Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
[P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Author Message
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Sat Dec 27, 2003 7:48 pm   

Xan tracił ochote do wszystkiego... Mdłosci ustąiły. Ale teraz drećzyło go co innego..
Spojrzał na Nimrodel.. i na Lil.. Obydwie były jeszcze nieprzytomne.. nie diziwił się.. Nimrodel miała pistolet przy głowie.. z reezta oon miał kulę miedzy oczami..
Wtem Nimrodel zapneła. Zerwałą się z łozka i rzuciła wazonem o sciane..
cudem garys nim nie oberwał.. Wyladaował tuz obok.
- Uspokoj sie..juz jstescie bezpieczne..-rzekł widząc dzwiną minę elfki i budzącą się zresztą z niespokojnego snu..
nimrodel przysiadła i dotkneła szyi. Lil usiadła przy Xanie i rzekła cicho..
- Co się stało?- zapytała Lil
Xan rzekł Garysiowi aby wyszedł i wrócił niebawem..nie powinien na razie słuchac takich rzeczy.. prawdy..
Garys od niechcenia wstał i opuscił pomieszczenie.. Zszedł na dół..
Xan siedział i zaczał mowic.
- nie wiem czy powinienem mowic.. tego przy Garysiu..
Uzyłem magii.. aby ludzie zapomnieli o wszystkim..
Lil przerwała jednak..
- Nie o to mi chodzi..znaczy.. nam.. Widziałam Kreaturę rozrywającą ciałą tych bandytów na strzepy..miałą na sobie twoje ubrania..
Potem spojrzała na rozerwany rękaw utaplany we krwi..
Xan musiał cos powiedziec.. połowę prawdy powiedział juz Teluumenowi..
- To... byłem ja..ale nie bojcie się mnie.. wam nic nie zrobię..nauczyłem się panowac nad sobą..i to zanika zresztą..to zdarzyło się pierwszy raz od paru miesięcy... Cos sie stało po pewnym wydarzeniu.. cos we mnie.. pekło i unieruchomiło zarazem...od tamtej popry jestem ajki jestem...wytłumacze wam potem..
Zaległa głucha cisza.. Xan zastanawiał sie własciwie dlaczego wyprosił Garysia..jedynym powodem było to tłumaczenie o nim...
Nimrodel wstała i podeszła do okna..
- trzeba szukac Teluumena.. nie ma go zbyt długo...
Xan na dzwiek imienia swego przyjaciela załował ze nie moze nic powiedziec nimrodel i Lil.. Poprzysiągł zachowac tajemnice do jutra..tyle moze jedynie zrobic dla Teluumena. tylko tyle.... Zapada cisza..Jedynie garys mogł ją przerwac choc i on nie przychodził..

---------------

Na dole karczmy byl nieprzyjemny gwar.. Garys siedział sam w stoliku na rogu.. wiel nieprzyjemnych pijackich twarzy przygladało się chłopiecej twarzy..
Garys myslał: Jak tu dziwnie..zupelnie inaczej niz w domu..Musisz dbac o siebie..nikt tego za ciebie nie zrobi"..
Wpatrywał się bez celu w butelki przeroznego wina stojącego za ladą przy barku.. Widział wprawdzie niewiele jedynie to pozostało mu do tego aby ominąc nieprzyjemny wzrok. Zastanawiał sie skad tu tyle ludzi..namnozyli się jak muchy.. Nie bylo przeciez nikogo..zreszta mineło parę godzin..
Nagle jakas mysl zaswitałą mu w glowie.. wyjdzie sie przeietrzyc na schody..a potem wróci.. własciwie juz miał zamiar wracac ..ale nie wiedział czy to dobra pora..
Ruszyłw stronę drzwi i wyszedł. Przymknał je lekko co wprawiło je w nieprzyjmeny zgrzyt..
Usiadł na shcodach i spojrzał w okna pokoju swojego nauczyciela..
NAgle ktos połozył mu dłon na ramieniu..
Garys odwrócił się w przerazeniu.. Było pozn...
Zobaczył oczy bez zadnego głebszego wyrazu.. JKednak z drugiej strony wydały się Garysiowi przyjazne i miłe..
- młody człowieku.. -rzekłą postac... Głos miała przyjemny acz chłodny jak lekki powiew wiatru..
- Czego.. - odparł niegrzecznie w stronę owej osoby..nie nawykł i nie lubił nawet przechodniów łapiących go za ramię w srodku nocy..
-Nie tak ostro młody człowieku..chcesz zarobić?- rzekłą postac wpatrujac sie swidrująco w Garysia.. I tu pod wpływem nagłego impulsu Garys sie zawachał.. chciał byc niezalezny... ale z drugej strony byl pewny ze wiazało się to z Xanem i przyjaciolmi jego nauczyciela.. nie chciał tego.
- Nie..dziekuje..
Postac syknęła nieprzyjemnie i oddaliła się w głab miasta..
Garys powrócił do góry..ale o tym dziwnym czlowieku nie rzekł ani slowa..

----------

Niespełna 20 minut pozniej ...

Teluumen szedł wolno do domu Leili.. chciał wziasc kartke , rysunekj.. cokolwiek..chciał miec po niej pamiątke..
Wspominał wiele.. jednak wiekszosc myslio yła o xanie i druzynie..nie o Leili.. I to wydawało mu się niepokojąc dziwnym zjawiskiem...
Nagle uslyszał chód koni.. i zaiste trzy konie go wyprzedziły i udały się szybko ku domu Leili.. Moza było go bowiem spostrzec z miejsca w którym był Teluumen. Widział jednego z jezdzców.. Mieli podobne płaszcze jak te na trupach koło karczmy.. widzia jednego z jezdzców..
Syczący głos nie wydawał mu się przyjemny.. ani oczy.. zimne, bez wyrazu..
Ten jezdziec spojrzał się na przygarbionego Teluumena.. Był bruny i mokry.. wygladał jakl pijak totez nie zwracał na siebie wiekszej uwagi..
Schował sie w pobliskim zaulku i spogladał na alszy bieg wydarzeń..
Obcy rozwejrzeli się i wtargneli do domu.. Słyszał spadajaće szafki i pękajace talerze.. Czego szukali.. nie wiedział on sam..
W koncu to oni zabili Leilę wiec czego oni chca.. Jeden z oprcyhów strzeżacyh wejscia dostrzegł ciekawe oczy wygladające zza rogu domu..
Zrobił pae kroków w ich stronę i wychylił się niepewnie..
Teluumen odetchał ciezko i przez chwilę nie wiedział co zrobic... Potem jedyną rzeczą uznaną za stosowną bylo udac sie do karczmy.. chcoaz sam tego nei chciał tak tez zrobił..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Sat Dec 27, 2003 8:25 pm   

Lecz wrocenie w takim momencie do przyjaciol oznaczalo jedynie poddanie sie... Moze Leila sobie by tego nie zyczyla? W jej mieszkaniu musi byc cos co chce pokazac...

Elf przykucnal nieopodal mieszkania Leili chowajac sie jednoczesnie tak by widziec drzwi. Powoli w miescie zaczal kropic deszcz. Mgla powiekszaa sie coraz bardziej pochlaniajac w sobie nowe polanie rzeczywistosci. Trzaski lamanych mebli przyprawialy Teluumena o bole w glowie. Pekniecia szkla stawaly sie meka. Zabojcy wykonywali swoja robote az za dobrze. Huki, zgrzyty...

Konie stojace przed drzwimi poderwaly sie gdy wyszli dwaj meszczyzni. Trzeci stanal w progu i wyjal butelke. Spokojnie wlozyl do srodka lekko zaczerwieniona szmate i podpalil jak jednym uderzeniem malutkich krzemieni. Plomien zajal momentalnie szmate... Butelka leciala przez drzwi... Pokoj... Stolik na ktorym kiedys staly szklanki po wodzie... Sofe na ktorej spoczela Nimrodel pierwszego dnia... Trzask szkla...

Ogien nie wybieral.. Pochlanial wszystko bez roznicy czy bylo to czujasc czy nie czyjas wlasnoscia... Dzialal jak Smierc...

Meszczyzni odjechali... Nie bylo juz slychac tetna kopyt... Tylko buchanie plomieni i kapanie deszczu. Elf stal w progu mieszkania. Patrzyl jak powoli pala sie kolejne czesci pokoju...

Nagle wszystko wydalo sie czarne... Nie bylo jush plomieni. Nie bylo deszczu. Przed Teluumenem stala eila i wziela go za reke. Weszli do pokoju. Przeszli spokojnie przez kuchnie i dotarli do pokoju w ktorym spal Teluumen. Dziewczyna przyklekla przy lozku i wyciagnela spod niego mala stalowa szkatulke. Puzderko nie bylo wieksze od papierosnicy. Bogato zdobione i pokryte w niektorych miejscach zlotem wydawalo sie bardzo wartosciowe. Dziewczyna usmiechnela sie do elfa i rozplynela sie w powietrzu...

Dopiero wtedy elf zdal sobie sprawe ze jest w pokoju pelnym ognia i ze do tej pory przechodzil przez geste plomienie. Nie mogl uwierzyc jak to sie stalo, ale teraz jedynym zadaniem bylo sie stad wydostac. Deski w suficie powoli zaczely trzeszczec i lamac sie pod ciezarem stropu. Nazewnatrz slychac bylo wolania - Pozar! Dawac Wody! Ktos tam jest?! Wody! -

Droga poprotna okazala sie jeszcze latwiejsza... Elf niczym duch opieral sie ogniu... Plomienie przechodzily przez jego rece i nie czynily mu zadnej szkody. Nadal nie wiedzial jak to sie talo... Ale wzial do wiadomosci ze widocznie to nie za jego sprawa. Widac Leila pokazala mu to czego szukami meszczyzni. Szkatulka teraz stala sie jedynym dowodem na istnienie Leili... Jedyna Jej rzecza jaka posiadal Teluumen...

Wyszedl nazewnatrz i zobaczyl mnostwo ludzi tloczacych sie i podajacych sobie wiadra. Widac nie zwracali na niego uwagi mimo iz wyszedl glownym wyjsciem. Nikt go nie widzial... Byl jak duch... Moze juz niezyl? Nie... To by bylo za proste...

nagle poczol ruch w swojej lewej kieszeni. Wlozyl tam reke i wyjal medalion ze smokiem na czubku. Plyn swiecil sie czerwonym swiatlem tak jak plomienie... Smok faktycznie sie ruszal. Patrzyl za Teluumenem i podarzl wzrokiem za ruchami palca. Lecz nie bylo teraz czasu na zabawy z halucynacjami. Musial wrocic do gospody i to natychmiast...
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Morgul 
Mroczny Lord



Joined: 26 Oct 2003
Posts: 716
Location: Elbing
Posted: Sat Dec 27, 2003 9:54 pm   

Teli biegł do gospody co sił w nogach. Po drodze spotkał tamtego dziwnego jegomościa, który kiedyś pojawił się w gospodzie. Jeszcze za życia Leili... Gorzko wspominał jej śmierć. Jak temu gościowi było na imię? Menuk? Makuk? Mauurk! Postać mijając go patrzyła się na niego. Te jej oczy... Niezwykłe... Postać jednak nagle zniknęła. Po prostu rozpłynęła się w powietrzu...

Gdy już doszedł do gospody, usłyszał za sobą głos. Najprawdopodobniej tego Mauurka. O ile wogóle to było jego prawdziwe imię... Teluumen nie zwracał na niego uwagi, ale ten błyskawicznym ruchem pojwił się przed nim, jakby momentalnie pojawiając się z miejsca na miejscu... Tellumen'a bardzo irytował tenm jegomość. Czarne szaty, twarz piękna, młoda, ale jakby bez wyrazu życia... Było coś nim nie tak... Postać rzekła:
-Twój los jest związany z moim, mój z twoim. Choć te słowa mogąci się wydawać bez sensu, uwież iż tak nakazuje przeznaczenie. Nie próbuj tego zrozumieć, tylko to przyjmij. Powrócę do ciebie jutro po zapadnięciu zmroku...
Postać rozpłynęła się w powietrzu... Teluumen, jakby nie wiedząc co się stało, stał wryty. Gdy doszedł do siebie otworzył drzwi do gospody i wszedł po schodach na górę...
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Sun Dec 28, 2003 1:51 pm   

- Twoj z moim? Na Iluvatara... Faktycznie mieszkaja tu szalency... - Mowil do siebie elf wchodzac powoli po schodach. - Na dodatek to zagmatwane imie... Co ty bylo? Maruurk? Dziwak... - Stopnie lekko skrzypialy pod jego stopami. Z dolu dosil sie gwar zwyczajnego wieczornego picia piwa i gadania o wszystkim i o niczym. Teluumen doszeld na pietro i stanal przed dzwiami za ktorymi dawniej byli wszyscy razem zakwaterowani. Juz mial dotykac klamki lecz w jej odbiciu dostrzegl czyjas postac stojaca tuz za nim. Odwrocil sie spokojnie jak zwykl nie robic. Leila chwycila jego dlon i przylozyla sobie do ust jeden palec. Ten znak mogl znaczyc jedno... Spia... Dziewczyna pogladzila reka twarz zmaltretowanego przez te kilka dni elfa. Jej skora niczym jedwab uspokoila mysli elfa...

- Kto tam? - Odezwal sie glos z wewnatrz. Drzwi otworzyly sie i stnela w nich Nimrodel. Leila rozplynela sie w powietrzy tak szybko jak sie pojjawila. - O cholera... Teli... Ty... - wymamrotala dziewczyna.

- Na to wyglada, tez sie ciesze ze cie widze... - odpowiedzial Teluumen lecz jego twarz nie dawala poparcia w slowach. Byla zmeczona jak on caly.

- Niech to szlag.. Wchodz... Tylko cicho bo oni spia... Co sie z Toba dzialo? Gdzie Leila? - Slowo "Leila" przebilo elfa jak rozgrzany do czerwonosci pret. - Teli... Mow... Cos sie stalo? -

- Oj tak... Stalo sie... Leili juz nie... Jej juz nie ma... Miedzy nami... Nie ma... - Elf zalamal sie... Nareszcie pozwolil sobie na chwile slabosci. Pojedyncze krople lez splywaly po jego twarzy. Skulil sie jak dziecko i upadl na podloge pograzajac sie w smutku. Nim przykucnela przy nim i objela go czule.

- Spokojnie... Juz.. Wyplacz sie... Teraz naprawde warto... - Lica Nim takze pograzyly sie w smutku. Nie znala tam dobrze Leili... Ale byl to jej towarzysz... Jej kumpelka...

- Co sie tutaj dzieje? - Zapytala zbudzona łkaniem Lil. Tylko gdy uniosla glowe oczy Teluumena przykuly sie do niej jak haki.

- Leila?.... - Ten blagalny ton wydobywajacy sie z ust elfa pograzyl Lil w zaciekawieniu.

- Nie... Jestem Lil... Jej siostra.. Czesto nas myla... A ty jestes Teluumen... -

- O matko... Na bogow... Jak... Jak ja bede zyl bez niej... - zal sciskal jego srce niczym imadla...

- Bez niej?? Znaczy ze Leila... - Oczy Lil wpatrzone w twarz Teluumena mialy jedno zadanie... Dowiedziec sie wiecej mimo iz wiedzialy ze prawda jest okrutna... - Ona nie zyje? Tak!? Gadaj do cholery... -

- Zabili ja ludzie Neuera... Tak! Niezyje! Nienawidze sie za to... Nienawidze... - Lil stracila nadzieje... Wygladala jak po 30 kilometrowym biegu... Opadla na plecy... Wpatrzona w szary sufit probowala zrozumiec wszystko co sie stalo... Nimrodel patrzyla na nich i nie wiedziala czy ma cos powiedziec...

Kaszlniecie nieprzytomnego Xana przelamalo cisze... - Malam to zrobic wczesniej... Zabije go z przyjemnoscia.. Wylupie draniowi serce na zywca... Niech to szlag... Ze ja sie dalam namowic na udzial w tym calym spisku... -

- Jakim sposku? Lil.. Powiedz... - zapytala Nim.

- Neuer.. Swinia... W miescie rosnie poparcie dla handlarza z Duaten... Niejakiego Dabrosa... Dabros ma duze zaplesze w Duaten i innych miastach wybrzeza. Neuer przez niego traci dochody z portu dlatego pewnego dnia postanowil go nastraszyc. Ale zrobil to tak nieudolnie ze przerzucil na siebie cala agresje i teraz musi sie ukrywac. DLatego upozorowal swoja smierc... Dlatego opuscil miasto... Ale cholera wie gdzie on teraz moze byc... Jak u niego byla ostatni to bylo to 3 godziny drogi na wschod... A teraz nie wiem.. Poprostu nie wiem gdzie tego skurczybyka mozemy dorwac... Nie ma co czekac... Jutro rano zaczniemy go szukac... Jesli sie nie zgadzacie ide sama... Zemszcze sie... A zemsta bedzie slodka... - Zlosc przemawiala przez jej slodkie usta. Smakowala sie kazdym slowe okreslajacym cierpienie... Nimrodel teraz dopiero dojrzala prawde siedzaca tu od dawna... Pozostaly tylko rzeczy niewyjasnione z Xanem... Chocby "Czerwony Ksiezyc"...

Noc uspila wszystkich... Tylko Lili siedziala przy oknie wpatrzona w sparzataczy zcierajacych ze scian plamy krwi... Wciaz w glowie miala te slowa... "Jej juz nie ma..."
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Galad 
Moderator



Joined: 17 Mar 2003
Posts: 987
Location: Warszawa
Posted: Sun Dec 28, 2003 7:52 pm   

W koncu i Lili usnela... Na dworze pogoda robila sie coraz gorsza. Strasznie lalo ze az dalo slyszek sie odbijanie kropel deszczu od blaszanych dachow... Niedlugo potem deszcz zmienil sie w grad.
To obudzilo Xan'a choc nie tylko to. Wiedzal ze Lili moze popelnic straszne glupstwo chcac pomscic siostre...

Ciagle te same ulice, ci sami zebracy, te oprychy... - myslal Xan
Widzil juz w oddali napis: "Czerwony Ksiezyc". Chwile pozniej stal juz przed dzwiami. Na nich wisial wielki napis: "kwarantanna do odwolania"...
-Pewnie nie chca jakis nieproszonych gosci - pomyslal Xan
Otworzy dzwi i wszedl do srodka. Zdjal przemoczony kaptur z glowy i rozejrzal sie. Tam wszyscy pili piwo i rozmawiali o tym co sie dzieje na Irimie. Xan podszedl do baru. Nikt go nie atakowal jak Teluumena i Nimrodel. Nikt go nawet nie zaczepial tak jakby Xan byl jednym z nich....

-daj mi kufel piwa -odezwal sie do barmana po czym rzycil sakiewke z monetami.
BArman nalal trunek i rozejrzal sie na boki.
-czego tutaj chcesz juz raz ci pomglem z tym twoim kolega i tamta mala...
- potrzebuje informacji - odpowiedzial Xan
Zak - bo tak nazywal sie barman nic nie odpowiedzial tylko ztarl lade. Xan podirytowal sie.
-niedlugo nie bede mial na jedzenie - pomyslal
-Masz tu i mow gdzie jest Neuer - Xan gdy wymawail to imie znizyl ton
Zak szybko wzial woreczek i odpowiedzial Xanowi...
-Dzieki -przyjaznie powiedzial czarnoksieznik po czym jeszcze raz zapytal:
-A nie wiesz gdzie podziewa sie Kali...
-Kali mowiesz... A tam siedzi w rogu z jakimis oprychami - odpowiedzial Zak i nalal jeszcze jeden kufel piwa...

-Mozecie zostawic na chwile odejsc - zwrocil sie Xan do dwoch facetow siedzacych przy stoliku obok Kali'ego
Oni tylko popatrzyli sie na czlowieka a ten dal im znak aby zrobili jak mowi Xan.
Xan chwilke poczekal az odejda oni torche dalej po czym sam usiadl na krzesle.
-Czego chcesz i kim jestes - szybko odezwal sie czlowiek.
-Oj duzo pozmienialo sie w tym miescie.... Naprawde nie pamietasz mnie?
-Nie napewno nie - nieznajomy caly czas nie zdradzal twarzy...
-DObrze przyjacelu jestem Xan... ten ktorego przygarnoles...
Czlowiek zdal kaptur... Teraz patrzyli sobie w oczy....
-Witaj Xan tak dlugo cie nie widzialem...
-Oj dlugo...Dobrze nie am zbyt wiele czsu.. Przejde od razu do rzeczy - potrzebuje twojej pomocy Kali...
-Jak zwykle - po cichu zasial sie Kali -dobrze najpier powiedz w czym moge ci pomoc?
-Potrzebuje sie dostac do Duat....

----------------------------------------------------

Obaj niepostrzezenie wyszli z "Czerwonego Ksiezyca".
Szli teraz do karczmy gdzie znadowala sie reszta druzyny. Przez caly czas wedrowki rozmawiali o dawnych czasach...

W hallu nie bylo nikogo. Stolki staly puste. Bylo bardzo cicho.. Nawet na dworzu uz deszcz nie padal....
Xan i Kali usiedli przy jednym stolki. Nic nie zamowili do picia - obaj i tak wypili juz bardzo duzo.,...
Byla juz piata nad ranem. Slonce wstawalo znad horyzontu. Czasmi z gory schodzili jacys ludzie gotowi do podrozy....
W koncu po schodach zeszla druzyna. Zdawalo sie ze Nimrodel i Teluumen rozmawiaja co sie moglo stac z ich przyjacielem Jednak po chwili przy stolku zobaczyli Xana... i jego przyjaciela. Wszyscy zdziwli sie ze Xan siedzial przy stolku razem z jakims czlowiekiem. Garys ktory takze nocowal w pokoju podbiegl do Xana i szczesliwie zawolal.
-Jestes balem sie ze cos moglo ci sie stac...
Garys eszyl sie na widok Xana... Zaraz Nimrodel Teluumen Lili i oczywiscie Garyś dosiedli sie do stolika.
-Dobrze teraz posluchajcie- powiedzial Xan - Dowiedzialem sie ze Neuer jest w Duaten, chowa sie przed Dabrosem - handlarzem ktory chce przejac wladze. Tak wiec jesl Lili chce wyruszac go zabic musimy doplynal do Duaten. Dlatego poprosilem Kali'ego aby nam pomogl przeprawic ladzia do Duaten....
-A kim jestes Kali - przerwal Garyś.
Xan uprzedzil przyjaciela:
-Kali jest tak samo jak ja czarodzijem jednak Kali leczy ludzi a ja raczej odwrotnie.... Kali'ego pozalem toche temu, troche pozniej po przykrym wydzarzeniu o ktorym wam wczesniej opowiadalem - Xan widocznie nie chcial tego wspominac - Kali przygarnal mnie, zaopiekowal sie mna....
Teraz wszyscy popatrzyli sie na nowego przyjaciela...
Wygladal jak typowy starze: biala broda. siwe wlosy... Najwyrazistrze mial oczy... takie niebieskie... cos w nich bylo... tak samo jak w tych Xan'a....
-Dobrze wiec witaj Kali, a teraz moze juz wyruszymy? - zapytala Lili
-Chyba tak - odrzekl Teluumen
-DObrze to zaczekajcie chwile - powiedzial Xan po czym podszed ldo baru.
-Chcialbym zaplacic na pokoj - powiedzial.
-Dobrze tutaj ma pan rachunek - powiedzial Barliman podajac kawalek papieru.
Xan zdziwil sie suma jaka zobaczyl. Wiedzial ze tyle ma zaplacic ale pieniedzy mial coraz mniej... Xanpolozyl na lade kilkanascie monet, podzikowal za goscine i odszedl.
-Nastepnym razem oni placa.... - pomyslal sobie Xan....
_________________
"But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."

_________________
http://amp.digart.pl
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Mon Dec 29, 2003 1:13 pm   

Szli ulicami Samary ku dokom. NAbrzeze było puste.. Zywej duszy nie mozna było spotkać..
Xan dyszał ale to bardzie jz podekscytowania niz ze zmeczenia..
- bogu dzieki płyniemy łodzią a nie lądem wderujemy...-rzekł Garyś..
nimrodel przywykłą do wedrówek pieszych.. nie lubiła pływac tatkiem choaz morze kochała jak matka dziecko..
Za nią szła Lil.. Nie była taka jak kiedys.. Oczy stracił dawnien blask a w głowie kłebiło się pełno mysli.. o Leili.. Przypm niały się jej dawne czasy dziecinstwa i niespełnionych marzen.. Czasy gniewu i radosci.... odwagi i strachu...
Teluumen cicho pogwzidywał jednak wzroku z Lil nie spuszczał.. Mierzył okiem kazdy włos.. Nazywał kazdy blask.. i powtarzałsobie w kolko.. Boze.. Leila...
Kazdy kto szedł z nimi myslał.. czy robimy dobrze...
Nagle przed oczami stanał Kali. Podniosł prawą dłon aby qwszyscy zaprzestali kroku..
-To tutaj... słuchajcie..jesli nie chcecie miec kłopotów to trzymajcei sie razem.. nie patrzcie na nikogo spode łba ani nie gadajcie głupstw... nie mowcie wcale..tak wyjdzie wam najlepiej...
Xan rozumiał.. zanł niewiele tę dzielnicę.. Doki napawały go obrzydzeniem i rzadko kiedy zapuszczał się tutaj..
Garysia ciekawosc pozerała jak nigdy..
- dlaczego?
Kali obejrzał się na wyrostka trzymajaćego się blisko Xana..
Był czlowiekiem cieprliwym ale nie lubił zbednych pytan..
- Bo to doki chłopcze.. trochę nieostroznosci a juz nie ujrzysz juz swiatłą dziennego...
Garysia przejął strach.. faktycznie.. nie widział tego wczesnie ale zza rogów domow pojawiały się twarze dziwne..straszne.. patrzył podejrzliwie a tu i ówdzie poblyskiwał metal..
Garys patrzył na pomost na którym niepostrzezenie sie znalezli..
Teluumenowi szczek drewna wydawał się nieprzyjemny...
Garys zobaczył jakas linę lezącą na pomoscie.. Nie zawazajac na nikogo udał się do niej i noga zepchnał ją do wody...Zrobiłto wprawdzie nie chcaća..
Mineło jakies 15 minut gdy Kali przestał zerkac na łodzie..
- Cholera .... wrzasnał
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Beren 
Jaskinia Sheloby


Joined: 08 Jun 2003
Posts: 437
Location: Doriath
Posted: Mon Dec 29, 2003 6:32 pm   

- Po coś to zrobił???!!! - warknął na Garysia - My kiedyś przez ciebie zginiemy! I to może nawet teraz!

Z jedna łodzi wyszedł jakiś człowiek, brudny, nieogolony, zaniedbany. Gdy chłopiec go zobaczył o mało nie zwymiotował, a do tego doszedł jego zapach, gdy się tylko zbliżył.

- Kto dotykał moją linę? - powiedział cicho przerażającym, rozpitym głosem.

- Ona leżała na środku drogi... zanaczy pomostu - jąkał się Garyś

- To było jej miejsce, chyba nie myślisz, że rzucam moje rzeczy gdzie popadnie? Czy zarzucasz mi niedbałość? Czy uwarzasz że jestem głupcem i zostawiłem tu moją linę aby ktoś wrzucił ją do wody? - narzekania pijaka nie miały końca a z każdym słowem bylo można wyczućw jego głosie coraz większą złość.
_________________
"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"

Antoine de Saint-Exupery
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Mon Dec 29, 2003 7:16 pm   

- Widac jestes glupcem skoro tak zostawiasz liny wiedzac ze kazdy idiota moze je wpchnac do wody... - Slowa byly ciche lecz odwazne. Teluumen patrzyl sie w szpary pomostu nie zwracajac w ogole uwagi na to co zamierza zrobic ten smiec.

- Cos Ty powiedzial? Chcesz dostac sukinsynu? Mama cie bila ze teraz tak sie stawiasz? -

- Napewno myla mnie czasem... W przeciwienstwie do Twojej... - Teluumen uniosl glowe. Wszyscy sie na niego patrzyli jak na masochiste. Jak na glupca ktory ma dosc swojego zycia. - Teli.. Cicho.. Nie rob tego... - przecedzila przez zęby Nimrodel. - Bo co mi zrobi? Pobije mnie?! Taki smiec? Co to nie wie jak sie z mydla korzysta? -

- Przegioles gnoju... Szykuj sie na spotkanie z dentysta... - Meszczyzna podniols dlugi bosak i wyskoczyl na pomost. Garys i reszta procz Teluumena chyba chciala dac elfowi naucze za jego zachowanie i cofnela sie dwa kroki w tyl. Elf doczekal swego...

Niewazne juz bylo o co sie bedzie bił...

Facet zamachnal sie bosakiem. Nieudolnie ale i tak uderzenie bylo silne. Teluumen momentalnie wyjal spod plaszcza dlugi sztylet i rozpolowil kij. Meszczyzne troche oszolomilo to lecz szybko skoordynowal ruchy i zamachnam sie polowa kija.Elf zablokowal uderzenie klinga nie pokazujac zadnych emocji. Oczy wurazaly obojetnosc. Usta spokojnie ulozone tak samo nie mialy wyrazu. Kij polecial do gory niczym kapelusz rzucony na wiatr. Pijak stal bezbronny i zasnanawial sie za co sie teraz zlapac. Teli schowal sztylet i podszedl do faceta walac go prawym sierpowym prosteo miedzy szczeke a ucho....

Pijaczyna zwalil sie jak kloda na ziemie. Bez wyrazu... Oczy zamkniete. Murowany wstrzas mozgu. Teli unisol go za brudny kolnierz i zaczal go okladac. Nie baczac ile zebow jegomosc stracil. Musial sie wyzyc. Rozladowac emocje. Wyciagnac z siebie caly gniew i smutek. Zal i tesknote...

Druzyna patrzyla sie na to krwawe juz widowisko. Az wreszcie Xan polozyl Teliemu reke na ramieniu... - Juz spokoj... Bo go zabijesz... Teli.. Spokojnie... - Teluumen wstal zziajany jak dziki zwierz i jeszczeraz ze zloscia na twarzy przykopal pijakowi. Druzyna nie byla jedynymi osobami patrzacymi na to widowisko. Inni... Inni zeglarze... Przechodnie...

- No ci co sie tak gapicie!? Do cholery jasnej! Won mi stad! - po tych slowach mozna bylo dokladnie powiedziec co elf przezyl. - Pieprzeni Ludzie! Niech was szlag! - Lil.. Nimrodel.. Xan... Oni rozumieli tragedie... Ale to co zrobil Teluumen...

Jedyne co mozna zrobic z takim wydarzeniem to zapomniec...

Tali wyciagnac z sakiewki kilka szterlingow... I rzucil pijakowi na zakrwawiona bluzke... - Masz... Smieciu... Ubierz sie przyzwoicie... Idziemy stad. Kali... Przepraszam... Prowadz mistrzu... -
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Tue Dec 30, 2003 12:04 pm   

Xan wpatrywał się bez ustanku w Garysia.. Ten go bez watpienia zezłoscił tym wszystkim.. Od tego wyniosło się wielkie obruszenie Teluumena..jego zlosc uszła.. Wyzył się nak ims.. To było złe..
- Dlaczegoz to uczyniłes...- rzekł cicho.
garys spojrzał niewinnie na Xana i Teluumena. ..Nie czułsię winny to był najzupełniejszy przypadek..
- nie odsyłaj mnie od swego boku Panie...
Xan podniosł oczy i jakby cos go przemogło od srodka..
-Zobaczymy jeszcze....

Szli ciemnym pomostem a wielu ludzie coaz ciekawiej przygladali się zza scian..
Szli teraz wolno...wolniej.. tak Kazał im Kali.. nie widzieli konca pomostu.. Nogi zaczeły pobolewac co niektórych..
Wtem Kali stanął i rzekł:
-To tutaj..
Nimrodel odwróciła glowę w strone łodzi.. Był to grat.. i w dodatku przymały jak na tak liczną grupę.. Lin zasmiała się i rzekła bez ogródek do Kaliego..
- Mamy ty płynąc..?
Kali zasmiał się i rzekł:
- Nie nie... tą łodzią
I pokazał palcem na łodz stojąca dalej..
Była sliczna.. Gwiazdy odbijały swe swiatlo na bialutkim zagle wyszywanymi jakimis srebrzanymi nicim.. Akle cały kadłub i statek był zbudowany ze zwykłeg dorewna pomalowanego na zwył brązowy kolor..
- skad ty to masaz..jakim cudem jeszcze ci jej nuie ukradli?-zapytał się Xan..
Kali wzruszxył ramionami i rzekł
- To istnieje prawo piratów... nie ruszaj niczyjej łodzi chcoaz by toneła od bogactw..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Tue Dec 30, 2003 1:05 pm   

- I ja mam uwierzyc ze oni tego prawa przestrzegaja? Przeciez jakis stek bzdur nam tutaj wciskasz. - Odpowiedziala Lil bedac w stu procentach szczera.

- Dobra.. Cisza! Poplyniemy ta lodzia to jest fakt. Ale przyznaje sie... Nie jest moja. Tylko miastowje floty kaperskiej. Na jedno wychodzi. Piraci tylko pod wladza burmistrza. Jeszcze jakies pytana? -

- Tak.. Jak masz zamiar ja zaabordowac skoro jest tak ze 30 zolnierzy. - Zapytal zaciekawiony Teluumen.

- Yyy... Tak to bedzie maly problem. - Odrzekl zbity z tropu stary Kali. - Ale nie mowie ze nie do rozwiazania.

-------------------------------------------------------------------------------------

- No dobrze. Wszyscy znaja plan? - glos Kaliego troche przytlumiony dawal znac ze tak samo jak reszta troche sie obawia konsekwencji.

- Tak, ale lepiej powtorz by wszystko poszlo jak trzeba. - Odparl Xan.

- Jak chcesz. Nimrodel i Lili, dostaniecie sie od wody na sasiedni statek "Danota" stojacy 150 metrow od "Błyskawicy" ktora mamy przejac. Line z waszej tratwy przeciagniemy ze soba. Dalem wam dwie laski dynamitu ktore maja rozwalic ster "Danoty". Mam nadzieje ze wiekszosc zolnierzy znajdzie sie w tym momencie na "Danocie". W tym czascie my trzej wezmiemy jedna z lodzi i trzymajac ja pod woda przejdziemy pod "Blyskawice". Wasza line przewiazemy do rufy "Blyskawicy" i tym sposobem wyciagniemy was z tego malego piekla jakie tam rozpetacie. Mam nadzieje ze poradzimy sobie z pozostala zaloga. Na szczescie "Blyskawica" za godzine ma odplywac i tylko co zrobimy to opuscimy zagle i odplyniemy najszybciej jak sie da. Spodziewajcie sie poscigu kochani... I mam nadzieje e umiecie ladowac dziala pokladowe. Tak wiec? Do dziela... -
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Tue Dec 30, 2003 5:57 pm   

Wszystko szło szybko gładko.. Wszystkie szczegóły wydawały się byc doprowadzone wrecz perfekcyjnie.. Nie wiadomo kiedy wszyscy znalezli się bezpiecznie na pokłądzie danej Błyskawicy...

