Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Thu Feb 26, 2004 10:33 am
Xan orócił się na pięcie a dłon trzmnał na klindze miecza. Nimrdel zrobiłą to amo.. łuk straciła w jmoskiej toni. Garys jedyny nie uzbrojony nie wiedział co robić.
- Kim jesteś.. co tu robisz? i.. co sie stało- rzuciła na początek Elfka.
Mezczyzna który stałw przejsciu wszedł teraz w miejsce jasmniejsze.. miałtwarz powazna i zmeczoną. Nie mógł miec lat wiecej niz 30- 35.. Oczy koloru miorskiego juz zamglone rychło nadcodzaca smiercia.
- Jak juz mówiłem.. Zaraza.. Dżuma.. nazywajcie to jak cchecie.. Nie wiadomo ska to sie wzieło././ nikt nix ni wie..
Xan obszedł pomieszczenie do okoła. Niesamowity smród był dosłownie wszezie. Smród gnijacych ciał.
- Ja jedynie moge wam pomóc... dac wam jedzenie.. i szalupe.. jedynie to.. ale musicie uciekac.. bo tu dla was wiekszego ratunku nie ma.
Nimrodel poczuła żal.. zal do tego człowieka.. przeciez.. on jest zdrowy..
- A ty.. tz mozesz uciec.. odejsc.. tobie nic nie jest...- rzekła powoli..
MEzczyzna usmioechnał się i odsłonił paskudną ranę na przedramieniu. To tłumaczyło wszystko..
- Nawet jesli to cie nie przekona.. To to ze z tym statkiem jestem bardzo zzyy. Widzisz jkestem kapitanem.. a kapitanowi nei godzi sie oopuiszczac statku...- Chodzce dam wam czego potrzebujecie i uciekajcie poki mozecie...
Wstał odkaszlnał i wskazał palcem na drzwi na pokład. Wszli pierwsi. Mezczyzna gdy ylko zobaczył zamlglone niebo odetchnagłęboko swiezymn powietrzem...
- Poza tym wszystkim.. brak tu kultury.. nazywam se Daron..- Co robicie na morzu.. w takiej porze jesli mozna wiedziec.. - rzekł podnoszac worki z jedzeniem i rzucajac je pod nogi wedrowcom..
Teluuem i Lil nadeszli od drugiej strony.. Byli powazni.. mogłoby sie wydawac że Lil płakała...
Xan spojrzał się na Nimrodel i Garyysia w niepenosci czy powiedziec.. z reszta i komu miałby on powiedziec.
- Jestesmy wedrowcamii z Samary.. naszym cewlem podrózy jest Duaten...
Na dzwiek ostatniego słowa Daron odetchnał głeboko i rzekł:
- Wiecie ze Duaten to jedno z najgorszych miejsc na ziemi...i w tych gróach co lezą niedaleko.. czai sie jakies licho...
wszystkih obecnych przeszly ciarki.. L;l i Tluumen nie odezwali sie ani słowem..
- Co tu sie stało?.. kim ty jestes? - rzekłą w koncu Lil.
Daron kłonił się dwrosko i rzekł:
- Jestem kapitanem tego statku.. Daron... A tu sie stałą Zaraza.. i dłuyzej tu byc nie mozecie..- mowia to wskazał na niewielką szalupę luzem lezaca na pokładzie.
- Nie jest w najepszym stanie ale zrobiona jest przez elfów..nie zatonie i zadne licho was nie trafi na tych morzasch.. No .. zabierajce sie z tad.. ale uwqzajcie na tego stwora bo on nie jednym zycie zabrał..
Nie mineły 2 godziny gdy byli na szalupie.. Daron pomachał im i ten raz na jego twarzy ukazał się szczery usmiech. Teraz płyneli.. ku Duaten..
Zostawili jednak i Daronowi troche lekarstw któe choc trche mogłby ulzyc jego cierpieniom które niebawem mogły nadejsc..
KONIEC CZESCI PIERWSZEJ
W miare mozliwosci zaczne czesc druga dziejaca się ju w Duaten
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum