Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Nie dane im jednak bylo dlugo odpoczywac w Lorien. Mieli watpliwa przyjemnosc poznac tam najdziwniejsza elfke pod sloncem. Pewnego dnia zjawila sie niespodziewanie na dzwiek imienia "Morgul". Vanimelde byla mloda, dopiero co osiagnela pelnoletniosc i podjela pierwsza dorosla decyzje. Zapragnela wyruszyc na wyprawe aby zglebic tajemnice mrokow. Zawsze byla inna, elfy jej w ogole nie rozumialy, miala tylko kilku przyjaciol a to z powodu jej niecodziennych zainteresowan. Podczas gdy jej bracia, siostry i znajomi sluchlali spokojnej upajajacej muzyki i podziwiali przyrode, ona starala sie ten nudny spokoj zaklocic za wszelka cene. Od zawsze ciagnely ja ciemnosci, zakochiwala sie w orkach czy Nazgulach, glownie dlatego ze te stworzenia byly nieprzecietnie brzydkie )Pogardzala pieknem, miala go juz dosyc, w Zlotym Lesie ogladala slodkie i urocze rzeczy od chwili swoich narodzin. Jak kazdy elf szkolila sie do walki, ale niepodobaly sie jej luki... Wolala tluc wszystko bez opamietania morgersternem. Zyla tak cale 100 lat nie rozumiana a czesto nietolerowana przez otoczenie a teraz jej los mogl sie odmienic... Eru czy moze Melkor dal jej szanse, wreszcie bedzie mogla zrobic uzytek ze swojego morgersterna i wykorzystac mroczna wiedze, ktora potajemnie przyswajala (miala praktyki u Voldemorta w rownoleglym swiecie ) Bardzo przypadla jej do gustu kompania, ktora zobaczyla a zwlaszcza zainteresowala ja tchorzofretka. Tylko czy oni mnie zechca? zastanawiala sie, ale dosc krotko. Jesli nie to i tak za nimi podaze! co ja ? nog nie mam? czarnej magii nie znam? A jak mnie zobacza to zamienie sie w pomurnika i zadziobie ktoregos. Fireballa sie nie boje! Znam lepsze sztuczki, zobczymy co zadecyduja....
_________________ "ideały są jak gwiady, nie można ich osiągnąć, lecz można się nimi kierować..."
Joined: 12 Aug 2003 Posts: 820 Location: z miasta artystow...
Posted: Mon Mar 29, 2004 7:06 pm
Nastala mroczna i ciemna noc. "Drużyna" squad zdecydował, zeby przenocowa c sobie troche w pobliskim pubie o kuszacej nazwie "rozczapierzona krasnoludka", niedaleko gór Zelaznych, gdy szli tak sobie uroczo, podśpiewując keine greznen, coś nagle pinkolnęło w tył glowy Morgula.
-Który to, Beren juz po tobie, masz pewną lewatywe.
- To nie ja miszcz.
- To kt.. - przerwal bo znow, cos pizdnelo go w łeb.
- Który to?! Zaraz tu wszystko rozwale, szykujcie sie na fireballa!
- Beda czary usmiala sie Vanimelde
- Spokojnie, dude, luuuz - odezwałsię piskliwy głosik z ziemi.
Morgul zdziwiony puścił z zaskoczoenia fireballa, na szczescie w powietrze, a ze szli lasem, zrobilo sie jasno. Na ziemi leżał kolorowy netoperek.
- Luzik, men, uwarzał gdzie glowe dajesz - wybełkotał netoperek Stanisław zwany rózniez Ellis.
A od Stasia czuć było na kilometr krasnoludzkim bimbrem.
-Co jest, netoperka nie widziałes, co sie tak patrzysz? - zapytał Stasiu wstając, i otzepując kolorowe skrzydła.
_________________ Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Mar 29, 2004 8:03 pm
Nimrodel zekrneła na nietoperka.. Pisknełą i rzuciłą w nego starą skarpetą lezaąca obok w błocie. Widzac co zrobiął wytarłareke w rózowy plaszcyzk lezacy na drzewie..
- Nie tak ostro- warknał nietoperek.
Morgul; idac przez lasp uszczałf fire balle z przyzwczajenia ziewajac juz z nudy..
Joined: 12 Aug 2003 Posts: 820 Location: z miasta artystow...
Posted: Mon Mar 29, 2004 8:11 pm
-Macie zioło? - zapytał stasiek z głośnym beknięciem, wyraźnie nie zauważając skarpety
-Co mamy? - zapytała zdziwiona Nimrodel.
-Zioło - odrzekłszybko Morgul. Maria, gandzia, rastafarianie, kapujesz?
-Rastaco? - znów zapytała Nimrodel, jednak ze zdiwienia nie zauważyła stojącego kubełka z różową farbą. Jetsem cała mokra i różowa, wyglądam jak różowa pantera! - krzyknęła, wstając, jdnk potknęła się przy tym o następny kubełek, i mamrocząc po nosem kopnęła stasia zapalającego skręta od fireballa, który to padł na ziemię, jednak chwile potem wstał, i gęboko sie zaciągnął.
- Będzie jazda, lecimy po bmber - lrzyknął.
_________________ Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
Angel ktory juz zdazyl poleciec do tawerny po bimber i inne uzywki (przyzwyczjanoy po czesto sobei uzadzal wyprawy do Amsterdamu) wrocil juz do dryzuny slyszac dzwiki wybuchajacych faire balli...
-yo yo ludzie jak wam leci - zapytal jzu neizle najarany Angel
-no dobrze ze jzu jestes bo mamy nowego kumpla zreszta tobei powinien przypasc do gustu - powiadziala tchorzofretka
Angel juz ledwo trzyma lsie na nogach ale zdazyl zapytac:
-ooo to super bede mial z kim jarac.. - po czym pald na ziemie...
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Byli już nieźle naćpani... Oczywiście nikt nie wiedział co się dzieje i jak to bywa przy takim stanie trzeźwości wszczęli bójkę: Nagg vs. Morgul. Tchórzofretka jak zawsze użyła bullet-time'a spowalniając wszystko do okoła ale Morgul olał to i nie robił sobie spowolniń... Morgie wskoczył na ścianę, zaczął biec i sruuuuuu!!! Pośliznął się na skórce od banana (na ścianie)... Nie dał za wygraną. Biegnie, biegnie biegnie, nagg też... I proszę państwa! Nagg wpadł do pokoju przez drzwi, biegnąc po ścianie! Co najciekawsze jesteśmy w lesie! Nim chwyciła za łuk i zaczęła strzelać w stronę Morgiego, ten jednak zaczął się przed nimi uchylać... Niestety zaliczył glebę. Chwycił za mandolinę i zaczął nią atakować Angela... Przyłączyła się też Vanimelde puszczając fireballe we wszystkie możliwe strony... Oczywiście trafiła tylko barlimana, ale rtak to jest gdy jest się w gospodzie w jaskini! Stało się też coś nieoczekiwanego - smoczyca imieniem Maab (dziewczyna nagga) zapaliła wszystkim skręta pokoju, aby trochę się uciszyli!
Joined: 13 Jan 2004 Posts: 204 Location: Stare Siedliszcze
Posted: Tue Mar 30, 2004 8:56 am
Elgia była czarodziejką o nieskalanej reputacji. Jednak nikt poza nią i jej przebiegłym zaczarowanym kotem nie wiedział, że Elgia w tajemnicy praktykuje ciemne moce.
W świetle dnia była piękną szarooką, bardzo inteligentną kobietą, w nocy zaś stawała się mroczną pięknością, potrafiącą nieźle zaleźć za skórę.
Elgia mieszkała w starej, wysokiej wieży razem ze swym kotem. Przyjmowała każdego i udzielała dobrych rad potrzebującym. Jednak nikt poza nią i jej zaczarowanym kotem nie wiedział, że w każdej poradzie ma ona swój cel.
Elgia często wędrowała po różnych, często bardzo podejrzanych ścieżkach.
Tak było i teraz. Elgia wpychała swojego zaczarowanego kota (żeby nie zjadł zapasów na zimę), zamknęła swoją czarną, starą wieżę na klucz i wyruszyła na jedną ze swoich długich wędrówek.
W ciemnym płaszczu, z kapturem na twarzy, z srebrną różdżką w ręku, przemykała właśnie między drzewami, gdy natknęła się na dziwną drużynę złożoną z bardzo tajemniczych osobników.
Wyskoczyła, więc na ścieżkę, którą podążali, uniosła dłoń w pokojowym geście i powiedziała cicho:
- Ave wędrowcy, gdzie Was przeznaczenie wiedzie?- Mrugnęła okiem. (może miała tuk nerwowy, kto to wiem...)
Joined: 12 Aug 2003 Posts: 820 Location: z miasta artystow...
Posted: Tue Mar 30, 2004 5:54 pm
- Jedzieeemy po zioło! - krzyknał Stasiek ze smutna mina pokazujac pusty mieszek na Marie.
- Ale jes jeszsze bimbber - dodał tchórzofretek nagg, wychodząc zza Mogrula.
- Ahh Morgul - westchnęła napotkana czarodziejka, robiąc krok do porzodu.
Ale to byl zly ruch. Nieopatrznie wywróciła się o kubełek różowej farby, z wiadomym efektem.
- Choź z nami - powiedział nagg, dreptając przed siebie.
I ruszyli.
- Słuchaj, stasiu, czemu ty wlasxciwie jestes kolorowy, co? - zapytał nieśmiale Beren?
_________________ Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
Joined: 11 Mar 2004 Posts: 227 Location: nowa era: Imladris
Posted: Wed Mar 31, 2004 6:22 pm
Drogą szła sobie elfka… Taka se. włosy długie po kolana, ubrana w jasną elfią zbroję z mithrilu. Gdzieś za pasem dyndał sejmitar.. Miała całkiem ładną twarz i wielkie zielone oczy. Szła i śmiała się z niewiadomo czego. W „Gospodzie pod rozbrykanym kucykiem” nikt jej nie chciał (to jest aluzja ) więc ruszyłą na poszukiwanie własnej przygody. Chciała zacząć nową, ale ktoś się wtrącił i nic z tego nie wyszło… (to też jest aluzja ) Zarzucony na ramiona płaszcz miał głęboko fioletowy kolor.. Nagle jedna z jej trzech wiewiórek wskoczyła na sąsiednie drzewo, a za nią podążył wzrok długowłosej druidki (cała była dziwna jak widać.. można powiedzieć nie z tego świata ) … pech sprawił, że wpadła w wielką kałużę różowej farby…:
- O qrcze!!! No ale przynajmniej jakoś gra z moim płaszczem… Dzienks Meliana-rzuciła w stronę wiewiórki.
Wtedy zauważyła siedząco-stojącą grupę (no powiedzmy żeście się zatrzymali ) różnych stworzeń, m.in. jakiegoś kolorowego nietoperza, tchórzofretkę a reszta wyglądała na elfy i cośtam.. Tak czy inaczej większość była upaćkana w różowej farbie.. Na twarzy elfki zagościł lekko diabelski uśmieszek
- Przygoda – powiedziała dziwnie zmienionym i jakimś takim zachrypniętym głosem.. Oczy rozszerzyły jej się do rozmiaru spodków pod filiżanki… Reszta stworzeń przerwała swoje rozmowy i spojrzała na nią jak na idiotkę…
- Scoia’tael do usług…
Angel juz podniosl sie po dwugodzinnej spiaczce (z pomoca innych). Tak sie rozgada co sie dzieje a tu nagle... zawal... Angel padl na ziemie jak trup. Reszta kopani podbiega do neigo (ale nei zaszybko aby przypadkiem nie byc ta osoba ktora mo go lecyzc).
-Ja ie moge... a mowilem wam ze jak tak dalej pojdzie i bedzire tyle cpal to wykorkuje...
-eee tam to taki tam stan przejsciowy... zaraz wydobrzeje.... - powiedzial Stasiek
-a no chyba tak.. - powiedziala tchorzofretka
I wszyscy zostawili biedulka Angela po zawale.... Tak sobie lezal...godzina, dwi... nic. Nie rusza sie...Wtem podbiega do nich owa druidka podchodzi do grupki, rzuca im szybko "ello, ello" i podchodzi do Elfka. Patrzy budzi sie... a jeszcze nic nei zrobila... Elfik otwiera oczy patrzy... zawal Druidka od razu odskoczyla na 10 metrow... Jednak Angel zaraz sie podnosi...
-aaa to Ty druidko... to Ty!!!! To TY pislas w tej przygodzie co juz zamknieta by;la!!!!
-eee no ten teges... no wiesz..........
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
Joined: 12 Aug 2003 Posts: 820 Location: z miasta artystow...
Posted: Wed Mar 31, 2004 6:51 pm
- Bywa, wrzuc luz dude, masz bimbru na przepłukanie gardziołka - rzucił Stasiek, pokazujac stojąc butelkę z mistycznym plynem.
Angel pociagnal z butelki, i jeszcze raz lypnal na druidke.
- Zeby mi sie wiecej nie powtórzyło - rzucił Angel, po czym znów chwycił za flache.
Gdy tylko odsunal od niej usta, na jego twarzy pojawił się mendelski uśmiech.
- Ejej, czymać go, bo szysko wypije - krzyknął(pisnął raczej ) nagg, rzucając sie obiema lapami na butelczyne, i wytrącając ją angelowi z reki.
Angel ze zlscia rzucil sie na tchrzofretke.
- Bedzie bitka, bedzie bitka - zaczal skandowac netoperek do spółki z Morgule, który juz szykował fireball na rozluźnienie jelitek.
_________________ Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
Joined: 11 Mar 2004 Posts: 227 Location: nowa era: Imladris
Posted: Thu Apr 01, 2004 10:16 am
Scoia’tael popatrzała się na naćpanego oskarżyciela…
- a niby skąd miałam wiedzieć,że jest zamknięta? – powiedziała odgarniając włosy zamaszystym ruchem - byłam nowa… no i jestem całkiem młoda i głupiutka… co to jest 91 lat dla elfa? Jesteś okropnie nieuprzejmy!!! Naprawde myślisz, że odgrzebywanie starych temacików to zły pomysł? Ale – oczy znowu jej się zrobiły strasznie duże – teraz zaczyna się nowa przygoda jeżeli dobrze zrozumiałam? Mój sejmitarek biedny zardzewieje za niedługo… ten las jest taki jakiś dziwnie spokojny… chociaż.. może to i dobrze to co idziemy gdzieś? – spojrzała na resztę grupy. Nawet jej się nie przedstawili ale wyglądali tak słodko jak byli naćpani , że jakoś tak od razu im zaufała.. oni jeszcze nie wiedzieli o jej tajnej broni .. mimo wszystko po dokładnych oględzinach doszła do wniosku, że nie ma co ale będzie musiala poczekać aż chociaż troszkę wytrzeźwieją.- jak tak na Was patrze to doszłam do wniosku… że zostane abstynentka od dzisiaj… a może jednak nie???
Joined: 11 Mar 2004 Posts: 227 Location: nowa era: Imladris
Posted: Mon Apr 12, 2004 8:04 pm
-nie... zdecydowanie nie potrafię być abstynentką..Druidka spojrzała na twarze (*i pyszczki) wszystkich i jej mina momentalnie się zmieniła:
-ej... czy wy mnie tutaj nie chcecie?- usta wykrzywiła w podkówkę
-a kto tak powiedział? – rzuciła fretka.
-no nie wiem… takie jakieś mam dziwne przeczucie… że Wam tutaj tylko przeszkadzam i w ogóle… no… nie wiem… ja tylko chciałam przeżyć wspaniałą przygodę- mówiła i patrzała się na podwinięte czubki swoich lekkich elfich bucików, tak, jakby bała się spojrzeć na ich buzie.
Vanimelde ocknela sie wreszcie, nie wiedziala jak dlugo lezala nieprzytomna na trawie z cala ta dziwna kompania pijakow. Zbudzil ja krzyk ktoregos z towarzyszy. Ociezale podniosla bolaca glowe nie otwierajac oczu i powiedziala ledwie slyszalnym szeptem:
- moze byscie przestali sie tak wydzierac? bo jak nie to.....
cisza, nikt jej nie odpowiedzial... czy az tak sie bali jej znajomosci mrocznych mocy? fakt uczyla sie tego u mistrza. Nie -pomyslala chwile, tu chyba musi chodzic o co innego? Probowala otworzyc oczy, ale powieki byly tak ciezkie, ze nie byla w stanie ich podniesc. Czy zawsze musi byc tak ciezko? wedrowali z tym dilerem stasiem juz od kilku dni a dzisiejsza sytuacja nie byla elfce obca. To sie zdarzalo codziennie najpierw chwile euforii, niemalze raj na ziemi a rano kac, zgon - istne pieklo. Nie pamietala juz nawet po co przylaczyla sie do tej grupki o watpliwej reputacji i w tej akurat chiwili chcialaby cofnac czas i nigdy nie opuszczac Lorien.
W koncu po wielu bolesnych zmaganiach udalo sie jej otworzyc jedno oko, a nastepnie drugie.
-O kur** ! zaklela juz znacznie glosniej, chociaz nie wiedziala dlaczego. Czego miala sie spodziewac? Ze cos sie zmieni? Ze kotes o tej porze bedzie trzezwy i przytomny i bedzie miala z kim porozmawiac? Zobaczyla to co zwykle. Kilkanascie lezacych cial miarowo oddychajacych istot i poczula mocny zapach bimbru. Rozejrzala sie jeszcze raz.
Wiec znowu czeka ja pieprzone cierpienie w samotnosci? Po co w ogole sprobowala tego co ten idiota nietoperek proponowal? Dlugo jej zajelo dojscie do genialnego wniosku (chociaz blondynka nie byla!) ze takie rozmyslanie nie ma sensu i trzeba dzialac aktywnie. Postanowila wiec ruszyc sama w dalsza wedrowke chociaz nie za bardzo jeszcze wiedziala dokad ani po co. Jak pomyslala tak zrobila. Wstala. Troche krecilo sie jej w glowie ale to bylo normalne po ziolach wiec sie zbytnio nie przejela. Ruszyla przed siebie i nagle...
lup! co to bylo? no pieknie! znowu drzewo! co za kretyn zasadzil drzewa w tym lesie! ze tez te elfy nie mysla! przeciez wiadomo ze w takim stanie omniecie tej sosny nie bylo mozliwe.
Chcac nie chcac byla skazana na dalsza wedrowke z tymi dziwakami.
- hehheheheheheheh!!! -usyszala glosny smiech - Vanimelde jestes mistrzynia w zderzeniach z drzewami! to jej towarzysze podrozy wlasnie sie obudzili i najwyrazniej poczuli sie lepiej skoro mieli siele sie smiac
_________________ "ideały są jak gwiady, nie można ich osiągnąć, lecz można się nimi kierować..."
Kiedy juz wszyscy otrzeźwieli (a to zajęło duuuużo czasu) postanowili coś zjeść... Poszli na chiński żarcie w chińskiej restauracji "Jajami o Mate - Auuuu!"... Wszystkie chińce wydawałyu siępodejżane, ale nie robiło to nikomu różnicy... W pewnym momencie Morgie zderzył się z KOREA?CEM który uciekał z jakimiś sztyletami, ale nie zwrucil na to większej uwagi... Kiedy się najedli (to zajęło jeszcze więcej czasu) wyruszyli w dalszą podróż... W końcu zorientowali się, że Morgie gdzieś zniknął
*************
Obudził sięw jakiejśjakby jaskini... Wszystko go bolało, ale nie wiedział czemu... Dookoła panował mrok... Szedł na czworaka na opślep... Nagle cośwymacał...
-Kapsel! To jest kapsel....
Wówczas usłyszał straszliwy chałas:
-AAAAAA!!!! Gdzie jest mój ssssskarb! Mój sssskarb zniknął! A brakuje mi go do całej kolekcji!
Morgie dał se siana z tym co to było... Bardziej zastanawiało go co tutaj robi i gdzie sąjego kamraci... Chciał puścićfireballa, by sobie rozjaśnić drogę... Okazało się jednak, że skały blokowały jego moc... Musiał więc iść na oślep... W pewnym momencie stoczył się z górki... Zobaczył tam około 10 000 orków... chciał chwycić za sztylety które miał na plecach... Ale okazało się, że ktośmu je podmienił na pałeczki chińskie... Nie miał wyboru, musiał walczyć...
Wyskoczył 10 metrów w górę, wylądował łaiąc kark przeciwnikowi, potem zaatakował kilku kolejnych przeciwników... Odbił sięod ściany, nabił orka na pałeczkę, potem zaś zablokował atak przeciwnika, który zaatakował go mieczem świetlnym (sic!)... Dał mu kopniaka, potem znów wyskoczył w górę, nabijając dwóch kolejnych orków... Głowa odpadła, wysypały się cukierki... Morgie się zdziwił.. Spojrzał na ciała poprzednich ofiar, z tych też wysypały się cuksy... Tak więc walczył jak idiota z 10 000 pinat... Zabrał cuksy, gdyż pomyślał, że potem może je opylić za 50 razy drożej...
Szedł na oślep, aż doszedł do jeziorka... W łudeczce pływał żul... Miał wielkie, wyłupiaste oczy, rzadkie włosy i nowiutki dresik... żulk pilnował przejścia, ale powiedział Morgiemu, że wypuści go, jeżeli ten wygra w butelkę...
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum