Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Posted: Sat Nov 22, 2003 4:45 pm {P} Chcesz fireballem?!
Morgul był młodym (jedyne 666 lat...) i inteligentnym (narazie na poziomie książeczek dla dzieci...) magiem (umie jedynie pare sztuczek...). Mijał mu kolejny (cholernie długi jak dla niego) dzień. Jego zainteresowaniami było złoto, kasa, rzeczy wartościowe, jedzenie, spanie i odbieranie (czyt. kradnięcie) pieniędzy potwornym (czyt. niewinnym) zbujom. Otoczyła go setka orków. Tak mało? - pomyślał. Fireball!!!!!!!! - puścił "małą sztuczkę". Wszystkie leżały.
- O! Ile ładnych pieniążków! - Rozejrzał się - nikogo nie ma! A więc znalezione, nie kradzione.
Berennon był młodym, bardzo młodym chłopcem, człowiekiem. Miał zaledwie czternacie lat.
- Gdzie idziesz?!!! - krzyknęła jego macocha
- Odchodze! - powiedział pogodnym głosem biegnąc, a raczej uciekając
- Wracaj tu!!!
- Nigdy już nie wróce! - powiedział odwracając głowę i uśmiechając się złośliwie do macochy.
Po pewnym czasie biegu znalazł się na nieznanym sobie terenie. Nigdy nie oddalał się od domu tak aby go stracić z wzroku. Zobaczył jakiegoś człowieka na horyzoncie. Stał sam po środku pobojowiska.
- Witaj! - powiedział Berennon gdy zbliżył się do niego.
- Kim jesteś? - zapytała postać gwałtownie się odwracając.
- Jestem Berennon i szukam nauczyciela
- A kim chciałbyś być?
- Niewiem. To zależy. A czym ty się zajmujesz?
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Postać zaczęła podchodzić do Berennona. Nagle się wyglebała.
- O kó**a! Kto postawił tutaj różową farbę! Ej teraz chyba nawet lepiej wyglądam! Jak myślisz? Bardziej mi do twarzy?
- e.... ekh... No wiesz.... Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - szybko zmylił Berennon, nie zabardzo chcący urazić jegomościa.
- A, masz rację. No więc jestem czarodziejem, znam parę sztuczek, ale wszyscy twierdzą, że jestem już magiem. Nazywam się Morgul. Pełne imię brzmi: Morgulennimussus Avaterstos Klotarius McGywerus Terakotus...
-Ej! - przerwał - Już wystarczy! Odpowiedziałeś na moje pytanie, narazie nic więcej mnie nie obchodzi! Ale wiem napewno, że chciałbym ci towarzyszyć, bo dopiero co zwiałem z hausa. Wiesz stara macocha i te sprawy. A po tobie widzę, że chyba nie będę się nudzić.
- A zresztą. Chcę być magiem! Będziesz moim nauczycielem! - powiedział ucieszony Berennon - To kiedy zaczynamy? Ile zajmi nauka? Kiedy będe mógł rozwalić macoche? Gdzie idziemy? Co tu robią te orki? Kto je pokonał? ... Idziemy już?
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Angel byl Elfem a dokladniej synem krola. Jego jednak nie obchodzilo co sie dzieje. Wolal ogladac Mode na sukces. Pewnego dnia ojciec powedzial do niego:
-nie bedziesz krolem krolem bedzie Maximus.
-co?! - spytal Angel ktory wiedzial ze jesli nie bedzie krolem nie bedzie mogl spotkac sie z Sauronem jego przyjacielem (tylko dlatego chcial zostac krolem). Dlugo Angel sie nie zastanawial i poszatkowal ojca.
Krolem zostal Maximus. Maximus zeslal mase Orkow na Angela jedmnak nic to nie dalo - Ange lwyrznal ich w pien.
Postanowil opucic kraj i znalezc Morgula - bratanka Saurona.
Niedlugo potem spotkal ich gdzies na roli:
-siema chlopaki jak le.......Hahahahahahahaha
-cos ci sie ni epodoba chesz w ....... , nie podoba ci sie moj nowy "image"
-nie no podoba, o czesc mlodziencze. No wiec Morgul mam sprawe do ciebie. Jak pewnie wiesz nie zostalem krolem, zostal nim ten lajdak i teaz musze poszukiwac Saurona, wczesniej moglem wypowiedziec mu wojne i sie z nim spotkac a teraz potrzebuje twojwj pomacy aby go znalezc....
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
-Wiesz, ja już dawno nie widziałem tego skurczybyka. Ale podobno szlaja się z dziewiątką kumpli po tawernach, a podobno ostatnio poszedł do Lorien i się upił z Celebornem, więc Galadriela piszczała co nie miara. Podobno przez przypadek wypowiedzieli wojnę Gondorowi, Rohanowi i całej reszcie świata, ale wiesz - po pijanemu robi się różne rzeczy. Boję się, ze ostatni sojusz może przez to ucierpieć, no ale mówi sie trudno. A jak chcesz go znaleźć to musimy najpierw udać się do tawerny i coś zjeść.
nagg był tchórzofretką... kto bypomyslal, ze takie sympatyczne zwierzatko moglo miec takie zdolnosci bojowe... zreszta nagg nie byl zwykla tchorzofretka. Pierwsza i najwazniejsza rzecz, jaka go charakteryzowala byl fakt, ze umial mowic. Niestety od czasu potyczki z Balrogiem strasznie sepleni, gdyz podczas walki stracil gorna lewa jednke... od tego tez momentu jest niesmialy wobec kobiet i zadko sie usmiecha, wstydzac sie swojego szczerbatego usmiechu... Ponadto charakteryzowal sie osmolonym futerkiem na prawej czesci pyszczka - to pamiatka ze spotkania ze smokiem, ktorego mial zabic. nagg przeszedl wiele imponujacych bitew, wszystko to widac na jego futerku - to wzbudza respekt w kazdym wrogu... Niestety nagg od ostatnich 20 lat zaczyna miec coraz powazniejsze klopoty ze wzrokiem (jego czarne jak wegielki oczka zachodza biala mgłą :cry:), wiec zrezygnowal z kariery platnego mordercy i przeszedl na emeryture...
Za rente ze skarbca kolestwa Gondoru wygrzebal sobie i umeblowal norke gdzies na obrzerzach lasu.
Dzis zaintrygowany halasami wyszedl z norki, i szybko przebierajac lapkami pobiegl zobaczyc co sie dzieje. Przez chwile przysluchiwal sie rozmowie wedrowcow, w pewnym momecie jednak nie wytrzymal i wtargna:
- Fitajcie fedrofcy! Jestem nagg, byly tchorzofretka zabojca, od dfudziestu lat jestem na emeryturze, ale mysle, ze moge fam pomoc! Potrzebuje przygody! Byc moze bedzie to moja ostatnia przygoda f zyciu...
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Sat Nov 22, 2003 8:15 pm
Tak wiec udali sie do tawerny... Wszyscy trzej.. albo dwaj.. Nie wiem, pijany bylem. Nagle nastala ciemnosc! Wydajac dziwek taki jak mokra szmata spadajaca na dno kubła! Trzasly i walły drzwi. Uslyszano piekieny krzyk dochodzacy od drzwi - O Mamusiu... - I wszedl. To był Błajan... Biedak nie wymawiajacy liteły eł. Mam nadzieje ze kazdy złozumie przesłanie. Błajan był niskim, wrecz kułduplowatym kłasnoludem polującym na rozbłykane i przysmalone tchurzofłetki... Wiec jak w ciemnosci zobaczyl takowa spokojnie siedzaca przy stoliku i popijajaca kufel czystej (wody - w panstwie panuje prochibicja) zaintrygowal sie i z gracja niczym troll poczlapal do swej ofiały...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
nagg saczyl "czysta" (wode, bowiem w panistwie panuje prohibicja) i rozmyslal o przeszlosci, ale tez troche o przyszlosci - trzeba wiedziec, ze nagg, mimo, ze byl tchorzofretka zabojca byl tez romantykiem...
Nagle poczul na sobie dziwne spojrzenie. Podniosl czarne, zasnute lekka biala mgielka oczka znad kufla i popatrzyl po towarzyszach. Nikt jednak z nich na niego nie patrzyl... zaniepokojony zeskoczyl ze stolka i zobaczyl go...
nagg stanal na tylnich lapkach - tak wygladal jeszcze grozniej, odslaniajac swoj bialy brzuszek, przeorany przez liczne blizny.. Stali teraz oko w oko... nagg czul zblizajaca sie potyczke, jednak nie dal po sobie poznac - ze zmrozonymi oczkami, postawionymi po glowce uszkami i nastroszonymi wasikami czkal na ruch przeciwnika...
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Sat Nov 22, 2003 8:33 pm
- Jo men! Błajan jestem - Bajan byl w tym momencie tak ekspresywny ze chyba przekroczyl mozliwosci swojej skornej powloki i jego twarz zamienila sie w bezkształtna mase nie przypominajaca dokladnie niczego. Tchurzofretka popatrzyla sie na niego z lekka odraza. On natomiast zauwazajac swoj blad poprawil sie i rzek dumnie lecz piskliwie - Poluje na przysmalone tchurzofretki - Tak naprawde chyba nie wiedzial do czego to moze doprowadzil wiec potajemnie zza pazuchy bedacej jego nieodlaczna czescia garderoby wyjal wielka pale nabijana cwiekami. Bedac pewny ze nikt tego nie zauwazyl procz niego urusl sam w sobie.
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Błajan wyjął pałę (dobrą bo Polską) i zagroził Naggowi. Nag również wyciągnął miecz o wiele większy od pały przeciwnika. Wyskoczył i zaczął odbijać się od ścian atakując przeciwnika. Błajan włączył bullet-time'a i zaczął unikać ataków Nagga. Była to zacieta walka. Akurat w tym czasie Morgul z resztą towarzyszy kłucili się o kolejną porcję klopsików. W końcu puścił fireballa w Angela, bo ten chciał zagarnąć kolejną porcję dla siebie, ale niestety pomyliły mu się strony i trafił w Błajana kończąc jego walkę z Naggiem. Nagg podziękował Morgulowi ale ten odpowiedział, że przez pomyłkę nie trafił w Angela. akurat przyszła kolejna porcja klopsów, Nagg chciał sobie ją przywłaszczyć, ale skończyło się na tym, że oberwał od głodnego Morgula.
Berennon podniusł głowe znad coli (był niepełnoletni) i spojrzał nieprzytomnym wzrokiem po wszystkich.
- A propos! Czym ty się zajmujesz Angel? - i spojrzał na elfa, który próbował wstać i gdyby Berennon nie podszedł i go nie złapał leżałby gdzieś na ziemi pomiędzy stolikami.
- Auwalol... - powiedział Angel otwierając jedno oko.
- A więc kim jesteś? - powtórzył chłopiec
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Nagg obrzony:
- No nieee! Renciscie klopsikof nie dasz?!
nagg obrocil sie - wzrokiem szukal Błajana... O jest - pomyslal. Zwinnie jak na tchorzofretke przystalo myknal do Błajana i powiedział:
- Respekt, to był dobry fajt! Chodz, przedstawie Ci moich kumpli i postawie Ci piwo (bezalkocholowe, bo w karaju panuje prohibicja)
Osmalony Błajan podszedl do stolika druzyny. Morgul palaszowal kolejna porcje klopsikow, a Angel i Berennon chyba grali w inteligencje, prznajmiej ich miny na to wskazywaly...
nagg zaczal - Sluchajcie, to jest Błajan! Błajan, to jest Morgul, Angel i Berennon ale mof na niego Dr.Bre, wedlog mnie bardziej pasuje.
Teraz cala druzyna siedziala przy stole, a barman przyniusl kolejne piwo (bezalkocholowe, bo w karaju panuje prohibicja)...
A Morgul wysnuł w tym czasie pewną teorię. W końcu nie mogąc pochamować swojego podniecenia przemówił:
-Mawiają, że krasnoludy są mistrzami w upijaniu się. Najwyraźniej nikt nie widział elfa w akcji. I zastanawiam się czy Sauron nie jest przypadkiem elfem. Albo przynajmniej za długo z nimi przebywał. A ty zostaw moją pizze! Ej no! Wal się! Fire....
-Przestań! żartowałem! Już stawiam ci kolejne trzy!
-ball!!!!!!!!!!!! I teraz postawisz mi pięć!
- Mam dla was zadanie! - powiedział cich barman
- Zadanie? - zdziwił się Berennon
- A co w tym dziwnego? - zapytał Angel
- Musicie iść do ministerstwa czegoś tam i postrajkować troche przeciw prohibicji! Przez to interes gorzej się kręci! - niemal krzyczał barman.
- Zgoda! - powiedział chłopiec - Moi towarzysze tez pójdą choć teraz nie są w nastroju do rozmowy - i spojrzał na śpiących na stole i podłodze kompanów.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
Nasza najwspanialsza z możliwych drużyn (i w dodatku jedyna) poszli tegoż ministerstwa i z transparentami w górze zaczęli strajkować. Ponieważ urzędnicy zupełnie olali ich, Morgul wziął flamaster i zmienił trochę tekst na: "koniec z prohibicją albo fireball w ministerstwo". Znów nikt sobie nic z nich nie robił, a ponieważ Morgul nie znosi jak ktoś go lekceważy zniszczył ratusz, po czym od razu przyjęto jego rządania. Przy okazji sprowadzili nowego ważelanego, bo stary kopnął w kalendaż, ale niestety po tygodniu wyleciał, bo chciał przenieść browar. A i tak wszyscy sprowadzają z Polski Tyskie....
Wszyscy ludzie wyszli na ulice dziekujac druzynie. Jednak juz chwile pozniej przyszedl Dr. Lepperr.
-No co jest "smaziony rys wiesniaku" - powiedzial
Długo jednak se nie madrzyl bo dostal fireballem po mordzie....Niestety druzyna nie docieniel a Dr. Lepperra ktory zaraz wstal
-wy wiesniaki .... zaraz dostaniecie po ........ i zaraz znowu bedzie panowala prohibicja! i przenose browar
Zaczela sie walka jeden Lepperr kontra cale miasto wiesniakow...
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Lepperr był tak ciężkim przeciwnikiem, że w końcu nasza wspaniała drużynka użyła najlepszych ciosów które umiała. Naturalnie Morgul puścił czar planet-destroyer i jeżeli jeszcze poładowałby go z 10 sekund rozwaliłby planetę. Wybuch był tak ogromny, że Naggowi odwaliło drugi ząb i przestał rymować. Teraz zamiast mówić wierszyk w stylu: szachy do lachy lub coś innego rymującego się, mówi szchy do domu lub coś innego nie rymującego się.
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum