Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
[O] Wojenny koszmar albo co kryje przyszlosc...
Author Message
Mati_00 
Upiory Pierścienia



Joined: 15 Aug 2004
Posts: 2613
Location: stamtąd :P
Posted: Sun Nov 28, 2004 8:44 pm   [O] Wojenny koszmar albo co kryje przyszlosc...

Jesli by ktoś sie nie skapnął to czas mego opowiadania to wojna o pierścień...


Obudziłem się po bardzo krótkim śnie na mym niewygodnym łóżku. Nawet nie zdejmowałem zbroi na wypadek nagłego alarmu
w środku nocy. Opłukałem twarz wodą, poczym ruszyłem w kierunku jadalni oddziału, która mieściła się
na 4 poziomie. Mój przyjaciel i towarzysz broni od wielu, wielu lat uszykował mi już talerz, oraz
kubek pełen piwa.
-Witaj Herulaku.
-Ooo...- Widocznie zdziwiony na mój widok o tej porze.- Witaj, witaj...siadaj, pij, jedz...wszystko
czeka na Ciebie. Właśnie im opowiadałem o naszej ostatniej potyczce z orkami po zachodniej stronie miasta.
-Tylko się pospiesz, bo zaraz ruszamy do Osgiliath...
-Znowu?
-...teraz są takie czasy, niestety.- Wziąłem jeszcze łyk piwa, po czym ruszyłem po pozostałych kompanów.
Po paru minutach Herulak skończył opowiadać pozostałym żołnierzom naszą potyczke i ruszyliśmy konno w strone bramy na niższy
poziom. Po drodze ludzie dawali nam kwiaty lub dodawali otuchy do walki w inny sposób.
Właśnie wstawało słońce, kiedy dotarliśmy do pierwszej bramy Minas-tirith. Kiedy ją otworzyli zobaczyliśmy
kilkanaście mil przed sobą ściane gór, a przed nimi mały punkcik. Dawna stolica Gondoru, która teraz
była tylko stertą gruzów, kamieni i teraz zaledwie służyła jako główny punkt obrony przed siłami
Mordoru. Pięćdziesięciu rycerzy na swych wierzchowcach wynużyli się z lini murów. Obok mnie jechał młody
chłopak. Już w mieście widziałem jak czeka na wyjazd, żeby móc walczyć.
-Ale chce mi sie walczyć. Już nie moge sie doczekać kiedy zabije kilku orków.
-Jeśli oboje przeżyjemy ten dzień to powiesz mi czy nadal będziesz miał ochote walczyć następnego dnia.
Przez resztę drogi już z nikim nie rozmawiałem.
Przy pierwszych budynkach zostawiliśmy konie po czym pieszo ruszyliśmy dalej. Wokół słychać było tylko
świst strzał, jęki rannych, rozkazy dowódców, oraz wrzaski orków. Podeszłem do jakiegoś żołnierza.
-Gdzie dowódca?
-Tu...- Po czym wskazał na rozerwane ciało na noszach.- Teraz chyba by przejmiesz dowodzenie.
W niektórych miejscach miasta walka wręcz trwała dzień i noc, a gdzieniegdzie tylko ostrzeliwywano sie
strzałami i katapultami. Rozesłałem ludzi w takie miejsca w dziesięcio-osobowych grupkach. Razem z młodym
i jeszcze ośmioma ludźmi ruszyliśmy tam gdzie było ponoć "najgoręcej". Razem z nami biegło tam wielu
innych. Znoszono też rannych lub martwych. Walka trwała na moście, który postawili orkowie do ataku na
nasze pozycje, szybko podbiegliśmy, by pomóc rodakom. Przy pierwszym pchnięciu poczułem lekki opór co
świadczyło, że trafiłem w coś. Po chwili zauważyłem na mym ostrzu czarną krew.
Ostro parliśmy przeciwnika do przodu, ale po godzinie walki raptem coś się załamało i odrzucono nas znowu
tam gdzie byliśmy na początku. W oddali zobaczyłem dwa trolle kroczące w naszą strone, posłałem po łuczników.
Wróciłem do dalszej walki i w tej chwili nastąpił kolejny kontratak ze strony orków. Zobaczyłem, że
chłopak, który jechał obok mnie jest mocno z przodu i, że zaraz go otoczą. Podbiegłem i wyciągnąłem go
z tego kręgu. Nagle nad naszymi głowami przeleciał grad strzał trafiając w szeregi orków. Postanowiłem
sprawdzić jak inne oddziały sobie radzą. Po godzinie byłem spowrotem. Walki już nie było, ponieważ orkowie
uciekli na swoją strone. Rannych i martwych było więcej niż zdolnych do dalszej walki.
Godzine potem wróg rozpoczął kolejny szturm. Walka toczyła się teraz o każdy metr miasta. Pozostałe
posterunki dochodziły do nas, gdyż ich pozycje zostały już zdobyte. Z tego co zdążyłem
się dowiedzieć to to, że Faramir i Boromir dotrą tutaj z posiłkami z północy za trzy dni. Herulak, który
dowodził teraz drugim obozem w Osgiliath powoli tracił inicjatywe i kierował się w strone granic miasta.
Nocą mało było widać, na szczęście orkowie szykowali jakiś plan ataku i nie pojawili się już. Ranem
obudził nas huk opadającego gruzu i szum kroków. Znowu się zaczęło. Przeciwnik przebił się przez nasz
pierwszy szereg obrony bez problemu masakrując tych co tam stali. Trolle, które dzień wcześniej widziałem
powoli kroczyły przez most. Stałem w pierwszym szeregu pasa obrony. Długie włócznie spływały czarną
krwią, lecz nie powstrzymywały wroga na długo. Chlapnęło na mnie krwią wojownika, który stał obok mnie,
wyłom w murze spowodował, że orkowie zaczęli nas powoli otaczać. Na szczęśćie nasi łucznicy spełnili swe
zadanie i mogliśmy się spokojnie wycofać do kolejnego punktu obrony.
Goniec przybiegł z wieściami, że Herulak wycofał się już na ostatnie budynki dawnej stolicy i nie utrzyma
się raczej do końca nocy. Tym razem orkowie postanowili nie zatrzymywać się i szturmować dalej. W tej
części miasta na szczęście uliczki były wąskie co dawało nam lepszą pozycje obronną. Podczas jednego
z ataków poczułem silne kłucie w lewym boku, gdy sięgłem tam ręką poczułem w palcach ciecz. Gdy odwróciłem sie
spowrotem w kierunku wroga zobaczyłem jedynie młot lecący w moją strone i poczułem silne uderzenie w głowe.
Potem zauważyłem jedynie, że jeden z żołnierzy ciągnie mnie za sobą.
Gdy otworzyłem oczy był już ranek. Wokół było cicho i tylko w oddali słychać było odgłosy walki.
Wyszedłem z budynku i rozejrzałem sie wokół. "Nic sie nie zmieniło, nadal wojna" pomyślałem. Obok stał jakiś
żołnierz.
-Widze, że nowy dowódca dobrze sobie poradził.
-Tak, Faramir i jego brat odparli orków za rzeke.
-Faramir i Boromir tu są?
-Tak, od jednej doby są już w mieście. Przybyli z posiłkami.
-A tak, dobrze...
-Kazano mi bym ci przekazał, żebyś poszedł poszukać Faramira.
-...a po co?
-Nic więcej nie wiem.
Ubrałem zbroje i ruszyłem. Im bliżej rzeki byłem tym wyraźniej było słychać szczęk stali. Wskazano mi
Faramira, który oglądał ciała martwych i rannych. Gdy tak przechodziłem zauważyłem ciało z ogromną ilością
strzał wbitych w nie. Podszedłem bliżej i rozpoznałem twarz młodego chłopaka, który jeszcze pare dni
temu jechał dumny na koniu i nie wiedział, że za 4 dni czeka go śmierć. Syn Denethora odesłał mnie do
Minas-tirith razem z moim oddziałem. Spośród pięćdziesięciu ludzi tylko ośmiu wróciło do domu.
Tydzień później spotkałem Herulaka w gospodzie.
-Cześć Herulaku.
-Ty ostatnimi czasy za wsześnie wstajesz.
-Takie życie...A teraz zbieraj ludzi.
-Po co?
-Czas do roboty.
-To chociaż powiedz mi dokąd.
-Osgiliath...- Odpowiedziałem i wyszedłem z gospody.



THE END
_________________
It's not the east or the west side.
No it's not!
It's not the north or the south side.
No it's not!
It's the Dark side
 
 
 
Tamaya
Wodogrzmoty Rauros



Joined: 12 Sep 2004
Posts: 296
Location: Mszana Dolna
Posted: Mon Nov 29, 2004 11:47 am   

Czyta się całkiem lekko i styl też wygląda dobrze, chociaż miejscami trochę gubi klimat. Jak na bitwę nie czuć tego nastroju grozy. Więc sugerowałabym bardziej to rozbudować.
_________________
Nie gardź jednak legendami, dziedzictwem odległych wieków, często bowiem się zdarza, iż stare niańki przechowują w pamięci wiadomości, które niegdyś największym nawet Mędrcom oddały usługi."
 
 
 
Mati_00 
Upiory Pierścienia



Joined: 15 Aug 2004
Posts: 2613
Location: stamtąd :P
Posted: Mon Nov 29, 2004 4:24 pm   

gubi klimat wojny serio? Kurde...a tak sie staralem zeby wlasnie czuc bylo wojne...no trudno..przy nastepnym popracuje troszke....
_________________
It's not the east or the west side.
No it's not!
It's not the north or the south side.
No it's not!
It's the Dark side
 
 
 
Wotz 
Upiory Pierścienia



Joined: 03 Feb 2005
Posts: 217
Location: Skąd? Dokąd?
Posted: Wed Feb 16, 2005 5:27 pm   

A mi się bardzo podoba. Klimatu nie gubi. Moim zdaniem trzyma w napięciu. Fajne ale jednak mogło by być dłuższe:P
_________________
Tu jest potrzebna mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć
 
 
 
Valanthe 
Pod Rozbrykanym Kucykiem



Joined: 24 Jul 2005
Posts: 21
Location: Olsztyn
Posted: Tue Jul 26, 2005 3:54 pm   

Fakt, opowiadanie ma jakiś klimat, pomysł dobry, ale wykonanie już nie. Nie podobało mi się z kilku względów.
Jeśli publikujesz swoją pracę, to sprawdź najpierw, czy nie ma literówek, błędów ortograficznych albo interpunkcyjnych, bo to wskazuje na twój stosunek do odbiorców. Niektóre dialogi były marne, a inne brzmiały tak... poważnie, jakby wyjęte z WP, duży plus.
Nie przypadło mi do gustu to, że pisałeś w pierwszej osobie, chociaż to już kwestia gustu. Według mnie powinieneś jednak trzymać się standardów - używać trzecioosobowych form.
życzę weny :)
_________________
-A to ma przedstawiać, że co??
-Pomarańczowy jest metaforą, trudne słowo, telefonów na kartę, a zielony jest alegorią, jeszcze trudniejsze słowo, kosztowania złotówkę.
/////
-Co mi pan tu napisał?
-Kopytko.
 
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
recenzje anime, fanfiki
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów