Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Posted: Sat Nov 01, 2003 6:36 pm [O] W stronę Śródziemia
Niedawno postanowiłem napisać książke kiedy dostałem natchnienie na lekcji WOS. Narazie mam dwa rozdziały i chciałbym was z jednym zapoznać. Tytuł zapożyczyłem z jednego tematu na forum i mam nadzieje że nikt nie ma mi tego za złe (na książke dostałem natchnienie ale na tytuł niestety nie ). Jak coś to moge go zmienić. Oto pierwszy rozdział:
Rozdział 1
Uderzenie
Pewnego, jesiennego dnia Tomek ruszył, jak co dzień do szkoły. Był poniedziałek i wszystko wyglądało na to, że będzie to zwykły, nudny dzień w szkole. Pogoda była ładna, choć wiał dość zimny wiatr. Droga do szkoły nie była długa, zaledwie sto metrów i Tomek nie mógł zmarznąć w tak krótkim czasie.
Tomek był zwykłym czternastolatkiem i chodził do przeludnionej, jego zdaniem, szkoły. Ubrany był w dżinsy, biały polar i kurtkę w kratę, którą bardzo lubił, ponieważ nie była zrobiona z sztucznych materiałów, z jakich robi się kurtki przeciwdeszczowe.
Gdy już dotarł do szkoły i pokazał identyfikator ochroniarzowi, zwanemu „bodyguardem”, trafił do klasy, w której odbywały się lekcje języka francuskiego. Lekcja odbywała się z wychowawcą jego klasy, a ponieważ na francuskim, informatyce i W-F’ie klasa była podzielona nie było tam dziewczyn. „Cześć Garyś!” –bo takie miał przezwisko, krzyknął na jego widok Mateusz, kolego Tomka. Nasz bohater usiadł w drugiej ławce. Adama, z którym ją dzielił jeszcze nie było. Nic mu nie zostało tylko czekać na przybycie nauczyciela, czy raczej nauczycielki. Nagle w klasie wybuchło zdziwienie, gdy Kamil, kolejny kolega, coś podniósł. Jakoś to Tomka nie interesowało. Na pewno znów wziął piórnik łukaszowi i będzie nim grał w siatkówkę ze zmienionymi regułami, znaczy bez reguł. „Uwaga!” – dosłyszał jeszcze tylko nasz bohater i dostał czymś twardym w tył głowy. Uderzenie było na tyle mocne, że stracił przytomność.
Powoli odzyskiwał świadomość. „Co się stało?” – myślał nim otworzył oczy – „To musiał być piórnik...”. Gdy te myśli przeleciały mu przez głowę otworzył oczy. Widok był zamglony, ale powoli odzyskiwał ostrość. Ujrzał czyste niebo z paroma białymi obłokami. Na początku nie zrozumiał od razu, co się dzieje. Od całkowitej przytomności doprowadził go łagodny, chłody wiatr. Był na zewnątrz. Podniósł głowę i rozejrzał się po najbliższej okolicy. Leżał na stercie siana. „Co przed szkołą robi siano?” – zadał sobie kolejne pytanie. Jakież było jego zdziwienie, gdy odkrył, że owa sterta siana nie leży wcale przed szkołą tylko na środku pola. Teraz jak na rozkaz podniósł się na nogi. Od gwałtownych ruchów zabolała go głowa, pamiątka po uderzeniu. Rozejrzał się uważnie. Tuż obok wiła się jakaś drobna ścieżka. Nie była ona zrobiona z asfaltu jak wszystkie drogi biegnące przez jego miasto. „Nie jestem w Piekarach?!” – tak nazywała się jego rodzinna miejscowość, pomyślał z przerażeniem Tomek. Pomknął wzrokiem za ścieżką w jedna i w drugą stronę. Na zachodzie, tak wywnioskował z położenia słońca, nic nie było, oprócz pięknych widoków. Po przeciwnej stronie, na wschodzie, dojrzał jakieś zabudowania. Wyszedł na drogę i rozejrzał się za jakimiś ludźmi. Dopiero teraz spostrzegł, że ma na sobie kurtkę, które przecież zaniósł do szatni. Ruszył w kierunku zabudowań. To w jego sytuacji wydawało się najrozsądniejsze. Gdy już zbliżył się na tyle blisko by odróżnić budynki, stwierdził, że to jakiś skansen. W każdym razie to nie przypominało budowli, jakie znał.
Przeszedł przez otworzoną na oścież bramę i staną po środku ulicy. Ruchu prawie wcale nie było. Tylko kilka osób tu czy tam przechadzali się w pośpiechu. Po chwili marszu stanął przed większym budynkiem. Przeczytał w promieniach porannego słońca „ Gospoda Pod Rozbrykanym Kucykiem”. „To niemożliwe!” – pomyślał – „To chyba nie jest...!”. Tak to było coś, co dobrze znał ze swoich ulubionych książek. Tomek znalazł się, w Śródziemiu, pięknej krainie, gdzie żyły elfy i krasnoludy, którą opisał J.R.R. Tolkien.
Tomek w ciężkim szoku wszedł do gospody. W środku nie było dużo ludzi. Tylko kilka stolików pod ścianami było zajętych przez pojedynczych gości. Tomek wszedł, zamknął za sobą drzwi i stał w zdumieniu. Spojrzał się na niego barman z lekkim zdumieniem. Przez chwilę dwoje zdumionych ludzi patrzało sobie w oczy. Po chwili barman powiedział:
- Nie jesteś stąd, prawda
- Tak, skąd pan wie? – zapytał Tomek trochę nieprzytomnie.
- Twoje ubranie jest jakieś dziwne – oznajmił człowiek. Tomek spojrzał na swoje zamki błyskawiczne w kurtce i na dżinsy.
- Jestem z bardzo daleka.
- Jesteś przejazdem? – pytał nadal nudzący się barman
- Tak, ale chyba zostanę tu dłużej – przyznał Tomek wiedząc, że nic nie wskóra błąkając się po Śródziemiu
- Przydałby mi się pomocnik, ostatnio duży tu ruch – powiedział barman, Tomek rozejrzał się po pustej sali – Wieczorem oczywiści – dodał.
- Zgoda!- powiedział Tomek, który i tak nie miał nic do roboty.
- Jeśli dobrze się sprawisz wieczorem, może zatrudnię cię na stałe.
Barman, który był właścicielem gospody zaprowadził go do niewielkiego pokoiku na parterze. Dał mu też ubrania, w które miał się przebrać, żeby nie straszyć klientów.
Tomek, gdy już został sam, położył swoje ubrania na niewielką półkę i włożył, niezbyt ładne, ubranie podarowane przez nowego pracodawcę. Rozejrzał się po niewielkim pokoiku. łóżko, szafka i mały stolik ze świecą na podstawce. Przynajmniej miał dach nad głową.
Kwadrans później był już przy barowej ladzie i wysłuchiwał wszystkich instrukcji, jakie dawał mu przełożony. Jego zadaniem było zanoszenie wielkich kufli z piwem do stolików. Tomek zaczął pracę już teraz, aby nabrać wprawy.
Wieczór nadszedł bardzo szybko przy nie męczącej pracy. Chłopiec całkiem już przebudził się po szoku, w końcu zawsze chciał mieszkać w Śródziemiu. Wcześniejsza praca mogła mu wydawać się nie męcząca z powodu braku klientów. Dopiero, kiedy około godziny siódmej zaczęli napływać w większych grupach. Po niecałej godzinie sala była pełna gości, którzy nie żałowali sobie piwa. Tomek miał pełne ręce roboty. Ledwie wrócił do baru po zaniesieniu kilku kufli już czekała na niego kolejna porcja. Dopiero koło godziny dziesiątej, gdy większa część towarzystwa miała zapas piw lub, gdy już spali za stołach nadeszła chwila odpoczynku. Tomek padł na mały stołeczek i nie miał zamiaru się z niego ruszać. Zaczął się zastanawiać jak dostać się do domu. Sytuacja była beznadziejna. Jedynym pocieszeniem było to, że ma dach nad głową i dostaje pieniądze za straszną harówkę. Wprawdzie nie znał się na tutejszych pieniądzach, ale był pewien, że dostaje za mało za tak męczącą pracę. Wolał się nie spierać, bo by to się jeszcze źle dla niego skończyło.
Dopiero po północy mógł iść do pokoju. Praktycznie cała sala opustoszała, tylko kilka wyjątkowo wytrzymałych na alkohol gości pozostało na sali. Barman mógł sobie sam poradzić z roznoszeniem piwa. Tomek umył się szybko i położył się spać. Wstał późnym ranem, znaczy koło dziesiątej. Myślał, że to wszystko, co się wczoraj stało było snem, lecz niestety była to prawda. Brakowało mu trochę telewizji, ale jakoś musiał sobie poradzić. Przeszedł się do sali głównej. Tylko kilka gości dojadało śniadanie. „To dla ciebie” – oznajmił mu barman i podał miskę z jakąś ciapkom i kromkę chleba. Tomek spojrzał podejrzliwie na jedzenie i na gospodarza. Ten uśmiechnął się do niego zachęcająco. Tomek nabrał trochę papki na drewnianą łyżkę. Zbliżył ją do ust. Zapach był obiecujący. Przymuszony przez głód zjadł, co miał na łyżce. Wbrew oczekiwaniom danie było bardzo dobre. Tomek gwałtownie nabrał drugą łyżkę, potem trzecią i tak aż miska była pusta.
- Smakowało ci? – zapytał barman z uśmiechem
- Tak! – odpowiedział Tomek
- Teraz masz trochę czasu, ale będę cię potrzebował pod wieczór. – oznajmił właściciel gospody i wyszedł do kuchni.
Tomek miał prawie cały dzień wolny. Postanowił przejść się po wielkiej gospodzie. Przez prawie półgodziny błąkał się po korytarzach na wszystkich piętrach, aż znów przypadkiem trafił do głównej sali. Teraz wyszedł na zewnątrz. Pogoda była ładna jak na początek października. Przeszedł się po całym Bree, które nie było ogromne w porównaniu do miast, jakie znał Tomek. Kręcili się tu ludzi, a także hobbity, elfy i krasnoludy, o których czytał. Gdy już znał mniej więcej okolicę wrócił do gospody. Wybiło już południe, gdy Tomek stanął w drzwiach gospody. W środku nie było nikogo. Nawet barman gdzieś zniknął. Tomek wszedł do kuchni. Właściciel konsultował coś z kucharzem.
- Co tu tak pusto – rozpoczął Tomek
- O tej porze zawsze jest pusto – oznajmił odwracając się do niego barman – Dopiero będą się zbierać na obiad.
Tomek ruszył do swojego pokoiku. Siedział przez chwilę na łóżku, aż wstał i wyszedł z nudów. Gdyby był w domu mógłby pograć trochę na komputerze. Kolejny raz zatęsknił za domem i zaczął się zastanawiać jak wrócić.
Gdy wszedł ponownie do głównej sali schodziło akurat kilku gości z piętra po schodach. Podeszli do baru i jeden z nich zadzwonił dużym dzwonkiem stojącym na ladzie. Z kuchni wyszedł barman. Goście złożyli zamówienie i usiedli przy jednym ze stolików. Po kilku minutach kucharz wyniósł na tacy danie. „Mógłbyś to zanieść?” – zapytał się Tomka. Chłopak wziął tacę bez słowa i zaniósł ją do stolika. Cały dzień spędził na takich zajęciach, dopiero wieczorem zebrało się całe towarzystwo i Tomek tak jak wczoraj miał pełne ręce roboty.
Tak mijały dni pełne roboty, a Tomek wciąż nie wiedział jak wrócić do domu.
_________________ "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum