Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Posted: Sun Nov 23, 2003 11:33 pm Opowiadanie Konkursowe - 4
Elemir - zapomniane dzieło Tolkiena
Początek tej historii miał miejsce przed wiekami, kiedy świat był młody. Na Ziemi nie pojawiły się jeszcze ani Słońce, ani Księżyc. Nad wszystkim panowało tylko światło gwiazd. Nie minęło wiele czasu od przebudzenia się elfów. żyli oni w pobliżu miejsca, gdzie po raz pierwszy ujrzeli gwiazdy błyszczące na niebie. Wśród tego pierwszego plemienia żyła jedna z najurodziwszych Dzieci Iluvatara, najpiękniejsza z tych, którym najwcześniej dane było ujrzeć świat. Zwano ją Elemir, czyli Gwiezdny Klejnot, gdyż uroda jej jaśniała na Ziemi niczym gwiazdy na firmamencie. Włosy jej były ciemniejsze od najczarniejszej nocy i jej jasna, niemal tak jasna jak śnieg cera rozpromieniała się przy nich tym mocniej. Najpiękniejsze były jednak oczy elfki. Były niebieskie tą barwą nieba w słoneczny dzień, jednak wtedy jeszcze o tym nie wiedziano, ponieważ ani ona, ani nikt z jej plemienia nie zaznał dotąd dnia. Był im on obcy tak jak bliska była noc i gwiazdy.
Wielu młodzieńców pragnęło zdobyć miłość Elemir, lecz była zbyt radosna i beztroska, by kogokolwiek obdarzyć głębszym uczuciem. Wciąż była dzieckiem, dzięki czemu mogła udzielać swej pogody ducha wszystkim. Niosło to z sobą jednak pewne zagrożenia. Prostoduszność i nierozwaga często prowadzą do nieszczęścia. Elemir wprawdzie nie obdarzała nikogo ze swych adoratorów szczególnymi względami, ale pozwalała na zaloty i choć wielu po bezskutecznych staraniach zniechęcało się, to byli i tacy, którzy nie poprzestawali. Najgorliwszym z jej zalotników był Herudaen, elf pełen odwagi, męstwa i mądrości, lecz zamknięty w sobie. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co skrywa jego serce. Piękna elfka była jednak wyjątkowo nieczuła wobec niego i chociaż okazywała mu swą niechęć w delikatny sposób, to nie pozostawiała mu choćby cienia nadziei. Jej czyste, dziewczęce serce ostrzegało ją przed Herudaenem i mimo, że Elemir nie wiedziała, co było tego przyczyną, słuchała tego głosu.
W owym czasie pojawiły się cienie i złe duchy. Nękały one Pierworodnych. Wielu z nich zbytnio oddaliwszy się od domów, nigdy już nie powracało. Wśród elfów mówiono, że porwał ich łowca. Mówiono również, że ich bracia są więzieni i poddawani okrutnym torturom, aż zostaną upodleni i staną się Sługami Ciemności. Szpiegują, zdradzając swój lud, bądź przemieniają się w okrutne bestie. Dlatego też, jeśli komukolwiek jakimś cudem udało się umknąć sługom Melkora, bo to właśnie on stał za tymi sprawami, nigdy nie odzyskiwał zaufania i żył w odosobnieniu. Elemir słyszała, co się działo, lecz nie przejmowało jej to zbytnio. Czas mijał jej na beztroskiej zabawie. Tymczasem w Herudaenie rósł coraz większy żal, a później złość po odtrąconym uczuciu. Ból, który go trapił, stawał się nie do zniesienia. Próbował uspokoić skołatane nerwy, włócząc się godzinami po lasach. Wiele dobrego uczynił w tym czasie, gdyż zaciekle tropił i zabijał dzikie bestie.
Im mocniej Herudaen szkodził Melkorowi, tym ten mocniej pragnął przeciągnąć go na swą stronę. Jego szpiedzy działali i nie minęło wiele czasu nim poznał słabą strona mężnego elfa. Pewnego razu przybrawszy piękną i potężną postać, zaszedł Herudaena w lesie. Gładkimi słowy obudził zło ukryte na dnie jego duszy i obiecując w nagrodę to, czego pragnął najbardziej - piękną Elemir, namówił do zdrady. Herudaen nie zawiódł i zgodnie z życzeniem Melkora, oszukał wielu ze swego ludu, a wśród nich była również Elemir, zwodząc do puszczy i ułatwiając sługom Melkora pojmanie ich.
Jednak źle myślał Herudaen, jeśli oczekiwał, iż Melkor spełni swe obietnice. Przebiegły mocarz nawet jeśli kiedyś miał taki zamiar, wnet go porzucił, ujrzawszy piękno Elemir w pełni. Poczuł, że upodlenie tak cudnej istoty, zniszczenie takiego piękna da mu prawdziwą satysfakcję, gdyż Melkor nienawidził piękna, a Elemir była najwspanialsza z widzianych dotąd przez niego istot. Podobnie jak resztę pojmanych umieścił ją w ciemnym, wilgotnym lochu, lecz poddał o wiele sroższym torturom. Serce elfki było czyste i dobre, toteż długo opierało się działaniom Melkora, ale i ono zaczęło się powoli poddawać. Melkor jak truciznę wlewał w nią swoje kłamstwa. Zasiał w niej wielki niepokój i strach, lecz nadal nie udało mu się upodlić jej duszy, zaszczepić w niej zła.
Zdrada Herudaena zgubiła go samego, ponieważ Melkor postanowił pozbyć się niepotrzebnego pomocnika. Elf jednak przejrzał jego plany wcześniej i nie widząc ratunku dla siebie samego, zapragnął pomóc chociaż Elemir. Choć Melkor zabił w nim dobro, nie zdołał osłabić jego miłości do pięknej elfki i to uczucie pokierowało dalszymi czynami Herudaena. Pomimo, że Elemir była okrutnie udręczona i półprzytomna, udało jej się przy pomocy odważnego elfa uciec z ciemnych lochów. Los Herudaena był przesądzony. Musiał zginąć i wkrótce tak też się stało.
Elemir zaś otumaniona i przerażona nie myśląc wiele, biegła przed siebie, aż znalazła się nad Nenain, Świętą Wodą. Było to niewielkie, ciemne jezioro w głębi puszczy, którego nie zdołali jeszcze odnaleźć i skazić słudzy Melkora, ponieważ otaczały je zwodnicze mgły. Tu pozostała umęczona szaleńczą ucieczką, niezdolna do dalszej podróży. Właśnie to sprawiło, że udało jej się zgubić pogoń. Nenain było miejscem wprost stworzonym na kryjówkę.
Siły powoli wracały i elfka dzięki magicznym właściwościom Świętej Wody odzyskała pełnię świadomości i jasność umysłu. Nie wiedziała, gdzie się znajduje, gdyż uciekając nie zważała na drogę, lecz nie przeszkadzało jej to. Nie chciała wracać. Przypomniała sobie wszystko przed czym ją ostrzegano. Przypomniała sobie, co mówiono o porwanych przez łowcę. Nie było już dla niej powrotu. Spojrzawszy w swe odbicie w wodzie, ujrzała oszpeconą twarz niczym prócz oczu nie przypominająca dawnego oblicza. Choć Melkorowi nie udało się zniszczyć jej dobra, pozbawił ją piękna i złamał ducha. Myśli Elemir były niespokojne i straszne. „A więc jednak?” - myślała. „Jestem potworem, jestem jedną z nich. Nie mogę wrócić. Jestem zła. Będę robić to, co oni. Nie chcę mu służyć, nie chcę zabijać, ale będę musiała. Lepsza już śmierć od takiego życia.”
Mimo tego nie mogła się go pozbawić, choć wtedy bardzo tego pragnęła. Nie była w stanie. Musiała nauczyć się żyć z tą straszliwą świadomością. Elemir jednak nie była potworem, choć jej serce pełne było złych przeczuć. Nie była już również dzieckiem. Nareszcie dorosła, lecz stało się to za późno. Tego, co spowodowała jej naiwność, nie można już było cofnąć. życie płynęło jej spokojnie i znośnie, choć żyła w ciągłym strachu. W strachu chyba najgorszym z możliwych. Obawiała się samej siebie, tego, co może uczynić. Melkor uczynił jej większą krzywdę, sprawiając, iż myślała o sobie jak o dzikiej bestii, niż zrobiłby to naprawdę czyniąc potworem, gdyż ten nie jest świadomy swej okropności.
W owym czasie ci z jej ludu, których nie porwano, a było ich wciąż wielu, dowiedzieli się o zdradzie Herudaena. Nie mieli nadziei na powrót bliskich i choć nie mogli pogodzić się ze stratą, nic nie uczynili. Najbardziej rozpaczał wśród nich Awe, który także skrycie kochał Elemir, nie należał jednak do jej zalotników. Rozumiał, że dziewczyna jest zbyt młoda i pragnął tylko być blisko niej. Elemir nic nie wiedziała o jego uczuciu, dostrzegała w nim tylko przyjaciela i sama darzyła go serdeczną przyjaźnią. Wspomnienie o nim było dla niej pociechą w tych ciężkich chwilach, ale sprawiało również olbrzymi ból. Na myśl o kimkolwiek bliskim jej sercu cierpiała, ponieważ wiedziała, że już więcej go nie ujrzy. Bezczynność była straszna dla Awego. Musiał coś zrobić i choć to zdawało się oznaczać pewną śmierć, udał się do siedziby Melkora, ale nie stawił się przed jego obliczem. Wcześniej natrafił na konającego Herudaena, który opowiedział mu, co zaszło, po czym wyzionął ducha. Awe choć ciągle żywił w sercu urazę, przebaczył mu, gdyż zrozumiał, że tylko dzięki jego pomocy Elemir ocalała. Czym prędzej ruszył w kierunku wskazanym przez Herudaena.
Może przypadek, a może to przeznaczenie zaprowadziło Awego nad Nenain. Nie udało mu się od razu dostrzec Elemir, gdyż ta dobrze się ukrywała, ale został w tym miejscu. Wyczuwał czyjąś obecność, lecz nawet gdyby od razu zobaczył Elemir z bliska, nie poznałby jej. Twarz zmieniła się nie do poznania. Nie pozostało nic z dawnej urody, prócz prześlicznych oczu, ale te zakryła gęstą zasłoną z kruczoczarnych włosów. Nie chciała by ktokolwiek ją rozpoznał, a raczej to, co pozostało z jej dawnej postaci. Awe ostrożnie penetrował okolicę, a stąpał tak bezgłośnie, że nawet Elemir, której słuch był wyostrzony od wiecznego nasłuchiwania odgłosów pogoni, nie zauważyła jego przybycia. W tenże sposób Awe odnalazł Elemir, nie wiedząc nawet, że to ta, której szukał. Dostrzegł nad wschodnim brzegiem jeziora dziewczęcą sylwetkę, lecz im bliżej podchodził, tym bardziej nabierał pewności, iż nie jest to Elemir. Herudaen nie był w stanie powiedzieć mu jak okrutnych ran doznała i jak bardzo jej postać została odmieniona, toteż gdy Awemu udało się ujrzeć tę część twarzy, która nie była zasłonięta, przeraził się. Zrobiło mu się żal dziewczyny i postanowił jej pomóc. Był już tak blisko, że Elemir po prostu nie mogła go nie dostrzec i usłyszał najprzeraźliwszy dźwięk w swoim życiu. To Elemir zauważywszy intruza, nie mogła powstrzymać krzyku i rzuciła się pędem w gęste zarośla, aby się ukryć. Nie ze strachu przed nim, ale by jak jej się zdawało, uchronić go przed sobą. Awe nie poddawał się i ruszył za elfką. Odnalazł jej kryjówkę, lecz pozostał w odległości, z której słychać było tylko jego głos, by ponownie swym widokiem nie spłoszyć dziewczyny.
- Nie bój się - rzekł - nie zrobię ci nic złego.
Nie uzyskał jednak żadnej odpowiedzi, więc spytał:
- Słyszysz mnie?
Ona nadal milczała, mimo to postanowił mówić dalej, gdyż miał wrażenie, że go słucha. Tak też było w rzeczywistości. Elemir poznała w przybyszu Awego i zaprzestała ucieczki. Miotały nią sprzeczne uczucia. Z jednej strony radowała się z przyjścia drogiego przyjaciela, z drugiej cierpiała, gdyż nie mogła mu wyjawić swego imienia. Obawiała się już nie tyle swojej natury, gdyż powoli zaczęło do niej docierać, że nie jest potworem. „Przecież nie zaatakowałam go, choć miałam ku temu okazję” - myślała. Bała się natomiast reakcji Awego na jej zmienioną postać. Była świadoma swojej minionej urody i wyobrażała sobie zawód, jaki obecna, a raczej obecny jej brak, może sprawić komuś, kto znał ją wcześniej. Wolała pozostać nieznajoma. Tak było jej lżej. Prościej.
- Jak masz na imię? - nie ustawał Awe. - Skąd się tu wzięłaś? Nie chcesz powiedzieć? Trudno... Ale jakoś przecież muszę cię nazywać?
Wtedy ku zdumieniu elfa Elemir odpowiedziała:
- Nazwij mnie jak chcesz. Ja nie mam imienia.
- A jednak potrafisz mówić! - wykrzyknął uradowany, jednocześnie zastanawiając się nad tajemniczą odpowiedzią dziewczyny. - W porządku. Nazwę cię... Wen, czyli Dziewczyna. Odpowiada ci to imię?
- Mówiłam już. Jest mi to obojętne.
- Gdzie jest twój dom? - nadal pytał.
- Nie mam innego domu. Jedyny, jaki mam jest tutaj.
- To niemożliwe. Coś przede mną ukrywasz... - nalegał nieufny elf.
- Nic nie ukrywam! - Elemir nie mogła pohamować zdenerwowania. - Pytasz o zbyt wiele. Idź już!
- Dobrze, skoro takie jest twoje życzenie - powiedział Awe i zaczął odchodzić.
Elemir wnet pożałowała tego wybuchu. Pragnęła go zawołać, nie chciała żeby odchodził. Po raz pierwszy w życiu poczuła w sercu prawdziwą radość z powodu czyjejś obecności. To uczucie było jej dotąd obce i nie chciała, by minęło. Wyszła z ukrycia, bała się go jednak zawołać i nic więcej nie uczyniła. Wtedy to Awe zatrzymał się. Nie wiedział czemu, ale nie mógł opuścić tej samotnej istoty. Zdawał sobie sprawę, że musi szukać swej ukochanej, ale coś nie pozwalało mu odejść. Obrócił się i spytał:
- Ale to chyba nie jest pożegnanie? Mogę przyjść znowu? - drżącym głosem zadał pytanie, obawiając się odmowy.
Elemir nic nie odrzekła, ale Awe ku swojemu zdziwieniu dostrzegł jak szybkim ruchem głowy przytaknęła. Ujrzał też coś jakby błysk niebieskich oczu spod gęstej czupryny, ale uznał, że to tylko złudzenie.
Przyszedł więc nazajutrz, a potem ponownie i ponownie, aż wreszcie żadne z nich nie wyobrażało sobie, że tego drugiego może zabraknąć. Pokochali się wzajemnie, ale nie śmieli sobie tego nawzajem wyjawić. Elemir, gdyż nie miała nadziei na wzajemność. Nie mogła sobie wyobrazić, iż ktoś pokocha ją pomimo jej wyglądu. Awe zaś wiedział, że musi odejść i szukać przyjaciółki, choć jego serce należało do Wen. Nadal nie wiedział, iż Wen i szukana Elemir to jedna i ta sama osoba, gdyż ta nie chciała nic mówić o swej przeszłości. Postanowił wyjawić Wen prawdę, po czym natychmiast odejść. Pewnego razu elfka ujrzała zbliżającego się przyjaciela, lecz nie wybiegła mu na spotkanie jak zwykła była to czynić. Wyczuwała, iż towarzyszy mu dziwny smutek. Awe także nie zbliżył się do niej, tylko rzekł:
- Odchodzę.
Na chwilę serce elfki zamarło, po czym zaczęło bić w szaleńczym tempie. Ona sama pozostała nieporuszona. Awe mówił dalej:
- Nim poznałem ciebie, darzyłem pewną osobę serdecznym uczuciem. Straciłem ją i choć teraz... - przerwał, by po chwili zacząć z nową siłą. - Choć teraz kocham ciebie, nie mogę przestać jej szukać.
Elemir stała jak wryta, nie mogąc powstrzymać łez. Były to jednocześnie łzy szczęścia i rozpaczy. W jednej chwili zyskała miłość, zaś w drugiej musiała stracić kochaną osobę. Awe nie mogąc wytrzymać widoku płaczącej ukochanej, czym prędzej zaczął odchodzić. Na pożegnanie krzyknął jeszcze:
- Odnajdę Elemir i wrócę! Wrócę do ciebie!
Awe zaczął biec, musiał odejść jak najszybciej. Wiedział, że to nieuniknione i chciał mieć to już za sobą. Tymczasem, gdy Elemir wreszcie zrozumiała, że to jej ma zamiar szukać Awe, pędem pomknęła za nim. Pełna odwagi i nareszcie pozbywszy się lęku opuściła Nenain. Pomimo, że Awe był już daleko usłyszał wołania Wen i zatrzymał się.
- To ja! To ja! - krzyczała nadal elfka, dogoniwszy Awego.
- Wiem, że to ty, ukochana - rzekł cicho pełnym smutku głosem. - Proszę cię, pozwól mi odejść.
- To ja... jestem tą, której szukasz. Ja jestem Elemir.
Wtedy po raz pierwszy Awe dotknął oszpeconej twarzy dziewczyny i odgarnął z niej czarne włosy. Ujrzał nareszcie te piękne, ciągle pełne łez, niebieskie oczy, które tak długo przed nim skrywała. Spojrzał w nie i zrozumiał wszystko. Pojął cały jej dotychczasowy lęk, poczuł całą jej miłość i nie pozostało mu nic innego jak objąć i pocałować ukochaną.
Jakże krótkie były chwile ich szczęścia. Pech chciał, że oboje byli już poza bezpiecznymi okolicami Nenain i nie zauważyli, gdy zjawił się jeden ze sług Melkora. Wypuścił tylko jedną strzałę, która śmiertelnie ugodziła Elemir. Awe dopadł napastnika i pokonał go, jednak nie mogło to wrócić życia jego ukochanej. Wziął na ręce jeszcze ciepłe ciało dziewczyny i ruszył w kierunku jeziora. Nad ciemnymi wodami Nenain pochował Elemir i zaśpiewał na jej cześć najsmutniejszą pieśń jaką słyszał dotąd ten świat, po czym zamilkł. Nigdy więcej za tego życia nie wypowiedział ani słowa. Przez jakiś czas żył tam, pielęgnując grób ukochanej, jednak jego życie było krótkie. Pewnego razu ułożył się do snu i już się nie obudził. Jego duch opuścił ciało, był zbyt zmęczony życiem, w którym po śmierci Elemir nie mógł znaleźć szczęścia. Dopiero wtedy zaznał radości, gdyż oboje znaleźli się w Siedzibie Mandosa. Kto wie? Może kiedyś powrócą?
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum