Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Posted: Fri Jul 08, 2005 12:13 pm Opowieść o Luthien
To pierwszy rozdział mojej nowej opowieśzi. Z góry proszę o komentarze. Wiem, że są pomyłki w geografii, bo Mroczna Puszcza sama nie wiem jak-mi-się- przestawiła. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Cichym krokiem szła przez las… Niemal bezszelestnie oparła się o drzewo, zaczęła myśleć. Przed oczami migały jej wspomnienia. Dawno przeminął już Złoty Wiek elfów, ale ona nie mogła tego zrozumieć. Rada uważała ją za głupią, naiwną młodą elfkę, a wcale taka nie była. Jej dojrzałość była o wiele większa niż jej rówieśników. Teraz mignęły jej przed oczami słowa Głównego Mistrza Rady:
- Przykro mi, Luthien. Nie możemy Cię przyjąć do naszego grona… Jesteś za młoda.
Nikt nie rozumiał, że może być dojrzała. Czuła się odrzucona. Rada zdyskwalifikowała ją tylko i wyłącznie ze względu na wiek. Wszyscy dobrze wiedziała, ze Luthien dojrzała do przynależności w niej, ale nikt nie chciał jej tam przyjąć. ‘Za młoda’- wszędzie to słyszała… Była zagubiona. Nigdzie nie znajdowała oparcia, ani zrozumienia. Nie chcą jej tutaj. Cichym krokiem zaczęła snuć się po lesie, nucąc pieśń elfów (jest ona MOJEGO autorstwa):
Wśród gór blasku,
Wśród świtu brzasku,
Budzi się świat,
Nieustannie snując się..
Po miejscach bliskich sercu,
Stoją Strażnicy,
Wieczni, Niepokonani
Dawny ród Dunedainów już wygasł…
Krew Ludzi z Westernesse zaniknęła..
A wśród nich jest i ten, którego blask Gwiazdy Zarannej
Nie wygaśnie,
Walczy nieustannie,
Zamęt sieje we wrogich wojskach.
Zamilkł….
‘Luthien spojrzała w dal. Ujrzała Haldira, swojego brata. ‘Nie! Tylko nie on’- pomyślała. Natychmiast zawróciła z wybranej przez siebie ścieżki. Haldir, ku jej udręce ją dogonił.
- Witaj, Luthien. Gwiazdo Popołudniowa- zaśmiał się. Odszedł.
Nie lubiła swojego brata. Zawsze kiedy ją widział, nazywał ją Gwiazdą Popołudniową. Tylko przez głupi kawał zrobiony przez jego durnych kolegów. Kiedy była mała, dali jej lembasa, a ona nie podejrzewając ich podstępu, powiedziała:
- Przecież jeszcze popołudnie. Gwiazd jeszcze nie ma!!
Stąd się wzięło jej przezwisko. Haldir był starszy tylko o 10 lat ( u elfów zaledwie- dop.aut.), a zachowywał się jakby był starszy co najmniej o 100! Mając zaledwie 1000 lat należał do Rady i do Gwardii Przybocznej. W tym narodzie jasne było, że więcej do powiedzenia mają mężczyźni. Momentami Luthien nienawidziła samej siebie. Jej ideałem była Terte, dawna łuczniczka. Wiedziała, że nigdy jej nie dorówna. Terte była tak dobra, że z odległości kilku kilometrów potrafiła trafić strzałą w samo serce innego wojownika. Luthien pragnęła być taka jak ona, więc czasami nocami wymykała się z obozu by ćwiczyć. Na początku szło jej to opornie, lecz po 20 latach ćwiczeń trafiała swobodnie w samodzielnie obrany cel z odległości kilometra. Strzelała perfekcyjnie (lepiej niż Haldir), ale niestety była kobietą. Za to ją degradowano. Gdyby mogła się pokazać, już dawno byłaby w Gwardii Przybocznej, ba… może nawet Głównej. Nocami Luthien płakała i wyrzucała sobie kiedyś popełnione błędy. Tylko w Lothlorien kobiety praktycznie nie miały praw. W Mrocznej Puszczy, u króla Thranduila, elfka, jeśli umiała strzelać bez problemu była brana do Gwardii, lub powoływana do Obrony miasta, lub przebywających w nim więźniów. Luthien uważnie przyjrzała się sobie.Może uciekłabym stąd do Mrocznej Puszczy??’. Postanowiła zrobić tak, jak pomyślała. Bezszelestnie wróciła do obozu, pożywiła się lembasem i cichutki zaczęła się pakować. Rano była już gotowa do drogi. Luthien nie wiedziała jeszcze, że wyruszając do Mrocznej Puszczy popełnia największy błąd w swoim życiu…. Zanim wyszła z obozu, spotkała osobę, której najmniej się spodziewała. Kiedyś kochała go, ale to już jej minęło. Okazało się, że jest z inną dziewczyną.
- Celeborn..-cicho, prawie niedosłyszalnie szepnęła jego imię.
- Odchodzisz??- odpowiedział jej zdziwionym głosem.
- Dobrze wiesz, dlaczego odchodzę. Nie dane mi było żyć na tej ziemi. – odparła przestraszona. Mówiąc to nie patrzyła w jego stronę. Nie chciała przyznać się przed sobą, że popełnia błąd. Chciała zwalić winę na kogoś innego.. Ruszyła w kierunku Wielkiej Rzeki. Odejdzie niespostrzeżona. Może nawet nikt nie będzie płakał po jej odejściu? Na pewno nie Celeborn. On jej nie kocha… Kocha… i tego imienia Luthien, nawet w myślach nie potrafiła wymówić. Czuła się winna, że nie obronili się w Lothlorien 200 lat temu. Ona, jak głupia wyszła i zaczęła paktować z orkami. Potwory nie to miały w planach. Kiedy tylko wyszła na mallorn, zaraz jeden z orków wycelował w nią strzałą i trafił. Zginęła matka Luthien, która w ostatnim momencie zasłoniła jej ciało swoim. Wtedy była młoda, naiwna, ale niedługo potem zrozumiała swoje życiowe błędy. Dojrzała do bycia w Radzie. Niestety, Luthien srodze się zawiodła. Spotkała się z okrucieństwem w tak młodym wieku. żałowała swojego występku młodości, ale nie mogła już nic naprawić. Rzuciła się biegiem w kierunku Rzeki. Chciała uciec. Jeden błąd zniszczył jej życie na zawsze. Była gorzko potraktowana przez los. Nie mogła go naprawić, a bardzo tego pragnęła… Musi stąd uciec. Być może na zawsze. Nie wiedziała gdzie, na ile, wiedziała tylko dlaczego. Wmówiła sobie, że to z powodu Rady, ale prawdziwy powód był inny. Usiadła na końcu lasu i zaczęła płakać. łzy leciały jej ciurkiem po policzkach. Zniszczona przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. A dlaczego??? Bo jej matka była w Radzie… Każdy z jej członków kiedy patrzył na Luthien miał żal w oczach. Doszła do brzegu Rzeki. Chwilę rozglądała się wokół. Wreszcie dojrzała łódkę. Niewielka, akurat dla niej. Nie zabrała wielu rzeczy. Kilka płaszczów elfickich, zapas lembasów, wodę pitną, liny i jeszcze kilka rzeczy. Nie pamiętała nawet, czy zabrała wszystko. Uciekła pod wpływem impulsu. Wcale nie chciała. Wzięła wiosła, wsiadła do łódki, położyła plecak obok siebie i zaczęła płynąć. Cichutkim głosem zaczęła śpiewać (to także napisałam ja!):
Omotana nicią
Przeznaczenia,
Wyruszam
Nie wiem gdzie,
Nie wiem po co,
Ale wiem, że dotrę,
Wśród bólu,
Wśród skarg,
Jestem ja,
Zagubiona…
Tak..
Ale dotrę..
Nie zabłądzę..
Wśród bólu patrzę na
Ciemny księżyc zagubiony
Tak jak ja..
Na tej ziemi..
Ja dotrę…
Śpiewała jeszcze wiele innych pieśni elfickich. Płynęła spokojnie przez kilka godzin, aż nagle na drugim brzegu ujrzała orka, który wpatrywał się w nią ciągle. Szybko, ze strachu wyjęła łuk i strzałę, napięła łuk. Bez mrugnięcia okiem wypuściła strzałę. Ork padł martwy. Popłynęła dalej. Nie przejmowała się niepokojącymi odgłosami dobiegającymi z lasu. Kiedy dopłynęła do Posągów Królów Gondoru szybko wysiadła z łodzi i ruszyła na zachód, w kierunku Mrocznej Puszczy. Droga do jej początków minęła spokojnie. Gdy dotarła do granic Mrocznej Puszczy, był wrzesień, a Frodo właśnie ruszał z Pierścieniem. Bez żadnych problemów Luthien odnalazła drogę do ziemi króla Thranduila. Po niedługim czasie dotarła do jej bram. W gwardii obrony miasta znalazła swojego dalekiego kuzyna, Cravita. Przywitała się z nim i podając hasło, weszła do miasta. Poszła w kierunku posiadłości króla. Gdy tam dotarła, weszła do jego zamku i zażądała rozmowy z królem. Bezproblemowo uzyskała zgodę.
- Witaj królu. – nie zdążyła dokończyć, gdyż król jej przerwał.
- Luthien, wiem po co przyszłaś. Zgadzam się.
Luthien nie mogła wymówić słowa. Chciała być w gwardii, ale skąd król o tym wiedział??!! Nie wiedziała, że umiejętności, które posiadł Thranduil w młodości były aż tak wielkie. Nie miała pojęcia, że król pochodzi z Lothlorien, jak ona. Stwierdziła, że musi znaleźć jakąś kwaterę. Kiedy wyszła, zaraz usłyszała obok siebie głos elfa:
- Szukasz jakiejś kwatery??? Możesz zamieszkać w pokoju obok mnie, jeśli chcesz.
Luthien spojrzała w bok. Obok siebie ujrzała wysokiego (nawet jak na elfów- dop. Aut.) blondwłosego elfa, o niezwykle szlachetnych rysach twarzy. ‘Może to syn króla??’- przemknęło Luthien przez myśl. A tutaj taka propozycja.. Chyba jednak się zgodzi. Nie ma innego wyjścia. W dzisiejszych czasach, kiedy nawet elfy wobec siebie samych są nieufne było to niemożliwe.
- Zgadzam się- po namyśle powiedziała Luthien.
- No to chodźmy. Jak masz na imię?- powiedział miły elf.
- Lu.. Luthien.
- ładne imię.. Ja mam na imię Legolas.- kiedy wypowiedział to zdanie skrzywił się nieznacznie.
- Nie lubisz swojego imienia??- zapytała po chwili milczenia.
Jednak nie uzyskała odpowiedzi, ponieważ doszli do mieszkania Legolasa. Kiedy Luthien weszła do środka zatkało ją. Nawet Celeborn, chociaż był synem władcy Lothlorien nie miał takiego mieszkania. Legolas przeprowadził ją przez hall, salon, a następnie ujrzała swój pokój. Oniemiała. Był cudowny! Zawsze o takim marzyła… Jej rozmyślania przerwał Legolas, mówiąc:
- Gdybyś czegoś potrzebowała jestem w pokoju obok.
- Dziękuję.
Luthien, nie mogąc się opanować podeszła do niego i przytuliła go po przyjacielsku.
- Nie ma za co. Dzień pracy rozpoczyna się o 9.- odpowiedział Legolas.
Cichym krokiem przeszła przez pokój. Otworzyła drewnianą szafkę i znalazła w niej: lembasy, świeży chleb, wino i kilka innych rzeczy. Rozpakowała się. Niewiele miała rzeczy, wzięła tylko te najbardziej niezbędne. Postanowiła przejść się po obozie. Powoli wyszła poza obóz, siadła po drzewem i zaczęła śpiewać ( także mojego autorstwa):
W górach Północy,
Na ziemi Westernesse,
Jest ten,
Którego imię
Jest znane
Jako Dziedzic,
Dziedzic Isildura,
On odnowi przysięgę,
Wróci do Gondoru,
Podąży Ścieżką,
Pomoże niziołkom,
Zdobyć kompana,
Jest wielki na zawsze..
Jej śpiew usłyszał Gandalf Szary, mędrzec należący do Rady Mędrców, jednak nic nie powiedział. Po chwili przyszedł do niej Legolas.
- Jesteś wezwana do króla.
Cichym krokiem ruszyli w kierunku siedziby króla . Spojrzała na idącego pewnym krokiem Legolasa. Nie zdążyła długo snuć swoich przemyśleń, gdyż dotarła do króla.
- Postanowiłem wysłać Ciebie i Legolasa na wyprawę. Nie wiem, czy z niej wrócicie, ale mam taka nadzieje.
Nie zdążyła wymówić słowa, ponieważ Legolas ja uprzedził.
- Dobrze, królu wyruszymy na wyprawe. Wróciła szybko do swojego mieszkania, spakowała rzeczy i wyszła. Ba, można by tu stwierdzić: wyleciała. Zanim wyszła z obozu usłyszała za sobą glos:
- Przepraszam…- powiedział to Legolas.
Luthien nie znała tradycji. Jeśli by odpowiedziała złamałaby ja. A elfy z tego dumne nie sa…..
- Nic nie szkodzi- powiedziała Luthien i szybko odwróciła głowę. Nie chciała spojrzeć mu w oczy. Nie przebaczyła mu jego występku. Może kiedyś to zrobi… Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze do tego nie dojrzała. Spojrzała w stronę Legolasa. W sercu już mu przebaczyła. Na zewnątrz jednak nie odważyła się tego okazać. Milcząc, wyszli z obozu, podążając w kierunku Wielkiej Rzeki, nie oglądając się za siebie. Nie odzywali się do siebie przez długi czas, aż do łańcucha Emyn Muil. Tam musieli ustalić miejsce obozowania. Luthien, najzimniej jak umiała powiedziała do Legolasa:
- Gdzie się zatrzymamy?
- Możemy się zatrzymać nawet tutaj. Mnie by to odpowiadało, ponieważ mamy stąd niedaleko do Brzegu.
Luthien lekko skinęła głową. Miało to posłużyć Legolasowi na aprobatę jego opinii. Rozpalili ognisko, zjedli kolacje i ułożyli się do snu. Legolas jednak nie mógł usnąć, jednak Luthien usnęła bez problemów. Czuwał długo, aż do późnej nocy. Nagle usłyszał szelest. Szybko wyjął czekający w pogotowiu łuk, odwrócił się i trafił w orka, czającego się na Luthien. Szybko ja obudził, ona wstała.
-Musimy iść dalej- rzekł Legolas.- wyczuwam orków.
Jak powiedział, tak się stało. Doszli, z niepokojem na twarzach nad brzeg Rzeki. Spojrzeli w jej kierunku, lecz nie ujrzeli nic mającego zakłócić ich spokój. Znaleźli na brzegu jakąś łódkę (zbiegiem okoliczności była to łódka pozostawiona wcześniej przerz Luthien). Wsiedli do niej i zaczęli wiosłować. Nad ranem dotarli do brzegów Lothlorien. Zatrzymali się na popas. Zdrzemnęli się, ruszyli w kierunku Stolicy Elfów. Na godzinę drogi przed Bramą, zatrzymali się. Luthien cicho szepnęła do Legolasa:
- Proszę Cię, zawróćmy… Nie mogę tam wrócić.
- Rozumiem. – odrzekł Legolas- Jednak Luthien, chcę Cię o coś spytać: czy mi przebaczyłaś.
Cisza. Nie usłyszał odpowiedzi. Ruszył w kierunku Srebrnej żyły, nie oglądając się za siebie. Późnym wieczorem, oboje wymęczeni zatrzymali się na skraju Lothlorien, jednak w odpowiedniej odległości od Morii. Nagle Legolas usłyszał cichy szept:
- Tak Legolasie, przebaczyłam Ci.
Luthien podeszła do Legolasa i przytuliła go po przyjacielsku. Spojrzała w jego wyrażające ciepło oczy i odwróciła wzrok. Nie, ich miłość była nierealna. Ona – siostra Galadrieli, on syn króla Mrocznej Puszczy [Luthien, odchodząc, nie wiedziała jeszcze, że Galadriela poczęła rządzić w Lothlorien- przyp. Aut.]. Cóż znaczy głębia lasów Lothloriwn wśród bogactw Leśnej Puszczy??
- Nie, Legolasie, to niemożliwe.
‘Jeśli czegos naprawdę pragniesz, stanie się to na jawie… Lecz nim czegoś zapragniesz, zastanów się trzykrotnie, czego naprawdę chcesz’- odezwał się głos w głowie Luthien. Pragnęła… Kochać… Legolasa.. Nie chciała się zawieść, jak wcześniej na Celebornie. Nauczona doświadczeniem, próbowała zabić w sobie tą miłość, jednak jej się to nie udawało. Kochała. Po raz pierwszy w życiu naprawdę głęboko. Spojrzała na Legolasa, podbiegła do niego i spojrzała mu w oczy. Znalazła w nich niepewność. ‘Przecież pragniesz,…..’ – powiedział jej nieznośny głos w głowie.. Walczyła z miłością… Takiej walki nie wygra nikt.. Zemdlała… Do ostatniej chwili walczyła…..
Nie ma komentarzy, nie ma ciągu dalszego ...
_________________ Piszcie na moje gg i właźcie na mojego bloga. Za komenty będę wdzięczna....
Opowiadanie nawet mi się podobało. Tylko szkoda, że bardzo widoczny pod koniec jest motyw Luthien i Legolasa...:/
Trochę kulała strona techniczna, nad nią będziesz musiała popracować, a to nie jest takie trudne - wystarczy włożyć więcej serca w to, co się robi :wink: Pomijając interpunkty, których było sporo, nie podobały mi się powtórzenia wyrazów i nadużywanie zaimków, przez to opowiadanie traciło klimat i stawało się wypracowaniem uczniowskim
Quote:
- Dobrze, królu wyruszymy na wyprawe. Wróciła szybko do swojego mieszkania, spakowała rzeczy i wyszła. Ba, można by tu stwierdzić: wyleciała.
"Dobrze, królu, wyruszymy na wyprawę. /tu powinnaś dać enterka/ Luthien wróciła szybko..."
Według mnie powinno być to napisane w ten sposób, dlatego, że to mówił Legolas, o ile dobrze zrozumiałam.
Quote:
‘Jeśli czegos naprawdę pragniesz, stanie się to na jawie… Lecz nim czegoś zapragniesz, zastanów się trzykrotnie, czego naprawdę chcesz’- odezwał się głos w głowie Luthien. Pragnęła… Kochać… Legolasa.. Nie chciała się zawieść, jak wcześniej na Celebornie. Nauczona doświadczeniem, próbowała zabić w sobie tą miłość, jednak jej się to nie udawało. Kochała. Po raz pierwszy w życiu naprawdę głęboko. Spojrzała na Legolasa, podbiegła do niego i spojrzała mu w oczy. Znalazła w nich niepewność. ‘Przecież pragniesz,…..’ – powiedział jej nieznośny głos w głowie.. Walczyła z miłością… Takiej walki nie wygra nikt.. Zemdlała… Do ostatniej chwili walczyła…..
Ten fragment był taki... filozoficzny Podobał mi się Tylko mniej wielokropków następnym razem, bo wtedy nie ma klimatu
życzę weny i czekam na następną część Jeśli inni nie chcą komentować, to napisz ją dla mnie
_________________ -A to ma przedstawiać, że co??
-Pomarańczowy jest metaforą, trudne słowo, telefonów na kartę, a zielony jest alegorią, jeszcze trudniejsze słowo, kosztowania złotówkę.
/////
-Co mi pan tu napisał?
-Kopytko.
bardzo ładne a także troche smutne,Mi się osobiście podobało w ciekawym stylu napisane...
i tym optymistycznym postem koncze dzialalnosc....bez udawania...Dobranoc
mnie się bardzo podobało, 100razy lepsze od mojego, ba! nawet 1000razy ale cóż ludzie umieja i nie umieją pisać, a Ty Luthien zaliczasz się zdecydowanie do tych pierwszych;] jestem ciekawa ciagu daleszego (jak chyba każdy tutaj) najbardziej podobały mi się utwory (czyt. pieśni) bardzo mi się kojarzą z Tolkienowską twórczością no i maja w sobie tą pewna tajemniczość która jest w utworach Mistrza wszechobecna. Umiesz Pisać i to jest pewne:)
Przyjemności życzę
_________________ ...Ę i vethed n?? i onnad. Si boe ę-dhanna.
Ae ę-esteli, esteliach nad
Estelio veleth....
Jak już pisałam następna część ukaże się niedługo, ale jeszcze ją dopracowuję. Cieszę się, że Wam się podoba. Ciąg dalszy, jeśli nie chcecie czekać na tym forum jest do wglądu na moim blogu. Wejdziecie na niego klikając www. Myślę, że następny rozdział powinien się ukazać nie później niż w niedzielę. Będzie nieco dłuższy od 1. Była to informacja dla niecierpliwych czytelników...
_________________ Piszcie na moje gg i właźcie na mojego bloga. Za komenty będę wdzięczna....
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum