Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
Opowiadanie Konkursowe - 2
Author Message
nagg 
Administrator



Joined: 31 Jan 2003
Posts: 648
Location: Podkowa
Posted: Sun Nov 23, 2003 11:28 pm   Opowiadanie Konkursowe - 2

Pamiętnik Syriusza Blacka


Dzień Pierwszy pobytu w Azkabanie
Był to z pewnością pierwszy i ostatni dzień mojego tam pobytu, kiedy mogłem myśleć logicznie i
spokojnie (ile można być spokojnym w samym środku piekła) zdać sobie sprawę z wypadków które na zawsze
położyły cień na moim życiu. Tak więc na wstępie pragnę zdać sprawozdanie z przebiegu zdarzeń, które
zaprowadziły mnie do tego miejsca. Robię to choć nie wierzę by opatrzność zechciała mnie stąd wydobyć.
Moja historia jest dość prosta, wystarczy po prostu oglądnąć w zwierciadle odwrotności te wydarzenia o
których pisze gazeta:
Zaczęło się od tajemnicy Potterów której miałem być powiernikiem. Ja jednak, wierzcie mi w jak
najlepszej wierze, uznałem ze lepiej powierzyć tę sprawę trzeciemu naszemu przyjacielowi jakim był
Pettergiew. Przykro mi, że muszę tak wyrazić się o kimś za kogo kiedyś oddałbym życie, ale niestety to
co teraz powiem jest faktem dosyć istotnym, takim który pozwala zrozumieć moją decyzję. Owóż
Pettergiew nigdy nie zapowiadał się na człowieka, który zmieni świat. Było jasne jak słońce że będzie
tylko jedną z tych anonimowych postaci, szarych ludzi którzy krążą po świecie, przechodząc ulicami
miasta bez tłumu dziennikarzy za sobą. Zło jednak z najpospolitszego potrafi uczynić nędznika,
wykorzystuje słabość do powiększenia własnej potęgi. Tak też się stało, to nie ja byłem winny...
...Nie mogę już pisać. Widocznie los chce by dzieło które zacząłem pozostało nieskończone. Niezbadane
są wyroki boskie, i to właśnie one każą mi teraz rzucić zaklęcie niewidzialności na mój dziennik .
Kończę już i poddaję się przeznaczeniu bo idą demenatorzy.
***
Poszli. Pamiętam tylko mrok który wciąż czai się w każdym z tych zimnych kątów lochu. Cała przeszłość
jest jakby za mgłą, odpłynęła daleko poza granice mojej świadomości po to by spocząć w grobie. Tylko
jedna myśl niewyraźna i coraz bardziej szara, jakby i ona chciała zapaść się w ciemność staje przed
oczyma mej duszy: dwunastu mugoli, on, szczur a reszta to labirynt bez wyjścia. Nie pamiętam mój umysł
ucieka do nikąd. Zgubiłem trop szczura . Okropne łapska to one go obroniły kiedy teraz zabrały mi
pamięć. Czarny kaptur, symbol śmierci chciał ukazać swe prawdziwe oblicze ale jakiś głos powiedział:
"Nie możesz z nim t e g o zrobić jeszcze..." Nie może ? Ta miałeś rację ktosiu ja przecież jeszcze
żyję choć w nicości.

Kolejny dzień ciemności
Byli wczoraj, przedwczoraj, zawsze. Pozostawili tylko ciemność, coraz bardziej wżerającą się do
mojego mózgu. Znaleźli ciemny tunel w mojej podświadomości, taki gdzie mieszka niepewność, strach,
lęk i ból. Docierają nim coraz głębiej, pozostawiając jedynie szyderczy uśmiech i twarz bez wyrazu -
po prostu pustkę. Wołałem głośno i tak było cicho. Zabrali mi przyjaciół gdzieś daleko, na krańce
świata. Tak, jeszcze widzę jego rękę i łódkę którą odpływał. Wołał "nie!" a ja nie mogłem nic zrobić.
Chciałem płynąć lecz poczułam zimny uścisk który był pustką i nicością, a jednak nie pozwalali iść
dalej. I właśnie wtedy zapomniałem dlaczego mam tam iść, do teraz nie wiem. Lecz cóż oznacza słowo
"przyjaciel", czemu nie rozumiem sensu słów które pisze. Tego wszystkiego nie ma, to tylko nazwy bez
większej wartości. Nie znam nikogo z tamtych cieni na łódce na środku nieskończenie głębokiego i
rozległego jeziora. Ciemny tunel się jednak nie skończył za nim demenatorzy dojdą do mety utracę coś
jeszcze...
...Powoli odzyskuję świadomość. Wiem że oni tu byli. Zabrano mi coś bardzo cennego, szkoda że nie
wiem jak to uratować.

Dzień sam nie wiem jaki
Ich wizyta znowu odebrała mi coś o czym jeszcze niedawno pamiętałem. coś co kochałem. Może był to
jakiś zamek, jacyś ludzie? Tak, chyba tak , ale co to ma za znaczenie kiedy już nic nie pamiętam.
Lepiej pogrążyć się w ciemności i zasnąć.

Dzień Mety
Dotarli do końca. Całe szczęście uleciało ze mnie. A w ogóle co to jest szczęście?

Dzień Blasku

Nie było dzisiaj tych szatanów z siódmego kręgu piekła a ja stopniowo odzyskuję świadomość. Rano
przełknąłem coś z tego czegoś co nam dają raz na dzień. Potem długo leżałem nieprzytomny. Przed oczyma
przelatywały mgliste wspomnienia, lecz nie sposób było cokolwiek zrozumieć. Pamiętam jedynie że każde
z nich było ciemne jak noc i przygnębiające jak żal spowodowany utratą osoby którą kochamy nad życie.
Wciąż tylko majaki i cienie. Jakże mam żyć kiedy na moich oczach umierają marzenia?

Dzień kiedy w ciemnym tunelu ktoś wreszcie zapala światło
Nie było ich już całą wieczność lecz mimo to wszędzie można wyczuć ich obecność. Ich wzrok dotyka
mojej duszy, rozszarpuje w niej wszystko pozostawiając tylko strzępy. Ogród został zdewastowany:
piękne kwiaty ustąpiły miejsca chwastom, drzewa są połamane, motyle umarły, śpiew umilkł a wszędzie
szaleje burza. W rogu ogrodu siedzi szatan i opłakuje własne dzieło. O duszo moja któż Cię uleczy?...

...Upadłem. Mrok powoli ustępował. Zobaczyłem w dali światło. Ostatkami sił podążałem do niego.
Pokonałem aurę zła: porzuciłem nostalgię, zdeptałem potwory i spowity we mgle dotarłem do celu a moim
oczom objawiła się niesamowita wizja: mgła nieprzenikniona i jasność. W centrum tego światła symbol
wyzwolenia i nadziei mały chłopiec z okularami. Jego czarne włosy rozwiewają się na wietrze. Otoczony
aureolą promieni słonecznych woła a głos jego odbija się echem od ścian. Teraz dopiero można zauważyć,
że nie jest sam, że coś ogranicza jego wolność. Znowu mgła nieprzenikniona jak ciemność zaciska się
wokół mnie, jakby pragnęła zgnieść i unicestwić. Oślepiający blask nadchodzi jednak ponownie z
wybawieniem. Lecz tym razem ta wizja jest złowroga. Słychać tylko śmiech zimny i złowrogi, czyjeś
szepty, które brzmią niczym modlitwa do szatana. Świat został przeklęty gdyż zdradził dobro a uwolnił
zło w tym zimnym lochu pośród czterech ścian. I tamte oczy pełne szyderstwa, oczy samego...

Dzień Ratio(Rozumu)

"A wiec jest jeszcze nadzieja! Więc pośród największych mroków zawsze świeci światło. Trzeba tylko
umieć szukać i odnaleźć się w tym koszmarnym labiryncie gdzie każdy krok zbliża nas do dramatu.
Przyszedł wreszcie czas by zapomnieć o sobie, porzucić cierpienia fizyczne i zawierzyć idei. Tą ideą
jest światło z wizji, ten mały chłopiec w okularach którego trzeba uratować. Nie wiem jeszcze jak to
zrobię i czy los kiedykolwiek zezwoli na to bym ujrzał jeszcze światło dzienne. Jedno jest pewne
trzeba próbować bo tylko w tym jest nadzieja. Ona jedna jest w stanie odeprzeć śmierć czyhająca na
człowieka takiego jak ja na każdym kroku. Muszę poskładać tę układankę , lecz mój Boże kim jest ten
chłopiec. " - takie myśli wypełniały mój umysł dzisiaj rano po brzegi. Klęczałem na zimnej posadzce z
oczami nieświadomie wzniesionymi ku niebu i czekałam na olśnienie lecz ono nie nadchodziło. Miast tego
przybyli oni, jak Czarni Jeźdźcy z Mordoru, by zakłócić mój spokój by odebrać nadzieję. Lecz ja nie
poddawałem się. Wśród chaosu ich myśli byłem jak dziecko w czasie burzy, lecz odniosłem zwycięstwo. Z
pogardą odrzucałem przygnębienie, lęk i nienawiść trzymając się chłopca w okularach jak ostatniej
deski ratunku. Kiedy odeszli olśniło mnie: On nazywa się Harry i musi bronić się przed złem w
postaci...ach nie wiem, nie wiem, nie wiem!!!



Dzień w którym mowa o ludzkiej "litości"

Jestem zwierzęciem w całej okazałości, a wini temu są bezwzględni ludzie oceniający tylko nagie
fakty. To oni skazali mnie na potępienie wydając wyrok. Jednym słowem, o ironio, w imię
sprawiedliwości, naznaczyli mnie piętnem którego nie sposób zniszczyć ludzka ręką. To przez nich
muszę gnić teraz w tych podziemiach i jak pies obgryzać kości, jęczeć i spać w nieludzkich warunkach w
pobliżu potworów. A wszystko to przez jedno słowo: "Winny".



Dzień skazy

Moje piętno nie pozwala mi trwać. Wolałbym umrzeć bo cóż mi przyjdzie z tego iż ucieknę z więzienia ?
Z pewnością nie będę wolny, kiedy raz zapadł wyrok nic już go nie zmieni. Poza więzieniem będę jeszcze
bardziej przeklęty niż teraz . Ludzie ze zgrozą wymawiać będą moje imię ... na zawsze pozostanę w ich
oczach zabójcą tamtych mugoli na ulicy. O boże pragnę umrzeć, ześlij śmierć bym zaznał wreszcie
ukojenia, bym nie musiał już dłużej oglądać tego świata w którym dobro miesza się ze złem a
niemoralność zwie się sprawiedliwością. Jedynie ona Czarna Pani da mi zapomnienie, jedynie ona
przyniesie oczyszczenie. Tylko tam będę kimś więcej niż tylko nagą małpą .



Dzień zwątpienia i nawrócenia

Boże! Czy ty istniejesz? Nie, gdybyś był dawno już by mnie tu nie było. Wręcz przeciwnie wogóle bym
się tu nie znalazł. Gdzież Twoje miłosierdzie, gdzież zrozumienie. Czemu odwróciłeś twarz od świata
teraz kiedy jesteś mu tak bardzo potrzebny? Jesteś samolubem, dal Ciebie świat jest teatrem a ludzie
marionetkami. O kuglarzu bez litości, gdybyś był Bogiem tym jakiego znamy z Biblii nie byłoby mnie
tutaj a ludzie dokonali by wtenczas innego wyboru: uwięziliby Pettergiewa a nie mnie!...

...Pettergiew to słowo wyrwało mnie z zamyślenia, odpowiedź przyszła podczas zwątpienia w największej
desperacji jakiej kiedykolwiek zaznałem. Popatrzyłem na niebo i zrozumiałem jak wielki błąd popełniłem
wykrzykując te bluźniercze słowa. Ta chwila sprawiła, że zacząłem inaczej patrzyć na życie. Dopiero
wtedy najbardziej doceniłem Jego miłosierdzie. Pomógł mi choć powinien ukarać, uśmiechnął się choć
powinien odwrócić twarz, ukoił ból choć powinien był zesłać potop. Lecz przejdźmy do rzeczy. Jak już
wspomniałem imię Pettergiewa spadło na mnie nagle, jak grom z jasnego nieba. Dało odpowiedź na wiele
zagadek, które dotychczas pozostawały bez odpowiedzi. Dowiedziałem się iż ten człowiek był moim i
jego wrogiem, sprzymierzeńcem Czarnego Pana. Musiałem zadowolić się tymi skąpymi wiadomościami. Był to
w zasadzie tylko zarys tego co powinienem wiedzieć. Nie rozpaczałem jednak lecz cierpliwie czekałem.



Dzień walki Kata ze Skazańcem

Przychodzą od kilku dni codziennie. Niezmordowani wojownicy zła nigdy nie tracą siły, żywią się moim
nieszczęściem lecz ja stawiam opór. Czuję, że jestem silniejszy, wierzę że może nadejdą lepsze dni
kiedy będę w stanie całkowicie odeprzeć ich atak. Nie znajdą już nic w mojej duszy, nic czym mogliby
nasycić siebie.



Dzień w którym nagle pośród wiecznej ciszy rozbrzmiewają zbawienne słowa

Jakże mam żyć w środku tego piekła. Dziś rano trzy godziny miotany gorączka leżałem na dnie lochu.
Nie byłem w stanie uczynić ruchu przed oczyma miałem mgłę a w duszy zamęt. Myślałem że umieram. Byłem
w tunelu sam jeden pozbawiony sił i nadziei; otoczony przez miliardy gwiazd mknąłem niewiadomo gdzie.
Moje ciało spowijał mrok, i wszędzie trwała ta niezmącona niczym cisza. Nagle zobaczyłem światło. Jego
blask oślepił mnie. Zemdlałem...

...kiedy się ocknąłem poczułem że gorączka spadla. Z trudem podczołgałem się do talerza lecz był
pusty. To szczury zjadły wszystko. Wody również nie było. Przeleżałem kolejne godziny nieruchomo, tępo
spoglądając w ciemność. Nagle poczułem że coś chodzi mi po ręce. Był to robak. "Robaki - krzyknąłem, a
strużujacy pod moimi drzwiami pomyśleli pewnie że zwariowałem. Chwilę potem do moich uszu dobiegł
szyderczy śmiech. Lecz nie miało już znaczenia co powiedzą ludzie, byłem głodny i tylko to stanowiło w
tym momencie cala istotę sprawy. Zjadłem robaka a po nim jeszcze kilka innych. Mój głód został
zaspokojony. Od tej pory wiele jeszcze razy sięgać musiałem po takie jedzenie, lecz mimo to gdzieś tam
w głębi mego serca kryła się wiara że kiedyś ucieknę.

Dzień Niczego wartego uwagi

"Harry, Harry, Harry" - to imię wciąż odbijało się echem w moim mózgu. Nie wiedziałem kim był ten
chłopiec lecz coś mówiło mi, że nie przypadkowo dane mi było przypomnieć je sobie a później tak
wiele razy wspomnieć. Tak więc wiele nocy godzinami wpatrywałem się w księżyc, a czas ten wydawał się
wiecznością. Pewnego razu, kiedy pogrążony byłem w medytacji i tak bliski porzucenia nadziei,
usłyszałem rozmowę która sprawiła że narodziłem się na nowo:

- Za co siedzisz? - dał się słyszeć ochrypły glos

- Sam wiesz czarna magia i ... - odpowiedział więzień

- Byłeś śmierciożercą?
-Właśnie, i nie zapominaj że wciąż nim jestem

-On nie wróci.

- A wszystko przez tego małego, synka Potterów

- Jak on się nazywa, ten mały?

-Harry, jego matka najprawdopodobniej rzuciła na niego urok. To polegało na tym, że ona zginęła lecz
jego już nie mógł zabić. Szczegółów nie znam. Podobno chodzi do Hogwartu i Czarny Pan szykuje... -
więzień raptownie przerwał czując, ze powinien milczeć

-Co? skąd Ty to wszystko wiesz?

- Widzisz mój Pan ... a zresztą nie mogę o tym mówić już i tak za wiele Ci powiedziałem

Lecz nie słuchałem już dalej. W głowie miałem zamęt. Upadłem na posadzkę. Te kilka słów wywołało
burzę w moim mózgu i przywróciło pamięć. Teraz nagle to co niegdyś zostało zapomniane stanęło przed
moimi oczami w nowych żywych barwach. Płakałem długo nad tym wszystkim do czego już nigdy nie będzie
mi dane wrócić. Oto , tak jasno jak nigdy przedtem, zdałem sprawę że James i Lily nie żyją, że moi
najlepsi przyjaciele umarli.

"Nie ma nic gorszego nad stratę przyjaciela. Jedyne co pozostawia to przykre wspomnienia. Boże!
Największa plagą dla człowieka jest to co mnie właśnie spotkało. Wolałbym wraz nimi spojrzeć śmierci w
twarz niż tkwić samotnie na tym świecie z tą pustka w sercu która nigdy nie zanika. Najgorsze zaś
jest to że oni w godzinie śmierci, uważali mnie za zdrajcę ich tajemnicy. Panie! Jeżeli jesteś
miłosierny to spraw by ich dusze zostały jak najszybciej po śmierci oświecone, by ujrzeli prawdę." -
tak krzyczało moje sumienie i nie potrzebowałem wymawiać już ani słowa. Zdałem sobie sprawę, że w tym
wszystkim najwięcej jest mojej winy. Nie powinienem był ufać Pettergiewowi, jednym słowem nikomu prócz
siebie (ach a tak w ogóle gdzież on się teraz podział? Co się stało w czasie kiedy zginęło dwunastu
Mugoli?). Postanowiłem sobie owego wieczora że zrehabilituję się w oczach samego siebie i Boga, gdyż
dla świata i ludzi potępiony zostałem na zawsze. Cel który kiedyś wiązał się głównie z nadzieją
"wolności" teraz był ideą której poświęcić miałem całe swoje życie. Musiałem ocalić ich syna, syna
moich przyjaciół przed złem które nigdy nie znika zupełnie, i czai się gdzieś w kącie by zaskoczyć
dobro i niewinność w najmniej spodziewanym momencie.


Dzień Upadku

Moc demenatorów słabnie a ja pozbawiony szczęścia, z miana dzień opadający z sił, leżę na zimnej,
mokrej i brudnej posadzce. Moje myśli w bardzo różnych postaciach, począwszy od gorączkowych majaków
do myślenia w stanie okropnego wycieńczenia fizycznego, oplatają coraz bardziej mój umysł i serce.
Czuję okropne nieszczęście, wzrastający ból, niepokój. Wiem jednak, że właśnie to jest ratunkiem gdyż
źródło jego tkwi w miłości. I tak bez przerwy powtarzam w myśli to co już wiem o Harrym, to co sobie
przypomniałem z takim wielkim trudem a utraciłem tak łatwo. Próbuję brnąć dalej, ale mój umysł odmawia
współpracy. Co gorsze moja moc upadła. Została zmieciona jak kurz w jakiś cichy, spokojny, smętny
zakątek. Nie wyda z siebie głosu, podobnie jak mój umysł. Wszystko zależy więc ode mnie. To ja muszę
odnaleźć to co sam zatraciłem, to co leży i czeka. Muszę odtworzyć całą historię i odnaleźć zgubę,
uratować Harrego .


Dzień Szatana

Odzyskuję siły, co jest pierwszym krokiem do odzyskania wolności i mocy, choć wcale nie wiem jaki
będzie następny. Siły fizyczne choć powoli wracają wcale nie zaspakajając mojego umysłu. Wciąż siedzę
i myślę, lecz przeznaczenie nie zamierza odkryć przede mną żadnego nowego obrazu. Myśli są ponure.
Mimo wszystko nie tylko nadzieja tworzy mój świat. Choć staram się nie patrzeć, zamknąć oczy
wewnętrzne i zewnętrzne, teraźniejszość nie znika. Od pewnego czasu moja dusza znów stała się tylko
mieszaniną niepewności, smutku, strachu, chaosu, nieszczęścia; moje zmysły wyostrzyły się. Teraz
codziennie wieczorami leżąc na swojej pryczy; o ile można tak nazwać dwie deski na połamanych nogach z
kawałkami szmat służącymi za okrycie; słyszę jęki, płacz, krzyki. Wszystko to nie jest ludzkie. Wydaje
mi się, że wydający te odgłosy pozbawieni są szczęścia, nie potrafią już się odnaleźć. Zamknęli się w
pustce by krzyczeć o swoim cierpieniu słowami bez wyrazu i jakiegokolwiek zabarwienia. Z czasem
cierpienie przeradza się w szaleństwo, a po nim jest tylko śmierć. Śmierć w samotności, bez cienia
szczęścia, bez bliskich a nawet bez siebie, bo więzień Azkabanu zostawił swoją własną osobowość w
dłoniach demenatorów .To oni odebrali mu życie zanim jeszcze podążył w zaświaty. Taki jest los
większości, którzy przebywają w tej krainie piekielnej, krainie ciemności i chaosu. Mam nadzieje, że
nie podzielę ich losu.



Dzień syna Cruha

Grymas szaleńca odmalował się na twarzy jednego z nowych więźniów. Widziałem jak go wnosili,
prawie, że na rękach. Moc demenatorów działała na niego bardzo zgubnie. Już od momentu pierwszego
kontaktu więzień, jakiego obserwowałem przez kraty mojej celi, zdawał się być umarły. Nie wyrywał się
nawet, tylko od czasu do czasu z jego gardła wydobywał się dziki pisk. Jakież było jednak moje
zdziwienie kiedy ujrzałem, podążającego za nim Cruha. Przed oczami stanęły mi setki obrazów. Oto w
jednej chwili uświadomiłem sobie, że syn, jednego z ważniejszych urzędników ministerstwa, został
oskarżony o śmierciożerstwo. Wciąż oszołomiony patrzyłem na tego chudego chłopaczka. Nie mogłem
zrozumieć jak ojciec mógł wydać go w ręce demenatorów. Własny ojciec, najukochańsza dziecko na pastwę
tych potworów. Nie to nie do zniesienia. Przepełniony nienawiścią usiadłem czując jak ogarniają mnie
mroczne myśli.



Dzień Wizji

Było już bardzo późno, kiedy się obudziłem. Widziałem tylko czarne kaptury demenatorów, którzy
wracali od syna Cruha. Z zewsząd dochodziły odgłosy chrapania a ciszę przeszywał tylko jego głos. Tak
przepełniony pustką, bezsiłą i rezygnacją, że zapłakałem gorzko.

Płakałem długo, nie tylko nad jego losem ale także nad wieloma innymi, i wtedy stało się coś na co
tak długo czekałem. Oto odsłoniła się kolejna tajemnica ukrywana w mrocznych zakątkach mojego mózgu.
Wiedziałem, że wizja która mi się ukazała jest absolutnie prawdziwa. Widziałem tego biednego chłopca
Harrego i Pettergiewa, który jest śmierciożercą i służy czemuś co jest podobne do demenatora lecz
stokroć gorsze, coś czego imienia wole nie wymawiać tutaj. Widziałem, że muszę pomóc mojemu
chrześniakowi i wyrwać go z łap tego szczura Pettergiewa. Dlaczego właściwie pomyślałem podczas tamtej
wizji szczur? Nie wiem, nie pamiętam słyszałem tylko krzyk młodego Cruha. Krzyk szaleńca. Wizja ta
nie wiele mi pomogła lecz radowało mnie to ze w ogóle przybyła. Był tylko ten zagadkowy szczur, on
jedyny mógł wskazać dalszą drogę.



Dni Pustki

Mija czas a przecież nie mam całej wieczności by naprawić zło wyrządzone przez ciemność. Nie jestem
wszechświatem, ja się nie rozszerzam lecz kurczę. Nie mogę czekać a jednak życie zmusza mnie do tego.
Tak więc już wiele, wiele dni (a może miesięcy?) leżę na tej marnej imitacji pryczy i czekam aż coś
sobie jeszcze przypomnę. Ale ta układanka wcale nie chce ukazać swych najważniejszych elementów.
Ciągle tylko te fakty pomieszane tak, że nie sposób połączyć ich w całość. Wśród rodzącej się we mnie
niepewności i biernego oczekiwania, przeplatają się wydarzenia życia codziennego. Wciąż słyszę te
szaleńcze krzyki i ciała bezładnie opadające na posadzkę. Ciała dla których życie skończyło się w tym
ciemnym miejscu przepełnionym nieszczęściem, pustką, chaosem, ciemnością. O ile mój rachunek był
dobry, wczoraj wynieśli dwóch. Widziałem ich twarze wykrzywione, jakimś dziwnym grymasem nienawiści
do siebie samych i całego świata. W ich oczach było jednak coś jeszcze, coś odpychającego. To coś
podobne było do tego co posiadają demenatorzy...Ci ludzie byli winni ,zasłużyli na to wszystko! A ja
co ja tu robię! Nie mam prawa cierpieć tych wszystkich mąk Tantalskich!...Boże, cóż czynić, przecież
nie mogę oszaleć!?



Dzień w którym w nieszczęściu odnajduje się nadzieja

Oni przychodzą codziennie od jakiegoś tygodnia i wychodzą myśląc że odnieśli triumf, zadowoleni że
już tak niewiele pozostało mi życia. Owszem moja dusza pełna jest łez, gdyż wypełniają ja same
przygnębiające uczucia, lecz tamte potwory nie mają pojęcia że nawet w smutku można znaleźć
pocieszenie a w ciemności światło. Harry i jego położenie jest bowiem przygnębiające, strata
najbliższych również, potępienie przez społeczeństwo podobnie ale wraz z moją "wolnością" to
wszystko ponownie nabierze sensu. Harry stanie się szczęśliwy i bezpieczniejszy, przyjaciele tam w
niebie będą się radować gdy nas zobaczą razem. Więc lepiej płaczcie potwory jeśli potraficie, gdyż
nigdy nie zdołacie pokonać miłości tak jak nigdy jej nie zaznaliście. Poza tym jestem niewinny i to
bardzo pomaga przetrwać, nie potępić samego siebie, nie skazać się na wygnanie...



Dzień Potępieńca

Dziś do mojej celi przyszedł w odwiedziny Korneliusz Knot. Wypytywał o wiele rzeczy lecz jego słowa
przepływały obok mnie, traciłem ich sens. Myślałem o czymś zupełnie innym, nie potrzebowałem ani
pocieszenia ani nadziei ze strony ludzi. Czułem pod tę jego maską uprzejmości wstręt i odrazę . Dla
niego na zawsze miałem pozostać czymś stokroć gorszym od zwierzęcia, czymś plugawym i wartym
potępienia. Jego skryte spojrzenia i z pozoru niedostrzegalne gesty wyraźnie pozwalały mi dostrzec to
wszystko. Dla Knota nasze spotkanie nie było spotkaniem człowieka z człowiekiem lecz wszy z mędrcem,
potwora z honorowym rycerzem, światła z ciemnością, szlachetności z potępieniem...

...Odszedł i nareszcie odzyskałem spokój. Nie przypuszczałem, że tak wrogim stanie się dla mnie widok
drugiego człowieka. Wolałem samotność od setek oczu spoglądających na mnie z sięgającą coraz głębiej
nienawiścią. Więzienie Azkaban, jest czymś gorszym od śmierci. To miejsce, które sprawia że dziczejesz
i zamykasz się w sobie. Coraz bardziej stroniąc od ludzi. Zapominasz o własnej godności stając się
zwierzęciem w całej okazałości. Nie mogłem ukrywać, że mimo nadziei oraz niewinności i ja stałem się
podobny do setki skazańców. Byłem jak najdzikszy z wilków który nigdy nie zaznawszy wolności( gdyż
przez cale życie patrzył na świat jedynie przez cierniowe ogrodzenie) próbuje pojąc " ludzkie
miłosierdzie" lecz słowa te są dla niego tylko ironią. Byłem samotny cały czas w swoim działaniu i
nawet nie wiedziałem czy Harry jeszcze żyje. Pogrążony w nostalgii do dawnej, lepszej przeszłości,
którą powodowały właśnie te myśli niespodziewanie ujrzałem w kącie najnowsze wydanie Proroka
Codziennego, widocznie przypadkowo porzucone przez Knota. Zacząłem je przerzucać i wtedy ujrzałem go
." Peter!!!" jako szczur- siedział na ramieniu Rona, chłopaka który chodzi do Hogwartu - Szkoły Magii
i Czarodziejstwa, dokładnie tam gdzie Syn Lili i Jamesa. W głowie mi zawirowało. Ziemia osunęła się
spod stóp. Byłem w szoku...

...Kiedy się ocknąłem była ciemna noc. Księżyc delikatnie oświetlał swymi srebrzystymi promieniami
posadzkę mojego lochu. Trzęsłem się cały ze złości i nienawiści. Popatrzyłem jeszcze raz na zdjęcie
tego szczura w gazecie i przerażające rzeczywistość ponownie mnie oślepiła. Szybko odnotowałem
następujące fakty w moim magicznym dzienniku:

-Harry- mój siostrzeniec, syn Jamesa I Lily moich przyjaciół, którzy zginęli w wyniku ataku
Valdemorta.

-Pettergiew- kolega ze szkoły, był podobnie jak ja animagiem. Strażnik tajemnicy Potterów. Zdradził
miejsce ich pobytu Valdemortowi, po czym zabił dwanaście osób i zamienił się w szczura. Jego wina
stała się moją winą.

Po spisaniu tych faktów spojrzałem po raz ostatni na kartkę by wryć sobie te słowa głęboko w pamięć
(Magiczny Dziennik raz zapisany nigdy już nie mógł odtworzyć przede mną swojej zawartości. Otworzyć
mógł go tylko człowiek który wiedział o jego istnieniu. Lecz komu powierzyłbym coś co z pewnością
uznałby za stek bzdur?). Byłem tak pełen nienawiści, że z trudem panowałem nad swoim emocjami.
Chciałem wybiec jak najszybciej z tego więzienia i ratować Harrego, zemścić się na Peterze. Miałem
ochotę wykrzyczeć całą prawdę lecz powstrzymywałem się, gdyż wiedziałem, że czyniąc tak zgubiłbym nie
tylko siebie lecz i istotę kochaną.



Dzień gdy brak przyjaciela okazuje się być brakiem sensu

Nie ma nic gorszego od milczenia, kiedy serce nakazuje krzyczeć. Od wielu dni taki jest właśnie stan
mojej duszy. Trwam w apatii. Drżę przy każdym lodowatym podmuchu towarzyszącemu przejściu demenatorów
, podmuchu który na krótką chwilę co niegdyś była wiecznością zabiera światu całe szczęście. Często
nie widzę nic wokół. Jestem nieobecny. Mój duch ulatuje gdzieś daleko poza granice świadomości by
pogrążyć się w zapomnieniu. Tak siedzę i płaczę często nie wiedząc dlaczego. Zdarza się iż zapytany o
coś przez strażnika, nie pojmuje sensu jego słów. Te dni zdarzają się coraz rzadziej lecz jednak
istnieją i właśnie to jest najbardziej przygnębiające. Dzięki temu zdaje sobie sprawę że już nigdy nie
będzie tak jak dawniej, że cokolwiek zrobię nie polepszy mojego wizerunku wśród ludzi, że dla nich
zawsze będę tylko cieniem człowieka. Wszystko co uczynię nie doda blasku mnie samemu w obliczu ludzi
lecz Harremu. Może to wszystko samolubne lecz człowiek bez przyjaciela, który jest zrozumieniem i
pomocą, nadzieją i wsparciem, jest jak świat bez Boga. Gdybym mógł znaleźć choć jeden uśmiech
skierowany do mnie pośród tylu twarzy pochmurnych i potępiających, groźnych i skazujących byłbym
szczęśliwy. Gdybym choć raz jedyny usłyszał przyjazne słowo byłbym radosny. Gdyby choć jedna osoba
mnie pokochała czułbym się panem świata. O Ludzie co jednym słowem potraficie przekreślić człowieka na
całe życie pomyślcie, że nawet największy potępieniec potrzebuje przyjaźni.



Dzień w którym ciemność wnika w jasność


Próbuję odzyskać siły lecz świat jakby sprzeniewierzył się przeciwko mnie. Dają mi coraz mniej
jedzenia, picia zaś w znikomych ilościach. Zmuszony jestem jeść robaki, lecz o one coraz rzadziej
zakradają się do mojej celi. Często leżę godzinami na zimnej posadzce lochu trawiony gorączką lecz
ani na chwile nie poddaję się. Demenatorzy pewnie myślą, że już niewiele życia mi pozostało. Zapewne
triumfują nie mogąc się doczekać dnia, kiedy będą mogli złożyć na moich ustach śmiertelny pocałunek.
Często kiedy przechodzą koło mojego lochu zaglądają do środka. W takich chwilach często nasuwać mi się
pytanie czemu Ministerstwo Magii posługuje się do własnych celów takimi potworami, które wyglądają
raczej jak słudzy Valdemorta. Dlaczego oni którzy nazywają sienie walczącymi zawsze w słusznej sprawie
pozwalają by takie istoty chodziły po świecie? Dlaczego cząstka ciemności tkwi w jasności?



Dzień Nienawiści


Kiedy pogrążony w stanie apatii i zniechęcenia wpatrywałem się w księżyc, kiedy gotowy byłem umrzeć
na pierwsze skinienie Czarnej Pani, przypadkiem spojrzałem na zdjęcie Petera i ponownie odżyłem.
Poczułem, że nie mogę tak po prostu umrzeć, lecz że nie dane mi jest również gnić w tym lochu do końca
swoich dni. Powoli wypełniałem się nienawiścią, która raz zakorzeniona w sercu tak zdziczałym jak
moje nie mogła nigdy do końca zniknąć. Wiedziałem że dopóki go nie znajdę dopóty nie zaznam spokoju.
Widziałem jego twarz w niegdyś pięknej tarczy księżyca, uśmiechała się szyderczo spod kapturów
demenatorów, prześladowała mnie w snach. Zdarzało się również, że jak oszalały rzucałem się na
szczury, które wchodziły niekiedy do mojego lochu w poszukiwaniu jedzenia. Każdy z nich był dla mnie
uosobieniem Pettergiewa, każdego z nich tak nienawidziłem jak jego. Od tej pory nigdy już nie
pomyślałem o śmierci, a świadomość tego, że mógłbym zostać w środku tego piekła do końca życia
nawiedzała mnie co najwyżej w koszmarach zimnych, pełnych niepokoju nocy.



Dzień z Przeszłości


Zdaje mi się, że minęła już wieczność odkąd niesprawiedliwość ludzka (która coraz częściej zamienia
się w niesprawiedliwość losu) zamknęła w samym centrum zła pośród tylu potępieńców. Kilka dni (a może
miesięcy?) temu umarł młody Cruch. Widziałem jak go wnosili i choć lek zdjął wtedy me serce nie trwało
to długo. Nie miałem wyjścia, musiałem myśleć o sobie. Poszukiwałem rozwiązania, sposobu, który
pozwoliłby mi umknąć stąd. Wiele razy modliłem się do Boga prosząc go by pozwolił mi stąd umknąć.
Podczas jednej z takich modlitw zdawało mi się, że ujrzałem swoją sylwetkę w kawałku szkła, które
leżało na podłodze. "Wyglądam jak pies" pomyślałem i wtedy mnie olśniło. Tamtej nocy moc demenatorów
zupełnie opadła. W jednej chwili powróciły uczucia radości czyli moje dzieciństwo. Znów byłem małym
czarodziejem który wraz z Jamesem i Lupinem oraz przeklętym Peterem błąkał się w nocy po tajemniczych
i tym samym przyciągających zakamarkach Hogwartu. Przypomniała mi się piękna Lily, która wraz z
Jamesem chadzała w letnie noce na błoniach pod upstrzonym gwiazdami niebem. Te wszystkie piękne chwile
znów stanęły przed mimo oczyma jak żywe. Demenatorzy nie mogli mi tego odebrać, gdyż chwila ta była
tylko wspomnieniem, które w takiej sytuacji jak ta wywołuje raczej łzy niż uśmiech Lecz w tym
wszystkim jedna informacja była szczególnie istotna: Przypomniałem sobie jak z przyjaciółmi
wyuczyliśmy się przez wiele lat sztuki przemieniania się w zwierzęta. Wtedy zdałem sobie sprawę, iż
jestem animagiem, i że mógłbym wymknąć się z tego więzienia pod postacią czarnego psa ( łapy).
Popatrzyłem w gwiazdy, ich światło było jasne jak nadzieja w moim sercu. Zrozumiałem - wystarczyło
tylko wypatrywać okazji.



Te dni spisane zostały już na wolności:



Dzień Przebudzenia

Zdołałem przemienić się w psa. Demenatorzy przychodzili od tej pory coraz rzadziej. Trudniej im było
wyczuć moje emocje, stały się mniej ludzkie. Z czasem zaczęto mnie traktować jak wariata. Strażnicy
naśmiewali się ze mnie z pewnością przekonani, że nie stanowię już żadnego zagrożenia. Dawali mi coraz
mniej jedzenia. Byłem już bez wartości i teraz czekano tylko na moją śmierć. Stawałem się coraz
chudszy. Często zdawało mi się, że gwiazdy gasną na niebie, że mrok zacieśnia się coraz bardziej wokół
mnie, ludzie zaś stawali się podobni do cieni. Zdawać by się mogło że to zmęczenie i świadomość
bliskości śmierci wywoływały taki stan, lecz ja wiedziałem że życie więzienne przepływało tuż obok
mnie podczas gdy ja trwałem biernie oczekując odpowiedniej chwili. Tak minęło wiele dni i bezsennych
nocy aż wreszcie stałem się dostatecznie chudy by przecisnąć się przez kraty, w czasie, kiedy dawali
mi jedzenie...



Dzień Ucieczki i Słońca

...Biegłem szybko korytarzem nie zwracając uwagi na to co działo się wokół. Tylko jedną myśl miałem
wtedy w pamięci, tylko jeden obraz przed oczami - "słońce". Zdawało mi się, że upłynęły wieki, kiedy
tak biegłem poszukując wyjścia na świat. Wreszcie ujrzałem wielką, czarną bramę a za nią oślepiającą
jasność. Wbiegłem w nią. Nareszcie po dwunastu latach niewoli byłem na wolności...

nick autora znany tylko mnie :P - nagg
_________________
Miejsce na Twoją stronę -> Katalog Fantasy
Też piszesz do szuflady? Zapraszamy na portal twórczości amatorskiej - Szuflada
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
widmo, recenzje anime
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów