Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 15 Aug 2004 Posts: 2613 Location: stamtąd :P
Posted: Thu Jun 30, 2005 1:28 pm Opowiadanie pt. "TRUDNY WYBÓR" albo jakim tam woli
Trudny Wybór
Słoneczny i ciepły dzień pomału dobiegał końca. Słońce ledwo wystawało ponad wzgórzami i niebo robiło się coraz bardziej pomarańczowe,
aż w końcu stało się czarne. Biały okrąg oświetlał teraz ziemie. Przed jeźdzcami pojawiło sie kilkaset złotych światełek. Miasto powoli zasypiało,
i tylko na murach widać było ruch strażników. Za podróżnikami była dość długa droga. Jeszcze kilka dni temu byli w Dol Amroth, a teraz
błyszczało przed nimi jak złoto Minas Tirith. Zapalili pochodnie, aby żołnierze w mieście nie wzięli ich za szpiegujących orków. Otworzono
im szybko bramy, gdyż zostali już wcześniej powiadomieni o tym, że przybędą. Na ulicach widać było wszelkie przygotowania do wojny, płatnerzy kuli
zbroje i miecze od wczesnego poranka do późnej nocy. Rycerze prowadzili swe konie do kowali po nowe podkowy.
- Nie starałeś się zbytnio, aby dotrzeć na czas. - Zaskoczył nas głos koło drugiej bramy.
- Kapitanie Faramirze... - Odpowiedziałem szybko zeskakując z konia. - Ważne, że wogóle dotarłem.
- Rozumiem, zresztą i tak jesteście cały dzień do przodu. A teraz idźcie sie wyspać, bo wyglądacie na zmęczonych.
- Ale kapitanie, jeszcze musze złożyć raport u Twego ojca i...
- Wiem, mówiłem tylko do twoich ludzi.
Po długiej rozmowie z Denethorem, Namiestnikiem Gondoru o sytuacji w południowo-zachodniej i południowej części kraju wyszedłem z pałacu.
Było już jasno, więc uznałem, że nie ma sensu kłaść się spać. Po drodze spotkałem Keladz?´ra. Ruszał do Belfalas po brata, który dowodził tam jego
oddziałem. Miał objąć dowództwo, poczym wzmocnić Osgiliath. Odprowadziłem go do drugiego poziomu, po czym skierowałem się w kierunku tawerny, by coś
zjeść. Tam jak zwykle spotkałem M??rim?Žd?´, który podczas nieobecności synów Denethora dowodził wojskami w dawnej stolicy kraju. On też przyszedł się
czegoś napić.
Z braku rozkazów, postanowiłem samemu wybrać sobie i moim ludziom zajęcie. Ogłosiłem zbiórke nazajutrz w południe przed murami, po czym wolnym
krokiem poszedłem powiadomić o moim planie. Jako, że władca miasta był czymś zajęty, poszedłem przygotować się do drogi. Na drugi dzień, gdy mnie obudzono, domyśliłem się, że zaspałem. Kiedy już ubrałem zbroje i ruszyłem ulicą w strone bramy, spostrzegłem, że nie byłem jedynym maruderem. Razem z
setką innych wojowników pojechałem na północne granice.
Po dwóch dniach dotarliśmy do strumienia Mering, gdzie zaczynały sie ziemie Rohanu. Po paru godzinach odpoczynku ruszyliśmy dalej pod osłoną
nocy. Jechaliśmy wzdłuż Strumienia na północ, aż dotarliśmy do miejsca gdzie Rzeka Entów łączyła się z naszym Strumieniem. Tutaj znaleźliśmy kolejne
miejsce na wypoczynek. Zrezygnowaliśmy z przeprawy przez rzeke, aby sprawdzić jej wschodni brzeg. Teraz podróżowaliśmy wzdłuż Anduiny, i gdy
byliśmy w połowie drogi między Cair Andros, a naszym poprzednim obozem spotkaliśmy gońców, którzy bardzo uradowali się na nasz widok.
- No w końcu was znaleźliśmy.
- Teldaorze, a co ty tutaj robisz? - Odrazu poznałem mimo ciemności, sylwetke brata Keladz?´ra, który był dość wysoki. - Miałeś być w Osgiliath razem
z bratem.
- Byłem, ale Namiestnik wydał rozkaz odbicia reszty miasta za rzeką, więc mój brat zebrał dwustu ludzi i postanowił przepłynąć rzekę w łodziach. Ja miałem płynąć
w dziesiątej, ostatniej. Pierwsze cztery dopłynęły, ale reszta została zatrzymana i brat kazał nam zawracać.
- Czyli co? On tam został?
- No tak, udało im sie utrzymać mały przyczółek, ale są otoczeni i nie jesteśmy im w stanie pomóc taką ilością wojsk jaką mamy.
- A ilu macie?
- Około stusiedemdziesięciu, no i jeszcze twoich stu.
- Dobrze, ruszamy jak najszybciej.
Po kilkunastu godzinach ostrej jazdy widać już było cel. Na obrzeżach miasta zostawiliśmy konie i dalej ruszyliśmy pieszo. Kazałem ludziom uszykować
łodzie i czekać w pogotowiu. Teraz musiałem jeszcze wybrać miejsce do lądowania, weszłem do domu w którym miałem widok na cały potrzebny mi
obszar. Widziałem naszych żołnierzy, którzy wciąż czekali na pomoc. Ostatecznie wybrałem pas o szerokości dwudziestu metrów na lewo od
budynków w których bronił się Keladz?´r i jego ludzie. Niestety musieli jeszcze wytrzymać trzy godziny, aż do zmroku. Gdy wróciłem do budynku
w którym mieściła się kwatera dowódców, spotkała mnie przykra niespodzianka. Otóż M??rim?Žd?´ nie zezwalał na ten atak.
- Jak to nie pozwalasz? Nie wiem czy wiesz, ale tam jest osiemdziesięciu naszych ludzi, którzy walczą o życie.
- Dostałem wyraźny rozkaz, że mam nie wysyłać tam nikogo...
- To powiesz, że nie zdążyłeś mi go przekazać.
- Nie będe kłamać tylko dlatego, że chcesz być bohaterem!
- Człowieku tu nie chodzi o bohaterstwo, tylko o życie naszych rycerzy i brata Teldaora! Też masz brata, postaw się w jego sytuacji.
- Rozumiem...ale nie moge posyłać więcej ludzi na śmierć. Poza tym skąd wiesz, że tamci jeszcze żyją? - Nie odpowiedziałem.
Gdyby tego było mało, połowa żołnierzy pod moją komendą poparła ten rozkaz. Zostałem postawiony przed wyborem. Ryzykować życie swoje, oraz utrate
pięćdziesięciu tak potrzebnych żołnierzy dla może kilku pozostałych przy życiu rycerzy za rzeką. Potem czeka mnie pewnie i tak śmierć za niewykonanie
rozkazów, albo w najlepszym przypadku wygnanie z Gondoru. Jednak po ponownym otrzymaniu poparcia od członków mego oddziału podjąłem decyzje. Musiałem jednak zmienić plan, a liczbe łodzi zmniejszyć do pięciu. A każda z nich ma ciągnąć jeszcze dwie, tak żeby móc zabrać całość ludzi z powrotem. Wyznaczyłem czterech ludzi, którzy mieli kierować łodzie na drugi brzeg. Zabrałem ich do budynku, z którego pokazałem im miejsca gdzie ich łodzie mają przucumować. Mieli tak je prowadzić, żeby wylądowali idealnie za Keladz?´rem. Sam prowadziłem jedną łodzią według starego planu, by orkowie myśleli, że to tutaj będziemy lądować. Dodatkowo startowaliśmy kilka minut szybciej, by orkowie przybiegli do nas uwalniając pozostałych. Plan wydawał się prosty w teorii.
Pół godziny później dno naszej łodzi spotkało się z kamiennym schodkiem zanurzonym w wodzie. Wyskoczyliśmy na brzeg i ku naszemu zaskoczeniu,
żaden ork nie czekał na nas. Pobiegliśmy dalej i tam w końcu trafiliśmy na kilku przeciwników. Powoli wbijaliśmy się małym klinem w miasto. Mimo
tak małego oddziału udało nam się wykonać pierwszą część planu. Mena?´r, który dowodził resztą sił, odciążył Keladz?´ra i zajął jego pozycje. On i jego
ludzie wsiadali teraz do łodzi.
Schowaliśmy się do małego domku i zaryglowaliśmy pare drzwi. Obyłem się jeszcze bez strat. Na całą akcje przewidziałem niecałe półgodziny, lecz jak zwykle
nie dało się zmieścić w czasie. Orkowie zniszczyli pierwszą barykade i dobierali się do drugiej. Droga do naszej łodzi była odcięta, a próba przebicia się,
pewnie skończyłaby się rzeźnią.
- Dobra, stąd jest już blisko do pozostałych. Techaorze, ty zostajesz ze mną, reszta wychodzi tym oknem i biegnie do Mena?´ra. - Kiwneli tylko głowami
i zniknęli za ścianą. Ja i mój kompan przygotowaliśmy się do walki. Po chwili do izby wpadło kilka karłowatych stworzeń, które po krótkiej walce leżały
już martwe na podłodze. Walka rozpoczęła się na nowo, nasze miecze co chwile zanurzały się w cuchnących i brudnych ciałach sług Saurona.
Staliśmy w przejściu między pokojami, by łatwiej było się nam bronić, lecz i stamtąd musieliśmu uciekać pod naporem wroga. Staneliśmy w kolejnej
przerwie w murze. To było już ostatnie pomieszczenie i jedyną drogą ucieczki było okno. Położyliśmy już z trzy tuziny orków, lecz to była tylko
kropla w morzu armi jaka była w mieście. Do budynku wpadł ogromny troll nadwyrężając wytrzymałość ścian. Dom zaczął się walić, grzebiąc pod sobą
orków. My zdążyliśmy uciec przez okno na ulice.
Niestety wprost na drugi wrogi oddział. Ruszyli na nas całym swoim impetem, krzycząc jakieś przekleństwa w swoim języku. Tym razem znowu okazaliśmy się lepsi, lecz Techaor otrzymał cios w brzuch. Po przebyciu kilkunastu metrów natrafiliśmy na ludzi z Haradu. Wśród tych Easterlingów rozpoznałem jednego z nich po braku lewej ręki. Spotykałem się z nim w walce kilkakrotnie i zawsze mi uciekał, ale ostatnim razem odciąłem mu tą właśnie ręke. Teraz miał parokrotną przewage nade mną i moim rannym towarzyszem. Staliśmy tak naprzeciw nich czekając co zrobią. To co się wydarzyło zapamiętam do końca życia. Bearchor, tak miał na imie powiedział coś do swoich ludzi w swym ojczystym języku, po czym zwrócił się do nas.
- Znowu się spotykamy, lecz tym razem nie będziemy walczyć. Jest nas więcej, a Twój przyjaciel potrzebuje szybkiej pomocy. Nie myśl, że następnym razem też
ci daruje. Poprostu chce się z Tobą spotkać w bitwie. - Po tych słowach zrobili nam przejście.
Teldaor czekał na nas w łodzi. Droga na drugi brzeg była dość niebezpieczna, gdyż orkowie nie dali nam za wygraną i wciąż słali w naszym kierunku strzały.
Gdy się obejrzałem, spostrzegłem złotego wojownika na jednym z dachów. Bearchor obserwował nas w bezruchu przez chwile, po czym wykonał mieczem gest wyzywający do pojedynku i odwrócił się.
Ogólnie w ciągu całego dnia straciłem jedenastu towarzyszy broni, a Keladz?´r dwudziestu pięciu. Na brzegu czekał na mnie Boromir, który miał rozkaz zabrać mnie do Namiestnika w celu wytłumaczenia się z tego zdarzenia. Oboje jechaliśmy w zamyśleniu. Gdy minęliśmy wrota na drugi poziom miasta Boromir
odezwał się do mnie
- Przyznam się, że podziwiam cie za to co zrobiłeś i wstawię sie za tobą u ojca, tak więc pewnie dostaniesz jakąś małą kare. Niby uratowałeś tych ludzi, ale
nie posłuchałeś rozkazu. Tak więc to się wyrównuje. W najgorszym przypadku zostaniesz zdegradowany to zwykłego żołnierza.
- W najgorszym przypadku...od siedmiu lat już jestem żołnierzem i cały czas służe z poświęceniem ojczyźnie. I teraz mam znowu zaczynać od zera?
- Spokojnie, powiem Ci jak to będzie wyglądało. Ojciec przy wszystkich ważniejszych osobach w mieście oficjalnie cie zdegraduje, a za tydzień wezme cie do mojego oddziału i mianuje cie moim zastępcą.
- Mówisz poważnie?
- Jak najbardziej. Za tydzień ruszamy do Osgiliath i potrzebuje dobrych żołnierzy.
Faktycznie. Denethor zrobił tak jak mówił mi jego syn. Tydzień później jechałem koło Boromira w kierunku zniszczonego miasta...
KONIEC
_________________ It's not the east or the west side.
No it's not!
It's not the north or the south side.
No it's not!
It's the Dark side
Joined: 12 Sep 2004 Posts: 296 Location: Mszana Dolna
Posted: Fri Jul 01, 2005 11:13 am
Podoba mi się. Bardzo dobrze się czyta moim zdaniem.
_________________ Nie gardź jednak legendami, dziedzictwem odległych wieków, często bowiem się zdarza, iż stare niańki przechowują w pamięci wiadomości, które niegdyś największym nawet Mędrcom oddały usługi."
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum