Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sun Dec 21, 2003 10:33 pm
Garyś szarpał się królik złapalny w sidła. Lil smiała się przeraźlwie patrzac na szamocącego sie dzieciaka..
- I gdzie sie pakujesz..takie sprawy nie sa dla ciebie...- mowiła- musisz poniesc kare..nalezy ci sie..
Garyś lubił Xana ale ei chciał aby sprawic mu przytkosc..obiecał ze zaiwadomi Leilę... albo Teluumena..obojetnie..byleeby pomoc nadeszła jak najkszybciej...
- Zostaw mnie... nie jestes moją matką zeby mnie karać.!! - krzyczał Garyś wsciekły jak tur..
Lil smiała się nadal.. Garyś zamachnął sie i kopnął nogą Lil w plecy..
Wtedy usmiech zszedł z jej twarzy i oczy wypeniła nieokiełznana groza..
- Nie pozwalaj sobie mały... nie pozwalaj..
Garys miał agrafkę wpiętą w spodnie. Szybkim ruchem odpiął ją ischowal we wnetrzu dloni..
- moe ci cos powiedziec..cos na czym ci zalezy..
opczy lil wypelnił niesamowty błysk w oku.. Zrobiła się nagle niesamowicie miłą i ciekawa..
- Wiem..gdzie jest Teluumen..
lil oczy siwecxił jeszcze mocniej.. juz tylko to sie liczyło..Xan i Teluumen...
-Mów. -rzekła jak przez sen..
Garyś obracał agrafkę w dłoni i prawił kłamstwa tak aby wydawało się jak najbardziej prawdopodobne..
- nie moge ic moiwc tego an srdku ulicy..ktos usłyszy..a ty nie chesz miec kłopotów..
Lil czułą jakis podstep ale nie chciała go do siebie dopuscic.. namacała pistolet jednak szybko odrzuciła zamiar przyłozenia go dzieciakowi do glowy..
-Schyl się..-rzekł cicho młodzieniec..
Lil słuchała...dlaczeg oto rob..chciwosc ja zmusza..
Schyliła się a Garyś przyblizył się ustami do jej ucha..
- Teluumen jest... niedaleko stad..
Lil słuchała a jej serce wypelniała nieznana radość...
Oddychała coraz mocniej i głebiej...
Garys wyczuł odpowiedni moment. .zamachnał się i wbiłagrafkę w szyję.
Lil krzykneła warkneła i miotała się z niewidocznym wrogiem..
Garys skorzystał z zamieszania i uciekał ku znajomej gospodie.. biegł szybko tak jak mógł...
Lil staął i wyrwała z szyi agrafkę.. Terz była pełna złosci i nienawisci..
-TY gowniarzu.jeszcze sie policzymy!!! -krzyczała w kólko..
Warkneła i wypluła slinę niedaleko buta...
- Ef.. ta młodziez..za grosz szacunku...
Garyś biegł i biegł i jeszcze biegł. Zatrzymałsięaby odsapnąć, przecieżprzez cały dzień tylko biegał. Przypomniał sobie karety rodziców, ale zaraz odrzucił tą myśl. Rozejrzał siępo okolicy. Nikt za nim nie biegnął. Teraz nie mógł uwierzyć, jego rodzinne miasto a on nie wie gdzie jest. Skręcił w lewo, potem w prawo, kolejną małą uliczkę. Błodził i coraz szybcie biegał, musiał znaleźć gospode. Nagle, o mało nie przebiegł głównej ulicy i jej nie zauwarzył. "Uff! Nareszczie" - pomyślał i pobiegł już bezbłędnie do gospody. Nie zatrzymując się otworzył drzwi silnym pchnięciem ręki i wpadł do sali głównej, gdzie znajdowało się wielu gości. Szukał szybko wzrokiem znajomych twarzy, co nie było trudne, ponieważ wszystkie były skierowane na niego.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Mon Dec 22, 2003 12:15 am
- Przeciez nigdy nie bylo tu tylu gosci?! Nieprawdopodobne... - Mysl przeskoczyla tak szybko jak dotychczasowy bieg chlopca. Fakycznie, karczma wypelniona byla po brzegi ludzmi. Roznymi. Niektorzy zdawali sie wygladac na lekko zawianych inni stali jak wytoworni arystokraci, no istne zoo ludzi. Tylko pada pytanie co dalej? Pytac sie karczmarza? Hmm...
- Przepraszam najmocniej... Szukam Teluumen'a tego elf'a z rana postrzalowa. Widzial go pan prawda? Moze nawet go pan zna? Prawda? - Zapytal garys podchodzac do zatloczonej lady.
- Ze co!? Teluumen? Aaa... Ten koles co dzieki niemu prawie nie serducho nie wywalilo... Juz go tu nie ma, potrzebowal lekarstw! I nie mam pojecia gdzie poszli! Ta mala ladna panna go stad zabrala.. Nie wiem... Dla pana ta pinta korzenna?! ... - Barman troche widocznie przygluchy na sluchu dal jedno do zrozumienia. Teluumen'a trzeba szukac gdzie indziej. Tylko gdzie do cholery!? Jeszcze pozostaje fakt tego ze rodzice moga szukac...
- Xan? Zyjesz? Ej.. Wielkoludzie... - powoli w stodole robilo sie jasno. Niesamowite ze xan nadal spac jak zarrzniety i nie dawal wiekszych znakow zycia jak lekki stopniowy oddech. Nimrodel siedziala ze zwiazanymi rekoma i nogami na kupce siana i zastanawiala sie co sie stanie jak wroci ta wredna krowa.
- Dobra... Gorth... Masz tu 4 szterlingi i znajdz se inna robote. - Tlumok o imieniu Gorth poslusznie wstal, wziol 4 monetki i oddalil sie czlapiastym krokiem. nieslychane bylo to ze taka kupa miesa potrafi byc tak samo glupia jak i masywna. Ale fakt faktem ze glupia krowa wrocila. Lecz jej szyja owinieta byla biala chusta lekko zakrwaiona z lewej strony. - No co sie tak patrzysz slodziutka? Ten gowniaz co z nami tu szedl mnie tak urzadzil. - Nimrodel wybuchla smiechem a Lil patrzac na to na poczatku kamienna twarza postanowila usmiechnac sie wraz z nia. - Powiem tak... Neuer nie chce mi zaplacic po tym jak mu powiedzialam ze nie zyjecie. Tak wiec mam dla was propozycje... Ja was uwolnie i wrocice do Teluumena i tej drugiej krowy i zapomne o naszych zatargach a wy mi pomorzecie ukatrupic Neuera ktory i tak ostatnjimi czasy uznawany jest za martwego... Co wy na to ptaszynki? -
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Dec 22, 2003 12:13 pm
Xan spojrzał się na chichrająco w dobre Nimrodel..
Lil stała i kamiennym wzrokiem wpatrywała się w Xana..
-Najpierw powiedz co ci zrobił Garyś..- rzekł XAn
Lil usmiechnela się i dotknełą ranę.
- nie widzisz?..krew sie leje jak cholera jasna... Wbił mi agrafkę w szyję Gnojek....
Xan zaczał sie smiac.. w koncu parsknałbo nie mogł sie opanowac..
A ten garys...ale z niego ziołko..pomyslał sobie..
Nimrodel przerwałą chichot i rzekła do Lil.
- mozesz zostawic nas samych? my sie naradizmy i odpowiemy ci..
Lil stała w drzwiach i wygladałą jak Beduinka...
- Dobrze.. ale niedługo przyjde..
Wyszłą i zamkneła za sobą drzwi.. zstawiła nozyk aby wieznowie zrozcieli swoje wezły na nogach i dloniach..
-Wiec jak?- zapytał sie xAn..
Nimrodel przerwałą szarpanie nozyka o wezeł i parskneła..
-Nie wiem..nei znam jej ale urzadziła nas jak nic....
Xan p[atrzyłna zdeerwowana Nimrdoel szamotajaćą się z własna osobą.
- Pieniądze..wszystko przez pieniadze..co to wam takiego daje... bo ja nie wiem...
Xan wstał i obmacał dłonie.. Podzeszdł do bram stodoł i stanał w zamysleniu..
- Nie udawaj ze ty pieniedzy nie cenisz..złoto srebro..
Nimrodel wstała i rzuciłą nozyk w siano..
- Nie wypieram ie ale nie cenie ich na tyle zeby wyprawiac jakies polowania..cholera...
Xan stał i wzbierała sie w nim jakas niepochamowana radosci niepewnosc co do szczerych zamiarów lil...
-Wiesz....ja nie wiem..nie znam jej w ogole wiec eni patrz sie na mnie jak cielak.. chcoaz w zasadzie widziałam jej oczy..mogłabym jej zaufac..chcoaz nigdy nie wiesz kiedy zaskoczy...-mowiła nimrode..
Xan obawiałsie ego samego..Lil znał długo a Nimrodel prawie wcale..
A ona elfka odgadła juz połowę natury Lil...
-Nieługo przyjdzie..musimy sie zdecydowac...potraktujmy to jako przygode..dorywcze zajecie...
Nimrodel na dzwiek słowa przygoa zerwała sie na rónwne nogi..
- Przygoda rzekłes....pomyślmy...dobrz.e.zgadzam się..a.le co z Teluumenem..a Gaysia jak nie było tak nie ma...powinni juz by..
- Nie panikuj...
Zapadła głucha cisza i nerwy opadły łągodnie w umysłach dwójki wiezniów...Czeali na przybycie Lil..nie chciieli jej wołac..woleli poczekac az sama przyjdzie..zawsze wiecej czasu na przemyslenia..
Po chwili zza drzwi wydobył się znajomy głos:
- żyjecie?
- To ty Garyś? - zapytał Xan
- Tak... - mówił chłopiec ciężka dysząc - Nie ma ich... Całą noc biegałem i zaglądałem do każdego okna... Teluumen gdzieś zniknął... Nie ma ich w gospodzie... Nie mam już siły... AAAAAA!!!
- Ty jesteś! - krzyknęła Lil wpadając do stodoły trzymając Garysia za... koszulę. - Teraz siępoliczymy! Agrafka! Co?! Zaraz ci pokaże co może agrafkla w odpowiednich rękach - i wyciągła z kieszeni niewielką agrafkę, należącą wcześniej do Garysia.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Mon Dec 22, 2003 3:01 pm
- Teli... Hej Slonko.. Odezwij sie choc na chwile... - Leila kleczala przed lozkiem Teluumen'a. Dzien chylil sie ku zachodowi. Od momenty jak zmienili miejsce pobytu minely jakies 4 godziny. Domek stal na przedmiesciach, nie byl maly ani duzy. Ale fakt ze nikt w nim nie mieszkal juz od dobrych aru lat mozna bylo zauwazyc momentalnie po niszczejacym grewnie. Starymi drzwiamy przektore przeswitywaly wiazki swiatla. Pokj byl nieprzyjemny ale zdawal sie jednym schronieniem o ktorym nikt procz Leili nie wie. - Hej.. Powiedz cos... Wiesz ze wygladasz juz coraz lepiej? naprawde... Nareszcie masz wiecej kolorow na twarzy, przestales kaszlec... A rana przestaje sie powoli gnoic... Jest coraz lepiej z toba.. Tylko powiedz cos bo stesknilam sie za twoim glosem niepoprawny elfie... - Dziewczyna uronila lezke...
- Dziekuje... Ze sie mna zajmujesz... - Glos Teluumena byl bardzo cichy i chrapliwy. Nie otwieral nadal oczy. Powieki zdawaly sie dla niego ciezkie jak z olowiu. Doskonale wiedzial ze jego sily moga sie przydac na kolejne ucieczki.. Musial sie oszczedzac. Leila chwycila go za dlon i scisnela mocno tak by byl pewien ze dziewczynie na nim zalezy. - Leila.. Chcialbym bys wiedziala jedno... Troche niemilo sie czuje lezac tak przed toba i mowiac to.. Ale jak sadze nie znajde w najlizszym czasie takiej chwili by Ci to powiedziec... Gdy Cie pierwszy raz zobaczylem... Tam na ulicy... I spojrzalem w Twoje oczy dostrzeglem w nich wszechswiat. A najpiekniejsze bylo to ze ten wszechswiat patrzyl rowniez na mnie. Pomimo twojego zadziornego charakteru, pomimo wszystkich wad ktore posiadasz... Masz w sobie cos co przyciagnelo mnie do Ciebie bez opamietania... Nie wiem jak nazwac to uczucie... Poprosty za kazdym razem, gdy zamykam oczy widze ten wszechswiat zagladajacy w moja dusze... I wtedy przestaje sie bac.. Czuje ta sile... Leila... - Dziewczyna polozyla glowe elfowi na brzuchu... I polozyla mu reke na czole... I zaczela cichutko szlochac... - Nie placz Sloneczko... Tylko nie placz... -
Ciezkie uderzenia czuis butow zbudzily Leile w srodku nocy... Ktos byl nazewnatrz przed domkiem i trzymal latarenke. Jej swiatlo dokladnie badalo drewniane sciany domku i zagladalo do srodke pojedynczymi promyczkami. Teluumen spal tak samo.. Jeczac od czasu do czasu... Dziewczyna wstala i wyjela z pochwy sztylet. Stanela przy drzwiach i spokojnie nasluchuchiwala... - Sadzisz ze tam sa? - Powiedziala osoba po drugiej stronie drzwi. - no tak mowila ta glupia kurtyzana zza rogu. W koncu dales jej 10 szterlingow to nie powinna klamac. Ty.. Cicho... - Drugi glos pod koniec schiszyl glos bo widocznie cos zauwazyl... Leila nadal stala chochi przy drzwiach i trzymala sztylet tuz obok klamki. Nagle wszystko jakby zawirowalo jej w glowie...
Nie wiedziala co robic... Nie czula sil.. nie czuja nic.. Rak, nog...
Dluga wlocznia wystawal z jej piersi jak rog jednorozca. pojedyncze krople czerwonej cieczy dobywaly sie z niej i plamily jasno niebieska bluzke... Wiedziala ze to jej koniec... Odwrocila glowe s trone nieprzytomnego Teluumena... Probowala krzyknac lecz glos zamarl jej w gardle... Wszystko co czula.. Wszystkie doswiadczenia.. Prysly.. w mgnieniu oka... Ciemnosc zblizala sie wielkimi krokami... Teraz juz tylko jej cialo zwisalo przyszpilone do drzwi... konczyny opadly bezwladnie wzdloz ciala.. Sztylet upadl na ziemie wydajac metaliczny dziwek... Glowa poadla jej do przodu a wlosy zaslonily niewinna twarz...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Dec 22, 2003 3:25 pm
Teluumen lezał i snił... widział morze i Xana... widział Leile biegnąca po łące..
Nagle cos poczuł.. Cos wyrwało go ze snu. Spojrzał na Leilę lezącą na jego ciele.. Szturchnął ją.. nie poruszyła się..
- Leila..nie spij...- mowił.. Ale ona nie ruszała się..
Teluumen zepchnał ją z siebie.. a jego serce wypelniałą jedna wielka wątpliwosc.. Dotknał miejsca na którym lezała.. Krew.. Zrozumiał.. Zerwałsie z łozka ostatkmi sił i rozejrzał sie dookoła..
Nagle koło jego twarzy pojawiło się parę włoczoni wycelowanych w niego. Ktos przyłozył mu noz do gardła..
-Ty jestes Teluumen prawda?
------------------
W stodole panowałą niespokojna sytuacja.
Lil trzymała w jdnej dłoni agrafkę a w drugiej Garysia któ o dziwo nie wyrywał się ani nie szamotał..
- I co ja mam z ta agrafką zrobic.. powieddz mi..
Lil opusciłą go na ziemię i podsuneła ją przed oczy..
-|Moze wbic ci ją w ręke...w chrzastke...
Garys spojrzał na lezacą Nimrodel i Xana..
Nas ich ustach tkwił nieywjasniony usmieszek,..
-A moze...
Lil zasmiała się niewytłumaczalnie i obejrzała się na jej byłyych wiezniow..
Garys rowniez na nich patrzył.. Nic nie rozumiał..
- Zostaw mnie...!!! -krzyczał i wyrywał się..
Xan postanowił wstac i podejsc o niego i uspokoic. .tak tez zrobił i to w najodpowiedniejszym momencie gdy Garys próbował ugrysc Lil w ręke..
Xan zasmial sie i poczochral malca po glowie aby go uspokoic.
-dobra to idzcie, ja jeszcze zplace tamtemu gorylowi na zapleczu....
Cala trojka byla juz spokojna o to co moze sie stac. Nie przewidziala jednak tego - Szybko rozlego sie glos Lili, Gorthot zniknal. Pewnie wie ze was uwolnila i teraz zawiadomi Neuera. Jednak nie glupi byl ten facet.....
Nie wiedzilei gdzie mieli szukac Teluumena. Nic. Pozostalo im tylko szukac go. Jak jednk to moglo byc mozliwe kiedy Samara jest tak duza....
Postanowili wrocic do gosody w ktorej wczesniej. Tam mieli poczekac do rana a wtedy zaczac szukanie. JSzli uliaca - jedna z tyvh wielkich ulic Samary.... W pewnej chwili Lili wydala pzerazajacy dzwiek.... Cholera moja noga... Szybko spojrzeli sie do tylu. NIc nikogo nie bylo.
- Chodz musimy szybko to wyjac i opatrzyc - owiedziala Nimrodel ktora jakby niewiadomo dlaczego zyskala zaufanie Lili...
Teraz juz biegli nie chac aby przydarzylo im sie jeszcze cos. A moglo...
Niedlugo potem byli juz w gospodzie. Weszli do pokoju ktory wynajmowal Xan. Polozyli Lili na lozku - ak samo jak Teluumena.
-boli - spytal sie Xan
-nie - odpowiedziala Lili patrzc sie w jego niebieskie oczy.
-Garyś zejdz na dol - wygonila chlopca Nimrodel.
Garys popatrzl sie jeszcze raz na Xana a potem szepnal do blizej stojacej Nimrodel :
-uwazajcie na nia
Po czym wyszedl....
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Tue Dec 23, 2003 10:14 am
Nimrodel patrzyłą na zamkniete drzwi.. Garys labo bardzo jej nie lubił, chcoaz tu by sie z tym nie dziwiła, albo ze cos wie... to z reszta wydało się niedorzeczne.
-Cholera!- rzkneła Lil gdy Xan polewał jej ranę spirytusem..Z rany wystawało cos na kształ odłamka szkła.. bardzo małego odlamka...
-Cholera!- zawtórowałą gdy Xan wyjmował zrodło tego bolu.- Nie odsyc ze was uwieziłam, Neuer sie dowie gdzie jestescie i co zrobiłam, to jeszcze bede nas opuzniac...
Nimrodel mimo tak powaznej sytuacji to wygladało smiesznie. Lil siedziała oparta plceami o scianę z jedną nogą połozoną na stołku.
Xan natomiast siedział przed nią i próbował cos z tym zrobic...
Nimrodel staął za i wpatrywałą się tylko i rozgladaął wokoł..
Nagle przed oczami migneła jej butelka z ciemnym, brazowym płynem.
-Co to jest?- apytała..
Xan spojrzałsię na ni i usmiechnał się.
-ALe moja dorga..słynne Samarskie Ale... nie jeden za to by duzo dał..
Po czym zwrócił się do Lil..
-Słuchaj..to moze troche bolec..bardziej niz spirytusem...
Lil spojrzała się na niego odwaznie i twardo..
- Ze ja musze przez was tyle cierpiec..- wycedziłą przez zeby..
Xan usmiechnałsie jeszcze i zaczał powoli wylewac ALe.. Krople po kropli..
Lil wrzasneła a łzy potoczył się jej z oczu..Wyprezyła się i chorą nogą kopnełą Xana z całej siły w twarz..
Jedna z nogą bylo juz obrze..
Xan złapał się za policzek i wrzasnał
- Czys ty dziwczyno zgłupiała..!!!
Lil siedziała i trzymałą się za głowę.. miałą ochote zapasc sie pod ziemie..
-O Diabli.... ja nie chciałam.. mnparawde...
Nimrodel smiała się perliscie i była jedyna osoba w caej gospodzie któa teraz sie smiałą jak najszczerzej...
- Co cie ta ksmieszy ?-pisnał Xan ocierajać policzek..
Nalge przed cozyma Nimrodel stanał Teluumen gdy Leila przywailła mu we głowe..
O boze.. Zapomniałą o nim.. AJkze bardzo to ją poruszyło.. Jak mogła zapomnic o Teluumenia...
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Tue Dec 23, 2003 12:12 pm
Uderzenia serca przyprawialy Teluumena o mdlosci... Wciaz nie byl pewien co sie tak naprawde dzieje dookola niego... Widzial zamazane ksztalty przypominajace raczej blyski swiatelek choinkowych nizli konkretne przedmioty... Czekal tylko na jedno... By otworzyc oczy i wstac z tego okropnego snu. Zapomniec i wiedziec ze wszystko to bylo tylko wytworem jego wyobrazni... Obudz sie... Tylko sie obudz...
Nadaremnie...
- Ruszaj sie elfiku... Zachcialo sie takimu wyrzutkowi przyjerzdzac do miasta ludzi... Nieslychane.. Ty to chyba basz szczescie do klopotow prawda? No ruszaj sie! - Zamaskowany meszczyzna zdzielil Teluumena wlocznia po nogach. Elf zachwila sie i prawie stracil rownowage. - No jak!? Idziemy czy nie? Nie mam ochoty sie z Toba bawic! -
- Uspokoj sie troche Ven... Neuer chce go w jednym kawalku... A ja chce dostac forse wiec nie przesadzaj z tym co tu wyprawiasz! Moje dzieciaki potrzebuja nowych ubran młotku - Odezwal sie drugi meszczyzna. Teluuemn wiedziedzial ze jak sie zatrzyma choc na chwile to jego dni beda policzone. Jednye co go trzymalo na nogach do pamiec o dzisiejszej nocy... I bijaca do zyl adrenalina...
Worek...
Ta mysl przeszyla jego glowe jak strzala...
Elf zaczal po kryjomu grzebac w przednich kieszeniach plaszcza. - Gdzie jestes.. Gdzie jestes... - Teraz tylko ta mysl pozwalala mu nie zalamac sie po srodku ulicy... Szli.. Elf z przodku.. Dwa z tylu... Szli...
- Jest... -
Reka powedrowala w zakamarki elfich kieszeni... Wziela garsc zawartosci worka...
Jedna mysl... Jedna sekunda... Wystarczyla by sytuacja zmienila sie diametralnie... Zamaszystym ruchem Teluumen odwrocil sie do sledczych i wypuscil zawartosc reki... Pyl zawisl w powietrzu tworzac pylista chmure...
- Naveras! - Teluumen po tych slowach padl na ziemie jak kloda...
Bysk wypelnil zaciemniona ulice. Pyl momentalnie zapalil sie i pochlonal meszczyzn w swojej otchlani. Oni zas mieli za malo czasu by skojarzyc wydarzenia.. Poddali sie bez walki... Chmura ognia wypelnila ulice i wzbila sie w gore przechodzac w czarny jak smola dym...
W oknach nieopodal zaczely zapalac sie swiatla... Ludzie zaczeli podchodzic do szyb i wygladac na zewnatrz... Drzwi otwieraly sie... Dookola gromadzilo sie coraz wiecej istot... Przygnadajacych sie trzem zweglonym lezacym na ziemi postaciom...
Zapadla cisza... Bloga cisza... Na ktora Teluumen czekal cale swoje zycie... Nie obchodzilo go co sie dzieje dookola... Nie bylo to wazne... Widzial tylko jej piekne oczy.. pogladal ponownie w wszechswiatl.. Nieprzemierzony, niezbadany... Pelen gwiazd i oblokow radujacych ziemskie oczy...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Tue Dec 23, 2003 12:43 pm
Teluumen lezał.. Patrzył w iebo. Było jasne, błekitne i piekne.
Czxyzby umarł...?
Nie.. ruszył ręką rozejrzał się wokół. Bolała go noga i szyja..
Gdzie niegdzie unosiłą się nieprzejrzysta mgła pyłu zasłaniąjąca wszystko orpóćz nieba. Teluumen dojarzał tyuz obok dłon jednego z orpychów.. Usłyszał tez jego stekanie..
Podczołgał się troche jednak ból w nodze był na tyle silny ze przestał.. Chciał wstac.. i tak tez zrobił.. Małymi krokami oddalał się od pechowego miejsca. łzy ciekł mu teraz jak nigdzy przedtem..Teraz dopiero doszło do niego ze Leila niezyje..
Był szczesaliwy i przybty jednoczesnie..Szcesliwy bo byc moze uda mu sie uciec..przyboty bo jest sam, bez Leili,, i bez reszty...
Oprych stwierdzajac ze go nie ma p[odniosł sie i z przerazeniem począł ozgladac się wokół...
Teluumen szedł powol przed siebie... niczego nie słuchał nic nie widizał..szdł na oslep...
Ludzie w koło stali i próbowali wypatrzec co się dzieje.. Chmura dymu zaczeła powoli opadac.. Teluumen zniknał za najblizszym rogiem...
------------------
Noc zapadła ciemna i straszna... Na ulicach pusto a w gospodzie gwar..
Nimrodel usiadła przy jednym ze stolików i zamowiła pajde chleba ze smalcem i kielich wina elfów..
Barliman ochoczo podbieł do niej i zagadał..
- Długo macie zamiar zostac?
Nimrodel wzruszyłą ramionami nie majac czasu odpowiedziec ze wzgledu na pelne usta strawy.
Barliman zasmiał sie i rzekł do niej jak do dziecka.
-Musisz byc glodna..jedz jedz..dobrze ci to zrobi..
Nimrodel zasmiała się i zabrałą do poałaszowania reszty jedzenia..
Nagle ze schodó zszedł Xan i za nim Lil..
Xan wciaz trzymał się sie za policzek i nic nie mowił.. a lil biegała na około i wciaz przepraszała.. Z jej nogą bylo coraz lepiej, acz lekko kulała..
Teluumenowi wreszcie udało się dojść do jakiegoś schronienia... Była to chyba jakaś gospoda.... Tak mu się przynajmniej wydawało. Stwierdzał to po chałasie. Nadal przed oczami miał ciemno. Czuł się słaby. Zmęczony. Marzył tylko o tym, by się przespać w miękkim łóżku... Ale nie może sobie na to pozwolić. Co by zrobił, gdyby go znaleźli? Ale czuł się taki słaby... Taki słaby... Taki słaby...
------------
Nastał ranek. Teluumen ze zdziwieniem stwierdził, że znajduje się w łóżku. Ale kiedy? Sprawdził czy nic mu nie zginęło. Ale wszystko było na miejscu. Również czuł się lepiej. Czegoż to sen nie zrobi! Jedyną rzeczą jaką teraz by chciał zrobić to przypomnieć sobie co tu robi, no i to, żeby spotkać się z przyjaciółmi. Zrobiło mu się smutno, bo przypomniał sobie o Leili... Oby spoczywała w pokoju...
Wstał i ubrał się. Nadal go bolało, ale już nie aż tak bardzo. Zszedłk na dół gospody. Dziwna sprawa, ale znalazł się w gospodzie, w której wcześniej był zakwaterowany z resztą drużyny...
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Tue Dec 23, 2003 9:09 pm
Wszystko bylo dokladnie takie samo jak zapamietal z poprzednich dni... Ale czegos brakowalo temu miejscu. Ogarnelo go dziwne uczucie. Nie bylo barmana ktory codziennie rano przeciez wycieral resztki po nocnych zabawach. Kazdy stol wiekszy czy mniejszy byl pusty. Zniknely szklanki, beczki za lada... Pomieszczenie bylo czyste jak nigdy dotad. Jedyne co moglo dodawac otuchy to swiecace za oknem Slonce. Teluumen podszedl do okna wychdzacego na ulice, lecz nie ujrzal ulicy... Widzial rozlegle morze... Szumiace tak samo jak dnia gdy poznal Nimrodel... Swiatlo odbijalo sie od fal i blyszczalo mu prosto w zaspane oczy.
- Hej Slonko... - Uslyszal ten znajomy glos za swoimi plecami... Faktycznie to byla Leila, opierala sie o pobliskie krzeslo i wygladala bardziej kuszaco niz zwykle. Miala na sobie biala lekko przeswitujaca halke a poza tym stala przed elfem naga... Zastanawiajace stalo sie czy to nie przypdkiem sen, ale Teluumen bal sie sprawdzac... Chcial tu zostac, chcial widziec dziewczyne taka jaka byla w tej chwili... Podszedl do niej... W pewnym malo oczekiwanym momencie zrozumial ze nie czuje bolu... Temblak zniknal jak znika poranna rosa a on sam czuje sie jak nowo narodzony. Leila patrzyla sie na niego zagryzajac lekko wargi. Nie znal jej takiej, ale mozna rzec bylo to dla niego bardzo mile urozmaicenie.
Dotknal nosem jej malego noska i spojrzal sie jej w glebokie oczy. Ale nie byly to te same oczy co poprzedniego dnia... Byly puste... nie dostrzegal w nich zycia i energii... Byly bez zycia... Z kazda chwila coraz bardziej blade i zabielone. Teluumena ogarnelo przerazenie... Nie wiedzial co ma zrobic. - Co sie stalo Skarbie? - Dziewczyna zapytala potulnym glosem. Elf przylgnal glowa do jej piersi i zobaczyl... ...Z brzucha dziewczyny splywala struga krwi. Bylo to za duzo jak na jeden moment... Odskoczyl gwaltownie od zmory... Teraz widzial wszystko dokladnie. Wlocznia przebila ja na wylot i tkwila tam jak przyspawana. _ Slonko co robisz? Boisz sie mnie? - Dziewczyna przechodzila coraz mocniej czerwienia i czernia. Teluumen opadal z sil i blad z sekundy na sekunde...
Dziewczyna ruszyla w strone elfa, wycianela ku niemu swoje blade i kosciste dlonie wciaz wpatrujac sie w niego swymi bialymi i pustymi oczami. Teluumen zawachal sie i nogi sie pod nim ugiely... Przeszyl go dotkliwy bol ktory mialby mu zaraz wyrwac mozg i rozsmarowac nim posadzke...
Mrok... Zdawal sie byc dookola... Pod... I nad... Nieslychane uczucie gdy ktos zasypia nawet nie wiedzac kiedy... Juz nawet nie obchodzi Cie co sie dzieje z twoim cialem.. Ma przeciez ono role tylko skorupy otaczajacej prawdziwe twoje zycie... Ale ten wirujacy przed toba przedmiot... Przypomina ci o czyms? Moze o kims? A moze widzisz go pierwszy raz... Moze kiedys procz niego zobaczysz cos jeszcze... Przedmiot zablysl zielonym swiatlem... Teluumen zblizyl sie i chwycil wirujacy wisior z zielonakwym plynem... Popatrzyl sie na smoka siedzacego na gorze buteleczki. Smok odwzajemnil spojrzenie... - Kim jestes ? - Zapytal elf godzac sie ze wszystkimi konsekwencjami. Smok odwinal swoj ogon z buteli i owinal go wookol przegubu elfa. Wskoczyl mu na dlon, natomiast butelka wciaz zwizala lekko w przestrzeni... - Potrafisz mowic? - zapytal ponownie... Ale smok spojrzal sie na Elfa i zasnal mu na reku...
Teluumen otworzyl oczy... Glowa pekala mu w kazdym miejscu. Dochodzil powoli do wniosku ze zachowaujac taki tryb zycia nie pociagnie napewno zbyd dlugo. Szczesliwei ta noc byla w miare ciepla i nie nabawil sie odmrozen... Rozejrzal sie dookola... "Czerwony Ksiezyc?" .. To jush wiem dlaczego jestem tu w rynsztoku...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Sat Dec 27, 2003 12:10 pm
Dzrzwi gospody byly zamkniete. Na klace wisiala karta "Kwarantanna, Zamkniete do odwolania!". Nie bylo to najlepsze co chcial zobaczyc Teluumen. Widac po wydarzeniach ze schwytaniem jego i jego dwoch towarzyszek wydarzylo sie tu cos jeszcze. O ktorym chyba nikt nie wiedzial procz jednej osoby - Xana.
Elf znajdowal sie w bardzo dogodniej pozycji. "Czerwony Ksiezyc" stanowil idealny punkt orientacyjny gdyz byl jako pierwszy na jego myslowej mapie miasta. Ruszyl w dol ulicy. Szturchany od czasu do czasu przez natretnych przechodniow przypominal sobie te noc... noc jak poznal sliczna dame...
- Niesamowite... - Teluumen stal przed ciezkimi drewnianymi drzwiami. Te same witrarze w oknach dajace tak malo swiatla. Wszedl do srodka. W mieszkaniu bylo duszno i widac bylo ze zostal naruszony oddawny spokoj przedmiotow. Zamknal drzwi na zasuwke by dalo mu to choc troche poczucia bezpieczenstwa. Na stole wciaz lezala ta stara scierka z lekka nasiaknieta czerwienia. Te same szklanki kolo zlewu. Drzwi do pokoju w ktorym nocowal elf nadal staly otworem. Nadal wewnatrz stalo lozko z tak samo niechlujnie pozostawiona posciela... - Teluumen... - Elf wypowiedzial swoje imie tak jakby chcial postawic obok siebie druga osobe. Osobe ktorej mogly zaufac... Ktorej moglby cos powiedziec w tych trudnych chwilach.
Szafa stojaca nieopodal lozka z wielkim lutrem i ciezkimi zamkami budowala natroj tego pomieszczenia. Elf podszedl do niej spokojnie... I otworzyl drzwiczki. Przestrzen wypelnialo mnostwo pieknych sukien. Sukien pasujacych tylko na jedna osobe... Ktorej do konca zycia nie zapomni i wciaz ja bedzie nosil w sercu... Jedwab splywal po palcach... Byl taki delikatny i piekny jak jej skora... - Leila... - zaintonowal cicho Elf..
- Tak Najdrozszy? Potrzebujesz czegos? - Jej glos wypelnil pomieszczenie. Teluumen obrocil sie spokojnie i ujrzal ja stojaca w drzwiach do pokoju. Patrzyla sie na niego swymi cudnmi oczami. Wlosy miala zwiazane z tylu w pojedynczy warkocz. Ubrana byla w szara sukieneczke idealna do prac domowych. jej sliczne rece trzymaly jakas scierke i starannie sie w nia wycieraly. - Dobrze sie czujesz? Moze bys sie polozyl bo widac ze nosic jakies ciezkie brzemie... Choc.. Utule Cie do snu... -
Oczy otworzyly mu sie spokojnie... Jak nigdy dotad. potrzebowal tego juz od dawna. By obudzic sie i nie musiec uciekac... Nie musiec nic robi tylko lezec i czekac na cos.. Tylko co...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sat Dec 27, 2003 12:27 pm
Nagle ta postac kltóra była mu tak bliska rozmyła się..
do oczu doszedł błysk ksiezyca..Le
Boze.. ile on czasu tutaj jest.. Nie mineło paru godzin od poludnia jak doszedł tutaj..
Poczuł się dobrze.. Nagle ból go ominał i mógł spokojnie oddychac.
Wstał i przeszedł parę kroków.... ruszył do niedomknietej szuflady.
nie wiedziałczemu zaczał szperac..Jakis klejnot przykrywałsterte papierów..
Po pomieszczeniu rozniósł się zapach.. tak pachniałą ona..
Widział w szybach jej twarz..ale nagle..to wsyzstko po prostu sie rozmyło gdy tylko wyciagnałdłon aby jej dotknąc..
Zaczał szperac w papierach.jakies rysunki, zamazane pismo... Nic waznego..
Nagle trafił na poszarzałą kartkę z wielkimi ;iterami..
Teluumen...
On odetchnął i wielki kamien nagle zleciał mu z serca..
Wyszedł na ulicę.. tu i ówdzie rozlegały się wesołe smiechy..
Dotkał rany..mimo lekkosci jaką czuł trochę bolała...
Wiedział ze teraz musi znalesc przyjacioł.. Ruszyłteraz w stronę gospody..
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Sat Dec 27, 2003 5:41 pm
Ponownie zmrok zapadal nad miastem... Po ulicach jz nie chodzil prawie nikt porucz czlowieka podpalajacego latarnie. Teluumen synal jak zjawa po kamienistych brzegach ulicy. Plaszcz oslanial go przed ciekawskimi oczami. dawal mu oslona przed swiatlem latarni. Meczyl go nadal fakt ze nie ma przy sobie broni. Kiedys dobrze strzelal z luku lecz odkad zajal sie medycyna musial porzucic nauke strzelania. Choc moze lekcje ktorych pobieral dawniej teraz wyjada mu na dobre?
Zblizal sie do gospody delikatnymi krokami. Powoli na miasto zaczela sie wlewac mlista fala pochlaniajac wszystko co nizej umieszczone w gaszczu mlecznego dymu.
Czuj jej obecnosc przy sobie. Jakby dorownywala mu kroku... Stapala w tym samym czasie co on. Byla z nim... Patrzyla mu w oczy. Juz nic nie mowila tylko usmiechala sie lekko. Nagle wybiegla przed niego lekkim krokiem i zatrzymala sie przed skrzyzowaniem na ktorym Teluumen mial sie zwrocic ku zachodowi... Pokzazala mu reaka by sie zatrzymal... Tak tez uczynil.
- Wciaz sadzicie ze oni tu przyjda? Jesli w ogole jeszcze zyja? Bo po tym co elfowi ostatnio poczynilam to chyba moze miec nieada problemy. - zapytala Lil siedzac przy oknie i wpatrujac sie w zadumanych Xana i Nimrodel.
- Nie mow tak.. Oni napewno wroca. Znam Teluumena przeciez nie od wczoraj. Jestem pewien ze sobie poradzi. Mimo iz jest straszna pierdola. Leila takze wyglada na dobrze przystosowana przez zycie. - Odezwal sie poddenerwowany czarodziej.
- Ja tak nie moge! Ide ich szukac! Kto pojdzie ze mna? - Nim zerwala sie ze stolika majac nieprzecietny blysk w oku. - No co jest z wami! -
- Nigdzie nie idziemy. Co by bylo gdybysmy spotkami kogos kto by nas ponownie rozdzielil. W grupie sila moja droga. A tutaj mamy idealne miejsce dla spotkania. On wie gdzie to jest, my wiemy. - Odparl Xan
- Tylko jest jeden problem... - Zaczela Lil - Neuer takze wie gdzie to jest... A to jush jest nawet i wiekszy problem - Jej slowa byly twarde i stanowcze.
- Co prawda to prawda... - Nimrodel zbita z tropu widac ze dala sobie spokoj z nowymi pomyslami. Lecz los Teluumena i Leili nadal ja trapil.
- Wiecie co... Nie wiem czy to odpowiedni moment na takie prawdy, ale powinniscie wiedziec troche o nas. Znaczy sie o Mnie i Leili. Jestesmy siostrami. jak widac bardzo zadziornymi i czasem bedacymi po dwoch stronach barykady, ale nie zapomnialysmy o wzajemnych wiezach. - Powiedziala prosto i klarownie Lil nie zwracajac na niedowierzanie ze strony Nimrodel.
- Zaraz... Jakto!? Przeciez... Ile ty masz lat? - zapytala elfka
- A... To... No tak... A co wam Leila powiedziala? Ze zakochala sie w elfie? Tak.. Historyjke ladna wymyslila, nie mozna jej tego zapomniec. A tak serio to mam 133 lata. Tak samo jak i ona. Przyplynelismy tu jakies 40 lat temu. A nasza dlugowiecznosc jest efektem tego ze mialysmy rodzicow z troche rozniacych sie srodowisk. I tyle. Zapewne stad Lei wziela marzenie o tym elfie... Ja tam wole nic nie ukrywac bo i po co. -
Xan nawet nie drgnal po tej krotkiej historyjce z zycia wzietej. Nimrodel miala oczy wieksze niz denka od szklanek.
Minely ze dwie godziny. Noc opanowala jush na calego kazda ulicze miasta i tworzyla niespotykana atmosfere. Z reszta jak kazdej nocy. Zawsze gdy ktos wchodzil do karczmy "Pod Zielonym Smokiem" drzwi skrzypialy niemozebnie lecz nigdy nie znalazl sie smialek by owe drzwi naoliwic. Moze barman w ten sposob zaoszczedzal wydatek na stalowy dzwonek.
Drzwi zaskrzymialy jak zawsze. Otwieraly sie raczej wolno acz stanowczo. Do srodka weszlo trzech ludzi ubranych w czarne plaszcze. Roejrzeli sie po karczmi w ktorej siedzialo kilka osob lacznie z naszymi bohaterami. jeden z nich podszedl do karczmarza a dwoch innych zostalo przy drzwiach.
- Niech to szlag... Wypaplalam.. To ludzie Neuera... Ten znak na ich rekawicach... Widzisz Nim? - Wyszeptala Lil lekka przestraszona sytuacja.
- Przyszli tu po nas prawda? - zapytala elfka...
- A jak sadzisz mloda damo? - Odparl Xan siedzacy plecami do nowo przybylych.
Czlowiek rozmowil sie chwile z barmanem. Zostawil ja jego ladzie mala sakiewke ktora momentalie zniknela w czelusciach skrzynki obok karczmarza. Meszczyzna pokazal malo znaczaco palcem na trojke towarzyszy i podszedl do nich. Dwaj obok zrobili to samo i juz stali tuz za plecami czarnoksieznika.
- Mozemy panstwa prosic o wyjscie na chwile z gospody? Mamy mala sprawe do omowienia. - Odezwal sie wyzszy meszczyzna.
- Jak dziewczyny? macie cos przeciwko? Bo ja chetnie zaczerpne swierzego powietrza. Tak... Chodzmy wiec. - odezwal sie Xan.. Nie wygladal na przestaszonego. W kazdym badz razie dlaczego mialby sie bac trzech mlodych meszczyzn trzymajacych pod plaszczami po dwa pistolety i dlugie szable.
Wyszli nazewnatrz. Pierwszy wychodzil meszczyzna w czarnym plaszczu. Za nim Xan i dziewczyny a jako ostatni dwaj pozostali. Ich twarze nie zdradzaly niczego po sobie. Zadnego strachu. Zadnej litosci. Nic... Byli twardzi jak kamien.
Swita szabli Lil rozcial jednemu z meszczyzn stojacych za Elfka plaszcz. ich rekacja byla podobnie szybka i drastyczna. Jeden zlapal niespodziewanie Nimrodel pod szyje i przystawil jej noz do gardla. Drugi wyciagnal pistolet i wymierzyl w Xana glowe. Trzeci bez plaszcza zablokowal kolejny atak Lil dlugiem rapierem.
- Kochani... To nie musi sie tak skonczyc. Choc prawe mowiac musi. - Odparl meszczyzna z pistoletem. I wystrzelil ni z tego nie z owego Xanowi prosto miedzy oczy. Jego glowa odskoczyla ciagnac za soba reszte ciala skrecanego z drgawek. Padl na ziemie... A z jego czaszki szla struga dymu...
Na to Nimrodel chciala sie wyrwac z trzymania zabojcy ale widziala ze pomoze jej to jedynie stracic glowe. Lil zawachala sie i ta chwila pozwolila meszczyznie wybic jej bron z reki...
Byly tylko one... Bezbronne... Przeciw trzem meszczyznom ktorzy w kazdej chwili moge zabic obie w jednej sekundzie. Lecz nagle cialo Xana poczelo sie ruszac. Glowa przestala dymic, a rece zacisnely mocno piesci. Kolejny strzal padl z drugiego pistoletu. Przebite serce jednak wciaz bilo. Xan otworzyl oczy. Lecz nie byly to oczy czlowieka. Byly czarne jak zrenica. Saczyl sie z nich jakies plyn ktory powoli wylewal sie na zmasakrowana twarz Xana. To samo dzilo sie z dziura w klatce piersiowej. Nasiakala blyskawicznie czarnym plynem. Xanem rzycaly torsje. konczyny zaczely dygotac i rzucac sie. Meszczyzni tak samo jak i dziewczyny byly przerazone scena. Nagle z rzeber Xana wyrosly dodatkowe lapy jak u pajaka. Tylko ze byly czarne ze srebrzystym polyskiem. Palce czarnoksieznika przestaly miec cokolwiek wspolnego z ludzkimi. Zastapione szponami dlugosci maczet sialy groze w umyslach znajdujacych sie obok. Istota bedaca kiedys Xanem wstala. Byla wysoka niczym rosly meszczyzna. Poszerzony w klacie i ramionach potwor dyszal gleboko... Twarz pozostala ta sama tylko byla lito czarna a z oczu posiadajacych czarne dziury w sobie ciekla ciecz...
Terror zagosil w oczach meszczyzn. Lil i Nimrodel nie wiedzialy co zrobic. czy monstrum wie kim one sa? Czy tez zgina? Meszczyzni momentalnie rzucili bron... Lecz nie ustrzegli sie przez zemsta...
Reakcja przebudzeonego byla blyskawiczna. Wystarczyl ulamek sekundy by meszczyzna z pistoletami zostal rozpolowiony i rozszarpany na kawalki po calej ulicy. Nie zdarzyl nawet krzyknac... Pozostali dwaj poczeli uciekac, lecz szpony przebily ich miekkie ciala jak maslo. Obaj nabici na glugie jak wloczni ramiona bestii stracili jakakolwiek mozliwosc wydania dzwieku. Jednym uderzeniem Xan scial ich glowy a reszte cial rozsmaowal po pobliskiej scianie.
Dziewczyny upaldy na kolana przed Smiercia i podczolgaly sie do granicy ze sciana karczmy. Bestia stanela przed nimi gdy krzyk podniesiony przez postac na krancu ulicy odwrocil uwage "Czerni". - Dazgarath! -
Teluumen uniosl worek. Bestia nie baczac na nc dookola rzucila sie z niesamowiata predkoscia na elfa. Lecz ten twardo stal az do momentu gdy potwor mial na niego skoczyc i skonczyc jego istnienie rozsiewajac go po okolicy. Zawartosc worka wysypala sie... - Manas! - Bestia pograzona w pyle zawyla tak ze popekaly pobliskie szyby. Jasnosc ogarnela oboje postaci. Nie byla to zwykla jasnosc... Przechodzila ona przez drewno, kamienie... Cialo...
Xan lezal na ziemi w porozszarpywanym ubraniu. Teluumen klekal przy nim i trzymal go za glowe. - Powiedz ze zyjesz sukinsynu... Choc jedno slowo... -
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sat Dec 27, 2003 6:26 pm
Teluumen slęczał nad bladym jak ściana Xanem. Jego oczy przykrywała jakas nieokreslona mgła i zdawały się oddalać z kazdą minutą...
Teluumen szarpał go teraz i cucił psypujac jakis proszek pod nos..
W końcu kaszlnął i wypluł coś obok swego ciała.
Teluumen podniosł go wylał trochę wody z bukłąka zabranego z domu Leili.
-Zyjesz ?!- posepnie zapytał Teluumen
Xan zmruzył oczy i rozejrzał się wokół. Teluumena nie widział bo ten stał za nim i przywidzany ył w czarny płaszcz.
-Kim jestes?- parsknał Xan widzac ciemną sylwetke poklekującą nad nim..
-To ja.. Teluumen..
xan zerwał się i spojrzał w ciemne oczy elfa.. Były obojetne i jakies cierpienie malowało się w nich.
xan zrozumiał jak naprawde go sobie ceni..
Nie mógł wydobyc z siebie słowa.. ani jednego..Dopiero jakis huk zmusił go do mowy.
- Gdzies ty był...Gdzie Leila?
Teluumen na słowo Leila poczuł ukłucie gdzies głeboko w jego duszy i sercu..
- To dłuha historia..
Xan kiwnał glową i rozejrzał się wokól. Pod schodami karczmy lezały ciała Lil i Nimrodel.. Na około zbiegł się tłum gapiów..
Jak na tłum był on raczej niewielki bo było zaledwie paru ludzi..
A to paru ludzi znaczy plotki i niepotrzebny kłopot..
-Co z Leilą?- Ponowił pytanie Xan..
Teluumen spuscił wzrok na ziemię i spojrzał na kałuzę krwi.
- Jej... jej juz nie ma..
Xan zrozumiał to cierpienie w oczach.. ten niewyjasniony lęk..
- Co z nimi? - rzekł Teluumen spogladając na tłumik ludzi i ciała lezace pod schodami..
Xan usmiechnał się i widział ten ciekawy wzrok na jego poszarpanych do cna szatach.. jednak wyminął go szybką odpowidzią na swoje pytanie..
- zobaczymy..cholera.. bede musiał jakies zaklecie rzucic.. a nie moge..
znaczy./.nie chce...
Teluumen wciaz wpatrywał się w szaty..
-A tobie co?
Xan poczuł jak cos sie w nim obrusza.. tylko co.. co miał powiedziec Teluumenowi.. niech to diabli.. na prawde przyjdzie czas pojzniej..
- To wina tych Neuerowych oprychów.. widziałes prawda?
Teluumen kiwnał znacząco glową i wskazał zaulek za nimi..
- Byłem tam.. Mam do ciebie proźbę.... chciałbym abys nic nikomu nie mowił na moj temat... muszę cos załatwic w mieszkaniu Leili.. Jutro się spotkamy.. z rana.. w karczmie.. badz napewno..
Mowiac to oddalił się jak cien ku nieznanym mnu drogom..
Xan wpatrywał się w sicany, wstał i przeklnał..
- No tak..a to diabeł.. jak zwykle zostawia mnie sam na sam z problemami..
Odwrócił się i spojrzał na paruosobowy tłum zebrany wokól..
Xan odetchnał cięzko jednak nie był tak przybity jak wczesniej..zobaczył Teluuemna a to juz poprawia sprawę..
Xan wyjął dłon z kieszeni płaszcza i rozejrzał się wokół..
Wzniósł ją dyskretnie w stronę ludzi ..
Memento... szepnał cicho..
5 ludzi , znaczy całosc tłumu stanęła bezwiednie i wpatrywała sie tępo oczam gdzies w sciany..
- no.. i po sprawie- szepnał Xan..
Podszedł do ciał dziewczyn i poczuł w sobie jakąs siłę.. Szybko wczołgał ciało Lil do karczmy a potem Nimrodel..
Trupy wyrzucił do gnojownika na uboczu..
Wszedł do karczmy zasunał zasuwę i odetchnał..
Xan stal na srodku gosposy. Mdlilo go od tego zdarzenia. Glowa go bolala jakby zaraz miala peknac. Xan posadzil nieprzytomne dziewczyny na krzeslach a sam podszedl do baru.
-mozna jakis mocny trunek?
-ale teraz? - zdziwiony zapytal Barliman
Xan popatrzyl sie na niego. Oczy mial caly czas takie same. Tak jakby zostalo mu to... Baran w jednym momecie bardzo sie przestraszyl - jak to czlowiek o takiej naturze.
-Dobrze to fla pana - po czm podal czarnoksieznikowi kufel z jakims dziwnm trunkiem. Xan od razu go wypil. Odczuwal ulge. Moze nie calkowita ale juz dochodzil do siebie... W tym momencie z tylu karczmy uslyszal znajomy glos. Garyś - szcześliwie pomysal. On napawal go optymizmen....
-co sie tam stalo, jakies przerazajace halasy slyszalem...
Teraz dopiero Xan uzmyslowil sobie co naprawde sie wydazylo. On straszliwa bestia - pewnie obudzil pol miasta...
-chodz Garyś trzeba przeieść dziwczyny.
Powiedzial to tak jakby chlopiec mial przeniesc dorosla osobe...
Czarodziej wzial na ramiona Nimordel i LIl po czym wdrapal sie po schodach. Poszlo mu calkiem dobrze ale wciaz cos odczuwal. Nie wiedzial nawet co to jest. Po prostu czul sie jakos inaczj. Czul ze przyplywa mu energia... energia magii....
---------------------------------
Bylo juz pozno. Dzieczyny caly czas spaly na lozach. Xan i Garyś siedzieli na dole karczmy. Chopiec byl ciekawy Xana - tak amo jak Xan jego. Rozmawiali tak do Trzeciej w nocy. Garyś juz calkowiecie zapomnial o rodzicach - tak przynajmniej sie wydawalo. Teraz dla niego rodzina byla druzyna a w szczegolnosci Xan ktory mial go nauczyc magii... Xan natomiast przygotowywal sie do nauczania a co za tym idzie: do ponownego uzywania magi....
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."