Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Posted: Sat Jan 15, 2005 12:08 pm (O) Są rzeczy...
Zamieszczam swoje opowiadanko. Milego czytania
Biegł, wciąż biegł. Wąskie uliczki skąpane w słońcu, brukowana droga. Jednak przemieszczał się niemal bezszelestnie. Stopy nie czyniły najmniejszego hałasu stykając się z podłożem. Od jak dawna już nie biegł. Jak długo nie czuł wiatru we włosach. Jak długo jego oczy nie widziały promieni słońca.
Uciążliwy ból w boku zmusił go do zwolnienia tempa, jednak wciąż biegł. Nagle poczuł wilgoć na policzkach. Dwie łzy toczyły się powoli po jego brudnej twarzy, pozostawiając za sobą jasne smugi. Słone krople radości, wylane po raz pierwszy od tylu lat...
Od ilu lat? Dawno stracił rachubę czasu, a był przecież tak młody. Zamknięty głęboko pod ziemią, zmuszany do ciężkich robót. W ciemnościach, gdzie dzień był niekończącą się mordęgą. Miarowym uderzaniem kilofa o twardą skałę, gdzie jedynym dźwiękiem różniącym daną chwilę od pozostałych był krzyk innych więźniów, karanych za nieposłuszeństwo. W ciemnościach, gdzie noc była tylko chwilowym odpoczynkiem dla ciała przykutego łańcuchami do zimnej ściany.
Przyciągał wzrok. Samotny, młody elf, brudny i w postrzępionych ubraniach, biegnący ulicą. Zbiegły niewolnik, od razu nasuwało się na myśl. Wyrwał jakiejś kobiecie miotłę z dłoni i nie zatrzymując się ani na chwilę uderzył nią o stojący słup. W dłoniach został mu kij, o długości nieco ponad metra.
Słup, elf zastanowił się. Po cóż komu słup w tak biednej dzielnicy. Kiedyś widocznie służył za latarnię, jednak nikomu nie chciało się pilnować tego monotonnego obowiązku. Wieczorem zapalić, rano zgasić – aby nie marnować oliwy. I tak codziennie, przez dni, miesiące, lata. Teraz słup stał samotny... samotny jak elf. Ale elf mógł biec, mógł cieszyć się tą odrobiną wolności, odrobiną szczęścia.
Jego rozmyślania przerwały krzyki dobiegające gdzieś z tyłu. Pościg. Mimo kłującego bólu w boku, przyspieszył. Skręcił w lewo, potem w prawo. Kluczył między straganami, ale nie udało mu się zmylić ścigających go ludzi. Wiedział, że już nie ucieknie. Jednak uparcie biegł, bez przerwy, bez chwili odpoczynku. łzy radości przerodziły się w łzy bólu i żalu. Przysłaniały widok i łaskotały brudną skórę twarzy. Skręcił w lewo i ujrzał, że popełnił błąd. Ślepa uliczka. Smutny koniec jego chwilowej wolności.
Padł na kolana i zaszlochał gorzko wznosząc dłonie do słońca. Dłonie, w których wciąż kurczowo ściskał kij. Otarł łzy wierzchem dłoni i wstał. Odwrócił się dokładnie w tym momencie, w którym jego prześladowcy wpadli w zaułek. Pięciu mężczyzn. Widząc go uwięzionego zatrzymało się i wyciągnęli broń. Pięć topornie wykonanych mieczy zabłyszczało w słońcu. Oni również wiedzieli, że elf nie ma już dokąd uciec. Jeden z mężczyzn, wyższy i potężniejszy wystąpił. Najwyraźniej był ich przywódcą. Cóż za dziwna rasa, ludzie. Przywódca, nieważne czy był inteligentny. Ważne, żeby był wielki i wyględny. Przemówił niskim, ochrypłym głosem:
- Poddaj się, a może zachowasz życie.
Mężczyźni spodziewali się, że zbieg padnie przed nimi na twarz błagając o łaskę. Zawsze tak było. Jak wielkie było ich zaskoczenie, gdy elf powoli pokręcił głową i uniósł kij w obronnym geście.
- Głupcze! Nie masz najmniejszych szans!
Elf tylko wzruszył ramionami zaciskając palce na tym kawałku drewna, który nie mógł się równać pięciu mieczom. Elf wiedział, że mężczyzna ma rację. Nie miał szans. Poczuł na skórze delikatny powiew wiatru i ciepło słońca. Są jednak rzeczy, pomyślał, dla których warto ginąć.
- Jest mój – mruknął przywódca pościgu i natarł na elfa. Ten próbował zasłonić się przed ciosem, lecz ostrze przeszło gładko przez drewno. Mężczyzna uderzył po raz kolejny, tym razem rękojeścią miecza i trafił elfa w skroń. Ciemność przysłoniła mu wzrok. Poczuł, jak jego ciało uderza o ziemię.
- I po wszystkim – uśmiechnął się mężczyzna. Już miał dać swoim kompanom znak, aby związali zbiega i zanieśli go z powrotem do kopalni – to w końcu całkiem dobry niewolnik – gdy elf się poruszył. Powoli uniósł się na łokciach. Rozpoczął niezdarne próby wstania, lecz wielki mężczyzna nie czekał, aż ten się podniesie. Parsknął drwiąco i kopnął elf w brzuch. Następnie chwycił go za ubranie na piersi i brutalnie cisnął swoją ofiarą o ścianę. Jednak ten się nie poddawał. Widząc jego bezowocne próby podniesienia się na nogi, mężczyzna skinął na swoich towarzyszy. Ci wyjęli zza pasów drewniane pałki i z paskudnymi uśmiechami na ustach zbliżyli się do elfa.
Pierwszy cios trafił go w tył głowy. Upadł na ziemię. Próbował osłonić się ręką, lecz silne uderzenie złamało mu kości przedramienia. Nie krzyknę, pomyślał. Nie dam im satysfakcji. Pod innym ciosem, żebro pękło z głośnym trzaskiem. Elf poczuł w ustach smak krwi. Ciepły, czerwony płyn lał mu się na oczy. Nie krzyknę. Następny cios trafił w łokieć. Ból rozlał się po całej ręce, od nadgarstka aż po ramię. Poczuł mrowienie w palcach. Nie krzyknę. Ktoś trafił go w brzuch, potem w bok łamiąc następne żebro. Elf krzyknął z bólu i wściekłości.
Wkrótce mężczyźni odrzucili pałki. To już koniec, myślał elf dysząc ciężko. Próbował się podnieść, lecz oprawcy jeszcze nie skończyli. Bili gołymi dłońmi lub kopali. Jeden z nich miał bicz. Mężczyźni stali nad elfem dysząc ciężko i wymieniając zachwycone uśmiechy. Nagle ich ofiara drgnęła i szepnęła coś cicho. Mężczyźni spojrzeli na siebie ze zdziwieniem. Nie miał prawa się ruszać. Powinien już być martwy, lub co najmniej nieprzytomny. Jeden z nich podniósł elfa, wykręcając mu ręce do tyłu. Ten syknął z bólu.
Niemal całą jego twarz pokrywała krew lejąca się z rozciętej głowy. Oddech miał krótki i urywany za sprawą połamanych żeber.
- Co mówiłeś? – zapytał jeden z mężczyzna. – Powtórz.
- Są... – elf kaszlnął i splunął pozbywając się z ust krwi. Uśmiechnął się pokazując czerwone zęby. – Są rzeczy – podjął. – dla których warto umrzeć.
Jeden z mężczyzn z wściekłym sykiem wydobył z pochwy sztylet i poderżnął elfowi gardło. Ten tylko szarpnął się i ostatni raz spojrzał na bezchmurne niebo, po czym jego ciało zwiotczało w uchwycie trzymającego go człowieka. Młodzieniec wpatrywał się pustym, beznamiętnym wzrokiem w swojego zabójcę. Mężczyzna puścił ciało zbiega. Na ziemi wokół niego błyskawicznie powiększała się czerwona kałuża.
Oprawcy wyszli z zaułka nie śmiejąc się tym razem. Na pytające spojrzenie dowódcy jeden z nich bez słowa przejechał palcem po szyi. Trudno, uśmiechnął się wielki mężczyzna. Jest przecież jeszcze wielu dobrych niewolników. Odeszli i wymazali ten incydent z pamięci. Tak jak wszystkie inne.
_________________ Przede mną przepaść, zrodzona przez winę,
przez grzech Twój, Boże!... Ginę! ginę! ginę!
Jan Kasprowicz
Last edited by Riatha on Sat Jan 15, 2005 12:31 pm; edited 1 time in total
Heh No jest bardzo fajnie. Pomysł świetny, wykonanie całkiem niezłe. Nie ma chyba większych błędów, czyta się szybko, płynnie. Oby tak dalej i czekam na kolejne opowiadanka Twojego autorstwa
Joined: 12 Sep 2004 Posts: 296 Location: Mszana Dolna
Posted: Sun Jan 16, 2005 8:38 am
Treść dość posępna muszę przyznać, ale opis i cały styl przedstawienia na wysokim poziomie.
_________________ Nie gardź jednak legendami, dziedzictwem odległych wieków, często bowiem się zdarza, iż stare niańki przechowują w pamięci wiadomości, które niegdyś największym nawet Mędrcom oddały usługi."
Joined: 21 Jul 2004 Posts: 228 Location: wioska w hobbitonie
Posted: Sun Jan 16, 2005 12:01 pm
To opowiadanie wygląda troche tak jakbyś zaraz przed jego napisaniem czytała Achaje...Cóż taka moja ocena...
Pomysł całkiem fajny, osobiscie mam sporo zastrzeżeń co do stylu pisania, ale to chyba z czasem mija (nie wiem ekspertem nie jestem).
Najbardziej zdziwiło mnie to że ma ono tylko 1 strone - ja pisząc opowiadanie w jeden stronie nie opisze nawet tego co ma wpływ na własciwą akcje a tu całość...Spodobało by się mojemu poloniście któy cały czas krytykuje mnie za zbyt rozbudowane opisy i nie równomierny stosunek akcji do opisu....
Pomijając moje czepianie się wszystkiego to jest bardzo dobre opowiadanie więc pisz dalej
_________________ Gracz: Myślę....
MG: To rzuć k20 i sprawdź czy Ci się udało
Elin dawna Nimue
Joined: 15 Aug 2004 Posts: 2613 Location: stamtąd :P
Posted: Sun Jan 16, 2005 3:35 pm
hmm...smutna historia...ale jak dla mnie dajaca troszke do myslenia...nie wiem...
"sa rzeczy dla ktorych warto umrzec"...
jak to Nimue napisala troszke za krotke...ledwo zaczalem czytac, przesunalem rolke w dol i juz widzialem podpis...no ale mam nadzieje ze next opowiadanie bedzie rownie ciekawe ale troszke dluzsze...:]...
_________________ It's not the east or the west side.
No it's not!
It's not the north or the south side.
No it's not!
It's the Dark side
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum