Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 08 Jul 2003 Posts: 10 Location: Z Rivendell
Posted: Fri Jul 11, 2003 12:45 pm [O] Jedynym wyjściem jest śmierć
Eliksir miłości czyli fantastyczna historia Romea i Julii
W czasach kiedy Valdemort siał śmierć, zarazę i cierpienie wśród mądrych, dostojnych i najsłynniejszych magików na świecie, wydarzyła się historia o której z pewnością nikt by nigdy nie słyszał, gdyby nie tych kilka kartek z pamiętnika Wilkołaka:
"Kochałem ją odkąd sięgam pamięcią. Kiedy mijałem ją na korytarzach Hogwartu odczuwałem naraz wszystkie rozkosze świata: zadowolenie, chęć życia, błogość, zadowolenie ze wszystkiego co robię, radość z tego że natura jest taka piękna, szczęście którego się nie da opisać słowami. Widziałem ją w nocy, kiedy patrzyłem na gwiazdy; rankiem kiedy wąchałem kwiaty; wieczorami kiedy słyszałem grę świerszczy i o brzasku, kiedy rozżarzona kula która daje nam życie roztaczała swe czerwono -pomarańczowo-cytrynowe płomienie na najbliższe pagórki, i o zmierzchu pełnym kontrastów kiedy noc równa się z dniem . Jej uśmiech był moim uśmiechem, jej marzenia były moim cierpieniem, bo pragnęlem jej najbardziej na świecie. Chciałem zrobić dla niej wszystko, ofiarować siebie. Była dla mnie najwyższym bóstwem, a inne dziewczyny wyglądały przy niej jak widma. I tak kochałem całe dnie i noce wstydząc się ujawnić ze swoimi uczuciami. Nie wiem, lecz na początku chyba wolałem przeżywać samotnie ten stan błogości, otumanienia szalonej miłości, której przecież tak daleko było do odwzajemnienia; niż ujawnić jej prawdę o mym uczuciu, bo wtedy musiałbym też wspomnieć o mojej drugiej, wilczej naturze.
Zdecydowałem się w końcu powiedzieć jej wszystko z wyjątkiem tego co powinno być powiedziane najpierw. Zdawałem sobie sprawę, że nie mogłem tak dłużej żyć , cierpienie przecież sięgało już szczytu. Cierpienie wynikające z miłości, szalonej pełnej kontrastów miłości, której do dziś nie mogę zrozumieć. Kiedy się dowiedziała popatrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi niebieskimi oczyma, w których zdawała się kryć cała głębia oceanu i od razu wiedziałem jaka jest odpowiedź. Byłem szczęśliwy a jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że ona nie wie najważniejszego. Czegoś, co z pewnością sprawiłoby w jednej chwili, że spokojny ocean w jej oczach stał by się mieszaniną żywiołów :wiatru ,ognia, sztormu, błyskawic i burzy. I gdzieś tam nad tym wszystkim świeciło by słońce symbol straconego szczęścia, chwilowej nadziei na prawdziwą, świętą miłość...
... Nie powiedziałem jej że jestem wampirem, to tak jak mówiłem zniszczyło by wszystko. Zresztą mnie samego przy przerażała ta wiadomość, gdyż zdawałem sobie sprawę, że wystarczy jeden jedyny niekontrolowany atak, żeby cały ten piękny świat jaki sobie stworzyłem i jaki ona poznała runą w gruzy. Bałem się powiedzieć tego słowa, ale wiedziałem, że zabiłbym ją, zabiłbym moją Iskrę sam sobie z tego nie zdając sprawy. A potem został by tylko smutek i trup, którego nawet najlepsza magia świata nie jest w stanie przywołać z powrotem do życia. Patrzyłbym na nią bez słów i wyczytywałbym z jej szklanych, martwych oczu nienawiść a może zdziwienie, które nie zdążyło jeszcze rozeznać się w sytuacji.
Myślałem o tym wszystkim podświadomie a jednak wiedziałem że przecież to może zdarzyć się zawsze i że prawdopodobieństwo tego jest ogromnie duże, wyrzucałem sobie ,że moja miłość od początku nie mogła mieć szans. Jak się później okazało nie utrzymałem do końca; tej romantycznej, czyli nieszczęśliwej historii; wszystkiego w tajemnicy. Pamiętam jedno z naszych pierwszych i najpiękniejszych spotkań. Z tych, które na zawsze odciskają swe piętno na człowieku. To było w nocy.
Umówiliśmy się na błoniach. wstałem o dwunastej i po cichutku ubrałem się. Jednak najgorsze było przede mną . Wciąż powtarzałem sobie, że wystarczy tylko przejść przez korytarz szkoły i omijać wszelkie przeszkody w postaci woźnego i nauczyciela eliksirów. Z trudem opanowywując drżenie ciała ruszyłem przed siebie. Gruba Dama nie spała, przepuściła mnie bez żadnych ceregieli obrzucając tylko, bardzo pogardliwym spojrzeniem(czy ona nie wie co to miłość?). Nie chcąc narażać się na jej gniew, postanowiłem nie pokazywać jej języka. Resztę korytarza przebiegłem w jakimś szaleństwie, nie zwracając uwagi na ludzi i przedmioty. W obliczu miłości nie ma przecież żadnego niebezpieczeństwa, tylko ciągły niedosyt i strach i szczęście, po prostu niezliczona ilość kontrastów...
...Potem nareszcie ujrzałem jej dumnie, ale pięknie i inspirująco jak u tych starożytnych czarodziejek, wyprostowaną na szczycie wzgórza sylwetkę. Twarz miała skierowana ku księżycowi. Doprawdy mógłbym napisać wtedy niejeden wiersz, choć wcześniej nie znajdowałem w sobie ani krzty talentu .Pobiegłem więc czując podświadomie, że muza zaraz obejmie mnie w ramiona. Jeszcze tylko parę kroków dzieliło mnie od wiecznego szczęścia. I oto w niecałe pięć minut później leżeliśmy na trawie wpatrując się w gwiazdy. Ona opowiadała mi miłosne historie mugolskie(Nigdy nie doceniałem Mugoli ale odkąd poznałem Iskrę, która wychowywała się wśród nich, mój stosunek do tej grupy Homo Sapiens uległ znacznej metamorfozie). Moja kochana Iskra opowiadała o Tristianie i Izoldzie i ich pośmiertnej miłości, o Romeo i o Julii, a wreszcie o nas. Marzyliśmy o tym by te chwile, jakie przeżyliśmy pod niebem przybranym w płaszcz gwiazd, nigdy się nie skończyły. Nasza miłość wyrażała się zarówno w słowach jak i w myślach. Ja rozumiałem ja podobnie jak ona mnie, bez słów. Kiedy patrzyliśmy w gwiazdy , naszym oczom ukazała się dziwna konstelacja. Konstelacja o jakiej nie słyszał jeszcze nikt. Przedstawiała ona dwa jednorożce złączone rogami tak, że przypominały serce. Nazwaliśmy ja konstelacją Iser( Is to pierwsze litery jej imienia, Er mojego -Eris). Stwierdziliśmy że nasza miłość zostanie uwieczniona w gwiazdach. Stanie się nieśmiertelna. Jednak każda piękna chwila musi się kiedyś skończyć. Oto zza horyzontu zaczęło się wyłaniać słońce co oznaczało że, czas powrotu nadszedł.
Odeszłem z nią ze wzgórza kierując się ku zamkowi. I choć w sercu moim wzbierała tęsknota, wierzyłem jeszcze wtedy że przeżyję piękniejsze noce, które pozostawię piękniejszy ślad, a Iser zapisze wszystko w Księdze życia.
Miewałem z nią jeszcze kilka takich spotkań, a każde piękniejsze było od drugiego . Moja miłość pogłębiała się, moje serce było mieszanina cudownych, napełniających szczęściem uczuć. Wiedziałem jednak że niebezpieczeństwo istnieje, a wszystko przez to moje głupie wilkołactwo. Czemu natura była dla mnie taka niesprawiedliwa, a może raczej powinienem spytać, dlaczego los skierował mój wzrok i uczucie na te właśnie piękna dziewczynę- czarodziejkę. Czemu poznałem ja nieodpowiedniego dnia o nieodpowiedniej porze w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. Do dziś wyrzucam to światu, choć mój boże, czy przeznaczenie w ogóle istnieje?
Mimo niepewności powiedziałem jej o mojej ułomności, wykorzystałem jednak do tego środek który zawinił tak wiele a może wybrałem tym sposobem tylko mniejsze zło. Kiedy dziś o tym myślę wydaje mi się że popełniłem błąd, i zastanawiam się czy ta miłość byłaby taka sama, czy nie zepsułem tego co powinno kierować każdym uczuciem: własnej woli tego uczucia, niepohamowanej mieszaniny temperamentów, miłości pełnej kontrastów i szalonej, która odchodzi kiedy ma ochotę. Jednak kiedy by odeszła wtedy a nie później, kiedy już dokonało się co postanowione, zostało by mi dokładnie to samo co teraz czyli smutek, żal, tęsknota ,i przede wszystkim wspomnienie przeszłości. Pierwsza miłość przecież nigdy nie gaśnie, i zawsze staje na pierwszym miejscu, jej cechy charakterystyczne są wzorem do każdej następnej .
Środkiem jaki wykorzystałem był eliksir miłości, który swoją mocą powoduje powiązanie dwóch ludzkich serc na zawsze. Wzbudza miłość, której nie da się już zatrzymać, miłość bez względu na wszystko gotową oddać nawet życie, miłość przy którym spełnia się zasada: uczucie dla samego uczucia, dla samej jego wartości.
Zażyliśmy go oboje i od razu poczułem jak moje serce ogarnia ciepło, i szczęście, znalazłem się w siódmym niebie kochałem wszystkich i wszystko. Mogłem czynić dobro bez ograniczeń. Dla niej poświęcił bym wszystko. Ona również patrzyła na mnie błękitem swych oczu. Nie mogliśmy od tej pory żyć bez siebie, a każda chwila samotności przysparzała nieopisanych cierpień. Kiedy w nocy próbowałem zasnąć ona pojawiała się w moich snach i mówiła " choć, choć", i wstawałem i szedłem po nocy do wezgłowia jej lóżka, a ona ogarnięta tymi samymi przeczuciami czekała na mnie. Potrafiliśmy godzinami patrzyć na siebie i każdy rozumiał co chce powiedzieć drugi. Tak było długo, aż do momentu, kiedy zaczął się atak.
Nie pamiętam wiele z tamtego okresu, wiem tylko że wiedziony jakimś prostym, błahym pragnieniem, zwierzęcym instynktem pobiegłem przez korytarz do jej pokoju i zabiłem ją. Chyba szybko i bezboleśnie, nawet nie wiedziała kim jestem, od czasu kiedy zażyła ten środek wspomnienie o mym drugim ego zanikło w jej pamięci, a w mojej nie przybierało już takich groźnych rozmiarów. A potem, kiedy wszystko minęło i zobaczyłem ja martwą leżącą u mych stóp, prawda spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Płakałem długo nad jej ciałem, w każdym rysie umarłej przebijała się sylwetka czarodziejki. Pozostało już tylko cierpienie, moja dusza straciła coś co było dla mnie jedynym szczęściem. I odtąd każdej nocy patrzyłem w księżyc i na Iser i wspominałem tamte chwile.
Nie zamknięto mnie w Azkabanie, gdyż moje zachowanie było uzasadnione, od tej jednak pory zamknięty byłem w izolatce nauczyciele przychodzili do mnie osobno. Wyłem niekiedy do księżyca i krzyczałem, gdyż jako człowiek i jako wilk odczuwałem tę straconą miłość.
Pamiętam jak pewnej bezksiężycowej nocy wróciłem na miejsce jej śmierci i wydawało mi się, że wciąż tam leży bezbronna, piękna, niewinna z krwawiącymi dłońmi na moich ramionach i głową odchyloną do tyłu, jakby czekała na dawno obiecywany pocałunek. Najbardziej utkwiły mi w pamięci te oczy, które nawet w chwili śmierci nie stracił nic ze swojego błękitu. Wciąż jeszcze przebijał się przez nie zachwyt mną, naturą, całym światem, wieczny optymizm. Imaginacja sprawiła, że ponownie zobaczyłem, zbrukany krwią skraj szaty, spoczywający na mych kolanach. Kolanach kochanka-mordercy.
To wszystko to były straszliwe mary, o jakich każdy chciałby jak najszybciej zapomnieć. One jednak zachowywały się wręcz przeciwnie, napastowały mnie na każdym kroku i każdej nocy, aż do chwili śmierci.
Od jakiś pięciu lat mieszkam w domu dla wariatów, na wydziale wilkołaków, a moje cierpienie nie osłabło ani trochę. Nieledwie jak wczoraj uciekłem stamtąd. Powziąłem ostateczna decyzję i stwierdziłem, że jedynym wyjściem jest śmierć. Ona zabierze przykre wspomnienia, odsunie mnie od ludzi i połączy z ukochana. Tam po drugiej stronie nic nie zmąci naszego szczęścia, będziemy przechadzać się po leśnych ścieżkach przy blasku księżyca i wieczornych gwiazd. Będziemy snuć opowieści w nieskończoność i cieszyć się każda sekundą (o ile po drugiej stronie istnieje czas). Ja i ona na zawsze razem połączeni, nierozerwalnym węzłem miłości i eliksiru, wziąłem który przetrwał śmierć.
Teraz zapiszę ostatnie słowa mego opowiadania, nie wiem czy ktoś je kiedyś znajdzie czy nie, wiem natomiast na pewno że historia moja i mojej ukochanej zostanie uwieczniona przez Isię. Może kiedyś, gdy wygina ludzie a czarodziejska moc wygaśnie na zawsze, Ziemia na nowo odtworzy historię, jak film na ekranie telewizora, i nasza historia zostanie wyśpiewana ponownie jako: nieszczęśliwa, romantyczna miłość dwojga kochanków, spętanych więzami losu, które dopiero po śmierci dały im wolność, która ofiarowała im prawdziwe, nieskończone ,pełne radości uczucie.
Moc Valdemorta, ona mnie zabije, wyciągnę różdżkę i spróbuję odebrać mu trochę jego mocy. Wiem, że zginę ale przecież to mój cel, a przy okazji przysłużę się ludzkości...
...Czuję jak nadchodzi, już mnie zobaczył samotnego wędrowca pośród skał samotności. Jakże zimno się zrobiło, i burza nadchodzi. Chmury zebrały się w jednym miejscu, ciemne, burzowe, nieubłagane. Groza -czuję ją wszędzie, nawet w sobie. Znowu trochę mieszaniny strachu, dumy, szczęścia, bólu. Dreszcze, cały czas mnie przechodzą takie zimne ,bezlitosne. Tną jak noże, powodują, że zaczynam się czuć jak bym już nie był człowiekiem. Oto nadchodzi czas ostateczny. Porzucam tę kartkę i idę wypełnić misję, poświęcić się dla świata a zarazem uratować siebie...żegnajcie słowa, życie, ludzie!
koniec
_________________ Serce dla serca a miłość dla wszechświata
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum