Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Posted: Sat Mar 24, 2007 8:44 pm Opowiadanie zwiazane z Silmarillionem.
Na razie dam tu jedno ukończone opowiadanie nad, którym wciąż pracuję. Mam nadzieję, że się spodoba
„Gdy nadzieja gaśnie w piekle”
„W niespełna godzinę po śmierci F?Ťanora u jego synów zjawił się poseł Morgotha, który uznając się za pokonanego, chciał zawrzeć pokój i gotów był nawet zwrócić zwycięzcom jeden z Silmarilów. Najstarszy i najroślejszy z synów F?Ťanora, Maedhros, nakłonił braci, żeby udali, iż pragną rokować z Morgothem, i by stawili się na spotkanie z jego wysłannikami w umówionym miejscu…”
J.RR Tolkien „Silmarillion”
- Maitimo czy to nie jest zbyt ryzykowne? – spytał Makalaur?Ť, zwracając się do swego starszego brata. – Skąd masz pewność, że to nie jest kolejny podstęp naszego wroga?
Brat tylko uśmiechnął się. Był pewny siebie. Chciał zaryzykować i paktować z wrogiem, aby odzyskać Silmarile zrabowane ojcu. Wiedział, że nie może wierzyć w dobre intencje wroga.
- Nie martw się o mnie, bracie wezmę ze sobą silniejszy oddział niż to uzgadnialiśmy z wrogiem – powiedział cicho.
- Ale bądź ostrożny, Maitimo – rzekł Makalaur?Ť, martwiąc się coraz bardziej o swego brata.
Ich ojciec z pewnością by nie pochwalił tego, że zgodzili się na pertraktację z wrogiem, ale i tak w tym wszystkim było coś dziwnego. Nie mogli uwierzyć, że po śmierci F?Ťan??ro Moringotto tak po prostu stchórzył i chce się poddać. W tym musiała się kryć jakaś pułapka. Makalaur?Ť trochę uspokoił fakt, że Maitimo bierze ze sobą liczniejszą eskortę niż było to umówione z posłami przeciwnika, lecz serce mu podpowiadało, że stanie się coś złego…
*********
Niebo było osnute czarnymi jak smoła chmurami w okolicy Angbandu, kiedy Maitimo i jego eskorta przybyła na miejsce umówionego spotkania.
Bracia nie ufali intencjom Moringotta. Aczkolwiek syn F?Ťan??ra czuł, że to mogło się okazać podłą pułapką największego i najbardziej znienawidzonego wroga ojca. Jaką mógł mieć pewność, że słowa nieprzyjaciela płynęły ze szczerego serca? Te pytania błąkały się po umyśle Maitima, który czuł, że więcej nie zobaczy braci.
Długo czekali na przedstawicieli Moringotta, a oni dalej nie przybywali, tak jakby sobie z nich wszystkich szydzili. Niepokój rósł coraz bardziej w sercu.
- Nikt się nie zbliża, panie – rzekł elf, którego Maitimo wysłał na zwiady. – Nasz nieprzyjaciel pewnie śmieje się z nas w swojej warowni – ostatnie słowa były wypowiedziane pogardliwym tonem.
- Czekamy dalej – zadecydował Noldor. – Być może Moringotto pragnie zasiać w naszych sercach strach, ale nie zawrócimy przez to, jeśli taki jest jego cel...
Nie miał świadomości, jak wielką cenę będzie płacić za tak nieprzemyślaną decyzję. Czekali jeszcze długo na posłów, ale bez rezultatów. Maitimo westchnął ciężko, zdawało się, że oni nie przyjdą, że Moringotto po raz kolejny ich oszukał.
Chciał wydać rozkaz do wymarszu, gdy ujrzeli, jak zbliżał się w ich stronę niewielki oddział. Znacznie większy niż grupa, którą zabrał ze sobą Maitimo. Teraz już wiedzieli, że głupio dali się oszukać fałszywą skruchą Władcy Ciemności. Przez głupotę i arogancję wpadli w pułapkę bez wyjścia i pozostała im tylko walka aż do śmierci. żołnierze dobyli mieczy, szykując się do walki. Wrogowie otoczyli ich szczelnym kręgiem. Maitimo ujrzał nieznane sobie stworzenia, które były cieniami, spowijanymi ogniem. Dobył miecza i rozpaczliwie ruszył w wir walki, lecz to nie zmieniło i tak już beznadziejnej sytuacji.
Cały oddział został wybity przez bezlitosne sługi Władcy Ciemności. Nie minęła nawet godzina, kiedy najstarszy z synów F?Ťan??ra został zupełnie sam.
Czuł się samotny, bezradny i bezbronny zdany, tylko na łaskę i niełaskę nieprzyjaciela. Umrze tu i teraz z godnością prawdziwego wojownika, lecz Moringotto miał dla pierworodnego F?Ťan??ra zupełnie inny los, bardziej okrutny, niż Noldor mógł sobie wyobrazić. Ognisty bicz jednego z wrogów, skrępował mu nogi, tak że upadł na jałową ziemię. Zawył z bólu, gdy płonący rzemień zaczął parzyć jego nogi. Orkowie rzucili się na niego, skuwając mu ręce i nogi ciasnymi kajdanami.
Nieszczęsny Maitimo został siłą zawleczony do twierdzy wroga, nieświadomy swego dalszego losu w jego rękach.
*********
Gdy w obozie synów F?Ťan??ra dowiedziano się, co się stało, Makalaur?Ť i bracia zrozumieli, że fałszywa skrucha Moringotta była podstępem, który miał na celu pojmanie Maitima. Musieli coś uczynić by odpłacić się wrogowi za to, co uczynił. Nie mieli już nadziei by zobaczyć brata żywego
- Nie możemy go zaatakować, Tyelkormo – rzekł Maglor, powstrzymując młodszego brata od nieprzemyślanej decyzji – Niewiadomo, czego będzie żądać Moringotto.
- Nie bądź głupcem, bracie – rzekł. – Jaką mamy pewności czy Moringotto uwolni naszego brata po spełnieniu jego żądań?
Brat nic nie odpowiedział. Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie. Też się martwił losami ukochanego brata i nie mógł znieść myśli, że został, pojmany w dniu śmierci ich ojca. A także bał się, co Władca Ciemności może mu uczynić. Z pewnością Maitimo nie przeżyje tortur, jakie mu zada nieprzyjaciel. Lecz teraz musieli coś zrobić by się zabezpieczyć przed nieoczekiwanym atakiem ze strony wroga.
- Musimy ufortyfikować obóz – zadecydował Makalaur?Ť. – Skąd mamy mieć pewność, że po tym jak Moringotto pojmał naszego brata nie zechce i nas zaatakować i zniewolić?
Jego bracia zgodzili się z nim i wraz z towarzyszącymi im Noldorami zabrali się za fortyfikację obozu. Nieświadomi tego, co przyniesie im kolejny dzień, choć dzień i noc wydawały się takie same, gdyż widzieli na niebie tylko i wyłącznie gwiazdy.
*********
Młody elf został zaprowadzony do sali tronowej Czarnego Nieprzyjaciela Świata, która była położona w najgłębszych lochach Angbandu. Strażnicy rzucili Maitima bez żadnej litości na kolana u stóp tronu Moringotta. Noldor zaraz powstał, nie zamierzał klęczeć u stóp wroga. Spojrzał dumnie w okrutne oczy wroga. Poczuł grozę i potęgę, która rzuciła go na kolana. Nie potrafił znieść jego wzroku.
- Proszę, proszę – usłyszał zimny i bezlitosny śmiech – Sam pierworodny F?Ťan??ra pofatygował się w moje skromne progi.
Wysoka postać w czarnej, pełnej zbroi płytowej pochyliła się, uśmiechając się złośliwie i złowieszczo do więźnia. Wzrok złych, żółtych oczu Moringotta przerażało Noldora, bardziej niż wtedy, gdy on sam to uczynił. Nie mógł od niego odwrócić wzroku. Oprawca uśmiechnął się okrutnie, spuszczając wzrok z Maitima, zwracając mu zdolność ruchu.
- Cóż – rzekł do siebie Władca Ciemności z szatańskim uśmiechem. – Trzeba powitać gościa z należytym szacunkiem… Zwłaszcza, że Silmarile mi się należą…
Maitimo zadrżał z wściekłość na złowieszczy ton głosu wroga, lecz nie zamierzał mu okazać szacunku...Nigdy mu nie ulegnie, prędzej skona niż się podda największemu wrogowi F?Ťan??ro.
Widok Silmarili w koronie nieprzyjaciela, nieustannie przypominało przysięgę, którą powtarzał z braćmi za ojcem. I teraz paliła go pragnieniem dopełnienia jej. Chciał zaatakować wroga i odebrać mu klejnoty stworzone przez F?Ťan??ro. Powstrzymał się jednak, wiedziała, że w swej sytuacji nie zdoła odzyskać Silmarili. Gdyby próbował postąpiłby po myśli wroga, a tego najbardziej nie pragnął. Moringotto bezlitośnie odczytał jego myśli i wybuchnął zimnym śmiechem.
- Co ja widzę? – powiedział szyderczo. – Widzę, żeś złożył przysięgę, dotyczącą klejnotów, które należą do mnie… Ja jestem prawdziwym Władcą Ardy i tylko mi Silmarile się należą…
Powoli powstał z tronu i zbliżył się do Maitima, który nadal stał przed nim dumny. Oprawca zaczął szeptać jakąś inkantację i nagle Noldor poczuł na całym ciele straszliwy, palący ból, który powalił go, jak ciosem maczugi na ziemię.
Z krzykiem na ustach zaczął się wić z bólu, dla radości swego kata. Moringotto śmiał się okrutnie, szydząc z wroga, który mógł tylko leżeć i krzyczeć. Uniósł do góry opancerzoną rękę. Noldor spojrzał z przerażeniem i oczekiwaniem. Uniesiona dłoń nieprzyjaciela budziła w potomku F?Ťan??ra grozę. Mierzyli się wzrokiem, ręka wroga przez dłuższy czas wisiała w powietrzu. Uśmiechnął się okrutnie i zaczął powoli zginać palce. Noldor poczuł, że się dusi, nie mógł oddychać. Czuł straszliwy ból w klatce piersiowej, który zwiększał się im bardziej Moringotto zginał palce. W końcu zacisnął ją w pięść, a Maitimo wrzasnął głośno z bólu. Po chwili wróg spuścił dłoń zwracając ofierze oddech. Noldor leżał na ziemi, oddychając ciężko.
- To dopiero początek, synu F?Ťan??ra – szepnął, drwiąc z jeńca.
Maitimo poczuł brutalne szarpnięcie, gdy zawisnął w kajdanach nad ziemią. Patrzył się na usatysfakcjonowanego Moringotta z nienawiścią. Oprawca podszedł od tyłu do wiszącego na łańcuchach elfa, w jego dłoni był bicz z ostrymi jak brzytwa kolcami. Bat ze świstem przeciął powietrze uderzając z całą mocą w ofiarę, a Noldor poczuł straszliwy, przeszywający ból. Broń oprawcy bezlitośnie rozrywała skórę, Maitimo potrafił tylko krzyczeć. Moringotto śmiał się okrutnie, zadając ciosy. Uderzając go opowiadał mu wszystko o jego ojcu, a to, co mówił było zniekształcone. Maitimo pod wpływem jego słów zaczął nienawidzić ze wszystkich sił swego ojca za wszystko.
- Nigdy nie akceptował twojej przyjaźni z Findek??nem… Nienawidził i jego i twego wuja, dlatego ich porzucił na lodowej pustyni. Chciał żeby wszyscy pozdychali z głodu! – syczał do jego ucha, zwiększając jego nienawiść do ojca.
Czuł, że Moringotto ma rację, że jego ojciec nie akceptował jego znajomości. W ogóle mu na nim nie zależało. Jego myśli zostały całkowicie podporządkowane Silmarillom. Dbał tylko o klejnoty a nie o dobro swych synów. Po policzkach Noldora potoczyły się pierwsze łzy w więzieniu z żelaza. Moringotto uradowany widokiem cierpienia ofiary szepnął zaklęcie.
Kajdany zerwały się, a pierworodny F?Ťan??ro padł na kolana u stóp okrutnego wroga.
- Złóż mi hołd – powiedział cicho i bezlitośnie oprawca.
Maitimo milczał, ani też nie spełnił polecenia nieprzyjaciela. Co by powiedział jego ojciec F?Ťan??ro, gdyby zobaczył jak najstarszy syn składa hołd, temu, komu poprzysięgnięto nienawiść? Nie uczyni tego, choćby miał się tutaj wykrwawić na śmierć. Będzie się opierać nawet do chwili, gdy zabije go, gorszą śmiercią od tej, którą Balrog zadał jego ojcu.
- Wiesz dobrze, że pierworodny syn F?Ťan??ro nigdy nie złoży ci hołdu – powiedział cicho, siląc się na dumny ton.
Na twarzy wroga pojawiła się wściekłość. Zbliżył się energicznie do więźnia. Chwycił go za gardło. Maitimo jęknął z bólu, zaczęło brakować tchu, wydawało się, że jego kat zmiażdży mu gardło mocarnym uchwytem.
- Złamię cię, choćbym miał użyć całej swej mocy by to uczynić – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Będziesz jak pies skomlał u mych stóp. Błagając mnie śmierć! Nikt cię nie ocali. Twoi bracia drżą ze strachu przede mną i nie przestąpią progu mojej twierdzy specjalnie dla ciebie!
Po tych słowach rzucił nim brutalnie o ścianę. Maitimo uderzył o nią głową i osunął się bezsilnie na posadzkę.
- Do lochu z nim! – warknął Moringotto do swych sług.
Orkowie, chwycili Noldora za ramiona i wyprowadzili go sali tronowej, pozostawiając Władcę Ciemności samego.
Został zamknięty w małej zimnej celi, drżał z zimna, kiedy próbował zasnąć po torturach, które doznał z rąk wroga.
Rany już dawno się zabliźniły, bowiem dopiero co wyszedł z Amanu i światło Valinoru nadal go chroniło. Gdyby był normalnym elfem, który nigdy nie był w kraju Valarów umarłby już dawno. Umęczony F?Ťanorion zamknął oczy i pogrążył się w głębokim, koszmarnym śnie, w którym słychać było tylko śmiech nieprzyjaciela.
*********
Dwadzieścia lat później
W hufcu synów F?Ťan??ra panowała cisza, gdy Makalaur?Ť w zastępie starszego brata przyjmował posłów nieprzyjaciela. Atarink?Ť i Tyelkormo chcieli się rzucić na wrogów, gdyby nie brat, który ich z trudem przed tym powstrzymał. Chciał dowiedzieć się, czego żąda Moringotto. I tak nie mieli żadnej nadziei na ocalenie brata z niewoli. Posłańcy stanęli przed sześcioma potomkami syna Finw?Ťgo i zaśmiali się drwiąco.
- Co was tak ubawiło?! – ryknął z furią Caranthir i chciał sięgnąć po miecz by uciąć szydercom głowy.
- Nie, bracie – rzekł Makalaur?Ť, kładąc rękę na ramieniu brata. – Wysłuchajmy w spokoju to, co mają nam do powiedzenia.
Gdy posłowie przestali się śmiać jeden z nich zaczął mówić:
- Mamy w rękach jednego z was. Jego życie zależy od woli naszego pana…Jeśli chcecie mu w jakikolwiek sposób pomóc macie się wynieść tam, skąd żeście przybyli. Inaczej marny jego los. – Te słowa były wypowiedziane ze złośliwym uśmiechem, który potrafił wyprowadzić z równowagi najbardziej porywczego ze wszystkich z sześciu braci, którzy pozostali na wolności.
Rozwścieczony Caranthir, mimo próśb brata dobył ostrze i ściął głowę jednego wysłanników Czarnego Nieprzyjaciela Świata.
- Nie będziemy paktować z Mistrzem Kłamstwa! – wrzasnął. – Nawet gdybyśmy spełnili jego żądania już nigdy nie ujrzelibyśmy naszego brata!
Martwe ciało sługi nieprzyjaciela padło u stóp jego popleczników, którzy pod gniewem syna F?Ťan??ra uciekli. Teraz Makalaur?Ť, Tyelkormo, Atarink?Ť, Caranthir oraz bracia Ambarussa zaczęli się zastanawiać, co robić. Zrozumieli, że przez czyn Caranthira skazali brata na śmierć.
*********
Moringotto niespiesznie podgrzewał ostry, długi sztylet, co chwili patrząc na przykutego mocnymi żelaznymi kajdanami Maitima, leżącego na zimnym kamiennym stole tortur.
Noldora męczył widok Silmarili w koronie Władcy Ciemności, ale nie poddawał się pokusie próby zerwania kajdan i zaatakowania wroga oraz odebrania klejnotów. Wiedział, jak to mogło się zakończyć, był zbyt słaby by nawet zerwać z siebie łańcuchy,
Moringotto upewniwszy się, że sztylet rozgrzał się do bieli Władca Ciemności podszedł do ofiary i przycisnął stal do odsłoniętej skóry Eldara, z ust Maitima wyrwał się wrzask bólu. Oprawca z okrutnym śmiechem tym samym rozpalonym sztyletem zaczął powoli rozcinać elfowi skórę by potem palcami w rozgrzanej do białości rękawicy pancernej rozszerzać je. Ból rozrywał całe ciało, potrafił tylko wrzeszczeć ze wszystkich sił z bólu. Zaczął powoli tracić nadzieję. Gasła w nim jak wątły płomień świecy. Wiedział, że już nigdy nie wyjdzie z tego żelaznego piekła i zostanie zamęczony przez Moringotta na śmierć.
- Słabyś, Maitimo… – śmiał się szyderczo bezlitosny oprawca. – Jesteś teraz tylko szmacianą lalką w moich rękach… Nawet twoi bracia cię zostawili! Przyjęli moje warunki i wrócili do Valarów i oczekują ich przebaczenia za bunt twego ojca.
Noldor umęczony torturami i ciągłymi kłamstwami wierzył na ślepo jego słowom. Po twarzy naznaczonej wieloma bliznami potoczyły się gorzkie łzy. Wszyscy towarzysze pozostawili go w potrzebie, był całkiem bezradny. Władca Ciemność, śmiejąc się złośliwie rozkuł elfa i zaczął go ciągnąć za sobą. Wyszedł tajemnym wyjściem, na jeden z najwyższych szczytów Thangorodrimu.
- Być może to cię złamie, skoro inne me metody nie odniosły skutków – szydził z ofiary, przykuwając prawy nadgarstek do zimnej, martwej skały.
łańcuch był tak potężny, że ciężar wiszącego ciała Eldara nie potrafił uwolnić ręki z mocnej obręczy, która aż do bólu opasała nadgarstek. Czuł jak ostry metal wżynał się w skórę. Czuł też bolesne razy bata, którym okrutny oprawca i największy wróg ojca, stojący na pobliskiej skalnej półce zadawał ból, śmiejąc się okrutnie, opowiadając mu, co poczynali jego bracia przez dwadzieścia lat w krzywym zwierciadle. Niemalże w tej chwili znienawidził własnych braci z całego serca. Jak oni mogli go pozostawić na łasce nieprzyjaciela? Nawet nie podjęli żadnych działań by go stąd wydostać. Upłynęło dwadzieścia lat od dnia, kiedy został schwytany i zawleczony w niewolę. Codzienne tortury zdołały już bardzo osłabić dumnego pierworodnego syna F?Ťan??ra, lecz ani razu się nie złamał i nie błagał wroga o litość czy też o śmierć. Był zbyt dumny by ugiąć się przed wrogiem. Moringotto roześmiał się szyderczo na ten widok.
- Jesteś dumny jak twój ojciec – szydził z niego nieprzyjaciel. – Dumny i głupi, zginiesz gorszą śmiercią od niego. Dołożę wszelkich starań byś po latach niewoli tutaj utracił całą godność. Twoi bracia martwią się bardziej o własną skórę niż o twój los… A Makalaur?Ť zawsze pragnął być głową rodziny po śmierci twego ojca, teraz skoro już ciebie nie ma może..
Po tych słowach Władca Ciemności opuścił ofiarę, zostawiając go samego. Maitimo jęknął z bólu, gdy żelazna okowa boleśnie otarła się o nadgarstek. Był głodny i spragniony, a promienie słońca parzyły ciało. Widział jak orły latały na niebie, w okolicy skały, gdzie został uwięziony. Zaczął zanosić błagalne modły do Manw?Ťgo, wiedząc, że tylko w orłach była jego nadzieja na odzyskanie wolności. Niestety Valarowie pozostali głusi na jego prośby. Teraz zrozumiał znaczenie słów Mandosa, są wydziedziczeni na wieki i Valarowie nie zlitują się nad nimi, nawet, jeśli słyszeli jego błagania. Zapłakał gorzko i wiedział, że ojciec popełnił błąd składając tę straszna przysięgę.
*********
Ponad horyzont wspięło się coś na kształt ognistej kuli o oślepiającym blasku. Bracia poczuli się lepiej na widok pierwszego w dziejach świata wschodu słońca.
- A jednak Valarowie o nas nie zapomnieli – rzekł Makalaur?Ť, patrząc na słońce.
Nowe światło było wielkim zaskoczeniem, nie tylko dla Eldarów w Hithlumie, ale i dla Moringotta i jego sług, którzy z przerażeniem wrócili do jego twierdzy.
W pierwszych płomieniach słońca do Beleriandu weszli też Eldarowie pod wodzą przyrodniego brata F?Ťan??ra, Nolofinw?Ťgo, których wyniku chorej ambicji ojca bracia musieli porzucić na pustyni lodowej w Aramanie. Hufiec Nolofinw?Ťgo szybko odnalazł synów F?Ťan??ra w Hithlumie, gdzie rozłożyli obóz po śmierci ojca i pojmaniu przez nieprzyjaciela Maitimo, lecz teraz to miejsce było opustoszałe, bowiem oni rozłożyli nowy obóz po drugiej stronie jeziora. Pojawienie się kolejnej grupy Eldarów z ich rodu na jakiś czas ich ożywiło. Tyelkormo był niechętny wujowi, którego się nie spodziewał już więcej spotkać. Makalaur?Ť podszedł do wuja i pokłonił się, kiedy on i jego maleńki orszak przybył do ich obozu by ich powitać.
- Widzę, że jesteście pogrążeni w cierpieniu, moi bratankowie – powiedział cicho Nolofinw?Ť, mimo, że w głosie brzmiała gniewna nuta. – Co się stało?
- Nasz ojciec, Curufinw?Ť F?Ťan??ro zginął z rąk wroga – rzekł Makalaur?Ť. – Z godzinę po jego śmierci. Przyszło do nas posłannictwo Moringotta, który nas oszukał, że chce nam zwrócić Silmarile… Maitimo poszedł wraz licznym oddziałem na spotkanie z jego wysłannikami by omówić warunki pokojowe, ale już nie wrócił. Stał się więźniem Czarnego Nieprzyjaciela.
Tę wiadomość Findek??no, najbliższy przyjaciel Maitima przyjął z wielkim bólem. Byli dwójką najlepszych przyjaciół za nim Moringotto nie powaśnił F?Ťan??ro z Nolofinw?Ťm. Zanim on nie złupił Silmarile z posiadłości jego wuja i nie zabił jego dziadka Finw?Ťgo. Zapragnął on iść pod twierdzę nieprzyjaciela i odnaleźć swego przyjaciela.
Makalaur?Ť pozwolił Nolofinw?Ťmu pozostać na jakiś czas w ich obozie. Tej nocy na drugim brzegu jeziora Findek??no nie mógł zasnąć myślał w tej chwili o Maitimie. Dwa dni przed przybyciem do Śródziemia, śnił mu się sen, jak leżący na pokrytej krwią ziemi błagał go o pomoc. Zerwał się z posłania i zaczął się ubierać, przypasał do pasa swój miecz. Na plecy założył łuk i kołczan ze strzałami, a w dłoni trzymał swą harfę. Bezszelestnie nawet nie budząc ani kuzynów, brata, siostry oraz ojca opuścił obóz w Hithlumie.
Po wielu godzinach wędrówki dotarł pod bramy Angbadu, które były zatrzaśnięte na głucho, Findek??no wdrapał się na pobliską skałę, szukając jakiegoś tajnego wejścia, którym mógłby się wślizgnąć do piekielnego więzienia. Jednak bezskutecznie. Upadł z bezradnością na kolana, powoli tracił nadzieję, że jest wstanie ocalić przyjaciela. Wtem przypomniał sobie o harfie, w tej chwili nie miało dla niego znaczenia czy słudzy nieprzyjaciele mogli go usłyszeć czy nie. Musiał zaryzykować, Maitimo na pewno by usłyszał dźwięk jego muzyki.
*********
Maitimo wisiał od zeszłej nocy na łańcuchach. Czułą coraz silniejszy głód i pragnienie. Przez cały swój pobyt w niewoli u nieprzyjaciela nic nie jadł ani nie pił Nagle usłyszał muzykę i czysty głoś śpiewający piosenkę o szczęśliwych czasach w Amanie, zanim Moringotto został uwolniony z więzień Mandosa.
Znał głos śpiewającego i nie mógł uwierzyć własnym uszom.
- Findek??no…niemożliwe…przecież mój ojciec kazał nam spalić okręty, aby nie mogli się przedostać inną drogą niż lodem – szepnął Maitimo, a po jego policzkach potoczyły się gorzkie łzy.. – Findek??no…jeśli to ty pomóż mi…nie wytrzymam już…
Zaczął odpowiadać pieśnią na pieśń, mając nadzieję, że jego przyjaciel z dzieciństwa go w ten sposób usłyszy. Nie minęła godzina, a na półkę skalną, gdzie wiele razy obrywał razami bicza od oprawcy wdrapał się Findek??no. Po policzkach Noldora spłynęły łzy na widok stanu przyjaciela i widoku tortur, które zgotował mu Moringotto.
- Findek??no, błagam cię… dobij mnie – poprosił Maitimo ze łzami w oczach. – Nie mam już siły. Jeszcze kilka dni a uda mu się mnie złamać.
Findek??no nie mógł znieść cierpienia przyjaciela, nie potrafił się tam dostać, ponieważ tam skały były zbyt strome, każda próba zakończyłaby się upadkiem z wysoka. Z bólem musiał spełnić prośbę przyjaciela, umęczonego przez Moringotto. Wyjął łuk i nałożył strzałę a potem zwrócił się do Manwego z prośbą o poprowadzenie strzały by do sięgnęła celu. Lecz nagle ujrzał lecącego w jego stronę Thorondora największego ze wszystkich orłów. Findek??no. wskoczył na niego i podleciał w stronę przyjaciela.
- Nie…Maitimo, nie umrzesz. Ocalę cię – szepnął próbując rozerwać siłą rąk łańcuchy.
Były jednak zbyt twarde by się udało je rozerwać. Findek??no sięgnął po miecz i nim próbował przeciąć żelazny łańcuch, ale próby nie przynosiły żadnego skutku.
- Findek??no, zaklinam cię – szepnął Maitimo ze łzami w oczach. – Zadaj mi śmierć…
W końcu Findek??no dokonał wyboru, wziął przyjaciela pod ramię odcinając mu rękę władającą mieczem, za którą był przykuty do skały. Wziął Maitima na grzbiet orła, tuląc go do siebie, a po jego policzkach spłynęły łzy. Był zszokowany okrucieństwem Władcy Ciemności, po ranach przyjaciela widział, że przeżył niewyobrażalny koszmar w rękach nieprzyjaciela. Maitimo wycieńczony tym wszystkim i czując się bezpieczny w ramionach przyjaciela zasnął. Findek??no rozerwał swój własny płaszcz i owinął strzępami krwawiący kikut ręki Maitima. Thorondor wzniósł się w górę i poleciał w stronę obozu synów F?Ťan??ra.
- Nie bój się, Russandolu – wyszeptał Findek??no ze łzami w oczach, obejmując go ze wszystkich sił. – Jesteś już bezpieczny przyjacielu…
Imiona, pod, którymi występują poszczególne postacie:
Maitimo: Maedhros
Makalaur?Ť: Maglor
Moringotto: Morgoth, Melkor .
Findek??no: Fingon
F?Ťan??ro: F?Ťanor.
Ambarussa: Amrod i Amras.
Atarink?Ť: Curufin
Tyelkormo: Celegorm
Nolofinw?Ť: Fingolfin
Kiepskie. Ubogie słownictwo, sporo błędów stylistycznych, niektóre zdania się rozsypują.
No i kolejny raz się pojawia tutaj opowiadanie, w którym autor epatuje bólem. Opisy tortur są po prostu niesmaczne.
Polecam dokładniejszą lekturę książek ze szczególnym zwróceniem uwagi na język. I wizytę u psychiatry (vide tortury).
_________________ v3rt (malpa) o2 (kropka) pl
---------------------------------------
v3rt on #perverts @ IRCnet
GG # 2143856 | ICQ # 164660564
---------------------------------------
Always look on the bright side of life
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2513 Location: z Carreras
Posted: Sun Mar 25, 2007 2:16 pm
To trzecie forum, na którym widzę to opowiadanie, a wiem, że na pewno było jeszcze na co najmniej jednym.
Wszędzie te same opinie.
Nenril, zamiast szukać pochlebców popracuj nad tekstem.
_________________ Spokój złoty i niesłychany
Pocałunki zielone jak paproć K. I. Gałczyński
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum