Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
Opowiadanie Konkursowe - 1
Author Message
nagg 
Administrator



Joined: 31 Jan 2003
Posts: 648
Location: Podkowa
Posted: Sun Nov 23, 2003 11:25 pm   Opowiadanie Konkursowe - 1

Ciemność i mrok a pośród monotonii tego krajobrazu samotny myśliciel na nagiej skale - Diabeł. Otoczony aureolą ognia, zapomniany przez społeczeństwo grzeszników patrzy ze szczytu na ciemne jezioro spowite mgłą. Przed jego oczami przelatują krajobrazy ludzkiej egzystencji. Całe ich życie nieszczęśliwe pasmo zdarzeń, na które nie mogą nic poradzić bo ludzie, choć sami o tym nie wiedzą, są jak mrówki dokonują wielu wyborów, skręcają w wiele dróg, decydują o swojej przyszłości, zjednują sobie towarzyszy, którzy później stają się przyjaciółmi, a potem znienacka zgniecieni łapą olbrzyma umierają skazani na potępienie. Myślą, że są wolni, lecz tak naprawdę to jedno wydarzenie - grzech- kreuje ich przyszłość. Reszta to synonimy i słowa bez głębszego znaczenia, które mogą tylko ubarwić ludzki los. Takie życie to bezładne plątanie się w labiryncie o tysiącu ścieżek i zakrętów zawsze kończących się ślepą ścianą. Ludzie ci próbują uciec od odpowiedzialności a przecież
cyrograf podpisali już dziesiątki lat temu kiedy zamordowali, ograbili, zdradzili, odwrócili się od Boga Brzęk ciężkich kajdan grzesznika obudził Diabła z zamyślenia. Obrócił się. Przed nim stał potępieniec, lecz nie z miną pokutnika na twarzy ale dumą. Sztywno wyprostowany z wysokości spoglądał na Szatana. Jego wzrok wyrażał pogardę, usta wykrzywione miał w szyderczym uśmiechu jakby tylko czekały na wypowiedzenie jakiś szkaradnych słów. Diabeł nie chciał ich usłyszeć, poczuł wstręt do tego grzesznika. Odkąd wyrzekł się nieba i odwrócił przeciwko Bogu, pragnąc stworzyć własny nowy świat, na codzień stykał się ze złem. Nosił
je w sobie od zarania dziejów, przez co stał się obojętny na błagania i żale przeklętej części ludzkości. Nawet więcej, z przyjemnością patrzył jak korzą się przed samymi sobą by wreszcie znienawidzić samych siebie i wyznaczyć karę. Rozkoszą dla jego uszu były jęki, jakie słyszał, gdy spał na swoim ognistym łożu w jednym z siedmiu kręgów piekła. Ubóstwiał ich wzrok, który nigdy nie zaznał ukojenia, bo tworzyła go rozpacz. Lecz ten wędrowiec, który przybył aż tutaj był inny, zachwiał jego systemem wartości. Sprawił, że Diabeł, pan Zła, zatrząsł się na swym tronie i pierwszy raz od tysięcy lat poczuł, że się boi. Podobnie
pierwszy raz odkąd opuścił bramy niebios doznał uczucia niechęci. On Szatan, który oplatał dusze ludzkie w nierozerwalne łańcuchy ich własnych grzechów poczuł, że nie może znieść widoku nowo przybyłego, że jest w nim uczucie , taka wieczna skaza, której nic nie zdoła
zmyć. Ów przybysz napiętnowany został czymś stokroć gorszym od wszystkiego, co kiedykolwiek miało śmiałość zaistnieć. Przed nim stał nie grzesznik, lecz coś, co mieściło w sobie wszystkie grzechy świata. Więcej to coś wykraczało poza granice ludzkiej wyobraźni gdyż zło, które reprezentowało nie miało końca. Diabeł poczuł, że drży coraz bardziej - był to lęk o pozycję. Zacisnął mocniej dłonie na czerwonej lasce wysadzanej czarnymi pobłyskującymi w świetle ognia kamieniami, jakby obawiał się że zaraz ktoś odbierze mu berło i próbując powstrzymać drżenie głosu zapytał nieznajomego:

- Kim jesteś Mistrzu?- O tak! Już wiedział, że trzeba się ukorzyć, gdyż jego władza dobiega
końca. Nowy Szatan przyszedłby zająć jego miejsce.

-Jam jest Pan Wszelkiego Zła, jakie kiedykolwiek istnieć będzie na Ziemi

- A imię Twoje

- Wśród śmiertelnych zwano mnie Voldemortem i tutaj nim pozostanę

Czart spuścił wzrok, to spojrzenie nieznajomego onieśmielało go. Jego potęga była zbyt wielka, siła grzechu zaś tak mocna, że bałby się jeszcze raz spojrzeć w te oczy.

-Panie, czym jesteś?- Zapytał już teraz nie ukrywając, że się lęka

-Jestem przeszłością

Diabeł spojrzał zdziwiony. "Jakże to może być - myślał- że on nic nie przynosi od siebie, że jest tylko uosobieniem tego, co było a mimo wszystko lękam się go. Nie może w takim razie obalić mojej władzy i jego postawa, choć budzi grozę, nie ma prawa być groźniejsza od mojej. Jesteśmy sobie równi". Lecz umysł jego nadal targany był wątpliwościami:

-Panie, jakże to możliwe w takim razie, że nie śmiem spojrzeć Ci w oczy, gdyż lękam się, że ujrzę w nich grozę jakiej świat jeszcze nie zaznał?

Nowo przybyły zmrużył oczy w przypływie ponurej satysfakcji i odpowiedział głosem zimnym jak lód, tym samym, który na Ziemi wciąż brzmiał w uszach tych wszystkich których zamordował sam bądź za pomocą innych.

-Gdyż nie sam tutaj przybyłem. Zło jest przebiegłe jak wąż i nigdy nie wiadomo ile razy zmienia skórę lub ile ich posiada.

Diabeł bał się coraz bardziej. Miał ochotę rzucić wszystko, wyrzec się władzy i tego miejsca. Chciał jak najdalej odejść stąd by więcej nie patrzyć. Przeraził go ogrom zła, jakie wyrządził i o którego wielkości sam nie zdawał sobie sprawy. Tymczasem Przybyły dodał jeszcze
szeptem, który odbił się od skał pieczary i rozbrzmiał głośnym echem po przylegających komnatach by nigdy do końca nie zgasnąć:

-Lecz jeszcze nie czas, czekaj cierpliwie i rozkoszuj się póki możesz tym, co posiadasz, lecz pamiętaj: Prawdziwe Zło nie czuje litości nawet, gdy spotka na drodze równego sobie grzesznika, gdyż jest tylko władza i potęga i setki tych, którzy nigdy jej nie zdobędą. W życiu zmarłego lub niedobrego króla ktoś musi zastąpić, w piekle jest tak samo. O królu pamiętają ludzie, zawsze, bowiem znajda się tacy, którzy są wierni a w piekle o słabych trzeba po prostu zapomnieć. Zło nie znosi sprzeciwu ani słabości, więc musisz się usunąć.

Rzekłszy to obrócił się, a jakby na dowód, że mówi prawdę, ciężki łańcuchy z jego stóp i ramion opadły. Dokoła jego postaci unosiły się ogniki szczególnie gęsto oplatając ramiona i głowę.

Długo jeszcze Szatan słyszał odgłos jego kroków głośnym echem odbijających się od czerwono-czarnych ścian jego komnaty. Dawny Władca, gdyż za takiego uważał się już od dawna, ze smutkiem spoglądał na siedzibę, w której żył odkąd wyrzekł się niebios. Dopiero teraz w obliczu końca własnej despotycznej władzy, wobec świadomości tego, że niedługo nie pozostanie po nim żadne wspomnienie a Voldemort będzie wiecznością, poczuł jak bardzo przywiązał się do wielkości, do tej siedziby i do całego zła, które wyrządził. Siedział tak wiele godzin błędnym wzrokiem wodząc po wielkich czarnych kolumnach, których
fundamenty stały tu od początków świata. Omiatał wzrokiem granitową posadzką, na której przelane zostało tyle krwi ludzkiej. Kurczowo ściskał poręcze swojego tronu patrząc raz po raz na wielki ogień buchający z samego jądra ciemności wysoko w górę. To był ten sam ogień, który zapalił tu przed wiekami, jako najwyższy z najwyższych by palić w nim ludzkie grzechy. Poczuł gorycz i nienawiść, tak wielką jakiej nie pamięta żaden człowiek ani duch, do nowego przybysza gdyż oto miał wyzbyć się swej potęgi, która była nim samym. Ponadto przerażała go myśl, że wszystkie swoje dotychczasowe dzieła, budowane ku chwale zła,
przeznaczyć ma na jego chwałę.

- Czyżby i własnym dziełem miał służyć tamtemu? – zapytywał sam siebie

Wiedział już że zginie, lecz postanowił sobie, że nie odejdzie stąd bez pomsty. Wiedział, co zrobi: zniszczy to wszystko, co przez tak wiele wieków sprowadzało śmierć i zasiewało w ludzkim sercu lęk i nieopisaną grozę - Piekło.

"Niech sobie sam wybuduje taki pałac, gdyż on nie jest mną i moje dzieła w żaden sposób nie powinny świadczyć o jego chwale"- myślał w złości. Postanowił przez jakiś czas jeszcze opanować się, i za wszelka cenę nie dać po sobie znać jak głęboko dotknęła go ta wizyta. Musiał zachowywać się tak jakby nic się nie stało, wręcz przeciwnie przyjąć wędrowca ze
wszelkimi honorami, lecz jednocześnie nie poniżać się przed nim więcej. Chciał być władcą nieugiętym i wielkim przez ten ostatni okres swojej władzy. Lecz diabeł, który raz zapłakał już nigdy nie będzie taki sam gdyż iskra boża, którą kiedyś odrzucił, mimo całego zła potrafi
ponownie zabłysnąć. Nie oznacza to wcale by Diabeł nagle stał się dobry, po prostu zaczął trochę inaczej patrzeć na to wszystko, co się dzieje. Był łagodniejszy i mimo usilnych starań by było przeciwnie, patrzył na swoją przeszłość przez lustro odwrotności, co sprawiało, że
tęsknił do tego, czego niegdyś się wyrzekł. Czuł, że może wtedy byłoby lepiej, lecz z drugiej strony nie mógł pogodzić się z brakiem władzy. Uczucie nienawiści pogłębiało się w nim
zmiana dzień, ale nic nie mógł zrobić prócz czekania z utęsknieniem na chwile, kiedy tuż przed śmiercią w ostatnim władczym geście zniszczy swój pałac. Pewnego dnia wezwał do siebie swoje sługi. Czarne postacie, stokroć ciemniejsze od nocy, w postrzępionych ubraniach o srebrnych ustach i pustych oczodołach zbliżyły się do niego a idąc tak siały
wszędzie, gdzie tylko przeszły grozę i nienawiść, sprowadzały zniszczenie i obracały w ruinę to, co i tak było potworne. Przeszedłszy wreszcie cały pałac stanęli u stóp tronu swojego Pana. Lecz byli jacyś inni niż zazwyczaj, bardziej śmiali jakby i oni wyczuwali, że zbliża się kres władzy.

-Czego pragniesz Panie?- Zasyczeli

Szatan nie od razu odpowiedział. Po raz drugi od czasu wizyty przybysza zatrząsł się. Przez jego ciało przechodziły dreszcze, ogień wybuchnął z niepojętą siłą wewnątrz jego głowy i nagle poczuł go w całym ciele. Przez chwilę lękał się, iż spali żywcem jego własne ciało. A reakcja ta spowodowana była owym "Panem", Diabeł bowiem zawsze był "Mistrzem" a teraz nawet jego najwierniejsi słudzy zaprzestali używać tego zwrotu. Popatrzył na nich i ponownie się zląkł. Poczuł, że może oni chcą go zamordować, odebrać mu władze by wprowadzić na tron nowego władcę. A do tego nie mogło dojść, jeszcze nie teraz, kiedy nie wykonał planu.

-Pragnę- rzekł i znowu się zatrzymał. Spojrzał na ich twarze i nie odnalazł na nich nic, co by mogło świadczyć przeciw niemu. Tylko, ta wyższość i większa pewność siebie biły od nich niczym ogień - wyjechać na tę nagą skałę na jałowym pustkowi pośrodku trzeciego kręgu piekła - dokończył

-Panie, gość pański dziś rano pożyczył wszystkie dla siebie i kilku sług, którzy przybyli niedawno.

"A więc to tak, on już uważa się za Mistrza. Nawet teraz nie może powstrzymać się od myśli o władzy i potędze, w chwili, gdy dzielą go od niej sekundy" - tak myślał a ogień nienawiści w jego duszy płonął tak żywo jak nigdy. Przywołał jednak swoje emocje i poczucie
zranionego "ja" do porządku i zimnym, stanowczym głosem, który już jednak stracił dawną moc, rzekł:

-Sługi? Czemu mi nic o tym nie wiadomo?

-Panie, Mistrz zabronił o tym mówić. Jego siła jest większa od Twojej, jego moc już nas spowiła. Nie mieliśmy wyjścia musieliśmy go posłuchać. Przerwał ujrzawszy zimny wzrok swego Pana emanujący zazdrością- ale duszą jesteśmy zawsze z Tobą.

-Duszą! Przecież Wy nie możecie mieć duszy, jesteście ogniem gdyż z niego się zrodziliście i wiecznie będziecie płonąc, lecz nie poczujecie absolutnie nic. Was przyciąga moc a im większa ona tym silniejsze wasze pragnienie połączenia się z nią. Waszą matka jest zło a od niego nie da się uwolnić. To przez nie jesteście tworami bez jakichkolwiek uczuć.

-Panie, a skąd ty możesz wiedzieć, czym jest dusza i na podstawie czego sądzisz czy my ją możemy posiadać wszak sam byłeś największym Złem?

-Wy poczęliście się z ognia, który ja stworzyłem. Lecz ja sam pochodzę z Nieba, którego się wyrzekłem. Istnieje we mnie iskra, czyli wspomnienie dobra.

-Panie, skoro jesteśmy poczęci z Twojej duszy, więc chyba i my mamy ten pierwiastek

-Jesteście poczęci z Ognia Piekielnego, w którym istnieje tylko zło. Palicie cudze grzechy, lecz tak naprawdę one nie znikają, lecz istnieją w was. Jesteście jednym wielki grzechem.

-Panie! Zło to dzieło wzniosłe i piękne, którego Ty jesteś twórcą

-Mówię wam, iż ja zawieram w sobie wszelkie zło świata, które jest tysiąc razy większe od zła wziętego z całego Rodu, który stworzyłem. Lecz ten, który nastąpi po mnie będzie jeszcze potężniejszy. On nie ma iskry.

Słudzy ukłonili się i odeszli a Diabeł znowu został sam oczekując na swoją rezerwową karetę, która miała go zabrać w ostatnią podróż przed unicestwieniem.

Tępo patrząc na migający za oknami karocy krajobraz Diabeł wsłuchiwał się w jednostajny, miarowy stukot kół. Starał się nie myśleć o przyszłości i nie zwracać uwagi na tłumy potępieńców, które mijał. Z początku wiodło mu się nieźle, nie myślał o niczym, pogrążał się
w pustkę. Ktoś, kto by zajrzał teraz do jego umysłu nie ujrzałby nic. Lecz z nirwany wyrwał go niespodziewanie czyjś głos. Wyjrzał przez szybę o barwie krwi i dopiero teraz do niego dotarło jak bardzo upadł, jak niewiele już znaczy. Tłum bowiem, czający się niemal w każdym zakątku ulicy, wrzeszczał i złorzeczył na niego, tego samego , którego jeszcze
niedawno jedno słowo ceniono na wagę złota. A teraz czymże się stał jak nie prochem i pyłem marnym, w który niedługo się obróci. Dostrzegł w ich wzroku pogardę, już go nie cenili, już nie przerażał bo nie potrafił być samym złem. Poczuł się jak robak. On niegdyś wielki i niezastąpiony Pan wszelkiego zła, jakie kiedykolwiek istniało na Ziemi, stał się
niegodny najmarniejszego ze wszystkich grzeszników,(czyli takiego, który maił najmniejsze grzechy). Chciał od nich odejść, gdyż teraz już i tak nie miało sensu żadne słowo. Diabeł zdawał sobie sprawę, że nie jest już jednym z nich. Nie potrafiłby ani tak samo spojrzeć ani tak samo przemówić ani nawet rozkazać jak kiedyś. Był niczym, gdyż nie potrafił rządzić a taki władca musi zginąć. Lecz szatan mały i nędzny, pozbawiony wielkości mimo wszystko nie odczuwał skruchy. Owszem gdzieś tam głęboko tliła się w nim iskra i kruche wspomnieniem przeszłości, kiedy jeszcze wypełniał go blask niebios a przez oczy patrzył sam Bóg, lecz to była tylko świadomość i nawet nie było żalu. W tych strasznych chwilach
odczuwał gorycz spowodowaną utratą wielkości i już go nie obchodziło, czym i jak będzie rządził byleby tylko zasiąść na tronie. Wiedział, że śmierć zbliża się do niego wielkimi krokami, lecz im bliżej niej był tym bardziej o niej zapomniał. Tłumy zrzedły aż w końcu zniknęły zupełnie. Karoca połyskując żywą barwą ognia wjechała w siódmy krąg piekła.
Powoli zbliżała się do wzgórza, na którym dawny władca spodziewał się ujrzeć Voldemorta i zginąć z jego ręki. Poczuł gwałtowny wstrząs - to powóz się zatrzymał. Nie czekając aż podadzą mu rękę, gdyż uważał się za mało godnego, wyszedłby podążyć wąską ścieżką, posypaną popiołem, na Górę Grzechu.

Po długiej i mozolnej drodze, podczas której na każdym kroku przelatywały mu przed oczami wszystkie dawne wydarzenia, doszedł wreszcie na sam szczyt. Usiadł na skale ozdobionej diabelskimi runami, po czym zasnął pierwszy raz od wielu tysięcy lat. Lecz nie śnił nic, gdyż przed oczami wciąż miał ciemność, którą tak ukochał. Kiedy się ocknął poczuł przy sobie czyjąś obecność. Odwrócił się. To Następca stał przy nim. Był dumnie wyprostowany z wysoko uniesioną głową. Jego wężowa twarz skrzywiła się mając w ten sposób wyrazić pogardę. żółte błyszczące kocie ślepia popatrzyły na niego przez chwilę, po czym odezwał się, a głos jego był głośniejszy od gromu:

-Przedstawiam Ci teraźniejszość

Dopiero teraz Diabeł zauważył wynurzającą się z cienia drugą postać a raczej cień postaci, gdyż nie miała ona powłoki cielesnej. Był to duch Morgotha jednego z dawnych Aunirów boskiego Eru – Boga Śródziemia, a zarazem Pan Ciemności, Czarny Władca co zasiadał niegdyś na Czarnym Tronie w Mordorze. Szatan poznał go od razu, w końcu przypatrywał
mu się wiele razy. Miał nawet wyznaczone dla niego miejsce, w którym odpokutować miał swoje grzechy. Lecz to było kiedyś, teraz oto stał przed nim o wiele straszniejszy i bardziej groźny, przerażający i głuchy na wszystko, co może wywołać współczucie. Lord Voldemort odezwał się tymi słowy:

- Cóż Twój koniec się zbliża, czy chcesz coś rzec przed swoją śmiercią, przed całkowitym unicestwieniem i zapomnieniem?...A może masz dla mnie jakieś rady?- dokończył z ironią w głosie.

-Nie Mistrzu, lecz przecież mówiłeś, iż jesteś...

-Jestem przeszłością, przyszłością i teraźniejszością. Zgadza się

-Cóż, więc, czemu przyszłości nie widzę? - Odrzekł dawny Władca starając się, choć w tych ostatnich chwilach, ukazać swoją dumę.

-Jeżeli tak bardzo pragniesz ją zobaczyć to cóż bez problemu mogę sprostać twemu ostatniemu życzeniu - odparł głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji.

-Ukaż mi to, co przerosło całe tysiąclecia mojego panowania pozbawiając przy tym władzy

Następca wyjął spod czarnego niczym noc płaszcza kryształową kulę i uniósłszy ją wysoko w powietrze rzekł "Lumos ex nox”. Rozbłysło jaskrawe światło oślepiając na kilka chwil Szatana. Kiedy wreszcie był w stanie popatrzyć na kulę ujrzał, że wszystko wokół nich spowite jest mgłą ciemniejszą i bardziej gęstą niż dotychczas. Przybliżył oczy do jasnej,
gładkiej powierzchni i zobaczył nieskończoną, nieprzeniknioną ciemność. To cień, czarniejszy od jakiejkolwiek nocy, niczym Czarna dziura panoszył się wszędzie. Wciskał w każdym kąt piekła, mało omotał nawet dusze grzeszników. Wili się oni w straszliwych katusza pośród czerni, która ich pożerała. Nie mogli nic zrobić byli wysysani na śmierć,
zabijani po raz drugi, lecz dużo wolniej gdyż nie tylko przez grzechy, lecz także poprzez ciemność i zło całego wszechświata. Nie było wyjątku - tam wszyscy byli sobie równi, nie było mniejszego i większego zła jedynie kara.

-Widzisz więc-ponownie zabrał głos Voldemort- że nie potrzebuję trzeciej postaci gdyż, kiedy tylko dojdę do władzy, przyszłość będzie w moim ręku. Będę rządził piekłem, kiedy Ziemią i ludźmi już nie mogę, będę smażył grzeszników w kotle, palił na stosie ich własnych
grzechów, przerażał złem, które wyrządzili.

-Więc Ty sam byłeś grzesznikiem-zaśmiał się nagle szyderczo Diabeł- więc przyszedłeś odsiadywać tu swoją karę. Ach tak, jak mogłem o tym nie pomyśleć, nie dostrzec ciebie pośród tylu innych...Przecież to Ty jesteś tym, którego imienia nie wolno było wymawiać, Ty
największy zbrodniarz masz stać się szatanem...Cóż za groteskowa historia! Zaiste nikt nigdy nie będzie cierpiał bardziej od Ciebie morderco - rzekł Diabeł i zaniósł się jeszcze większym śmiechem. Czuł, że nie czuje już złości, gdyż jego zemsta już się dokonała.

-Jak śmiesz ze mnie szydzić Nędzniku!

-Któż tu jest większym nędznikiem, ja, który zbuntowałem się przeciwko Bogu czy Ty, który go nigdy nawet nie poznałeś, nie pragnąłeś nawet o nim usłyszeć

-Milcz-Czemu wciąż się śmiejesz?- Cóż takiego zabawnego jest we mnie

-Ależ w Tobie nic Wielki Władco, lecz w Twojej sytuacji. Zaiste nie chciałbym się w takiej znaleźć.

-Mów prędko, o co chodzi, rozkazuję-powiedział lodowatym głosem, bez krztyny emocji, jakby nie słyszał śmiechów Szatana.

-Cóż ja odsiedziałem już swoją karę, bo widzisz nawet ja nie jestem w stanie pokonać mądrości Boga. Jestem zaledwie buntownikiem i dopiero teraz, tuż przed unicestwieniem, dostrzegłem jego zamiary sprzed tysiąca lat.

-Jakież to były zamiary?

-Zbuntowałem się, gdyż chciałem potęgi. Myślałem o tym, co złe i jako ten, który lubował się w grozie i tym, co najbardziej przeraża wyrzucony zostałem z Raju. Założyłem piekło i osiadłem tam po to by, o ironio, znęcać się nad tymi ludźmi, którzy źle postępują. Teraz
rozumiesz! Kochałem zło, po czym w piekle sam je niszczyłem.

Lecz Lord Voldemort już go nie słuchał. Nie zauważył więc jak wielka kara na niego spadła, a była ona stokroć gorsza niż Szatana. Pożerał go gniew, chciał tylko jak najszybciej pozbyć się tego zuchwalca. Pragną by po prostu zniknął i więcej się nie pojawiał. Skinął na Morgotha po czym wyciągnął różdżkę i dotknął jej czubka. Następnie podał ją swemu
drugiemu „ja”, które uczyniło to samo i nagle obaj znaleźli się w kręgu ognia. Chwilę potem po całym Piekle rozniósł się zapach siarki. Ponad złotoczerwono czarnymi iskrami pojawił
się dym. Postacie w środku kręgu wirowały długo. W pewnym momencie wydawało się że znikły, lecz w rzeczywistości zamieniły się tylko w ogień, który zmieszał się z powietrzem i popiołem. Rozległ się trzask i w pełnej chwale z dymu wyłonił się nowy Władca Piekła. Stanął przed Szatanem i skinął palcem. Tamten nawet nie zauważył jak spowiły go płomienie. Ziemia zatrzęsła się oznajmiając społeczeństwu grzeszników, że nowy Pan zajmuje miejsce starego. Dawny Władca próbował jeszcze w ostatnim desperackim ruchu spopielić swoją dawną siedzibę, lecz dzieło przerosło mistrza i nawet nie zatrzęsło się w posadach. Szatan po raz ostatni wrzasnął i zniknął by już więcej nie powstać.

Nowy Szatan nie specjalnie przejął się, jak już było powiedziane wcześniej, ostatnimi słowami dawnego Czarta. Nie mógł więc wiedzieć jak wielka klątwa nad nim ciążyła. Nie zauważył tym sposobem, że już niedługo przyjdzie mu karać swoich własnych za życia
oddanych ludzi - Śmierciożerców, Czarnych Jeźdźców, Orków i wielu innych. Przez wiele jeszcze dni cieszył się swoją pozycją i rozkoszował władzą. Ulepszał gmachy siedmiu kręgów piekła czyniąc je jeszcze bardziej ponurymi i odstraszającymi samych grzeszników.
Z radością oddawał się karaniu i wymyślał w tym celu coraz to nowe, okrutniejsze sposoby na "oczyszczenie". Dumnie przechadzał się po swoim nowym królestwie z chłodem przyjmując, należne mu jak mniemał, hołdy. Wiele dni trwała by taka władza w spokoju,
gdyby był wielkim dobrym królem , lecz Szatanowi, jako temu, w którego sercu mieszkają tylko ciemne uczucia, pisany jest los zgoła inny. Pewnego dnia, kiedy Nowy Mistrz, całkowicie przekonany o swojej wielkości, przechadzał się po krawędzi czwartego z kręgu
piekieł przyszedł do niego minister Glizdogon i oznajmił, iż przybyli do wrót nowi grzesznicy. Pan radując się, że nareszcie będzie mógł ukazać się w pełni chwały, przebrał się w najlepsze szaty jakie miał, wziął do ręki ognisty bat i ruszył sam przodem pragnąc wszystko
samemu załatwić. Stanął u Piekielnych Bram i bardzo liczna grupa grzeszników skłutych łańcuchami stanęła przed nim. To byli Oni - jego dawni słudzy, wierni przyjaciele, pomocnicy w najgorszych chwilach, Ci, którzy nigdy nie zawodzili. Teraz dopiero zdał sobie sprawę jak wielka jest jego kara. Głos dawnego Władcy, którego jeszcze niedawno usuwał z
taką dumą, rozbrzmiał ponownie w jego uszach. Tym razem jednak chwytał każde jego słowo dokładnie warząc je w swoim umyśle. Nie potrzebował długo się zastanawiać. Sprawa była jasna: Oto osądzić miał i skazać na nieskończone męki własnych przyjaciół, on ich
Mistrz, któremu zawierzyli. Jakże bardzo cierpiał, stukrotnie bardziej od poprzedniego Szatana.

"Tamten przecież karał nędzników, których nie znał, a ja zmuszony jestem skazywać na potępienie moich własnych i jedynych przyjaciół.
Więc jestem nie tylko mordercą moich wrogów, ale i tych, którzy pomogli mi wtedy pozbywać się ich. Jestem zbrodniarzem zarówno na
Ziemi jak i po śmierci"- Pomyślał ze zgrozą Czarny Pan i odszedł tak jakby chciał by czas się cofnął, lecz odwlekając wyrok nie niszczył
kary narzuconej nań przez Boga...

nick autora znany tylko mnie ;P - nagg
_________________
Miejsce na Twoją stronę -> Katalog Fantasy
Też piszesz do szuflady? Zapraszamy na portal twórczości amatorskiej - Szuflada
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
fanfiki, anime
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów