Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 08 Jul 2003 Posts: 10 Location: Z Rivendell
Posted: Wed Jul 09, 2003 2:57 pm [O] Zło
Te opowiadania przeniosłam tutaj z Ogólnego forum tylko że teraz nie mogę usunąć z tamtąd jednego.
Tom Riddle czyli Lord Voldemort
Zimne krople deszczu powoli spływały po jego nagich ramionach. Dreszcze rozchodziły się po całym ciele. Czuł je w wszędzie, jakby tysiąc noży naraz raniło go boleśnie. Zaraz potem potworny ból w skroni powodujący, że czuł jakby jego czaszka lada chwila miała rozerwać się na pół .I wreszcie, najgorsze z możliwych gwałtowny skurcz całego ciała, i tysiące majaków ,cieni jakby ze świata umarłych. Podczas tego ostatniego etapu katuszy wydawało mu się, że ze lada chwila umrze. Momentami nie widział nic, czuł tylko ten potworny ból który powodował, że jego ciało drgało konwulsyjnie.
Jednakże wiedział, że do sławy jest jeszcze długa droga. Zaprzedał się złu. Dlatego też znosił te ataki już od paru lat. Myśl o nagrodzie warta była tego wszystkiego .Bo czymże by był, gdyby nie ten głos, który pewnej nocy kiedy spał w komnacie Slytherinu powiedział mu "Jesteś wielki, do Ciebie będzie należeć cały świat , zrobisz wszystko czego zapragniesz, pokonasz wszelką magię świata pod jednym warunkiem: zaraz po ukończeniu szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart całkowicie poświęcisz się czynieniu zła. Poznasz warunki cyrografu pod tę jabłonią koło waszego domu, gdzie tak piękne są bezksiężycowe noce".
Pamiętał dokładnie jak zmienił się od tamtej nocy. Coś strasznego, przerażającego, coś czego istoty lepiej nie poznawać zakradło się wtedy w jego duszę i zapuszczało swe korzenie, po to by obudzić od dawna, drzemiące w jego sercu, pragnienie sławy. Od tamtej pory nie dawało mu spokoju, powodowało, że każdego ranka, kiedy widział wschodzące słońce, miał ochotę je zgasić ,pragnął ciemności bo ona lepiej pasowała do tego czego dokona w przyszłości. Tamto nocne zdarzenie było odzwierciedleniem jego marzeń, a zarazem narzędziem do ich wykonania .W koncu od dziecka chciał by wszystko pod jego władzą zmieniło swoje oblicze. Od zawsze marzył by dotychczas piękna natura, posiadająca w sobie boski pierwiastek stała się nasieniem zła, by każdy jej element budził grozę, odstraszał i niekiedy zabijał. Chciał by zwiędły kwiaty i kłaniały się przed nim spróchniałe drzewa. By nie było by wschodów i zachodów słońca, tylko ciemność nieprzenikniona, budząca strach, niosąca śmierć i zagładę, nieskończona, taka, której nigdy by nikt nie pokonał. A największym jego pragnieniem było zniszczyć tych wszystkich marnych ,nędznych, dobrych czarodziejów o nazbyt szlachetnych sercach .Pamiętał dokładnie, że już za lat młodzieńczych, kiedy jeszcze nie nawiedziło go "dobre" zło, denerwowała go to ich miłosierdzie, oddanie i bezgraniczne poświęcenie. Ich magia służyła tylko szlachetnym celom, zawsze starała się naprawić zło, ale tak naprawdę nie była w stanie uwolnić mocy, nie była w stanie rządzić. On w przeciwieństwe do tamtych wiedział, od początku jaki jest jego cel .Chciał dokonać czegoś wielkiego, chciał być długowiecznym czarodziejem- bogiem. Pragną mocy, która swą siłą zniszczyłaby wszystko, a zwłaszcza ten przeklęty świat Mugoli. Byłby potęgą której imienia nawet najpotężniejsi czarodzieje świata baliby się wymówić. I właśnie wtedy, kiedy myślał że nigdy nie będzie w stanie w pełni zrealizować swego celu, pojawiła się tamta senna mara.
Rozmyślania przerwała mu kolejna kropla zimnego, kłującego jak igły deszczu grozy zresztą teraz, kiedy do urzeczywistnienia marzenia było już tak blisko, bal się. Przyczyną tego chwilowego strachu, była śmierć, którą musiał pokonać by stać się Panem Ciemności czyli wszelkiej złej mocy, magii wykorzystanej w zły sposób, która sprawi, że zawładnie światem i wypełni wszystkie swe dotychczasowe pragnienia. Nigdy nie bał się niczego, ale teraz zwątpił czy słowa wypowiedziane z mrocznych czeluści, wtedy pod jabłonią kiedy podpisywał cyrograf, okażą się słuszne. Wiedział tyko tyle, że musi przejść przez śmierć, a pomoc ma mu w tym pragnienie wielkości. Doprawdy, kiedy wyobrażał sobie, że zobaczy tę której jak uważali wszyscy śmiertelnicy nie da się pokonać, przejmował go niepokój, oganiał niewypowiedziany strach przed tym, że ośmieszy samego siebie i nic nie osiągnie. Z drugiej strony wiedział, że teraz kiedy wszystko zostało powiedziane, nie może już uciec od swojego przeznaczenia, które wywołała chęć władzy, jakiej dotąd nie posiadał żaden śmiertelnik. Gdyby zrezygnował, pewnie pragnienie by wróciło ze zdwojoną siłą , pozatym podpisał umowę.
W momencie, kiedy mieszane uczucia niepewności ,strachu, pragnienia poznania nieznanego i nadziei na lepsze jutro, targały jego duszą. odezwał się w jego mózgu głos. Zabrzmiał donośnie i tonem nie znoszącym sprzeciwu. Od tamtej chwili Tom Riddle wiedział co należy robić. Znikły wszelkie uczucia, pozostał tylko cel i pragnienie wielkości.
Ruszył przed siebie, jak ślepiec jakby droga która miał podążać dawno już wyryła się w jego pamięci. Bez zastanowienia szedł za głosem instynktu, nie zatrzymując się. Śliskie kamienie boleśnie raniły mu stopy, ale on zdawał się tego nie dostrzegać. Wyglądał wtedy imponująco:Piękny, młody, wysoki brunet o brązowych oczach z powodu, których pewnie cierpiała niejedna czarodziejka, odziany w czarną długą pelerynę, powiewającą majestatycznie pod wpływem silnego, budzącego niepokój wiatru. Ostatnie promienie zachodzącego słońca delikatnie oświetlały krwistą wstęgą ścieżkę, którą podążał, po to tylko by za chwilę ustąpić miejsca srebrnym promieniom księżyca, które tej nocy wielu mieszkańców okolicznych wiosek uznalo za łzy. Może płakały nad losem, czarodzieja, który swą wiedzę, odwagę, mądrość wykorzystał przeciwko innym, bratając się z siłami ciemności. Tymczasem niestrudzony wędrowiec, szedł wciąż patrząc w jeden punkt na horyzoncie, punkt swojego marzenia.
Ścieżka, którą podążał zaczęła spadać raptownie w dół, przy tym wiła się coraz gwałtowniej zapędzając czarodzieja w miejsce, na którym nie postanęła dotąd stopa ludzka. W krainie do jakiej dotarł nie istniał dzień, nie istniała światłość, była tylko nieskończona ciemność i skały, które zdawały się sięgać swoimi szczytami zachmurzonego, nonstop przecinanego błyskawicami nieba. Przybierały różne kształty, o ile można było coś dostrzec pośród tej ciemności ,od karłowatych potworów z wykrzywionymi od bólu twarzami do upiornych ,powyginanych kształtów czegoś co w żadnej mierze nie przypominało człowieka. Pod skałami leżało pełno pogruchotanych i zżartych przez czas szkieletów ludzkich. Uwagę wędrowca przykuła grota, której wejście przypominało otwarta paszę smoka z wielkim kłami w kształcie zakrzywionych noży. Czarodziej spokojnie ruszył naprzód, strach i imaginacja opuściły go wystarczająco dawno, by mógł się lękać czegokolwiek .Szedł po dywanie kości i resztek jakiś budowli znacząc je krwią. Ten chód przypominał podróż po resztkach dawno upadłej cywilizacji lub świętokradcy po gruzach zniszczonej świątyni. Po kilku minutach, o ile w Krainie Śmierci istnieje czas, Tom znalazł się przy wejściu do groty i nie wąchając się ani sekundy wkroczył do środka.
Było tam ciemno i głucho, przybyły słyszał każdy swój krok. Posuwał się powoli, aż nie natrafił na płaskorzeźbę w kształcie koguta z sercem przebitym strzałą. Delikatnie zmacał ją całą ale, nic się nie otwierało. Wyciągnął różdżkę i wypowiedział zaklęcie. Poskutkowało. Wszedł do sali oświetlonej jedynie ogniem wydobywającym się z rzeźby na środku komnaty. Dzieło sztuki miało kształt diabła, i właśnie w tej samej chwil kiedy je podziwiał poczuł, że śmierć idzie za nim. Odwrócił się, był gotowy na wszystko, nie mógł pozwolić na to żeby marzenia legły w gruzach. Pierwsza rzecz jaką zobaczył nie była wcale przerażająca. To była tylko Postać, odziana w taką samą jak u niego pelerynę. Skraj jej szaty lekko odchylił się i wtedy zobaczył, że jej wizerunek , zgadza się ze średniowiecznym mugolskim opisem:
„Tylko, że tu nie będzie miał miejsca żaden przeklęty Dans Macabre” -pomyślał, i zrobił to co powinien uczynić od razu. Popatrzył jej w oczy.
W jednej chwili cała rzeczywistość stanęła mu przed oczami zrozumiał, że zaraz może zostać przeniesiony do świata umarłych. Śmierć podeszła do niego, a on cały czas kurczowo trzymał się myśli o zemście jakiej dokona na ludziach, myślał o krwi i posluszeństwie,o swych poddanych i potworach, które na zawsze zostaną jego poplecznikami. Tymczasem Śmierć rzuciła się na niego i zaczęła dusić. Potem przycisnęła do ściany i kontynuowała swoje dzieło, a on wciąż myślał tylko o jednym, swoim marzeniu, i kurczowo trzymał się tej ostatniej deski ratunku. Zresztą do teraz pamięta jej małe czarne oczy i szarą, ziemistą twarz. Ale ten wzrok, był zdecydowanie najgorszy. Przeszywał go do głębi. Nie mógł się obrócić, ona wciągała go tym spojrzeniem w siebie. Czuł się strasznie, nie mógł znieść ucisku jej wzroku. Zdawało mu się ,że wyciska z niego całe człowieczeństwo, całą jego silę. Potem zemdlał.
Kiedy się ocknął, nie było już sali z rzeźbą diabła i piekielnym ogniem na środku, nie było nawet doliny i czaszek i skal o twarzach potworów z piekielnych czeluści.Za to w sercu czuł nienawiść i wielką siłę, nie chcąc tracić ani chwili popędził przed siebie by jak najszybciej wykonać misję. Kiedy przechodził obok malej wioski, podleciała do niego dziewczynka z kwitami i uśmiechnęła się, odtrącił ją z pogardą. Bo kimże była ta mała istotka, błaha igraszka Boga w porównaniu do niego. Już niedługo przecież będzie miał cały świat i wszystkich czarodziejów w swojej mocy. Niektórych zabije ,innych sobie zjedna. Będzie wszystkim, panem wszelkiego stworzenia. To od jego słowa będzie zależeć życie drugiego, to jego gest będzie sprawiał że kwiaty więdną, ludzie błagają o litość a ci niegodni uwagi Mugole zostaną wybici co do nogi. Samo jego imię będzie wzbudzało grozę i mroziło krew w żyłach. A potem głośno roześmiał się, kiedy przypomniał sobie czego chciało piekło, za jego władzę, tylko świadomości, że światem będzie rządzić zło. I potępił ich, bo co im z tego przyjdzie. Przecież to on będzie Panem. Co prawda pokonał śmierć za pomocą Źródła Zła, lecz ono nie zdaje sobie sprawy jak dalece mogą zaprowadzić marzenia. Musi być wszechmocny ,mieć wszystko. I będzie się cieszył krwią, śmiercią i pożogą, napawał widokiem trupów swoich wrogów,oglądał ich skamieniałe z bólu twarze, pokonane przez magię którą on uwolnił A potem zasiądzie na tronie i cały świat będzie przede nim klęczał. A ci którzy pozostaną, zostaną jego wiernymi poddanymi, razem będą świętować zwycięstwo. On będzie nimi rządził, to będzie świat któremu podyktuje zasady.
Potem poczuł w sobie chęć czynu, wypróbowania mocy. Podniósł różdżkę zabijając dziesięciu czarodziejów. Kiedy patrzył na ich martwe z przerażenia twarze rozkosz ogarniała jego serce:
"Oto jak zaczyna siękariera Wielkiego Mistrza"-pomyślał, z szyderczym uśmiechem na twarzy.
Chwilę później jakby nigdy nic ruszył dalej i zaczął się zastanawiać nad swoim nowym imieniem. Przecież nie może zostawić sobie starego ,musi wymyślić dużo gorsze. I niecałe pięć minut później straszny uśmiech zawitał na jego twarzy. Uśmiech, w którym nie było ani krzty ciepła tylko zawiść i chęć mordu, chęć zburzenia starego ładu. Od tamtego czasu Tom stal się Valdemortem. I pod takim imieniem ruszył w świat by siać zagładę, śmierć i cierpienie...
Koniec
_________________ Serce dla serca a miłość dla wszechświata
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum