Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Grupka niestrudzonych wedowcow jednak poddala sie zmeczeniu, czy moze rozsadkowi, i postanowila rozbic oboz. Znalezni ustronne miejsce, w poblizu niewielkiej rzeczki, jednak na terenie nie podmoklym, porosnietym gesto bujna miekka trawa. Postanowili usadowic sie pod konarami wielkiego debu. Dookoloa roztaczala sie rownina. Gil-galad pozbieral galezie i chrust z pod drzewa, ktorych nikt nie ruszal od lat. Ulozyl je w mala kupke, i chwycil wczesniej przygotowane hubke i krzesiwo, by rozniecic ogien, jednak nagle ognisko rozblyslo jaskrawym swiatlem. Paladyn zaskoczony odskoczyl, obejrzal sie po reszcie rownie zaskoczonych wspoltowarzyszach. Keira tylko zyczliwie sie smiala.
- Przepraszam cie, ale tak chyba bedzie szybciej - powiedziala rozpromieniona. Druzyna zaczela sie smiac. Gil-galad z poczatku zmieszany, zaraz przylaczyl sie do towazystwa.
Reszta wieczoru przebiegla bez ekscesow. Wszyscy zapadli w sen. Wczesniej ustalono, ze nie ma sensy wystawiac wart. Nic im nie grozilo.
Tej nocy jednak podroznikow nawiedzl sen. Tajemniczy sen. Kazdemu snilo sie, ze nagle budzi sie. Gdy sie rozgladal, widzial absolutny mrok, jedynym zrodlem swiatla byly gorejace jeszcze zgliszcza ogniska, rzucajace bardzo delikantna brunatna lune. Nie bylo widac gwiazd ani ksiezyca. Nagle na wypalajacym sie ognisku siadal kruk, lekkie swiatlo oblewajacje go od spody pokazywalo daleko posunieta zgnilizne. Martwymi oczyma patrzyl na przebudonego i przerazonego bohatera. Od czasu do czasu krecil glowa. Nagle przemowil.
- Nie idzcie gdzie idziecie... czeka was wielkie zlo... wasz jedyny ratunek...
W tym momencie kruk zacza sie palic.
- ... was zabije... nie ma szans...
Kruk splonal
Nastepny dzien przyniusl ulewe. Dawno nie widzieliscie, zeby tak padalo. Pogoda, i nocna przygoda sprawili, ze tego ranka nie mieliscie ochoty do rozmowy. Nie mieliscie tez ochoty dzielic sie ze soba waszym snem - uwazaliscie go za brednie zmeczonego i podnieconego podroza umyslu...
Beren obudził się jako pierwszy. Gdyby był w gospodzie goście powiedzieli by, że "wstał lewą nogą". Pamiętał jeszcze ten okropny sen a przecież zawsze jak coś mu się śnilo rano całkowicie wypadało my z głowy. Wyciągnął z swojej torby trochę sucharów i pośpiesznie je zjadł popijając woją z rzeczki. Zaczął powoli pakować swoje rzeczy czekając na przebudzenie reszty kompani.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Thu Jun 19, 2003 5:12 pm
Wśród rozmokłej ziemi i padającego deszczu dało się dojrzeć 4 wędrowców, którzy prowadzili swoje objuczone konie przez step.
Wczorajszy sen nie dawał nikomu spokoju a tajemniczy kruk zatruwał mysli znaczeniem swych słów..
Nikt nic nie mówił..Kazdy zachowywałdla siebie swoje myśli..
Konie grzęzły w błocie a wedrowcy szli ocięzale...
Wreszcie sie rozjaśniło a i wędrowcom poprawił sie humor..
Nimrodel wsró spiewu towarzyszy dojrzała, w oddali grupę piechóró odzianych w nędzne szmaty.Byli czarnoskózy..o tepych rysach twarzy.Klnęli cos w swoim plugawym jezyku.
wiedziała kto to.
-Widze dzwudziestu orków na połnoc. Podązają w naszą stronę11-rzekła
wszytscy zatrzyamli sie i jednpczesnie dziwili...
-Orkowie na rohańskiej ziemi? nazachodznim brzegu?..wprost niemozliwe..-powiedział Gil-Galad- cos sie zieje cos złego.
Wszyscy watrywali sie w siebie nawzajem a orkowie byli coraz blizej..uzbrojeni po zeby i zpragnienie kriw..elfiej..ludzkiej...
Beren widząc nadciągającą bande orków oplątał sobie lejce konia wokół prawej ręki a lewą sprawdził czy miecz łatwo wydziąga się zza pasa. Rozejrzał się po najbliższej okolicy. Dojrzał tylko parę samotnych drzew.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Thu Jun 19, 2003 7:18 pm
Gil-Galad podniósł się w strzemionach i rozejrzał dokładniej po rozposcierajacym sie wokól stepie. Nie było za wiele czasu na obmyslenie strategi walki. Spojrzał sie na Keire której koń zaczął sie cofać wbew woli swej pani. Nimrodel siedziała w siodle i wpatrywałą sie w horde wsciekłych zoldakow , któzy juz zdazyli zauwazyc wysokich ludzi na koiach.
Beren pierwszy zaatakował krzycząc cos niezrozumialego juz wsrod krzykow orków. Koń Nimrodel rzucił sie do ucieczki. Konie bowiem nie ścierpią sił zła. Nimrodel szepneła mu cos do cuha w jezyku elfów a kon przestał sie szamotac. Koń Keiry uległ prośbom swojej pani.
Gil-Galad wyciagnał wielki miesternie zrobiony topór , jednak nie było czasu na zaklecie wspomagajace. Nimrodel rzuciła sie z ogniem w oczach na orkową bande..,Z ej ust padło hasło:
-A! Elbereth Githoniel!!
wiedziała ze orkowie nie zniosą tego . Zaczeli skomlec i wyraznie sie ulekli...Jednak nie na długo..
Beren zmiótł juz niejednego orka z ziemi a gil-galad strasznie zajął sie walką. Keira widocznie tez pałała gorącą nienawiscią do orków bo rzuciłą sie niesamowicie szybko i raz po raz odcinała konczyny orkom...
Gdy walka ustała wygrani wedrowcy padli zmeczeni na bloto.Byli niesamowicie zmeczeni...i ranni..Beren otrzymał cięcie w prawą dłon powyzej łokcia , Nimrodel miała krótkie lecz głębokie cięcie na ramieniu i rozdartą koszule.Keira miala zaledwie pare zadrapan a Gil-Galad by.l wcienczony od ciagłych pchniec zadawanych orkom. z jego czoła kapała krew...Nimrodel podniosła się i ze swojej sakieki wyciagneła zielę..Athelas..JEgo zapach postawil resztę na nogi..
Beren popatrzył na swoją ranę. Nie była powarzna ale za ciekawie to to nie wyglądało
- Orki za higienę swych mieczy widać nie dbają. Jesteście cali? - po czym wyciągnął z kieszeni kawałek jakiejś szmaty i przyłożył do rany.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Thu Jun 19, 2003 7:57 pm
Nimrodel w odpowiedzi odsuneła zdartą koszule z ramienia , przeżuła kilka liści Athelas i przyłozyła do rany.
-Nie wyglada tak poważnie-rzekł Beren- a ta roślina ... czy to Athelas?
-tak.królewskie liscie-odparła..
Gil-Galad otarł ręka czoło... nadal krawiło.. Keira podeszła do niego i wyciagneła białą chustę chcąz otrzec mu ranę...Gil-Galad odsunąc sie od niej wrogo nadal nie mając do niej calkowitego zaufania...o ile w olge je miał...
-Jeśli nie cchesz wystarczy powiedziec..-rzekła i odeszła usiasc pod drzewo któe rosło niepodal. Inni poszli w jej slady.. Rozłozyli sie tak i leżeli...Gdy poczuli sie lepiej ruszyli w dalsza drogę..nie zapomnieli równiez o ułozeniu orkow w kupę i podpaleniu. JEchali tak teraz ciągle mając w zasiegu Białe Góry...
-dokąd jedziemy teraz-zapytała Keira.
Nimrodel z przekoanien odpowiedziała:
- NA dwór Meduseld Keiro..to chyba przyda sie w tej chwili nieprawdaz?
Beren Gil-Galad potrząsneli głowami na znak zgody...
Kompania rozbila obóz we wskazanym miejscu przez Nimrode.
-Chmury sie zbieraja- bystrym okiem dojrzał Beren
Cała kompania polozyla sie spac
W nocy rozszalala sie wielka burza.
-to niemamy koni-powiedzał Gil-Galad nad ranem kiedy zobaczył ze konie znikneły
-Bedziemy musieli isc pieszo-powiedziała Keira
Kompania ruszyła w droge.
-miejmy nadzieje ze w grodzie do ktorego idziemy bedzie mozna kupods jakies.
Dzien byl pogodny
-Może nan powiesz Keira jak dokładnie mozesz dostac sie do swego świata?
Last edited by Galad on Thu Jun 19, 2003 8:58 pm; edited 1 time in total
Beren lekko zmarszczył czoło
- Nie wiem czemu wszyscy tak niechętnie podchodzą do gór. Gdyby nie gobliny i parę innych obrzydliwych stworzeń to było by to całkiem przyjaemne miejsce. - mówił zamyślony Beren - A właśnie. To jak to jest z tym twoim powrotem do domu Keira?
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Thu Jun 19, 2003 9:06 pm
Keira nieco zmieszała się...Widzocznie nie miała chcęci o tym mówić..ale w koncu Zafuanie znacyzło cos więcej...
- no mówze.-rzekł..
Keira spojrzała blagalnie na Gil-galada i rzekła:
-By wrócic do mojego świata muszę otworzyć portal w czasoprzestrzeni..
Słuchający niewielez tego rozumieli jednak słuchali dalej..
-Do tego potrzebuję odrobine magi elfa ,spiewu, błogosłąwienstwa i jego krwi...a także światło z drzew Valinoru...
Beren spojrzał na nią z wyraźnym gniewem w oczach..
-Silmaril?...
Keira wiedziała ze tak zareaguje..ale byla szczera a oni tego chcieli..
Przez reszte wieczoru Beren nie odzywał sie do Keiry i wręcz jej unikał.
Nimrodel podeszłą do niej i zapytała:
-Jeśli użyjesz światła Silmarila, to on zniknie? a czy elf....umrze?
Kiera zasmuciłą się jednak niewiedza dozwierciedlała sie w jej oczach..:
-nie wiem..nie odpowiem ci na to pytanie..jednak obawiam sie ze to calkiem mozliwe..rozumiem gniew Berena...Co do Silmarila..Moc jaka w nim jest zakleta napewno nie moze zostac zniszczona..
Beren słyszał to i podszedł nieco blizęj.
-Skad taka pewnosc ze nie zostanie zniszczony..?
Keira zafrasowała sie , szukając odpowiedzi.:
-moc zaprawde w nim jest ogromna..i byle nikt jej nie zniszczy..chyba zę jego twórca lub Valar...
beren zamyślił się...Wszyscy przezywali strate koni albowiem one byly jak najbardziej przydatne...
Ułozyli sie pod skalnym dachem....i zasneli..wprawdzie ciezki mieli dzień..
Nazajutrz po cięciu nimrodel nie było śladu jedynie mała blizna rysowała sie delikatnie na jej skórze...
Ruszyli o swicie w góry...Zabrali tylko niezbedne rzeczy by nie bylo im zbyt ciezko...
Gdy weszli na stok nagle rozszalała się ogromna zamiec...wzscy grzęźłi po pas w sniegu , tylko Nimrodel szłą lekko i bez iwekszych problemów przeskaiwała wieksze zaspy...Wszyscy byli zmeczeni i nie mieli szans by przedrzec sie przez reszte gór..:
-Powinniśmy zejsc z gór...Pójdziemy do Meduseld...Król napewno udzieli nam pomocy...Zgodzicie sie ze mną?....
Zapadła głucha cisza i dało sie słyszec tylko szum sniegu pomiatanego przez wiatr...
Keira milczała. Widać było w jej oczach smutek. Po chwili jednak zapytała:
- A gdzie jest Luthien?
Wszyscy zaczęli się rozglądać. Podczas walki nikt nie zauważył jej zniknięcia.
- To trochę podejrzane.... Ten Silmarill, odejście....
- Podzielam Twoje obawy Nimrodel - rzekł Gil-Galad. - Co będzie jak się okaże zdrajcą?
Wszyscy zamilkli. W myślach wyrzucali sobie, że tak łatwo dali się otumanić, że tak łatwo zaufali. Ale z zadumy wydarł ich przeraźliwy krzyk, brzmiał jak krzyk orka. Wszyscy wyciągnęłi miecze i ostrożne podeszli do miejsca skąd dobiegał wrzask. Nim doszli, z tego samego miejsca, wyłoniła się Luthien. Jej sztylet był cały we krwi. Po chwili drużyna zobaczyła martwe ciało orka.
- Śledził nas od samego początku - powiedziała Luthien. - pochodzi z Armii Władcy. Świadczy o tym znak na jego hełmie; Czarny Smok.
- Co się z Tobą działo? - spytała Nimrodel.
- Nieważne - odpowiedziała niedbale, ale tak, że nikt nie chciał już o nic pytać. Wszystkich gnębiły jedne pytania: "Kim ona jest?" i "Czy nie służy Nieprzyjacielowi?".
Następnego dnia wszyscy już wstali oprócz Luthien. Zaczęli szeptem rozmawiać.
- Czy warto jej zaufać? - spytał Gil-Galad.
- Nie wiem.... Chyba nie mamy wyboru.
- Berenie, ale my nawet nie wiemy kim ona jest, skąd ma Silmarill, w ogóle nic o niej nie wiemy! - rzekła Nimrodel.
- Pochodzę z dawnego królestwa Doriathu. Od samego początku toczyliśmy walki z Morgothem, lecz niestety... - w głosie Luthien czuć było smutek - moje królestwo zostało zgładzone.... Przysięgłam sobie, że nie zostanie na ziemi żaden jego sługa. Sauron nie jest jeszcze na tyle potężny by przygotowąć Smoka do walki, więc mamy szanse go zabić, tym bardziej, że udało się odebrać Silmarill.
- Ale skąd go masz?
- To długa historia. Powiem w skrócie. Stosowałam najróżniejsze sposoby by walczyć ze sługami Morgotha. Starałam się nawet przyłączyć się do nich, lecz działałam na ich niekorzyść. Kiedy Morgoth ukradł Silmarille, sądziliśmy, że wszystkie są w jego żelażnej koronie, myliliśmy się.... Jeden był na czole Ostatniego Smoka. Kiedy Morgoth został uwięziony, Smok zapadł w Głeboki Sen. Wtedy udało nam się ukraść Silmaril.
- Dlaczego powiedziałaś NAM? - spytała Keira.
- Ech.... Nie tylko ja przetrwałam i nie tylko ja tak działam. Morgoth łudził się, że elfy, które przezyły chcą mu słuzyć. Ale mi powierzono Silmaril. Równie dobrze ja mogę bać się, że źle zrobiłam, że Wam zaufałam, ale wiem kim jesteście. Wy też powinniście mi zaufać. Wierzcie nikt oprócz Was i Dwudziesu nie wie o tym.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Thu Jun 19, 2003 10:14 pm
To wszystko było takie ppodejrzane...Ledwo co zeszli ze stoku a tu zjawia Sie Tinuviel...Z silmariliem..
Nimrodel zeszła..a za nią Keira..
Siedziały w obozie podczas gdy Gil-Galad i Beren zostali z Tinuviel..
-Nimrodel...wydaje mi sie że Tinuviel nie jest z nami całkiem szczera..ukrywa cos przed nami..-rzekła Keira
Nimrodel spojrzała w gwiazdy i odpowiedziała:
-To wszytko jest dziwne...nic do siebie nie pasuje...Mapa ne moze kłamać...nie może...Chyba że te Silmaril który jest w posiadaniu Tinuviel jest fałszywy lub inny..
Keira spojrzała się z przerazeniem w oczach w bladą twarz Nimrodel..
- NA Eru!!... -krzyknęła Nimrodel i zerwała się z koca..
Keira spojrzała sie na elfke któa dymiła wrecz jakąs energia od srodka..
-co sie stało-rzekła Keira
-Pamietasz ten sen..o kruku?
-tak pamietam...
-Ten kruk mówił o Tinuviel..Jedyna pomoc...nas zabije..
Keira nie mogła wydoobyc z siebie ani jednoego słowa..zgadzało siel...wszystko sie zgadzało...chyba ze było im spotkac jeszcze kogos..
w tym moemcni do bozu przybiegł Beren , Gil'Galad i Luthien ...
-Co się stało?-słszeslimy krzyk..
Nimrodel wstała i rzekła:
-nic sie nie stało..zupelnie nic..
I spojrzała się na Tinuviel któa skuliła sie przed wiatrem w skalnym wyłamie...
-Opowisci zostawmy na pożniej -powiedzail Gil-Galad
Wiatr zaczal wiac coraz mocnie.
-Musimy zejsc do Medusad nie ma innego wyjscia-powiedział ledwo słyszalnym głosem wsród wiatru paladyn
Kompania zawróciała. Szli do grodu w którym mieli nadzieje sie schronic przed wichura.
-Czego szukacie tutaj -zawolal straznik grodu
-Chcemy przenocowa odpowiedzaił Beren
Brama krósestwa otworzyla sie. Weszli do pierwszej gospody jaka zobaczyli. Tam przenocowali. Rano omówili plany na dzien i jaka droga bede podążać. Kompania wynajela konie i odjechala z grodu.
Jechali przez gory.
-Coś cicho tu-zauważyla Keira
-Lepiej sie przygotujmy cos mi sie wydaje ze orki załowyly na nas zasadzke-powiedział Gil-Galad
Nie mylił sie. Banda orków czekała na polanie zaraz za górami.
Beren Lutien i Gil-Galad wyciagneli miecze zas Nimrodel powiedziała cos pod nosem i wyciagnele Luk. Keira rzucała zaklecia na orków.
Gil-Galad rzucił zaklecie obronne na kompanie.
Walka rozpoczela sie. Krew pryskała na wszystkie strony. Po kilkunastu minutach brzek mieczy ucichl. Kompania pszeszukała orkow. Nikt tymrazem nie odniosl obrażen.
-Trzeba jak najszybciej wyjsc z gor te tereny nie sa juz bezpieczne-rzekł Beren...
Nimrodel i Keira nie chciały im o tym mówić. Łudziły się, że tą jedyną pomocą, która ich zdradzi będzie ktoś inny. Luthien nie wyglądała na szpiega lub na złą osobę, lecz te tajemnicze zniknięcia....
- Co o tym myślisz Keiro?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem Nimrodel.... Luthien wygląda tak niewinnie.... Zdawało się, że mówiła szczerze....
- Sadzę, że to ona nas zdradzi.... Jedyna pomoc..., to chyba nie był zwykły sen.... Szpiedzy Morgotha tak jak on potrafią łatwo otumamiać.
- Może....
Pogrążyły się w myślach. Wyrwał ich radosny głos Beren'a.
- No, jutro wyruszamy do Meduseld. Lepiej przygotujcię się, jutro nie będzie czasu.
Wstały bez słowa, lecz wymieniły porozómiewawcze spojrzenia znaczące, to, by nikomu nic o tym nie mówiły.
Następnego dnia, kiedy wszyscy wyruszyli Luthien powiedziała:
- Ostatni Smok rośnie w siłę. Musimy się śpieszyć....
- Skąd wiesz? - spytał Gil-Galad.
- Wczoraj próbował zajrzeć w me myśli.
- Nie rozumiem....
- Smok częst próbuje przekazać różnym istotom pewne wiadomości poprzez sen. Oczywiście wszystkie mają być dla niego dobre, więc to są zwykłe oszustwa. Próbował wmówić mi, że jesteście sojusznikami Saurona, zdrajcami....
- Skąd wiedziałaś, że to on? - zapytała Nimrodel.
- Tym snom zawsze towarzyszy ogień i ptak.
Keira i Nimrodel popatrzyły na siebie znacząco. Więc może to Smok próbował ich otumanić? Może Luthien jest zdrajcą?
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Fri Jun 20, 2003 11:43 am
Nimrodel ułożyła się wygodnie na kocu i poczekałą aż wszyscy posną.
Zaczęła rozmyślać...
Powinni isc do Meduseld..do króla Theodena...zapytac o orków...o sytuacje na drogach...
Przykmneła oczy..Zobaczyłą Luthien , któa cichym krokiem szła w tronę drzewa oddalonego niecałe stajanie dalej.
Nimrodel załozyła sary płąszcz i ruszyła niewidoczna za nią...
Keira nie spała..Widziała co sie dzieje jednak nie wstała.Spojrzałą w niebo i rzekła:
-Illuvatarze...wspomóż nas..
Odwróciłą się na bok i usnęła..
Luthien wspięła sie na konar drzewa i usiadła...
Zaczeła śpiewac gdy Nimrodel wspinała się zgrabnie na drzewo.
Luthien przerwała i zaczeła nasłuchiwać czy nikt sie nie skrada. Nimrodel odsunełą sie za konar porosniety morkym mchem i czekaja na reakcje Luthien.
Luthien zaczeła cos do siebie mówic... Zza pasa wyciągneła większy worek i poonownie sie rozejrzała. NAstepnie wyjeła Silmarila..ale tak by jego blask nie był widocnzy zbyt mocno.
-Teraz jesteś mój...nik mi cie nie zabierze...-mówiąc to Luthien przytulilą Silmarila do piersi.-Nie martw się o nic...juz niedługo bedzie po wszystkim..Nimrodel słuchała przerażona ukryta za drzewem..Wreszcie zrobiłą pierwszy krok. Liście zaszelescily i Lu8thien odwróciła się za siebie.
Ujrzałą postać owinięta w szary płaszcz...
-Ukaż się..-powiedziała
-Nie poznajesz mnie?-rzekłą Postać.
Luthien przymknela oczy:
-Nimrodel...co ty tu robisz?.myślałam ze spicie..
Widocznie była bardzo zdzwiona
-Elfy spią gdsy zechcą...ale nie musza nigdy...powinnaś wiedziec..eh..musiałas zaponiec..nie jestes juz elfem...jestes człowiekiem..
głos Nimrodel był bardzo podejliwy..
- jak dłguo juz jestes?-rzekłą Luthien
-Chwilę ..dopiero co przyszłam-rzekłą Nimrodel tak by kłamstwo wydało sie jak najbardziej prawdziwe..
-Tak masz racje nie jestem juz elfem..jestem człowiekiem..śmiertelnikiem..ale sama jestem sobie winna...Nie jest mi źle...tylko szkodami \berena...Nie pozwalał mi wyruszac za nim...teraz mnie unika...
Gos Luthien brzmiał tak ze srece Nimrodel scisneło się po jego wpływem.
Jednak zatrzymała głos rozsądku który mówił" Nie daj sie zwiesć...Ona cos kreci..wiesz o tym"...Sppojrzała na siedzaca Luthien i sciskającą coś pod suknią..
-Pozno juz -rzekła Nimrodel- nie połozysz się?
Wpatrujaca się w gwiazdy Luthien wygladałą bardzo niewinnie...az zanadto..
-tak juz ide...oczy same mi sie kleją..-Mowiąc to zeszłą do obozu..
Nimrodel jeszcze została. Potem zgrabnie przeszłą po gałezi i odbiła się od niego, wykrecąjąc fikołka w powietrzu i bezszelestnie lądując na ziemi..
Rankiem świeciło poranne słonce...Wszyscy byli w doskonałym nastroju tylko nimrodel siedziała posępna i nieobecna. Czekała tylko na moment w którym Luthien oddali się z obozu...Wciąz była blisko...za blisko...
Beren wstał i rozejrzał się po okolicy. Nie zobaczył nic nadzwyczajnego. Od wczorajszego wieczoru nurtowało go jedne pytanie. Postanowił zadać je dopiero dzisiaj. Odszukał Gil-Galada, którego nie musiał długo szukać.
- Wiesz może coś więcej o tym skarbie Gil-Galadzie - zapytał dość głośno - Wiem, że idziemy tam po silmarila ale smoką nie wystarczy jeden klejnot, nawet tak cenny jak silmaril.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
-Raczej nie powinnismy sie spytac Nimrodel o to- rzekł paladyn
Kompania zebrala sie. Nie chcac aby slyszala ich rozmowe Beren powiedział do Luthien:
-Moze zbadasz nasza dalsza droge my jeszcze sie spakujemy- rzekl Beren
-Dobrze- odpowiedziała Luthien ze zdziwieniem
Kiedy Beren chciał zadac pytanie Nimrodel go wyprzedziała.
-Pamietacie ten sen, mówił on o tym że zbawca nas zabije.
-Tak i to bardzo dobrze- Odpowiedzieli razem Gil-Galad i Beren którzy dopiero teraz to sobie uświadomili.
-Bardzo ciekawa sprawa- rzekł
Lutrien juz wracała.
-Porozmiawiemy o tym w Medusam miejcie sie na bacznosci- rzekla Keira.
Następnego wieczora Luthien znowu się wymknęła. Tym razem Nimrodel też ją śledziła, lecz teraz Tinuviel jej nie zobaczyła, wspięła się na to samo drzewo i znów wyciągnęła Silmaril. Oczom Nimrodel ukazało się przeogormne światło większe niż wczoraj. Nagle zaśmiała się zupełnie innym głosem, nie jej.
- Zabierając ze sobą Luthien naraziliście się na wielkie niebezpieczeństwo...
- Kim ty właściwie jesteś?! - przerwała Nimrodel.
- nawet nie wiecie jaką moc posiada Silmaril w jej rękach. - Luthien, a może duch przemawiający prze nią przytulił Silmaril tak samo jak poprzedniego dnia. - Zaniosą cię mi z powrotem....
- Co się dzieje?
Nagle Luthien spadła. Nimrodel przerażona zwinnie zeszła z drzewa.
- Nic ci nie jest?!
- Nic.... Co się stało?
- Poszłam się przejść.... Jak każdy elf uwielbiam lasy. - Nimrodel dopiero teraz zdała sobie sprawę, że Luthien nie jest człowiekiem. Jest elfem tak jak ona.
- Wróćmy do obozu.
- Dziwnie się czuję....
- Dobrze będzie jak się prześpisz.
Kiedy wracały Luthien znowu śpiewała, lecz już swoim głosem.
Następnego Nimrodel postanowiła podzielić się odkryciem z Keirą, jedyną osobą, której mogła poweidzieć o wszystkim.
- Sprawa staje się coraz dziwniejsza.... Czy nie sądzisz, że powinnyśmy się z nią rozstać?
- Keiro, to niemożliwe. Lepiej żeby została z nami. Co będzie jeśli zechce przekazać Silmaril Smoku?
- Masz rację, lepiej byśmy jej pilnowały. Może powiemy o tym zdarzeniu Gil-Galadowi i Berenowi? Powinniśmy być ze sobą szczerzy.
- Raczej tak.... Luthien znowu gdzieś się ulotniła. Coraz częściej zaczynam myśleć, że ona jest szpiegiem Saurona....
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum