Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Brawo! Dla mnie super ja czegoś takiego nigdy bym nie napisał! To jest poprostu piękne! Widziałem wiele opowiadań napisanych przez fanów mistrza Tolkiena, a te jest jednym z leprzych! Brawo! Czekam na next parta!
_________________ Lord Draco
"Niech Moc Cię Prowadzi"
No W koncu się zmobiizowałam i choć trochę wypadłam z 'nastroju' starałam się jak mogłam pisać nadal takim chaakterystycznym językiem. I tak po pewnym czasie bardzo miło czytać wasze ciepłe słowa na temat 'Czegoś jak Sillmarillion' Dzieki za wszystkie recenzje, a teraz czas na ciąg dalszy. Mam nadzieję, że oddam klimat opowiadania. (ten fragment jest trochę nudnawy w nastepnym zacznie sie coś dziać). Zalecam przeczytanie opowiadania od początku, sama byłam zmuszona to zrobić, nie pamietając zbyt wiele...
-----------------------
Myśliwcy tymczasem uczyli się życia w nowych warunkach. Ciemność, która na początku była dla nich przekleństwem, szybko okazała się dużą pomocą w polowaniach. Pod jej bowiem osłoną wojownicy przemykali się niespostrzeżeni, a zwierzęta które dotąd posługiwały się niemal wyłącznie wzrokiem, były zupełnie bezbronne. Mrok jednak wykształcił w nich nowe zmysły, które wykorzystywały nawet po powrocie jasności, a były nimi węch, słuch i dotyk. Do dnia dzisiejszego wszelkie dzikie stworzenia używają tych zmysłów, prześcigając w tym ludzi.
Od czasu pamiętnej bitwy wiele zmieniło się w społeczności Wielkich Wojowników. Wzorem istot idealnych – Earonów, wyznaczyli swojego króla. Został nim Endalan, ten sam, który był powodem całej bitwy. On jednak był rozumny ponad wszystkich i przewodził współplemieńcom w czasie samej walki. On też pojął sobie za żonę Severrę i nakazał wybudować dla siebie i wszystkich swoich następców zamek, który jednocześnie miał stać się fordem obronnym.
Wokół nowego lokum władcy pochowany wszystkich poległych. Do grobów złożono także ciała Earonów, do jednej wspólnej mogiły, w której jak mówi legenda leżą do dziś, choć ludzie zapomnieli o najdoskonalszych istotach tego świata. A pamięć o nich przetrwała już tylko w gwiazdach, błyszczących nieprzerwanie nad naszymi głowami.
Zamek króla nazwano ‘Fordem Poległych’, a w języku Myśliwych brzmi on ‘Gredess’. Tam też zamieszkał Endalan wraz z Severrą.
Przez długie lata nic nie zakłócało spokoju Królestwa Myśliwców. Jego mieszkańców nie ograniczały żadne zasady, za wyjątkiem jednej – nikomu nie wolno było postawić nogi na ziemiach Beany (‘Domu Króla’), dawnego miejsca życia Earonów. Był to hołd złożony przez myśliwych najwspanialszym z mieszkańców Ziemi.
Para Królewska doczekała się syna, któremu nadano imię Karroe, co oznacza ‘Odnowiciel’.
Cdn.
[ Dodano: Sro Gru 15, 2004 6:16 pm ]
- Hej, ty !! – Rrened poczuł jak zimny dreszcz przebiega mu o plecach. Zdjął go strach, że i tak nie dotrze do Beany, że złapią go wartownicy i poprowadzą do króla.
- Już za późno. I tak nie ucieknę – szepnął chłopak i zebrawszy się w końcu na odwagę, skoczył między drzewa. Przez chwilę leżał wstrzymując oddech. Usłyszawszy, że głos wartownika z każdą chwilą oddala się od niego i brzmi coraz słabiej, podniósł się z ziemi i biegiem ruszył przed siebie. Znajdował się w nieznanej, dzikiej i jak mu się zdawało, nieprzyjaznej krainie. Nie zważając na zagradzające mu drogę kłody i korzenie mknął ile sił w nogach, zagłębiając się w ciemny las. Niebo nad głową zdawało mu się ciemne jak nigdy, a gwiazdy ledwie tliły się mętnym światłem. Nagle w polu jego widzenia pojawiło się przedziwne wzgórze. Sterczało jak wielka latarnia w morzu drzew i Rrenedowi zdawało się jakby od szczytu biło jasne światło. Bez chwili wahania skierował się ku niemu, z nową nadzieją w sercu. Jak w transie biegł przed siebie, potykając się często o kamienie i splątane gałęzie roślin, a światło błyszczące coraz bliżej niego przyciągało go i dodawało otuchy.
Gdy w końcu znalazł się u podnóży wzgórza ze zdziwieniem stwierdził, iż stromo pną się przed nim kamienne schody, szerokie i przestronne, prowadzące najpewniej ku szczytowi. Rrened rozpoczął mozolną wspinaczkę ku górze. Z każdym krokiem ciemności wokół księcia zapadały coraz głębsze. Potworny strach przed nieznanym ścisnął jego serce. Chłopak zaczął sobie wyrzucać, że zdecydował się porzucić rodzinne strony i opuścić bezpieczne królestwo ojca. Beana wcale nie zdawała mu się piękna, jak to o niej mówiły legendy, a raczej straszna, złowroga i wcale niechętna do przyjęcia pielgrzyma z odległych stron.
Nagle Rreneda oślepił strumień światła. Krzyknął ze zdumienia i mrużąc oczy po omacku ruszył przed siebie. Gdy jego wzrok przyzwyczaił się do jasności poznał rozwiązanie wcześniejszej zagadki. Szczyt wzgórza otoczony był pierścieniem srebrzystego ognia, a pomimo, że Rrened stał w nim po kostki, to płomień nie parzył jego stóp, ani też nie zajął butów czy ubrania. Chłopak doszedłszy do wniosku, że nic mu nie grozi przeszedł przez tańczące w powietrzu płomienie i ... aż zachłysnął się z podziwu. Ogień zniknął z jego oczu, a Rrenedowi wydało się, jakby znalazł się w innym świecie. Z każdej strony roztaczał się przed nim wspaniały widok, gwiazdy świeciły ogromne i jasne, tuż nad jego głową, a ściany wzgórza porośnięte były niezliczoną ilością drzew. Chłopak rozglądnął się. Widział jak na dłoni całe rozległe królestwo Beany, o którym dotąd mógł tyko śnić. Już nie żałował, że sprzeciwił się ojcu i zapuścił w nieznane. Spoglądnął przez swoje lewe ramię i poczuł jak nogi uginają się przed nim z zachwytu i podniecenia. Zobaczył bowiem, oświetlone gwiazdami, morze. Jaśniejsze od nieba, niebieskie i szare, błyszczało w dali, falując delikatnie. Brzeg był rozległy, piaszczysty, a pomiędzy złotymi ziarenkami błyszczało setki kolorowych punkcików. Rrened domyślił się, że to drogie kamienie, które kapryśny ocean porzucił w czasie przypływu. Gdy obrócił głowę w prawo, zobaczył bezkresny las. Teraz jednak drzewa nie zdawały mu się wcale ciemne i nieprzyjazne. Liście każdego z nich były jasnozielone, przeplecione srebrnymi i złotymi nićmi. Dalej, na granicy widoczności Rrened dostrzegł jasna kreskę rzeki, która od północnej strony chroniła drogi do Królestwa.
Książe uświadomił sobie, że las wcale nie jest cichy. Liście drzew, ocierając się o siebie, szumiały przy każdym tchnieniu wiatru. Tuż za uchem Rreneda ptak gwizdał radośnie, pozdrawiając jakby młodzieńca. Nagle, z setek ptasich gardeł, dobył się śpiew, melodia zadźwięczała w uszach księcia. Oszołomiony nagłą zmianą, stał przez chwilę zasłuchany i nie mógł się nadziwić niesamowitemu śpiewowi ptaków. Każdy z nich robił to na własny sposób, na własną melodię, a mimo to setki głosików łączyło się w jedną przepiękną pieśń.
Czasem śpiew cichł po jednaj stronie, by za chwilę wybuchnąć po drugiej. Czasem Rrened słyszał tylko jednego ptaka, a po chwili dołączał się do niego wielogłosowy chór niezliczonej ilości stworzeń. Śpiew brzmiał wesoło, czysto perliście, ale wśród radosnych głosów ptasich młodzieniec dosłyszał także inną melodie – przejmującą smutkiem i bólem. Długą chwilę przysłuchiwał się, szukając jej źródła. Zdawało mu się, że słyszy ją tuż za swoimi plecami. Odwrócił się i zobaczył na jednej z gałęzi przepięknego ptaka, choć jego widok bardziej budził litość niż podziw. Cały był czarny, czarniejszy niż najciemniejsza noc, a z gardła dobywał się nabrzmiały troską cichy śpiew. Nagle melodia zachwiała się i urwała. Ptak uchylił przymknięte powieki i zobaczył wysmukłego młodzieńca, patrzącego wprost na niego. Sfrunął po chwili na ziemię, tuż pod stopy Rreneda i nagle... Chłopak przetarł oczy ze zdumienia. Przed sobą nie widział już małego stworzonka lecz... lecz piękną dziewczynę ubraną w czarną, błyszczącą suknię, z ciemnymi włosami spływającymi na ramiona i ogromnymi, błękitnymi oczyma pełnymi łez. Była ona niesamowicie piękna i to takim rodzajem piękna, którego nie spotyka się u śmiertelnych istot. Emanował od niej smutek i ból, a patrząc na nią Rrenedowi zdawało się, że nie ma takiej rzeczy która mogłaby go uśmierzyć.
- Dlaczego jesteś taka smutna, o pani ? – powiedział książę niepewnym głosem.
Dziewczyna podniosła na niego wzrok. Lodowaty dreszcz przeszedł Rreneda. Zdawało mu się, że oczy nieznajomej, choć zdawała mu się bardzo młoda, widziały już wszystko co można w świecie zobaczyć. Przez chwilę młodzieniec pomyślał, że jedyne czego pragnie dziewczyna to śmierć.
- Jestem Erana i kiedyś byłam wielką księżniczką tego królestwa. – słowa docierały do uszu Rreneda ze sporym opóźnieniem. Młodzieniec rozkoszował się samym głosem, nigdy bowiem nie słyszał tak przyjemnego dźwięku. – Ale okres jego świetności już dawno przeminął. Jesteś synem Endalana, prawda ? Twój ojciec ... – głos dziewczyny załamał się – Twój ojciec ... zabił mojego męża. – Erana palcem wskazała na jedną z gwiazd błyszczących na niebie. Wtedy Rrened zrozumiał dlaczego wydała mu się ona tak przedziwna. Należała do najwspanialszego plemienia. Jest jedyną jego przedstawicielką pozostałą tu – w dolinie. Zdało się mu także, że rozumie jej smutek. Wiele lat spędziła samotnie, ze świadomością, że nigdy już nie zobaczy ukochanego. Długi czas wahał się co odpowiedzieć dziewczynie.
- Wiele kobiet w naszym kraju także opłakiwało swoich mężów.
Erana zwróciła przenikliwy wzrok na chłopca. Nigdy nie patrzyła na to w ten sposób. Zawsze dostrzegała nieszczęście swoje, ale nigdy innych. Earonowie zginęli, ale wielu spośród Myśliwców także.
- Usiądź obok mnie, Rrenedzie. Opowiedz mi proszę o świecie, który jest poza tym królestwem.
Długo rozmawiali. On mówił jej jak wygląda życie w jego kraju, a ona jemu u dawnych czasach, które śmiertelni określają często mianem wieczności. A gdy Rrened z błyskiem w oku, właściwym tylko istotom bardzo młodym, wspominał wspaniałe bitwy, w których brał udział, gdy opowiadał jej o pędzących koniach, błyszczących tarczach i ostrych mieczach, Erana uśmiechnęła się. Pierwszy raz odkąd dowiedziała się o śmierci ukochanego. A kiedy Rrened zobaczył jej radość, zakochał się w niej bez pamięci. Z pełną wzajemnością. Nie było i nigdy nie będzie na świecie pary tak w sobie zamiłowanej. Od tej pory stali się nierozłączni. Wspominali czasy przed swoim spotkaniem i często milczeli wspólnie zasłuchani w śpiew ptaków i szum liści. Spoglądali razem na gwiazdy i spacerowali po złotym piasku wybrzeża.
Mijały długie lata, a wkrótce oboje mieli poznać jak straszny jest los śmiertelników. Rrened starzał się z każdym dniem i z młodzieńca przerodził się w starca. żadne z nich nie chciało rozstania, ale było im ono przeznaczone. Z niepokojem więc myśleli o dnu, w którym świat będzie musiał opuścić Myśliwiec. A gdy pewnego dnia przyglądali się gwiazdom błyszczącym na niebie, Rrened zachwiał się i upadł. Twórca wszystkiego wzywał go do siebie, aby dopełnił los stworzenia śmiertelnego. Ale Erana wiedziała, że nie przeżyje już kolejnej straty. Miłość tych dwojga była silniejsza nawet od przeznaczenia. Więc kiedy Rrened żegnał się z nią ostatnimi słowy, zapłakało gorzko i pragnęła odejść z ukochanym do krainy zmarłych. A gdy słone łzy spłynęły z jej policzków i spadły na pierś mężczyzny, ziemia zadrżała. Nawet moc wszechmocnego nie mogła sprzeciwić się miłości tej pary. Ich dusze, jak ongiś greudany Earonów, zapłonęły na niebie i jaśnieją tam do dziś. Rreneda przezwano Słońcem, Erane – Księżycem. Ich miłość nigdy się nie skończy i trwać będzie aż po krańce świata.
Powyższe fragmenty to jedynie początek historii naszego świata. Innej, piękniejszej historii, w której obok śmiertelnych ludzi poznać można wiele plemion, tak nam bliskich i dalekich zarazem. To alternatywna przeszłość naszej planety, niosąca nadzieję nie tylko na lepsze wczoraj, ale i lepsze jutro.
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum