Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat
Search found 9 matches
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Author Message
  Topic: [Zalążek Powieści] Tajemnica tesar
Monika

Replies: 11
Views: 727

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Tue Aug 16, 2005 7:56 pm   Subject: [Zalążek Powieści] Tajemnica tesar
Nie przejmuj sie ze mna jest to samo :)
  Topic: Kórego ze złych charakterów nigdy nie chcielibyście spotkać?
Monika

Replies: 20
Views: 1136

PostForum: Tworczosc Tolkiena   Posted: Wed Dec 29, 2004 5:49 pm   Subject: Kórego ze złych charakterów nigdy nie chcielibyście spotkać?
Ja bym także nie chciaała spotakć Saruma :zona: :zona:
  Topic: Kórego ze złych charakterów nigdy nie chcielibyście spotkać?
Monika

Replies: 20
Views: 1136

PostForum: Tworczosc Tolkiena   Posted: Thu Dec 16, 2004 1:56 pm   Subject: Kórego ze złych charakterów nigdy nie chcielibyście spotkać?
Ja nigdy w życiu nie chciałbym się spotkać z Morgothem, ponieważ trzeba mieć na niego jakiś sposób. Po za tym był on o wiele bardziej okrutniejszy od Saurona. Nigdy nie dotrzymywał danego słowa więc pewnie by mnie od razu zabił. Nie chciałabym także spotkać Nazgula, bo wiadomo czym to się może skończyć. A wy kogo z Czarnych charakterów ( wyłączając Szelobę i Ungoliantę) nigdy nie chcielibyśćie spotkać????
  Topic: Po co Sauron zaklinał całą swoją moc w pierścieniu ?
Monika

Replies: 25
Views: 1593

PostForum: Tworczosc Tolkiena   Posted: Thu Dec 16, 2004 1:47 pm   Subject: Po co Sauron zaklinał całą swoją moc w pierścieniu ?
Pierścień miał rządzić wszystkimi pozostałymi. Trzy Pierścienie elfów były najpotężniejsze ze wszystkich więc Sauron musiał stowrzyć coś o wiele potężniejszego od Trzech Pierścieni Elfów. Sauron popełnił błąd wkładajac wielką część swej mocy w Pierścień i stał się bezcielesnym upiorem, który krąży po świecie do dziś. Mam nadzieje, że ani jego pan, ani on nigdy tu niewrócą :dark:
  Topic: Niebezpieczne Wagary
Monika

Replies: 8
Views: 948

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Wed Dec 15, 2004 7:35 pm   Subject: Niebezpieczne Wagary
Oki teraz będę pamiętać.

[ Dodano: Sro Gru 29, 2004 5:44 pm ]
Czemu nikt więcej nie komentuje?
  Topic: Jak postępować z Morgothem by nieskoskońcyć jak Hurin?
Monika

Replies: 15
Views: 1016

PostForum: Tworczosc Tolkiena   Posted: Wed Dec 15, 2004 7:33 pm   Subject: Jak postępować z Morgothem by nieskoskońcyć jak Hurin?
Ja się z tobą zgadzam Tamaya. Wydaje mi sie, że jestem wstanie kłamać przed Morgothem. Próbowałabym go jakoś wywieść w pole. Oznajmić mu, że będę mu służyć. Ostatnio zajrzałam do Zaginionych i było tam napisane, ze Beren także go okłamał, ale Morgoth dał go na służbę jakiemuś swojemu słudzę i sądzę, ze Melkor mógłby mnie dać np: na służbę Saurona.
  Topic: Jak postępować z Morgothem by nieskoskońcyć jak Hurin?
Monika

Replies: 15
Views: 1016

PostForum: Tworczosc Tolkiena   Posted: Mon Dec 06, 2004 3:01 pm   Subject: Jak postępować z Morgothem by nieskoskońcyć jak Hurin?
Mnie ostatnio zastanawiał los Hurina. Swoją zuchwałą rozmowę z Melkorem zapłacił srogimy konsekwencjami. Stracił całą rozdzine tylko przez to, że postawił się Morgothowi. A jeśli ktoś z was będzie miał takiegio pecha, że przyjdzie mu stanąć twarzą w twarz z Morgothem? Czy postąpi ta osoba tak samo jak Hurin czy będzie próbować targować się z Morgothem. Ja osobiście będę wtedy próbować go z irytować, znieważyć, ale nie do stopnia rzucenia klątwy. W rozmowie z takimi typami jak Sauron i Morgoth należy powściągnąć dumę, ale także stawiać się tak długo, jak to będzie możliwe. Targowanie się z nimi nie przysporzy nam niczego dobrego tylko męki i gorzkie łzy. Napewno da się jakoś postwaić się złowrogiej mocy Morgotha poskramiając swoją dume a przy tym nie pozwalając wrogowi wniknąć do swojego umysłu. Wtedy to obruci się przeciwko nam. Będzie wiedział jakimi sposobami nas pogrążyć
(Pojmanie najbliższej osoby i torturowanie jej na naszych oczach). Klucz do zwycięstwa leży w oporze, ale nie w szydzeniu z Morgotha! To tylko obruci się w naszą klęskę.
Tak jak jest to napisane w "Niedokończonych Opowieściach" a trafniej : "Narn i H?Žn Hęrin. Opowieść o dzieciach Hurina" A jeszcze trafniej "Słowa Hęrina i Morgotha".

Quote:
Ale Hęrin Nieugięty zakpił z niego, mówiąc:
- Ślepy jesteś, Morgocie Bauglirze i ślepy pozostaniesz, mrok jeno dostrzegając. Pojęcia nie masz, co rządzi sercami człowieczymi, a nawet gdybyś to wiedział, nie potrafiłbyś darować ludziom spełnienia

Hurin miał wtedy rację. Przecież my jesteśmy ludźmi. Słabymi, ale powodem do strachu byłego Valara. Morgoth napewno złamałby obietnice daną naprzykład komuś z nas i skazał na straszliwe męki. Ale Hęrin powinnien uważać wtedy na słowa. Gdy czytałam te słowa serce mi się burzyło i zrozumiałam, że w rozmowie z Mistrzem Kłamstwa trzeba być bardzo ostrożny. Gdybym miała okazję rozmawiać z Morgothem to bym była rozważniejsza od Hęrina. A wy, czy powtórzylibyście błędy Hurina popełnione podczas rozmowy z Morgothem. Bylibyście gotowi na jego los? Jeżeli nie to jak chciecie z nim rozmawiać by nie zetknąć się z podobnym do Hęrina losem?
  Topic: Niebezpieczne Wagary
Monika

Replies: 8
Views: 948

PostForum: Tworczosc wlasna / Opowiadania   Posted: Sun Dec 05, 2004 9:20 pm   Subject: Niebezpieczne Wagary
Niebezpieczne wagary
Tego dnia zbudziłam się o godzinie szóstej rano. Usiadłam na łóżku, przecierając oczy. Znowu do szkoły, ale tym razem tylko po to by zostawić plecak, gdyż ja i siódemka moich przyjaciół idziemy na wagary. Ja po raz pierwszy idę na coś, co rodzicie mi odradzali, dotychczas jeszcze tego nie robiłam, wiedząc, że na robię sobie zaległości. Ale raz można było tam nie iść. Moi przyjaciele mieli pożyczyć od jakieś koleżanki zeszyty i wyjaśnił jej, że my idziemy się gdzieś włóczyć w czasie lekcji. Nawet ta dziewczyna twierdziła, że to zły pomysł. Po jakimś czasie ubrałam się i spakowałam plecak. Zjadłam syte śniadanie i wyszłam z mieszkania. Po drodze na klatkę schodową spotkałam tego starca, który niedawno wprowadził się do naszej kamienicy. Zatrzymał się przy mnie i rzekł:
- Lepiej idź na lekcję, bo te wagary mogą się źle skończyć – to mnie wkurzyło.
- A co pana obchodzi, co zamierzam robić? – zapytałam, patrząc nieprzyjaźnie na tego człowieka. – To nie jest pana sprawa! – powiedziałam, schodząc ze schodów.
Starzec pozostał na górze. Wyszłam z kamienicy i pognałam do szkoły. Po jakimś czasie dotarłam do szkoły. Tam czekali moim przyjaciele: Zosia, Aśka, Marta, Marysia, Paweł, Jarek i Marek. Uśmiechnęli się na mój widok...
- Cześć, Monika gotowa na pierwsze w swojej karierze wagary? – spytała ze śmiechem Jarek.
- No pewnie – powiedziałam. – Ale najpierw pozbądźmy się plecaków. Ech, jaka szkoda, że jesteśmy już w ostatniej klasie gimnazjum. Nie znoszę tych zmian szkoły. Wszyscy mnie w domu ostatnio wkurzają nawet sąsiad działał mi dziś na nerwach.
- A mnie wkurzają nauczyciele – powiedział Jarek. – Chodźmy do szafki tam zamkniemy plecaki.
Weszliśmy do szkoły. Na korytarzu przed salami lekcyjnymi wsadziliśmy nasze plecaki do szafek, po czym zatrzasnęliśmy te szafki na klucz, a potem wyszliśmy na świeże powietrze. Siedzieliśmy przez chwilę na huśtawkach niedaleko szkoły i obmyślaliśmy gdzie się włóczyć podczas wagarów. W końcu zdecydowaliśmy się włóczyć bez celu.
- Pospacerujemy sobie po mieście, a jak się skończą lekcję pójdziemy po plecaki – rzekł Jarek.
- Zgadzam się – powiedziałam, uśmiechając się beztrosko.
- Więc wszystko ustalone – zawołał Paweł. – Idziemy stąd, bo jeszcze Romańska nas złapie.
Szliśmy po mieście rozmawiając o różnych wesołych tematach niezwiązanych ze szkołą. Rozprawialiśmy o tym starcu, który dawał mi jakieś ostrzeżenia na temat wagarów. Aśka, Marta i Marysia wyśmiały jego ostrzeżenia, wołając basem, „ Jeżeli pójdziesz na wagary, to będzie ostatnią rzeczą, jaką zrobisz w życiu”. Wszyscy zaśmialiśmy się z tego beztrosko.
Wkrótce jednak mieliśmy pożałować, że nie wzięliśmy tego ostrzeżenia pod uwagę. Nagle ujrzeliśmy jakiś gęsty i ciemny las. Tego lasu jeszcze nigdy tutaj nie widzieliśmy. Po krótkiej naradzie weszliśmy do niego. Było tutaj przerażająco cicho. Miałam uczucie, że jesteśmy, jakby obserwowani. Szliśmy niepewnie po tym lesie, baliśmy się tej puszczy z niewiadomego powodu. Nagle usłyszeliśmy tętent kopyt, najpewniej konia.
- Słychać odgłos konia. Ktoś się zbliża – wyszeptała Marta.
- No to wpadliśmy – szepnęła Aśka.
- Mi się od początku, gdy tutaj weszliśmy, potęgował się jakiś, nieopisany strach – powiedziałam cicho.
- Może uda nam się stąd nawiać – jęknął Marek. – Spróbujmy , póki mam jeszcze szansę.
Wszyscy skinęliśmy głowami. Jednak nie zdążyliśmy zrobić ani jednego kroku. Przed nami stanęło dziesięć postaci na koniach. Okrążyły nas odcinając wszelką drogę ucieczki. Nie rozumieliśmy, czemu nas w ten sposób okrążyli, nie dając nam szans na wyjście z lasu. „ Czy oni mają złe zamiary wobec nas?” – pomyślałam ponuro, czując się nieswojo pod ich spojrzeniem. Przyjrzałam im się uważnie. Dziewięciu z nich było odzianych na czarno, a ich twarze zakrywał kaptur. Dziesiąty z nich także był owinięty w czarny płaszcz, ale widziałam jego twarz. Była odrażająca. Przerażał mnie ten nieznajomy mąż. Siedział na czarnym, obrzydliwym koniu. Ja i moi przyjaciele staliśmy spokojnie, nie wiedząc czy uciekać, czy stać w miejscu i dowiedzieć się, z kim mamy do czynienia. W końcu jeden z nich przemówił zimnym, pozbawionym wszelkich uczyć głosem:
- Co taka banda malców robi samotnie w ciemnym lesie? – Jarka to wkurzyło.
- A co cię to obchodzi, pajacu?! – zawołał ze złością Jarek. – To nasza sprawa, co my tu robimy i kiedy sobie stąd pójdziemy. Po za tym nie jesteśmy mali. Mamy po czternaście albo po szesnaście lat.
Jego słowa były nie na miejscu, ów nieznajomy zsiadł z konia i stanął groźnie przed Jarkiem. Ja trochę zdenerwowana powiedziałam:
- Jeżeli chcesz wiedzieć kim jesteśmy to ci nic nie opowiemy, z nieznajomymi to nie gadamy, a po za tym my już stąd sobie idziemy – wymówiłam te słowa ze zdenerwowaniem.
Nieznajomy drgnął na te słowa i zaśmiał się drwiąco.
- Chyba nie jesteśmy na ty! – powiedział ostro. – Nigdzie stąd nie pójdziecie. Otrzymaliśmy wyraźne rozkaz: pojmać każdego, kto będzie się włóczyć po tym lesie. Nie możecie stąd odejść. Nigdy już nie opuścicie tego lasu. Jesteście teraz naszymi więźniami. Na zawsze – zwrócił się do swoich towarzyszy. – Brać ich!
Nie mieliśmy świadomości, że mamy do czynienia z Nazgulami, Upiorami Pierścienia oraz z Rzecznikiem Saurona, który był jego zaufanym sługą. Siedem czarnych postaci zbliżyło się do nas i mocno złapały nas za ręce. Próbowaliśmy jeszcze stawiać opór, ale oni byli więksi i silniejsi od nas to też bez problemu wsadzili nas na konie. Nie wiedzieliśmy, co oni chcą z nami uczynić. Zostaliśmy bezprawnie pozbawieni wolności, nie mając żadnych szans na ratunek.
- Nie masz prawa! – wrzasnęła Aśka, próbując zsiąść na ziemię.
Ten człowiek zaśmiał się drwiąco na te słowa i krzyknął do swoich kompanów:
- Trzymać ich! Oni nie mogą nam teraz uciec. A teraz jazda!
Uderzył konia ostrogą i ruszył galopem. Za nim pojechali dziewięciu pozostałych. Podczas jazdy próbowaliśmy się kontaktować ze sobą, ale ten człowiek za każdym razem podjeżdżał do swoich kompanów, którzy nas trzymali i szturchał każdego z nas, który próbował się odezwać do drugiej osoby. Ta droga ciągnęła się nam w nieskończoność. Marta z irytowana szydziła z tego człowieka twierdząc, że ona narusza naszą nietykalność osobistą. Nieznajomy podjechał do Czarnego Jeźdźca, który wiózł dziewczynę i uderzył ją w twarz. Marta przez chwilę siedziała z opuszczoną głową, oszołomiona brutalnością tego człowieka. Po paru minutach milczenia zadałam temu człowiekowi, pytanie, które nurtowało, od kiedy oni nas zaczepili:
- A można, chociaż wiedzieć coście za jedni?
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i zaśmiał się drwiąco.
- Następna się odezwała! – powiedział drwiącym tonem. – Ale jeśli chcecie wiedzieć, chętnie się przedstawię. Jestem Rzecznikiem Saurona i do niego was zabieramy. A ci dziewięciu to Nazgule, Upiory Pierścienia, wierne sługi Saurona i Melkora. Nie martw cię się! Mój pan dobrze was ugości, aż ta gościna na bok wam wylezie.
Byliśmy kompletnie przerażeni, gdyż wiedzieliśmy już, z kim mamy do czynienia. Postanowiliśmy ze sobą nie rozmawiać obawiając się rozzłościć okrutnego sługę Saurona. Mój mózg jednak pracował na wysoki obrotach. Postanowiłam zrobić wszystko, by nie stanąć przed obliczem Saurona i Morgotha. Przypomniało mi się, że Nazgule oprócz ich Wodza boją się wody. Miałam w kurtce półlitrową butelkę wody, więc postanowiłam ją wykorzystać. Wyjęłam tą butelkę z trudem z kieszeni od kurtki, odkręciłam korek butelki, po czym odwróciłam się twarzą do Nazgula. Chociaż było mi zimno za sprawą ogarniającego mnie Czarnego Tchnienia, nie ugięłam się pod tym ciosem, który dla innych istot był zabójczy.
- Na chlej się, kanalio! – cedząc te słowa polałam Nazgûla.
Nazgul wrzasnął przeraźliwym głosem zatrzymując się gwałtownie. Wtedy zsunęłam się z konia i zaczęłam uciekać.
- Khamul, ty idioto! – usłyszałam jeszcze gniewny głos Rzecznika Saurona.
Uciekałam na oślep, nagle za sobą usłyszałam tętent kopyt. Ścigano mnie. Odwróciłam po chwili głowę i stwierdziłam, że goni mnie inny Nazgul. To nie był byle, jaki Nazgul, ale sam Czarnoksiężnik z Angmaru, który był mistrzem w czarnej magii. Przyspieszyłam biegu tak jak potrafiłam. Wiedziałam, że nie umknę pościgowi na koniach, ale postanowiłam uciekać jak najdłużej się da.
- Nie daj się im złapać, Monika! – zawołała Aśka.
Nieprzyjaciel słysząc te słowa zamyślił się. A potem rzekł.
- Zamilcz, bo jeszcze mogę zapomnieć, że mam cię utrzymywać przy życiu! – syknął sługus Saurona, a Aśka zamilkła bardzo przerażona.
Moi przyjaciele byli trzymani w objęciach Nazguli, na wypadek gdyby, któryś z nich próbował powtórzyć mój wyczyn. Wrogowie zatrzymali się na jakiś czas by poczekać aż Czarnoksiężnik z Angmaru wróci z pościgu za mną. Ja w tym samym czasie biegłam przez las. Kropelki potu spływały mi po skórze. Nieprzyjaciel ścigał mnie nie wzruszenie wiedząc, że zaraz opadnę z sił.. Pobiegłam ostatnim wysiłkiem jeszcze szybciej, nie chcąc się tak szybko poddać i dać się ponownie schwytać Nazgulowi. Nagle tętent kopyt ustał. Odwróciłam głowę chcąc dostrzec wroga. Zobaczyłam stojącego konia Nazgula, na którym siedział sam Upiór Pierścienia. Widziałam, że uniósł rękę w czarnej rękawicy wskazując nią na mnie, po czym zacisnął ją w pięść. W tej jednej chwili ogarnął mnie taki ból, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie doznałam. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Czułam się bardzo słaba, chociaż przed chwilą byłam w dobrej formie. Padłam na ziemię i leżałam półprzytomna. Byłam bardzo osłabiona. Ogarnęła mnie rozpacz rozumiejąc, że wróg ma mnie w garści. Resztkami sił starałam się podnieść z ziemi, lecz to był daremny wysiłek. Urok, który rzucił na mnie Nazgul pozbawił mnie na tyle sił, że mogłam już tylko pełznąć. „ Nie mogę stanąć na nogach, jestem zupełnie bezradna” – pomyślałam, czując w sercu gorycz porażki. Upiór Pierścienia ubódł swojego wierzchowca ostrogą i powoli podjechał do mnie. Zatrzymał się parę centymetrów ode mnie leżącej bezsilnie na ziemi. Nazgul zbliżył do mnie szponiastą rękę by mnie złapać i wciągnąć na konia.
- Odejdź! – krzyknęłam. – Zostaw mnie w spokoju.
Te słowa Nazgula nie wzruszyły. Chwycił mnie mocno za ramię i siłą wciągnął na konia. Oparłam głowę o koński grzbiet, byłam za słaba by obmyślać jakąkolwiek próbę ucieczki. Nazgul pojechał ze mną tam skąd uciekłam. Po jakimś czasie Nazgul zatrzymał się przed Rzecznikiem Saurona, który był rozwścieczony moją zuchwałością, że ośmieliłam się próbować uciec. Patrzył się teraz na mnie z mieszaniną wściekłości, pogardy, satysfakcji i zdumienia. Chwycił mnie brutalnie za podbródek i syknął do mnie półgłosem:
- Nie ja wymierzę ci karę za ten wybryk, ale mój władca to uczyni. Potrafi ci zapłacić za każde twoje sztuczki. Dostaniesz na miejscu taką nauczkę, że odechce ci się raz na zawsze głupich figli.
Dalszą drogę spędziłam na grzbiecie wierzchowca Czarnoksiężnika z Angmaru, który jako jedyny z Nazguli nie bał się wody. Nie mogłam na nim zastosować tego samego numeru co z tamtym Nazgulem. Po za tym byłam bardzo osłabiona po tej próbie ucieczki. Moi przyjaciele byli zrozpaczeni, nie mogliśmy ze sobą rozmawiać, bo okrutni oprawcy uciszali nas przy każdej próbie. W tej czarnej godzinie zaczęliśmy żałować, że nie poszliśmy na lekcję jak należało było to zrobić. Zasnęłam w końcu z wycieńczenia. Po dwóch godzinach obudziłam się i ujrzałam wielką i groźną twierdzę. To tam nas wieziono. Czując, że odzyskałam już pełnię sił postanowiłam ponownie spróbować uciec.
Nazgûl przecież mnie nie trzymał. Wisiałam luźno na grzbiecie jego wierzchowca. Nie użyto wobec nas więzów. Zastanowiłam się chwilę.
Czy da się ześlizgnąć z galopującego konia, nie wyrządzając sobie żadnej szkody. Postanowiłam tę sztukę spróbować, zsunęłam się z konia. Źle stanęłam i padłam na trawę. Mocno sobie skręciłam nogę. Dostrzegłam jakieś krzaki i błyskawicznie się w nich skryłam. Wrogowie wjechali do twierdzy. Dostrzegłam jeszcze ból w oczach Aśki nim zniknęła w głąb twierdzy. Wyszłam z krzaków i z ciężkim sercem pobiegłam w tą stronę skąd tu przyjechaliśmy. Nie zauważyłam, że biegnę środkiem ścieżki prowadzącej do tej twierdzy. Usłyszałam tętent kopyt i poczułam jak jakiś sznur owinął mi się wokół ciała. Gwałtowne pociągnięcie zwaliło mnie z nóg. Poczułam, że jestem siłą ciągnięta po ziemi. Wróg, który mnie złapał wjechał do twierdzy. W twierdzy, w której się znalazłam było przerażająco ciemno. Ja byłam teraz strasznie obolała, gdyż ciągnięto mnie brutalnie po ziemi. W tym ciemnym korytarzu paliły się tylko świece. Zbladłam ze strachu na widok rozwścieczonego sługusa Saurona. Przeciął wreszcie sznur, którym mnie związał. Chwycił mnie brutalnie za kurtkę i podniósł z ziemi. Wysyczał do mnie półgłosem:
- Twoja kara będzie o wiele cięższa niż przed tym głupim numerem. Zapewniam cię, ale na razie strażnik zamknie was w celi. Właśnie idzie.
Rzucił mnie brutalnie na ziemię i uderzyłam głową o kamienną posadzkę. Przez chwilę jeszcze kręciło mi się w głowie, w końcu zobaczyłam swoich przyjaciół. Byli tak samo przerażeni jak ja. Przytulali się do siebie. Wstałam i pobiegłam do nich, wszyscy skuliliśmy się obok siebie, drżąc ze strachu. Rzecznik Saurona zaśmiał się drwiąco na ten widok. Nagle podszedł do nas obrzydliwy ork i zaczął nam się uważnie przyglądać, po czym wrzasnął.
- A co to za łachmaniarze?!
- A ty, co? łachmaniarz? – spytał ze złością Jarek.
Ork chwycił go za kurtkę i chciał go dźgnąć sztyletem, ale Rzecznik Saurona go powstrzymał.
- Wtrąć ich do lochu – polecił sługus Saurona. – Ja muszę teraz porozmawiać z naszym panem.
Ork skinął głową i szturchnął mnie brutalnie między łopatki i kazał nam iść za nim. Posłusznie ruszyliśmy za orkiem w głąb twierdzy. Przez parę minut schodziliśmy po schodach prowadzących do lochu. Po jakimś czasie zamknięto nas w jakieś dość dużej celi. Byliśmy uwięzieni. Usiadłam bezradnie na ziemi. Ten starzec miał chyba rację, że te wagary źle się skończą.
- Ten starzec miał rację w sprawie tych wagarów – powiedziałam cicho. – Wiedział, że nas złapie sługus Saurona. Nawet nie wiem, co oni teraz z nami zrobią. Zamknięto nas tutaj.
- Nie martw się, Moniko – szepnął Paweł, próbując mi dodać otuchy, ale i tak widziałam, że on także się boi.
- Najważniejsze, że jesteśmy razem – szepnęła Aśka. – Morgoth przecież jeszcze nas nie rozdzielił i być może jakoś to razem przetrwamy.
Ciebie możemy podziwiać, Monika, ty miałaś odwagę dwa razy próbować im uciec. Ja bym nie miała takiej...
Nie dokończyła zdania. Drzwi naszego więzienia otworzyły się i zobaczyłam Rzecznika Saurona. Zakończył on przed chwilą rozmowę z Morgothem i przyszedł teraz do nas by zaprowadzić nas przed jego oblicze.
- Pan tej twierdzy chce się z wami widzieć – oznajmił Rzecznik Saurona z szyderczym uśmiechem.
Nawet nie drgnęliśmy. Nie zdążyliśmy obmyślić jakiejkolwiek strategii rozmowy z Morgothem Bauglirem by mieć jakąkolwiek szansę by mu nie ulec. Błagaliśmy, więc wroga by dał nam, chociaż chwilę na przemyślnie taktyki, ale my tego tak nie nazwaliśmy. Wróg zaśmiał się drwiąco i chwycił mnie brutalnie za ramię, po czym wywlókł mnie z celi...
- A wy ruszać się, bo jeszcze mogę wam załatwić karę u mojego pana – wysyczał ze wściekłością sługus Saurona.
Moi przyjaciele posłusznie poszli za Rzecznikiem Saurona. Wróg po chwili pozwolił mi iść samodzielnie, gdyż miał dość wleczenia mnie za sobą. Po drodze do sali gdzie przebywał Morgoth ja i moi przyjaciele naradzaliśmy się ze sobą. Mieliśmy już zaplanowaną taktykę rozmowy z nieprzyjacielem. Nie mogliśmy się dać mu sprowokować. Skończyłoby się to gorzej niż śmiercią w męczarniach.
- I pamiętajcie, nie możemy dać się sprowokować Morgothowi – powtarzałam cały czas szeptem przyjaciołom.
Poczułam brutalne szturchnięcie między łopatki, syknęłam z bólu.
- Nie rozmawiać ze sobą, bo pożałujecie – wrzeszczał sługus Saurona.
Więcej ze sobą nie rozmawialiśmy. Szliśmy za wrogiem z spuszczonymi głowami. Wreszcie zostaliśmy wprowadzeni do jakieś komnaty, Rzecznik Saurona uśmiechnął się do nas drwiąco i opuścił tą komnatę. Przerażeni skuliliśmy się obok siebie, baliśmy się tego miejsca tak samo jak całej tej twierdzy. Usłyszeliśmy czyjś zimny, bezlitosny i szyderczy śmiech. Dobywał się gdzieś z końca komnaty. Po chwili dostrzegliśmy przed nami ustawiony czarny tron, na, którym siedziała jakaś istota. Od niej biła taka moc, że nawet sama myśl powalała na kolana. Jego twarz była oznaczona ranami zadanymi przez jakiegoś drapieżnego ptaka. Jego spojrzenie było lodowate, pełne mocy i nienawiści. Byliśmy sparaliżowani strachem, gdyż po raz pierwszy w życiu doznaliśmy takiego złowrogiego spojrzenia jak teraz. Ten złowrogi nieznajomy uważnie przyglądał się naszym twarzom. To było gorsze od tortury fizycznej, czuliśmy jakby ta istota chciała przeniknąć nasze myśli wzrokiem. Moi przyjaciele wpatrywali się w posadzkę, jakby coś ich w niej zainteresowało. Tylko ja patrzyłam okrutnemu nieznajomemu otwarcie w oczy. W końcu zrozumieliśmy, z kim mamy do czynienia.
- Melkor! – szepnęłam cicho.
- Melkor!? – powtórzył ze śmiechem nieznajomy. – Dawniej ludzie woleli mnie nazywać „ Morgoth”. To, co maluchy, jak wam się podobają moje lochy?
- Twoje lochy to najgorsze miejsce, jakie kiedykolwiek oglądaliśmy – powiedziałam, zyskując trochę pewności siebie. – Obawiam się, że my zbyt długo tu nie pobędziemy. Po co nas tu trzymasz. Na co ci jesteśmy potrzebni?
Władca Ciemności roześmiał się drwiąco tak, że moi przyjaciele skulili się ze strachu.
- Chcę się tylko dowiedzieć, po co weszliście do tego lasu, potem was wypuszczę – powiedziała Morgoth niemal przyjaźnie.
- Kłamca! – krzyknęłam, zapominając o ostrożności. – Ty i tak nas nie uwolnisz nawet jeślibyśmy ci powiedzieli wszystko, co chcesz o nas wiedzieć. Najpierw dowiesz się tego, co chciałeś się dowiedzieć a potem złamiesz dane słowo, a nam pozostanie tylko śmierć w męczarniach. Z naszych ust niczego się nigdy nie dowiesz.
Morgoth przestał się śmiać i popatrzył na mnie złowrogim wzrokiem. Nie spodziewał się tak zuchwałych słów z ust szesnastoletniej dziewczynki. Sądził, że wzbudzi w nas taki strach, że powiemy mu wszystko, co ten chce wiedzieć o nas. Udało mu się jednak wzbudzić strach w moich przyjaciołach, gdyż widział, ze oni drżeli ze strachu. Tylko ja stałam dumnie prze Morgothem patrząc mu otwarcie w oczy. W końcu nieprzyjaciel podjął decyzję. Przywołał do siebie orków.
- Pobyt w moich lochach z pewnością was złamie – powiedział cicho Morgoth.
- Zobaczymy! – wykrzyknęłam, czując żelazny uścisk rąk orków. – Znajdziemy sposób, aby uciec, a wtedy pożałujesz, że nas kiedykolwiek spotkałeś. Nigdy nas nie złamiesz!
- Przekonamy się!! A teraz precz mi z oczu – powiedział ostro Morgoth. – Zabrać ich!
Orkowie siłą wyprowadzili nas z tej komnaty. Szliśmy z spuszczonymi głowami. Po jakimś czasie orkowie brutalnie wrzucili nas do celi, po czym zamknięto nas, na co najmniej cztery spusty. Skuliliśmy się obok siebie drżąc ze strachu i zimna. Byliśmy zrozpaczeni i powoli gasła w nas wszelka nadzieja, że kiedykolwiek jeszcze zobaczymy światło dzienne. Postanowiliśmy jakoś im uciec.
- Musimy spróbować jakoś wyjść z tej celi – powiedziałam cicho. – Sądzę, że do otworzenia tej celi wystarczy nam taki wytrych jak spinka do włosów.
- Ja mam spinkę do włosów – odpowiedziała usatysfakcjonowana Marta, rozpuszczając swoje włosy.
- Wspaniale – ucieszył się Jarek. – Uciekniemy stąd szybciej niż Morgoth sądził.
- Nie cieszcie się – szepnęła Aśka. – Po tym, co Monika mu powiedziała wystawi przed główną bramą straż. Nie prześlizgniemy się!
- Zobaczymy – odrzekłam cicho. – Nie będziemy tutaj dobrowolnie siedzieć. Nikt z nas bezprawnie nie zrobi niewolników..
Moi przyjaciele kiwnęli głowami. Po jakimś czasie usłyszeliśmy skrzyp otwieranych drzwi. Marcie udało się otworzyć celę spinką do włosów. Ostrożnie wyszliśmy z celi i ruszyliśmy w stronę głównej bramy. Przeszliśmy kilkadziesiąt schodów do góry, po czym szliśmy prostą drogą aż do głównej bramy. Staraliśmy się poruszać bardzo cicho, ale każdy nas ostrożny krok dudnił po posadzce. Obawialiśmy się także, że złapią nas orkowie albo coś gorszego. W końcu stanęliśmy przed bramą, nie widzieliśmy przy niej obstawionych strażników. Ucieszyliśmy się wiedząc, że kiedy przekroczymy próg tej twierdzy będziemy wolni. Pobiegliśmy szybko do bramy, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce. Nagle wpadliśmy na kogoś i osunęliśmy się na ziemię.
- A wam, dokąd tak spieszno?! – usłyszeliśmy głos zimny i niski, który był jeszcze bardziej bezlitosny od głosu Morgotha.
Unieśliśmy ze strachem głowy i ujrzeliśmy wysoką, spowitą ogniem postać. Była ona uzbrojona w długi miecz. Stanęliśmy gwałtownie z ziemi i próbowaliśmy się przemknąć do wyjścia. Ten osobnik jednak nie był na tyle głupi jak przewidywaliśmy. Złapał każdego z nas za kurtki i uniósł nas nad ziemią jak kota.
- Uciekinierów zawsze spotyka kara – powiedział cicho nieznajomy.
- Coś za jeden, pajacu! – powiedział ze złością Jarek. – To raczej to wy bezprawnie nas tu zamknęliśmy. Zwiewaliśmy żeby odzyskać wolność. Nie macie prawa nas tu trzymać.
- Zamilcz, bo każę cię wychłostać – syknął i Jarek zamilknął. – Jestem Sauronem Wielkim! – powiedział nieznajomy z triumfem w głosie.
Wtedy zrozumieliśmy, że mamy do czynienia z Sauronem, który był największym sługą Morgotha. Sauron ruszył w stronę schodów, wciąż byliśmy trzymani w jego silnym uścisku. Nieprzyjaciel puścił nas dopiero w komnacie Morgotha. Padliśmy na kolana przed tronem Morgotha czując, że jakaś potężna siła uniemożliwia nam wstanie z ziemi. Poczuliśmy się w tej pozycji ośmieszeni a nawet upokorzeni. Morgoth zaczął się śmiać cicho, zimno i drwiąco. Skuliliśmy się przerażeni okrutnością śmiechu Morgotha. Sauron także zaczął się z nas śmiać. Sądziliśmy, że skończy się tylko na przeszukaniu kieszeni i ponownemu wtrąceniu do lochu. Jednak było gorzej niż się spodziewaliśmy.
- Muszę przyznać, że nie brałem was na poważnie. Sądziłem, że nie uda wam się uciec. Gdyby nie mój wierny sługa dawno by was nie było w tej twierdzy. Właśnie znalazłem sposób, aby was złamać. Ciekawe jak długo wytrzymacie rozłąkę nim zrezygnujecie ostatecznie z wszelkiego oporu. Ktoś z was zapewne podda się jako pierwszy, bo mój sługa wymierzy jej karę zwiększoną dwukrotnie za trzy próby ucieczki. Przez kilka godzin będzie cierpieć...
- Próbowałam uciec dwa razy, kiedy ten gnój nas tu zawlókł wbrew naszej woli – powiedziałam, czując w swoim sercu palącą nienawiść do Morgotha. – Nie myśl sobie, że ktokolwiek z nas podda się twojej woli. Prędzej wybiorę śmierć niż ulegnę takiemu bydlakowi i sukinsynowi jak...
Końcówka zdania zatonęła w krzyku pełnym bólu i cierpienia ponad swoją wytrzymałość. Wiłam się z bólu w straszliwych męczarniach.
W końcu ból minął. Przez chwilę jeszcze leżałam na ziemi dysząc ciężko. W tym czasie Morgoth wezwał orków. Podniosłam się z ziemi i wszyscy przytuliliśmy się do siebie trzęsąc się z trwogi. „ Chyba Morgoth nas nie rozłączy” – powiedziała cicho Marta, zwracając się do nas. W końcu Morgoth wydał rozkaz orkom i sądziliśmy, że zamkną nas znowu w lochach, ale było gorzej. Gorzej niż się spodziewaliśmy po Morgocie.
- Zamknąć każdego z nich w oddzielnej celi – powiedział cicho. – Jednego z nich zamknijcie w specjalnej celi, która się znajduje w mojej komnacie – wskazał na czarne, mosiężnie drzwi.
Na te słowa przytuliliśmy się jeszcze mocniej do siebie nie chcąc dać się tak łatwo rozłączyć nieprzyjaciołom. Orkowie podeszli do nas chwytając każdego z nas za ramiona i powoli zaczęli nas od siebie odciągać. W ostatniej chwili ja i Aśka chwyciłyśmy się z całej siły za ręce. Orkowie mieli teraz poważnie kłopoty z rozdzieleniem nas.
- Nie! Błagam, nie rozdzielajcie nas – zawołała błagalnie Marta w stronę Morgotha, nim zniknęła za drzwiami.
Ja z Aśką kurczowo trzymałyśmy się za ręce. Bałyśmy się, co będzie, jeśli nas rozdzielą jako ostatnie. W końcu, Sauron postanowił pomóc orkom w rozdzieleniu naszej dwójki, która próbuje jeszcze się opierać, mimo, że i tak nas rozłączą. Taki miał plan Morgoth wobec nas, pragnął nas złamać żebyśmy mu pokazali, że jesteśmy jeszcze małymi i słabymi dziećmi. Sauron wyciągnął za pasa bicz i smagnął nas nim po rękach. Z bólu puściłyśmy się, a orkowie powoli odciągnęli nas od siebie. Aśkę wyprowadzono z trudem z komnaty. Mnie zamknięto w tej specjalnej celi w komnacie Morgotha. Usiadłam bezradnie w najciemniejszym kącie tej celi i skuliłam się tam drżąc ze strachu i zimna. Usłyszałam jak Sauron rozmawiał z Morgothem na mój temat...
- Twój sługa powiedział mi, że ta dziewczyna, którą tutaj zamknęliśmy sprawiała mu najwięcej kłopotu – powiedział cicho Morgoth, zwracając się do Saurona. – Oznajmił mi, że to ty masz wymierzyć karę tej zuchwałej dziewczynie. Dlatego ją tutaj zamknąłem żeby nie robiła żadnych głupich numerów.
- Rozumiem przez to mój panie, że mojemu słudze nie chciało się karać swojego jeńca – powiedział drwiącym tonem Sauron. – Dam tej małej nauczkę, która oduczy ją raz na zawsze głupich figli.
Zadrżałam z trwogi słysząc te słowa. Nie miałam jak stąd zbiec i czułam się teraz samotna bezradna i bezbronna. Sauron z Morgothem jeszcze kontynuowali swoją rozmowę.
- A tych trzech chłopców zmuszę jutro do pracy ponad ich siły – powiedział cicho Morgoth. – Kiedy się za nią zabierzesz?
- Już teraz – powiedział ze śmiechem Sauron.
Zadrżałam przerażona słysząc te słowa. Nagle weszli orkowie i brutalnie wywlekli mnie z ciemnego kąta. Przywiązali mnie do jakiegoś słupa, który znajdował się w celi, po czym ją opuścili.
Byłam przerażona rozumiejąc, że za chwilę Sauron mnie będzie torturować za te dwie próby ucieczki. Klęczałam na zimnej, kamiennej posadzce, ręce miałam związane bardzo mocno. Więzy wręcz wżynały mi się w skórę. Oparłam czoło o słup, do którego byłam przywiązana przymykając powieki. Usłyszałam skrzyp otwieranych drzwi, ale nie zareagowałam. Udawałam, że śpię by zmylić Saurona, żeby dał mi chwilę spokoju. Poczułam w całym swoim ciele straszliwy ból, którego nigdy w życiu nie zaznałam. Krzyknęłam z bólu. Otworzyłam po chwili oczy i spojrzałam odważnie na Saurona. Wróg uśmiechał się szyderczo, zimno i drwiąco. Trzymał w ręce bicz. Zadrżałam przerażona na widok bata trzymanego przez Saurona. Pokornie jednak czekałam na męki, błędem było próbować uciec jego słudze. Teraz Sauron zapłaci mi za ten uczynek. Naprężyłam wszystkie mięśnie czekając na uderzenie. Poczułam silne uderzenie biczem. Skrzywiłam się z bólu, ale nie wydałam żadnego dźwięku świadczącego o tym, że ja bardzo cierpię w tej chwili. Poczułam, że po moich plecach spływa coś ciepłego i lepkiego. Usłyszałam lodowaty śmiech Saurona.
- To jeszcze długo potrwa – powiedział mi do ucha Sauron jadowitym tonem. – Pokażę ci teraz, czym jest prawdziwe cierpienie.
Uderzył mnie z podwojoną siłą, pisnęłam z bólu. Padające razy teraz nie ustawały. Były one bardzo bolesne, bicz uderzając rozrywał mi ubranie i rozcinał skórę. Próbowałam nadstawiać głowę na bolesne ciosy by stracić przytomność, zemdlenie było po prostu ulgą w cierpieniach. Sauron widząc, że mdleję brutalnie budził mnie do życia i ponownie zaczęły na mnie padać bolesne uderzenia. Nie miałam już siły by dłużej się opierać wrogom. Były to męki przekraczające moją wytrzymałość toteż, po krzyku pełnym bólu i cierpienia straciłam przytomność na nieokreślony czas. Zbudziłam się cała obolała, wycieńczona i mokra od potu. Kiedy usiadłam na ziemi uświadomiłam sobie, że ubranie miałam lepkie. Na początku myślałam, że od potu, ale kiedy dotknęłam swoich pleców wyczułam długie i głębokie rany. Spojrzałam na swoją rękę i ujrzałam krew. Część planu Morgotha wobec nas powiodła się. Byłam wycieńczona i nie zdolna do stawiania oporu. Byłam zdana na łaskę i nie łaskę nieprzyjaciela. Moi przyjaciele uwięzieni w innych celach w lochach mają jak uciec. A ja byłam uwięziona w celi w komnacie Morgotha, który pragnie złamać mnie jako pierwszą z całej mojej paczki. Od czasu do czasu przez moje plecy przechodził silny, piekący ból spowodowany moimi ranami, które zadał mi Sauron. Leżałam na ziemi oddychając ciężko. Nie miałam żadnych szans by się stąd wydostać. Po chwili zmorzył mnie sen, który na chwilę uwolnił mnie od bólu. Obudziłam się po paru godzinach pod wpływem zimna. Ubranie nieprzyjemnie przylgnęło mi do ciała. Piekący ból wywołany ranami na plecach dokuczał mi z jeszcze z większą siłą.
Syknęłam z bólu siadając na ziemi. Na zewnątrz była już noc. Jeśli dobrze zrozumiałam rozmowę Morgotha i Sauron to jutro zmuszą chłopaków do naprawdę ciężkiej pracy. Przez parę minut nie mogłam zmrużyć oka przez zimno i piekący ból w plecach. Niezbyt przyjemnie leżało się na zimnej, twardej, kamiennej posadzce. Cały czas przewracałam się na boki. Morgoth nawet nie wie, jaką przyjemność sprawi mi w tej chwili śmierć. A nawet gdyby to wiedział i tak mnie nie zabije. Pragnie mnie ujrzeć klęczącą u jego stóp, błagającą go o litość. W końcu ponownie zasnęłam. Kiedy znów się obudziłam nie czułam już bólu przez te rany. Dość szybko się one zasklepiły. Był już dzień, leżałam podkulona na ziemi z przymkniętymi oczami. Usłyszałam, że drzwi mojej celi powoli się uchyliły. Ktoś wszedł i położył obok mnie jakiś talerz, po czym opuścił moją celę. Otworzyłam po chwili oczy i zobaczyłam suchy chleb i wodę. Była tylko jedna kromka chleba i woda to też już zrozumiałam, że to musi mi wystarczyć na cały dzień. łapczywie zjadłam czerstwy chleb i napiłam się wody.
  Topic: Co by było Gdyby Sauron dopadł Froda???
Monika

Replies: 24
Views: 1709

PostForum: Tworczosc Tolkiena   Posted: Sun Dec 05, 2004 9:13 pm   Subject: Co by było Gdyby Sauron dopadł Froda???
Mnie coś ostatnio zastanawiało co by zrobił Sauron gdyby dopadł Froda. Sądzę, że najpierw będzie próbował zmusić go do oddania Pierścienia. Frodo kiedy Boromira zawładnął Pierścień odmówił oddania mu Pierścienia i sądzę, ze tak samo postąpi z Sauronem. Wtedy pewnie Sauron zacznie go torturować. Może także wykorzystać Sama do celu złamania Froda np: torturowania go na oczach Froda. Zapewne wtedy się podda dlatego, że nie chciał skazywać swoich przyjaciół na mękę i śmierć. Taki przykład mamy w momencie kiedy Frodo nie chciał wziąść na konia Glorfindela.
Ja myślicie jakby postąpił Frodo gdyby stanął przed obliczem Czarnego Władcy? A jak Sauron by postąpił z Frodem wrazie jego oporu?
 
Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
fanfiki, anime
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów