Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2513 Location: z Carreras
Posted: Thu Nov 20, 2003 7:02 am
Walka trwała na dobre. Keira obezwładniona chęcią powrotu di swojrgo świata, nie umiala skoncentrować się na walce. W pewnym momencie troll uderzył ją w głowę. Osunęła się na kolana, potem upadła na ziemię. Zaraz też podbiegł do niej Gil-galad, wykończył trolla i odciągnął czarodziejkę w bezpieczne miejsce. Po walce wrócił do niej. Była blada, mocna krwawiła:
- Nie wrócę już do siebie...to koniec Paladynie. Chciałabym się z tobą pożegnać. - wymamrotała, Gil-galad przytulił ją, pocałowała go ostatkiem sił. Potem jej głowa bezwladnie opadała do tyłu.
- Keira....Kei!!!! - dziewczyna nie reagowała na słowa Paladyna, nie mógł uwierzyć, ze ona nie żyje. A jednak...
(Prosze mnie tu nie atować żadnymi sposobami, nie żyję i tyle. Nie mam czasu na pisanie opowieśc, a i tory po których się potoczyła nie interesują mnie za bardzo. Pozdrawiam...Keira z zaświatów.
p.s. Pochowajcie ją...pleasssseeee)
_________________ Spokój złoty i niesłychany
Pocałunki zielone jak paproć K. I. Gałczyński
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1231 Location: Beleriand
Posted: Thu Nov 20, 2003 3:05 pm
Keira padła bezwładnie na posadzke a z ust zaczełą broczyc jej krew. Jak przez mgłe widziałą swe dotychczasowe zycie.. Gil Galad podbiegł blizej i schylił się nad nią. objała ja ramieniem i rzewqnie zapłakał. Wszyscy pierwszy raz w zyciou widzieli tyle cierpienia w jego oczach..
Beren i reszta widzac to zaatakowali ze zdwojonmą siłą. mimo trudów i zmeczenia pokonali wszystkie 20...
Sale rozjasniło swiatło... i rozległ się głos:
- dobrze wykonaliscie zadanie..przed wami drugie ..dam wam jednak chwile odpoczynku...a wiec bedzieci musieli zabic kuroliszka i gryfa..sprawiał mi ostanio troche kłopotów...
swiatło paliło sie jeszcze jakis czas..ale nikt nie mysalał co dalej..wszyscy spogladali na twarz nie zyjacej Keiry..wygladała jakby spała..
gil Galad kulił się przy niej nie mogac sie z ta strata pogodzic..a miało byc tak pieknie..
Wygladała jakby spała... bestrosko i spokojnie..ale to taka jest własnie smierc...
_________________
just how deep do you believe?
will you bite the hand that feeds?
will you chew until it bleeds?
can you get up off you knees?
are you brave enough to see?
do you want to change it? Nine Inch Nails
Po dłuższej chwili śwatło zgasło i wszyscy znaleźli się w dużym pomieszczeniu. Sufit podtrzymywały wielkie kolumny, na których paliły się pochodnie, które były jedynym źródłem światła. Nagle po środku sali pojawiły się dwa wielki i straszliwe stwory. Gil-Galad popatrzał na stwory, a potem na Keire.
- Nie! - krzyknął, bo ciało czarodziejki zniknęło.
Gil-Galad i Beren pierwsi rzucili się do ataku. Beren zaatakował gryfa a paladyn drugiego stwora. Po chwili zdumiena, cała reszta dołączyła się do walczących dzieląc się równo pomiędzy stwory. Walka była jeszcze cięższa niż wcześniej. W pewnym momęcie gdy kuroliszek sprawił, że Luthien straciła równowagę rozbłysło światło i leżąca na ziemi Luthien zniknęła.
- Jak już widzicie najsłabszy z was za każdym razem będzie was opuszczał - zadudnił głos z nikąd - Wasza martwa towarzyszka ułatwiła mi wybur za pierwszym razem. Najsłabszą osobą okazała się martwa osoba.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1231 Location: Beleriand
Posted: Thu Nov 20, 2003 4:14 pm
Kuroliszek był bardziej oporny niz drugi stwór.. Walczyli wszysdcy ramie w ramie nie chac odpasc i zniknąc...Mysl o znieknieciu towarzyszy dodawała im siły. chcieli aby ich odnalezc..Kuroliszek padł.. nimrodel dotknęła swego miecza , któy cały unurzany był w bladonieieskiej kriw..
- Uf...Było cięzko..-rzekłBeren.
Aurechiel otarł zapocone czoo i pomimo niewesołych przyugód umiechnał się do nimrodel..
Nagle swiatło rozjarzyło się ponownie... mocarny głos rzekł:
-Widze ze chec ujrzenia waszego przyjaciela rosnie...nie martwcie sie..jeszcze tylko trzy etapy...teraz musicie okiełznać dzikiego tura..ale nie mozecie go zranic..wasza misja spełznie na niczym..a i on was nie moza zranic..bo inaczej którys z was umrze..
Głos jaky widzac Nimrodel, Eyn i Aurechuela dokonczył
- A wiec z wasza pomoca napewno sie uda...chcac nie chcac rzeknę Powodzenia..
Pomieszczenie przyciemniało.było coraz cieplej..tylko została piatka...
k
_________________
just how deep do you believe?
will you bite the hand that feeds?
will you chew until it bleeds?
can you get up off you knees?
are you brave enough to see?
do you want to change it? Nine Inch Nails
Po pewnym czasie, wszyscy zobaczyli nowe pomieszczenie. Było idealnie okrągłe. Przypominało wielką stajnię. Pod ścianami leżało siano, deski i widły, a na ścianach wisiały róże sznury, lejce, bicze i wiele innych rzeczy. W tym pomieszczeniu nie było żadnych filarów czy kolumn. Śwaitło padało ty jakby z miejsca, gdzie ściany łączyły się z sufitem.
Nagle w na samym środku sali pojawił się ogromny, dziki tur. Rozejrzał się wściekłym wzrokiem po kompanach i ruszył prosto w Gil-Galada. Tan i cała reszta odskoczyli w bok. Beren i Aurechuel chwycili jedną linę. Beren puścił ją i puścił się biegiem wzdłuż ściany po drugą linę.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Jednakże tur zniknął. głos rzekł: postanowiłem zmienić zasadę walki: teraz nie będziecie walczyć z tym turem. Wogóle daruję go sobie. Zawalczycie z moją miniaturową armią.
Sceneria zmieniła się. Byli teraz na łysym polu. Było tam około dziesięciu tysięcy orków. Tutaj nawet stwierdzenie ogromna armia nie pasowałoby. A co dopiero miniaturowa! Walka musiała się zacząć. Okazało się, że orkowie są zwykli, więc Gil-Galad pozwolił sobie na wściekły atak. Zamachnął się. setka poszła. Atakował jak wściekły. Kolejne sto pięćdziesiąt zginęło. Grupa patrzyła na towarzysza będąc w wielkim szoku. Ale nadal przeciwników było za dużo. Nagle Beren zauważył: Nimrodel zniknęła. Ale przecież walczyła dzielnie. I walka też się nie zakończyła.
Nimrodel znalazła się w wielkiej sali. Wszystko było czarne. Wszystko spowijał cień. Pojawił się mag. Najprawdopodobniej był to sam Morgul. Wskazał jej koronę z czarnym silmarillem, który widziała w wizji. A więc ma coś z nim wspólnego. Ale dlaczego sama nie wie dlaczego?
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Thu Nov 20, 2003 8:48 pm
- Nimrodel? Nieprawdaz? Taak... to ty.. Pamietam cie dobrze z mouch snow. Te same oczy szukajace pomocy w kazdym przedmiocie. Te wilgotne usta puszczajace co chwile oddech ciezki jak twoj strach. To ty...
- Kim jestes? Chcesz mnie zabic?
- Bynajmniej, droga Nimrodel, nie mam az takich strasznych jak na wasza kulture zamiarow wobec Ciebie. Przezyja tazke to spotkanie wszyscy ktorzy byli tu z Toba. A kim jestem pytasz? Sadzisz ze gdy poznasz swojego oprawce to bol ktory tobie zadam bedzie uzasadniony? Bedzie mial sens? Odpusze sobie tego. Piekna Nimrodel... Jestes mi potrzebna skarbie... - Mimo iz Morgul byl postacia przyprawiajaca o drrzenie rak to jego glos byl czysty i nie skarzony wszechobecna ciemnoscia. Albo tylko udawal takiego by zyskac sobie chociazby troche przychylnosci u kobiety?
---------------------------------------
Mocenijszy powiew powietrza by ustach oznaczac mogl tylko jedno. Teluumen otworzyl oczy powoli. Jakby wiedzial ze nic mu sie nie stanie. Lezal na miekkim lozu z podiweszanym sufitem. obok niego stal drewniany rzezbiony stolik. Nieopodal niego stal stalowy wieszak o przedziwnych ksztaltach na ktorym wisialy jego plaszcz i torba podrozna. Sama komnata miala w sobie cos niezwyklego. Mimo swoich niewielkich rozmiarow wydawalo sie ze jest ogromna. Ale tylko wzdłoz. Teluumen uniosl swe obolale cialo jak tylko mogl. Usiadl na lozu i poczal zastanawiac sie co sie tak naprawde wydarzylo. Niestety... Pamiec zawodzi gdy jestesmy przez dlugi czas nieprzytomni. Nagle cos dziwnego zwrocilo jego uwage. Stolk ktory stal przy lozku byl wypelniony jadlem, mimo iz przed momentem (moglbym przysiac) byl pusty. Teluumen wstal i poczal ogladac pomieszczenie z bliska. Okazalo sie ku milemu zdziwieniu ze ni jest magiczne, to tylko lustra po obu stronach powiekszaly pokoj w nadnaturalny sposob. Tylko padlo pytanie. Gdzie sa drzwi? jak on sie tu dostal? Albo co jest wazne u kogo teraz przebywa? Znow nic nie wiadomo...
(PS. Pozwolcie mi doprowadzic watek z magiem do momentu az powiem "mozna" ) Sorki za ewentulanie bledy
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Walka z orkami doszła końca. Głos odrzekł: ta mała rozrywka pewnie wam się spodobała. Zawsze warto prochę rozprostować kości. Przysyłam z powrotem tura. Mam tu waszą przyjaciółkę. Chyba się na mnie nie obrazicie z tego powodu? Beren już chciał krzyknąć jakieś obraźliwe słowa, lecz głos zniknął, wszystko pociemniało, a tur z powrotem pojawił się w miejc\scu, w którym byli przed walką z orkami. A więc muszą ten etap wypróbować jeszcze jeden raz.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1231 Location: Beleriand
Posted: Fri Nov 21, 2003 4:35 pm
Nimrodel siedziała na jakims krześle. Bolała ją głowa. nie wiedziała co się z nią stało. Podniosła nieopodal stojący kubek wody. Szybko jednak odrzuciła gdyz stwierdziłą ze woda jest gorzka i " ćięzka" Zaczeła szukac bukłaku z wodą z elfich źródeł. nie było jednak go ani innych rzeczy które nalezaly do niej...
-Wybacz..ale musiałem wziąc te rzeczy.. raziły mnie..-rzerkł czyjs głos.
nimrodel otumanionym wzrokiem szukała po sali. Czegolokolwiek...
-Wiem ze z checią bys mnie zaabiła..-Rzekł ponownie i z cienia na przeciwnej stronie wyszedł Morgul.
-Chcesz spojrzęc?-rzekł i pokazał ogromną jasną kulę.
- Co to?-rzekła niepewnie..
Mrgul zasmiał się..
- Palantir.. jednak silniejszy niz inne..ulepszyłem go..czobacz ..twoi przyjaciele..
nimrodel nie chcaz uwierzyc zobacyzła..
Na początku nie było nic.. potem jasna chmura i woda. Poczułą zapach morza. Ktos skakał do wody z butry statku. Widziała siebie , Keirę i Eyon... Potem pobyt w kiranie niziołków.. a nagle obraz przesłoniły ciemne chmury. zobaczyła ciało Keiry, a chwile potem walczych Berena i paladyna...
Szybko się zerwała z krzesła..
- Muszę im pomoć...
_________________
just how deep do you believe?
will you bite the hand that feeds?
will you chew until it bleeds?
can you get up off you knees?
are you brave enough to see?
do you want to change it? Nine Inch Nails
-Przykro mi ale nie ruszysz się stąd. Jesteś jedyną, na której nie używałem siły i traktowałem dobrze, ale jeżeli mnie do tego zmusisz, będę nieprzyjemny. Nimrodel poczuła, że wogóle nie może niczym poruszyć. Siedziała tak i nic nie robiła. Morgul chodził po pokoju o ile wogóle był to pokuj. Wszystko było ciemne, widać było tylko jego posępną postać. Nagle głos jego stał się ostrzejszy i agresywniejszy. Czuć było, że cierpi męki. Smutek było czuć w kazdym jego słowie. A choć były to słowa jadowite, nadal było w nich coś dziwnego. Nimrodel zaczęła myśleć o całej ostatniej sytuacji. Wogóle nic do niczego nie pasowało. Wszyscy którzy w tej chwili nie walczą albo nie żyją, albo są gdzieś uwięzieni. Ale nie ona. Przecież nie była nawet zamknięta. Coraz wyraźniej zauważała, że Morgul czegoś od niej potrzebuje. Ale zauważyła też, że sama się go nie boi i nie wie dlaczego, ale pomimo iż najprawdopodobniej jest to wróg, nie czuje do niego nienawiści, a raczej sympatię. Nie umiała tego wytłumaczyć. Najprawdopodobniej nikt nie umiał. Nawet sam Eru.
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Fri Nov 21, 2003 6:34 pm
- Nimrodel... Najdrozsza. Przez te wszystkie lata walk, cierpienia jakie zadawalem wszelkim istotom zrozumialem pewna prawidlowosc. Wszystko czego bym nie zgladzil zawsze odradzalo sie ponownie. Jak zarazy tepiace zastepy moich orkow. Widac tak jest swiat zbudowany ze musi byc zawsze zachowana rownowaga. Tylko jak bylo do tej pory odradzalo sie swiatlo.. Teraz nastal czas na odradzanie sie cienia. Twoja matka... Nimrodel... Miala cos czego potrzebowalem. Gdy Ty udalas sie do wielkiego Elronda ja postanowilem zabrac to co mi sie nalezy. Ow dar z ktorego tak niewiele sobie zdaje sprawe. Lecz moje oczekiwania spelzly na niczym. Nie znalazlem tego czego szukalem. A Ty... Ty bylas za daleko bym mogl Cie posiasc... Zniknelas mi z oczu... Jak prochy twojej matki rozrzucone przez wiatr Srodziemia... Prosze... Nie smuc sie teraz. To bylo, minelo... Przynajmniej wiesz kto stoi za tymi zbrodniami. Nie oczekuj tazke ze bede zalowal swego czynu... Wcale tak nie jest... Widzisz, Nimrodel... Niektorzy moga zyc wiecznie, w przeciwienstwie do innych. W rzeczywistosci zawsze jest rownowaga. Ale by ja zachowac, potrzebuje daru ktory przekazala ci Twoja matka... I otrzymam go tak czy inaczej, czy sobie tego zyczysz, Czy tez nie - Morgul wypowiadajac te slowa siedzial na krzesle nieopodal stojacej Nimrodel. Teraz nie wydawal sie wszehpoterznym magiem majacym pod soba zastepy krwiorzerczych bestii. Wydawal sie byc tylko niedoleznym starcem chwytajacym kazd oddech tak, jakby wyciagal ciezkie kamienie z rwacej Adruiny. Szczerze mowiac elfice scisnal przez chwile zal w stosunku do tej istoty. Mimo iz wyrzadzila jej tyle krzywd... Tyle bolu ktory nigdy nei zaznal rzeczywistosci. Trzymanego gleboko, znacznie glebiej niz odczucie smierci... - Nigdy... - rzekla...
--------------------------------------------
Mijaly godziny a nikt sie nie zjawial. Teluumen nie mial zadnych przeczuc co do tego co sie moze wydarzyc. Siedzial oparty o lozko i myslal. Powietrze w pokoju robilo sie coraz ciezsze. moze odniosl takie wrazenie kiedy na jego policzku wlosy zatanczyly tak jak im zagral wiatr? Wiatr dochodzil z jednego z luster. Teluumen wstal i podszedl do lustra. Dotknal jego powieszchni tak jak sie muska lustro wody. Kregi zaczely sie rozchodzic od jego palca. Byl zachwycony tym widokiem gdyz nigdy wczesniej nie widzial takich cudow. Nagle swiatlo w pokoju przyciemnialo az wreszcie nastala delikatna ciemnosc pokrywajaca scinay i przedmioty w pokoju. Teluumen odsunal sie od lustra na kilka metrow. - Czyzbym mial gosci? - Mag zadal sobie w myslach pytanie. - A mi sie wydaj ze to moj mistrz jest gospodarzem - Powiedziala wylaniajaca sie z lustra postac okryta w czern. - Choc za mna Teluumen'ie, czekaja juz na nas. O rzeczy sie nie martw, sa tu bezpieczne - Glos byl krystaliczny i bardzo dzwieczny. Niewatpliwie jego wlascicielka byla kobieta...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1231 Location: Beleriand
Posted: Thu Dec 04, 2003 5:18 pm
nimrodel przebudziła się. Wciąz siedziała natym samym krześle jednak nie miałą więzów na ngachi dłoniach. Strózki potu zciekały jej po czole. Nie wiedziała czemu, ogarnał ja akiś niepokój. Rozejrzała się wokół. Nie było nikogo. Pustka, pustka i jeszce raz pustka, Nagle, ni z tad ni z owąd pojawiłą się znajoma kula. Była coraz blizej i blizej... Ogarneła ją niesmaowita chec zajrzenia do srodka i obaczenia co dzeiej sie z jej przyjaciólmi...ajpierw znów zobaczyłą twarze,..Eyon, Luthien...
potem Tellumena idacego jakims korytarzem..
Potem zobaczyła jasną salę wypełnioną siwecami. Byli tam Beren i Gil-galad... Tur lezał martwy...
- Beren?-rzekłą niesmiało i ledwo słyszalnie do kuli.
?Bern stojący oparł głowę na ramieniu i spojrzał się wokół..
-słyszałes?-rzekł do Gil-Galada..
-Tak...ale myslałem ze to tylko pogłos..
Nimrodel uradowana była niezmiernie tym faktem..ze jednak sama nie jest,.,,i e pozostała jeszcze czastka nadziei...
_________________
just how deep do you believe?
will you bite the hand that feeds?
will you chew until it bleeds?
can you get up off you knees?
are you brave enough to see?
do you want to change it? Nine Inch Nails
Witajcie!
Ostatnio wróciłem na forum po dość długiej nieobecności (chyba nie było mnie od 2003 ) i tak przeglądam najstarsze działy i trafiłem na ten temat.
Może to skończymy?
Szkoda by było tak to zostawiać.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
z tego co pamiętam to historia była dokończona, a co więcej miała wiele, wiele więcej stron, więc się trochę zdziwiłem jak zbaczyłem taki krótki temat o.0
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2513 Location: z Carreras
Posted: Fri Oct 20, 2006 4:24 pm
3 lata temu pisaliśmy wspólną przygodę. Mieliśmy swoich bohaterów itd. No. I opowieść po różnych perturbacjach została zakonczona, a jak sie teraz okazuje zakonczenia nie ma. Coś je zjadło.
Galad, moze te brakujace posty zjadla któraś awaria forum?
_________________ Spokój złoty i niesłychany
Pocałunki zielone jak paproć K. I. Gałczyński
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum