Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
[P] "Mroczne Cienie nad Duaten" PART ONE
Author Message
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Tue Dec 09, 2003 12:21 am   

W pomieszczeniu bylo ciemno i duszno. Jedyne swiatlo dobiegalo ze szczelin miedzy grubymi belkami z ktoych sfabrykowany byl sufit. Teluumen lezal na porozrzucanym sianie i jeczal dziwnie przez sen. Nagle dotknela go Nimrodel.
- Bynajmniej Teluumenie... Bynajmniej... -
Elf otworzyl oczy i dostrzegl blask duszy swojej towarzyszki. jazyla sie niczym pochodnia w glowie podroznika, lecz nie byla to jedyna dusza ktora sie swiecila. Byl ktos jeszcze.
- Kim jest ten drugi elf? - Zapytal przytlumionym glosem odchrzakujac sline.
- Drugi elf? Jestesmy tylko my dwoje i Leila... -
- Nie widzisz tego? Jej dusza sie swieci... Nie tak mocno jak twoja ale... Tak wiec... - Teluumen powoli wstal na nogi. Zaczal powoli zdawac sobie sprawe ze uderzenie przywloklo razem z omdleniem cos jeszcze. Jakas zdolnosc z ktorej wczesniej nie zdawal sobie sprawy.
- Leila? Zyjesz? Leila? - Dziewczyna lezala na ziemi i oddychala bardzo powoli. - Ty nie jestes w pelni czlowiekeim prawda? Co oni ci zrobili... Malenka... - Nimrodel usiadla na nodze i z zamknietymi oczami wsluchiwala isie w slowa elfa. Nie wiadomo co czula w tym momencie ale napewno przezywala cos z zamieszchlych czasow. Cos o czym przypomniala sobie na nowo po slodkim slowie "malenka".
- Niech cie szl.... - W Leile uderzyla nagle swiadomosc. Lecz tak mocno ze poderwala dlonie do gory i zlapa glowe Teluumena tak jakby miala ja zaraz wykrecic. Otworzyla swoje piekne czarne oczy i spogladala w zrenice wystraszonego elfa.
- Leila... Juz dobrze, jestesmy tylko my. Juz nic ci nie bedzie. Spokojnie.- Dziewczyna popatrzyla sie po pokoju szukajac czegos szczegolnego, lecz ciagle trzymala glowe elfa a jej oczy byly w pelnym poszerzeniu. - Leila! Przestan! Juz dobrze... - Dziewczyna jakby oprzytomniala i zdala sobie sprawe z tego co do tej pory robila.
- Stad nie ma wyjscia - rzekla cichutko Nimrodel. - Sprawdzial wszystko po tym jak mnie tu wrzucili. potem wpadliscie tu wy... Nieprzytomni... Nie wiem.. Nie mam zadnego pomyslu. Przykro mi... Spodziewalam sie ze sobie poradze. -
- Nie ma co debatowac teraz. - odrzekl teluumen rownie cicho i spokojnie. - Grunt ze jestesmy razem i ze zyjemy. Cos sie napewno znajdzie. Ale wyglada na to ze nalezy teraz tylko czekac. -

Podroznicy nie wiedzieli ktora jest godzina. Stracili zupelnie poczucie czasu w tych ciemnosciach. od czas du czasu slychac bylo gluche stapnie po syficie jakby ktos przewracal jakies wielkie przedmioty. Jedynym wyjsciem a zarazem wejsciem byla klap w syficie na wysokosci jakies dwoch i pol metra. Ale byla zamknieta z drugiej strony. Chocm oze nie zamknieta tylko cos duzego na nie stalo.

Nagle zapanowala cisza. Wedrowcy usiedli w kregu i patrzyli sie na siebie pomiedzy ciemnosciami. Kazde z nich mialo twarz wykrzywiona zmartwieniami, pustymi nadziejami i wielka checia jakiego kolwiek zakonczenia tej zwariowanej historii.

- Moze i faktycznie nie jestem w pelni czlowiekiem. - Odparla jakby bez powodu Leila. - Nie chce nikomu o tym mowic ale chyba nie bedzie juz odpowiedniejszej sytuacji. Wygladam na jakies dwadziescia piec lat... Prawda? Moze i tak... Ale zyje juz ponad 79... Wygladam jak czlowiek, zachowauje sie jak czlowiek. Ale nim nie jestem. Kiedy mieszkalam jeszcze na straym kontynencie poznalam bedac mloda dziewczyna pewnego elfa. Bylismy w sobie bardzo zakochani, mozna rzec tak bardzo ze bysmy zabili sie dla siebie. Ale pewnego dnia.. Ktorego nigdy nie zapomnie ale nie warto wam o nim mowic... na wioske napadli barbarzyncy. Ertai byl wtedy ze mna... Bil sie z jednym z nich... Lecz chwile potem strzala przeszyla mu gardlo. Nie powiedzial juz nigdy wiecej nic... Bylam przy nim kiedy odchodzil... Krwe zalewala mu twarz, a mimo to pocalowalam go na pozegnanie... Widac tym pocalunkiem oddal mi cos z siebie. Nie wiem czy traktowac to jako przeklenstwo czy dar. Bo zawsze bede zyc, bede pamietac o tych chwilach spedzonych z nim i bez niego. Wiem ze juz nigdy tak sie nie zakocham. Chcialam uciec... Od wspomnien, od znajomych mi ludzi ktorzy zaczeli cos podejrzewac. Poza tym balam sie zostac... I tylko jak zaczeto przyplywac na Irime... Wsiadlam w pierwszy statek. Jestem tu juz prawie 40 lat... A wciaz pamietam... I jeszcze Ty Teluumenie... To dlatego mi Cie bylo szkoda... Jestes do niego podobny, wiesz? Masz te same blekitne oczy.. Ten sam spokojny glos... Dlatego cie uratowalam tamtej nocy. Dlatego przyjelam cie pod swoj dach nie pytajac o nic... - Po policzku Leili zaczelu splywac lzy.. Teluumen podniosl dlon i starł jedna splywajaca po policzku. Leila podciagnela rekaw i wytarla sobie twarz. - Dziekuje wam... za to ze mnie wysluchaliscie.. Widac bylo mi to potrzebne... - Nimrodel patrzyla sie na dziewczyne w taki sposob jak nigdy. Oczy zrobily jej sie szkliste i lzy zaczely zachodzic w kacikach powiek. Nie chciala zdradzic po sobie tego uczucia wiec opuscila glowe zakrywajac twarz po czesci dlugimi kasztanowymi wlosami... Teluumen przysunal sie blizej dziewczyn... Objal je razem...
- Przepraszam was... Za to ze wszedlem wam w zycie... Przepraszam... -

------------------------------------------------
PS. Jesli wkladam w to za duzo uczucia to powiedzcie... Postaram sie ograniczyc...
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Tue Dec 09, 2003 3:13 pm   

Siedzieli przytuleni do siebie w jakims niesamowitym napieciu. nikt nic nie mówił... Jedynie cisza odbijałą się od ścian. Nagle odezwała się Nimrodel.
- Może i ja wygladam na beztroską istote, która niegdy nie wiedziałą co to ból i cierpienie...
Teluumen spojrzał się na twarz zadumanej elfki i słowa wypowiadane przez nią. Widział ją do tej pory jako roześmianą i wesołą. Własciwie to do dnia spedzonego na plaży... Potem jakby ciń osnuł jej serce i duszę.
Leila wciąz siedziała skulona trzymajac twarz w kolanach. Wydawała sie spać jednak nie robiłą tego.. Wciaz słuchała.
-mieszkałam dalego stad w moim rodzinnym lesie. Wtedy jako dziecko byłam taką jaką mnie widzieliscie. Szczesliwa, beztroska... Wszystko było piękne. W osadzie była nasza rodzina i jeszcze parę innych... Z góry biało wiadomo że w razie jakiegos napadu nie bedziemy mieli szans... Jednak ślepo wierzylismy ze nigdy to sie nie stanie.. Na darmo.. Któegos dnia siedziałam na kolanach matki która spiewała akurat pieśń... Nagle jakies huki i zapach ognia uświadomił wszystko.. mi i sasiadom. Matka kazała mi uciekać. A ja w końcu uległam i schowałam sie somianym koszu...
Czekałam az wszystko ucichnie.. Tak mi kazali.. Gdy wyszłam dopiero po nocy zobaczyłam jedno wielkie pogorzelisko.. zaczęłam szukac trupów.. Widziałam sasiadów.. Znalazłam i matkę. Jej oczy wbite w niebo osuniete białą mgłą. Jej zimne ręce trzymane na sercu. zacisniete na złotym wisorki zawieszonym na łancuszku.... - Mowiac to wyciagneła ów przedmiot z kieszeni płaszcza..- To wszystko co i zostało... I to wszystko co moge powiedziec...nic wiecej nie ozstało mi w pamieci...
SIedzieli dalej w ciemnosciach... Chwila ciszy ponownie spowiła wszystko wokół.
- A a myślałam.. ze to ja mam najwiekszy problem- rzekłą Leila któej wciaz łzy spływały po policzku.. Słowa te skierowane były do Nimrodel ale ona tylko siedziała i wpatrywała się w nikłe swiatło dochodzace ze szpar miedzy deskami.. Nuciła pieśń.. Wtedy zamkneła oczy i po policzkach spłynęły jej ogromne periste łzy...
Teluuen tylko rzygladał się wszystkiemu.. chciacos powiedziec ale nie zdazył. Usłyszał glos za scianą.. głos kroków i cichy gwizd..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Thu Dec 11, 2003 12:01 am   

Przesuwanie ciezkiego przedmiotu znad pokrywy moglo zapowiadac pewne zmiany. Albo kolejna osoba zapytalas sie o nieodpowiednia rzecz albo Ci ktorzy trzymaja tu naszych podroznikow doszli do jakiego wniosku. Coraz wiecej swiatla wpadalo co ciasnego pomieszczenia. Poderwano z sufitu jakies plotno i teraz juz jasne strugi swiatla dostawaly sie do srodka odslaniajac walajace sie na ziemi warzywa. Teraz moglo wydawac sie jasnym ze werdowcy nie opuscili gospody. Tylko kto to mogl byc... Ponownie sufit zaskrzypial... Nagle uslyszeli jak podnosi sie lancuch na ktorego koncu bylo oczko od klapy. Klapa otworzyla sie... Strumien swiatla oslepil podroznikow. Zachowywali sie jakby przez dni nie widzieli Slonca. Ich zrenice zrobily sie tak male ze prawie nic nie widzieli procz swoich rak przeslaniajacych snop.

- No Juz! Wychodzcie... Szybko! - Glos nie byl podobny do zadnego jaki slyszeli wczesniej. To byl wysoki meski glos. Nie dalo sie odczoc jego zamiarow. Na dol zostala spuszczona drabina. Teluumen pierwszy spojrzal sie po swoich towarzyszkach i zlapal sie kurczowo drzewca. Podciagnal do gory i wstal na rowne nogi wspomagany przez nieznajomego. Odziany byl w czern, lecz w jaeg wizerunku malo bylo zla. Wydawal sie uprzejmy i pomocny. Zamienili spojrzenia i ocenili zagrozenie. Teluumen spojrzal w dol i zachecil Nimrodel do wyjscia wyciagajac ku niej reke. Zlapala sie mocno i wciagnela do gory. Po niej Leila, lecz dopiero teraz bylo widac iz dziewczyna jest ciezko poturbowana na plecach i ciezko jest jej chodzic.

- Tedy... Droga wolna... - Odezwal sie cicho meszczyzna. Nie bylo wiadc co mial pod plaszczem - Tu leza wasze rzeczy. - Te "wasze rzeczy to byly jedynie plaszcze i dwa sztylety nalezace do dam.

- Jak Cie zwa? - Zapytala Nimrodel przypatrujac sie postaci. Nie widziala jej twarzy, jedynie blyszczace oczy i kawalek porzadnie dbudowanej rzuchwy.

- Nie czas teraz na to... Dowiecie sie pozniej, teraz trzeba stac uciec poki tamci nie oprzytomnieja. - Wyszli przez niskie drzwi. Podroznicy nie wiedzieli zupelnie gdzie ida. Kierowali sie na nieznajomym jak male kaczatka za matka. Weszli schodami na gore. Przesli kolejne drzwi. Dopiero teraz poczuli w nosach ten sam zapach palonego opiom o zapachu roz. Wydawalo by sie ze sa blisko glownego wyjscia. Lecz nagle przeszli przez ducha kuchnie z wieloma piecami pod ktorymi powoli dogasal ogien i staneli przed wielkimi stalowymi drzwiami za pewne bedacymi przejsciem dla sluzby. Nieznajomy wyciagnal z kieszeni klucz i wlozyl go w zamek. Przekrecil kilkakrotnie i drzwi stanely otworem. Wyszli na zaplecze karczmy. Dookola walaly sie jakies skrzynie, worki z ktorych wysypywala sie maka, cukier... Stalo tam mnostwo beczek niewiadomo z czym ale bylo ich tak wiele ze czlowiek moglby szybko stracic kierunek. Nimrodel spojrzala w gore. Niebo bylo tak czyste i klarowne ze bylo widac wszystkie gwiazdy. Nagle uderzyla ja mysl. Przeciez jak tu wchodzil to rozpoczynala sie noc... A teraz gwiazdy patrza sie na nich najjasniej jak tylk moga? Widac spedzili tam wiecej niz kilka godzin.

- Ile tam bylismy? - zapytala Nimrodel

- Od momentu jak was sledzilem nad morzem minely trzy dni. - Odparl nieznajomy.

- Sledziles nas? To jak mozemy Tobie zaufac!? - Pociagnela meszczyzne za czarny plaszcz. - Stoj! - Zatrzymali sie posrodku waskiej uliczki. Dookola nie bylo ani zdziebka swiatla ktore by chocby na moment umilalo zaistniala sytuacje.

- Widac musicie bo nie macie innego wyjscia. Oni beda was scigac, za to co widzieliscie, za to co wiecie. Nie ma przed nimi ucieczki. I zanim was zlapia radze jeszcze troche powalczyc o przetrwanie. A teraz siedz chicho elfko i daj mi pomyslec. - Mimo iz osobnik byl poddenerwowany pytaniamy Nimrodel to nie dal po sobie poznac oznak gniewu, lecz byly one wyczowalne. Odwrocil sie od Nimrodel i Teluumena podtrzymujacego ledwo trzymajaca sie na nogach Leile i uniosl rece do twarzy. Widocznie zastanawial sie co mozna by dalej poczynic z tym faktem.

- Sadzilem ze jesli juz ktos zechce nam pomoc to bedzie mial juz wszystko zaplanowane... - Irytacja Nimrodel widac rosla... Ale nie chciala aby teraz cala ich nadzieja odwrocila sie na piecie i odeszla.

- Uznam ze tego nie slyszalem. A teraz chodzcie. Znam dobre miejsce by porozmawiac w spokoju. - Nieznajomy wyrwal z kopyta i powoli sie oddal. Trzej towarzysze jednak stali i przygladali sie jego malejacej sylwetce.

- Nie ufam mu... Nawet nie chce mu zaufac... - Mruczala pod nosem Nimrodel.

- Z takim ciezarem jaki teraz za soba niesiemy chyba bedziemy musieli. Nie przychodzil tu po to tylko by nas wyciagnac a potem obrabowac. Mogl to juz zrobic na miejscu - Odrzekl Teluumen poprawiajac uchwyt na pasie dziewczyny. Glowa Leili opierala sie teraz bezwladnie na policzku elfa. - Powiem wrecz ze musimy teraz zaryzykowac.-

- Idziecie czy nie? Mowie wam do cholery ze nie mamy czasu! - Ruszyli za nieznajomym. Nieswiadomi niebezpieczenstw, nieswiadomi przygod jakie dopiero teraz zaczely sie przed nimi...

--------------------
PS. Przepraszam za literowki...
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Thu Dec 11, 2003 2:43 pm   

Jedyna rzeczą o której Nimrodel myślała w tej chwili było to " Co to za facet".. Włascwie nie tylko jej przechodziło jej to przez głowę.. Leila cięzko myślała ad tym wszystkim..Jedynie Teluumen zdawał się ufąc męzczyźnie.
- Dobrze sie czujesz? -rzekła nimrodel cicho w stronę Leili..
Leila złapała sie za obolałe plecy i widocznie przez ból rzekła:
-Tak...mam nadzieje ze do jutra sie wygoi


Na jej twarzy ukazał sie blady usmiech..
Podązali z cicha ulicami miasta. Nie było nikogo.. az dziw bierze ze tak ogromne miasto w nocy nie chowa nikogo w zakamarkach.
Męzczyzna szedł pare stóp przed nimi. Nie wydawał z siebie zadnego dzwieku. Jedynie płaszcz lekko furkotał na wietrze.
- Ufacie mu?- rzekła Leila
Teluumen spojrzał na obojetna twarz Nimrodel
- nie mamy innego wyjscia rozumiecie?..Gdyby nie on nie wiadomo co by sie z nami stało..-rzekł
Leila spojrzała się na nimrodel
-Jesli bede miała jakis wiekszy argument zeby moc mu zauifac..dopiero wtedy to zrobię..
Teluumen parsknął cicho
- Nie ufasz mu wiec mi tez nie ufaj..
Nimrodel spojrzała sie jadowicie na elfa.
- Nie porównuj siebie do niego.. ciebie znam troche dłuzej niz jego.. i nawet nie znamy jego imienia.
Teluumen nie zwrócił na to do tej pory wiekszej uwagi. chciał cos powiedziec ale mezczyzna stanał i odwrócił sie w ich stronę
- mam nadzieje ze zbytnio sie nie zmećzyliscie ta drogą..juz niedługo bedziemy na mejscu..własciwie to zaraz..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Galad 
Moderator



Joined: 17 Mar 2003
Posts: 992
Location: Warszawa
Posted: Thu Dec 11, 2003 6:36 pm   

WNieznajomy caly czas szedl na przodzie. Nie ogladal soe do tylu. Po prostu szedl przez siebie...
Caly czas szli ciemnymi uliczkami Samary. Dopiero teraz zorientowali sie jakie jest to miasto w nocy.... Co chwile mijali zebakow, lotrzykow ktorzy tylko czekali az przejdzie kolo nich bezbronna osoba, pijakow....
Kilkanascie minut pozniej zobaczyli gospode, nie byla ona jednak tak duza jak ta w ktorej byli uwiezieni ci ktorych uatowal wedrowiec....
Przybysz odwrocil sie do nich, jednak caly czas kaptur oslaniall jego twarz.
-to tu - powiedzil krotko i otworzyl dzwi do gospody.
Weszli do środka. Nikogo nie spotkali w malym hollu. Wszyscy spali. Po cichu weszli na pietro. Nieznajomy otworzyl dzwi do swojego pokoju. Trojka uratowanych weszla do srodka. Nic do siebie nie mowili. Wszyscy spojrzeli sie na nieznajomego. Nawt wtedy nie odslanial twarzy. Nimrodel w koncu nie wytrzymala i musiala ponownie zadac to pytanie:
-To jak sie nazywasz?
Leila i Teluumen tylko patrzyli na ubranego w czern wybawce.
-Jka widze to jest dla was najwazniejze, wiec dobrze......nazywam sie Xan....
Wszyscy ciagle patrzyli na niego. Leila ani Nimrodel nie wiedzial yco to znaczy ze tak nazywa sie nieznajomy....
Xan zdjal w koncu kaptur z glowy. Popatrzyl soie w oczy Elfowi....
-witaj Teluumenie......
_________________
"But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."

_________________
http://amp.digart.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Thu Dec 11, 2003 9:36 pm   

- Oni sie znaja?! Dlaczego Teluumen nic nie powiedzial! - Mysli Nimrodel klebily sie coraz bardziej. - W takim razie dlaczego... - W tym momencie Leila polozyla sie na lozku i odetchnela geboko. Drzwi zamknely sie pozostawiajac podejzliwa Nimrodel i druga dziewczyne w srodku.

- Nie sadzilem ze Ty jeszcze zyjesz. Myslalem ze tamtego dnia wszystko bylo przeciw nam. - Odrzekl meszczyzna sciskajac reke elfowi.

- Powiem szczerze ze bylem podobnego zdania. Tylko powiedz mi przyjacielu dlaczego akurat to miasto? Co tym razem sie dzieje? -

- Doskonale wiesz ze sciagam klopoty. Tak szczerze mowic to nie wiem i moze nawet nie chce wiedziec, ale mialem przeczucie ze tu przybedziesz predzej czy pozniej, a chcialem sie z Toba zobaczyc by przekazac ci pewna rzecz. - Xan odslonim swe lica i oczom Teluumena ukazala sie nie ta sama mlodziecza twarz co 12 lat temu. Teraz pokrywaly ja male acz liczne blizny. Byla idealnym odzwierciedleniem tego przez co przeszedl ten czlowiek. Wiele razy musial otrzec sie o smierc. Lecz jaego piwne oczy nadal mialy ten sam przeszywajacy wyglad. Lekki zarost podkreslal jego zacietosc i chcec zycia, chociazby dlatego by sie pewnego dnia znow ogolic. Tak wiec Xan odchylil swoj plaszcz i z jednej z licznych skorzanych schowkow wyjal jakis maly wisiorek. Wygladal niczym mala fiolka na ktorej szczycie siedzial maly smok a swoim ogonem obkrecal ja dookola tak by nigdy mu sie nie wyslizgnela. Smok byl szczerozloty, przez swoje bloniaste skrzydla mial przelozony lancuszek. Natomiast zawartosc? byla zielona i mocno fosforyzowala otaczajac reke Xan'a lekim zielonkawym blaskiem. - Wiesz skad to mam? Byles moze kiedys w Duaten? Pierwszym miescie zalozonym tu ponad 130 lat temu na ruinach dawnych plemion? -

- Nie, jakos nigdy nie zapuszczalem sie az tak daleko. Przeciez to za gorami Garadestru... -

- Powinienes kiedys jednak sprobowac poplywac, bardzo ulatwia to zycie. Nawet jesli masz paniczny lek przsed lodziami. -

- Poruszyles drazliwy dla mnie temat czlowieku. Mimo iz znamy sie juz troche to nigdy nie wybacze tobie tej przeprawy lodzia. Moglem faktycznie wtedy utonac jełopie. - Twarz Teluumena w pelnej krasie odzwierciedlala to co wlanie mowil, o czym mysal. Az bylo widac ponownie ten strach w jego oczach.

- Za to Cie lubie elfiku. Za ten cholerny brak poczucia humoru. - Xan objal wdzieczne podroznika i opklepal do po plecach. - A teraz trzymaj to paskudztwo, nie wiec co z tym zrobic. A znalazlem to w takim miejscu ktore nic nie moglo mowic o jego pochodzeniu. -

- To znaczy? -

- W sciekach na brzegu morza, plywalo sobie tuz przy brzegu gdy rozladowywalem transport z Trytonu. -

- Dziekuje... Widac zrobil sie z Ciebie wielki podroznik drogi Xanie. Duaten, Tryton... Teraz Samara, a co jutro? Moze inne wyspy? -

- Przesadzasz, czlowiek jak dobrze wiesz zrobi wszystko dla kilku zlotych monet w sakiewce. A swego czasu mialem taka potrzebe. - Gdy Teluumen wzial tajemniczy wisior do reki jego blask jakby ucichl. Schowal sie wewnatrz i nie dawal zadnego znaku. Zielonkawe zabarwienie stopniowo tracilo swa barwe az wreszcie plyn zrobil sie przezroczysty. Lecz oczy elf nie zwrocily na to uwagi gdyz byly bardzo zaaferowane nowym wygladame przyjacila z dawnych lat.

- Cholernie sie zmieniles Xan. Z poczatku nie mialem pojecia ze to mozesz byc Ty, mimo tego glosu. Ale pomyslalem sobie... Nie bede kusl losu. A jednak... -

- Niezbadane sa wyroki bogow jak widzisz. Ty z kolei jestes tym samym pierdola co i te 12 lat temu. -

- Moze nie bede wam przeszkadzala, starzy przyjaciele co? - Glos Nimrodel dobywajacy sie zza uchylonych drzwi byl tak ironiczny ze zaraz mozna bylo sie spodziewac nieprzewidzianych nikomu reakcji. I tak faktycznie bylo... Szybkie uderzenie zwinnych ramion elficy powalilo Teluumena na ziemie. - Czemu nic nie mowiles ze go znasz!? Ja tu ze strachu umieralam a Wy sobie teraz zarty stroicie! Zero sprawiedliwosci na tym choernym swiecie...! - Nimrodel widac potrzebowala tego wyladowania. Zatrzasnela drzwi i slychac bylo przekrecany z drugiej strony klucz. - Mam was dosc konspiratorzy na ten dzien! -

- Ciekawa osobka, nie ma co... To jakas nowa znajomosc? - Xan pomogl wstac elfowi ktory trzymal sie za obolala szczeke. - jejku, z Ciebie naprawde jest ta sama dawna pierdola. Moze i dobrze, nie bede musial zmieniac nawykow by zawsze ratowac i tylek. -

- Jasne... Potrafisz podniesc na duchu. Tak, poznalismy sie rano. To znaczy z tego co mowiles trzy dni temu rano. Nimrodel ma swoj tupet , nie ma co ukrywac. A ta druga jesli chcesz zapytac... Leila, mieszka w tym miescie juz troche... Uratowala mi zycie przed rozjechaniem pierwszej nocy. Tez niezla osobka. -

- Obydwie sa niezle... Ty to zawsze miales dar do znajdywania ladnych a zarazem zaradnych dziewczyn. Cholerny szczesciarz... Choc... Chyba musimy wynajac inny pokoj bo tu nas nie chca. Przy okazji postawie ci pinte piwja jak za dawnych lat... -
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Thu Dec 11, 2003 9:52 pm   

Schody zaskrzypiały pod stopami Xana...Teluumen schodizł lekko pogrązony w myslach i rozmowie z Xanem.. Siedli przy któryms z bardziej ubocznych stolików i poprosili barlimana o piwo..
- A wiec.. porozmawiamy o dwnych czasach.?
Teluumen usmiechnał się na widok kufla piwa..
- ty zawsze luibiłes wspominac...zawsze duzo opowiadałes..
Xan spojrzał na kolejną postac schodząca ze schodów. była to Nimrodel. Wygladała teraz na bardziej opanowaną.. Nic nie było bardziej widoczne niz odrobina niepewnosci.... Nimrodel podeszła cicho do stolika i spojrzała przeszywająco na Xana..
- Moge sie przysiasc? -rzekła
Teluumen odwrócił sie i usmiechnał się jadowicie..
- Więc mogę czy jedynie przeszkadzam?
Xan wskazał miejsce obok... nimrodel usiadła
Spojrzała na dwojke dawych byc moze przyjaciół.
-nie chciałam cie zabic.. - rzekłą Teluumenowi..
Teluumen usmiechnał się ponownie i rzekł gdzies w scianę.
- Tak wiem... powinienem był wam powiedziec wczesniej.. a co z Leilą?
nimrodel oparła się o stól lokciem.
- Lezy.. boli ja wszystko..musi wypocząc..-rzekła..
nikłe swiatla tajemniczej gospody oswietlały sylwetki 3 postaci..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Fri Dec 12, 2003 7:31 pm   

- Teli? Czemu nie ulzysz dziewczynie? Takiej dziewczynie nie ulzysz? - Zapytal Xen ze szczerym usmiechem na twarzy. Byla to prawde mowiac gigantyczna podpucha ze strony Xan'a, ale tazke moze chcec ukazania prawdziwej natury Teluumen'a.

- A masz to czego bede potrzebowal? Barman?! Sól Cypryjska jest? - Barman zrobil oczy wieksze nizli przy normalnym zdziwieniu. Jego twarz mowial poprostu "mow do mnie jeszcze".

- Sadzisz ze proponowal bym Tobie udzialy bez zaopatrzenia?- Xan wyjal zza pazuchy maly czarny woreczke przewiazany rzemykiem. - Oto i twoja sól -

- Co to jest? Co z tym bedziecie robic chlopaki? - Nimrodel wygladala na wyjatkowo podekscytowana zaistaniala sytuacja. Teluumen usmiechan sie do niej delikatnie zachecajac do daleszych pytan. - Ej no... Przepraszam Cie za to na gorze... No powiedz mi... Prosze... - Elfka zrobila jedna z tych dziewczecych blagalnych min, lecz Teluumen pewny ze w tym momencie nadeszlo jego 5 minut nie chcial uszczypnac nawet funta tajemnicy.

Zlapal dziarsko woreczek i wstal od stolu. Obydwoje ruszyli za nim na gore. Xan doskonale wiedzial co zaraz sie bedzie dziac dlatego jeszcze bardziej podpuszczal Nimrodel roznymi opowiesciami, lecz wciaz nie mowil co sie zaraz stanie. Teluumen poprosil elfke o klucz. Dziewczyna podala miedziana rzecz i oczekiwala z niecierpliwoscia. Drzwi juz staly na osciez gdy Teluumen uklekna przed lozkiem Leili.

- A wy co? Przyszliscie sie poznecac nademna? - Teluumen przylozyl palec do ust i pomogl dziewczynie przekrecic sie na plecy. Zakryl jej oczy i kazal oddychac spokojnie kladac reke na piersi.

- He... Teraz bedzie najlepsze... - Zasmial sie opierajacy o framuje drzwi Xan. Nimrodel uklekla przy Teluumenie i z bacznoscia obserwowala co sie bedzie dziac.

Elf podniosl worek. Z gracja rozwiazal i uszczypnal zawartosc sakieweczki. Nimrodel przyjrzala sie uwaznie zoltawemu proszkowi miedzy palcami Teluumen'a. On zas posypla poszkodowanej brzuch i kawalkiem wegla trzymanym w drugiej rece narysowal dziwaczny znak tuz obok rozsypanej soli.

- Radze zamknac Ci oczy Nim... - Oznajmil Xan.

Teluumen przymknal powieki i recytowal pocichutku jakas formule. Nagle jak nie zablyslo! Pokoj na chwile stanal w swietle a potem wszystko wrocilo do normy. Nimrodel zaczela trzec oczy z bolu ktory z reszta z chwila kolejna ustapil, ale bylo to niemile doswiadczenie. Nagle znazcek psany weglem na brzychu Leili zaczal sie poruszac. Powedrowal w strone jej ramienia, potem zniknal na plecach. Dziewczyna nie ruszala sie, oddychala tak jakby nic sie nie stalo. A jednak sie dzialo.. I to duzo jak na jeden raz. W chwile potem Teluumen wstal, otrzepal rece i oznajmil - No... To tyle sztuczek na dzis. - Smiejac sie przy tym do Xana i obserwojac reakcje Nimrodel.

- O cholera... - Dziewczyna dalej kleczala przy lozku. - I ty mi o tym dopiero teraz...! Tak... Nic nie mowiac...!? No wiesz? Jak mogles... - Reakcja byla nadzwyczaj dziwna. Ciezko bylo zgadnac co tak naprawde bylo na mysli w efki glowie, ale mialo to bardzo duzo wspolnego ze slowem "wow".

- Hej Leila? Mozesz juz otworzyc oczy, juz po wszystkim. - Powiedzial Xan marszczac troche brwi.

- Jak to po wszystkim, przeciez dopiero co kazales mi zamknac oczy a juz po wszystkim? - Dziewczyna bez problemu podniosla glowe i usiadla na lozku. - Yyy... Jakto? -

- Takto... Najdrozsza... Idziemy dopic piwko, co nie? - Zapowiedzial Teluumen i ruszyl na dol.

- Nie dziekuj mu... On nie lubi tego po takich numerach. - Szepnal Xan i ruszyl za Teluumen'em - Ej, poczekaj! Zebys sie nie rozpedzil z tym piciem! -

Leila dziwnie spojzala na Nimrodel. Tak jak sie spoglada po tym jak ktos powie cos glupiego. Ale bylo to troche inne spojrzenie. Majace wiele wiecej z niedowierzania. Nm wzruszyla ramionami i wstala. Nastepnie pociagnela Leile za reke i obie poszly na dol zamykajac za soba drzwi.
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Fri Dec 12, 2003 10:43 pm   

Xan siedział przy stoliku a Teluumen przy nim. Na radosny krzyk Leili odwrócili się oboje i nikł usmiech pojawił się na ich twarzach..

- Ty masz w sobie cząstke cżłowieka wiesz?- rzekł Xan do Teluumena.
Ten nie rozumiał tych słopw.. Wydawałay mu się wprost śmieszne.

Leila i Nimrodel usiadły obok nich..
-No to jak..co tutaj robimy?-rzekłą Leila spadajac z tonu..
Xan spojrzał na Teluumena a potem na Leile i Nimrodel
- Chciałem tylko porozmawiac..
Nimrodel nie mogła usiedziec cicho.. Tyle mysli swidrowało ją w głowie.. nie dawały jej spokoju.
- Co ty tutaj robisz? jak nas uratowałes..sam.. -rzekła
Xan wiedział ze takie pytania nadejda..
- Jak wiecie z eluumenem łaczy mnie kolezenska nic..

nimrodel spojrzała się dziwnie na Xana..
- nie o to mi chopdzi w pierwszej kolejnsci.. jak nas wydostałes w pojednynke?
Xan nie dawał po sobie poznac oznak lekkiego niepokoju..Odetchnął gleboko i chiał mówic gdy przez drzwi gospody wleciał jakis czlowiek..

Przeturlał sie po podlodze zwracajac na siebie powszechną uwagę siedzacych..
Oparł się o stól. do sali weszło dwóch w miarę przysadzistych osób.. mezczyzn,,

Teluumen kiwnał glową znacząco w stronę Xana. Nimrodel i Leila tazke sie poruszyły.. Cała czwórka podeszła do kręgu zainteresowania jednak przedtem rzuciłą okiem na całą sytuacj.e

Przestraszony karczmarz wybiegł przed bandziorów i krzyknał błagalnym głosem:
- Nie róbcie mi burdy w karczmie...tyle lat to wszystko składałem w kupe..
Męzczyzna splunał mu pod nogi i odepchnał nie patrząc na niego wiecej. Patrzył tylko na męzczyzne patrzącego beradnie w jego nadchodzące przeznaczenie..

Teluumen wyszedł przed niego wraz z Xanem. Nie wiesdział dlaczego co zrobił. Teraz się bał. Był mały w porównaniu z dwoma oprychami.
chciał odejsc, cofnac sie ale nie mógł. Ugrzęzł w miejscu. nie móc nic zrobic byc całkowicie bezczynnym..
-A to co..przeszkadza ci coś..?- rzekł jeden z nich ..wiekszy
Teluumen zaczał się jakac. Leila i Nimrodel stały na uboczu.. trzymajac drzace dlonie na sztyletach.


Xan jednak wyszedł przełykajać sline na przeciwko im..
- Mozecie go zostawic.. nic wam nie zrobił..-rzekł donosnym głosem..
Męzczyźnio spojrzeli się na twarda twarz czlowieka..
Spojrzeli sie na siebie a potem oboje na Xana..
-A zejdz z oczu... - rykneli obaj i rzucili sie przed siebie.
-Nie radze- krzykneła Leila dzierzac krótki jozyk w dloni.

Xan spojrzał się na nią .. potem wszystko działo sie jak
byłskawica..szybko ..

Pmogli po tejze burzy wstac mezczyxnie.. obaj zbójcy lezeli w kałuzach.. nieprzytomni..
-Jak sie nazywasz?-zapyta; Xan..
-Dziekuje za pomoc.. a imie nie bedzie potrzebne...
Wszyscy spojrzeli na ową osobistosc ocierającą kurz i pył z ramion.
- usiadz z nami.. -zaproponowała Leila..
Nieznajomy spojrzał na twarz Xana i przestraszył się niezmiernie..
- nie..ja dziekuje...ja..ja musze isc..
Wchodzac zdazył rzec
- Odwdziecze wam sie innym razem..
Nikt nie mogł zrozumiec dlaczego tak czlowiek postapił. Leila miała pewne preczucia co do Xana.. złe przeczucia..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Galad 
Moderator



Joined: 17 Mar 2003
Posts: 992
Location: Warszawa
Posted: Fri Dec 12, 2003 11:31 pm   

....Jednak nie dawala poznac tego po sobie. Wszyscy znowu usiedli przy stole. Kolo nich stal karczmarz.
-dziekuje wam, dziekuje - wyszeptal
-nie ma za co - przyjacielsko odparl Teluumen zwracajac sie do wlasciciela karczmy.
Dwaj zbojcy nieprzytomie lezeli na podlodze. Byli zwiazani sznurami.
-A co z nimi bedzie - zapytala Nimrodel
-zaczekamy do rana i wyciagniemy z nich co oni chcieli zrobic...... tamtemu - odparl Xan ktory wpatrywal sie w dzwi, jakby ciagle myslal o tamtym czlowieku.
Teluumen popatrzyl sie na przyjaciela. WIedzial czemu ma taka mine. Sam poczesci jest z tym zwiazany.....

-Ide sie juz polozyc - oznajmila Leila - zmeczona jestem po tym calym dniu....
Odeszla od stolu Stanela przy schodach i popatrzyla sie dziwnie na Nimrodel...
-to ja tez juz pojde do pokoju - wytlumaczyla sie Nimrodel i wstala od stolika....

Zaraz potem kiedy juz weszli na pietro Leila zlapala za reke Nimrodel.
-mam zle przeczucia co do tego Xana...
-nie wiem musimy poczekac, juro trzeba bedzie z nim jesczze porozmawaic jak nas uwolnil i kim on jest...
-tak, zdecudowanie, jednak juz teraz wydaje mi sie on jakos podejrzany....

-myslisz ze wiedza o co chodzi - zapytal Teluumen.
Xan popatrzyl sie na przyjaciela.
-tak mysle ze domyslaja sie o co chodzi...
Przez pare sekund panowala cisza.
-trzeba bedzie cos z tym zrobic, nie mozemy tego tak zostawic.....
_________________
"But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."

_________________
http://amp.digart.pl
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Sat Dec 13, 2003 10:16 am   

- Teluumenie..juz niebawem trzeba bedzie wyłozyc otwarte karty.. Musimy im powiedziec.. i im zaufac..-rzekł Xan wpatrując się swidrujacymi oczyma w Teluumena..
- Ty wiesz.ze z zaufaniem to u mnie nie bylo nigdy za łatwo..

Xan spojrzał się teraz zaciskając cos pod stołem. Teluumen zwazyył ten gest jednak nic nie mówił..
-Musisz im powiedzeć...a nieługo muismy ruszac...Nie rozumiesz?- to ostanie słowo prawie wykrzyknał..
Teluumen spojrzał się na groźny wyraz twarzy Xana.. nie poznawał go.. nigdytaki nie był.. chyba ze lata morskiej pływaczki zmieniły go na twardszego człowieka..

Xan rozejrzał się wokoł i zrozumiał co poczynił.
- Ja przepraszam..poniosło mnie... te wszystkie kłopoty kte miałem mam i beda na mnie czyhały zmieniły mnie ostantio..

Teluumen usłyszał te slowa jakby wyjete z jego samej glowy..
Potem uspokoili się.. jednak nie wiele mówili..

Jednak chwilę potem Xan wstał irzekł:
-Wybacz..muszę wyjsc i obeznac się z okolica..A tymczasem ty idz i powioedz im co jest grane..
Teluumen spojrzał na Xana i zapytał się:
-długo bedziesz?
Xan obejrzał się drzwiach i usmiechnał się
- Nad ranem będe..

.......................

Nimrodel i Leila siedziały w swojej izbie.. Myślały o Xanie..
Leila prychneła cicho..
- Wymknał się od odpowiedzi... ale ja sprytnie..

nimrodel całkiem o tym zapomniała..jej twarz nie przybrała zadnego głebszego wyrazu ale za to serce zaczęło bić szybciej../

- Tak faktycznie..wymigał sie..ale spytamy się go jutro..teraz jest juz późno..-rzekłą Nimrodel
Leila wpatrywała się w ksiezyc..

- Juz po północy..-rzekła Leila

-Tak..Switać niedługo zacznie..dzisiaj najkrótsza noc w roku... jednak chłodno jest..-niedobrze..-odparła Nimrodel..

-nieodobrze to jest cos z tym Xanem..- rzekła Leila
Nimrodel zaśmiała sie jednak jej wątpilowsci co do niego były coraz wieksze...od chwili w której tylko sie poznali..
- Tak wiem...cos złego w nim jest... czuje to... ale teluumen złego słowao nim nie da powiedziec..

Zaszyły sie w cisze gdy do pokoju wszedł Teluumen.
]
-Gdzie Xan?- zasadnicze pytanie obu dziewcząt.
Teluumen odparł wachając się trochę
-Wyszedł.
-Jak to wyszedł..gdzie? -pytała dociekliwie Leila..
Teluumen był coraz bardziej meczony podobnymi pytaniami i przerwał..

Usiadł na krześle obok zaslonił dłonią oczy i przemowił głosem zdziwionym i lekko poruszonym

-Xan zmienił sie..nie poznaje go..kiedys był spokojny opanowany a teraz o mało co by stołu nie wywrócił do góry nogami..- szeptał coraz głosniej.

Nimnrodel siedziałą i czuła ze cos jest niae tak.. tak samo jak Leila..od samego poczatku..

-Mowiłam ci ze nie ufam i cos jest nie tak.- parskneła w stronę Teluumena

Teluumen spojrzał na Leilę. Jej oczy same mowiły ze zgadza siez Nimrodel..
-Dziewczyny..to przez te morskie wyprawy...
Nimrodel spojrzała się bez slowa. Tym razem rpzemoiwła Leila
- wiesz fgdzie pływał?

Teluumen spojrzał się na nią i usmiechnał się..

-Wszedzie...oprócz paru miejsc w Irimie..
Leila chciałą wiedziec wiecej i konkretniej...
- Poźno jz...jestem zmeczona -r zekła Leila

Potem wstałał i odeszła do swojego łozka ustawionego pod scianą..

Dwie osoby pozostałę nie miały juz ochoty na nic.. ułozyły si e wygodnie w swoich łozkach. teluumen widział za miał powiedziec.. powie..ale jutro...
Nie.. nie mógłby..musi terasz..

-SPicie?-zapytał się lekkim i drzacym glosem..
Usłyszał w odpowiedzi dwa słowa.. ( nie i nie )
-chce wam cos powiedziec...bynajmniej musze..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Sat Dec 13, 2003 12:19 pm   

Noc byla jedna z tym mrocznych. Chlod ksiezyca ogarnial wszystko co stawalo mu na drodze. Lekka mgielka unosila sie nad brzegiem morza i powoli wlewala sie w miasto. Ulice pokryly sie lekkim bialym nalotem jak na poczatku zimy. W karczmie zgasly swiatla, wydawac by sie moglo ze juz nikt nie czekna na nikogo. Karczmarz nie spodziewal sie juz nowych gosci bo o tej porze juz dawno kazdy powinien sobie znalezc odpowiednie lokum. Luna ksiezyca dwawala odpowednie swiatlo by cokolwiek widziec w Samarze. I bardzo dobrze...

Xan wyszedl z karczmy. Okryl sie plaszczem i wlozyl skorzane rekawice. Ta noc przypominala mu jedno wydarzenie ktore zmienilo cale jego zycie. 8 lat temu w okolicach kopalni niedaleko Hentan zdarzyl sie wypadek. Znal juz wtedy dobrze Teluumen'a ale byla to chwila gdy musieli rozdzielic swoje scierzki na pewien czas.

- Uff.... Zimno... - Powiedzial z cicha Xan przechodzac przez most. Rzeka przeplywajaca przez Samare pokryla sie tak samoj ka wyszstko dookola lekka mgla. Nagle... W odleglosi jakis stu krokow od mostu meszczyzna spostrzegl znikajaca za winklem postac. Bylo to cos czego bardzo nie lubil. Faktu ze kto go sledzi, patrzy na kazdy jego ruch i czeka az przyneta zlapie haczyk za ktory potem wystarczy posiagnac. Ruszyl w strone skrzyzowania. Kaptur zsuna sie z krotko obcietej glowy. Brakowale jeszcze kilka krokow. Uslyszal przyspieszone kroki. Teraz byl to odpowiedni moment by puscic sie w pogon za szuja. Biegl... Minal zakret... Widzial uciekajacego czlowieka... Jego szybko przemieszczajace sie nogi podrywaly do gory dlugi plaszcz. Kolejny zakret, kolejna dlugosc ulicy... - Czego chcesz odemnie?! - Huknal Xan lapiac czlowieka za ubranie i unoszac do gory. - To ty... Ten facet z karczmy! -

- Nie zabijaj mnie, blagam! Powiem ci wszystko! Wszystko co chcesz tylko mnie nie krzywdz.. Blagam... - Jeki meszczyzny byly niedo zniesienia dla Xan'a. Puscil scierwo na ziemie i patrzyl sie z politowaniem na ten kawalek miesa. Odwrocil sie na chwile y zobaczyc czy oprocz nich nie ma tu niekogo jeszcze. Wtedy poczyl przeszywajacy bol...

Dlugi sztylet przeszyl go na wylot. Lekka steruga krwi juz splywala bo jego klindze za ktora trzymal ow maly niepozorny meszczyzna. Xan padl na kolana i chwycil sztylet obiema rekami. Meszczyzna zaczal uciekac, ogladajac sie co chwila za siebie. Biegl w nieslychanej panice. Obijal sie o sciany, potykal o wlasne nogi. Przerazliwie sie bal... Niewiadomo czy tego co zrobil, czy tego co moze sie mu przytrafic...

Xan lezal juz w kaluzy krwi. Lekka para unosila sie z jego ust... Smierc przychodzila szybko. Zalewala mu oczy ciemna poswiata, tracil powoli sluch, konczyny odmowily mu posluszenstwa... Powoli przestawal myslec o czymkolwiek... Zasypial... Lecz coraz mocniej czol cieplo rozchodzace sie od zranionego miejsca... Przechodzilo go wzdloz, powoli rozchodzilo sie do rak.. Nog... Juz nie czol bolu... Wstal, jednym zamaszystym ruchem wyciagnal kawalek zaostrzonego zelastwa z piersi... - Jeszcze Cie znajde gnido... I wyrrzne was wszystkich... - Mysli byly jasne...

Meszczyzna biegl nadal... Nagle schowal sie w zaulku i dyszl mocno ze zmeczenie... Ze strachu...

- Wybierasz sie gdzies? - Glos Xana stojacego tu obok wydal sie tak przeszywajacy jak stos kamieni spadajacy z duzej wysokosci. Wrzask...
I to byla jedyna rzecz jaka zdarzyl zrobic przestraszony czlowiek... Chwile pozniej jego cialo zwisalo nabite na reke Xan'a... Widok byl okropny... Bo reka przedziurawila klatke piersiowa i uniesiona w gore robila za wieszak... Czlowiek rzucal sie w przedsmiertnych konwulsjach probojac wydobyc ostatnie tchnienie... Na prozno... Xan zrzucil scierwo na ziemie... Zdjal rekawicze i wytal ja o niezakrwawiona czesc ubrania trupa...

-------------------------------------------------

- Nie bylem przy tym... Akurat wtedy musialem pojsc z misja do pobiskiej wioski gdzie panowala zaraza... On pracowal przy wykopaliskach wraz z innymi ludzmi... Natrafili na cos co wycielo w pien wszystkich... A tylko jego pozostawilo przy zyciu. Gdy go znalazlem lezal pol martwy w pobliskim zagajniku. Nie chce wiedziec co oni tam znalezli, ale widok byl okropny. Ludzie mieli poodrywane czesci ciala. Glowy zmasakrowane... Wszedzie plynace rzeki krwi. Naliczylem sie 28 trupow... A tylko jeden ocalal... Tylko Xan... Wyzdrowial po jakis dwoch miesiacach. Mial pocharatana noge i jak moze zauwazylyscie wciaz lekko na nia kuleje. Udalo mi sie wyleczyc go ze wszelkich blizn, ale cos w nim zostalo po spotkaniu z tym czyms. Nigdy nie chcial mi powiedziec co to bylo... Mowil tylko ze bawilo sie ludzmi jakby byli z papieru... Rozrzucalo po okolicy z taka sila jakiej dotad nie widzial... To bylo straszne... Straszne tazke to ze wiekszosc z tych ludzi byla wlasnie z owej pobliskiej wioski... Wiecie jak wyglada 28 swierzych grobow? Wiecie jak wygladaja twarze ludzi ktorzy ja kopali? Jak patrzyli sie na ocalalego Xan'a? Wniosek z tego byl jeden... On ocalal.. Ale w jakim celu? -
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Sat Dec 13, 2003 2:17 pm   

Nimrodel była wsluchana w te slowa. A najbardziej w te ostatnie... odbijały sie echcem od jej głowy jak piłka rzucona od dziecka do dziecka..Potem juz nie myślała.. Usneła tak jak Leila..

Teluumen jeszcze spogladał na białą otynkowaną sciane. Wiedział ze przez to co powiedział pogłebil jeszcze bardziej podejrzliwosc w sotsunku do Xana. Potem zamknał oczy... Zobaczył swiatlo, niebo i usnał..

Na ulicy było ciemno.. niemalze tak samo ciemno jak wtedy kiedy 4 została uratowana. Xan kroczył ulicami lekko... Szedł tera brzeguem morza. Spojrzał na delikatna tafle iwyrzucił zakrwawione rekawiczki do morza..Zaczął myslec na głos..:
-Ah Teluumen'ie..kiedys byłęs moim przyjacielem... Ale teraz...- Tu przerwał i odwrócił się..

Ruszył ku gospodzie..

Otworzył drzwi i wszedł. Na ladzie pochrapywal jakis pijaczek, a Barliman wycieral scierką stoliki... Uśmiechnał się do Xana i zaprosił do lady.
-Chcesz cos do picia..?
Xan spojrzałsie na niego i prychnał.
-Piwo korzenne..najlepiej kufel..

Barliman krzatał sie miedzy beczkami az wyjał kufel pełen piwska.

Xan usmiechnał się do niego i podziekował... To nie było w jego typie - dziekowac... Oparł się łokciem o stół i zaczłą saczyc napój..


Barliman zaczał ponownie wycierac stoliki. Tym razem zaczał od swojej lady. Pogwizdywał przy tym cicho..

- Mozesz podniesc ręke? -zapytał się grzecznie gdy scierka miała przetrzec miejsce pod kuflem i dlonią. Xan ponidósł.. Z rękawa pociekła mu krew..
Barliman z przrazeniem spojrzał się na Xana...
- Jestews ranny?- zapytał się po chwili.

Xan poczuł ze lodowaty dreszcz przeszywa jego ciało.. potem jednak wszystko przeszło... Zastanawial sie tylko czy zbic czy cos wymyslic..

Xan usmiechnał sie i zblizył się do barlimana..
- Byłem na miescie.. potknąłem się i rozerwałem kawałęk skóry..
Barliman uspokoił sie.. Xan równiez wydawał mu sie podejrzanym typem..
-Moze obejrzec..nie trudno załapac tu jakiegos świnstwa..
Xan czułsie niepewnie..
- Nie..lepiej nie.. to niewielkie drasniecie..
Barliman nie ustepował.. w koncu rzekł
- W takim razie zawiadomie twoich przyjaciół..oni ci pomoga..
Xan chciał go udusic..powiesci..zabic..
-Naprawde nie trzeba... Oni za bardzo sie mną przejmuja..nie ma co im opowiadac i daremnie ich zamartwiac..
Barliman nie okazywał strachu przed Xanem... tłumiłgo w sobie gdy ten poszedł na góre. Odetcxhna łgłeboko po jego glowie chodziła jedna jedyna myśl..

On jest jakis dziwny...ta rana..to spojrzenie przeyszywajace na wylot.. cos jest nie tak...

Barliman stwieridzł..ze zawiadomi o tym Teluumena jutro..przy najblizszej okazji...
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Teluumen 
Czarna Otchłań Morii



Joined: 02 Feb 2003
Posts: 178
Location: Podkowa Leśna
Posted: Sat Dec 13, 2003 4:09 pm   

- Teli... Prosze obudz sie... - Szepnal do ucha teluumena Xan - Potrzebuje Cie... Teli? Spisz? -

- Rawen przestan... Daj mi pospac... -Odezwal sie elf mowiac we snie. Nagle Xan szturchnal elfa tak mocno ze nie sposob sie bylo nie obudzic. - O cholera, co jest?! -

- Cicho, bo dziewczyny pobudzisz a tego nie chce... Chodz ze mna - Xan wszysedl z pokoju. Teluumen chwile jeszcze lezal, az nagle poderwal sie z lozka i wyszedl za meszczyzna. Za oknami czail sie juz brzask. Widac bylo z wysokiego budynku jak morze powoli nabieralo niebieskawych barw. Xan siedzial sam w rogu karczmy i masowal swoje dlonie. - Teli... Jestes jeszcze moim przyjacielem? Powiedziales im? -

- Co ty za glupoty opowiadasz... Tak jestm i mam nadzieje zostane do konca naszych dni. A co do hiostorii. Tak powiedzialem, a co rozmysliles sie? - Elf usiadl obok Xana i oparl glowe na rekach opierajac sie tym samym o stol.

- Nie... Dobrze.. Bardzo dobrze... Moze to im cos wyjasni. nie chce by mnie podejrzewaly o byle co. Wiem ze ostatnimi chwilami zachowuje sie dziwnie. - Teluumen przytaknal rozpoznawczo. - Wiesz... On chyba wraca, nie daje mi zasnac nocami, ilekroc zamykam oczy wciaz wiedze ten sam obraz... Zaczynam sie bac ze przejmie nademna kontrole i strace wszyscko to budowalem tak dlugo w swym zyciu. Prosze... Musisz mi pomoc... Ten czlowiek ktorego uratowalismy dzisiejszen nocy... Spotkalem go jeszcze potem... Ale nie pamietam co sie dzialo.. Niem oge sobie nawet przypomniec momentu jak wchodzilem do karczmy.. Dopiero jak siedzialem przy Twoim lozku... -

- On juz nie zyje prwada? Xan? On nie zyje? -

- Tak latwo to poznac... Tak... Rozszarpalem go... Nawet nie wiem jak... Jakby moja swiadomosc zastepowalo cos innego.. Ale ja wciaz widze, wciaz pamietam. -

- Wedle tego nie ma co zostawac w tym miescie. Nie wiem co sie dalej moze dziac.. Musimu uciekac do Hentos... Mam tam znajomego ktory chyba bedzie mogl nam pomoc. Po drodze bedziemy starli sie zaradzic efektom. A ten naszyjnik ktory mi dales... On stracil kolor... -

- Jak to stracil kolor... Przeciez... Robiles z nim cos? -

- Nie.. Poprostu trzymalem go w kieszeni.. A on zbladl... Moze lepiej bedzie jak go Tobie oddam. -

- Nie! - Xan krzyknal lecz sam sie przejal tym co zrobil - Zatrzymaj go, tak wlasciwie trzymaj go odemne z daleka. Prosze, to chyba mozesz zrobic na ten czas. - Xan wydawal sie byc bardzo zdenerwowany wszystkim co sie dzialo... Ranek wstawal coraz szybciej... Bylo to nawet troche dziwne bo byla dopiero 4 w nocy...

Nagle gdy kompani siedzilei tak w rogu karczmy, drzwi zaskrzypialy i otworzyly sie. Wszedl do srodka czlowiek ktorego Teluumen widzial pierwszego dnia gday tu przybyl... - Ta kobieta od karety... - Rozejrzala sie dookola. Ubrana byla w dlugi skorzany jasno brazowy plaszcz. A pod nim byla kurtka skorzana z licznymi paskami. Obejrzla sie w strone Teluumen'a i Xan'a. Spontnicznie wyjela spod plaszcza pistolet i oddala jeden strzal... Hukniecie... Struga bialego dymu... Drazniacy zapach prochu... Jedna rana...

---------------------------------

Postac zniknela tak samo szybko jak sie pojawila. Na podlodze lezal Teluumen z przestrzelona piersia. Krew zalewala kolejne deski. Wookol niego krzatali sie jacys ludzie. nie widzial ich twarzy. Zdawali sie byc jak duchy przelatujace nad jego glowa. ich zamazane sylwetki nic mu nie mowily kim sa...

- Leila! Co robimy.. On nam tu zaraz umrze... Xan jak mogles na to pozwolic. Teli.. Odezwij sie prosze. - Nimrodel trzymala twarz Teluumen'a i starala sie mowic cokolwiek by elf nie stracil przytomnosci. Jego oczy mimo iz byly otwarte niewiadomo ile widzialy. I czy w ogole widzialy.

- Biegne po medyka! - oswiadczyla Leila. - Wy tamujcie krew. On nie moze sie wykrwawic.
_________________
"We Are Shape By Faith Just As We Shape It"

PROGRAMMERS TEAM
|Teluumen|PRV.PL
BLOG
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Sat Dec 13, 2003 4:48 pm   

Xan śleczał obok rannego Teluumena a nimrodel uciskała mu ranę jakąs chustką. Teluumen dychał sięzko i ledwo mógł wciagac jego kochane powietrze..

Zalewał go zimny pot.. Oczy bładziły wokól.. słyszał tylko glos nimrodel.. i czuł zimny wzrok Xana..

Nimrodel ciekły łzy..nie wiedziałą czemu nie potrafiłą nad soboą panowac.. plotła bez sensu...
- Teluumemn nie odchodz... nie tera.z..jeszcze nie twój czas..
Powtarzałą te słowa non stop..w kolko..


Xan wpatrywałsie w to wszystko bez najmniejszego zanazowania.. zimny wzrok spoczywałto na elfce to na ciele Teluumena..jego przyjaciela...

Nimrodel podniosła wzrok i spojrzała na Teluumena..
-Znałes ją?-zapytała Xana

Xan jakby nie kontaktował..patrzył w oczy Nimrodel ale nic nie rzekł..
-Xan?..
Wtedy dopiero rozejrzał się wokół..
- nie.. nie znałem jej.. ..


Potem znó zapadła głucha cisza.. w karczmie nikoo nie było..zupełna pustka..nawwet kot na ogół przesiadujacy na oknie czmychnał gdzies niepostrzezenie..

--------------------

Leila biegała miedzy budynkami.. Szybko oddychałą a jej serce biło coraz szybciej i szybciej...

Szukała oczyma szyldu z z lisciem Athelasu.. Ale nigdzie nie było..
Nadzieja w jej sercu malała z kazdym minietym rogiem...


Dopiero na obrzezach miasta dostrzegła nieruchomy szyld z ledwo widocznym lisciem athelasu..
Zapukała głosno i przez łzy rzekła
- Potrzebuje znachora.... mamarannego na ulicy..
Nikt nie odpowiadal.z.aległa głucha cisza..
Opadła bezslinie na drzwi...

Nagle cos zaskrzypiało i drzwi otworzyły się. Stanął w nich młody mezczyzna z parudniowym zarostem na twarzy. Spojrzał sia Leile i zapytał łagodnym glosem..
-Gdzie ranny?

Leila natychamist wstała otarła łzy i rzekła;
- na drugim krancu miasta...
Męzczyzna usmiechnał sie do niej i rzekł przyjaznie..
- nie martw sie dziewczyno... wszystko bedzie dobrze..statnio tutaj nikt nie zginał..nie ma sie czego bac...


Leila odwzajemniłą usmiech i pobiegła lekko przed siebie... tam gdzie lezał ranny Teluumen.. Tam gdzie znachor miałpomóc..
_________________

"Everybody lies"

Gregory House

http://wirtualni.wp.pl/uid,51845,wizytowka.html
http://madammewendy.bloog.pl
 
 
 
Galad 
Moderator



Joined: 17 Mar 2003
Posts: 992
Location: Warszawa
Posted: Sun Dec 14, 2003 12:19 am   

Oboje czekali na medyka...Moze to jednak tylko Nimrodel na niego czekal, Xan jakby nie byl zainteresowany sprawa Teluumena. Patrzyl tylko w jego oczy. Caly czas jakrzyly sie, nawet teraz kiedy Teluumen byl mocno ranny.

-Gdzie ten medyk - ze zlosci wykrzyknela Elfka.
-co sie tutaj dzieje - odezwal sie zza lady Barliman.
-szybko Teluumen potrzebuje pomocy, jakas kobieta postrzelila go, szybko

Barliman potrzedl szybko do Elfa. Potem zaraz za lade i przyniso mocny spirytus.

-Masz polej rane tym..

Nimrodel wziela butelke do reki.
-Xan trzymaj go teraz
-Czaodziej popatrzyl na nia, w jej oczy, zdawaly sie jakby zalezola jej na Teluumenie, albo nawet cos do niego czula...

Elfka przechylila butelke. Strumiec alkoholu lecial na rane w piersci.

-aaa - z bolu krzyczal Elf.
-Teli wytrzymasz, dasz rade...

Teluumen caly czas krzyczal. Barliman bal sie aby inni nie obudzili sie. Jednak bardziej obchodzil go los Elfa. Zawsze mial miekkie serce. W pewnej chwili spod oka splynale lza....

-------------
Do gospody wpadla Leila. Teluumen wtedy juz nie rzyczal . Trzymal rece na piersi. Nimrodel i Xan siedzieli koo niego.

-i jak co z nim? - odrazu spytala Leila, ledwo dyszac z pospiechu
-juz nie krwawi jednak stracil duzo krwi, bardzo duzo... a co z medykiem?
-nie znalazlam, ludzie w tym miescie nie sa za uprzejmi....

--------------
Nastawal swit. Slnce wychodzilo zna horyzont... Ludzie zaczeli wychodzic na ulece. Samara znow stawala sie spokojnym miastem calkiem odmiennym niz w nocy....

Teluumen otworzyl oczy. Popatrzyl sie wokolo. Lezal na lozku. Wokol piersi mial zawaiazany bandarz. - odrazu widzac ze nie bylo medyka - pomyslal.
Wstal z lzka. Ledwo chodzil, rna wcia go bolala. Pociagnal za klamke i wyjzal na korytarz. POdszedl do schodow i postawil noge na pierwszym schodku. Drewniane schody glosno zaskrzypialy. Z parteru mozna bylo slychac szybkie szuranie krzesel. Zaraz otem Teluuman zobaczyl przyjacios na dole. Xan podpiegl do niego i wzial go na ramie. Razem zeszli na dol. Telluman usiadl na krzesle z pomoca przyjaciela. Popatrzyl sie na przyjaciol.

-dziekuej wam ze jesczze zyje - z trudem wypowiedzial te slowa i nie tylko dlatego ze go rana bolala....

Dzieczyny zerwalu sie z krzesle i podeszly do baru. Zamowily jedzenie dla Teluumena i cos do picia. W tym czasie Elf szybko zagadal Xana.

-przyjacielu tylko powiedz mi tak szczerze....
Xan popatrzyl sie na Elfa.
-dlaczego nie uzyles magi, przeciez mogles, mogles....
Xan spuscil oczy. Zaraz potem znow popatrzyl sie wprost na Teli'ego
-na pewien czas skonczylem z tym....
_________________
"But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."

_________________
http://amp.digart.pl
 
 
 
Nimrodel 
Szara przystań



Joined: 21 Feb 2003
Posts: 1256
Location: Beleriand
Posted: Sun Dec 14, 2003 1:30 pm   

Teluumen przez chwilę poczułsie tak jakby był Xanowi zupełnie obojetny..
jakby celowo mu nie pomógł...
Chciał cos powiedziec ale Xan mu przerwał:
- wi