| Author |
Message |
Topic: Smierc Haldira |
Mink_dragon
Replies: 75
Views: 4977
|
Forum: Tworczosc Tolkiena Posted: Sun Nov 07, 2004 5:55 pm Subject: Smierc Haldira |
| Dla mnie to było zbyt "hollywoodzkie" zagranioe - elfy w Helmowym Jarze, smierć Aragorna, odprawienie Sama przez Froda. Te sceny zmieniły wmoim odczuciu sens filmu (tylko nie rzucać pomidorami!) |
Topic: Jak widzicie albo wyobrazacie sobie Mrgotha i Eru? |
Mink_dragon
Replies: 31
Views: 1962
|
Forum: Tworczosc Tolkiena Posted: Sun Nov 07, 2004 5:48 pm Subject: Jak widzicie albo wyobrazacie sobie Mrgotha i Eru? |
a ja sadze tak:
Eru - to wcielone, ciepłe swiatło (gdyz sam Tolkien pisał , że "Eru wstał z tronu" nie pamiętam dokładnie cytatu), któree przybrało kształt zblizony do ludzi./elfów, emocje na jego twarzy są idczuwane poprzez zmiane natężenia światła, lub jako staruszeki z brodą, otoczony czystym swiatłem.
Margoth - ciemność, obleczona w ludzki kształt - może skrótowo, ale jego nie da sie dokładnie opisać, tak, jak ja go widze, przepraszam |
Topic: Trudny Silmarillion? |
Mink_dragon
Replies: 61
Views: 3177
|
Forum: Tworczosc Tolkiena Posted: Sun Nov 07, 2004 5:31 pm Subject: Trudny Silmarillion? |
| Do "Silmarillionu" nie mozna podejść "ot tak". Trzeba wziąc ze sobą serducho i głowę, a wszystko pójdzie lepiej. Za pierwszym razem (tuż po przeczytaniu przeze mnie WP) Sil mni e nudził, za drugim wciągnął a za 100 czułam, ze to mój swiat. (oki, z tym 100 przesadziłam, ale...). Reraz,m jak chcę sobie robić powtórkę z cyklu zaczynam od Sila, przez Hobbita i WP, dołączam fanfiction Pierumowa (pierscień mroku) i zaprawiam Niedokończonymi Opowieściamii. Wiecie co - za kazdym razem jak tczytam Sila, późniejsze wydarzenia odbieram inaczej. Coraz bardziej sie skupiam, ostatnio przy Władcy zaczęłam ryczeć w niebogłosy - bo znowu pojełam "cząstkę" Ardy, która nie jest dla mnie tylko pustym słowem. Własnie dzięki Silowi.... |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Sun Nov 07, 2004 5:04 pm Subject: [P] Afera złotego pierścionka |
Nie, nie, to mnie nie lubią
[ Dodano: Sro Gru 29, 2004 9:43 am ]
Kłopoty z netem i mój kochany ficzek ląduje w dwóch częściach- jedna teraz, druga po Nowym Roku... Ale to razem trzecia cżęść...
AZP III 1/2
Hej! Witam w części trzeciej (i wcale nie ostatniej)! Czas przejść do tekstu (tym razem bez streszczeń).
"Afera złotego pierścionka" part three ^^
Ciągle dymiło. Tylko skąd? Po ostatnim fireball'u Liny nic nie ostało się na swoim pierwotnym miejscu. W ogóle nic nie zostało z Ustronii, ku ogromnemu żalowi Froda. W ciągu miesiąca czeka go druga przeprowadzka: najpierw Gandalf wyrzucił go z Bag End, a teraz ta ruda, PłASKA jak DESKA, pożal sie Boże!, czarodziejka, wysadziła w powietrze jego ukochaną chałupkę! Za co? Te, Elbereth, odpowiedz!
- Frodek... -cichutkim głosem spytała hobbita Lina, wynurzając się z tyłu i chowając coś za plecami. - Powiedz mi, co TO znaczy?! -krzyczała, pokazując mu kartki fica z wyszczególnionymi słowami "płaska" i "deska".
- Er? Słyszałaś kiedyś o przemyśleniach wewnętrznych bohaterów? To coś podobnego do tego... - odpowiedział, cały czas systematycznie się oddalając od Pogromczyni Smoków.
- Ach, tak... Wiesz, co? -uśmiechnęła się Lina. -Dragu Slave!!!
Frodo przeleciał ładne 10 km w głąb Starego Lasu, zatrzymując sie na 20 już drzewie (przez poprzednie przeleciał, pozostawiając w nich dziury w kształcie lecącego po uderzeniu Dragu Slave'm hobbita).
- Ciesz się, że mam słabość do dzieci, inaczej byłby to Giga Slave. - powiedziała milutko.
- Panno Lino, jak pani może? - spytała Amelia ze zgrozą w oczach i pociągając nosem. -Jak pani może!
- Właśnie! Jak możesz! Teraz będziemy musieli zawalać po niego do lasu, bo sam się nie ruszy. Pomyślałaś o tym? - zawołał Merry. - Nie. -odpowiedział sobie po chwili.
- Właśnie! Ja się stąd nie ruszę! - dobiegł ich (już cichy) wrzask Froda. -Do MOrdoru pójdę sam i zgarnę całą kasę! Hje, hje -zaśmiał się złowieszczo.
- Tylko spróbuj! - krzyknęła Lina, wbiegając do lasu. -Spróbuj! -pozostali nagle stracili grunt pod nogami i zaczęli się zastanawiać, co jest tego powodem.
- Lina! Jak mogłaś nas związać! Przestań! Puszczaj! Chyba nie wiesz, jak wygląda zezłoszczona osoba w 1/3 będąca człowiekiem, w 1/3 golemem, a w 1/3 chimerą? - darł się Zel, nie zważając na swoją powagę (która poszła w las za Frodem, bo Lina i tak nic sobie z tego nie robiła).
Gdy cały team dotarł dzięki pomocy Liny w głąb lasu, ujrzeli rozwalonego na posłaniu z suchych liści hobbita, któremu usługiwały wiewiórki w spódniczkach z paproci.
- Aleś się urządził! - krzyknął Pippin na widok Froda, któremu usługiwała całkiem ponętna wiewiórka, aktualnie podając mu koktaj jagodowy w kubku z orzecha laskowego. Oczywiście, ze słomką i parasolką.
- Nie za dobrze ci tutaj, co? - spytał troskliwie Bilbo. - Bo chciałbym przypomnieć ci o tym, że masz Pierścień i jeśli nie ruszysz się stąd w ciągu pięciu minut w stronę Rivendell to ci nogi z tyłka powyrywam. - uśmiechnął się.
- Ja się nim zajmę. - powiedziała Lina, podchodząc do niziołka, biorąc go za szmaty i intensywnie potrząsając. - Weźmiesz sobie całą kasę, tak? Jesteś pewien? Nie takich spryciarzy rozpracowałam! - krzyczała, wymachując Frodem jak jakąś lalką, w każdą stronę. - Myślisz, że taki mądry jesteś? A po za tym, jak śmiałeś? Ufałam ci, zaufałam, a ty mnie wykorzystałeś!!!
- Frodo, ty naprawdę spałeś w swoim pokoju? -spytał podejrzliwie Zel.
- A co ty myślisz! Kto chciałby robić coś TAKIEGO z tą dziewczyną! -wrzasnął Frodo trzymany przez Linę za kostkę i wiszący do góry nogami. Aktualnie zamiatał czupryną podłoże.
- Ok, odpalę ci 10 % mojej doli, tylko mnie puść. -negocjował.
-100
- 20
- 99
- 30
- 90
- 35 i ani grosza więcej.
- 80
- 40. -westchnął Frodo.
- Niech już będzie. - westchnęła Lina (trudno, ma słabość do dzieci, a zwłaszcza do Froda).
"Hej ho, merry dol..." - niosło sie po lasie wołanie jakiegoś śmiesznie ubranego człowieczka, który przedzierał sie przez chaszcze.
- Kto tu zawędrował, powiedz Lesie Tomowi? - powiedział śmiesznie przekrzywiając głowę.
- Błee... Niebieski i żółty obok siebie. I to takie żarówy!!! Facet, to nawet nie jest Arkadius! Niedobrze mi...
- Co wy tu, hej ho, merry dol, robicie? - spytał Tom. - Miało być hobbitów czterech, nie pięciu, i to bez jakiejs taniej obstawy, merry dol...
- Taniej?! Jak śmiesz...
- Po za tym, jesteście tu za wcześnie. Biedny Tom nie zdążył jeszcze zebrać lili dla jego Pani, ani uprzedzić Wierzby - Staruchy.
- .... - Lina bez problemu wyrzuciła z siebie ciąg kropek.
- Przecież mam to wszystko w scenariuszu. A może... - zawiesił głos. [Minuta ciszy dla uczczenia pamięci Mistrza Tolkiena] - chciliście pozbyć sie Toma i naszych drogich Upiorów Kurhanów?! A przecież "stary Tom Bombadil to kompan milutki/ niebieski ma kabacik i żółte ma butki".
- I właśnie dlatego nie ma cię ani w filmie, ani nie powinno być w tym ficu! - wrzasnęła Lina.
- Bo zagrażam twojej głowniej roli? - spytał chytrze. - Cóż tym dziwnego, hej ho, marry dol, jestem taki popularny.
- To ja jestem GłÓWNĄ postacią! - krzyknął Frodo.
- Zamknij się. - powiedział jego ukochany wuj, dołączając do tego urocze walnięcie z pięści w głowę.
- Zrozum, Tomie! - krzyknął Bilbo. - Tutaj to Sauron ma być najstraszniejszą postacią!
~CISZA~
- COŚ ty POWIEDZIAł?! - spytał Bombadil odwracajac swoje oblicze w stronę hobbita. Oczy płonęły czerwonym blaskiem.
Uratował go przypadek.
"W żyłę wal! Trawkę pal! Zagryź meskaliną!
Wdychaj hasz! łykaj crash! Popraw metadryną!
Nie ma odlotu bez kompotu! Jam jest..."
- czytał Pippin. - Gość koszmarnie się ubiera, ale rzuca fajne teksty!
- To nie moje wiersze! Tom nigdy nie słyszał tak okropnej poezji!
- To na pewno nie twoje? A już się cieszyłem...
Zelgadis wyciągnął z rąk niziołka lekko sfastygowaną książeczkę i przeczytał na głos:
- "Nuda Pierścieni" - Henry N. Beard, Douglas C. Kenney... - powiódł wzrokiem po wszystkich zgromadzonych. - "Arcydzieło komizmu... Genialna parodia słynnej trylogii J. R. R. Tolkiena 'Władca Pierścieni', błyskotliwa i całkowicie pozbawiona szacunku... Paragraf 22 dla miłośników fantasy".
"Harvard Daily News" - skończył. - Skąd to masz?
- Leżało na ziemi... to wziąłem. - odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem.
- Dzieje się coś dziwnego... - stwierdził Merry.
- Masz rację. - dodał Frodo. - Byłem pewny, że Pippin nie potrafi czytać!
Niziołek zaczął przypominać buraka. Powiedział coś szeptem.
- Przepraszamy, niedosłyszeliśmy - zawołali jego kuzyni.
- No pewnie, że umiem. I od niedawna umiem pisać...
- Brawo! Tylko nie mamy czasu na takie przyjemności, bo jeśli Rapujący Jeźdźcy nas dorwą przed Rivendell mamy przekichane.
- Rapujacy Jeźdźcy? - spytała Amelia. - Tego nie było w umowie. Piosenkarze są dobrzy!
- Nie ci. Służą Sauronowi. - uzupełnił swoją wypowiedź hobbit. - A po za tym, jesteś fanką Sailor Moon, to powinnaś wiedziec o Sailor V...
Amelia odwróciła się do Bilba plecami.
- Tylko czyje to?
- Mówiłeś coś, Gourry? - spytał blondyna Zel.
- Nie - odpowiedział.
Niewiadomo skąd pojawiła się postać pięknej kobiety, która unosiła się z pół metra nad ziemią.
- ! - załapał Zelgadis. - Wiem, kto to jest!
- Kto? - wrzasnęli chórem.
- .... - [mała pauza dla podtrzymania napiecia]
- Duch!
- To znaczy, że to wszystko przez nią? - spytała Lina.
- „Co” przez nią?
- No, te znaki na niebie i ziemi, ta książka – pokazała ręka na niebo, na którym pojawił się czerwony pentagram, na rozchodzącą się ziemię i trzymany przez Pipina przedmiot.
- Piękna pani spod kurhanu – szepnął Bombadil. – Ktoś tu, do cholery, za bardzo bawi się scenariuszem! Za chwilę pojawi się tu Arwena, co?
- Nie, tylko nie ona, nie ona! – pisnął Frodo. – Moje serce tego nie wytrzyma, podobno ma mnie kiedyś uratować, boję się!
- Jesteś chłop czy baba?! – wrzasnęła Lina.
- Hobbit, jakieś wonty?
>>Macie opóźnienie, co wy sobie myślicie?! My tu „Świteziankę” będziemy kręcić!<<, rozległ się eteryczny głos ducha.
>>Spadać stad natychmiast!<<, zawołała i rozpłynęła się w powietrzu.
- Ucichła... Co on kombinuje? - rzuciła niebu pytanie Lina. Nie otrzymała odpowiedzi.
- Ważne, że ja wiem o co jej chodziło, ok? - uciął rozmowę Bilbo.
- Hej, merry dol, cofnijcie się o jakiejś 3 km, to Tom wszystko załatwi i będzie jak w scenariuszu!
- Tomie Bombadil - powiedziała Lina, odwracając się do niego twarzą. - Twoje nazwisko sugeruje, że znasz się na wybuchach.
- To tylko nazwisko...
- ... więc sprawdź, czy ten równa się twoim bombom! Fireball!!!!
Tom zatoczył bardzo ładny łuk i zniknął za horyzontem.
- To gdzie te upiory? - spytała Lina.
- Właśnie, trzeba je zniszczyć, upiory są złe! - poparła ja Amelia.
- Zel, co to są upiory? - dopytywał się Gourry Zelgadisa.
*GLEBA* <---(dawno tego nie było)
- Tak, pójdziemy tam i zrobimy tym upiorom wcale nie małe kuku - krzyknęła Amelia. - Niech wiedzą, że nie można bezkarnie zadzierać z Amelią Will Tesla Sailuine! – chwyciła Linę za rękę i pognała przed siebie, znikając przyjaciołom z oczu.
- Chyba żal mi tych upiorów – powiedział Gourry.
-Aha – zgodzili się z nim pozostali.
Z powodu brutalności niniejszej sceny nie przytoczymy tu dokładnego opisu. Wystarczy jednak rzec, że potyczka zakończyła się zwycięstwem Amelii, echem, to znaczy Liny z wynikiem 0:1. Wtedy też przegrani przenieśli się w okolice Głazy na Erech…
Niebo zasnuwało się czarnymi chmurami, na kształt rozlanej na śnieżnobiałym obrusie plamy atramentu. Nieboskłon przeszywały błyskawice, niejedna z nich była początkiem słupu ognia, którym zajęły się drzewa. W takim czasie grupa wędrowców dotarła do bramy Bree. Ociekali wodą, zwykły animusz Liny także znikł. Siedziała cicho, nie męczyła Gourry’ego, co ten ostatni wziął za niechybnie pierwsze objawy zapalenia płuc.
- Otwórzcie! – załomotał Zelgadis skostniałą z zimna ręką. – Byle szybko.
Otworzyło się małe okienko na wysokości oczu Zela. łypnęło w nim lekko nieświadome oko, jakby właściciel zażył dużą porcją rozweselacza. Po chwili zostało zamknięte, otwarło się natomiast podobne, tyle, że na wysokości dogodnej hobbitom.
- Hobbici i ludzie razem! Kto by pomyślał! – wybełkotał głos.
- Kto by pomyślał, wizjer dla hobbitów służy temu, by odźwierny się nie przewrócił, bo zalany – odparował tą samą metoda Bilbo.
- Zaraz tam zalany… łyknąłem trochę, bo tu zimno… - usprawiedliwiał się, ale w ciągu kilku sekund odblokował zastawy.
- Jestem Harry…
- Portier? – rzucił Pippin.
- Chyba Porter, nie? I to chyba już nad trumną… a ostatnio jakaś książkę o nim napisali… - zastanowił się Merry.
- To znajomy Gandalfa, jeszcze z poprawczaka, razem się nawet uczyli – wyjaśnił Frodo wszystkim, którzy nie byli niziołkami. – Ten tutaj na niego nie wygląda. Idziemy – zakomendował i cała paczka ruszyła do gospody „Pod Naćpanym Kucykiem”.
***
Ciepłe światło sączyło się przez półotwarte drzwi. Sprężystym krokiem przekroczyli próg przybytku, w twarze dmuchnęły im dymy, które pojawiają się wtedy, gdy ktoś pali opium lub „maryśkę”. „Naćpany Kucyk” słynną właśnie z największego w tej części Śródziemia asortymentu środków odurzających. Mimo tej przywary – czy zalety, jak twierdzą niektórzy – było to całkiem miłe miejsce, upodobane szczególnie przez matki z dziećmi, młodzież i wszelkiego rodzaju „typów spod ciemnej gwiazdy”. Krótko mówiąc – bardzo sympatyczne miejsce.
- Co państwo sobie życzą? Maryśkę? – spytał się ich spasiony oberżysta, ubrany w poplamiony i lekko nadjedzony przez mole fartuch. Twarze owiał im odór piwska, idealnie pasujący do szelmowskiej, nieogolonej twarzy Barlimana Butterbura, gdyż tak się ów jegomość nazywał, co grupa wywnioskowała z koślawo nagryzmolonej karteczki przypiętej do kołnierzyka koszuli. Widniał na niej także napis – „właściciel”, cokolwiek to znaczyło.
- Nie…
- A rozumiem, klient bogatszy, żąda LSD?
- żadnych kwasów i innych świństw!
- Państwo abstynenci?! – zawył. W gospodzie zapadła cisza.
- Można to tak nazwać… Choć nie odmówiłbym małej fajeczki z dobrym fajkowym zielem. Chcielibyśmy wynająć dwa pokoje – panie osobno.
- Pokoje dla hobbitów, prawda? – spytał Butterbur Froda.
- Tak!
- To mam wrażenie, ze tamci panowie się nie zmieszczą – powiedział i wskazał Zelgadisa i Gourrego.
- A, o nich to się pan nie martwi! – zawołał Pippin. – Podłoga wolna!
- Jak sobie panowie życzą. Proszę za mną.
- A panie to co? Chamstwo się szerzy!
- Panno Lino, proszę się uspokoić! – krzyknęła Amelia.
- Oczywiście, panie przede wszystkim, proszę wybaczyć – skłonił się nisko.
- Co mnie to obchodzi!!! – zawołała, w jej dłoniach pojawiła się świecąca kula.
Okoliczna ludność w przypływie inteligencji opuściła gospodę z głośnym wrzaskiem. Butterbur rzucił się w stronę kasy – jeśli ma umierać, to tylko jako bogacz.
-Rany, co za poziom – zaśmiała się Lina. – żeby lighting’a od Fireball nie rozróżnić – podrzuciła świecącą kulę w powietrze.
- Tak… Od razu wiedziałem, ze żartujesz – powiedział Zelgadis, wychodząc spod stołu.
- No, oczywiście, kto mógłby być tak głupi, by tego nie zauważyć? – zażartował Pippin.
- Hmm, ty?
- Zabiję tę deskę! - krzyknął, rzucajac się do przodu.
- Pippin, jeśli ci życie nie miłe to z dala od nas!!!
Koniec końców, także młodociany hobbit przeżył stres związany z wybuchem gniewu Liny. Być może, powodem tego było odkrycie przez Amelię w kieszeni Gourry'ego dziwnych, niebieskich tabletek... Z weselszych informacji (zwłaszcza dla Froda), okazało się, że Gandalf opuścił Bag End i zostawił tu dla naszych wędrowców list o następującej treści:
"Wy idioci!
Jestem pefien, że to Wy nakapofaliscie na mnie Valarom, że nic tó nie robię i tylko siem upijam. Dafno nie słyszałem tak odraszającego kłamstfa! Jak śmiecie! Jedynym, który mi może pomóc, jest oczywiście Staruman, do którego mam pełne zaufanie, nie jest taki kłamliwy, jak Wy. Jaq spotkamy się ó Elronda, to pożałujecie. Zfszcza Ty, Frodo, jestgem pewien, ze to Twoja nendzna sprafka!
Gandalw... tfu, Gandalf
Ps. Uważajcie na łazika, kręci się tutaj. Jak się dowie, ile wynosi go honorarium tej rudej zdziry...
Gandalf
Niech mocz bedzie z Wami! Tfu, moc!"
Frodo zmiął w dłoni kartkę i rozejrzał się po przyjaciołach. Lina zajęta była odpędzaniem Gourry’ego od kolacji, którą konsumowała, Amelia dyskutowała z Samem o nowej odmiany róży zwanej „pałacową”, Merry z Pippinem zaczęli tańczyć kankana na stole… Westchnął. Na kogo ma liczyć? Na Bilba? Na Zela? Przecież oni już od godziny dyskutują zajadle nad wyższością kronik nad rocznikami.
Nagle świat zawirował. Coś podcięło mu nogi, a przed oczami pojawiła się mgła. Co się stało? Podniósł rękę do czoła… O, Pierścień? Ale skąd? Ściągnął go natychmiast z palca i schował go z powrotem do kieszeni.
- Dureń – syknął mu ktoś do ucha, podnosząc go z ziemi i ciągnąc w kierunku schodów.
Frodo uniósł głowę. Zobaczył wysokiego mężczyznę z zarzuconym na głowę kapturem, przez który twarz tonęła w cieniu.
- O kurczę- wybełkotał – ufok!
Jego towarzysz zatrzymał, oczy błysnęły złowrogo w mroku. Pchnął najbliższe drzwi i wrzucił hobbita do pokoju. Traf chciał, że nizołek wylądował na łóżku.
- Elbereth, zboczeniec! – wrzasnął.
- Ni jestem zboczeńcem! – uniósł się honorem nieznajomy. – Jestem Aragorn, Elessarem zwany, dwojga imion Arathorna syn i prawy dziedzic tronu Gongoru i Arnoru – powiedział, odrzucając kaptur z głowy. Oczom Froda ukazało się oblicze niedokładnie ogolonego mężczyzny, nie pierwszej młodości, ale w kwiecie wieku.
- łazik kochany! To ty! Gillette zapomniałeś czy nie masz? – zaciekawił się hobbit.
- Musze się pilnować z wydatkami, bo renowacja mojego królestwa będzie drogo kosztować… Ej, to było zagranie poniżej pasa!
- Ale zadziałało… - nie dokończył, bo do pokoju wpadła reszta brygady.
- Zboczeniec! – krzyknął Sam na widok skulonego na łóżku Froda i pochylonego nad nim Aragorna.
- Nie! To nie to jak myślisz!
- Ja nie myślę, ja to wiem! Zobaczysz, pożałujesz! Myślisz, że dam skrzywdzić swojego pracodawcę? Dobrze, a teraz patrz! Pippin, bierz go!
- Tylko nie to!!!
Nie dziwcie się, ze Aragorn od tej pory cierpi na strach przez Pippinem…
[ Dodano: Sro Gru 29, 2004 11:41 am ]
Mam nadzieję, że w kkńcu doczekam się komentarzy Do "Trójki" także.
Mink |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Thu Nov 04, 2004 3:17 pm Subject: [P] Afera złotego pierścionka |
| Hmm, wszystkim, którym się podobała AZP informuję, że w przeciagu półtora tygodnia powinnam wrzucić na forum część trzecia. Oprócz tego, jesli ktoś mógłby wypowiedziec sie na temat samego fika było by dobrze... |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Thu Sep 23, 2004 1:51 pm Subject: [P] Afera złotego pierścionka |
Tak, zamierzam skonczyć ten fik.
Wlłaściwie, z WP to w większos ći są parodie - lub po prostu fiki humorystyczne, oprócz jednego "Frodo - Valinior - Death"...
Po prostu lubię to
Niezależnie, czy humor jest absurdalny (tak, jak w "Znowu elfy")
No, a te emutikony - opwiadanie to nie było pisane z myśla o publikacji - powstało spontanicznie (efekty widać)
Dxzięki za uwagi!!! |
Topic: {O}Ostatnie Starcie... |
Mink_dragon
Replies: 6
Views: 917
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Wed Sep 22, 2004 6:24 pm Subject: {O}Ostatnie Starcie... |
| Ciekawe- choć i nie najlepsze |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Wed Sep 22, 2004 4:24 pm Subject: [P] Afera złotego pierścionka |
| A może masz jakieś konkretne uwagi - styl, pomysł, sytuacje, co? |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Tue Sep 21, 2004 3:07 pm Subject: Afera złotego Pierścionka cz.II |
No, zgodnie z obietnicą wrzucam dzisiaj część drugą mojego fika
Yo! Witam w II części "Afery złotego pierścionka"! W fanficu łączącym elementy "Slayers" i "Lotra"! Jeśli ktoś nie przeczytał jeszcze poprzedniego epizodu (bardzo prawdopodobne), albo w ogóle nie dostał go w łapki(50% prawdopodobieństwa) lub nie chciało mu się czytać (mogę się założyć na 100%, że wybraliście tę odpowiedź) krótkie streszczenie: dwóch hobbitów, Frodo i Bilbo Baggins, posiadacze magicznego pierścienia należącego do Saurona, szefa maszyny korupcyjnej w przerażającym kraju milicji MOrdorze wyciągnęli z czarodzieja Gandalfa (tymczasowo zameldowanego w Bag End) prawdziwe wiadomości o tej złotej obrączce! Koniec streszczenia ^^.
"Afera złotego pierścionka" part two ^_^
-Ja to zrobię! Zostawcie to mi. Jedynie JA się na tym znam! -krzyczał Gandalf stojąc nad zemdlonym Frodem -żadne z was nie ma wystarczającej mocy magicznej!
Rzeczony hobbit leżał na kanapie w głównym salonie, ledwo, ledwo orientując się w sytuacji. Zaraz, zaraz... Co tam wcześniej było? Aha, Gandalfowi w końcu udało się zaklęcie. "Muszę to zapisać do księgi dziwów. W końcu (po trzech latach) mu się udało!" Otworzył oczy. Dwie pochylone nad nim postaci próbowały go ocucić. Z tyłu, w głębi pokoju dwie osoby kłóciły się o... co? o kurczaka?! Nad głowami Czarodzieja i Bilba pojawiła się czarna łepetyna.
-Nie chcę żebyś mnie leczył. Masz kaca. -Frodo powoli odzyskiwał przytomność. Dziwne, że z zanikiem świadomości nie nastąpił zanik zdolności specjalnej "cięty język". -Nie ty!
Gandalf uśmiechnął się kwaśno. Przecież nikt nie lubi kiedy wytyka mu się głośno jego wady. Nawet wielcy tego świata zastanowiliby się mówiąc do niego, a tu taki hobbit! Ten świat schodzi na psy!
-Czy jemu nic nie jest? - spytała "czarnula". -Mogę pomóc!
-Zjeżdżaj stąd dzieciaku! Nie widzisz, że przeszkadzasz?! -mimo złości na Froda czarodziej starał się mu pomóc. "Jeśli Frodo zostanie, zostanie Bilbo. Jeśli Bilbo zostanie, nie pozwolą mi się zaopiekować norką. Jeśli nie zaopiekuję się norką, nie będę mógł wskrzesić mojej dyskoteki! I z czego wtedy będę żył? (czyt. z czego będzie kupował mineralną i wódkę? I z czego wyląduje na kacu?) Tu musi powstać ProGanTector 2!"
-Dzieciaku?! Jestem wojowniczką dobra! Moją idolką jest Sailor Moon! A pan nie potrafi docenić szczerych intencji i chęci pomocy! Nazywam się...
-Siostrzeniec mi umiera, a pani z czymś takim tutaj wyjeżdża! Jak pani może! -milczący dotąd Bilbo odezwał się wystarczająco dobitnie, by "wojowniczka dobra i sprawiedliwości" zamilkła do kolacji. Zdążyła tylko mruknąć: ale ja jestem księżniczką...
Przy lodówce zawzięcie dyskutowały dwie osoby. Dyskutowały, jeśli dyskusją można nazwać walkę na miecze i czary. Połowa pokoju została doszczętnie zdemolowana. Niebieskowłosy chłopak, z dziwnym kolorem skóry (notabene też niebieskim) stał niedaleko nich, a jego najczęstszą kwestią było: "Lina, Gourry przestańcie!" Było widać, że jest zażenowany. A kto na jego miejscu by nie był? W końcu odwrócił się w stronę Bilba, Gandalfa i nadal leżącego na kanapie Froda (swoją drogą hobbici są strasznie leniwi).
-To po co nas wezwaliście? -spytał
-Najpierw wypadałoby się przedstawić -syknął Frodo -Nazywam się Baggins, Frodo Baggins, lat 32, kawaler, z zamiłowania kronikarz.
-Kronikarz? Jaki kronikarz? -tym razem to Lina się odezwała, choć z udkiem kurczaka w "ślicznej" buźce (radzę nie mieć wątpliwości, że Lina jest śliczna. W obecnych czasach służba zdrowia nie funkcjonuje dobrze, prawda?) zabrzmiało to jak "trofikarz? Flaki trofikarz?"
-Spisuję wszystkie nie udane czary Gandalfa -odpowiedział nie bez dumy Frodo -Choć teraz dojdzie do nich jeden udany. Chyba... -westchnął Frodo (nie był przygotowany na taki szok. Zemdlał nie dla tego, że Nadzieją Świata jest takie nijakie "coś", ale dlatego, że Magowi udało się zaklęcie).
-A długo już piszesz? Ile kartek zapisałeś? -dopytywał się chłopak nie wierząc w brak talentu Czarodzieja.
-A, to z trzy lata będą. Zapełniłem już dziesięć tomów liczących po tysiąc stron. Materiału miałem pod dostatkiem -powiedział z wrednym uśmieszkiem na twarzy i zerknął na "temat rozmowy" spod grzywki. Gandalf patrzył na niego z kamienną twarzą, ale spojrzenie mówiło: "zabiję cię!"
-Gandalf, zastępca szafa bractwa Ichstarych Starumana, czarodziej, drugi pod względem mocy w Śródziemiu. -warknął dość głośno. Wkurzony czy nie, wypadało pokazać swoją pozycję w społeczeństwie. (ach, ten plebs!;)
-Bilbo Baggins, hobbit do usług dla ciebie i twojej rodziny -wyjąkał zdezorientowany Bilbo.
-Czyli to małe i kudłate, całe zarośnięte to się "hobbit" wabi? -Gourry, jak każdy blondyn (a nie blondynka hje, hje)[tia odezwała się... chwila ciszy.. inteligencją nie grzeszył, a złożenie przez niego tak długiego zdania graniczyło z cudem.
-Zelgadis Graywords, specjalność: szarmanizm. -odezwał się Zel po raz enty dzisiejszego wieczoru (i nie ostatni)
-Gourry Gabriev, szermierz. -nieoczekiwanie odezwał się "inteligentny" blondyn.
-Pannę już znamy, panno Inverse, została jeszcze ta "czarnula" siedząca w rogu. -szybko wtrącił Bilbo widząc, że Lina chce znowu odstawić całe przedstawienie od początku, a on by tego nie przeżył. Zawał murowany lub jeszcze inne pieróńswo...
-Amel...chlip...ame...Amelia -biedne dziecko nadal nie mogło dojść do siebie po reprymendzie hobbita, przez całą rozmowę siedziała w kącie i pociągała nosem -...Will...chlippppppp!...Te...Tesla...Sailune, jestem księżniczką świętego miasta Sailune. - powiedział już normalnie, ku ogromnej uldze Bilba.
-Czyli nazywasz się Amelchlipameamelia Willchlippppppp Tetesla Sailune? Długie imię...
-Nie! Nazywam się Amelia Will Tesla Sailune!
-Przecież mówiłem! -odezwał się wuj Froda.
-On mówił. -potwierdził Gourry, którego nikt nie brał (tradycyjnie) pod uwagę -Sam widziałem.
-To po co nas wezwaliście? -spytał kolejny raz Zelgadis
-Jest jedna sprawa niecierpiąca zwłoki -zaczął Bilbo (z powodu nikłego talentu krasomówczego hobbita, pominiemy jego wywody).
***
(Trzy godziny później)
-Czyli zagraża wam jakiś Sauron? Idiotyczne imię... On chyba przez to chce podbić waszą krainę -stwierdziła Lina -Rodzice go nie kochali czy co?
-Eee... O co ci chodzi? -Gandalf starał się coś zrozumieć, bo jak nie to się skompromituje... Koniec jego kariery będzie bliski -Dlaczego chce zaatakować?
-Ma takie durne imię, to się mści. A zresztą nie mógł pójść do urzędu i sobie je zmienić?
-U nas nie ma urzędów.
-Aha... No dobrze, trzeba zniszczyć Pierścień w Górze Przeznaczenia II, która znajduje się w MOrdorze. Jednym słowem trzeba się pchać pod nóż. Z czego jest ten Pierścień ? -Czarodziejka zadała drugie pod względem ważności pytanie. -Z czego?
-Ot, to najczystsze złoto. A jego kształt! Ta profesja wykonania! Idealne łuki, gładka jak lustro powierzchnia! -Frodo znów się rozmarzył. Widział Pierścień raz w życiu (no, może dwa) i ów widok śnił mu się po nocach w najpiękniejszych snach.
-Acha, złoto. Złoto? Złoto?? ZłOto??? ZłOTo???? ZłOTO?????!!!! -jak nic Lina kalkulowała już zyski. Jeśli przetrzymać Pierścień w jakimś, dajmy na to garnku, potrzymać nad ogniami Orodruiny, aż się rozpuści, mogła by dołączyć pozyskany w ten sposób płynny metal do honorarium. - Ok. Tylko co ja z tego będę miała, że wam pomogę? -to było to najważniejsze pytanie.
-Wdzięczność wszystkich ludów Śródziemia? -spytał wylękniony Bilbo, uderzając niestety nie w tą nutę, która mogłaby przekonać Linę.
-Panu już podziękujemy. -stwierdziła Pogromczyni Smoków.
-Oczywiście, dodatkowo dla każdego z was 80, nie 100 sztuk złota. I jeśli państwo chcą wiedzieć, pomoże nam niejaki łazik, pretendent do tronu Gondoru i Arnoru, a zwycięstwo nad Okiem pozwoli mu objąć władanie tę krainę. Jak to przedsięwzięcie się powiedzie, wynagrodzi wszystkich ze swojego nowego skarbca... A gondorski skarbiec wprost opływa w bogactwa... -powiedział hobbit z chytrym uśmieszkiem.
-Możecie na nas liczyć -w oczach Liny pojawił się płomień.
-Bilbo, a kto im zapłaci? -spytał na stronie Frodo Bilba.
-Jak to kto? Elfy i łazik. -rezolutnie odpowiedział zapytany.
-Nie wspominając o innych dobrach, zdobytych indywidualnie podczas wyprawy -dokończył Frodo. -Zbójów u nas pełno... A ich kryjówki aż po brzegi wypełnione są wszelkiej maści kosztownościami.
"Nie dość, że można dobry uczynek spełnić, to i kiesę przyboczną napełnić. A ja tak kocham złoto!" -pomyślała Lina, a głośno powiedziała -To chodźcie, idziemy!
-Już? Ale my jeszcze się nie spakowaliśmy...-odpowiedział Frodo.
-A my zdążyliśmy? -odcięła się Amelia.
-Sam! -zawołał Gandalf jeszcze jednego (po co! Po co go wołasz! Nie uwolnię się od niego! Właśnie o to chodzi Frodo:) hobbita -Przynieś bagaże panów Bagginsów!
-Lecę, lecę Mistrzu Gandalfie! - w pokoju pojawił się nie wysoki, okrągły jak beczka niziołek, uginający się pod brzemieniem dwóch wielgaśnych (jak na perianów) toreb podróżnych. w zębach trzymał trzecią, należącą do niego.
-La juś wśystko pzigotowałem -powiedział niewyraźnie przez trzymany w ustach pakunek. Teraz go wypluł. Rączka ociekała śliną. -Mistrz Gandalf kazał mi przygotować pańską wyprawę, panie Frodo. Twierdził, że niedługo wyruszymy.
Frodo spojrzał na Gandalfa i westchnął z rezygnacją. "Co ma być to będzie, niebo znajdę wszędzie..." -zanucił słynną piosenkę Szymona Hydry, nowego POPidola młodzieży hobbickiej, z rosyjskiej cerkwi prawosławnej.
-Ok, idziemy.
-Masz zajść do Ustroni, czekają tam twoi kuzyni Merry i Pippin.
-Jak to tam... hik... tu... hik...jesteśmy! -odpowiedziała rodzinka Froda w liczbie osób dwóch halflingów, zataczających się, ogólnie mówiąc, w stanie wskazującym na (duże) spożycie alkoholu.
- O nie! Tylko nie oni! - Frodo wyraził swoją ogromną radość z przybycia kuzynów.
-Czy wy... -zaczął ze strachem w oczach Mithrandir (tak elfy nazywają Gandalfa, jakby ktoś nie wiedział:)-czy wy...
-A tak. Dobraliśmy się...hik...do twojej piwniczki.-odpowiedział beztrosko Merry.
-Niee!!!!!!!!!!!! -Czarodziej wydał z siebie krzyk rozpaczy i pognał ku piwniczce. Jednak, jego najgorsze przeczucia sprawdziły się: jego "skarbnica" była pusta! (sniff...buuu...Chlip!)
-Won mi stąd i nie pokazywać mi się na oczy do października! -wrzasnął, wyrzucając wszystkich za próg (nie swojego) domu.
-Jakim prawem?! -odpowiedział mu Frodo.
-Uspokój się, hobbicie. -Bilbo położył mu dłoń na ramieniu. -Jak ty zareagowałbyś na takie "coś"?
-Na pewno spokojniej niż on.
-Uważaj, żeby się spełniło.
-Ten czarodziej jest przewrażliwiony czy co? -spytała Lina -No to chodźmy, nawet nie chcę marnować swojej mocy na tego maga. Ale mają niski poziom....
-Nawet Fireballa? -Zelgadis był wstrząśnięty.
-Nawet.
Cała dziewiątka udała się w stronę Bree, osady poza Shirem, w której mieszkali zarówno hobbici jak i ludzie, prosto do karczmy "Pod naćpanym kucykiem".
***
Gandalf stał chwilę w progu i patrzył za oddalającą się grupką. Kiedy znikli mu z oczu zdecydowanym ruchem odwrócił się, wszedł do norki i po chwili z niej wyszedł trzymając w ręku jakąś tabliczkę. Zawiesił ją na gwoździu wbitym przed kilkoma sekundami, popatrzył na spadające z drzewa liście i zniknął w czerni przedpokoju Bag End.
"Uwaga! ProGanTector wznawia swoją działalność! Otwarte 22 września! Nasz nowy adres: Hobbiton, Pagórek, Bag End."
***
(Cztery dni później)
-Długo jeszcze do tego Starego Lasu? -spytała zniecierpliwiona Lina -Ile jeszcze?!
-Ano, ze trzy mile będą. -odpowiedział Bilbo. -Jeśli nie chcemy, żeby się wydało...
-Co? -jednocześnie spytali Zel, Gourry i Amelia.
-To, że OPUSZCZAMY Shire. -odpowiedzieli chórem Merry i Pippin (w między czasie zdążyli wytrzeźwieć).
-Oczywiście, najpierw zajrzymy do Ustroni i uzupełnimy zapasy -dodał Frodo, czując, że jego worek z prowiantem jest niespodziewanie lekki (ech, tylko jakieś 20 kilo...).
-Za chwilę skręcimy do Ustroni, prześpimy się, a jutro rano skrócimy sobie drogę idąc przez tereny zalesione. Nie, dopiero za pięć dni, musimy oblać nasze urodziny, prawda Frodo? O, to już za tamtym zakrętem.
Rzeczywiście droga łagodnie zakręcała, prowadząc teraz przez brzozową alejkę. Nasza grupka podzieliła się na dwa ośrodki: hobbici i Lina's team. Wtem kątem oka zauważyła jakiś błysk.
-Złoto! -krzyknęła Lina. Niestety, była to marna hobbicka jedno groszówka. -Ile daliby za to na czarnym rynku?-Ależ panno Lino, to wyglądałoby na pranie brudnych pieniędzy! Chce pani zepsuć sobie reputację? -Amelia miała "mały" odchył na punkcie dobra. Jednak... nawet takie osoby (czasami) się przydają.
-Nie jesteśmy tu po to, żeby sprzedać wszystkie znaleziska. Sądzę, że ten świat rządzi się swoimi prawami. -Zelgadis nie stracił nic ze swojej elokwencji i opanowania. Dodajmy, że przy Linie bycie spokojnym jest prawie niemożliwe, i zasługuje na wpisanie do "Księgi rekordów Gunessa". Można to od biedy nazwać "znoszeniem wybuchów panny Liny" lub po prostu "przyzwyczajeniem".
-Biegiem! Kto ostatni nie je kolacji! - Merry rzucił magiczne słowo, na które wszyscy, nie wyłączając Zelgadisa i Amelii, włączyli piąty bieg i pognali w stronę ciepłego, hobbickiego domu. Pierwszy drzwi dopadł Bilbo, zaraz za nim, depcząc mu po piętach (dosłownie), z powodu nie wyhamowania, wpadli na niego Lina i Gourry, następne dwóch najmłodszych niziołków: Merry był pierwszym z tej dwójki, drugim Pippin, którego kurczowo trzymał Zel, a jego płaszcza trzymała się Amelia. Po pięciu minutach drzwi dopadł Frodo, ciągnąc Sama obładowanego bagażami hobbitów.
-Sam nie je dzisiaj kolacji! Całe szczęście, że to nie ja! -radość Peregrina była ogromna. Zwykle to on był ostatni.
Sam popatrzył tylko na niego i westchnął. On był obciążony bagażem, a inni co?
-Cóż, mamy tylko cztery wanny, więc proponuję, żeby najpierw obmyły się panie, panno Lino i ty, panno Amelio. Dobrze? -Bilbo starał się uchodzić za dżentelmena.
-Jeśli nie ma innego wyjścia... -Lina westchęła.
-Jeśli to nie sprawi panom kłopotów. -dodała Amelia.
-Dobrze, więc proszę chwile poczekać, zagrzejemy wodę i wszystko uszykujemy! -wrzasnęli hobbici, dzieląc się na dwie grupy: Frodo i Bilbo polecieli przygotować łazienkę i ręczniki, zaś sam, Merry i Pippin do kuchni, przygotować wodę i przy okazji baardzo obfitą kolację.
-Jak myślisz, ręczniki powinny być jednokolorowe, z nadrukiem, a może w różowe króliczki? -spytał Frodo Bilba pokazując ich pokaźną kolekcję.
-Te w króliczki. -Bilbo był zdecydowany. -I jak myślisz, dać im nasze piżamy?
-Chyba się w nie nie zmieszczą... -hobbit westchnął.
-Tylko w ogóle, nieatrakcyjne jakieś...
-Dziwisz się? W końcu to Gandalf ją polecił. -Frodo twardo stał na swojej pozycji: Gandalf to cwel (w dodatku bez gustu).
-Ech, tobie tylko jedno w głowie. No, chodź, zaniesiemy to do łazienki. -powiedział hobbit, ciągnąc siostrzeńca w stronę korytarza.
(Tymczasem w kuchni)
-Sam, grzej wodę! -Merry wydawał polecenia z szybkością światła, a Pippin dzielnie mu sekundował.
-Zrób kolację i... a może, jak to zrobisz, wyszoruj wanny na błysk. Pamietaj, masz na to tylko 10 minut! -krzyczał.
Sam uwijał się jak w ukropie, między kuchenką a lodówką, zahaczając także o barek z napojami "wyskokowymi", nie gubił jednak przy tym drogi ( w końcu to takie skomplikowane!), co często zdarzało się Merry'emu i Pippinowi oraz Gandalfowi, kiedy był na mineralnym (z wkładką) kacu. W kociołku wesoło bulgotała woda, gotując się (tradycyjnie) na dużym palenisku. Na kuchennym stole leżały przygotowane kanapki, alkohole (najważniejsza część posiłku, nie wiecie?). Pip zaś stał przy kuchence, trzymając w ręku patelnię, z której rozchodził się smakowity zapach jajecznicy na boczku.
-Mam nadzieję, że nikt nie reflektuje? -spytał.
-Głupiś? -wrzasnął Merry, rzucając się w stronę kuzyna. -Ja też chcę!
Trzask! Do pokoju gościnnego z kuchni zaczęły dobiegać niepokojące odgłosy. Amelia i Zel unieśli głowy, czujnie nasłuchując. Lina i Gourry w kącie kłócili się o kawałek szynki, która blondyn znalazł w swojej torbie.
-Pójdę i sprawdzę, co się tam dzieje. -powiedziała Amelia. -A pan niech tu zostanie, panie Zelgadisie.
Kiedy wyszła z pomieszczenia, natknęła się na Sama.
-Co tam się dzieje? -spytała.
-A, tam? -odpowiedział hobbit, wskazując gdzieś za siebie, w czerń korytarza. -Pan Merry i pan Pippin kłócą się o jajecznicę.
-Co? (jakby Lina i Gourry nie kłócili się o szynkę...)
-Jak to "co"? -Wzruszył ramionami, jakby rzecz była oczywista. -Pip spytał, czy ktoś oprócz niego ją chce, ale jednak Mer chciał, a to poszło młodemu kucharzowi nie w smak. No więc kiedy tamten biegł na niego, odsunął się i Merry zaliczył bliskie spotkanie z drzwiami VI stopnia.
-Acha. -odpowiedziała.
-Sam, woda już gotowa! -dobiegły ich głosy dwóch młodych niziołków.
-Dobrze, już idę! -krzyknął. -Panienka wybaczy.
Odwrócił się i pobiegł do kuchni. Amelia chwilę stała i także poszła z powrotem do pokoju. Kiedy przekraczała próg, usłyszała wrzask Sama.
-Auu! To parzy!
-A ktoś mówił, że to zimne? -głos Merry'ego ociekał ironią.
Dziewczyna potrząsnęła głową i przekroczyła próg.
Frodo i Bilbo układali w łazience szpanerskie ręczniczki z nadrukiem różowych króliczków.
-Przydało by się, żeby wyszorował wannę. -powiedział Frodek.
Jak na zawołanie, do łazienki wpadł Sam z prędkością ponaddźwiękową. Widać było, że nie osiągnął tej prędkości sam, ktoś mu pomógł.
-Czy naprawdę muszę szorować te wanny? -spytał ze łzami w oczach.
-Sam, jesteś wspaniały! Właśnie o tym myślałem... -zaczął Frodo.
-Tak, Frodo właśnie o tym myślał i postanowił, że sam to zrobi. -dokończył Bilbo.
-Panie Frodo, jest pan nieoceniony! Jak mam się panu odwdzięczyć? Panu też oczywiście, panie Bilbo. Wiem! Nie będę panom przeszkadzał! -już go nie było.
-Bilbo, jak mogłeś! Własnego siostrzeńca? -krzyknął.-Pragnę ci przypomnieć, że jesteś moim stryjecznym bratankiem i ciotecznym siostrzeńcem, a nie PEłNOPRAWNYM siostrzeńcem, bo ja siostry nie miałem. Jakieś wonty? -spytał.
-Już nie. Qufa! -wrzasnął.
-Frodo nie przeklinaj!
-Ok, ok... -westchnął.
(Lina & Company - spółka z [bardzo] ograniczoną odpowiedzialnością. Wracamy do Zela! Hureeyyy!)
-Lina, właściwie to dlaczego się zgodziłaś? -spytał Zelgadis. -To zupełnie nie w twoim stylu...
-Wiesz, Zeluś... Na pewno dostaniemy tutaj więcej niż za pomoc Filii na przykład... A po za tym, wiesz że mam słabość do dzieci!
Do pokoju wpadł Frodo.
-NIE jestem DZIECKIEM!!! Rozumiesz? -wrzasnął.
-Tak, chłopczyku, nie jesteś dzieckiem. -przytaknęła Lina. -Nawet mi to przez myśl nie przeszło... A tak szczerze mówiąc, śliczne z ciebie dziecko.
"Z nią gorzej niż z Alfredem. O Elbereth, gdzie ja trafiłem?"
-K*O*L*A*C*J*A!!!! -wrzasnęli Merry, Pippin i wlokący się z tyłu za nimi Sam, niosąc jedzenie. A jest się czymś przejmować? Dach na głową (nie wiadomo na jak długo, ale...), duuuuużo jedzenia i durnych niziołów od których można wyciągnąć jeszcze więcej kasy...
-Wyżerka! Yeah! -wrzasnęła Lina. Było to jej ulubione zajęcie, po pozbawianiu rabusiów ich łupów (swoją drogą, mogłaby się podzielić... Chociaż to byłoby tak, jakby Urząd Podatkowy dawał pieniądze zamiast ich brać:).
Jedzenie (tradycyjnie) bardzo szybko znikało ze stołów, zaś dziwne było to, że alkohole (nietradycyjnie) stały nie naruszone.
-Przepijemy naszej babci domek cały, domek caaały... -Merry i Pippin najwyraźniej byli w sielskich humorach.
-Przestańcie śpiewać to Disco Polo! -krzyknął Bilbo. -Uspokójcie się!
-To nie jest Disco Polo, tylko hobbicki folk! Jednak jeśli chcesz: Mydełko Fa...
Bilbo, jak każa inna osoba o zdrowych zmysłach, zareagował natychmiast. Obaj hobbici zaliczyli cios butelką w głowę. Niestety, butelki nie wytrzymały testu. Mer i Pip okazali się bardziej twardogłowi niż ustawa przewiduje. Jak pech, to pech. Próbując złagodzić sytuację, Frodo krzyknął:
-Dobrze, a teraz czas na kąpiel! Woda ma już odpowiednią temperaturę, łóżka są przygotowane, a rano trzeba wcześnie wstać!
-łee, sędzia kalosz!
-Spać powiedziałem i żadnego gadania.
-łee...
-Panno Lino, chodźmy! -powiedziała Amelia, ciągnąc Czarodziejkę za ramię.
-Amelio, uspokój się!
-Lina-sama... proszę. -Nie dawała za wygraną mała księżniczka, robiąc słodką minkę :3. -Lina-kami!
-Kami?!
-To dlatego, ze pani jest dla mnie boginią magii.
-Amelio, idziemyyyy!!!
Gdy obie opuściły pokój, Frodo powiedział do Zelgadisa:
-Nie uważasz, że ta mała wcisnęła jej niezły kit?
-Acha... Nie spodziewałbym się tego po niej.
-Po prostu cool.
-Umm. -nadal gapili się w drzwi.
-Ale chodźmy już do pokojów. Zanim dziewczyny się wygrzebią... A tak właściwie, jak ich poznałeś?
-Kogo?
-No, Linę, Gourry'ego i tę małą płaksę, Amelię.
-Wiesz, to długa historia...
-Nie martw się, mamy dużo czasu. Bilbo nie ruszy się stąd dopóki nie urządzi imprezy urodzinowej.
-Imprezy? -Zel niczego nie kapował.
-Ano, za dwa dni. Ja skończę 33 lata i tym samym (w końcu!) osiągnę pełnoletność.
-A, czyli to tobie Bilbo urządzi tą impezę!
-Nie. -powiedział kręcąc głową Frodek. -On też ma urodziny. Tak się jakoś złożyło, że mamy Brithday jednego dnia...
-A ile latek mu stuknie? -spytał Zelgadis z uśmiechem.
-Czekaj... 111 lat będzie...
*GLEBA*
-Zel, wstawaj, to u nas jest normalne! Wyobraź sobie ile ma Gandalf, skoro jest starszy od Ardy! A ona nie istnieje od wczoraj, tylko od kilku milionów lat!
Zelgadis: jeszcze większy szok.
Frodo, w przebłysku inteligencji, zaprowadził wstrząśniętego Zela do jego pokoju.
Ranek. Bilbo z wysiłkiem zwlókł się z łóżka. Próbując wyjść z room-u, potknął się, oczywiście, o Sama, dla którego zabrakło miejsca i spał na podłodze korytarza.
-Następnym razem będzie spał u Froda. -szepnął. (Tylko, że w twoim pokoju to on nie spał, mój drogi Bilbo!) Po czym udał się w kierynku łazienki. Ta, po wczorajszym najeździe, hmm, "turystów" nie prezentowała się zbyt dobrze. Kolekcja ręczników z różowymi króliczkami stała się kolekcją szmatek z nadrukiem wyblakłych króliczków. Na ten widok w oczach Bilba zaszkliły się łzy. Zbierał je przez bite 10 lat, a w jednej chwilii... Ech, life is brutal & full of zasadzkas...
Ledwo zamkną; za sobą drzwi, na korytarzu zrobiło się tłoczno i Lina zaczęła rzucać teksty w stylu:
-Gourry, łazęgo i erotomanie jeden! Jak śmiałeś zaglądać mi pod spódnicę!
-Ależ Lino, ty przecież NIE nosisz spódnic! -blondyn po raz pierwszy szybko i logicznie pomyślał.
-Ty nie odwracaj kota ogonem! I zacznę je nosić! Rozumiesz, palancie?!
-Panno Lino... -zaczęła Amelia.
-Ty też bądź cicho! Dzieciak jeden i jeszcze śmie się odezwać!
-Ja się w to nie mieszam. -od razu powiedział Zel. -A ty, Amelio, proszę, przestać beczeć!
-Panie Zelgadisie... chlip... I pan uważa, że panem Gourrym można poniewierać? Pan, wcielenie dobra i sprawiedliwości?! -oczy księżniczki zaszkliły się jeszcze bardziej. "Wcieleniu dobra i sprawiedliwości" po argumentach panny Will Tesla Sailune zrobiło się jeszcze gorzej.
łazienka była doskonałym punktem obserwacyjnym, jeśli ktoś chciał być niezauważonym. Bilbo z tego skorzystał. Po wielu latach przyznał się, iż był to najlepszy kabaret jaki w życiu widział. Na jego szczęście Lina nigdy się o tym dowiedziała. Nic nie popsuje mu już humoru, jutro jego urodziny! Yeah! No i w końcu Frodo skończy 33 lata. Będzie można spokojnie wyrzucić go na bruk... No może nie tak drastycznie, bo kto wtedy będzie gotował i sprzątał? Prościej byłoby go ożenić. Tylko która go zechce? (TEż PYTANIE! Ja! Ja!)
Dzień niemiłosiernie się dłużył, hobbici wytrwale ratowali wszystkie dzbanki, wazony i inne sprzęty gospodarstwa domowego, bo Lina rzucała fireball'e na około. Nadal nie mogła wybaczyć Gourry'emu porannego zajścia. Biedak starał się schodzić jej z oczu, ale i tak ta zawsze go znalazła (kto się czubi, ten się lubi, przepraszam, kocha).//Firebaalllll - dop. Lina//
Nowy dzień dla obu Bagginsów był wyjątkowy. Reszta rodziny plus "to coś", do którego należą wszystkie złe obowiązki od rana szykowała w kuchni tort, ciasta oraz calutką imprezę. Lina's Team został zamknięty w jednym pokoju, gdyż niziołki nauczone doświadczeniami dnia wczorajszego wolały nie ryzykować zniszczenia całej chałupy. Sam dostał za zadanie upieczenie tortu urodzinowego. Jego obrona: "A co ja, baba?" zyskała ogromne poparcie u Merry'ego i Pippina. Obaj stwierdzili, że nigdy jego płci nie sprawdzali, ale każda kobieta musi czuć się załamana, że wśród nich znajduje się taka osoba. Biedne kobiety... (biedny Sam, to chciałam powiedzieć!). Pip w tym czasie męczył się z zawiązaniem kokardki na prezencie dla Froda.
-Siet! I znowu się nie udało! -jęknął.
-Mówię ci, weź normalną wstążkę, a nie ten sznurek od snopowiązałki! -życzliwie doradził Merry.
-Co ty?! Dla niego? -wkurzył się Pippin. -Za to, co dał mi w zeszłym roku?
-A co ci dał, Pippinie? -spytał Sam.
-Lepiej dla ciebie byłoby żebyś nie wiedział. No, ok. -dodał na widok jego miny. -Poradnik "Jak zostać normalnym hobbitem". Stwierdził, że na pewno mi się przyda. Mi! W całym Shire nie ma normalniejszego hobbita ode mnie!!!
-Ta, jasne. -Sam wcale nie krył ironii.
-Dzięki, Samie, tylko ty mnie rozumiesz.
-Nie ma za co. -niziołek załamał się kompletnie.
-A tak po za tym, mógłbyś wyciągnąć już ten biszkopt z pieca, za nim spali się definitywnie... -dorzucił Merry, zerkając na piekarnik z którego wydostawała się wąska stróżka ciemnego dymu.
-Nie!!! Tylko nie moje piękne ciasto! -krzyknął Sam wydając przy tym jakieś nieartykułowane głoski.
-Tak mi przykro, Samie. -Mer kpił z niego w żywe oczy. -Ale musisz to zaakceptować. Pozwól mu odejść.
Z gardła Sama wydobył się spazmatyczny szloch. Szybkim ruchem otworzył drzwiczki piekarnika, w twarz buchnął mu ogromny kłąb dymu. W tortowej blaszce widniały szczątki czegoś, co może kiedyś nazwano by ciastem, teraz przypominało to kupkę węgielków.
-Odeszło i już nie wróci. Moje kochane, moje malutkie ciasto! -łkał (spazmatycznie). -Mój ssskarb.
-Super! Drugi Gollum. -powiedział Pippin na widok wijącego się z żalu na podłodze Sama.
-Chyba trzeba będzie poprosić Amelię o pomoc.
-Merry, a dlaczego nie Linę?
-Po pierwsze, dlatego, że nie wygląda na osobę umiejącą gotować, po drugie: pomyśl, jak wyglądałaby po tym kuchnia?
-Też racja.
-Ale to nie nasza chałupa... -uśmiechnął się chytrze Mer. -Może jednak?
-Och, daj spokój, najpierw Bag End, później to. Stamtąd trzeba jedynie wywalić Gandalfa... Boję się tylko reakcji Froda, gdy dowie się, że próbujemy wywalić go z jego własnego domu. Raz się udało...
-Widziałeś przecież, co było gdy Gandalf nas wywalił. Da się przeżyć. Bywało gorzej. Ej, Sam, cicho tam! Rozmawiamy -powiedział Merry, widząc że, hobbit tulił blaszkę do piersi, kiwając się w przód i tył. -Kurde, choroba sieroca, czy co?
(Nagle z sufitu zleciało coś małego, skrzydlatego i... elfiego?)
-Kim ty do (cenzura) jesteś? -zawołał Pippin na widok małego, na oko 10 centymetrowego elfa ubrango w różową sukienkę ze srebrzystymi skrzydłami u ramion, trzymające w ręku różdżkę zakończoną gwiazdką.
-Jestem Legolas. -pisnęło stworzenie. -Obcięli nam budżet, i PJ zmienił scenariusz. -żalił się. -Tylko popatrzcie co ze mną zrobili! Ja jestem KSIĘCIEM!!!!
-Dobra, Legs. Po co tu się pojawiłeś?
-Dobra, dobra... Jak to szło... -mruknął przeglądając kartki scenariusza większe od niego. -Jestem... ekhem... Jestem siero.. sierocą wró... Nie do cholery, nie powiem tego! -wrzasnął.
-POWIESZ TO, ALBO OżENISZ SIĘ Z ARWENĄ. -rozległ się niewiadomo skąd głos.
Legolas skulił się jeszcze bardziej.
-Tylko nie to! Oczywiście, że to powiem, panie reżyserze. A więc jestem sierocą wróż...ką i przybyłem...
PRZYBYłAŚ -poprawił głos.
-Tak, przybyłam spełnić wasze życzenie, ale może być to tylko 1 życzenie.
-Z jakiej choinki się urwałeś? Nie wołaliśmy cię!
-Powiedzieliście "choroba sieroca" i oto jestem. Szybko, śpieszy mi się.
-Jakie życzenie? -zaciekawił się Merry.
-Dowolne. Ot, choćby takie: "niech przywrócą nam budżet i Legolas wróci do swojej roli przystojnego, uroczego, inteligentnego, mądrego, wspaniałego (itd., itp.,) księcia elfów" albo "niech Pierścień zostanie zniszczony". Polecam to pierwsze.
-Dziękujemy, postoimy...
-Och wy, kurduple...
-CO???!!!!
-Czy mógłbyś sprawić, że ta impreza zostanie przygotowana? -rozległ się cichutki, nieśmiały głosik gdzieś z kąta. W piwnych oczach Sama (nadal tulącego do piersi blaszkę) czaiła się ogromna prośba i wyczekiwanie. -Jak widzisz, spalił mi się biszkopt do tortu i wszystko wisi na włosku.
-Nic łatwiejszego? Ok. Ale jesteś pewien, że nie chcesz, żeby przywrócono nam budżet?
-Proszę. -oczy hobbita zaszkliły się jeszcze bardziej.
-Dobrze, masz. -machnął różdżką, a cały dom został przygotowany na urodzinową prywatkę.
-Nieee!!! -wrzasnęli Pippin i Merry razem. -Nie!!! Sam, zabijemy cię!
-Legolasie, nie martw się, podobno dostaliśmy 11 Oskarów, jak je sprzedasz, budżet wróci do normy. -dodał Sam.
-Tylko spróbujcie, a pan, panie Gamgee, ma u mnie, w Mrocznej Puszczy, dwa miesiące wakacji za friko. Nie byłeś taki pazerny jak oni. -tu wskazał na pozostałych niziołków, rzucając im potępiające spojrzenie. - A co do tych Oskarów... To jest to! (płomień w oczach) Choć nadal uważam, że najlepsze było pierwsze życzenie. Dobrze, a teraz trzeba skopać PJ-a, już mi się nie wymknie. -mruknął i zniknął w obłoku różowych kwiatów.
(za kulis zaczęły dobiegać odgłosy typu: LEGOLASIE, PO CO CI TA SIEKIERA?! ODłOż TO NATYCHMIAST! NIE!!! ZOSTAW, NIE BIJ! NIE ZABIJAJ! PJ przeżył, inaczej nie miałabym teraz czegoś parodiować: Jednak od tej pory cierpi na fobię różu i wszelkich małych wróżek. Aż mi go żal...)
-Co się stało? -spytał Frodo, wchodząc do pokoju. -Jak tu U-R-O-C-Z-O! Dosłownie. Jesteście wspaniali. -Podziękuj Samowi, to jego zasługa. -odpowiedział markotnie Merry. -Schrzanił całą sprawę. Władza, kasa, kobiety, wszystko! Mogliśmy to mieć, gdyby nie on! -wskazał oskarżycielskim gestem na ogrodnika.
-Czyli jak zwykle on jako jedyny wykazał SZCZĄTKOWE oznaki ROZUMU. -dociął im Frodo (a głos jego ociekał sarkazmem .
-Tere fere kuku... -mruknął Pippin.
-CO powiedziałeś? -spytał Bilbo.
-Eee, happy brithday?
-Tak lepiej.
Sam wysunął się cichcem z kuchni i poszedł do salonu gościnnego wypuścić Linę & Corp. Wrzaski na holu świadczyły ot tym, że dokonał I części aktu samobójstwa.
-Czy ja czuję JEDZENIE? -wrzask Liny niósł się głośnym echem po korytarzu.
-Chować tort! -zawołał Frodo.
Do pokoju wpadła Lina z Gourry'm, uczepionym jej bluzy.
-Czy TU szykuje się jakaś IMPREZA na którą NIE zostałam ZAROSZONA?
-A czy widać tu samobójców? No, oprócz Sama? -spytał Frodo, starając się ukryć nerwowe drganie jednej brwi. Za pleców wystawał mu kawałek tortu.
-Co masz za plecami? -spytała podejrzliwie Lina.
*C*H*A*P*S*
Sam w akcie bohaterstwa uratował ciasto przed zbeszczeszczeniem przez Linę. Pożarł je. Frodo rzucił mu spojrzenie pod tytułem: "Pożegnaj się z premią". Hobbit głośno przełknął ślinę.
-Posłuchajmy trochę muzyki, co? -uśmiechnął się Bilbo, włączając radio.
-Proszę państwa! Co za spotkanie! -darł się spiker w rytm muzyki. -ProGanTector 2, mający swoją siedzibę w...
-GOURRY! TO MOJE CIASTO! -Lina zagłuszyła skutecznie nazwę miejscowości.
-...odniósł natychmiastowy sukces. Właśnie na scenę wchodzi obecnie najpopularniejszy zespół: Ichstaryrzy! Zespół zagra swoje dotychczasowe hity jak i... Uwaga, nowość! "A wszystko to, bo orki kocham!". Obecnie grana jest piosenka: "Hobbit elfem chciałby być"! Proszę posłuchać refrenu:
Elfem co dzień chciałby być
(przez całe lato)
Elfem chciałby być
(daj żreć mi za to!)
Tak bardzo elfem, elfem chciałby być!
-Fajny rytm. -pisnął Pippin.
-Proszę państwa, co za wiadomość! Sam właściciel, słynny czarodziej Gandalf udzieli nam kilku słów! Jestem tak podniecony, że cały czas się trzęsę! Proszę pana, skąd pomysł na umieszczenie ProGanTectora w hobbickiej norce?
-Hmmm, co? -zdziwił się Frodo.
-Nasz nowy materiał wykorzystuje folklor Shire, tych wieś..., ekhm, przemiłych obywateli, a Bag End...
-żE CO?! JAK DORWĘ TEGO CZARODZIEJA...!!! -wrzasnął Frodo.
-Gourry, ostrzegałam cię, że to mój kawałek stołu!
-...NIE WIEM, CO MU ZROBIĘ! -darł się dalej Frodo.
-Gourry... -szepnęła cichutko Lina, uśmiechając się zalotnie. -FIREBALL!!!!!!!!!!!
I wszystko wyleciało w powietrze...
W następnej części zwiedzimy: knajpę "Pod naćpanym kucykiem", Wietrzny Czub (dla przyjaciół Czubek oraz (wbrew pozorom, to nie najnowszy wirus komputerowy) miasto elfiaków: RIV-en-DELL! Oczywiście, jeśli bohaterowie przeżyją... Tego nawet Autorka nie wie...
W następnej części zwiedzimy: knajpę "Pod naćpanym kucykiem", Wietrzny Czub (dla przyjaciół Czubek oraz (wbrew pozorom, to nie najnowszy wirus komputerowy) miasto elfiaków: RIV-en-DELL! Oczywiście, jeśli bohaterowie przeżyą... Tego nawet Autorka nie wie...
Mink_dragon
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po kilku(dziesięciu) głosach żalu dotyczących wykorzystania słów/zwrotów znanych każdemu fanowi mangi i anime postanowiłam dodać kilka wyjaśnień dla tych problemów i kilku innych (czyli powrót słowniczka).
BRACTWO ICHSTARYCH - nie tyle nawiązanie do m&a, co do Ich Troje. Wiem, że czarodziejów było pięciu, ale we "Władcy..." pojwawiają sie tylko trzej (tzn. tylko ich imiona występują, choć Saruman przypomina pełną liczbe członków Bractwa podczas rozmowy z Gandalfem w "Dwóch Wieżach"). Dlaczego akurat do nich? Wszystko zostanie wyjaśnione w specialu dot. ProGanTectora.
STARUMAN - oczywiście Saruman. Pierwotnie Staru_Man_ch. Oczywiście, gdy Gandalf mówi czyim jest zastępcą używał formy Staru_Man_cha. Omincie cząstkę "man" i wszystko się wyjaśni. Zmienione z problemów z wymową (i durnego sposobu zapisu).
łAZIK - a teraz publicznie podziękujemy Panu łozińskiemu za wspaniałe tłumaczenie, dzięki któremu przyszły król Zjednoczonego Królestwa został narażony na nie wcale małą śmieszność.
SZYMON HYDRA, POPidol Z ROSYJSKIEJ CERKWII PRAWOSłAWNEJ - oczywiście, Szymon Wydra. Nazwisko zmieniłam dlatego, że jak nie patrzeć Arda jest światem fantastycznym, w którym łatwiej spotkac Hydrę niż wydrę. Pop - wiadomo, rodzaj muzyki, ale także prawosławny duchowny.
...NA OCZY DO PAŹDZIERNIKA - dopiero w październiku hobbici + Aragorn spotykają Gandalfa w Rivendell. (w książce) Ma się ten dar jasnowidzenia...
RÓżOWE KRÓLICZKI - lubiany przez Japończyków "ornament" zdobniczy. A że kojarzy się z PLAYBOYem to już nie moja wina. Po za tym, w Śródziemiu wychodzą jeszcze takie gazetki jak: Playelf, Playhobbits, Playdwarf, Playorks. Dla każdego coś miłego...
LINA - SAMA - "sama" to sufiks oznaczający ogromny szacunek, uznanie wiedzy i władzy danej osoby. Na przykład dyrektora...
KAMI - "kami" oznacza bóstwo. Lina - kami oznacza boginię Linę. Po dodaniu "sama" oznacza "Wszechmogącego" (jap. Kamisama).
SIEROCA WRÓżKA - to wyszło po prostu tak spontanicznie, gdy moja młodsza o 4 lata siostra (11 lat, okropny bachor) przełączając kanały trafiła na jakąś kreskówkę o ząbkowych wróżkach. Na początku miał zieloną sukienkę, ale to w końcu wróżka dla małych dzieci, więc musi być słodko...
OżENISZ SIĘ Z ARWENĄ - w związku z innym moim ficem ("Arwena, czyki jak poderwać Legolasa") elf ma drobną awersję do ganiajacej za nim elfki. Dzięki ci Eru, że tak pokarałeś Aragorna... To znaczy, że tak go nagrodziłeś. <Chociaż żal mi łazika... >
OSKARY - tą częsć zaczęłam pisać w grudniu 2003 (jak dawno) lub jeszcze wcześniej, a skończyłam w maju 2004. Miałam wiekszą frajdę z innymi ficami, np. "Znowu elfy" (gdy pisałam tamten fic koledzy z klasy ciagle mnie poganiali). Jakoś chciałam nagrodzić Legsa za tą różową sukienkę, więc Sam podpowiada mu, jak przywrócić budżet. Proste?
ELFEM CO DZIE?... - przerobiona piosenka Ich Troje (pisana z kumplami na lekcji religii, składająca się z I zwrotki i refrenu [jak na razie] Darek, Pigi, Dzięki!!!! Zanim się spytasz, Max, ciebie nie było w tym czasie w mojej szkole i mam nadzieję, że sie nie cofniesz do gimka. Wiec jak mogłabym Ci podziękować za udział?). I przy okazji wyjaśni dlaczego Istarich nazwałam Ichstarymi... Po wiecej informacji po raz kolejny odsyłam do speciala...
Mink_dragon
Autorka: Mink_Dragon
Redakcja: MaXDemage
Wszelkie sprawy pod:
mink_dragon@wp.pl
i pod:
maxdemage@interia.pl
prosye na recki + albo tutaj, albo na maila
Mink |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Fri Sep 17, 2004 5:17 pm Subject: [P] Afera złotego pierścionka |
| W takim razie w przyszłym tygodniu wrzucę drugą część |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Wed Sep 15, 2004 2:51 pm Subject: [P] Afera złotego pierścionka |
<ukłon> Cieszę sie, że Ci się podoba No, i oczywiście też dlatego, że lubisz mangę Mam nadzieję, że nastepne części tez Ci się spodobaja (kiedy je wrzucę) |
Topic: Film "Władca Pierścieni" za 20 lat |
Mink_dragon
Replies: 14
Views: 1150
|
Forum: Tworczosc Tolkiena Posted: Mon Sep 13, 2004 5:14 pm Subject: Film "Władca Pierścieni" za 20 lat |
| O mój Frodo - wtedy tojuż będziemy w "ekranie" - trójwymiar naokoło, zapachy, jakbyś mógł tego dotknąć... |
Topic: Streszczenie filmu! POLECAM! |
Mink_dragon
Replies: 17
Views: 1482
|
Forum: Tworczosc Tolkiena Posted: Mon Sep 13, 2004 5:12 pm Subject: Streszczenie filmu! POLECAM! |
| Ja chce tak rysować - śmierci są najlepsze |
Topic: łodziński czy Skiniewska |
Mink_dragon
Replies: 79
Views: 4232
|
Forum: Tworczosc Tolkiena Posted: Mon Sep 13, 2004 5:09 pm Subject: łodziński czy Skiniewska |
Frąców jest dobre, ale i tak nie tak dobre jak Skibniewskiej. Nowy przekład Pauliny B. (nnie pamiętam nazwiska) tez nie jest zły - ale i tak poatrz wyżej
Przetłumaczyła "Hobbita" i "WP", "Sillmarilion" dostępny jest jedynie w tłumaczeniu pani Marii...
No i pozostaje jeszcze Radosław Kot - tł. np. "Niedokończone Opowieści" - przyjemnie sie to czyta, ale mam żal o "Tooka" - przyzwyczaiłam się do polskiej pisowni Sam Tolikien zapisał "Tooka" tylko do wymowy, bo org. hobbickie było Tuk.... Chyba namieszałam.. |
Topic: [P] Afera złotego pierścionka |
Mink_dragon
Replies: 13
Views: 1568
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Mon Sep 13, 2004 4:29 pm Subject: [P] Afera złotego pierścionka |
Yo Wszystkim! To mój pierwszy "prawdziwy" fanfic (ale jestem dumna!), ale te "nieprawdziwe" to te, w których urwał mi się wątek (99,9% moich poczynań literackich) i które zamierzam skończyć (oj, wy biedni będziecie ^^). No dobrze ten fanfic przeznaczony jest głównie dla fanów "Slayers" i "Lotra" (The Lord of the Rings). Przewiduję X części (tak, wiem, że to straszne). No, pora zaczynać... Ale zaraz... Co Lina Inverse robi w Śródziemiu? Demoluje, rzecz jasna. ^____- I oczywiście: przepraszam za ortografię.
"Afera złotego pierścionka"
Shire, mała kraina na uboczu, pełna zieleni, kwiatów, ptaków, krów... I małych owłosionych stworzeń zwących się hobbitami. Hobbici kochają lasy, ale zgodnie ze słynnym powiedzeniem "Nie przyjdzie Jedi do Alfreda", zaczęli tworzyć, zamiast przydomowe ogródki, przydomowe lasy, potocznie nazywane "Saddami". Przyjrzyjmy się bliżej najbliższemu domkowi. Napis na startej tabliczce wiszącej na furtce jest cały zamazany i nie da się go odczytać. Niedaleko widnieje rozłożysta jabłonka.
Właśnie pod tamtym drzewem siedzi jeden odmieniec, ćmi fajkę i cieszy się chwilą spokoju, a nazywa się...
-Frodo Baggins! Szybko do domu!- krzyknął Bilbo, wuj Froda, notabene też Baggins.
"Oczywiście, ten spokój nie mógł trwać wiecznie! Cholera! Od kiedy ten szurnięty czarodziej został wywalony ze swojej chałupy za zakłócanie ciszy nocnej i ciągłe chlanie mineralnej z wkładką, to sprowadził się do nas! Bilbo ma zbyt złote serce! Już mu dzisiaj to wygarnę! A tak swoją drogą ile kosztuje takie złote serce?" - żałość Froda była uzasadniona: Gandalf słynął z imprez, które szczyciły się znaczkiem "+18",a on, Frodo, mimo swoich 32 lat, nie został ani na jedną zaproszony! Tłumaczenie Gandalfa: "Frodo, hobbici są pełnoletni po ukończeniu 33 lat! Wy macie wstęp od pełnoletności!" nie zrobiło na nim żadnego wrażenia! 22 września skończy 33 lata! I co? No właśnie ta słynna dyskoteka "ProGanTector" została zamknięta, zanim on zawitał choć raz zawitał w jej progi! Już nie zobaczy tych słynnych elfich tancerek gołgoł wynajętych przez Gandalfa z miasta elfiaków RIV-en-DELL. A podobno jedna z nich była księżniczką!
-Frodo,... nareszcie... dotarłeś -Bilbo nie mógł mówić ze wzruszenia -Musimy wyrzucić Gandalfa z domu...
-Juchu! Nareszcie pozbędziemy się tego starego wyra! -Frodkowi stanęły w oczach łzy szczęścia po raz drugi w życiu. Po raz pierwszy jak dowiedział się, że jego wuj go adoptuje. Kiedy zobaczył wuja... wolał wrócić do sierocińca.
-...do ogrodu -dokończył przerwaną wypowiedź Bilbo -Musi biedaczek wytrzeźwieć.
-Co? Bilbo nie zrobisz mi tego!
-A właśnie, że zrobię! Masz go wynieść z pokoju i położyć w hamaku.
-W MOIM hamaku? -spytał wstrząśnięty Frodo
-Tak, w TWOIM hamaku. I lepiej się pośpiesz, mam ci coś ważnego do powiedzenia o naszym pierścieniu. A Gandalf w tym stanie nam nie pomoże... Czy ta Lina Inverse o której wspominał rzeczywiście jest tak potężna?
-Ciekawy jestem dlaczego mnie adoptował-mruknął Frodo idąc w stronę pokoju w którym kimał w fotelu "stary wyro".
-To proste -odpowiedział Bilbo słysząc żale Froda i rozkładając bezradnie ręce -Ty jedyny w całym sierocińcu umiałeś gotować i sprzątać. Czekam na ciebie w salonie.-Bilbo wolnym krokiem zaczął oddalać się w rzeczone miejsce.
*GLEBA*
-Frodo? Frodo, co się stało?!
Frodo, zdruzgotany, leżał na podłodze z gałami wywalonymi na wierzch.
***
Do głównego salonu Bagginsów prowadziły czwarte drzwi po lewej stronie jedynego przedpokoju ich domu, wijącego się w głąb Pagórka. Bilbo ze zwykłym sobie majestatem rozwalił się na bujanym fotelu stojącym przy kominku, w którym wesoło trzaskał ogień. Po chwili w drzwiach stanął, cały umazany błotem, Frodo.
-Gdzieś się tak uświnił? -Bilbo nie miał czasu wyrażać się oględnie, był zbyt zbulwersowany tym co wyciągnął od Gandalfa na jego mineralnym (z wkładką) kacu. Pierścień trzeba zniszczyć!
-Zaczął wierzgać przez sen i wepchnął mnie do zagrody dla świń! Już więcej nie dotknę tego Czarodzieja!
-Frodo! Sprawa jest poważna! Pierścień jest zagrożeniem dla całego Śródziemia! Należy od do Saurona! Trzeba udać się do Góry Przeznaczenia II i go zniszczyć!
-A skąd wzięła się ta liczba przy nazwie? Jest ich kilka?
-Mój drogi siostrzeńcze... Po angielsku Orodruina nazywa się Mount Doom. Nigdy nie grałeś w dwójkę Doom-a?!
-A co to takiego?
*GLEBA* (Bilba)
-W każdym razie pierścień trzeba zniszczyć! Pójdziemy do RIV-en-DELL, tam znajdziemy ci towarzyszy i jeszcze jakiegoś czarodzieja.
-Mi? Czy nie chcesz mnie wysłać do MOrdoru z Gandalfem?! Do kraju przerażającej milicji i władającej w nim maszyny korupcyjnej na której stoi groźne Oko? W dodatku z tym czarodziejem?!
-Tak, myślałem wcześniej o Gandalfie, ale jego obecny stan... Prawdopodobnie poprosimy o pomoc tą słynną Linę Inverse, Pogromczynię Smoków.
-Nigdy o niej nie słyszałem.
-Ona nie jest stąd. Gandalf ją sprowadzi, a ja ruszę z tobą aż do tego miasta elfiaków. Mam tam pewną sprawę do załatwienia.
"Zapamiętać: żadnemu z nich nie wolno ufać" -Frodo po raz pierwszy w życiu pomyślał logicznie. Gratulujemy inteligencji!!!
***
Dziesięć dni później...
W ogródku, a raczej w Saddzie, stoją trzy osoby. Gandalf, Bilbo i mocno wkurzony Frodo, zebrali się razem, gdyż dzisiaj mają wezwać słynną Linę, Pogromczynię Smoków i Postrach Złoczyńców. Choć, jeśli się tylko zastanowić stały tam 2 postaci (hobbit to 0,5 normalnego człowieka). Czarodziej uszykował sobie z 10 litrów mineralnej z wkładką, jako środek pomocniczy w przypadku niewypalenia zaklęcia (na co ogromnie liczył).Odszedł kilka kroków od niziołków, kreśląc nieopodal nich średniej wielkości koło, w którym pojawiłaby się panna Inverse. Słońce powoli zaczęło znikać za horyzontem.
-Wielka Czarodziejko, Pogromczyni Smoków, Postrachu Złoczyńców, Nadziejo świata -Gandalf zaczął odmawiać regułkę zaklęcia, zastanawiając się jak jej jeszcze przykadzić, żeby raczyła się pojawić (wprawdzie tego nie chciał, ale wtedy Bilbo zostałby w domu i jego plan wskrzeszenia "ProGanTectora" spełzłyby na nic. A sytuacja robiła się nieciekawa: zapomniał rano zażyć lecytynę i powodzenie przedsięwzięcia wisiało na włosku)-Najpiękniejsza Wojowniczko Świata Magii...
Niespodziewanie w narysowanym dłonią czarodzieja okręgu zaczął pojawiać się czarny, gryzący dym.
-Cholera! Jeszcze nie skończyłem zaklęcia!
Nie miało to już znaczenia. Dym się rozwiewał, sylwetki czterech osób zamajaczyły się niedaleko. Dwie postaci kłóciły się zawzięcie:
-Lina, daj mi tą pieczeń!
-Gourry, odczep się ode mnie!
-Panie Zelgadisie, gdzie my jesteśmy? -pisnęło najniższe stworzenie.
-Nie wiem Amelio. Lina, a co ty o tym sądzisz?
-Gourry ostrzegam cię, bo jak nie... Coś mówiłeś Zel? A gdzie my jesteśmy?
*GLEBA* (Zelgadisa, Amelii i Gourry'ego)
-Kto śmiał przerwać nam kolację?! Odezwij się!
Bilbo, siląc się na śmiałość, a widząc niską, rudą i płaską jak decha dziewczynę powiedział:
-Wybaczcie nam szanowni goście, chcieliśmy ściągnąć do Śródziemia, z pomocą tego tu czarodzieja -tu wskazał na Gandalfa, który w tym czasie przybrał głupawo-senny wyraz twarzy- Najpiękniejszą Wojowniczkę Świata Magii, Postrach Złoczyńców, Pogromczynię Smoków, Linę Inverse...
-To dobrze trafiłeś. Ja nią jestem.-odpowiedziało koszmarnie rude stworzenie-To ja jestem Liną Inverse. Najpiękniejsza czarodziejka! Masz wątpliwości?!!!!?!
-Macie co chcieliście! -Gandalf zaczął topić radość z udanego zaklęcia w mineralnej z wkładką (dawno takiej okazji nie miał, chyba od trzech lat) -Oto wasza Czarodziejka.
Bilbo i Frodo upadli zemdleni na ziemię z gałami wywalonymi na wierzch. To był za duży szok.
Koniec części I
I jak wam się podobało? Tak, ja wiem, że to jest głupie ^___________________________^, ale nic bardziej idiotycznego nie wpadło mi do głowy. Tu zamieszczam kilka wyjaśnień słownych niuansów (żeby śmiać się z żartu, trzeba go najpierw zrozumieć).
NIE PRZYJDZIE JEDI DO ALFREDA- częściej spotykana wersja "Nie przyjdzie góra do Mahometa". Tu w znaczeniu: hobbit musi pójść do lasu, bo las nóg nie dostanie.
Ps. Niektórzy twierdzą, że wersja zamieszczona w tym tekście jest błędna, poprawnie powinna brzmieć: "Ucieknie Jedi od Alfreda". Osądźcie sami. Wybacz, Jedi-san, nie mogłam się powstrzymać. ^^
SADDY- hobickie sady. żart z Saddama Husaina (jak on się o tym dowie, atak na Polskę murowany. Trzeba się zaopatrzyć w fistaszki...). Najbardziej widoczny w formie fonetycznej "saddam-i"
MOrdor (w tolkienowskim oryginale Mordor) -dawno, dawno temu, za czasów komunistycznych, ludzie zamiast policję, wyklinali MILICJĘ (w skrócie MO). MOrdor, to kraj "przerażającej milicji i władającej nim maszyny korupcyjnej na której czele stoi groźny Sauron", pod postacią płonącego oczka a'la Tsukino Usagi-chan.
33 LATA, +18- normalne stworzenia są pełnoletnie po ukończeniu 18 lat i takie w Śródziemiu przeważają. Hobbici (i chomiki) do normalnych nie należą i osiągają pełnoletność znacznie później. Można to traktować jako: +pełnoletność.
ProGanTector- słynna w Głogowie (i okolicach) dyskoteka Protektor. Cząstka Gan zaznacza właściciela: Gandalfa^^. Niestety, jeszcze tam nie byłam (chlip).
MINERALNA Z WKłADKĄ -zwykle pijemy piwo z wkładką, ale Gandalfowi, jako czarodziejowi, to nie wypada, dlatego pije mineralną (z wkładką). A ja poproszę Martini, wstrząśnięte, nie mieszane ^_-.
MOUNT DOOM -Góra Przeznaczenia, Doom ("przeznaczenie") był kiedyś bardzo popularny, a jego Dwójka była ostatnią grą "rzeźnią" w jaką grałam. To mój hołd, dla tej gierki, dlatego do nazwy Orodruiny dodałam liczbę II.
No to pa, do następnej części: Lina dowie się o co biega. Jeśli zgodzi się wyruszyć z Frodkiem, poznamy chałupę Froda: Ustroń i zobaczymy, jak hobbici obchodzą swoje urodziny ^^. Swoje 5 sekund będzie miało także bożyszcze nastolatek: Książę Legolas!
Pa, Mink_dragon żegna. |
Topic: [O] Znowu elfy |
Mink_dragon
Replies: 9
Views: 1489
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Mon Sep 13, 2004 2:28 pm Subject: [O] Znowu elfy |
| To zalezy od nastawienia, racja... Tak ooza tym wdzięczna byłabym za wszystkie komentarze odnośnie fika |
Topic: [O] Znowu elfy |
Mink_dragon
Replies: 9
Views: 1489
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Thu Sep 09, 2004 6:41 pm Subject: [O] Znowu elfy |
Oki, nie bedę się kłocicć Jestem pokojowo nastawionym Majarem |
Topic: [O] Znowu elfy |
Mink_dragon
Replies: 9
Views: 1489
|
Forum: Tworczosc wlasna / Opowiadania Posted: Thu Sep 09, 2004 4:26 pm Subject: [O] Znowu elfy |
Tio może przeczytasz, cio? Dzieki za brava |
| |
|