Kali jak na staruszka był bardz zwawy..szybko i umiejetnie wiązał ezły i stawiał zagle...
- Czy wy kiedykolwiek byliscie na morzu?- Zwrócił się do druzyny pomijajać Teluumena i Xana..
Lil usmiechneła się i podeszła do żagli..
- Ja byłam..niewiele acz byłam..
Kali spojrzał a Lil.. ta dziewczyna igrała mu na nerwach.. powinna miec chcoaz troche szacunku dla starszych..
- A ty?- zwrócił się do nimrodel i ?Garysia
Nimrodel rzekła z lekkim wstydem bo ona jedna nie opusciła nigdy brzegów... Garys równiez był...
Kali spojrzał na nimrodel i zmierzył ją od stóp do głow.. Była dosyc drobna.. nie zauwazył jeszcze ze jest z rodu elfów... Włosy miała opuszczone totez zasłaniały wszelkie oznaki.. Oprócz zębów...
- Ty mi pomozesz jak bedziemy mieli spokoj..dam ci zajecie..ale teraz..zobaczcie w stronę portu..
Wszelkie zainteresowanie padło teraz na statki płynące za nimi.. Były dwa..Nimrodel zdazyła zobaczyc ze nie były tak sybkie jak błyskawica..
Kali wrzasnął..
- Teraz do roboty..macie armatki.. ale na razie ich nie uzywajcie..moze wiatr bedzie nam jeszcze sprzyjał..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Tue Dec 30, 2003 8:13 pm   

- Kali? Czy ktos sprawdzil co jest pod pokladem i w kajucie kapitanskiej? - Odezwal sie Teluumen zaniepokojony ciesza na pokladzie.

- O cholera.. Ty to masz leb maly... Wedle tego jak wspomniales to pojdzie z Xanem sprawdzic co trzeba. - Starzez stojacy za sterem nalozyl sobie na glowe trojkatna czapke piracka i wyszczerzyl swoje zniszczone dlugoletnim piciem zeby.

"Blyskawica" miala z 50 metrow dlugosci. Szeroka na 10 i wysoka do burty na 4 byla idealnym statkiem morskim. Masz na 15 metrow dzwigajacy wieilkie biale zagle dodawal statku majestatycznosci i pokazywal kunszt architekta. Bogato zdobiony dziob z piekna syrena prul morze niczym noz. Faktcznie... Byl to najszybszy statek we flocie Irimy. Lecz teraz byl on celem 2 goniacych go...

Xan i Teluumen pochyleni nad drewniana krata do ladowni widzieli tylko tyle na ile pozwalalo im swiatlo rpzedostajace sie do srodka. - Chcesz to otwierac? - Zapytal Teluumen - No chyba. Jak kiedysp lynolem to zajelo nam to 5 dni drogi wiec warto by sprawdzic by nas nikt w nocy nie pozabijal. - odrzekl lekko wystraszony Xan. - 5 dni!? Niec mnie wichry pochlona.. Ja tu tyle nie wytrzymam. Prawda ze plywalem, ale zawsze blisko brzegu! - Teluuen ewidentnie zdradzal po sobie ciezkie obawy. - Nie boj sie.. jak kazdy sie przyzwyczaisz.. A teraz podaj mi tu ten bosak. -
Meszczyszni podwazyli krate i otworzyli ja. Na dole jakie pietro nizej staly jakies drewniane skrzynie. troche szmat i beczek. Xan zeskoczyl na dol a za nim Teli. - No tak... Troche tu ciemno. Gdzie tu sa swiecie? - Xan popatrzyl sie glupkowato na elfa i zaczal sprawdzac co jest w skrzyniach. Z poczatku twarde drewno stawialo lekki opor pod uderzeniami siekiery ale potem sprawa poszla latwo. Ku ich zdziwieniu wewnatrz bylo... Zloto...

Tony zlota. Cale skrzynie wypelnione po brzegi kosztownosciami, kielichami, monetami i innymi cennymi bibelotami. Towarzyszy zamorowalo jak tylko moglo. Nagle z oddali pokladu uslyszeli wrzaski - Ej! Wy tam! Moze byscie pomogli!? - Popatrzyli sie na siebie dwuznacznie. Przeli nie wiecej niz kilka metrow i zeszli na nizszy poklad. Tam mnustwo siana, workow z jedzeniem i dwie wielkie boksy wiezienne. W jednym z nich stal przy wyjsciu jakis mlody meszczyzna majacy nie wiecej niz 28 lat. Ubrany dosc dziwnie jak bo w czerwone szerokie spodnie, czarna skorzana kurtke, biala koszule i dlugie buty oficerki. Zarosniety niczym niedzwiedz z chusta na glowie przywolywal ich ruchami rak. - No! Nareszcie jacys normalni ludzie! Moze by tak ktorys z was dobrych duchow pomogl mi sie stad wydostac? - Jeglo szeroki usmiech prezentowal zadbane zeby a oczy powodowaly ze trudno mu bylo nie zauwac. Jego ruchy byly tylko troche dziwne bo ruszal sie jakby sie czegos mocnego napalil, lecz gdy klatke otworzono nie sprawial wrazenia pijanego czy odurzonego. - Moi mili wybawiciele. - Zdawalo by sie ze chce kazdego z nich przytulic lecz zblizal sie do nich bardzo blisko i wymawial swoja wdziecznosc. - Na imie mi Jack... Kapitan Jack Sparrow, do waszych uslug... - Tak.. On faktycznie musial przezyc cos niebywalego...

Nagle swits w powietrzu przywolal jedna mysl... - PADNĄĆ! - Kula armatnia walnela w glowny poklad i rozbila w pyl gorne poszycie pokladu odslaniajac ladownie. Z gory pobiegl krzyk Kain'a - NA POKłAD! Na poklad! -
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Wed Dec 31, 2003 4:19 pm   

Błyskawica mkneła dziko rozdzierając morskie wody na dwie czesci.
Ów kapitan Jack Sparrow lekko się kołysał idąc po równym pokładzie.
Teluumen zaczał się cicho smiac na ten widok acz przerwało to kolejny wybuch i kolejny swist w powietrzu.
- Macie moze jakies kule armatnie.. zadnych tu nie widziałem..
rzekł Saprrow.
Kali podprapał się po głowie..
- Cholera..nie pomyslelismy o kulach..
Jego twarz na chwile przybrał wyraz głebokiej trwogi lecz potem promienisty i upiorny usmiech wypełnił cały statek..
- nie mamy kul.. -szepnał Teluumen
Przez jego umysłprzeszły najczarniejsze mysli..
Nimrodel zeszłą pod pokład zobaczyc co się dzieje. Jej oczom pokazał się najpierw nieznany mezczyzna w chustce i lekko kołyszacy się na schodach. Potem spojrzałą na Teluumena i troche zdezorientowa zapytałą się:
- Teluumenie..co to za jeden?
Teluumen rozgladał sie wokół szukając jakiegos racjonalnego wytłumaczenia ale dokładnie sam nie wiedział.
Mezczyzna sam zas przedstawił się i ukłonił
- Jack Sparrow.. kapitan.. do usług..
nimrodel przesuneła wzrok na Kaliego..
- Dawajcie kule.. jedna za druga mkna w nasza strone a my ani jednej nie posłalisym
Jack rzekł trochę niezrozumialei przeciagając kazdy wyraz
- nie ma kul...
Nimrodel nie mogła nic rzec. Nogi się pod nią ugieły i gorąca fala przeszła przez jej ciało .
- bierzcie wszystko co macie..noze widelce..- rzek Jack.. Tak tez zrobili
bo to wydawało się najlepszym wowczas pomysłem..
Nagle Teluumen ujrzał ciemną rzecz na kształt kuli zza jedną z beczek..
- Mamy jedną... dwie! krzyknał uradowany.
Xan zbiegł na dół nei zwracajać uwagi na Jacka , wział kulę załadował i wystrzelił..
- Trafiłem!!! jeden nabiera wody..słąbe drewo.. o tamci zatrzymują sie by pomoc tonącym..
W tym momencie ulga nastapiłą na serca :marynarzy:.. a takze wiatr zadał mocniej wiadac ich ku duaten..jednak cos ze złotem musieli zorbic.. nie mogli pływac po wodach wewnetrznych z łodzia pełną zlota
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Wed Jan 07, 2004 2:44 pm   

Statki w oddali stanowily juz tylko senne mary nachodzace podroznikow nocnymi porami. Od tamtej chwili minely dwa dni. Dwa jakze dlugie dni spedzone na rozmowach, nauce zeglarskiego kunsztu, piciu duzych ilosci pokladowego wina. Jack okazal sie byc tak na stale pokreconym czlowiekiem, ale widac ze majacym doswiadczenie i wiedzacym po jakim swiecie chodzi. Jego zabawne anegdoty rozbawialy wszystkich procz zagubionego w myslach Teluumena i Lil nie mogacej odpedzic sie od skrytego wzroku elfa. Kali stal sie pokladowym kucharzem i swoja powinnosc czynil z najwyzsza precyzja acz nie byl tak towarzyska osoba co inni podroznicy. Wolal spedzac dlugie dni przed sterem nie mowiac czasem ni slowa przez dlugie godziny bedac jedynie watrzonym w morska dal...

Noca gwiazdy rospalaly sie niezwyklym swiatlem. Nimrodel lezala w takich momentach na glownym pokladzie majac glowe oparta o burty dziobu i wpatrywala sie w blyszczace punkciki przez cale noce o ile nie dopadal prodroznikow deszcz. Byla zachwycona widokiem, a to dlatego ze juz od wielu miesiecy nie mogla wyrnac poza swiatla miejskie i na wlasna reke popatrzec we wszechswiat. Czesm Teluumen sprawdzal czy elfka jeszcze oddych jak lezala tak wpatrzona w gore ale za kazdym razem okazywala sie szczesliwe ze tak. Nim podskakiwala wtedy jak porazona pradem do gory i nie miala pojecia co sie dzieje. Teli natomiast zwijal sie ze smiechu zapominajac o dotychczasowych udrekach...

Lil spedzala czas mozna nazwac dosyc tworczo. Znaczy studiowala przez dlugie godziny mapy pokladowe i przypominala sobie dawne wybrzeze ktore opuscila wraz z Leila dawno temu. Zaaprobowana tymi papierami nawet juz nie zwracala uwagi na wpatrzujacego sie w jej sliczne lica Xan'a grajacego z Jackiem w karty w kajucie kapitanskiej...

Tak czas mijal... Az trzeciej nocy na horyzoncie zamajaczyla we mgle piracka flaga...
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Morgul 
Mroczny Lord



Joined: 26 Oct 2003
Posts: 716
Location: Elbing
Posted: Wed Jan 07, 2004 2:57 pm   

Piraci musieli oczywiście zauważyć statek. I jak to piraci, zaatakowali ten statek. Sytuacja była beznadziejna... Piratów było dużo, byli również lepiej uzbrojeni... Wydawało się, że nie ma nadzieii... Ale nadzieja zawsze jest... Otóż, gdy Teli szedł do swej kajuty, z piratami grożącymi mu szablą, aby zabrać skarby (których tak naprawdę nie było...) i gdy otwierał drzwi do niej, w drzwiach ukazał mu się ten dziwak z Samary... Wypowiedział on zaskakujące słowa:
-Nie, nie jestem wariatem. I dobrze wiem czego chcę, więc jak dobrze pamiętasz, powiedziałem, że spotkam się z tobą... Tymczasem ty uciekłeś. I co? Myślisz, że łatwo było cię odszukać?!
Teluumen był bardzo zdziwiony tymi słowami, a piraci patrzyli na postać jak na wariata... Ale ten "wariat" kilkoma szybkimi ruchami ich powalił i obezwładnił...
 
 
Beren 
Jaskinia Sheloby


Joined: 08 Jun 2003
Posts: 437
Location: Doriath
Posted: Sun Jan 11, 2004 3:52 pm   

Garyś właśnie uciekał przed jednym z piratów i przebiegł przed drzwiami kajuty Teluumena. Gdy kątem oka dostrzegł dziwaka z przystani zamurowało go i przystaną z szeroko otworzonymi oczami.
- Ta lina... - zaczął się jąkać - To nie było... nie było jak wyglądało... to niechcący...
Przerwał mu odgłos nadbiegającego i ryczącego pirata. Garyś odwrucił głowe i pędem rzucił się w przeciwną stronę. Gdy pirat dobiegł do drzwi i zobaczył leżących na ziemi towarzyszy także się zatrzymał. Tym razem nieznajomy spotkany w porcie nie czekał aż pirat ucieknie i powalił go podobnie jak poprzedników.
_________________
"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"

Antoine de Saint-Exupery
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Wed Jan 21, 2004 4:29 pm   

_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Wed Jan 21, 2004 7:24 pm   

_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
recenzje anime, fanfiki
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów