Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 08 Jul 2003 Posts: 10 Location: Z Rivendell
Posted: Fri Jul 11, 2003 12:50 pm [O] Spotkanie
By zrozumieć to krótkie opowiadanie trzeba sobie wyobrazić internetową przyjaźń, prawie miłość. Lecz by przekonać się czy to to drugie uczucie potrzebne jest spotkanie po latach...
Spotkanie po latach
Już dzień wcześniej wszystko wskazywało na to, że będzie źle, że los jest przeciwko niej. Świadczyły o tym często błahe wydarzenia, których pewnie w normalny dzień by nie zauważyła, ale wtedy wszystko jakby specjalnie się pojawiało. Miała przeczucie, że coś się popsuje, że nie będzie tak jak pragnie. Co prawda nie wiązała z tym spotkaniem aż tak wielkich nadziei, to znaczy liczyła się z ewentualną porażką, ale raczej kiedy o nie myślała to nie widziała w tym własnej klęski tylko jego. Po mailach jakie od niego otrzymywała była prawie pewna, że on chce się tylko upewnić. Był dla niej Aragornem, owszem, ale wiedziała, że jest też wizją człowieka nie samym człowiekiem. Lękała się więc nie o siebie ale o niego. Była pewna, że ją uwielbia, że jest dla niego kimś wyjątkowym. Znajdowałam wielokrotne potwierdzenie tej tezy w listach, rozmowach, sms-ach i wreszcie słowach. W związku z tym jej niepokój dosięgną szczytu dzień przed spotkaniem. Wreszcie przyszedł dzień prawdy, wyjaśnienia wszystkiego kiedy to od jednego spojrzenia miał się rozstrzygnąć ich los. Popadała wtedy ze skrajności w skrajność. Jej duszą rządziły uczucia niepewności, strachu, lęku przed nagą prawdą, przed jednym jego słowem, przed utratą marzeń a zarazem szczęścia, radości, pragnienia wyjaśnienia wszystkiego, i wiary w to, że nie może być inaczej niż po prostu w porządku. Tak więc jak sam widzisz czytelniku była pełna kontrastów, ale wciąż jeszcze nie lękała się o własne uczucie i serce ale o niego. Wiedziałam, że jeżeli mu powie, że nie może go kochać to zabije go tę wiadomością. Szła więc powoli i przy każdym kroku jej uczucia potęgowały się. Na szyi miała naszyjnik z symbolem miłości, dokładnie taki jaki Arwena wręczyła Aragornowi. Naszyjnik ten przypominał jej o wszystkim co między nimi zaszło. W tym momencie miała przed oczami całą przeszłość. Chciała zawrócić gdyż coraz bardziej bała się. Wiedziała jednak, że los musi się rozstrzygnąć, a marzenia rozwiać lub przemienić w czyn. Szła raz szybciej raz wolniej, ale nie zatrzymała się ani razu. W pewnym momencie ktoś upuścił wazon i rozbił się on tuż przede nią. Drobne fragmenty szkła leżały na około zwiastując klęskę. Wtedy jednak starała się w to nie wierzyć, nigdy zresztą nie przywiązywała większej wagi do tego typu rzeczy. Mimo wszystko jednak cień niepokoju okrył na kilka chwil jej serce a potem powróciła mieszanina uczuć. Wreszcie stało się, oto doszła do Ogrodu luksemburskiego pod pomnik i stanęła. w głowie jej się mieszało. Chciała zawrócić lecz nie widziała nic wokół siebie. Nie słyszała głosów tylko ten pełen chaosu szum dźwięczący w jej głowie jak huk fal morskich rozbijających się o wybrzeża skalistych wysp. Z tego stanu wyrwał ją jego głos "Cześć ". Spojrzała na niego i czar prysł. Nie była w stanie pokochać jego oczu, choć były tak pełne zachwytu i radości. Nie była w stanie przytulić się do niego i poczuć zapachu jego ciała. Nie byłam w stanie nawet chwycić go za rękę. Chciała by już było po tym spotkaniu, by jak najszybciej znaleźć się sam na sam ze swoimi myślami, uwolnić od tego co już nie mogło zaistnieć. Przed nimi były jednak cztery godziny. Czas pełen dla niej cierpienia, niezdecydowania i wielkiego bólu. Wszystkie te uczucia potęgowały się w momencie kiedy spoglądała na niego. Widząc jego radość i uśmiech nie mogła dopuścić do siebie myśli, że będzie musiała z tym skończyć na zawsze. Miała nadzieję, że może on pierwszy poruszy ten temat i wybawi ją z kłopotu. Jego zachowanie utwierdzało ją w przekonaniu że czuje do niej miłość. Słuchałam starając się zachować dobrą minę do złej gry, lecz im bardziej on był radosny tym bardzie ona cierpiała. Jego słowa przepływały tuż obok, to co mówił układało się w mglisty obraz ale ona podążała zupełnie inną ścieżką. Wybrała drogę pełną bolesnej przyszłości, drogę na którą i on z czasem musiał wkroczyć. Gdy uświadamiała sobie, że będą musieli po czterech latach powiedzieć sobie „żegnaj” gdy to wszystko co ma być powiedziane zostanie wypowiedziane, przechodziły ją dreszcze. Jej myśli błądziły niby tuż obok jego, lecz on był bezgranicznie szczęśliwy a ona pogrążona w otchłani rozpaczy. Wiedziała, że nic nie może poradzić. Jego miłość wyrażała się w słowach, gestach, ruchach, przeszłości i uśmiechach. Na końcu stało się coś co potwierdziło jej przypuszczenia. On chciał ją pocałować, ale ona uchyliła się....i wtedy tak strasznie zachciało jej się płakać, wiedziała że na jej szyi pozostanie symbol miłości, że wszystko jest nie tak jak być miało, że w przyszłości jej słowa "nie mogę Cię kochać" zmienią ich życie, rozwieją te cztery lata nadziei niekiedy nawet pewności, na wieczność rozdzielą drogi którymi podążają. Te wszystkie uczucia rzuciły się na nią tak nagle, zwłaszcza w momencie kiedy wsiadała do autobusu. Odjeżdżając zdała sobie sprawę, że ostatni raz w życiu widzi tego człowieka, człowieka który wniósł tyle szczęścia do jej życia, który stał się jego częścią, który był jej marzenie ... Patrzyła na jego sylwetkę niknącą w oddali. Opuściła go w tym momencie na zawsze, po raz ostatni w życiu widząc jego szczęście. Potem w dwa dni późnej rozmawiali. Rozmowa ta spowodowała, że przestała przez chwilę przejmować się Pawłem i pomyślała o sobie. Zdenerwował ją mówiąc, że to nie mogło być nic więc niż przyjaźń...a te maile, słowa i gesty. Zastanawiała się co zrobić. Czy warto tracić przyjaźń? W końcu stwierdziła, że lepiej będzie dla nich jeżeli się rozstaną na jakiś czas by uciszyć wspomnienia, po za tym jakże by mu spojrzała teraz w oczy. Teraz kiedy wyznała mu miłość. Przejmowała się wiele dni, bo tego co było nie da się po prostu odkreślić jak by jej poradzili chłopcy. To nie jest matematyka, to nie jest skończone zadnie o którym można zapomnieć to jest życie, to jest fragment jej egzystencji, jej samej...I te wspomnienia zawsze będą w niej trwały. Miała nadzieję, że pozostanie w końcu tylko to co było piękne. Jednak by uśmierzyć ból potrzebny jest czas. Teraz znów się martwi nie sobą, lecz nim, jak wcześniej. Wie, że bardzo go zraniła przekreślając te trzy lata, ale nie mogłam postąpić inaczej. Czasami wydaje jej się, że on ją kochał, ale kiedy zobaczył że nie może tego odwzajemnić to "uczynił" ze swego uczucia przyjaźń. Chciał w ten sposób zachować honor. Lecz czy to prawda nie wie, być może nigdy nie będzie jej dane znaleźć odpowiedź na to pytanie...
_________________ Serce dla serca a miłość dla wszechświata
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum