Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Zamieszczam tą basn tutaj ponieważ chce sie z wami podzielic ta opowieścią
A WIEC ........
"Dziwna Baśń..."
Tę legendę echo niesie,
wszystkim, którzy kiedyś zasną,
i zagubią się w tym lesie,
niechaj drogę znajdą jasną...
Tak oto się zaczyna ta dziwna Baśń...
Na górze stojącej dumnie,
pośród innych zaśnieżonych gór,
wznosiła się deszczowa elfia
kraina zwana Ophidiaonem,
w której panowała wspaniała harmonia,
głębia uczuć, oraz nieuchwytne
i niepowtarzalne piękno.
Kraina stworzona wiele
milionów lat temu przez Caran -
jednego z legendarnych trzyokich elfów,
o których od tysięcy lat już nikt nie słyszał.
Wiele wieków temu
w tej deszczowej krainie
żył leśny elf o imieniu Naivelin.
Nosił stary, kolorowy płaszcz,
zwisający i ciągnący się po ziemi,
miał długie, śnieżnobiałe włosy,
które faliście opadały w dół.
Szafirowe światło,
nieograniczone niczym ogromna
przestrzeń błękitnego nieba,
było poświatą zawsze
jaśniejącą z jego oczu,
a jego elfie ciało,
mieniło się wszystkimi kolorami tęczy
i pulsowało przechodząc z jednego w drugi,
o nieuchwytnym dla oka, szalonym,
zmieniającym się ciągle deseniu,
co wywoływało radość u każdej
spojrzawszy nań istoty.
Dlatego wielu nazywało go tęczowym elfem.
Wielki Duch lasów stworzył go właśnie takim,
więc cieszył się Naivelin i radował,
bowiem w swej istocie był do lasu podobny.
Gdy był jeszcze młody,
w swoich snach często słyszał:
Jeżeli świadom jesteś
potęgi swych marzeń i nie pozwolisz
by ktokolwiek Ci je zabrał,
to wtedy się spełnią.
Lecz choćbyś cały świat przemierzył
w poszukiwaniu ich spełnienia
nie znajdziesz go nigdzie,
jeżeli nie nosisz go w sobie.
A tęczowy elf słuchał,
poznawał
i mówił.
Mówił do zwierząt,
a te siadały u jego stóp zasłuchane.
Mówił do kwiatów,
a one zakwitały nawet na mrozie.
Mówił do elfów,
a one kochały, śmiały się i płakały,
jak to elfy.
A tęczowy elf słuchał,
uczył się
i obserwował.
Potrafił kilka lat spędzić
poznając jeden kwiatek na łące,
patrzeć jak rośnie, rozwija się,
czuć jego roślinny zapach w deszcz,
upał, wiosnę i przed letnią burzą,
smak rosy na liściach
i zapach mgły porannej.
A gdy wszystko pojął i poznał całkowicie,
stawał się częścią kwiatu.
Nie zatrzymywał się jednak,
aby je rwać i przechowywać na później,
lecz ciągle szedł naprzód,
bowiem wzdłuż całej swej drogi
miał kwiaty w rozkwicie.
Jakby na znak aprobaty
niebios dla jego życia,
błyszcząca gwiazda świeciła nocą,
oblewając dom tęczowego elfa,
pięknym szmaragdowym światłem,
chociaż nikt nie wiedział
co ją tam sprowadza.
Tak mijały dni,
miesiące,
lata...
A gdy pewnej nocy szmaragdowa gwiazda zgasła,
a reszta gwiazd pogrążona w żałobie
na próżno szukała blasku jednej ze swych sióstr,
tęczowy elf spojrzał w niebo,
w milczeniu wykonał dziwny gest,
i ruszył w drogę,
opuszczając swoją krainę.
Słychać było przytłumione przez chmury,
echo wodospadu dalekiego morza,
oraz bijącą ulewę przedzierającą się
przez ten dziwny świat,
a tęczowy elf szedł i szedł,
wiele dni i wiele nocy,
aż dotarł do tajemniczego lasu.
I szedł nadal dziwiąc się coraz bardziej
i bardziej z każdym następnym krokiem,
ponieważ wszystko do czego się zbliżał,
zaczynało jaśnieć tęczowym światłem.
Było już ciemno, więc postanowił się przespać
by o świcie móc ruszyć dalej.
Położył się pod drzewem
a wokoło niego zwierzęta też w sen zapadły
i słychać było tylko wiatr biegnący gdzieś,
bez celu, grający dziwną pieśń na liściach drzew.
A w gładkiej toni leśnego jeziora
samotny lśnił księżyc.
I w tej ciszy przemówił duch drzewa
pod którym zasnął tęczowy elf:
- Zbudź się, późno już,
jeszcze wiele drogi przed Tobą.
I nastał świt,
a ze świtem przyszła świetlana dusza słońca.
I las ponownie przemówił do tęczowego elfa,
a wraz z nim, zamieszkujące go zwierzęta.
Opowiedzieli mu o młodym smoku
który poświęcił całe swoje życie
usiłując rozszyfrować znaczenie dziwnej,
zupełnie okrągłej, leśnej polany,
na środku której od dawna spoczywał
tajemniczy biały kamień,
o wyglądzie diamentowo czystym,
niewinnym i pięknym,
który swym blaskiem przewyższał słońce,
a księżyc zakrzepłym jego zdawał się być echem.
Na kamieniu spoczywał napis "SAULIRION",
jakby wyżłobiony w podziemiach elfich marzeń,
samotny i zaklęty.
Niewielu w obecnych czasach
zdawało sobie sprawę z istnienia owego kamienia,
a jeszcze mniej, z potęgi jaką w sobie kryje.
Jego pochodzenie od zawsze owiane było mgłą tajemnicy,
dla jednych pozostał tylko baśniową fikcją,
dla innych był jak najbardziej realną postacią,
istniejącą jeszcze w czasach gdy myśl wyrażała się
w kształtach i formach, już dawno zanikłych,
formach o których tylko dawne legendy
zdołały zachować przelotne wspomnienie.
I tęczowy elf, postępując według wskazówek lasu,
odnalazł po wielu latach te miejsce,
a tam, w bezkresnym błękicie nieba,
samotnie spoczywała dziwna,
zupełnie okrągła leśna polana,
oraz tajemniczy biały kamień
leżący obok starego smoczego szkieletu.
A że znał mowę kamieni, przemówił doń.
A gdy mówił, czy to kamień zaśpiewał,
czy to coś śpiewało wokoło.
I zdziwił się niezmiernie i uradował,
że to nie on po raz pierwszy, mówiąc,
tworzy rzeczywistość magią słów,
że kiedy tak, ktoś śpiewa,
coś dziwnego dzieje się z jego myślami i uczuciami,
że pragnie czegoś zupełnie innego niż dotychczas,
lecz tak zupełnie prostego.
I zapragnął pozostać na dziwnej,
leśnej polanie, z białym kamieniem,
by poznać i poczuć do końca, najgłębiej to,
co tak silnie działało na niego.
Pozostał na polanie, słuchając śpiewu,
śpiewając razem z nim,
i cieszył się jego radością,
smucił smutkami, kochał kochane,
bał się tego, co przyprawiało o strach.
Aż zapomnieli o sobie nawzajem, radośni i spokojni.
Tęczowy elf postanowił pozostać na polanie na zawsze,
by poznać do końca, zrozumieć i być razem,
by przeżywać to co przeżył,
jeszcze bardziej i mocniej,
w takt dziwnej, wspaniałej pieśni.
Szum wiatru go wołał, gwiazd widok go wzywał,
i tak siedział, zasłuchany,
jego płaszcz zniszczył deszcz,
myśli odleciały gdzieś daleko...
Ponieważ nie istniał już dla siebie,
dlatego wciąż mógł żyć,
i tylko przechodzące czasami skrajem elfy,
dziwiły się, cóż to za postać siedzi nieruchomo
od wielu lat, obok kamienia.
A gdy pewnej nocy tęczowy elf wstał
i przemówił do niego, to ten zaśpiewał.
Śpiewał głosem cichym, delikatnym,
jakby zawstydzonym własną obecnością,
lecz dał się słyszeć bardzo wyraźnie.
I podszedł do kamienia
rozpuszczając się w jego tęczowym blasku.
I tak śpiewali, już razem, coraz piękniej,
głośniej, wspanialej, i tak zjednoczeni,
w jednej wspólnej pieśni bez słów,
pełnej barw, uczuć i myśli,
radości, marzeń i spełnień,
gdzieś pośród niebiańskiej melodii,
unieśli się wsłuchani w pieśń istnienia
i odlecieli na skrzydłach tęczowego spełnienia,
ku niebu.
A kiedy wiele wieków później,
pierwsi ludzie: Anubrin i Anudia
zupełnie przypadkiem dotarli na okrągłą, leśną polanę,
znaleźli tam tylko dwa bardzo stare szkielety,
a na białym kamieniu obok nich,
siedział dziwny tęczowy motyl:
ślad snów i spełnień, dawnych baśni.
I tak oto się kończy ta dziwna Baśń...
_________________ ELFY sa stworzeniami DOSKONAłYMI !!!
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum