Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
[O]Slave
Author Message
Anlis Gamgee 
Pod Rozbrykanym Kucykiem


Joined: 03 Jan 2004
Posts: 37
Location: Underdark
Posted: Tue Mar 08, 2005 12:36 pm   [O]Slave

Takie moje littla opowiadanie. Proszę o krytkę (jeśli komuś będzie się chciało to przeczytać). Nie jest długie, więc niezbyt dużo czasu zajmie. Klimaty średnio fantastyczne, ale oparte na faktach to to nie jest. No to... jedziemy:


Ciemność była wszechogarniająca i czuło się na sobie jej ciężar, który przygniatał zwykłego śmiertelnika i przerażał go. Nie był to zwykły mrok nocy, rozświetlony tysiącami gwiazd, był to raczej mrok w najczystszej postaci, ten, od którego wszystko się zaczęło, i który oddawał cząstkę siebie każdemu swojemu słudze, obdarzając go Darem Ciemności...
Przez chwilę stałem bez ruchu, bezbronny wobec tej mrocznej siły. Zastanawiałem się, jaki jest sens mojej pracy, skoro istnieje coś tak potężnego, że potrafiłoby zniszczyć mnie w mgnieniu oka. A wieżcie mi, miałoby ku temu powody.
- Wszedłeś? Przygotuj się, za chwilę będzie John z latarką.
Z odrętwienia wyrwał mnie głos sierżanta Scholesa dobiegający z komunikatora. Cholerny skurwysyn, nigdy nie zejdzie tutaj z nami, woli stać na górze i czekać, aż za niego odwalimy robotę.
- Zrozumiałem, jestem gotowy.
Uklęknąłem obok zimnej ściany, którą wyczuwałem tuż przy mojej prawej ręce, chwyciłem kuszę dwiema rękami i skierowałem ją w mrok. Miałem nadzieję, że robię to bezgłośnie, ale jak zwykle był to niczym nieuzasadniony optymizm. Jeśli rzeczywiście tu był, wiedział już o mnie.
Po chwili za mną ktoś otworzył studzienkę i ciemna postać szybko zeskoczyła w dół i błyskawicznie skoczyła pod ścianę. Jednocześnie wpuściła też trochę światła księżycowego, które oświetliło ceglane ściany i brudną, wilgotną podłogę z szarego kamienia. Czuło się, jak stary jest ten kanał. Cegły był pokruszone, buty zanurzone były w mieszaninę wody, ścieków, śmieci i mnóstwa innych rzeczy, których nie potrafiłem rozpoznać. Sufit w każdej chwili groził zawaleniem i pogrzebaniem nas żywcem. Scholes po prostu wróciłby i zameldował o naszej śmierci...
Otrząsnąłem się z takich myśli i skoncentrowałem na pracy. Chociaż nie widziałem osoby, która przed chwilą przybyła wiedziałem, że to Jon, mój partner. Niski, przysadzisty mężczyzna o miłej powierzchowności, dobry mąż i ojciec trójki dzieci. A dzisiaj może tutaj zginąć, zamordowany przez istotę o wiele od niego potężniejszą...
Ostre światło latarki oślepiło mnie, ale już po chwili mogłem ujrzeć postać stojącą jakieś dwadzieścia metrów przed nami. Wystrzeliłem z kuszy spodziewając się, że z łatwością uniknie bełtu - w końcu musiał o nas wiedzieć i tylko dzięki wielkiemu szczęściu jeszcze nas nie zabił. Ale on nawet się nie ruszył, po prostu stał, a potem zawył przeraźliwie i upadł.
Załadowałem ponownie i ruszyłem w jego kierunku, Jon oświetlał mi drogę. Zdawałem sobie sprawę, że jestem idealnym celem, ale w tej chwili nie miało to znaczenia - jeśli zastawił pułapkę to i tak nas znajdzie. Moja ofiara leżała na ziemi, twarzą w dół, bełt wystawał z pleców. Powoli obróciłem go i spojrzałem na jego twarz, twarz zupełnie zwykłego człowieka. Pokręciłem głową tak, by Jon to zobaczył i zrozumiał, a potem szepnąłem:
- Kim jesteś? – nie wiedziałem, czemu to robię. Powinienem go tak zostawić, ale nie mogłem tego zrobić. Czułem się odpowiedzialny za niego, w końcu to ja wpakowałem mu bełt w brzuch.
- Barry Flint – odparł cicho, prawie bezgłośnie.
- Co tu robisz?
- Czekałem na was. Mój pan kazał.
- Gdzie on jest?
Barry uśmiechnął się lekko, w kącikach ust pojawiła się krew.
- Daleko. Ale znajdzie was. – w jego oczach błyszczała mściwa satysfakcja – Ale wcześniej mnie przemieni. I rozszarpię cię na strzępy.
- Czemu mu służysz? On cię nie przemieni, wiesz o tym.
- On jest dobry... – uniósł lekko głowę. – Przemieni mnie. Obiecał...
Ile to już razy słyszałem ludzi, którym złożono taką obietnicę! Wiedziałem, że Flint był zły, był sługą mojego największego wroga, sługą wampira. Ale nie mogłem powstrzymać litości dla niego.
- Masz rodzinę?
- Miałem. – mówił z coraz większym trudem – Zabiłem ich, kiedy pan kazał. Pamiętam, jak strzelałem do moich dzieci... – nie mógł dalej mówić, zaszlochał. Na jego twarzy, na której wcześniej widać było zdecydowanie, pojawiło się zwątpienie – Nigdy o tym nie myślałem. Potem poszedłem za nim, a on dał mi trochę swojej krwi. Od tamtego czasu mu służę.
- Barry... Zabierzemy, cię do szpitala, wyjmą ci to cholerstwo, przeżyjesz...
Wskazałem na bełt i poczułem wstyd. Jak mogłem strzelić do człowieka? Zdenerwowanie, na pewno, ale... Przecież mieliśmy zabijać wampiry, a mordowanie ludzi... to zupełnie co innego. Coś o wiele gorszego.
Ale Barry pokręcił głową.
- Nie... On mnie znajdzie i... przemieni – jego oddech był płytki i urywany – Nie umrę... Nie umrę... Nie... Umrę...
Głowa opadła mu na ramię. Stracił przytomność.
- Chodź już – usłyszałem głos Johna. – Kto to?
- Sługa. Nazywa się Barry Flint.
- Musisz go zabić, wiesz o tym.
Pokręciłem głową. Nie mogłem tego zrobić. Powoli odszedłem w kierunku wyjścia z kanału, nie patrzyłem na leżącego. Jeśli miał umrzeć, niedługo to się stanie. Ale ja tego nie zrobię...


Epilog
„Barry’ego Flinta znaleziono martwego 7 marca 2005 roku w Tamizie. Prawdopodobna przyczyna śmierci: wykrwawienie się. Denat miał na ciele trzy rany:
1. W brzuchu, wciąż tkwił w niej bełt. Była ona prawdopodobnie przyczyną śmierci.
2. Mała rana na szyi, około 0.5 centymetra na ramieniem. Wokół zaschnięta krew.
3. Identyczna rana około 3 centymetry wyżej.
Nieboszczyk miał tylko około 0.2 litra krwi. Prawdopodobnie wykrwawiał się przez długi czas, mimo, że sposób porzucenia ciała wskazuje na morderstwo.”
Wyciąg z raportu sierżanta Davida Hookera ze Scotland Yardu
_________________
Kids! Bringing about Armageddon can be dangerous. Do not attempt it in
your home.
 
 
Lady Of Orthank 
Lady Sith



Joined: 13 Jan 2004
Posts: 204
Location: Stare Siedliszcze
Posted: Tue Mar 08, 2005 7:50 pm   

Wampiry w Londynie... Doprawdy ciekawa rzecz... Podobało mi się nawet, a jakże... ;]
_________________
Conreeaght von Kampfer - Barvon

TO WSZYSTKO WINA MUNDURÓW! *___*
 
 
 
Riatha 
Wodogrzmoty Rauros



Joined: 14 Jul 2004
Posts: 253
Location: Warszawa
Posted: Wed Mar 09, 2005 8:37 pm   

popieram :] ciekawe... mogłoby być dłuższe... ^^
_________________
Przede mną przepaść, zrodzona przez winę,
przez grzech Twój, Boże!... Ginę! ginę! ginę!

Jan Kasprowicz
 
 
 
Tamaya
Wodogrzmoty Rauros



Joined: 12 Sep 2004
Posts: 296
Location: Mszana Dolna
Posted: Thu Mar 10, 2005 1:27 pm   

Zgadzam się z przedmówczynią. Ciekawy styl i sprawnie idąca fabuła.
_________________
Nie gardź jednak legendami, dziedzictwem odległych wieków, często bowiem się zdarza, iż stare niańki przechowują w pamięci wiadomości, które niegdyś największym nawet Mędrcom oddały usługi."
 
 
 
Anlis Gamgee 
Pod Rozbrykanym Kucykiem


Joined: 03 Jan 2004
Posts: 37
Location: Underdark
Posted: Thu Mar 10, 2005 8:24 pm   

Dzięki wielkie. A co jest źle? Bo to, co mówicie jest miłe, ale nie wiem, co muszę poprawić w następnych...
_________________
Kids! Bringing about Armageddon can be dangerous. Do not attempt it in
your home.
 
 
Riatha 
Wodogrzmoty Rauros



Joined: 14 Jul 2004
Posts: 253
Location: Warszawa
Posted: Fri Mar 11, 2005 1:54 pm   

hm... nie napotkałam żadnych rażących błędów... tak jak juz mówiłam... mogłoby być dłuższe, gdyż dobrze mi się czytało i żałowałam, że tak szybko się skończyło... :] myślę, że nie ma czegoś, co wymagałoby natychmiastowej korekty... z chęcią przeczytam twoje następne opowiadania, jeśli raczysz je tu umieścić :]
_________________
Przede mną przepaść, zrodzona przez winę,
przez grzech Twój, Boże!... Ginę! ginę! ginę!

Jan Kasprowicz
 
 
 
Eilhart 
Pod Rozbrykanym Kucykiem



Joined: 12 Mar 2005
Posts: 25
Posted: Sat Mar 12, 2005 12:45 pm   

nie jest złe ale nie lubie w opoiwadnaiach takich imion:

John, Barry Flint - tego typu. jesli sa to Poslkie opoiwadania to brzmi tak durno egzotycznie; powszechnie.

ale wartośc sama w sobie w porządku.
 
 
Lady Of Orthank 
Lady Sith



Joined: 13 Jan 2004
Posts: 204
Location: Stare Siedliszcze
Posted: Sat Mar 12, 2005 5:31 pm   

Eilhart wrote:
nie jest złe ale nie lubie w opoiwadnaiach takich imion:

John, Barry Flint - tego typu. jesli sa to Poslkie opoiwadania to brzmi tak durno egzotycznie; powszechnie.


Biorąc pod uwagę, że akcja rozgrywa się w Londynie, to myślę, że imiona są jak najbardziej na miejscu...

PS. Na wszystkie ciemności, bronię tego co dobre i co mi się podoba, ne... ;]
_________________
Conreeaght von Kampfer - Barvon

TO WSZYSTKO WINA MUNDURÓW! *___*
 
 
 
Eilhart 
Pod Rozbrykanym Kucykiem



Joined: 12 Mar 2005
Posts: 25
Posted: Sat Mar 12, 2005 7:50 pm   

nie neguje tego :)

ale lubię wszędobylską "polskość" szczególnie w podobnych opowiadaniach. :)

Pozdrawiam.
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
widmo, recenzje anime
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów