| Author |
Message |
Topic: "Jestem sobie nowym kimś:P" Nowy? Przedstaw Sie!:) |
Mink_dragon
Replies: 147
Views: 10280
|
Forum: Techniczne / Ogolne Posted: Wed Sep 08, 2004 3:44 pm Subject: "Jestem sobie nowym kimś:P" Nowy? Przedstaw Sie!:) |
| Mink_dragon, witam . Choć "dragon" smoka ma przyjemnośc oznaczać, wcale do tej starożytnej rasy nie należę. Istniałam już wtedy, gdy wszyscy z Ainiurów przed obliczem Największego Eru Iluwatara swe pieśni wyspiewywali. Oto ja: Mink_dragon, jedna z Ainiurów, którzy przybyli na Ardę, stałam się Majarem, pod me opiekuńcze skrzydła zapraszam, Dzieci Ardy. |
Topic: [O] Znowu elfy |
Mink_dragon
Replies: 9
Views: 1525
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Wed Sep 08, 2004 3:43 pm Subject: [O] Znowu elfy |
Nota odautorska.
Opowiadanie to powstało w wyniku zakładu, że napiszę pracę dodatkową na 50 stron (zeszytu A5). Zakład przyjęłam bez wahania, gdyż wypracowanie miało temat: "Wymyśl dalsze przygody Bilba Bagginsa." Odnosiło się to do zamieszczonego w książce fragmentu "Zabawy z dawna oczekiwanej', a mianowicie "Urodzin Bilba". Uczniowie II klasy gimnazjum pracujący na podręczniku do j. polskiego "Między nami" wiedzą, o co chodzi. Mam taką nadzieję. Nie miało to na celu rywalizacji z Ejką tudzież Alien. Pozdrawiam!
W związku z dość luźną formą tego opowiadania, wszelkie dodatki, tudzież komentarze autorki podawane są w ukośnikach.
Mink_Dragon
"Znowu elfy"
Stojąc u granic zachodniej Ćwiartki, Bilbo odczuł dziwną potrzebę udania się do Bucklandu. Wiedział, że jest to ryzykowne. Wieść o jego słynnych, 111 urodzinach, rozeszła się po Shire lotem błyskawicy. Hobbit na wspomnienie min swoich gości uśmiechnął się. Mają to, na co zasłużyli!
Właśnie zaczął się październik. Liście złotym deszczem spadały z drzew. Frodo zaczynał pojmować, na czym polega rola pana Bagginsa z Bag End. Przebywający u niego Merry i Pippin wcale mu tego nie ułatwiali. Wręcz przeciwnie! I do tego Lobelia oraz Otho! Spadek przeszedł im, już definitywnie, koło nosa. Syn Belladonny Tuk (która później stała się panią Bungową Baggins:) odziedziczył po niej ziarnko dziwactwa. Trzeba przyznać, że trafiło na bardzo podatny grunt. A jeśli można było dopiec przy tym nie lubianemu z wzajemnością kuzynostwu...
-Więc postanowione! Idę w stronę Bucklandu! -powiedział, patrząc na wyciągniętą przed chwilą mapę. -Tylko którędy? Szlakiem przecinającym Leśny Zakątek //autorka wie, że Bilbo poszedł w niewłaściwym kierunku, sama to wymyśliła// jest zbyt niebezpiecznie. Każdy mógłby mnie zauważyć. Chyba trzeba będzie pójść drogą do Longbottom, w połowie odbić na wschód, aż do Rzeki Granicznej. Wtedy zastanowię się, co dalej. Nadłożę trochę drogi, ale warto.
Wokoło zaczęły rozlegać się niepokojące burknięcia. Cześć ptaków, do tej pory spokojnie śpiących na drzewach, zerwała się z krzykiem do lotu.
-Eee, ale najpierw muszę coś zjeść. Głodny jestem. Nie miałem niczego w ustach od dwóch godzin.
Usiadł pod jabłonią, która o tej porze roku uginała się pod ciężarem owoców. Hobbit gorliwie przeszukiwał swój plecak. Z kwaśną miną wyciągnął mały pakunek.
-Znowu kanapka z serem? Gdzie są moje pączki? Czy już wszystkie zjadłem? Mówi się trudno... Trzeba było nie oddawać Frodowi spiżarni, ale i tak przecież nie zabrałbym jej ze sobą... życie jest okrutne...
Piąty od rana posiłek jak zwykle przeminął zbyt szybko. Jednak na Bilba czekała miła niespodzianka: gałęzie drzewa były tak nisko, że halfling bez trudu zerwał najbardziej soczyste jabłka.
-Deser!!! O Elbereth, jednak istniejesz!
Z jasnego nieba, w ziemię obok hobbita, uderzył piorun.
-Ale i tak nie miałem w to wątpliwości. - zapewnił gorliwie.
Postanawiając skrócić sobie drogę, wybrał małą, niezbyt uczęszczaną dróżkę polną. Prowadziła ona przez pola warzywne, więc w razie czegoś, zawsze można było się posilić. Niziołek niziołka wspomoże, prawda? Ludek Shire'u łączyła silna więź. Jeden drugiego wydałby na 100 lat pracy w kamieniołomach, gdyby przydybał go w szkodzie.
Bilbo nie zważając na mogące się pojawić trudności, maszerował, zabierając z każdego pola jakąś pamiątkę: a to szczypiorek, a to marchewki...
"Do Rzeki Granicznej mam około dwóch tygodni drogi. Stamtąd, do Pogranicza, z półtora tygodnia. Jak nie patrzeć do Marchii Wschodniej ponad miesiąc drogi. O Eru! Przez tak długi okres czasu mam spać w żywopłotach?!?"
Iluvatar wydawał się głuchy na żale jednego przedstawiciela perianów. Sam nie wiedział, po jakiej mutacji one powstały. Chyba, że jego znajomy, niejaki Zeus z Olimpu, po ostatniej balandze u niego namieszał coś w Ainulindale? Nie trzeba było gości spraszać... A teraz masz, boże, kłopot i się męcz. Za co?
-Ej, ty złodzieju! -usłyszał hobbit. -Wynoś się z mojego pola! Wonnn!!!
Nie trzeba było długo powtarzać. Naostrzona kosa w ręku rozwścieczonego niziołka nie wróży nic dobrego. Bilbo włączył piąty bieg, nie zważając na ograniczenia prędkości. Skrócił w ten sposób drogę do Rzeki Granicznej o połowę. Nie zauważył, że farmer dawno został w tyle. Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło.
Idąc, a raczej biegnąc, halfling zauważył, że znajduje się tu coraz mniej pól... Zaraz, zaraz, to skąd weźmie jedzenie? Toż to tragedia! Trzeba będzie zacisnąć pasa i zrezygnować z połowy posiłków! Straszne! Jego obecne zapasy kurczyły się w zastraszającym tempie. Niedługo dojdzie do tego, że będzie musiał skorzystać z "pamiątek"! Gdzie jesteście Valarowie? No gdzie? Mimo żalu hobbita opiekunowie Świata nie odpowiedzieli na to pytanie. Dość dużo mówi tabliczka wywieszona w Valiniorze, w Biurze Pomocy Valarów:
"Zamknięte - urlop".
Mimo narzekań Bilba wszystko zostało na swoim miejscu. żadnego znaku, tragedii, końca świata czy czegoś. Po prostu nic. Skoro nie było już żadnych bóstw, do których mógłby się zwrócić, postanowił iść dalej. W końcu i tak nie miał niczego lepszego do roboty.
Zatrzymując się w przydrożnym zagajniku na noc, perian zauważył kontem oka jakieś tańczące światło.
"Albo znowu trolle, albo elfy. Raczej nie krasnoludy... Jednak trolle w Shire? To niemożliwe... Chyba... Dlaczego zostawiłem w domu "Przewodnik po Shire"?//pewnie dlatego, że Merry i Pippin nie trafią do domu bez mapy -przypis autorki// Jednak mam wprawę, pokonam je! Nie mogą być gorsze od Williama, Toma i Berta. Mam nadzieję, że nie..."
Wykorzystując swój wrodzony talent do bezszelestnego znikania, Bilbo podpełzł bliżej.
-A Elbereth Gilthoniel... -niósł się cichy śpiew.
-Całe szczęście, elfy, nie trolle. -powiedział, wysuwając głowę z krzaków, w których się ukrył. -Znam je, pochodzą z Rivendell.
-??? Hobbit, nocą, w lesie? -spytał elf.
-Jaki hobbit, to ja, Bilbo! Nie poznajesz mnie, Erestorze? -odpowiedział.
-Naprawdę, skoro to ty, mój Bilbo, to na pewno nie perian.
-Grr...
-Podobno niziołki mają trochę oleju w głowie, ale ty już tego warunku nie spełniasz...
-Wrr...
-Nie wspominając już o poczuciu humoru...
Chaps! Pan Baggins nie panował nad sobą, co ukazał, wgryzając się w ramię pierworodnego.
-Auu!!! -elf okazał swoją OGROMNĄ radość z przywitania się hobbita. -dobrze, już dobrze, żartowałem! żartowałem, no! Puszczaj! Qufa!
Bilbo w końcu zaspokoił swoją żądzę mordu, której obiektem był Erestor, rozluźnił ścisk swoich szczęk na tyle, by jego ofiara mogła uwolnić ramię.
-Mówiłem, że nie znasz się na żartach. -syknął.
-Mam powtórzyć? -spytał Hobbit.
-Lepiej nie... Ej, cisza tam! -wrzasnął, widząc, że jego kompani rzucali hasłami typu: "Tak trzymać, Bilbo!", "Dołóż mu stary!", "Postawiłem na ciebie!", "Nie zawiedź nas!" -Cisza, bo polecę wam po pensji!
~CISZA~
-No więc, dokąd idziesz mój kurduplowaty przyjacielu?
-łuu... Sędzia kalosz! -wrzasnęły elfy.
-Pamiętajcie o pensji.
~CISZA~
Bilbo w tym czasie naostrzył ząbki i nóż, wypolerował widelec i założył serwetkę i cierpliwe czekał.
-Co robisz? Już chcesz jeść kolację?
-Umm, mam ochotę na pieczonego Erestora.
-Smacznego. -odpowiedział Erestor. -Zaraz, zaraz... Na co?
-Na pieczonego E*R*E*S*T*O*R*A -przeliterował.
-Przecież to kanibalizm! -wrzasnął elf.
-Nie, to nie jest kanibalizm. Ja nie jestem elfem...
-W takim razie co?
-Najnormalniejsze elfożerstwo...
-Ratunku! Mordują! Krwiożercze hobbity! //Autorka pragnie zauważyć, że Erestor nie potrafi odmieniać słowa "hobbit" jak należy. W tym wypadku powinien powiedzieć "krwiożerczy hobbici", czy coś koło tego. A może autorka się myli? Nie, to jest mało prawdopodobne.//
~WRZASK~
Koło niziołka zrobiło się tłoczno.
-Panie Baggins, chciałbym panu szczerze pogratulować. -mówił jeden.
-To było naprawdę wspaniałe. -dodał drugi.
-Valarowie pokierowali twoim ciałem, nie mogłeś tego lepiej obmyślić.
-Bilbo, stary, to było super! -powiedział czarnowłosy elf, poklepując go po plecach.
-Elladan?
-Nie tylko on. -dodał drugi, o identycznym wyglądzie. -Ja tez tu jestem!
-Elrohir?
-Yes. Elf's Twins być tutaj! -wrzasnęli. -Namarie, Erestor - sensei!
-Zraz... Chyba mi nie powiecie, że on był tym idiotą, który został waszym nauczycielem. Tym...
-Nie kończ. Tak, to on. -Elladan ukrócił zapędy efekciarskie zapędy Bilba.
-Total baka //totalny kretyn/idiota/głupek - niewłaściwe skreślić -tłum. Autorka?//. Nauczyciel z głowy, uczniom lżej.
-Beznauczycielewie, siallallala -bliźniaki zaczęły śpiewać przerobioną piosenkę z "Króla Lwa" //org. tekst pol. wersji brzmi: "Bezkrólewie, siallallala" -aut.//
Bilbo zaczął biegać po polanie, krzycząc: "Erestor, wracaj, nie poradzę sobie z nimi! Erestor!"
-Co mu jest?
-Wiesz, braciszku, że nie wiem. A zresztą: kto zrozumie hobbita?
"Muszę się uspokoić. Tylko jak? Wymienię wszystkich Valarów: Manwe, Ulmo, Aule, Mandos, Lorien, Tulkas... Cholera, kto był siódmym?" //Też tego nie pamiętam, a "Silmarillionu" nie mam przy sobie. Pewnie mnie nie lubi, ten siódmy Valar. Chlip. Autorka//.
-A co u Elronda? -spytał Bilbo, siląc się na spokój.
-Co u ojca, hę? Niezbyt dobrze... Bawi się z Glorfindelem w jakąś dziwną grę... Chyba zaczęło mu odbijać po wyjeździe mamy na Zachód. Arvena wyniosła się z Imlardis do dziadków w Lothlorien... Nie mogła już na nich patrzeć.
Bilbo: namysł.
Elladan: niczego nie rozumie.
Elrohir: próbuje coś zrozumieć.
-Ej, co robisz? -bliźniaki w jednej chwili wypaliły z tym samym pytaniem w stronę niziołka.
-Myślę. -odpowiedział zapytany.
-O Eru! A Elbereth Gilthoniel! -krzyknął Elrohir po elficku. -To hobbiści MYŚLĄ? Do tej pory miałem ich za błędy w Ainulindale, które Iluvatar przeoczył //gdyż tak jest istotnie//, a tu się okazuje, że one posiadają mózg; niedługo okażą się istotami rozumnymi!
-Dziękuję za komplement.
-Nie ma za co, ale nadal jestem w szoku. Elladan również. -odparł elf.
-Mam pomysł. Pójdę z wami do Rivendell. Zgadzacie się? -spytał Bilbo.
-Po tym co zrobiłeś Erestorowi, możesz prosić o co chcesz, a nawet więcej. Ruszamy rano.
Hobbit położył się w kąciku polany, jak najdalej od bliźniaków. Zasypiając słyszał słowa piosenki "Beznauczycielewie, siallallala...". Potem była już tylko ciemność.
Rivendell
Z krzaków na dziedziniec wpadł elf. Wyglądał okropnie: potargane włosy, w których tkwiły liście, porwane ubranie...
-Zawołajcie Elronda! Byle szybko! Nadchodzi morderca!
Wśród Pierworodnych zapanował popłoch, jednak po chwili rozsunęli się przepuszczając czarnowłosego mężczyznę.
-Elrondzie... -zaczął.
-Erestor?! PHAM! O Elbereth, zakrztusiłem się, przepraszam. Co ci się stało? Wyglądasz gorzej niż wtedy, gdy wziąłeś Saurona za kobietę...
-Mistrzu, morderca się zbliża! Stanowi zagrożenie dla nas wszystkich!
-Hę? A kto im jest?
Erestor w odpowiedzi podwinął rękaw swojej szaty (a raczej to, co z niego zostało), ukazując krwawy ślad.
-Proszę, o to co mi zrobił. A zwą go... Bilbo Baggins.
-Glor, Bilbo tu idzie! Mamy trzeciego do wista!
-Wasza Wysokość?
-Szykujemy przyjęcie! Dawno go tu nie było. Wiecie elfy, coś specjalnego! Mamy trzeciego, mamy trzeciego. -nucił na skoczną melodię.
//Przerwa na reklamę.
Autorka pragnie się podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat 7 Valara. Otóż przypomniała go sobie! Był to Orome, Valar - łowca. Niniejszym przepraszam go za zastąpienie jego imienia, że zacytuję: "Cholera, kto był siódmym?" i usilnie proszę, żeby nie rzucał piorunami, bo mogłabym jednym dostać! To jest niebezpieczne! Ledwo uskoczyłam;>!
Reklama być over//
-Elrondzie, nie wolno bagatelizować tej sprawy. -dalej ciągnął Erestor. -Masz rację, urządzimy DWA przyjęcia!
-Nie o to mi chodziło...
-Pamiętaj, skoro zostawiłeś moich synów samych, mimo że wziąłeś ich pod opiekę, mogę zmniejszyć ci pensję.
-Rozumiem.
-Dlatego ją zmniejszam.
-Ale...
-Chcesz, żebym obciął także premię za nadgodziny?
-Już nie.
-Cieszę się, że się rozumiemy, Erestorze. -podsumował rozmowę Władca Imlardis.
Gdy Elrond odszedł, elf nadal stał na dziedzińcu jak słup soli. W końcu poruszył się i wrzasnął:
-Cholera! Ja wszystko rozumiem, ale dlaczego obciął mi pensję?!
Bilbo i elfy.
-Pobudka Bilbo, wstawaj! Nie chcesz chyba przespać całego dnia? -Elrohir poczuł się w obowiązku doprowadzić hobbita do jako takiego stanu świadomości.
-Lepsze to, niż przyznać się do tego, że was znam. -odpowiedział niziołek.
-Wiesz ty co!
-Tak? Jakoś nie wiem...
-Nie zgrywaj się, dobrze?
-A czy ja się zgrywam?
-A nie? Co teraz robisz?
-Próbuję się obudzić...
-Ech. -elf dał za wygraną.
Kiedy się odwrócił, Bilbo pokazał mu bezceremonialnie język i zaczął się powoli pakować. Podszedł do grupy elfów (tych, którzy najbardziej mu gratulowali) i zaczął spożywać z nimi śniadanie (z ich prowiantów). Trzeba przyznać, że postąpili wielce nieostrożnie: hobbici jedzą dużo i wszystko. W ten sposób zasoby towarzyszy perian skurczyły się o 1/3. Pierworodni zaczęli zastanawiać się, czy dobrze zrobili, włączając Bilba do drużyny.
Pewnie się pomylili... //Autorka też się dziwi obrotowi sytuacji. Nie to chciała napisać. A mówiła, żeby nie dawać tego opowiadania jej asystentom. Ech...// [to nie ja... serio... jak Boga kocham - dop. MaxD] //Autorka tylko zmierzyła Maxa chłodnym spojrzeniem//
-Więc idziemy do Rivendell? -spytał bliźniaków hobbit, gdy podeszli.
-Umm, więc musimy już się zbierać.
-Jestem już spakowany.-Bardzo dobrze, Bilbo. Elfy, za chwilę ruszamy! -krzyknął Elrohir.
-Mam jedno pytanie. -wtrącił hobbit. -Kto mnie będzie niósł?
-Mój drogi perianie... ODBIłO CI, CZY CO?! -wrzasnął Elladan.
-Nie, mówię poważnie. -odpowiedział zaskoczony. -Myślisz, że doszedłbym na nogach do Imlardis w moim wieku? Mam 111 lat, a to na moją rasę bardzo dużo...
-W takim razie, proszę , wyjaśnij mi jak dotarłeś do Rivendell wtedy z Gandalfem i krasnoludami?
-To było 60 lat temu. I miałem kucyka.
-Nie kończ, już wiemy o co ci chodzi. Maelnor, poniesiesz pana Bagginsa przez najbliższe 10 kilometrów!
-Dlaczego ja?
-Pamiętaj o pensji.
-Ok.! Z przyjemnością
-To zawsze działa. -mruknął do brata Elrohir.
"Dali się podejść jak dzieci" -pomyślał Bilbo. "Jak dzieci..."
-Elfy, idziemy! Następny postój za dwie godziny. -bliźniaki pod nieobecność opiekuna przejęły dowodzenie. Konwój powoli ruszył. A przynajmniej próbował ruszyć...
//Przerwa na reklamę, czyli autorka prezentuje.
W związku z pytaniami o moich asystentów udzielam odpowiedzi. Są to różne stany mojej świadomości, które w danej chwili dominują. Najczęściej (w moim przypadku) do głosu dochodzą dwa, hmm, "odchyły"? ^^' Autorka dziecię, czyli gęś i autorka - diabeł(ek). Ostatnie zdanie to bardzo nieładna przeróbka kabaretu.
Koniec wywodów.//
[I co... mówiłem, że nie ja - dop. MaxD]
//Autorka ponownie zmierzyła Maxa chłodnym spojrzeniem//
[Już siedzę cicho - dop. MaxD]
Rivendell
Erestor doszedł w końcu do siebie po drastycznych wydarzeniach minionych dni. Najbardziej oczywiście przeżył obcięcie pensji o połowę. Do tej pory śni mu się to w najgorszych koszmarach. Do tego sprawa tego mordercy, Bilba Bagginsa, hobbita z Shire. A niech pójdzie do... nieba? Elf nie miał odwagi nawet pomyśleć o nim źle, gdyż Elrond:
a) potrafi czytać w myślach;
b) Bilbo jest jego przyjacielem;
c) perian będzie trzecią osobą do wista (cokolwiek to znaczy);
d) może znowu zmniejszyć mu pensje o połowę.
-Eru, czy Ty istniejesz naprawdę? Zaczynam mieć wątpliwości.
Zaniepokojone elfy patrzyły z dziedzińca na pożar obejmujący mieszkanie ich pobratymca.
-To z pokoju Erestora! Znowu nie zgasił świeczki?
Gdy wpadli do domu, zauważyli skulonego w kącie Nieśmiertelnego.
-Co się stało? -spytał Glorfindel, podczas gdy pozostałe elfy gasiły ogień.
-Iluvatar... Stwierdził, że jeszcze raz w niego zwątpię, skończy się to o wiele gorzej niż teraz.
-Uuu, stary, to masz przechlapane.
-Wiem, dlatego od tej pory będę wzywał opieki Valarów.
-Mówiłem ci od początku, że tak jest najbezpieczniej. Ich i tak nie ma.
W Glora walnął piorun.
-Nie ma? -spytał Erestor.
-Nie ma, nie ma; to tylko przypadek.
-Dziwny przypadek, naprawdę dziwny.
-A nie mówiłem? -powiedział Glorfindel, wychodząc, a raczej zataczając się z pokoju. W powietrzu wyczuwało się lekki swąd spalenizny, rozchodzący się od ubrań elfa.
Return of the Bilbo & Elf's
-Te, Elladan, 10 kilometrów już minęło! Niech mnie ktoś zmieni!
-Już? Ponieś go jeszcze 5 kilometrów, jesteś tu najsilniejszy...
-Rozumiem, ale..
-Dostaniesz podwyżkę.
-Niosę go aż do Rivendell! Tylko nie krzycz, że jest ci za ciężko!
-O~key!
Kiedy Mealnor odszedł, Elladan powiedział do brata:
-Ciekaw jestem, co zrobi w Imlardis, kiedy dowie się, że żartowałem...
-Lepiej nie wiedzieć, braciszku...
-Chyba masz rację. Naślemy na niego ojca.
-Masz moje pełne poparcie.
-Jak dobrze mieć bliźniaka.
-Ej, ELF'S TWINS! Kiedy postój?! Głodny jestem!
-Bilbo, postój był PÓł GODZINY temu! Oszalałeś czy co?
-Nie, żyję zgodnie z hobbickim systemem wartości.
-POSTÓJ!
-Bilbo, a jaki system wartości wyznają niziołki? Mają w ogóle coś takiego?
-Ech, z wami gorzej niż z Gandalfem!
-Co to znaczy?
-Bardzo, bardzo, bardzo źle...
-Uła, to z nami aż tak źle?
-Yes, ale zawsze jest nadzieja.
-Ulżyło mi. -powiedział Elrohir.
-Mi też. -dodał Elladan.
-I wracając do waszego pytania...
-Tak, co z tym systemem wartości?
-Nie przerywajcie mi, dobrze?
-O~key!
-Ja wyznaję taki:
1. ja;
2. jedzenie;
3. precz z Gandalfem;
4. kasa;
5. precz z Bagginsami z Sackville;
6. dobra zabawa... -wymieniał Bilbo.
-21. mój spadkobierca Frodo...
Po tym punkcie bliźniacy zasnęli.
-1542. Święty spokój. To już ostatni punkt. Ej, Elladan! Elrohir! -Bilbo zauważył, ze jego słuchacze znajdują się w objęciach Morfeusza.
-Tak? Eee, na czym skończyliśmy?
-NIE SłUCHALIŚCIE MNIE W OGÓLE!!!
-Słuchaliśmy, do 21 punktu. To dużo..
-Dużo? Na 1542? Idioci czy debile, bo już sam nie wiem.
-Geniusze, Bilbo, geniusze.
-Zbrodni, co?
-Nie, życia, mój drogi. Hobbici są czasami bardzo, bardzo ograniczeni.
Bilbo: szoook;
Bliźniacy: śmiech;
Bilbo: wyciąga serwetkę, nóż i widelec;
Bliźniacy: szoook;
Bilbo: uśmiech i pokazanie naostrzonych ząbków.
-Dobrze, przepraszamy, tylko nie rób nam tak jak senseiowi!
-To dajcie mi czek.
-Co? Czego chcesz?
-Czeku...
-Oż ty... Masz. -na blankiecie widniała bardzo ładna sumka z dużą ilością zer.
-Rządzę. -hobbit pokazał uroczą "V-kę". -O~key, możemy iść dalej.
-Co powiesz, panie i mistrzu.
-Biegiem do Rivendell!
Kompania: bieg do Rivendell.
Imlardis
Grupa elfów wpadła na dziedziniec. Przewodziły jej bliźniaki, hobbit zaś, jak pan i władca niesiony był na rękach tłumów (niewolników). U wrót domu stał Elrond, Glorfindel i wszyscy domownicy. Warto zauważyć, ze pierwsza dwójka miała rozanielone twarze.
-Bilbo, kopę lat! Jak się miewasz? Co u ciebie? -Lord of the Rivendell ukazał w jakże delikatny sposób zainteresowanie niziołkiem.
-Elrond, nic się nie zmieniłeś! Jak możesz ciągle żyć?! -hobbit odwdzięczył się tą samą monetą.
-Wiesz, jestem Eldarem, Pierworodnym...
-Niestety, wiem.
-Jak zawsze masz poczucie humoru...
-Szkoda, że twój doradca, Erestor, tego nie wie.
-Wiesz, on jest dobry, ale klasyczny.
-Aż za bardzo klasyczny, za bardzo.
-Nie bądź taki surowy, Bilbo...
-O nie, mój drogi, jestem obiektywny.
-Odstaw więc na bok wszelkie urazy, gdyż w Imlardis nie ma na to miejsca.
-Daj spokój, Mistrzu... To po prostu tandetne.
-Tak sądzisz?
-Seh... Tak uważam.
-Widzisz Bilbo... -szepnął mu elf na ucho. -Ja i Glorfindel gramy w wista we dwóch, ale to nie jest zbyt pasjonujące... Potrzebujemy trzeciego.
Niziołkowi błysnęły oczy, wyprostował się i spojrzał w twarz przyjaciela.
-Jednym słowem: potrzebujecie mnie?
-Jak ty potrafisz wszystko tak dobrze ująć!
-Widzisz, zanim spotkałem Erestora zamierzałem udać się do Bucklandu, a potem do Ereboru, odwiedzić Balina i krasnoludy. Do tej pory nie porzuciłem drugiej części planu.
-Bilbo! Chcesz iść odwiedzić krzaty?! Popatrz na to z innej strony: my jesteśmy nieśmiertelni. -próbował przekonać go Elrond.
-A ja nie. -uciął krótko perian.
-Cóż, rację masz... Co prawda znikomą, ale...
-Ale nie powiedziałem, że nie wrócę. I przez jakiś czas chciałbym się tu zatrzymać i odpocząć.
-Znam świetną formę odpoczynku: grę w wista.
-O~key, o~key, zagram z wami w tę karciankę.
-Ye, Uti... coś tam. Glor, pamiętasz co było dalej?
Elf pokręcił głową.
-Trzeba będzie poczekać na łazika.
Hobbit tylko się uśmiechnął.
Erebor, Samotna Góra.
-Chcę rozmawiać z waszym władcą! Natychmiast! -powiedział, a raczej wykrzyczał ubrany na czarno jegomość. -Słyszycie?
Zdziwione krasnoludy powiodły wzrokiem naokoło, jednak pod eskortą wpuściły go do pałacu. W drzwiach zastąpił im drogę młody krasnolud, któremu, z wyglądu i ubioru, dobrze się powodziło.
-Kim jesteś, skąd pochodzisz i jaką masz sprawę do miłościwego Daina?
-A jakim prawem taki przypał zwraca się do mnie takim tonem? Przedstaw się sam, a ja ci powiem moje imię i TYLKO TYLE.
-Jestem synem przyjaciela władcy i jego zaufanym dworzaninem. Nazywam się Gimli, jestem dzieckiem Gloina.
-Sonoftheevil. -powiedział już teraz znajomy, odpychając krzata na bok.
Wszedł do sali.
Rivendell
-Yee, wygrałem! Gramy jeszcze raz? Podoba mi się to. -Bilbo cieszył się jak dziecko.
-Lepiej nie. -powiedziały dwa elfy. Miny mieli niewesołe. Na 10 partyjek hobbit zaliczył 10 wygranych.
-Ech, nie znacie się na dobrej zabawie.
-Mówi się trudno... -odpowiedział Glorfindel.
Erebor.
Sonoftheevil wparował do sali tronowej, nie zachowując żadnych konwenansów. Chronił go poselski immunitet //tak jak większość polskich polityków//. [Lepper na Prez... erwatywach ponoć już jest - bezsensowna dop. MaxaD]
-Przynoszę ważne wieści od mojego Pana! -krzyczał od progu.
Uśmiechnięty z początku Dain przybrał poważny wyraz twarzy.
-Twoja misja jest twoją obroną, ale nie możesz jej nadużywać. -rzekł.
-Słuchaj, kurduplu, przysyła mnie Saurona, to piękne, urocze i bardzo złe Oko z Barad - Dur, bo podobno znasz jeszcze mniejszego kurdupla o nazwisku Baggins.
-O co chodzi? -powiedział, cały czerwony ze złości, Dain.
-Podobno ta mała łazęga znalazła taki mały, kurduplowaty pierścionek, rozumiesz kurduplu? I chce, abyście, kurduplu, przemocą lub jeszcze większą przemocą -tu poseł zrobił "słodkie" oczka -mu go odebrali. Czy twoja mózgownica to pojmuje? W zamian dostaniecie trzy ocalałe pierścienie krzatów i Morię po wszeczasy.
-Możesz odejść. Jutro udzielę Ci odpowiedzi.
-O~key, kurduplu!
Sonoftheevil wychodził z Sali, gdy Dain dusił przycisk na oparciu tronu. Nasz drogi poseł nastąpił na ukrytą zapadnię (zgadnijmy, kto ją otworzył:), bardzo długo spadał, wprost na wielkie ostre kolce.
Dopiero po wybuchu War of the Ring Sauron dowiedział się, co się stało z jego posłańcem, ale że w tym czasie wypadała balanga w Piekle u Lucyfera wyleciało mu to z głowy. Później było za późno na jakąkolwiek reakcję. //dziwne - autorka// [Ja w tym czuje sprawkę Erga -dop. MaxD.]
Imlardis.
-Wyruszacie na niemal beznadziejną wyprawę, możliwe, ze nikt z was nie wróci tu żywy... -ciągnął Elrond.
-Eee, ten tekst to za siedemnaście lat, Mistrzu. -powiedział Bilbo. -My nie jesteśmy Drużyną Pierścienia.
-Ofkurz. -odpowiedział po elficku Lord of the Rivendell. -Mej błound.
-Proszę, mów we Wspólnej Mowie, dobrze? -dodał niziołek.
-Ech, z wami, perianami, to na niewiele można sobie pozwolić.
Bilbo w odpowiedzi wyszczerzył zęby.
-No to w każdym razie... Idźcie i nie wracajcie! -krzyknął elf.
-Elrondzie?! Jak to nie wracajcie? A nasze partyjki wista? -hobbit oponował.
-W tych okolicznościach, wracajcie szybko. Tylko, że mój budżet tego niw wytrzyma... -mruknął cicho.
-Sayonara, Mistrzuniu! -niziołek wraz z eskortą wyruszył z Imlardis do Ereboru, odwiedzić znajome krasnoludy z pamiętnej "wycieczki" zatytułowanej "Tam i z powrotem".
Shire //nie mogłam się powstrzymać:>//.
-Merry, Pippin, zostawcie to wino! Won!
-Ależ Frodo...
-Ja tu rządzę! Mówię wam:
WON!!!
//Mam wrażenie, że Frodek zrozumiał w końcu, na czym polega rola pana Bagginsa z Bag End//.
Bilbo & Elf's
Po całym dniu wędrówki kompania urządziła całonocny postój. Hobbit po 2 godzinach znał już wszystkich po imieniu, oprócz jednego elfa, który od samego początku trzymał się w pewnym oddaleniu od grupy. Mimo upału ubrany był w obszerną, czarną szatę, z dużym kapturem, w którym twarz jegomościa, nawet w pełnym słońcu, ginęła w rzucanym przez niego cieniu. Teraz, w mroku nocy wyglądał tak, jakby zastygły w kamieniu.
Niziołki podobno łatwo nawiązują kontakty. Bilbo wyjątkiem //teoretycznie// pod tym względem nie był.
-Ej, nie gorąco ci w tym? -spytał.
Nieznajomy pokręcił głową. Kolejne próby otrzymania odpowiedzi przypominały zmienianie biegu potoku gołymi rękami. Prawie w ogóle nie było reakcji. żadnej, nawet znikomej.
W końcu perian dał za wygraną. Co mu po jednym, niechętnym na nic elfie? Przy ognisku czekają rozmowni kompanii i co najważniejsze: posiadają duże zapasy jedzenia.
Traf chciał, że wstając, przypadkowo strącił z głowy nieznajomego kaptur. Wlepił w niego oczy i wydukał:
-E... E... Erestor?
-Niestety ja. -powiedział nauczyciel bliźniaków.
//Przerwa na reklamę.
Autorka pragnie (znowu) wyjaśnić (coś nowego, w końcu...), dlaczego Erestor po swoich traumatycznych (a co, nie?) przeżyciach trafił do kompanii. Otóż Elrond, nie wierząc w zamiar powrotu Bilba (ogrywa, nie ogrywa, ale trzecim jest), uznał, że potrzebny będzie mu ktoś zaufany, żeby go pilnować. Skutki widać ^^'
Reklama zostaje zdjęta z anteny//.
-Super! Stęskniłem się za tobą!
-Ale ja za tobą nie.
-Nie żartuj!
-Nie żartuję...
-Erestorze, przecież wiem, że za mną szalejesz! -Bilbo korzystał z usłyszanych wiadomości.
-Tak, spazmami. Dostaję ataków epilepsji. Masz rację. Szaleję.
-Widzisz? Przecież mówiłem...
-Seh, ty niczego nie rozumiesz...
-Rozumiem więcej, niż ci się wydaje. -odpowiedział szeptem hobbit.
Szybkim krokiem oddalił się od Erestora, zbliżając się do ogniska. Elfy właśnie zaintonowały pieśń ku czci Manwego i Vardy, a Bilbo swoim niewyrobionym i piskliwym głosikiem im wtórował. Erestor wciąż na niego spoglądał. Wciąż i wciąż, nie przestawał.
Rivendell.
-Tatuś, co robisz? -spytał Elronda Elrohir.-Co? Eee, nic. -powiedział elf, chowając za plecami talię kart.
-Acha. Zdawało mi się. Pamiętasz, że Arvena dzisiaj przyjeżdża?
-Co? A tak. Umówiła się z Estelem?
-Jeszcze nie bujnęła się w nim. To dopiero nastąpi. Ale mogłaby się pośpieszyć. Z kobietami zawsze tak jest. -powiedział Elrohir, wybiegając (delikatnie) w przyszłość.
-To po co?
-Twoje urodziny, sklerotyku! -dla zniszczenia odwiecznego porządku świata, to syn wydarł się na ojca.
-A, o to ci chodzi. Oczywiście, że pamiętam. Jednak nie widzę powodu, dla którego mogłaby wracać.
-O Elbereth, mama się na Zachodzie wywraca! I do tego dziadygi tłumy zwracają się z czcią "Mistrzu"?
-Oj, nie dramatyzuj, synku... -próbował //nieudolnie// uspokoić swojego potomka Elrond.
-Nie poszedłem z Bilbem tylko dlatego, że w tym czasie wypadały twoje urodziny i zobaczę siostrę, która nie pokazywała się w domu od trzech lat. Teraz tego żałuję.
-Przewrażliwiony jesteś i tyle...
-Chyba mam to po mamie. -powiedział, wychodząc z pokoju i zatrzaskując drzwi Elrohir.
Elrond podbiegł do drzwi, zaczął w nie walić i kopać z okrzykiem:
"Po co zamykałeś? Wiesz, że się zatrzaskują! OTWÓRZ! Pamiętaj o mojej KLAUSTROFOBII!"
Bilbo i elfy.
W oddali majaczyła się Samotna Góra. Mała drużyna zmierzała ku niej niezbyt szybkim, ale stałym tempem. Hobbit co chwilę rozpoznawał jakieś zakątki, rzucając komentarze typu: "O, to właśnie tu Gloin...". Albo "Biedny Thorin. W tym miejscu potknął się i wpadł w wieeelkie mrowisko..."
//Autorka odpowiada.
Wiele osób śledzących od początku etapy powstawania tego opowiadania zdziwiło się, widząc jak szybko z Rivendell elfy (+Bilbo) doszły do Ereboru. Otóż ominęłam jeden fragment opowieści. Nie wnosił za dużo do fabuły (oprócz ślicznych postaci *_*). Tu przytaczam go w skrócie.
Przed nimi widniał pałac Thranduila (wiadomo, o jakie postaci chodzi?). W pierwszej chwili cała kompania skierowała się w jego stronę, ale po kilku sekundach zrezygnowała z tego zamysłu z sobie jedynie wiadomych powodów. Władcy tej części Mrocznej Puszczy załamali się, gdy usłyszeli, że wędrowcy ominęli ich szerokim łukiem (władcy: czyt. Thranduil i Legolas) i obrazili się śmiertelnie na autorkę, zarzekając się, że nigdy nie wystąpią w żądnym z jej ficów. Pragniemy tu powiedzieć, że obietnicy nie dotrzymali. Oficjalne wiadomości podają, że elementem przetargowym było zwiększenie gaży i wpływu dodatkowej premii na konto. Nieoficjalnie - złotowłosy elf o imieniu zaczynającym się na "G" (ci, co znają autorkę i jej odchyły ^^' wiedzą, o co chodzi. Połapią się w tym także czytelnicy "Arweny, czyli jak poderwać Legolasa" [niedługo zostanie wydane -dop. MaxD]). Mam nadzieję, że twórczyni zaspokoiła waszą ciekawość.
Koniec prezentacji//.
W dole kłębiły się krasnoludy. Zaciekawiony tym nagłym poruszeniem hobbit popędzał kompanię do zejścia w dół. Jeden z krzatów zauważył ich pochód i zdecydowanym krokiem zbliżył się do nich.
-Bilbo? -wykrzyknął.
-Gloin! Kopę lat!
-Bilbo! Jak to dobrze, że tu jesteś! Nie muszę teraz zawalać do tej wiochy Shire!
-??? -hobbit niczego nie rozumiał.
-Wiesz, był tu poseł z Mordoru. -powiedział konspiracyjnym szeptem. -Chciał czegoś od ciebie... Lecz teraz nagle zniknął. Dain to ma łeb! To najwyraźniej jego zasługa, że tego gościa tu już nie ma.
-Wiesz, Gloinie... Zaprowadź mnie do niego. Sądzę, że on mi najlepiej wyjaśni.
Elfy niczego nie kapowały.
Kiedy kompania zbliżyła się do sali tronowej z bocznego korytarza wyskoczył młody krasnolud.
-Tato, Dain kazał ci wyruszyć do Shire. -powiedział.
-Tatusiu? Wow, to ty ojcem jesteś! Od kiedy?
-Miał 60 lat podczas wyprawy.
-I dopiero teraz się chwalisz. Hej! Bilbo jestem. -powiedział do syna znajomego.
-Gimli.
-To idziemy do Daina! -krzyknął hobbit.
-Ej, to MÓJ tekst! -pluł się Gloin.
-Ofkurz. -odpowiedział po elficku Bilbo.
*IDIOTA* -przemknęło przez myśl elfom patrzącym na przyjaciela niziołka, którego kilku z nich znało jeszcze z wizyty Drużyny Gandalfa sprzed 60 lat, jak to nazywali między sobą. "To" to wyprawa krasnoludów (z Bilbem i Gandalfem, ale tym drugim to tylko krótszy czas) mająca na celu ocalenie zagrabionego skarbu Thorina i odzyskanie zagrabionego przez Smauga królestwa.
-Idziemy. -powiedział Gloin, podając wartownikom hasło. Ci skłonili się z szacunkiem, przepuścili całą kompanię, otwierając masywne wrota. Twarze zebranych zalało jasne i delikatne światło.
Wszyscy zebrani, gdy tylko ich oczy przywykły do jasności, skierowali swoje oczy w stronę postaci siedzącej na tronie. "Dain" -to imię przechodziło z ust do ust.
-Witajcie, wędrowcy. Elfie plemię od dawna nas nie odwiedzało. I ty mój Bilbo! Już myślałem, że o nas zapomniałeś! -recytował tradycyjną formułkę powitalną Dain.
-A ja myślałem, ze ta twoja korona za mocno osiadła na głowie Waszej Wysokości i nie możesz się zniżyć do MOJEGO poziomu.
-Ech, hobbicie...
-Podobno masz do mnie jakąś sprawę. Szybko, czasu nie mam.
-Więc, słuchaj... -władca Samotnej Góry przytoczył historię Sonoftheevila. Niczego nie skracając.
-To gdzie ten poseł? -spytał Bilbo.
-Wrócił do komnat Mandosa. -odpowiedział Dain.
-To znaczy, ze nie żyje? Martwy? Kaput?
-Ta, a teraz płać 100 000 + VAT.
-Oż ty... Masz tutaj czek i nie odzywaj się do mnie.
-O~key! -powiedział Lord of the Dworfs z anielską minką.
Wyszli z Sali, zostawiając krasnoludy same. Bilbo przewodził, a Erestor (nadal) go pilnował. Niziołek szukał wzrokiem swoich kratowych kumpli. Nagle... Bombur? Ale taka GRUBA BEKA? Zawsze był przy kości, ale żeby aż tak? O... nie! To on! Tragedy...
-Bilbo? To ty, mój hobbicie? -na nieszczęście kompanii krasnolud zauważył niziołka.
-Ja? Nie, to mój duplikat, o tak, duplikat. -pan Baggins ściemniał w biały dzień.
-Twoje poczucie humoru! Pójdź w me ramiona! -krzat rzucił się z siłą 5 tonowego słonia (a sam ważył więcej) na halflinga. Ten, obdarzony bardzo szybkim refleksem odskoczył na swoje szczęście //i moje - to byłoby straszne. Własnego pupilka zabić...// Niestety, nie miał go Erestor //wszystkie fanki i ewentualnych fanów (są tacy?) Erestora uspokajam -on jest nieśmiertelny.//. Krasnolud wpadłszy na niego, razem z nim wybił dziurę w chodniku na dobre 10 metrów.
-Idiota, nigdy nie zdaje sobie sprawy z własnej wagi. Znowu się potknął... -wyklinały młode krzaty opiekujące się Bomburem. -Znowu musimy go wyciągnąć!
-Jak to znowu? -spytał Mealnor, który i tym razem towarzyszył hobbitowi. Pewnie tylko dlatego, że jeszcze bliźniaki nie powiedziały mu, iż podwyżka była (jest!) fikcją,.
-Obejrzyj się naokoło. -powiedział krasnolud. -Ciągle łatamy takie dziury jak ta. Ej, niech któryś skoczy no po dźwig! Ale biegiem!
Istotnie. Na ulicy widniało z 20 takich "potknięć" Bombura.
Po chwili krzaty zaczęły "akcję ratunkową". Minęło z piętnaście minut zanim wyciągnięto dawnego przyjaciela Bilba, a drugie tyle, nim dokopano się do Erestora. Biedny elf był najwyraźniej w szoku, gdyż nucił: "Nie boje się, gdy ciemno jest, Sauron za rękę prowadzi mnie".
=a mam pytanie! -krzyknął perian. -Gdzie jest Balin?
-Balin? -powtórzył tępo krzat. -Balin? A on! Jakieś 30 lat temu udał się do Morii z grupką przyjaciół.
-Moria? Co to jest?
-Nie wiesz? To najlepsza dyskoteka w Śródziemiu! To tam gra DJ Balrog! Stamtąd wywodzą się Spice Orks!
-Wiesz, ja słucham klasyki. Muzyka Ainiurów itede...
-Rozumiem.
-W takim razie, elfy, wracamy do Imlardis!
-Ye! -poniosło się w całej kompanii. -Super! Te kurduple działały już nam na nerwy!
-Jakie kurduple, co? -krzaty zrobiły się całe czerwone ze złości.
-Jak to "jakie"? Oczywiście, że wy! -dodał nieopatrznie Maelnor. -A niby my?
//W tym momencie uformowało się pospolite ruszenie krasnoludów, o skutkach tak straszliwych, że autorka boi się je wymyślić. Skutki, oczywiście. W każdym razie kompania szybko wróciła do...//
Rivendell.
Elrond siedział zgarbiony przy biurku. Przed nim leżała talia kart z limitowanej serii z wizerunkami demonów, a ściślej rzecz biorąc, demonek Śródziemia. Myślał o tym, czy Bilbo wróci. W końcu ogrywał jego, Glora, no, ale trzecim był. Gdyby tak znowu się pojawił...
Drzwi lekko skrzypnęły. Elf nawet się nie odwrócił. Mała postać zbliżyła się do niego, kładąc mu rękę na ramieniu.
-Mistrzu Elrondzie! -wrzasnął Bilbo.
Elrond odwrócił się w końcu i szepnął: "O nie..."
//I żyli długo i szczęśliwie.//
//To był koniec.//
//Fanfary.//
//FANFARY!//
//FANFARY!!!//
//No w końcu!//
Przypis autorki. Inny niż wszystkie.
Ja, Autorka, pragnę wyjaśnić, dlaczego skończyłam ten fanfic po ZALEDWIE 56 stronach (zeszytowych oczywiście) [i 11 stronach A4 - dop. MaxD]. Zbyt wielu czytelników żądało skończenia tego mojego wypracowania, gdyż chcieli (szybko i bezboleśnie) przeczytać całość. Mam nadzieję, że spodoba się Wam ta moja "męczydusza". W każdym razie nie porzucam definitywnie tematu "LotRa", gdyż wracam do "Afery złotego pierścionka" (cz. II i speciala dotyczącego ProGanTectora") oraz fica z elementami yaoi "Arwena, czyli jak poderwać Legolasa". Dziękuję za dotarcie aż tu.
Mink_dragon
Wszystkie uwagi, pytania pod:
mink_dragon@wp.pl
Lub na adres wydawcy:
Max (zgred) Demage
maxdemage@interia.pl
Podziękowania dla:-Genialnych agentek Clover & Alex (Karoliny K. i Darii ł.) za to, że jesteście;
-Pani Flisiewicz, za to, że chce to przeczytać. Jak uczeń chce, to potrafi.
-Pani Kuc, mojej polonistce z podstawówki, za to, że dopilnowała, abym zaprzyjaźniła się z wszelkimi formami pisania;
-Irminki, za całokształt, Yaoi rulez!
-Izki. Ja jestem normalna! Serio!!!
-Mateusza "Małego". Gdybyś mnie nie poganiał, pewnie dalej bym to gryzmoliła;
-Andrzeja za genialne tezy dotyczące powstania rasy hobbitów, trzymaj się!
-Darka, za komentarze i uwagi, może kiedyś skorzystam.
-Oraz dla wszystkich nie wymienionych, którzy przyłożyli się do tego opowiadania. [<płacz>... nawet mnie nie wymieniła... chlip... Mink.. my się jeszcze policzymy ARGH! - dop. MaxD]
Dzięki!!! |
| |
|