Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sat Oct 25, 2003 8:33 pm
-Ty postanowiłes?..ty?-rzekła rozgoryczona-a co z innymi..zdnaiei nnych sie nie liczy?
Beren spuścił wzrok..
-Widzisz...to nie takie proste jak ci sie wydaje..
Zapanowałą chiwla ciszy... obejrzeli sie za sebie. Keira stałą i niecierpliwie wpatrywała się w dwie sylwetki na tarasie.
-rozumiem twój pospiech ale zrozum..ze czas nie jest najwazniejszy...
Beren wlepił wzrok w niebo..
-owszem...jest...tyle ze ty nie jestes tego w stanie zrozumiec..dla ciebie czxas płynie zupelnie inaczej...nie przeszłąs tego co ja....a czas....płynie dalej!!
nimrodel była zdziwiona postepowaniem Berena:
- Jak mozesz tak mowic...nawet nie wiesz co przeszłam...nie straciłes rodziny w sposób taki jak ja.... nie straciłes domu...w jednej chwili...i ja nie wiem co to czasa..dla mnie czas płyni tak samo..!!
Nimrodel dałą sie poniesc emocjom..
Beren zrozumiałze postapił zbyt energicznie..juz zbyt ostro potrakotował elfke wczesniej..ale ona rozumiała..teraz on powinien zrozumiec ją...
Keira widziała jak nimrodel wychodzi z sali ku dolinie.. była smutna..to było widac.. A bEren wciaz stał i kręcił bezsensownie głowa..
Luthien widzac nimrodel postanowiła wyjsc..nudziło się jej.. tak bardzo chciałaby znalesc sie tuz przy mezczznie które kompletnie ją oczarował..
Wyszła. stała teraz przy Nimrodel która szlochała..Luthien zdziwła się..Nigdy nei widzxiała jej płączącej...myslała ze jest jak stal..bez uczuc...
ale nawet stal...czasem ma cos do uakzania..
-nimrodel...co ci jest?-rzekła cicho..
Elfka wyprezyła się i przestałą pociagac nosem...
Odwróciła się w strone elfki. W jej oczach wciaz było widac błysk łez ...
-nic mi nie jest..wracaj lepiej na salę..nie musisz sie mną przejmowac..
-Przeciez widze ze cos jest nie tak...dlaczego płaczesz?
nimrodel wiedziała ze i tak wszystko wyjdzie.jesli nie przez nia to i tak keira sie dowie...
-pokłocilismy sie z Berenem....o takie głupie sprawy..ale dla mnie jednak cos znaczyły..
Luthien zobaczyła ze nimrodel odzyskuje ten swój błysk w oku..
-już lepiej?
nimrodel pokiwała głową..
Elfka zobaczyła w oddali sylwetkę człowieka..
-To Beren-rzekła Tinuviel
nimrodel zerkenłą w tą stronę co ona.
Piociagneła tinuviel za sobą.
-Jesli chcesz wracaj tam...ja ne chciałabym juz dzisiaj psuc dnia innym...i wolałabym nie spotykac sie z Berenem...moze jutro..
Luthien szybko pobiegła za nimrodel...
były razem nad brzegiem strumienia... Nad strumieniem przechodzxił delikatnie zaruysowany most...złote i czerwone liscie zwisały tu i uwdzie a wierzba maczałą swe liscie w srebrzystej toni wód..
-Jak tu pieknie..-rzekła Luthien..
-Tak..niemalze jak w domu..-odparłą Nimrodel.. Przyp[omniały się jej lata dziecinstwa któe spedziła w Imladris przez parenascie lat..wtedy kiedy straciła rodziców..
-to w koncu byłtwój dom...w pewnej czesci..?-zapytała Luthien
-Tak.,...trak było...ale to bolesne wspomnienia...nie z pobytu tutaj ale to wzbudza te gorsze....któe bardzo chciałąbym zapomnieć..
Luthien ie pytałą o nic wiecej...
- Ja wracam..-rzekła Nimrodel...pojde do EKiry..niepokoi się zapewne..wiem ze widziała jak wychodziłam..
Luthien odparła
-Ja zostane..ale niebawem wrócę...uwazaj na Berena..nie chcioałąs przeciez z nim rozmawiac..
nimrdoel wewstchneła i podniosła kawałek sukni..
-I tak rpzed tym nie uciekne..wiec..do zobaczenia..
Nimrodel szła lekko..a słychac było tylko szelest szat ocierajacych o kamienną drózkę..
Spotkałą berena..tak jak sie tego spodziewała..
- Ja..ja wiem...ze zrobiłem źle..mówiac to...-rzekł gdy ustanał przed nią..
-Rozumiem cie..jednak ja wolałabym nie poruszac tego wiecej...
Beren przytaknał i zapytałjszcze:
-wiec kiedy wyruuszamy?
Nimrodel usmiechneła się..
-niebawem narada..zobaczymy...
gdy rzekli to, rozeszli się w obie strony..zueplnie obce...
Luythien siedziała i muskałą stopami wody...
Usłyszałą hałas..zignorowała jednak i nie ruszął wiecej wody.. Wstałą i odwróciłą sieby wyjsć..Szła drózką..Usiadła na jakiejsc ławie która stałą nieopodal weselnej sali..
Oparła sie łokciami o blat i myslała...
Nagle ktos podszedł i zmacił jej spokój.
-Mozna?..czy to miejsce jest zajete/
Elfka podniosła wzrok ku owej osobie..Zopbaczyłą mezczyzne. Jej sere zabiło mocniej..fala ciepla przeszla ja na wylot..
-czywiscie ...siadaj jesli tylko cchesz...
Męzczyzna odrzucił za siebie kawałek płaszcza i usiadł..
-Widziałem cie juz parę razy..mieszkasz tu na stałę?-zaczał p[ewnie rzmowę
-Nie...przejazdem tylko..ale załuję ze nie zagrzeje tych progów na długo..
-rzekła elfka..-przepraszam cię za wtedy..ze cie złapałam..włąsciwie za to to nie ..tylko moje nastawienie..
mezczyzna usmiechnał się u odparł
-Zdarzyc sie moze..niedaj boze...ze przypadek takie czyni rzeczy...czym sie przedstawił?
Elfka pokiwała głową na znak ze nie..
-Zatem nazywam się Jack...-mezczyzna wstał , zdjał kapelusz i ukłonił się nisko.
Luthien zachichotała..
burza czarnych włosów swobodnie zwisałą na ramionach. włosy był zwiniete w przerózne zawijasy i skrety.. Tylko chustka wciaz była taka ,sama wyblakła...
-Dziwne imię jak na te strony...z daleka jestes?
Człowiek usiadł i przetarł ciemne oczy..
-tak z daleka...nawet bardzo..
tinuviel nie chciała pytac o nic wiecej...nie chciałą byc zbyt natarczywa..
-a ja twe imie brzmi?..czy wymienisz je pytajacemu czy sama w ciszy odpowiesz?
Luthien zachichotała...spodobał jej sie sposób w jaki mówił..smieszny i poetycki zarazem...
-Luthien Tinuviel...
JAck spostrzegł ze jej szaty białe jak mleko odbijaja wszelkie swiatło nadajac niesamowity blask w tejze chwili...
Luthien jeszcze dlugo sidziala z Jackiem. Elfce coraz bardziej podobal sie mężczyzna.
Przyjecie z okazji ślubu Keiry i Gil-galada trwalo cala noc. Kazyd bawil sie swietnie. Tylko Beren siedzial caly czas w komnacie przysluchujac sie muzyce granej przez Elfow. Caly czas myslal czy wyruszyc jutro nad ranemc czy moze poczekac na reszte druzyny i wuruszyc razem. W koncu jednak usnal. Wszystko mialo sie zdecydowac jutro nad ranem...
(rany dzien mnie nie bylo i tyle napisane )
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2611 Location: z Carreras
Posted: Sun Oct 26, 2003 8:02 pm
Goście weselni poszli spać bardzo późno, a raczej wcześnie...już prawie światało kiedy młodzi weszli do swojej pierwszej wspólnej komnaty. Keira miała na głowie cos o niebo innego niż w trakcie ceremonii ślubnych, a paladyn również był cały "potargany". Byli jednak bardzo szczęśliwi. Przespali się kilka godzin, akiedy słońce stało całkiem wysoko nad horyzontem czarodziejka wstała i wyszła na taras. Stała tak w lekkiej koszuli i cieszyła się widokiem świeżego świata...W pewnym momencie na tarasie poniżej dostrzegła Luthien, która rozmawiała z ciemnowłosym mężczyzną. Keira przyglądała im się przed chwilkę. Wyglądali na bardzo zajętych rozmową. Stali śmiali sie do siebie. "Dobrze, ze Luth też znajuje szczęśce"-pomyslała Keira. Wróciła do komnaty. Jej mąż smacznie spał, ale ona uparła się, żę go obudzi. POchyliła się nad nim tak, zę posemka jej włosów łaskotały go po twarzy. Zamiast się obudzić obrócił się na drugi bok. Czarodziejka nie dawała za wygraną, pocałowała go w czoło..spal nadal. policzek też nic nie dał. W końcu dotknęła jego warg swoimi:
- Mmmm kochanie...- tak zabrzmiały jego pierwsze słowa, potem otworzył oczy, które śmiały się do ukochanej.
- Wstawaj leniu - zaśmiała się Keira, wyciągająć go z łóżka.
- Już, już...- paladyn nie wyglądał na szczęśliwego,a le wstał
Pół godziny później siedziei w głownym hallu przy śniadaniu. Ona z włosami związanymi w warkcz, w białej koszuli i granatowej spódnicy z gorsetem, a paladyn w rozchełstanej koszuli i czarnych spoadnich. Jedli owoce, chleb lefów i popijali winem. Wtedy do sali wszedł Beren w stroju podróznym...
_________________ Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu. B. Leśmian
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Oct 27, 2003 3:35 pm
-Gdzie idziesz?-Zapytał Gil-Galad który bez waptienia zxdziwił sie na widok przygotowanego do jazdy wojownika..nie tylko on sie zdzwił...Keira nie mogła wydopbyc ani słowa...
-postanowiłem wyjechac...z wami lub bez...
Jadło staneło im w przełykach..
-Beren..co ci jest?..mow...wszystko wyjasnimy..rzekła Eyon która niewiadomo skad nagle znalazła się w sali
-Nic...nic sie nie stało..-a gdy to rzekł spojrzał się na Keire...kobieta napotkała ten wzrok i wtuliłą sie w ramiona meza...
Beren spuscił wzrok..
-własciwie to nie wiem...czy dobrze zrboiłem dołaczajac do waszej druzyny...
-co ty mowisz?-rzekł paladyn zrywajac sie ze stołu..
-Mowie to co myśle..-odparł wojownik..
Gil-galad stał chwilę i siewgnał do kieszeni...usmoiechnał się...
-W takim razie zjedz cos z nami....
Beren podjrzanie przygladał się paladynowi, po czy usiadł wygodnie i poczał spoczywac strawę...
-Piekny poranek-rzekła Eyron. Beren od niechcenia obejrzałsie za siebie a w tym czasie paladyn wsypał cos do wina... Keira chciałą krzyknac myslac ze to trucizna...potem jednak zrozumiała...srodek nasenny..ale było go za duzop..zdecydowanie za duzo...
Beren niechetnie zgodzil sie zjesc cos z innymi.
Podszedl do stolu, zdjal bron i polozyl ja na krzesle obok. DO stolu dosiadla sie rowniez Eyon. Beren zaczal jesc rozne przysmaki lezace na stole. Chwile poznij Gil-galad podal mu kielich z winem. Keira i Eyon patrzyly caly czas na naczynie. Nie wiedzialy co sie stanie z Berenem. WOjowni zas nic o tym nie wiedzial i lyknal wina.
-Powiedzccie mi tylko kiedy macie zamiar wyru....-i urwal bowien srodek nasenny zaczal dzialac.
-I co teraz z nim zrobimy i wogoe po co to zrbiles - zapytala Eyon
-nie wiem ale on nie moze wuruszac sam musi jeszcze troszke poczekac
-ale czy nie zaduzo wsypales tego srodka nasennego
-nie a pozatym to nie byl zwykly srodek nasenny, w kazdej chwili bedziemy mogli go obudzic.
-w takim razie kiedy on sie sam obudzi?
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Oct 27, 2003 3:50 pm
paladyn zasapał:
-własnie..nie moze sie sam obudzic..chyba ze sam by tego chciał..i to bardzo..
Keira spojrzała sie na meza.
-dlaczego..mogł przeciez jechac..nie wyszło by mu to na szkode w koncu i tak jedziemy tam gdzie on...
paladyn sppjrzał sie na kobiete..
- Zalezy ci na nim.. prawda?
Eyon poczuyła ze lepiej byłoby wyjsc...
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2611 Location: z Carreras
Posted: Mon Oct 27, 2003 4:01 pm
Keira wstała od stołu. Nie czuła się najlepiej, nie wiedziała, czemu mąż o to zapytał. Czyżby jej nie ufał?
- Gil-galadzie, nic mnie z Berenem nie łaczyło. Przyjaźń nic więcej...był dla mnie jak brat. Nie wiem o co ci chodzi.
Zapadła cisza.
-Dobrze wiesz o co mi chodzi...o to co wydarzyło się w Szarej Przystani. O waszej rozmowie na tarasie...
- Skad o tym wiesz?? - czarodziejka zdumiała się, Eyon skorzystała z okazji i wyszła z komnaty - Skąd o tym wesz- powtórzyła Keira
- Wiem, wystarczy...Zależy ci na nim...a moze go kochasz?!
Te słowa przelały czarę goryczy. Czarodziejka energicznym krokiem wyszła z sali, wyszła na taras, spojrzała w dół. Usiadła pod barierką i zaczęła histerycznie płakać i śmiać się na przemian.
_________________ Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu. B. Leśmian
Paladyn czul ze zle zrobil. Nie powinien o to pytac. I to jeszcze tak jakby jej nie ufal. W koncu wstal od stolu i ryszyl w strone tarasu. Po chwili byl juz przy Keirze.
-przepraszam cie cos mnie ponioslo-zaczal paladyn
Czarodziejka nic nie odpowiedziala tylko spojrzala sie w strone Gil-galada
Paladyn przytulil Keire. Pare minut pozniej czarodziejka przestala plakac. Razem wstali i przeszli do spiacego Berena.
-Moze powinnismy zawolac reszte.
-zdecydowanie trzeba cos z tym zrobic - odpowiedziala czarodziejka
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Tue Oct 28, 2003 3:57 pm
beren lezał nieprzytomny bładzac w snach.. Wszysyc dosłownie wszysyc zastanawiali się co zrobic..byli wsciekli na paladyna za to co zrobił..z drugiej strony cieszyli sie ze zatrzymał upust czynopm Berena..
Nimrodel siedziałą najdalej od Berena.. Wsysyc wiedzieli ze sotatnimi czasy kłocili sie i sprzeczali...
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2611 Location: z Carreras
Posted: Tue Oct 28, 2003 4:59 pm
Do sali wszedł Elrond.Podszedł do grupki stojącej nad Berenem. Spojrzał pytająco na czarodziejkę, pokiwała głową.
-Niedobrze sie stało. Drużyna coraz bardziej rozdzierana jest przez wewnętrzne konflikty. To nie moze dłużej trwać. - jego głos, głos rozsądku zabrzmiał stanowczo w sali. - Paladyn popełnił błąd. Teraz cała kompania odpowie za to... - pólelf zamilkł i wyszedł z sali...
- Rozumiecie coś z tego? - zapytała Luthien. Odpowiedzialy jej przerzące ruchy głowy
- Elrond ma rację - odezwała się cicho Nimrodel- Nie powinniśmy wkraczać w przeznaczenie...nie powinniśmy mieszać w woli innych. To był błąd...
- O czym ty mówisz ? - zapytał Gil-galad
- Nim ma rację. Zaingerowaliśmy w przeznaczenie. Jeśli postanowione nam rozstac się to prby zatrzymania czasu nic nie dadzą. Albo zrozumiemy, zę w drużynie potrzeba kompromisów...zrozumienia i zufania - to mówiąc Keira spojrzała na męża - Albo drużyna upadnie a my sami siebie zniszczymyl Przyjaźń i osiąganie wyższysch celów albo egoizm i zadowolenie jednostki. Wybieram perwsze a wy?
Po sali przeszedł pomruk głosów na tak.
- Trzbe go stąd zabrać...pomózcie mi - Aurechiel rozpostarł na podłodze swój płaszcz i ułożył na nim Berene, Gil-galad i Eyon pomogli mu zanieść rycerza do sypialni. Nimrodel i Keira poszły do zielarni po jakieś rośliny lecznicze, a Luthien czująć się niepotrzebna wyszla na spacer od ogrodu...marzyła o spotkaniu z nieznajomym.
_________________ Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu. B. Leśmian
Gil-galad razem z Eyon wrocili do sali. Nikogo tam nie bylo. Paladymn mial posepna mine. Jednak wiedzial ze zle zle zrobil. Nie wiedzial teraz co ma powiedziec reszcie. Najlepiej bylo by obudzic Berena. Faktycznie kompania miala racje. Tak samo jak Elrond. Gil-galad rozmyslel jeszcze dlugo. Potem postanowil obudzic Berena i przeprosic reszte druzyny. W tym celu razem z Eyon poszli do Keity i Nimrodel do zielarni. Brakowalo tylko Luthien ktoa czekala na Jacka. Paladyn z Elfka niedlugo potem doszli do zielarni.
-chcialbym was przeprosic -zaczal paladyn - wiem teraz ze nie powinienem tego robic
-teraz musisz chyba przeprosic juz tylko Berena a w tym celu musisz go obudic - stanowczo powiedziala Nimrodel
-dobrze wiem - odpowiedzial paladyn
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2611 Location: z Carreras
Posted: Tue Oct 28, 2003 5:34 pm
-Nimrodel błagam nie mów takim tonem. Nie obwiniajmy się nazwajem. Każdy z nas jest winny. Ja, ze nadużyłam uczuć Berena, ty, ze się z nim teraz kłociłaś, Gil bo podał mu te środki...reszta bo nie miała dla niego czasu. Postarajmy się o tym nie myśleć.
- No dobrze - Nimrodel usilnie sie uśmichnęła - Gil-galadzie masz pomysł jak doprowadzić Berena do stanu używalności?
- Yyyy...jakoś się da...
Elfka zgromiła go spojrzeniem.
-Spokojnie...powiedz mi co było w tym usypiaczu? - zaraz spróbuję ułożyć ingrediencje do antidotum - czarodziejka starała się utrzymywać w dobrym humorze...
_________________ Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu. B. Leśmian
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Tue Oct 28, 2003 5:42 pm
-ostatnio jestem tez zbytnio podejrzliwy co do niwektórych z was..nie wypierajcei sie..dobrze wiem..-ciagnał dalej Pal;adyn po czym opuscił owe miejsce..
Paladyn zniknał nie gyło o jakis czas..rozmył się...
Nawet nikt nie zauwazył jego znkniecia..wszysyc byli zajeci bnudzneiem Berena...nawet Keira...ona najbardziej martwiła sie o wojownika..
Luthien nie mogła wytrzymac napiecia które panowało wenwatrz.wszyscy byli cicho...ale mozna było wyczuc ze jakas głupia sprawam ogłaby poróznic druzyne...a tego nikt by nie chciał...
wyszła na taras..wpatrywałą sie w słonce..
W slai zostalo juz mało osób..kilka ja opusciło z podobnego powodu co elfka..
W koncu zstałą sama Keira..zioła nie były gotowe..trzeba było jeszcze poczekac..sporo..
Nimrodel poszła do Elronda..przemierzała korytarze i sale aby móc wreszcie go znalesc..ów Elf stał na kamiennym pomoscie na którym niegdys były..ona i Luthien
-Czegóż chcesz?-rzekł elf jeszcze zanim zdumiona elfka była dopiera zapytac...
-chciałam..cie zapytac..co znaczył twe słowa...nikt ich nie rozumie..-rzekła cicho..
Elrond chwile stał milczacy i władczy...po chwili dopiero odezwał się i odwrócił..
-Widzisz...nie wszystko co sie dzieje...wolno zatrzymac..sami ingerujemy w sowje zycie..ale nie róbmy tego komus...to zakazane.lae teraz nikt juz nie pamieta...
elfka stała i słuchała..
-A co z Gil galadem..co z nim?-rzekła
ELf westchnał..
-On złąmał ten zakaz...i teraz za to zapłaci...nikomu nie przychodzi do głowy jak....
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2611 Location: z Carreras
Posted: Tue Oct 28, 2003 7:10 pm
Keira nawet nie zwrocila uwagi kiedy z sali wyszła cala kompania. Dopiero teraz wstała z podłogi i zrozumiała, ze jest sama. W komnacie panowala nienaturalna cisza. Każdy oddech odbijał się echem po sali.
Czarodziejka zamyśliła się. Wiedziała, czemu tu jest. Czuła się winna krzywd które spotkały Berena. Myślała o tym jak szli przez Caradhras, jak wiele razy parzył jej zioła na wzmocnienie, jak dbał by sie nie premęczała...nie traktowała wtedy tego jako odruchu zakochanego człowieka. Była dla niego miła, ciepła..ale nic ponadto. Teraz on leżał zimny jak kamień na łózku, a ona...znów ona stała nad nim.
Na niewielkim, magicznym ogniku parzyły się zioła. Keira rzuciła okiem na kryształowe kolbt i fiolki w których grzal się eliksir. Woda zaczęła barwić się na zielono-żółty kolor pod wpływem ziól. Kolor stawał się intensywniejszy. Do jadowicie zielonego płynu czarodziejka wkruszyła trochę lembasa i zimnej wody. Specyfik zasyczał i zmienił kolor na niebieski.
- Wspaniale...gotowe - wymruczała pod nosem. Ostrożnie przelała płyn do wysokiej fiolki z dzióbkiem i powoli wlała eliksir do ust rycerza. - Teraz tylko odczekać kilkanaście minut...będzie dobrze
Do głebokiej szklanej misy wlała wrzątku i wkruszyla athelas. W sali zapachniało orzeźwieniem.
Keira usiadła na krześle pod ścianą i zabrała się za czytanie jakichś zwojów zielarskich.
_________________ Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu. B. Leśmian
Keira czaekala. Caly czas czytala zwoje ale i patrzyla sie na Berena.
Tak jak myslala po kilkunastu minutach Berenotworzyl oczy i wstal.
-Gdzie ja jestem?
Na poczatku Keira nic nie mowial. Dopiero po paru miutach powiedziala Berenowi:
-zaczekaj chwilke zaraz pzyjde - po czym wyszla z sali
Za dzwiami komnaty zawolala reszte druzyny.
DO sali wszedl takze Gil-galad. W komnacie ciagle panowala glucha cisza
-Moze imi w koncu wyjasnicie co sie tu dzieje?- zapuyal Beren
Nikt nic nie zdazyl powiedziec bo do komnaty wszedl Elrond....
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Wed Oct 29, 2003 2:55 pm
Za chwile pojawiła się za nim i Nimrodel na której twarzy widniał obraz smutku...
-gdzie jest paladyn?-rzekła cicho
Wszyscy wskazali palcem zewnetrzna strone sali jesiennej...
elfka znikneła..
Elrond podszedłdo Berena i usmiechnałsiuę..
-Widze ze juz wszystko wporzadku...
beren odwzajemnił ciepły gest i rzekł
-Tak..a czy cos było nie tak..byłem zmeczony..tyle tylko pamietam...
elrond spojrzał na wsyztkioe twarze zebrane wokół..
-Wiec jeszcze nie wiesz zbyt wiele?
wszysy spuscili głowy...wszedł paladyn i elfka...Wszyscy wiedzieli co ma nadejsc..w koncu i tak trzeba bedzie mu to powiedziec..
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2611 Location: z Carreras
Posted: Wed Oct 29, 2003 5:30 pm
Elrond spojrzał na drużynę, jakby szukał ochotnika do opowieści. Keira skorzystała z okazji i telepatycznie zaczęła go prosić, aby nie mówić Berenowi prawdy. Czuła, że to będzie koniec wspólnej podrózy. Półelf pokiwał głową i wskazał czarodziejkę:
- Wytłumacz Berenowi co się stało...
- Przez przypadek wlałam ci zamaist wina nalewkę uspokajającą....wybacz, sama piję ją w małych ilościach, butelki mi się pomyliły...Wybaczysz?
Wszyscy za zdziweniem spojrzeli na Keirę. Jak łatwo przyszło jej wymyślić przkoywujące kłamstwo i to tak bliskie prawdy. Beren pokiwał głową...:
- Wybaczam...oczyiwście że wybaczam...nie zrobiłabyś tego celowo...Znam cię...
- Dziękuję - powiedziala rozedrganym głosem magiczka i łzy wzruszenia stanęły jej w oczach. Cała scenka wypadła baaardzo przekonywująco.
_________________ Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu. B. Leśmian
Paladyna wręcz zamurował to co powiedziala Keira.
-przepraszam cie Keiro ale nie moge, nie moge tego ukrywac po prostu nie moge - powiedzial Gil-galad i wstal
Elrond patrzyl sie na na to co robi paladyn. Beren byl coraz bardziej zaniepokojony co sie stalo.
-Beren to ja wsypalem ci ten proszek nasenny - wprost powiedzial Gil-galad
Beren spojrzal na ziemie. Nie wiedzial co powiedziec. Z jednej strony byl zly ze paladyn wspypal mu srodek nasenny za to z drugiej strony dziekowawlm mu ze powiedzial mu prawde.
-dziekuje ci Gil-galadzie ze nei ukrywales przedemna prawdy- powiedzial wojownik
Beren usiadl na krzesle. Nie wiedzial co o tym myslec.
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum