Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
Opowiadanie Konkursowe - 8
Author Message
nagg 
Administrator



Joined: 31 Jan 2003
Posts: 648
Location: Podkowa
Posted: Fri Dec 05, 2003 6:05 pm   Opowiadanie Konkursowe - 8

Mellon Nin – Firya

Na ulicy panowała niespokojna cisza. Poza paroma pochodniami zawieszonymi na ścianach kilku domów, nic nie oświetlało drogi. Było cicho.. Można by rzec ze bardzo cicho.
Zza ulicy wyskoczyła jakaś postać. Bezszelestnie biegła miedzy cieniami domów i latarń zmierzając do gospody umieszczonej na uboczu jednej z dróg. Ów nieznajomy nie zostawiał ani jednego śladu w kałużach i błocie.
Nagle ciemność powoli zaczęła zmieniać się w jasność. Piski i wrzaski zmąciły prowincjonalny spokój a tłum, który dzierżył masę pochodni wyglądał jak jeźdźcy apokalipsy przy końcu świata. Multum ludzi, którzy byli rządni krwi i zadośćuczynienia swoim durnym wymysłom, wpatrywał się w każdy szczegół.
- Tam jest!!! Za nim!- Krzyknął ktoś z tłumu, gdy tylko zauważył sylwetkę w ciemnym płaszczu zanurzająca się w otchłań nocy.. „ Obcy” biegł strasznie szybko i lekko w przeciwieństwie do otyłych i podpitych mieszczan.
Dysząc z ulgą, dobiegł do drewnianych drzwi. Nad nimi wisiał szyld ze zmęczonym już smokiem, rdzawy od deszczu i starości. Zapukał ledwie dosłyszalnie i czekał na odpowiedź.
-Kto tam?- Rzekł głos dobiegający za drzwi.
-To ja…otwieraj szybko.. – Odparł niecierpliwie jednak bez żadnych oznak zmęczenia w lekkim i melodyjnym głosie.
Nieznajomy wpatrywał się dłuższą chwilę we drzwi. Końcu otworzyły i stanął w nich przysadzisty oberżysta, prawie łysy i z długimi wąsami.
- nie strasz mnie więcej…- rzekłszy, wpuścił do środka rozglądając się wokoło czy nikogo nie ma w pobliżu.
Nieznajomy zdjął kaptur i rozsiadł się wygodnie w krześle obitym jakimś miękkim materiałem. Wszystkie znaki wskazywały ze był elfem. Uszy, jasna cera i nienaturalnie jasne włosy. Jego twarz podobnie jak głos nie okazywała zmęczenia.
- chcesz cos zjeść?-Rzekł po chwili namysłu oberżysta
Elf wyrwany z zamyślenia odparł cichym westchnieniem.
- nie musisz…już i tak wiele dla mnie zrobiłeś Derwanie.. Zbyt wiele…
Oberżysta uśmiechnął się radośnie i rzekł
-, Co tu ma jedzenie do tego…Zaraz ci cos przyniosę.. Poczekaj chwile..
Elf kiwnął głową i odłożył mały łuk na siedzenie obok…
- Jesteśmy sami prawda? – Zapytał się z podejrzliwością w glosie
- Jak najbardziej Nayatharze.. Jak najbardziej- odparł gruby głos dochodzący z kuchni.
.Nayathar siedział długo w zamyśleniu osobie samym i o Derwanie…
- no już… mam nadzieje ze lubisz omlety.
Nayathar uśmiechnął się a w jego obojętnych i zimnych do tej pory oczach, zagrały małe iskierki życia i radości.
- wiem ze nie musisz mi ufać.. Wiem, jaką niechęć budzisz do ludzi.. Ale nie wszyscy są tacy jak „oni”…-rzekł Derwan, spoglądając za okno gdzie jeszcze krzyczący ludzie szukali elfa…
Nayathar jakby tego nie słyszał…
-wiem o tym…-rzekł cicho i ledwo niedosłyszalnie.- Dwa dni uciekałem, aby tu się dostać…
Dwa dni i nikogo przyjaznego po drodze.. Dopiero tutaj.. Tutaj mogę się czuć jak w domu.. Niemalże jak w domu, bo tego prawdziwego nigdy mi nie zastąpi…
Derwan spojrzał w chłodne oczy elfa i rzekł niepewnie:
- Mirt nie jest przyjaznym miastem dla elfów…
Nayathar spuścił oczy z sufitu i spojrzał na spuszczoną głowę i odparł:
-W czasie mojej podróży z Creyden widziałem tyle strasznych rzeczy… Nawet dzisiaj.- Przerwał – nie byłoby mnie tutaj gdyby nie chęć zobaczenia się z tobą.. Szedłem pod mostem. Było ciemno i mokro. Wiesz, co zobaczyłem?.. Moi bracia nadziani na pale i powieszeni na starym dębie tuz przy moście..
Jeszcze żyli. Krztusili się krwią i błagali o dobicie.. Błagali mnie o to abym uciekł stąd i nigdy nie wracał…
Derwan spojrzał ma oczy Nayathara, które błądziły gdzieś po karczmie napotkały na jego twarz..
- Mam dla ciebie wieści… niestety złe. Nie będziesz mógł tu zostać.
Nayathar spojrzał się jak zbity pies na swojego przyjaciela. Jednak nie było w tym wzroku nic złego. Była w nich wyniosłość i duma.
- Wyruszę jutro z rana
Derwana przeszły ciarki. Nie chciał, aby zabrzmiało to zbyt oczywiście i boleśnie. Bał się gniewu elfów, bo słyszał ze potrafi być on potężny.
Drgającym głosem próbował się wytłumaczyć.
- Nie zrozum mnie źle… i nie martwię się o siebie tylko o ciebie.. Jutro przed południem cała szlachta i chłopi organizują obławę na elfów. Musisz uciekać, jeśli chcesz pozostać przy życiu…
Nayathar wstał i podszedł do okna. Jego płaszcz załopotał lekko, gdy otworzył okno i odetchnął chłodnym powietrzem. Zaczęło padać…A on czuł, że niedługo opadnie jak ta kropla na ziemię..
- Czasem mam ochotę umrzeć… To już jest lepsze niż ciągła ucieczka przed wami…Chowaniem się po kątach i życiem w niepewności i strachu…
Te słowa wydały się Derwanowi oczywiste. Znał elfów na tyle dobrze, aby wiedzieć ze kochają życie bardziej niż ludzie. A zrzekniecie się go byłoby już chyba jedynym wyjściem…
- nie mów tak..- Próbował pocieszyć Nayathara, jednak ten mu przerwał:
-Dlaczego nie mam tak nie mówić skoro to prawda…wam ludziom wydaje się ze my jesteśmy najgorsi.. Jakimś wybrykiem natury…
Derwan podniósł talerz i podszedł do lady. Stanął i oparł się dłońmi o jej wierzch.
-Dobrze wiesz ze nie wszyscy tak myślą…bynajmniej nie ja...Co do tych głupich pościgów i obław, to może jakaś zemsta?
Nayathar uśmiechnął się lekceważąco i pogardliwie..
- Zemsta.. Za co..Za życie?.. Poza tym..Nawet zwierzęta się nie mszczą..
Zapadła głucha cisza. W oświetlonej paroma świecami Sali stały dwie sylwetki. Jedna dumna i wyniosła a druga przygarbiona…
- Masz wolny pokój?..Muszę się przespać. Jeśli możesz zapakuj mi cos do jedzenia.. Z rana wyruszam. Nie oczekuj pożegnania…
Derwan spojrzał ze zdumieniem na przyjaciela. Teraz wątpił czy kiedykolwiek nimi byli. Tyle różnic i strachu..
- Mam…na górze, pierwszy po lewej stronie..
Elf ukłonił się i bez słowa wszedł po schodach. Poczuł żal do Derwana. Nie wiedział, dlaczego. Nie dziwił się tez, czemu.
Pokój nie był w najlepszym stanie jednak to wystarczyło. łóżko i krzesło, aby moc usadowić się i „wyspać” raz od kilku lat..Nie miał czasu na to by zastanawiać się nad zbędnymi rzeczami. Ułożył łuk na pobliskim stoliku a kołczan ze strzałami pod poduszką. Zdjął płaszcz i zapalił świecę, aby odczytać mapę z wytyczoną trasą dalszej podróży. Dłuższą chwilę przyglądał się wymiętoszonemu zwitkowi, złożył ją zgasił świecę i położył się na wilgotnej pościeli. Leżał w bezruchu wpatrując się w sufit i myślał o tym, co było, jest i będzie. Myślał o tym, ze to miejsce może nazwać domem, którego naprawdę nigdy nie miał. Myślał o Derwanie. O jego słowach i przekonaniach…, Kto wie.. Może zaiste nie wszyscy ludzie są źli…
Pokój wypełniało delikatne światło księżyca. Przechodziło nawet przez zasłonięte firanki i oblegało twarz Nayathara… On już tego nie widział.. Ani nie czuł… Błądził już, bowiem w sennych marzeniach…
Świt wstał blady i chłodny. Słonce ledwo wzeszło, gdy rozległo się skrzypniecie drzwi.
Elfia sylwetka, lekko zeszła w dół nie wyzwalając w nich żadnego nie porzadanego odgłosu.
Nayathar naciągnął kaptur na głowę i rozejrzał się po Sali. Nie było nikogo. Świeca migotliwym i słabym blaskiem oświetlała skromny plecak wypełniony jedzeniem. Nayathar podszedł do niego i wyciągnął jabłko. Uśmiechnął się i podrzucił je do góry.
- Mimo tego, ze tak bardzo chcesz wyjechać bez pożegnania.. Ja wolałbym to zrobić..
Był to głos Derwana. Stał w niedbale zarzuconym szlafroku i drapał się po wyłysiałej głowie.
Nayathar zdziwił się bardzo. Myślał ze ominą go te zbędne sytuacje..
- Wybacz spieszę się.. Nie chce, aby ktokolwiek mnie zauważył..Sam o tym wiesz..Ale miło cię zobaczyć..- Rzekł Nayathar.
Derwan stał w bezruchu i jakby słuchając cichych próśb elfa wrócił się z powrotem do swej Sali.
Czekał jeszcze chwilę aż wszelkie głosy zacichną i począł pakować resztki jedzenia..
Opuszczał to miejsce z żalem.. Aczkolwiek wiedział, co mógłby ściągnąć na Derwana Za śmierć i przekleństwo.
Zamknął drzwi i ruszył prosto przed siebie. Na ulicach nie było nikogo… Oprócz błota i kota siedzącego na rozbitej beczce.
Nayathar szedł szybko nie oglądając się za siebie i wciąż trzymał kaptur. Coraz bardziej naciągał go na łagodną elfią twarz… Bał się. Mówił sobie ze nie będzie się bać tych młodszych… tych, z którymi się kiedyś bawił. Nie myślał ze będzie przed nimi uciekał…
Zbliżał się most. Wiedział ze po raz wtóry będzie musiał spojrzeć na twarze jego pobratymców… Martwych…zabitych, zamordowanych…
Przeszedł bez słowa spoglądając na ziemię. Nie chciał patrzeć. Nie mógł…
Gdy wyszedł miasta udał się gościńcem gdzieś przed siebie. Co raz sprawdzał czy ma łuk, strzały i plecak z jedzeniem…, Co jakiś czas zbaczał z drogi w zarośla, aby odpocząć i zjeść.
Szedłszy tak usłyszał czyjś głos. Przerażony pełen strachu i bólu. Nie chciał stać.. Nie chciał tez uciekać.
Wyciągnął strzałę i napiął łuk.. Czekał. Sam nie wiedział, na co i dlaczego.. Może tak było mu pisane…
Głos należał do mężczyzny. Był brudny i ranny. Zdzierał sobie skórę na cierniach i twarz miał spowitą w kilkadziesiąt pajęczyn. Ciężko wzdychał, gdy wyleciał z lasu jak nieprzytomny..
Elf wyciągnął krótki nóż zza pasa. Trzymał go w zanadrzu. Patrzył na miotającego się człowieka z pogarda i litością jednocześnie.
-nie zabijaj mnie… proszę..- Rzekł z litością w głosie leżący mężczyzna kuląc się coraz bardziej..
Nayathar wyciągnął jakieś zioła i przytknął do ust mężczyzny. Zdążył zauważyć ze jest człowiekiem.. Nagle jakby jakąś siła odepchnęła go do tyłu. Chciał uciekać. Tylko, dlaczego.. Woli mu pomóc..
Mężczyzna spojrzał się na powabne dłonie elfa a potem na jego twarz. Bowiem wiatr zerwał mu kaptur z twarzy. A ten jakby tego nie widział dalej pomagał wstać i oczyścić się rannemu.
Człowiek nieufnie i bez ochoty podał dłoń elfowi. Miał w sobie tyle lęku i strachu… Spoglądając na łuk i nóź coraz bardziej się potęgowała…
-Dziękuje…-rzekł mężczyzna, gdy wstał. Wciąż jednak odsuwał się dalej, gdy ten próbował mu coś podać. Nayathara denerwowało takie zachowanie. Gdyby postąpił tak samo już dawno go by tutaj nie było..
- Nie bój się.. Nic ci nie zrobię…. Chociaż w zasadzie powinienem..-Rzekł wyciągając z torby kawałek suchara.
Mężczyzna z lekkim strachem sięgnął po strawę. Wyglądał jak małe, zagłodzone dziecko. Elf poczuł dziwny żal i chciało mu się jednocześnie śmiać. Ludzie są tacy bezradni a jeszcze mało im tego wszystkiego…
-Dziękuję ci po raz drugi panie…jestem wdzięczny za ocalenie mi życia. Gdyby nie ty… -rzekł człowiek powoli zyskując śmiałość na miejsce strachu.
Nayathar spojrzał na niego z zupełnym brakiem orientacji. Nie wiedział, co ma zrobić… Pierwszy raz w jego długim życiu..
-Na imię mi Ewweret… -rzekł szybko człowiek… Czuł ze nadużył zaufania elfa, którego i tak nie zyskał.
Nayathar teraz przeszywało wzrokiem… chciał teraz odejść.. Jednak czy ktoś zostawiłby bezradne dziecko na pastwę drapieżników..
- Nie bój się…- rzekł Nayathar potem dodał- Jestem Nayathar..
Ewweret z nieukrywanym zdziwieniem wrzasnął:
- Jesteś elfem prawda!!?? O Boże..Elf w tych okolicach..
Nayathar miał ochotę przeszyć go paroma strzałami.. Przecież w pobliżu mogłoby być pełno szpiegów i łowców nagród a on jeszcze wrzeszczy wkoło..
- Nie rób tego więcej.. Z reszta i tak musze już iść…- rzekł rozgniewany elf… a mówiąc to rzucił parę sucharów na kolana Ewwereta..
Ów człowiek czuł teraz ze to, co zrobił było nie na miejscu…Widząc ze Nayathar podąża ku najbliższym rozstajom postanowił wstać i przeprosić go.. Pobiegł ku niemu lekko kuśtykając na prawą nogę.
- Czekaj..Ja przepraszam cie… naprawdę nie chciałem.
Elf jakby tego nie słyszał. Był całkowicie obojętny...Nie spieszyło mu się, jednak nie chciało mu się trącić czasu na głupie i zbędne całkiem gadki. Stanął jednak i przemówił.
- Przyjmuje twoje przeprosiny, chociaż tak na nic mi się nie zdadzą.. Teraz musze iść.. Czas mnie nagli...
Ewweret zaczął powoli lubić, Nayathara.. Zresztą z lekką wzajemnością..
-Wiem ze uciekasz.. Ja także..- Rzekł Ewweret
Nayathar uśmiechnął się szyderczo i kpiąco zapytał
- Ty uciekasz? Przed kim.. Przede mną…czy przed swoimi..?
Ewweret widział ten dziwny blask w jego oczach. Klęknął z lekkim grymasem bólu na twarzy.
- Myśl, co chcesz…Uciekam przed moimi..
Nayathar zaczął powoli interesować się losem człowieka. Chciał wysłuchać jego opowieści i odejść, czym prędzej. Wpatrywał się w oczy mężczyzny i przeszywał go na wylot.. Zawsze tak robił. Top budziło jakiś dziwny lęk w rozmówcy.. Ewweret nie unikał tego wzroku. Te błędne oczy wpatrywały się jego źrenice doszukując się choćby najmniejszego kłamstwa..
- Mieszkałem w Mitr.. Zapewne stamtąd wracasz…wracając do sprawy… Miałem żonę. Elfke. Była śliczna. I niemal tak samo ślicznie śpiewała. Cały dom tonął w muzyce. Nawet sąsiedzi się schodzili.. Posłuchać i popatrzeć… Byłem z niej dumny.. A kochałem ją jak nikt na świecie… Któregoś razu zobaczyłem w drzwiach rajcę miejskiego. Za nim stało paru łowców nagród.. Wtargnęli bez sowa i zabrali ją..Zabili na moich oczach… Pytałem się, za co to robią.. Uśmiechnęli się.. i rzekli szyderczo kpiąc z mojego cierpienia: Za to że była z tobą psie..” Za to ze była dziwką i szmatą brudnej krwi…” Nie mogłem wytrzymać.. Podbiegłem do niej. Złapałem ją za rękę. Uśmiechnęła się.. A potem ten blask.. Znikł na zawsze..
Nie mogłem się pogodzić z jej stratą..To było dla mnie za wiele.. Z tego żalu do niej przygarniałem małe elfy i ich rodziny. Chowałem w p[piwnicy tak żeby nikt nie mógł ich zobaczyć.. Poszedłem na targ kupić trochę mleka. Gdy wróciłem wszędzie była krew. Zza progu wyjrzały znajome mi twarze.. łowcy nagród i dziesiatki innych mieszczan. Mówili ze po mnie się tego nie spodziewali.. i ze mam uciekać bo jak mnie dorwą to zabiją jak psa.. Uciekłem.. Nie wiem, po co..Teraz chce umrzeć niż żyć z takim ciężarem na duszy,…Ale elfy.. To tez ludzie.. Bardziej czuli niż my.. Więcej rozumieją.. Nie wiem, co mogą do nich mieć…
Nayathar słuchał.. I poczuł jakiś żal.. Czuł pewną sympatię.. Nie wiedział, dlaczego.. Współczuł tak jak każdemu innemu elfowi..
-, więc idź teraz..Gdzie chciałeś, a mnie zostaw samego-Rzekł Ewweret, Teraz smutny i przygnębiony…
Nayathar wstał. Czuł to samo, co Ewweret.. Człowiek siedział i zwykle płakał. A elf wpatrywał się z ogromnym zadziwieniem i smutkiem. Sam dziwił się, ze chce pomóc człowiekowi. Nigdy nie przychodziło mu na myśl to, ze ludzie mogą być równie nieszczęśliwi… Prawie w tym samym momencie przez głowę przeleciała mu myśl:
Woli iść teraz.. I zostawić go samego…w końcu mu grozi większe niebezpieczeństwo..
Zarzucił torbę na plecy i ruszył przed siebie…
- Mogę iść z tobą?.. Wiem ze nie darzysz mnie sympatią..
Nayathar zatrzymał się, po, co powiedzieć… Te słowa były tymi, których się najbardziej obawiał.
Długą chwilę zastanawiał się nad tym
Najpierw pomyślał: „nie”.. To przecież człowiek.. A ty się z nimi nie masz zamiaru bratać..z resztą masz jeszcze wiele innych powodów…
Potem jednak i „tak” dało się we znaki…
Zgodził się. Zabrali swoje rzeczy i ruszyli nie zwlekając zbyt długo. Przed nimi noc.. i długa męcząca podróż…
Szli tak gościńcem przed siebie, rozmawiając i zagłębiając się nawzajem tajniki swojego życia… noc zabrała im dużo.. Nawet Nayathara zdziwiło jak szybko czas przeleciał im przed oczyma.. Rozbili jakiś obóz tuz nad ranem.. Słońce już wschodziło a oni leżeli bez ruchu, wokół dogasającego ogniska. Nayathar nie śnił. Nie mógł. Widział tylko ciemność. Jedna, wielką, czarną płachtę… Ewweret pochrapywał z lekka, odwracając się na boki i szamocząc się z jakimś niewidzialnym wrogiem…
Nayathar czuł do Ewwereta jakąś przyjaźń…
Jakieś odgłosy dobiegły z zarośli.. Najpierw ciche szepty i szemrania, potem coraz głośniejsze..Kroki i czyjś dziki śmiech..
Nayathar poruszył się. Te dziwne dźwięki, ocknęły go z traumatycznego snu.. Rozejrzał się wokół. łuk leżał parę stóp dalej. Kołczan oświetlany teraz przez słońce, nieopodal… Wystawił rękę po broń. Obudził niechcąco Ewwereta, który był cały zlany potem, jednak w jego oczach było wciąż widać ten niepowtarzalny błysk.
-co się stało?- Zapytał cicho, rozglądając się wokół i mrużąc oczy nieprzyzwyczajone do światła
Nayathar w odpowiedzi pokazał palec założony na ustach. Ewweret szybko pojął ze cos jest nie tak. Pomógł mu z tym, też tęgi głos dochodzący z najbliższych zarośli. Szybko się podniósł i zasłonił ciałem Nayathara w tym samym momencie, w którym ludzie z nożami weszli na polanę…
- To rozbójnicy..- Rzekł Ewweret.
Nayathar spojrzał na bandę zbliżającą się do nich z tępymi uśmieszkami na twarzy..
-Nie..To łowcy nagród..- Poprawił elf.
Wstał i spojrzał na pierwszego mężczyznę z brzegu niosącego jakaś maczetę.
Mężczyzna ten, miał opaskę na oku i skośne oczy… Widząc Nayathara uśmiechnął się przeraźliwie..
- Kamraci.. Patrzcie..Po tylu nieudolnych już próbach pochwycenia tego… tego.. „Odmieńca” udało nam się…by go zgładzić.. I okazać mu nasza przewagę..
Bez słowa podszedł i spojrzał na twarz Nayathara. On zaś, w tymże momencie miał ochotę, aby wstać i przeszyć strzałą jego zepsute do cna serce.
- Jesteście jak dzieci… -rzekł cicho Ewweret, przesuwając ramię do ramienia siedzącego elfa.
łowca nagród spojrzał się z obrzydzeniem na jego twarz i nędzna posturę. Podszedł do niego i złapał go za fraki.
- Jak śmiesz tak mówić…, jakim prawem śmiesz prawic mi takie morały..
Ewweret odpowiedział głosem donośnym i tęgim,. Jednak można było odczuć lekką barwę strachu..
- Prawem człowieka... ty nim nie jesteś…ty nie masz serca…
Bandyta bez słowa rzucił nim o pień pobliskiego drzewa. Ewweret złapał się za obolałą głowę i przyglądał się całej sprawie z dezorientacją. Zwrócił tylko uwagę na to, że banda liczy 5 osób. Oni we dwójkę nie mieli by z nimi żadnych szans.
Skośnooki podszedł do Nayathara i kopnął go pod żebrami. Elf złapał się za obolałe miejsce.
- Boli prawda?...To się nazywa ból…to rewanż mój drogi…- mówił ze strasznym uśmiechem na ustach.
- Rewanż?..Za co.. Powiedz mi szczerze..- Wykrztusił z siebie Nayathar. Był całkiem bezbronny…bez żadnej broni..
Bandyta zsunął chustkę z głowy.
- Za życie…za moje stracone życie na szukaniu was.. Odmieńców..
Mówiąc to sięgnął po drewniany kij leżący nieopodal. Pozostała 4 podeszłą bliżej dłonią na podobnych narzędziach.
Ewweret do tej chwili niezauważony po rzuceniu nim o pień wstał, wyciągnął krótki nożyk i rzucił się na jednego z bandytów.
- Zostawcie go!!.. –Krzyknął, gdy zimny kawałek metalu przeszył serce bandyty.. Jeśli można to sercem nazwać..
Skośnooki spojrzał na trupa leżącego w kałuży krwi. Potem skinął palcem. Dwóch zbójów podeszło od tyłu i pochwyciło Ewwereta za dłonie. Trzeci podszedł i uderzał go pięścią, kolanami i nogami.. Wszędzie gdzie popadło.
Nayathar siedział.. Nie chciał patrzeć na śmierć człowieka.. Osobę, którą lubił od rozstania z jego przyjacielem.. Derwanem… Czuł żal..
Ewweret padł. Zdążył jeszcze rzec „ Nie daj się im…uciekaj”.. i spojrzał w niebo chłodnym wzrokiem.
Jeden z morderców plunął pod stopy nieżyjącego już Ewwereta. Potem podeszli do Nayathara. Spojrzeli na niego.. W czwórkę. Nikt nic nie mówił, jedynie skośnooki ciągnął swoje wywody.
-, Więc zbliża się twój koniec… psie…nawet nie wiesz jak się cieszę…
Nayathar nie słyszał.. Wpatrywał się w zwłoki Ewwereta. Człowieka, którego mógł uważać za przyjaciela. Nagle huk kompletnie go otępił. Zobaczył ciemność. Czuł ze ląduje na czymś zimnym i wilgotnym.. Była to trawa…. Leżał bezruchu wpatrując się w ta ciemność..
Nagle zobaczył jakąs postać w białej sukni. Była to kobieta niosąca ku niemu biały płaszcz. Kobieta podeszła, ucałowała go w czoło i rzekła czule zostawiając przy nimi materiał.
- Niedługo zobaczymy się. Zobaczysz…
Nayathar teraz dopiero mógł spojrzeń na jej twarz. Była to jego matka. Nie widział jej tak długo.. A teraz ją spotkał.. Chciał odpowiedzieć.. Ale nie mógł.. Nie potrafił. Zniknęła mu z oczu. Potem poczuł zapach trawy.. Wiatru i szczęścia…

Ostatnią myślą, jaka przeleciała mu przez głowę były słowa Derwana..” Nie wszyscy ludzie są dobrzy.. Ale nie wszyscy sa źli..”

nick autora znany mnie
_________________
Miejsce na Twoją stronę -> Katalog Fantasy
Też piszesz do szuflady? Zapraszamy na portal twórczości amatorskiej - Szuflada
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
recenzje anime, fanfiki
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów