Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Dec 15, 2003 3:09 pm
Chłopiec wedrował oczyma po wszystkich twarzach.. Xan napotkał na jgo wzrok i serce przeszyło mu cos miekkiego..
Teluumen widział te iskre zycia w oczach Xana.. W koncu szepnał mu cos cicho..
- wiem ze lubisz magie... idz..
xan ani na chwilę nie odstepował wzroku chłopca.. czuł w nim rosnaca nadzieje..
- Wiesz ze z tym skonczyłem.. nie kuś mnie..
W koncu ta jego ciekawosc zwycieżyły z jego wolą..
Wskazał na chłopca palcem i zawołał do siebie..
Chłopiec usmiechnał się i zwawo podbiegł do stołu..
teraz wygladał troche starzej niz pod drzwiami..
-Jestes czarodziejem?
Xan zawachał się. Wszyscy obecni ponaglali go aby sie zgodził..
Do gospody wszedł podejżany typ. Blada skóra, podkrążone oczy, ciemne włosy. Nie wydawał się szpetny. Na głowę miał założony kaptur. Siadł przy stoliku w kącie. Miał zmrużone oczy, ale widać było iż ma czerwoną tenczówkę. Te oczy były jakieś dziwne - były jakby dzikie i kocie... Z ust szła mu stróżka krwi... Gdy ją poczuł starł ją. Cały czas patrzył w stronę drużyny. Wzbudzał niezwykły niepokój... Pies zaczął na niego szczekać, a on na niego syknał i pies uciekł w kąt. Natomiast koty przychodziły do niego się łasić, a on je tulił tak czule, jakby je wszystkie kochał... Gdy zauważył, że Teluumen go zauważył, odwrucił wzrok. Teluumen zapytał barmana kim jest jegomość, ale on niestety nie znał odpowiedzi. Dziwne natomiast wydało się to, że nic nie zamawiał. Gdy podszedł do niego barman z prośbą o zamówienie, ten odparł, że nie chce. Zapytał natomiast o miejscówkę, w miarę wolną od światła. Było to dziwne, ale taka kwatera się znalazła. Gdy przyszło o podanie danych osobowych odparł szybko:
-Nazywam się Mauurk Groundfinger.
Brzmiało to dziwnie i podejrzanie. Teluumen czuł w nim coś dziwnego, coś jak przysłonięcie słońca przez chmurę. Chmurę z gradobiciem. Czuł, że mogą mieć z nim problem. Narazie jednak nie zaprzątał sobie tym głowy...
- Jesteś czarodziejem? - zapytał ponownie - Ja jestem... przyjaciele nazywają, gdybym ich miał nazywali by mnie Garyś. W każdym razie szukam czarodzieja, ponieważ chcę zostać magiem i szukam nauczyciela. Czy zgodzisz się być moim nauczycielem?
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Xan jeszcze raz popatrzyl na chlopca.
-no dobrze przyjdz tutaj do tej karczmy kolo 3 popoludniu.
-jest, super - wesolo odparl mlody Garyś
Chlopiec pozenal sie z druzyna i szybko wybiegl przez dzwi gospody.
Telumen i dziewczyny popatrzyi si ena niego. Wtedy jakby zanikly podejrzenia co do Xana...
CHodzmy do pokoju - odparl Teluumen
Druzyna wstala od stolika weszla po drewnianych schodach na gore do pokoju.
-CHodz Teli trzeba zobaczyc rane - powiezial Xan
Elfa zdziwilo to zainteresowanie jak sie czuje jeo przyjaciel. - Pewnie to ten chlopiec tak na niego podzialal - pomyslal Elf....
Xan zdjal wczesniej zawiniety bandarz. Rana nie wygladala dobrze jednak bylo widzac ze sie goi.
- i jak to wyglada - zapytal ranny
-dobrze jest, nie amrtw sie - szybko odparla Nimrodel.
Xan z pomoca Elfki zalozyli nowy bandarz ktory mieli od wlaciciela gospody.
Teluumen podniosl sie. Popatrzyl sie na reszte.
-zauwazyiscie moze cos dziwnego? - spytal
Druzyna popatrzyla sie na siebie. Kazdy z nich robil wielkie oczy.
-No ak siedzielismy przy stoliku do karczmy wszedl jakis dziwny czlowiek, nie wiem wygladal jakos bardzo dziwnie....
Nikt z nich nie odpowiadal. Xan jednak mial jakies swoje domysly ktorych na razie nie chcial zdradzac...
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Tue Dec 16, 2003 5:16 pm
Xan siedział przy stole w swojej izbie oparty łokciem o stól. nimrodel i Leila wolały zostawic ich samych sobie.. jeszcze raz..
teluumen lezał bezwładnie a ręką na ranie a Xan wpatrywał się w zakrwawiony bandaż..
- Wiesz co?- rzekł Xan poi cwhili bezwiednego wpatrywania sie w dłon na bandazu..
Teluumen odwrócił głowę w jego stronę i z usmiechem na twarzy odparł
- słucham cię..
Xan co chwile poruszał ustami, jakby nie był pewny tego co mowi..
|Po chwili wybąkał.
- nie wiem dlaczego zgodziłem się zostac nauczycielem.. to nie jest dobre..
Teluumen zasmiał się cicho tłumiąc reszte bólu..
- no c oty...wiem ze to było jedno z twoich marzen..pozostac wielkiem naczuycielem i..
Xan zasmiał się i przerwał.. wydawalo by sie ze rumienia mu się zablizniałe policzki..
- Tak tak... miec zone ,dzieci i ustatkowac sie... ale to nie dla mnie..jeszcze wiele przede mna..przed wami..
Teluumen usiadł i przeciganal się lekko.. Czuł ze jeszcze osotania kropla krwi uleciała z rany..
- A gdzie Nimrodel... gdzie Leila - rzekł jakby niewiedzac co sie dzieje
-Wyszły przeciez...- rzekł z usmiechem na twearzy..
Teluumen rzadko kiedy widywałusmiech na jego twarzy..zawsze była pochmurna.. poważna.. bez zadnych oznak szczescia.. bez zadnego głebszego wyrazu..
W karczmie słychać było radosne śpiewy, głośne rozmowy, śmiechy... Wszyscy dobrze się bawili, tak jak i drużyna. Przy stole nie było jedynie Nimrodel i Leili, bo wyszły się przewietrzyć. Teluumen zauważył też ze zdziwieniem, że nie ma nigdzie również tego Maaurka czy jak mu tam było... Podejżany typ... Dziwny i jakby nie było w nim ksztyny życia... to aż dziwne... Kim on może być? I nic nie zamówił... Nawet piwa... Dziwna postać... No i jeszcze to, co dzieje się z Xan'em... To może być niebezpieczne... Oby wszystko skończyło sie dobrze...
-No ile one mogą?-rzekł Teluumen, choć nie zauważył, ze powiedział to na głos..
-Wrócą kiedy będą chciały... Pozwól im odetchnąć... Tu jest taki zaduch...
Zbiliżała sie trzecia. Młody Garyś zbliżył sie szybkim i zdecydowanym krokiem do gospody. Minął Nimrodel i Leile niezauwawszy ich wcale.
- Hej! - zawołała go Nimrodel łapiąc go za ramię - Ty do Xana, prawda? Garuś?
- Garyś! - odparł chłopiec odwracając głowę w stronę mówiącej - Tak. Pamiętam cię. Była z nim. Czy jest w środku? - zapytał wskazując na drzwi gaspody.
- Tak. Choć z nami.
Po tych słowach razem wszedli do środka.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Garyś przeszedl przez dzwi. Ucieszony ujrzal Xana. Juz mial zaczal biec kiedy uzjzal przed soba jakiegos mezczyzne. Podnios oczy aby spojrzec w twarz czlowiekowi. Garyś w pewnej chwili przestraszyl sie tym co ujrzal. Te oczy bez zadneo uczucia, ta twarz jakby juz dawano umarla....
Chlopiec szybko odszel na bok i podszedl do czarodzieja. Zaraz potem weszla Leila z Nimrodel ktore jednak nie widzialy tego zdarzenia. Nie ujrzaly nawet nikogo podejrzanego. Jakby rozplynal sie w pwietrzu...
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Wed Dec 17, 2003 5:17 pm
Garyś spojrzał ponownie na drzwi.. Nie były zamkniete ale otwarte.
Powietrze niespokojnie chulało pomiedzy niedomknetymi okiennicami..
Xan wstał i chciał podejsc. Wyciagnał przyjaźnie dłon do przywitania się.
Garyśiem w tym moemnice owładnełą niesmaowita chec dowiedzenia sie czwgos na temat te dziwnej postaci..
- Zaraz przyjde- rzekł wyraźnie do Xana..
Szbko ruszył w stronę drzwi i zniknał za nimi w uliczkach Samary..
Teluumen siedział z opartym lockiem na ławie. Wciaz spogladał na drzwi. Xan schoał uniesioną dłon do kieszeni płąszcza
nimrodel wpatrywał sie w sufit niezauwazajac znikniecia Garysia...
Leila przerwałą martwa cisze zalgajaca w pomieszczeniu.
- dziwny chłopak... Pewnie juz nie wróci.. - rzekła obojetnie.
Wszyscy przerwali dotycczasowe zajecia. Nimrdoel spusciął wzrok, a Teluumen przemowił
- nie.. nie zrobiłby czegos takiego...
Xan przysiadł i oparł dłon na kuflu piwa..
- Dlaczegóz by nie? -zapytałą nimrodel złebiuajac sie w dyskusje..
Teluumen westchnał.
- Widac było ze zalezy mu na tym wszystkim.. na nauce magii..
Xan usiadł i obojetnie spojrzał na barlimana i swieczki jarzace sie nikłym blaskiem..
Niecierpliwosc zzerała Teluumena. powoli ale jednak. Obojetnosc Xana rosła.
Teluumen po chwili wstał i podszedłdo drzwi.
-IOde go szukac.. teraz ja jestem prawie pewien ze nie wróci..
Nimrodel wstała i pobiegła za nim.
- Ja tez ide.. nie wiadomo co moze sie stac..a twoja rana nie jeste jeszce ywleczona...
Teluumen usmiechnał się i otworzył drzwi. .Wyszli razem na dwór.. Było pusto.. jednak to było dziwne jak na te pore dnia..
Ruszyli widocznymi sladami chłopca.. Bez watpienia biegł..
Oboje wiedzili ze nie ma co go gonic. Nie dali by rady, Teluumen ni edal by rady. Pomiumo woli walki nie mogl pokonac bolu jaki zadawala mu rana..
-CHodz nie dasz rady biec za nim
Teluumen dotknal klatki piersiowej. Przez material bylo czuc ze z rany leci krew.. Zaraz potem biala koszula stawala sie czerwona w miejscu rany.
-Teluumen - wykrzyknela Leila - chodz szybko do srodka...
Nie zdazyla Telummen upadl bezwladnie na ziemie. Dziewczyny zszokowana wbiegla szybko do srodka.
-pomozcie mi z Teluumenem jest gorzej.
Xan i Nimrodel szybko sie podniesli i wybiegli na zewnatrz.
-Do pokoju z nim - powiedzil Xan.
Zpomoca dziewczyn udalo im sie przeniesc rannego do pokoju. W hollu ludzie gapili sie na nich a wlasciciel poszedl za druzyna. Wlasciciel szybko otworzyl dzwi do pokoju. Trojka polozyla Elfa na lozku. Szybko rozpieli koszule i zdjeli bandaz. Rana kiepsko wygladala. Caly czas krwawila...
-Tutaj potrzebny jest zachor - wycedzila Leila.
-dobrze zostancie tu ja poszukam jakiegos medyka, ktos moze nam pomoze - powiedzila Xan i pedem wybiegl z pokoju.
Zbiegl na dol a potem na miasto...
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Wed Dec 17, 2003 9:09 pm
Mrok... Zdawal sie byc dookola... Pod... I nad... Nieslychane uczucie gdy ktos zasypia nawet nie wiedzac kiedy... Juz nawet nie obchodzi Cie co sie dzieje z twoim cialem.. Ma przeciez ono role tylko skorupy otaczajacej prawdziwe twoje zycie... Ale ten wirujacy przed toba przedmiot... Przypomina ci o czyms? Moze o kims? A moze widzisz go pierwszy raz... Moze kidys procz niego zobaczysz cos jeszcze...
Teluumen'a zbudzil nasilajacy sie kaszel. Az chcialby przylozyc dlonie do ust... Oczy otworzyly sie mu szeroko jakby to nimi chcial zlapac tchu. Widzial przed soba kila glow. Oczy jak narazie byly tylko rozmazanymi plamami ale zdawal sobie sprawe z tego ze wszystko skierowane jest wlasnie na nim. Nagle... Przenikliwy bol przeszyl go jakby na wylot... Uslyszal skwierczenie... Moze skwierczenie jego samego? Nie zdawal sobie z tego sprawy... Znow zapadla ciemnosc...
- Cholera... Bardzo z nim nie dobrze... Choc nie wiem czy powinnam przy nim wymawiac te slowa... - Wzdrygnela sie Leila. Jej oczy byly zmeczone, skora wskazywala ze juz od kilku dni nie spala... Nie zaznala nawet chwili odpoczynku... To wedle tego gdzie byli pozostali?
- Niech to szlag! Gdzie teraz go szukac?! - Nimrodel krzyknela posrodku ulicy... Niedaleko odzywaly sie fale przyplywu rozbijajace sie o kawienne nabrzeze. Poza tym noc wydawala sie spokojna. Leila zostala z Teluumen'em. Za Garyśiem pobiegli Xan i Nimrodel... Czyzby juz tak sobie ufali? Xan elficy napewno... Ale z kolei druga strona pozostawala niewyjasniona...
- Tak.. Badz teraz madry... Cholera, tak szczerze mowiac to od poczatku spodziewalem sie jakiejs przygody z tym gnojkiem. On za bardzo pragnie posiasc wiedze... Za duzo w nim niecierpliwosci, tej wewnetrzej agresji... -
- A nie mozesz powiedziec ze poprostu nie mial kogos kto moglby mu dac czasem w skore dla uspokojenia? -
- Bardzo mozliwe... Ale to co? Ja mu nie dam takiego autorytetu! -
- Bynajmniej nie powinienes... Ja radze wracac do gospody... Zobaczyc co z przyjacielem ktorego zarowno Ty jak i po czesci ja dobrze znamy... - Nimrodel dotychczas stojac nieruchomo odwrocila sie gwaltownie i ruszyla spowrotem ku gornym partiom miasta.
- Eh... W kazdym badz razie, chyba masz racje... - Oboe ruszyli wolnym krokiem w gore... Nie spodziewajac sie niczego... A akcja wisiala w powietrzu...
Szli powoli, pewnie, trochę zawiedzeni, ale i ich krok wyrażał "a nie mówiłem?". W okolicy było cicho. Nikogo nie spotkali idąc. Nagle usłyszeli, że ktoś biegnie, ale nie krzyczy. Z bocznej alejki wybiegł Garyś, wyglądał na bardzo przestraszonego. Nimrodel zatrzymała go.
- Czemu wybiegłeś z gospody?- zapytała gniewnym tonem
- Ja... ja tylko... chciałem zobaczyć.... zobaczyć kto to jest... - mówił chłopiec, zawsze pewny siebie i lekko zarozumiały, teraz wyrażnie przestraszony.
- Kto?
- Ten człowiek... z gospody... nic złego... tylko zobaczyć... wybaczcie...
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sat Dec 20, 2003 10:54 am
Garyś wygladał na niesaowicie przestraszonego chłopaka. Oczy wielkie jak złote monety a głos drgający jak srebrna struna..
Xan spojrzał na chłopaka i rzekł cicho..
- Jaki męzczyzna?
Garyś stanał prosto przed Xanem i rzekł spokojniejszym tonem.. Bardziej przytłumionym przez siebie strachem, nizeli prawdziwie spokojnym..
- Tam w gospodzie... Był męzczzyzna.. Blady i miał dziwne oczy.. Był po prost straszny... a ja..chciałem za nim pobiec..
Xan spojrzał na Nimrodel, która wpatrywała się w niebo i wydawała sie nie budzic cała sprawa najmniejszego zaineresowania..
Xan juz nabrał tchu.. Jakis gniew go ogarnął.. Stracił nawet ochote by go uczyc.. pierwsze wrazenie był złe.. Nieusłuchany i uparty...
- Czy ty wiesz co zrobiłes?.. Nie powinienes sam biegac po u...
I nie zdazył nic juz powiedziec..nawet dokonczyc. Nimrodel stałą obok i wpatrywałą się tymi niezwykle spokojnymi i zobojetniałymi oczami w chłopca i Xana..
- Zostaw go.. Źle zrobił.. cóz zrobisz..
Nimrodel w oko wpad jeden mał szczegół.. Rozdarty rękaw ponizej łocka..
Szybko podeszła i wyrwała zen ręke ukrtyta za plecami..
- Co ci sie stało?- zapytała spokojnie..
Xan przypatrywa sie niespokojnemu wygladowi chłopca..
Garyś sppuscił wzrok i rzekł:
- Poszłem za gospode.. i zobaczyłem cos..włascwi tego mezczyzna. odwrocil sie a ja ni mogłem sie ruszyc.. wiecie.. strach..
Gdy mogłem uciekac zahaczyłem o gwozdz wsytający z beczki..' to wszystko...
Nimrodel odeszłą na bok i rzekłą do Xana..
-Chodzmy z tad.. niemiłe miejsce.. wrecz straszne.. zwłaszcza w tej dzielnicy.. Doki.. pełno tu złodziei...i bandytów..
Xan wstał i złapał Nimrodel za ręke.
- Czuje cos.. cos niedaleko..
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Sun Dec 21, 2003 12:46 am
Garyś ruszyl przodem wiedzac ze ma za soba swoich nowych znajomych. Szkoda tylko ze wciaz tak malo wie o otaczajacym go swiecie. Pociagnal z kopyta i zniknal za najblizszym rogiem... Xan z Nimrodel patrzyli sie na ta jedna wielka oznake glupity z politowaniem no i moznapowiedziec wspolczociem. Choc pamietali dobrze ze oni w wieku 16 lat robili dokladnie to samo...
- Naturalnie ze niedaleko... - rzekla persona znajdujaca sie tuz za zwroconymi w strone morza towarzyszami. Xan odwrocil drastycznie glowe, lecz jego ruch zostal przerwany gdy miedzy swoimi oczami zauwazyl rozmazana koncowke pistoletu. - Co? Moze zdziwiony? Zastanawiam sie tylko dlaczego wciaz interesujecie sie tamta sprawa... Zycie wam nie mile czy co? Oh... Wybaczcie mi... Taka niewychowana jestem. Nazywam sie Lili... Cudowne imie, prawda? W szczegolnosci dla niewinnej dziewczynki probojacej zalatwiac sprawy za odrobine wynagrodzenia. Acz nie powiem ze nie przynosi mi to przyjemnosci. Tak wiec moze przejdzmy do rzeczy. Xan i Nimrodel prawda? Slicznie... Szkoda tylko ze nie jest tu z wami Lelia Pousterbright. Ale no coz. Ani ja ani ona nie mozemy byc w tych samych miejscach naraz. No dobrze, wstep mamy za soba, przy okazji wybaczcie ze tyle mowie, ale nie moge sie powstrzymac. - Usmiech zawital na dotad kamiennej twarzy Lil. - To jak? Moze pojdziecie ze mna? - Nimrodel nie mogac juz tego dluzej sluchac ruszyla sie gwaltownie w strone dziewczyny. - Spokojnie Slonko... - Drugi pistolet zgrabnie pojawil sie w reku Lil. - Xan patrzyl sie na swojego kata w nieprawdopodobny sposob. Wiedzial ze jak sie rusy kula idealnie przyszyje mu glowe na wylot, a wtedy ciezko bedziec komukolwiek z rana powiedziec dziendobry, czy przekazywac tajniki swojej niklej wiedzy magicznej. Tak wiec oboje poslusznie obrucili sie na pietach i posli dalej w gore ulicy majac prz glowych przylozone dwa pistolety...
- O czym ty mowisz do cholery... Mi nic nie mamy wspolnego z jaka kolwiek sprawa! - Zapytala zirytowana Nim.
- Oj, naprawde? Co za szkoda... Pomijajac fakt ze zjawilas sie tu w nieodpowiednim czasie to jeszcze zadajesz sie z nieodpowiednimi osobami. Mam nadzieje ze Teluumen zrozumial, albo jak jego stan sie pogorszy nigdy nie zrozumie co widzial i dlaczego... I jak wazne jest to by nic nie mowil nikomu. A Ty Xan? Po jaka cholere wracales do Samary? Ja Cie nigdy nie zrozumiem... Kiedys bylo nam razem tak pieknie a teraz stajesz przeciwko mnie. Pomijajac fakt ze dzialam oczywiscie na czujes zlecenie... - Szli kamienna ulica... Stukot ich butow bil rytmicznie w uszy. Towarzysze uwarzali na kazdy swoj krok... By przez glupi przypadek nie zostac smiertelnie postrzelonym przez zwariowana dziewczyne.
- Lil... To bylo zaledwie rok temu... Wszystko jeszcze da sie naprawic... Naprawde, mozemy stanac po tej samej stronie barykady. Sloneczko... - Xan probowal wszystkiego by ratowac sytuacje...
- Cholera wiedzialam ze to powiesz. - Mimo iz Lil stala z tylu czuc bylo ze opuscila bronie. - Slonko... Pamietam te slodkie slowa ktore mi szeptales do ucha... Bylo pieknie - Xan nie czekajac az dziewczyna sie rozmysli odwrocil sie drastycznie z zamiarem uderzenia jej w glowe. Lecz zwinny ruch dziewczyny pozwolil uniknac uderzenia a ponad to zwalil czarnoksieznika na ziemie. - Ale nie wybacze ci sukinsynu tego ze mnie zostawiles dla jakiejsc dziwki z przedmiescia! Gnoj pieprzony! - Krwe zalala posadzke... Rozbity noc i policzek Xana nabrzmiewamy coraz mocniej krwia... Liczne uderzenia spadajace na niego jak gromy stawaly sie coraz slabsze. nie dlatego ze dziewczyna sie rozladowywala... To on tracil powoli czucie. Nimrodel zachecona mozliwoscia rzucila sie na Lil. Lecz jedno swiśnięcie pistoletu przez twarz elfki wystarczylo by zknock-outowac ja cisnac o ziemie. - Niech to szlag! - Zawyla Lil... - Do dupy z takimi interesami! -
- Oj co sie przejmujesz... Dawaj Lil.. Spokojnie... Zaraz to scierwo wrzucimy na woz i zawieziemy Neuerowi... Juz? Spokojna? - Postac wychylajaca sie zza rogu mowila spokojnie i cicho. Lil dyszaca od wysilku schowala oba pistolety do kabury i chwycila Nimrodel za rece zaciagajac za najblizszy rog... Zas meszczyzna wyjal spokojnie szur i zwiazal Xan'a tak ze biedak nie mial juz mozliwosci jakiegokolwiek ruchu...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sun Dec 21, 2003 1:12 pm
Nimrodel lezała w zupełnej bezorientacji..wszystko wokol niej się kołysało. Nie mogła wstac. Miała skrepowanie dlonie i noigi. Xan lezał gdzie dalej. Widziała jego sylwetke Siedzącą i spokojną..
chciała wstać. Podniosła obie nogi zamachnela sie do przud i przyklekła. wyprzezyłą nogi i stanęła.S
Szybko ktos podbiegł i kopnął ją ponizej kolana.
-Jak kazą ci siedziec to siedz...- rzekłą Lil.
Xan wyprezył się i wbił wzrok w kobiete. Jej pistole wisiał bezwładnie na pasku..
- I co ja mam z wami zrobic... powiedzcie mi..Kochani..
Lil mowiła tak sarkastyxcznym tonem ze nimrdoel miała ochote podejsc i plunąc jej w twarz..
- Wiem ze mam was zawiesc.. ale gdyby...gdyby pobawic się wami./..
a zwłaszcza tobą.
Odwróciła sięw stron Xana.. Jego oczy były pełne niewinnosci...
-Nie rób takich oczu... gdyby nie interes i twoja nedzna zdolnosc przewidywania ne bło by mnie tu.. i was przedewszystkim..
Lil skonczyłą i odeszłą na bok.. Szeptałą cos do ucha jakiemus mezczyznie. Podeszłą do drewnianych drzwi i zawróciła na pięcie.
Szła krokiem powolnym i lekko bujałą sie we wszystkie strony..
- A gdzie Teluumen.. powiedzcie mi.. przyjaciele
Xan siedział cicho a jego głowa wisiała mu bezwładnie na piersi.
Lil patrzyła na niego i ogarneła ją radosc... nieprzemilczana i niezrozumiała radosc..
- Ty mi powiedz...gdzie Teluumen..
Nimrodel podniosła oczy i milczała. ni mowila nic.. wciaz kreciło jej się we łbie..
- wiec..ty mi ez nie powiesz... Trudno.. i tak z was to wyciagne.. predzej czy pozniej... zabiore was wszystkich... ale rteraz liczy sę XAn...
Nimrodel i Xan włanie zniknęli za rogiem. Garyś ciągle biegł. Nagle zatrzymał się. Coś dziwnego. Nikt za nim nie biegł. Wolnym krokiem ruszył w drogę powrotną. Gdy doszedł do rogu, z którego ostatni raz widział dwoje towarzyszy wychylił się lekko. Zobaczył Xana, Nimrodel i jeszcze kogoś. Ten ktoś groził im bronią i już znikli w zaułku. Chłopiec podbiegł do zaułka. Tamci szli wolno. Garyś rozejrzał się i podniusł jakiś niedługi kij leżący pod drzewen ozdabiającym szrą drogę. Teraz ruszył po woli za porwanymi przyjaciółmi tak aby go nie zobaczyli.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sun Dec 21, 2003 2:47 pm
Nimrodel szarpała się teraz na widok czarnego wozu..
Lil zasmiała się cicho prowadząc elfkę za rękę.
- nie bój sie..nie jedziemy tym nigdzie..wasza kolej kiedy indziej nadejdzie...
Xan szed nadal ze spuszczoną głową. Dłonie chcoaz spetane szukały czegos bezweiednie miedzy połami płaszcza.. natknął się na zimne zelazo.. May kawałek wystający z pochwy.. Jego oczy ziaskrzy.. Przsytanął lekko jednak nic nie mówił.
|Odwrócił się za siebie i ujrzął niewyrazną postac chlopca w szasrym płaszczu....
Szybko dostrzegł i zrozumiał ze to Garys... Ach jakze on teraz uwielbiałteo chlopca.. Tylko dlaczego idzie za nimi.. mogł pobiec tam..do gospod i zawiadomic kogokolwiek..
Teraz jego umysł całkowicie został zacmiony przez jedno jedyne słowo padajace z ust Lil..
- To tutaj.. włascie do srodka.
Xan rozejrzał się.. To była wielka stara stodoła... pare desek streczało po bokach nadajac temu niesmaowicie brudny wyglad..
Nimrodel pierwsza postawiła stopę we wnetrzu.
Cuchniało stechlizną i staarym siane.. Jakies krowy muczały i konie rzały w oddali...
- Włascie tutaj.. i czekajcie...- rzekła Lil.. gwizdnełą przeicage i przy drzwiach zjawił sie niewysoki przsadzisty mezczyzna..- to jest Gorth.. bedzie was pilnował.. ja muszie isc pozałatwiac sprawy ziwazane z wasza jutrzejsza odróża.. żegnam..
Drzwi zamkneły się. Gorth usmiechnał się do Nimrodel i oparł się o drzwi stodoły.
Nimrodel spojrzała na mezczyzne, który teraaz smacznie pochapywał..
Kopnełą Xana wyswobodzoną nogą.
- Zyjesz?- rzekła
ZXan kiwnaął głową i rzekł z trudem..
- Widziałem Garysia.. idzie za nami... mo...-
W ten rozległo się ciche pogwizdywanie.. Gorth chrapnał i przewrócił sie na niewielki stóg siana. Zapadłą głucha cisza..
Za chwilę jednak Garys zawołał..
- Xan.. Nimrodel..estescie?
Xan warknał a Nimrodel podczołgałą się pod drzwi..
Garys spojrzał w czyste oczy elfki i bezładnie spetane sznurem ciało Xana..
- Pomóc wam?-
Xan spojrzał na ciemną sylwetke za drzwiami.
- Jedeynem sposobem na pomoc.. bedzie to jeslki ty pobiegniesz do gospody i zawiadomisz kogos.. Leile.. albo Tluumena...
Garys wstał i ruszył pede.. zdazył jeszce krzyknac..
- Niedługo wrócę...z pomoca..
Xan lezał bezładnie.. Gorth pochrapywał w sianie i zapomniał o wszystkim..
Lezeli długo..niewiedzieli ile.. stracili poczucie czasu. nimrodel patrzyą to na krowy to na konie zujace siano i cielecym wzrokiem wpatrujace sie w ciała lezącej ak worki w stodole..
Xan ciagfle lezałz głową na piersii.. bez zadnych pomysłów lezał tak nie wiedzac na co czekając...
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Sun Dec 21, 2003 10:20 pm
- Hej maly... Gdzie ci tak spieszno? - Zapytala Lili lapiac chlopaka za gore koszuli. - Czy takie male dzieci jak ty przypadkiem nie powiny byc w lozkach o tej porze? -
- Yyy... Tak prosze pani... Powinny! - Garyś przestraszony jakby zobaczyl ducha otworzyl szeroko swe niebieskie oczy i wpatrywal sie w sliczna brązowooka morderczynie. - Juz zaraz wracam... Naprawde... -
- Skoro tak mowisz... To idz... - Lili puscila Garysia i pozwolila mu odejsc. Ten, poprawil koszule i ruszyl pelnym biegiem w strone zabudowan. Lecz popelnil jeden zasadniczy blad... Obejrzal sie...
Lili szybko jak blyskawica skojarzyla fakty. - Ty cholero... - Ruszyla za nim pelnym biegiem. Powoli chlopak zblizal sie do swiatel. Wpadl do najblizszego domu gdzie swiecilo sie swiatlo. Zatrzasnal za soba drzwi i zaryglowal wielka belka.
- Ej! Chlopcze co ty do cholery robisz! Tu jest karczma! - Odezwal sie gruby karczmarz polerujacy swoje szklanki. Oprocz niego bylo tak jeszcze jakies 5 osob takze dziwnie patrzacych sie na chlopaka ktory podtrzymywal drzwi. Lecz co ciekawego nie uslyszal by ktos sie do nich dobijal czy stal i dyszal... - No co robisz gnojku! Juz mi od tych drzwi! - Karczmarz wyjal spod lady porzadna pale i ruszyl w strone chlopaka. Ludzie poodwracali sobie krzeselka by lepiej widziec cale to przedstawienie. Chlopak jedyne co mogl w tej chwili zrobic... Zdjal belke i stanal obok drzwi. Barman zdajac sobie sprawe ze jego argumenty zaczely funkcjonowac stanal naprzeciw chlopca. Zlapal go za przod koszuli ktora juz wyjatkowo pomieta byla a okreslenie ""biala" mogla byc stosowana tylko do pobierznego scharakteryzowania sytuacji i uniosl do gory. Lecz nie na dlugo. Bo drastyczne otwarcie drzwi zwalilo barmana z nog i spowodowalo jego czasowa nieprzytomnosc. Lili odskoczyla po kopniaku w drzwi zlapala rownowage. Weszla do srodka jak burza. Spojrzala sie po gosciach, zlapala przerazonego malca i wyszla trzymajac go - oczywiscie - za koszule...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum