomiędzy lirycznym uniesieniem i różowym realizmem przyszłości. Piękne. Nic dwa razy.

Pozdrawiam.
  Topic: Dzisiejsze Minervy najście. Część opowiadania i wiersz. 4.02
Ozz

Replies: 0
Views: 859

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sun Feb 04, 2007 3:29 pm   Subject: Dzisiejsze Minervy najście. Część opowiadania i wiersz. 4.02
Zima nachodzi każdego z nas, przeważnie w najmniej odpowiednim ku temu momencie. Wiążą się z nią nie tylko mróz, wszechobecne śniegi, zaspy, wiatr. Drzewa przyprószone delikatnym puchem, spadające z nieba anielskie pióra. Zamarznięte rzeki, jeziora, odgrodzone od świata grubą warstwą lodu wodne stworzenia, ryby i wydry. Jednostajny krajobraz, gdzie nie spojrzysz, biała pierzyna ogarnia świat aż po horyzont. Zima ma charakter również bardziej ponadzmysłowy. Bardziej ludzki, bardziej egzystencjalny. Następująca po jesiennych słotach minusowa, śniegowa zawierucha zmusza człowieka do myślenia. Zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem, nad codziennością. Nad perspektywami i nad tym, co było, a co będzie. Zima prowadzi nieodzownie do kontemplacji na temat śmierci, deliberowania o istnieniu, bądź braku Boga, czy jakiejkolwiek siły wyższej. Pozwala nam poznać nas samych. Jednak gdy puchowa pierzyna znika i pojawia smętny, wilgotny obraz deszczowej słoty za oknem, przygnieceni ciężarem natury nie radzimy sobie z codziennością. Każda drobnostka wydaje się problemem nie do przejścia, płotem nie do przeskoczenia. Człowiek popada w melancholię, spleen, depresję. Wpływ natury na życie i rytm każdego z nas jest niepodważalny, a do tego niesamowity. Wraz z opadnięciem pierwszego śniegu w duszy człowieka pojawiają się przeróżne odczucia, od skrajnego szczęścia, do, wspomnianej wyżej, zimowej depresji, nasilonej tylko niesprzyjającą aurą deszczu. Wtedy człowiek myśli tylko o jednym. Myśl ta świdruje głowę, krzyczy i woła, pragnie ziszczenia, jednak nie ma władzy sprawczej. Posiada ją natomiast upływający stale czas, na który nikt nie ma wpływu. Czas mija, zabija rany i wraz ze swoim upływem doprowadza do jednego. Sprawia, że nastaje wiosna. Odrodzenie.
` Nastał listopad. Późna jesień związana jest nierozłącznie z kilkoma charakterystycznymi dla niej cechami. Dodatkowo ulokowawszy przestrzeń akcji w środkowej Europie otrzymałem obraz zalanego deszczem, zawianego wiejącym od Tatr halnym, smutnego i pełnego melancholików Krakowa. Otóż właśnie, od początku do końca listopada typowa jesień wiąże się ze słotą, opadającymi liśćmi, szarugą za oknem. Zamknięci szczelnie swoimi płaszczami ludzie wchodzą na rynek Bracką i wychodzą Floriańską bez chociażby rzucenia okiem na górujący nad nimi, ale jednak wciąż ten sam, zalany deszczem Kościół Mariacki. Największe i najpiękniejsze atrakcje byłego miasta stołecznego, barokowy kościół świętego Krzyża, brama Floriańska, wreszcie zamek królewski na wzgórzu wawelskim pozostają nieuraczone choćby najmniejszą uwagą pogrążonych we własnych myślach i celach swojej, zdecydowanie zbyt długiej, wędrówki mieszkańców. Tego dnia, a była to środa, deszcze chwilowo ustały w swym ciągłym i natarczywym bębnieniu o dachy kamienic. Niebo miało kolor Wisły o tej porze roku, coś pośrodku, między ciemno-szarym, a granatowym. Sama rzeka płynęła zakolami pod kolejnymi mostami, Grunwaldzkim, Kotlarskim, Wandy, równomiernie spokojnie, dostojnie i wyniośle. W powietrzu dało się wyczuć metaliczny posmak, aura była surowa, a temperatura – idealna na papierosa.
Tego samego zdania był Michał, który chwilę po zbudzeniu, przetarłszy oczy, ubrawszy leniwie, wciąż jeszcze nie będąc do końca wyrwanym ze snu, skarpetki i bokserki wstał z łóżka i starając się nie zbudzić Oli wyszedł z pokoju. W mieszkaniu panowała cisza. Michał wyszedł z sypialni, zamknął za sobą cicho bukowe drzwi, z wkomponowanym w ich środek matowym szkłem i wolnym, chwiejnym krokiem ruszył korytarzem przed siebie. Mieszkał tutaj od tygodnia, jednak ciągle gubił się w układzie pokoi i, choć chciał dostać się do łazienki, pierwsze drzwi, które otworzył okazały się schowkiem na miotły i ręczniki. Michał, student pierwszego roku Astronomii na Uniwersytecie Jagiellońskim, był człowiekiem słusznej postury, wysokim, młodym, ciemnowłosym i wolnym. Korzystał z życia. Kolejne pomieszczenie, do którego chciał wejść okazało się, ku jego uldze, upragnioną łazienką. W rogu stała pojemna wanna, obok niej prysznic z hydromasażem - zalety pochodzenia z dobrego domu. Zaświeciwszy światło, podszedł do beżowej umywalki i odkręcił wodę, po czym oparłszy się na niej całym ciężarem ciała, spojrzał w lustro. Lubił swoją twarz. Układ oczu – nie za dużych, nie za małych, intensywnie brązowych, nosa – dość wydatnego, ale bez przesady, pełnych ust, gładkiej cery i wczorajszego zarostu tworzył obraz całkiem przystojnego dwudziestolatka. Uroku dodawały ślady szminki, rozmieszczone nierównomiernie po całej twarzy, szyi, zmierzające przez klatkę piersiową i mostek, coraz niżej. Michał westchnął głęboko i boleśnie, nabrał wody w złożone dłonie, po czym przemył nią twarz. Raz, drugi, trzeci. Do czysta. Po omacku sięgnął dłonią w prawo, w miejsce, gdzie powinien znajdować się ręcznik. Natrafił jednak na uporczywą pustkę i zwisający ze ściany metalowy haczyk. Ręcznika tam nie było. Po kolei w głowie zaczął układać mu się obraz wczorajszego wieczoru i nocy. Wizyta w jednym z klubów. Ulga po skończonym tygodniu. żubrówka. Koleżanka z roku – Ola. Potem mieszkanie, seks w kuchni, kolacja, prysznic i do łóżka. Westchnął po raz kolejny, opuściwszy głowę. To miał być ostatni raz – pomyślał. I znów. W tej samej sekundzie wróciła mu do głowy pierwsza myśl dzisiejszego dnia. Rozejrzał się wokół, jednak nigdzie nie zauważył papierosa. Wytarł wilgotną twarz przedramieniem i szybkim krokiem, zgasiwszy światło, opuścił łazienkę. Korytarz kończył się schodami, łączącymi dwa piętra jego nowoczesnego mieszkania. Już z góry zobaczył w jakim stanie był salon. Na lampie wisiały spodnie. Zdecydowanie jej spodnie. Plazmowy telewizor obrzucony był bluzkami, majtkami i kolejną parą spodni – tym razem jego. W różnych częściach pomieszczenia dało się zauważyć różne części garderoby. Jeden z foteli był wywrócony. Powoli w głowie pojawiał mu się obraz dnia wczorajszego. Nie chciał pamiętać. Minąwszy burdel, który zostawili wczoraj w nocy, podniósł z ziemi kurtkę. Czarny Hugo Boss. Przyciągał wzrok. Dwa szybkie ruchy ręką nie pozostawiły mu złudzeń. Tutaj też nie było papierosów. Chwilę kontemplacji nad miejscem, w którym można było je zdobyć przerwała mu jej torebka, którą spotkał wzrokiem, błądzącym po przedpokoju. Moralne zawahanie trwało poniżej sekundy. Czarna. Amisu. Bezguście. Pomału, cicho, jak mały chłopczyk łasuchujący w kuchni, rozpiął metalowy guzik i spojrzał do środka. Co za burdel – pomyślał, widząc stertę kosmetyków, chusteczek i prezerwatyw. W lekkim obrzydzeniem włożył dłoń do środka. Palcami natrafił na coś twardego. Pełna paczka – stwierdził, wyciągnąwszy ja i otworzywszy wieczko. Vouge'i. Na bezrybiu... - mruknął. Nie czekał ani chwili dłużej. Podniósł swojego Bossa z ziemi i próbując go ubrać zmierzył w stronę balkonu. Nie patrzył nawet na kuchnię. Obraz nocy powrócił mu w myślach, niczym na retrospekcyjnej sesji u psychoanalityka. Pokonawszy slalomem salon, Michał znalazł się przy drzwiach do balkonu. Na szybie zauważył odciśnięte dłonie i ślad pleców. Mogłoby się wydawać, że wzdychanie jest jego ulubioną czynnością o poranku, gdyż zrobił to po raz kolejny. Nie zaprzątając sobie głowy myślami na temat czekającego go w niedalekiej przyszłości sprzątania otworzył drzwi balkonowe i wyszedł na zewnątrz. Kraków przywitał go orzeźwiającym chłodem, cichym szumem drzew, ćwierkaniem ptaków i odgłosami przejeżdżających przez aleje Mickiewcza samochodów. Mieszkał przy Kochanowskiego. Niecierpliwymi palcami wyciągnął jednego „Vouge'a”, paczkę wsadził do kieszeni. Co za ulga – pomyślał, natrafiwszy palcami na paczkę zapałek. Chwilę później stał już oparty o balustradę, zaciągając się szarym dymem, raz po raz.


I jeszcze wiersz nocny. Też dzisiejsze Minervy najście :) Ale on dziwny jest, i w ogóle nie teges.

Wiosna nadejdzie niebawem, to pewne
A z nią co? O, Fortuno! Fortuno!
żurawie nad głowami, w nieboskłonie suną
Deszcze odnowy, uderzenia rzewne

Spojrzenie przychylne mej muzy Minervy
Razem z drzewem zakwitnie, akacją w alejce
Pierwiosnkiem na trawie, i różą w kolejce
Nie da wytchnienia, nie da chwili przerwy.

Lolity spojrzenie, nie z kart powieści.
W parku angielskim przedwiośnie zastanie
nas, drżenia rąk powstrzymać nie będziemy w stanie
I tylko wiatr włosy nasze zwiewnie, cicho pieści.

Jeszcze tylko dni parę, brzemię z serca stracę
Z duszy, kręgosłup połamany złoże
i krzyk zaniosę, kolejny - o boże!
zbiedniałem o jej strzępy, bólem się bogacę.

Jedyna iskierka nadziei wciąż świeci
w sercach tych, których życia inne brzemię noszą
tymczasem usta moje dziki krzyk zanoszą
Niechaj myśl ma wzniosła światłość w końcu wznieci!

A co jeżeli nie ma podszewki świata?
Dwie dusze krązyć będą po dwu stronach lustra
Tylko w myślach doczesnych. Przyszłosc będzie pusta
I zostanie krótka w epitafium data.

I do końca świata przy wodach Świtezi
I już po wsze czasy w modrej toni Gopła
Gdy człek zaglądnie w niezbadaną otchłań
Dostrzeże ścięgna naszej nieralnej więzi.



Surreal troche. Całość pod wpływem kantaty Offta. Carmina Burana.

Pozdraaawiam :)

[ Dodano: Wto Lut 20, 2007 9:11 pm ]
Dalsze części :)


Michał lubił swoje życie. Odkąd pamiętał, wszystko układało się po jego myśli. Ojciec – wzięty prawnik, matka - psycholog. Jego dom zawsze tętnił ciepłem i dobrocią, nie przeszkadzał w tym nawet zauważalny pracoholizm obojga rodziców. Dostawał to, czego
chcieć może każdy dorastający chłopak – wolność, pieniądze, prywatność. Zaufanie i akceptacje. Oczywiście do pewnych granic, mając psychologa w rodzinie, Michał był wychowywany zgodnie z podręcznikowymi zaleceniami. Przeważnie – metodą wymagań i
nagród za ich spełnienie. Inteligentny, spostrzegawczy, umiejący wyciągać daleko idące wnioski, szybko okręcił sobie rodziców wokół palca, sterując swoim życiem po obranym wcześniej torze. Tak, Michał nie narzekał także na inne aspekty. Nie tylko w domu dostawał to, czego chciał. W liceum uchodził za człowieka, którego warto znać. Każdy chciał móc podać mu rękę na korytarzu. Człowiek sukcesu – takie sprawiał wrażenie. Ostatnim wskaźnikiem szczęśliwego okresu dorastania był stały tłumek dziewczyn, rozmarzonych nastolatek, zawsze gotowych do największych nawet poświęceń, byleby zostać nagrodzoną choćby przelotnym uśmiechem ich idola. Studia przyniosły w jego życiu zmiany. Zdecydowanie zbyt wiele zmian. Michał ich nie lubił. Czuł, że traci grunt pod nogami. Jeszcze rok temu był pewny jutra, teraz każdy dzień mógł przynieść mu coś innego. I nie wszystko było takie proste.
Ludzie spieszyli do pracy, do szkoły, na rynek. Samochody jeden za drugim przejeżdżały alejami, a Michał wciąż stał na balkonie, zatopiony we własnych myślach. Mimo, że tego nie okazywał, miał naturę romantyka. Z zewnątrz – uczestnik wyścigu szczurów, ambitny, twardo stąpający po ziemi – idealny kandydat na dziennikarza. W środku, głęboko, pod grubą skorupą powierzchowności – wrażliwy człowiek, jak większość ludzi na tym świecie, jednak będący świadomym tego, że życie, stawiając swoje warunki wymaga nie okazywania uczuć. Ukrywania ich pod powłoką swoich wyuczonych zachowań i chłodnego podejścia do ludzi. Chłodnego, lecz nie pozbawionego serdeczności. Michał, wywodząc się z domu w którym półki uginały się od książek z zakresu psychologii społecznej, znał wszystkie tajniki oddziaływań międzyludzkich. Początkowo, trochę sztucznie i wymuszenie, dzisiaj, stosował psychologiczne praktyki podejścia do ludzi już machinalnie. Wiedział, ile korzyści przynieść może odpowiednio wymierzona serdeczność, albo chłodny uśmiech. Skończywszy pierwszego papierosa, Michał już chciał sięgnąć do kieszeni po drugiego, jednak czynność tę przerwały mu usłyszane za jego plecami kroki. Udawszy, że nic nie słyszy cofnął rękę, położył ją na balustradzie i począł na nowo wpatrywać się w przestrzeń przed nim. Sekundę później, cichymi stąpnięciami bosych, delikatnych, kobiecych stóp, na balkon weszła ona. Pomiędzy Michałem i Olą od początku nawiązała się bliska i namiętna znajomość. Już w dwa dni po rozpoczęciu roku poszli do łóżka. Jemu podobała się jej dojrzałość psychiczna, konsekwencja w dążeniu do celu, pełne usta i otwarte podejście do mężczyzn. Ją pociągały wszystkie te gesty, spojrzenia i słowa, którymi on od zawsze zdobywał kobiety. Po jakimś czasie zaczęła zwracać uwagę na to, co w środku. Jako jedna z niewielu, rozumiała go. A przynajmniej starała się. Wiedząc, że mało dla niego znaczy, wiedząc, że męczy go jej osoba i tak zażyłe z nią stosunki, będąc tylko przerwą w życiorysie, nie ustawała w próbach dotarcia do jego duszy. Teraz, w szarudze listopadowego poranka, mając na sobie tylko białą, wymiętą, lnianą koszulę, z opadającymi na plecy puklami czarnych, pofalowanych włosów, z tymi samymi co za każdym razem, łudząc się, że tym razem będzie inaczej, rozmarzonymi oczami wyglądała uroczo. Podeszła do niego powoli, przeciągnęła się jak kot, po ciężkiej i męczącej nocy, po czym przełożywszy swoje ręce pomiędzy jego, przytuliła się mocno.
- Dzień dobry, kochanie – szepnęła, przykładając policzek do osłoniętych tylko lekką kurtką pleców, czując rytmiczne bicie serca, raz, po raz.
Gdy poczuł jej ciepłe dłonie na swoim zimnym brzuchu, po całym ciele przeszedł go mocny i elektryzujący dreszcz. Nie mógł z nią żyć. Nie kochał jej. Czuł, że ją krzywdzi i ta świadomość była dla niego straszna. Jednak nie potrafił wyzbyć się poczucia bliskości. Przynależności. Tego ciepła. Nie chciał być sam, bał się samotności, a jednak wiedział, że z każdą kolejną kobietą będzie tak samo. Aż do momentu, gdy trafi na tę właściwą. Tę
na całe życie. Mimo to, mimo tego obezwładniającego uczucia świadomego krzywdzenia innej osoby, wytworzyła się pomiędzy nimi cicha i delikatna więź. Michał był świadomy tego, że ona wie, jak również tego, że tę sytuację akceptuje. Dlatego wciąż trwał w swojej bezsilności, pozwalając jej na kochanie siebie.
Po kilku oddechach, odznaczających się wylatującą prosto z ust białą mgiełką, czując, że Ola zaczęła delikatnie drżeć z zimna, odwrócił się w jej stronę, spojrzał jej głęboko w szare jak niebo nad ich głowami oczy i mocno przytulił.
- Wracaj do środka – szepnął. Zmarzniesz, zachorujesz, a ja będę się potem obwiniał.
Podniosła głowę do góry. W jej spojrzeniu było tyle miłości i ciepła, że po ciele Michała po raz kolejny przeszedł dreszcz.
- Stęskniłam się, jak zwykle mi uciekłeś zły chłopcze – odrzekła z uśmiechem, ukazującym dwa rzędy bialutkich, idealnych zębów, gładząc delikatnie lewą dłonią prawą stronę pleców Michała, powodując kolejne fale dreszczy.. Bez Ciebie się stąd nie ruszam.
- Skarbie, idź, proszę Cię. Nie chce mieć na sumieniu Twojego chorego gardełka – w jego glosie dało się wyczuć nutę stanowczości, z dużą dozą ciepła. Zrób kawę. Dużo kawy. Przyjdę do Ciebie za chwilę i przyrządzimy razem coś na śniadanie. Zgoda?
- Dobrze wiesz, że nie potrafię oprzeć się ani Tobie, ani Twoim słowom – mrugnęła, delikatnie opuszczając jego ramiona.
Obdarzywszy go przelotnym, figlarnym wzrokiem, odwróciła się na pięcie i tymi samymi cichymi stąpnięciami bosych stóp, co na początku, z lekko szemrzącą na wietrze koszulą, wróciła do mieszkania. Przekroczywszy próg odwróciła głowę w jego stronę i napotkawszy jego wzrok na sobie, mrugnęła zalotnie.
- Tylko nie każ na siebie zbyt długo czekać – rzuciła, niczym pocałunkiem, delikatnie cedząc słowa, subtelnie poruszając ustami, w jego stronę.
Michał patrzył jeszcze przez chwilę jak mija porozrzucane w salonie ubrania, zapala światło w kuchni i wchodzi do środka. Wciąż wydawała mu się taka piękna. Westchnąwszy odwrócił głowę z powrotem w stronę drogi. Sięgnął po Vouge'a, włożył go do ust. Zapalił. Za każdym razem delektował się tym delikatnym żarem, spalającym powoli znajdujący się w papierosie tytoń. Małe iskierki przesuwały się coraz to bliżej filtra, za każdym wciągnięciem dymu do płuc, za każdym silniejszym podmuchem wiatru. Hipnotyczne działanie tego małego ogniska, wywołuje natychmiastowo natłok myśli. Myśli i wspomnień. W pewnym momencie przestaje istnieć tu i teraz, człowiek zagłębia się w siebie, tonie we własnej osobie. Zaczyna marzyć. Śnić na jawie. Nie zauważa faktu, że papieros się skończył i pali się sam filtr.
- Ohyda – skrzywił się Michał.
Z kuchni dało się wyczuć delikatny zapach kawy, smażonych jajek i tostów. Przyleciał na balkon razem z głosem Oli.
- Nie mogłam się na Ciebie doczekać, śniadanie gotowe – spokojnie i bez wyrzutu zawołała.
- Nic nowego – mruknął Michał, wyrzucił filtr za balustradę, po czym wszedł do mieszkania, zamknąwszy za sobą drzwi.
  Topic: Niechaj gra MUZYKA !
Ozz

Replies: 32
Views: 2445

PostForum: Muzyka, liryka, tkliwa dynamika...   Posted: Sat Feb 03, 2007 2:36 am   Subject: Niechaj gra MUZYKA !
Nie Kei, nie sztucznie :P ładnie. Nie wiem jak Ci to wyrazić. Taka sielanka. (w ogóle to mam idealną godzinę na pisanie postów - 2.30, na lekkim rauszu, po małej imprezie...)
Jak człowiek naogląda się za dużo komedii romantycznych, to się potem tak ma, no...
Proste :P Skrzywienie :P

Pozdrawiam :)
  Topic: Haiku
Ozz

Replies: 10
Views: 1021

PostForum: Muzyka, liryka, tkliwa dynamika...   Posted: Fri Feb 02, 2007 12:00 am   Subject: Haiku
Mnie się Haiku osobiście kojarzą z awangardą Krakowską, "maksymalnego wykorzystywania tworzywa językowego, gdzie jednemu słowu służy więcej niż jedno znaczenie, więcej niż jedno zadanie" (z pamięci - mniej więcej - Kwiatkowski) i poetami pokroju Przybosia.
Rozkwitająca metafora.
Ekwiwalentyzacja uczuć.
Tego typu sprawy.
Nie tylko Japonia ma monopol na taki styl, chociaż u nich to bardzo oszczędne. Tylko 3 wersy. My natomiast mamy Białoszewskiego, który pisywał jeszcze krótsze wiersze. Różnice? Haiku bardziej impresyjne, Białoszewski posługiwał sie skojarzeniami.
Cóż - swoje chwalicie, swego nie znacie, zamiast pisać Haiku proponuje heksametr polski :D

Pozdrawiam, bez nacjonalistycznych akcentów reszty posta :D To po prostu postolimpijskie skrzywienie pod kopułą...
 
Page 1 of 55
Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
recenzje anime, fanfiki
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów