Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
Nowy Cien
Author Message
Varken 
Wieża Wartownicza Amon Sul



Joined: 22 Nov 2005
Posts: 64
Location: Jamajka
Posted: Wed Dec 14, 2005 5:38 pm   Nowy Cień

Zamieszczam tutaj fragment z książki ‘The History of Middle-earth: The Peoples of Middle-earth” ze strony 409-421 tłumaczenia Ryszarda Derdzińskiego.

J.R.R. Tolkien
NOWY CIE?‘
Ciąg dalszy Władcy Pierścieni

Za dni Eldariona, syna owego Elessara, o którym inne historie powiedzieć mogą wiele, poczyna się nasza opowieść. Sto i jeszcze pięć lat minęło od upadku Czarnej Wieży, a już większość mieszkańców Gondoru niewiele sobie poważała historię tamtych wydarzeń, choć żyło jeszcze kilku spośród tych, co pamiętali Wojnę o Pierścień niczym cień, który padł na ich wczesne dzieciństwo. Jednym z nich był stary Borlas z Pen-arduin. Był to młodszy syn Beregonda, pierwszego Dowódcy Straży Księcia Faramira, który przeniósł się za swym panem z Miasta do Emyn Arnen.
- Korzenie Zła sięgnęły zaprawdę głęboko - rzekł Borlas - a czarne soki są w nich wciąż bardzo silne. Tego drzewa nikt nigdy nie zdoła uśmiercić. Niech ludzie rąbią w nie tak często, jak tylko można, bo gdy tylko się człowiek obraca, drzewo wypuszcza nowe pędy. Nawet w Święto Zrębu nie powinno się wieszać topora na ścianie!
- Zapewne poczytujesz sobie twe słowa, panie, za bardzo mądre – powiedział Saelon - To łatwo zgadnąć po smutku w twym głosie i po tym, jakżeś skłonił swą głowę. Ale o czymże tu mowa? Panie, życie twoje biegnie, jak się zdaje całkiem miło jak na człowieka w sile wieku, co z domu się w podróże nie wybiera. Gdzieżeś panie znalazł pęd tego ciemnego drzewa? Czyżby w swoim własnym ogródku.
Borlas podniósł głowę, a spojrzawszy z uwagą na Saelona, zadumał się nad tym, czy też czoło tego zazwyczaj wesołego młodego żartownisia nie ukrywa więcej niż można wyczytać z jego twarzy. Borlas nie miał zamiaru otwierać przed nim swego serca, ale rozpalony myślami odezwał się głośno, bardziej do siebie niż do towarzysza. Saelon nie odwzajemnił spojrzenia. Nucił po cichu wycinając kozikiem gwizdek z zielonej wierzbiny.
Obydwaj siedzieli w zaciszu drzewnej altany ponad stromym wschodnim brzegiem Anduiny, w miejscu gdzie rzeka przepływa u stóp wzgórz Arnen. Znajdowali się w ogrodzie Borlasa, a jego mały domek z szarych kamieni widać było poprzez gałęzie drzew ponad nimi, na zachodnim zboczu wzgórza. Borlas spojrzał na rzekę, na drzewa pokryte czerwcowymi liśćmi, a potem w dal ku wieżom Miasta w płomieniach późnego popołudnia.
- Nie w moim ogródku - odpowiedział w zamyśleniu.
- Czemuś, zatem taki stroskany? - Spytał Saelon - Jeśli ktoś posiada piękny ogród otoczony mocnym murem, to ma w sam raz tyle, ile potrzeba by się z przyjemnością oddać jego uprawie.
Zamilkł.
- Tak długo, jak tylko utrzymuje w sobie siły życia - dodał - Gdy te zawodzą, po cóż kłopotać się innymi bolączkami? Bo wkrótce trzeba będzie opuścić swój ogród na zawsze, i inni będą musieli go doglądać.
Borlas westchnął, ale nie odpowiedział, a Saelon kontynuował:
- Są jednak i tacy, których to nie zadowoli, i do końca swego życia niepokoją oni swe serca sprawami sąsiadów, Miasta, i Królestwa, i całego szerokiego świata. Ty do nich należysz, Panie Borlasie, i zawsześ taki był odkąd żem cię spotkał po raz pierwszy jako chłopiec złapany na szkodzie w twoim sadzie. Nie dość ci było wtedy, panie, tylko się na mnie pogniewać – tyś mnie nie zbił dla nauczki, i nie podwyższyłeś płotu. O nie. Ty, panie, mocno strapiony koniecznie chciałeś, abym się poprawił. Wziąłeś mnie do swego domu i długoś do mnie przemawiał.
Pamiętam dobrze: - To sprawki orków – powtarzałeś wiele razy – Kraść smaczne owoce – w porządku. Myślę, że to nie gorsze niż sprawki chłopców, którzy są głodni albo też, gdy ich ojcowie nie przykładają się do wychowania synów. Ale strącać niedojrzałe jabłka tylko po to by je porozbijać albo by nimi rzucać! To sprawki orków. Jak mogłeś wpaść na taki pomysł, chłopcze?
Sprawki orków! Bardzoś mnie tym zezłościł, panie Borlasie, a byłem zbyt dumny, aby ci odpowiedzieć, choć w sercu miałem dziecinną odpowiedź: - Jeśli to źle, gdy chłopiec kradnie jabłko, bo jest głodny, to źle również, gdy kradnie jabłka dla zabawy. Ale nie jest to gorszy uczynek. Proszę nie mówić mi o sprawkach orków, albo pokażę panu jak one naprawdę wyglądają!
Myliłeś się, panie Borlasie, bom już dawniej słyszał opowieści o orkach i o ich dziełach, alem wcześniej nie był nimi zainteresowany – aż do tamtego dnia. Tyś zwrócił ku nim moje myśli. Wyrosłem nie czyniąc już żadnych kradzieży (mój ojciec nie należał do najłagodniejszych), ale nie zapomniałem o orkach. Czułem wielką nienawiść, która mnie wypełniała i myślałem o tym, jak słodką może być zemsta. Bawiliśmy się w orków, ja i moi przyjaciele, i czasem zastanawiałem się: Czy nie zebrać mojej bandy, pójść do niego i ściąć mu wszystkie drzewa? Pomyślałby, że rzeczywiście wrócili orkowie. To było jednak dawno, dawno temu... – Saelon zakończył z uśmiechem.
Słowa te zaskoczyły Borlasa. Oto ktoś mu się zwierzył, gdy tymczasem on tego nie odwzajemniał. Było coś niepokojącego w tonie młodego człowieka – coś, co kazało się zastanowić Borlasowi czy też nie jest tak, że wspomnienie dzieciństwa nie tkwi tu wciąż głęboko, głęboko niczym korzenie czarnego drzewa. Tak, nawet w sercu Saelona, który był przyjacielem jego własnego syna, w sercu młodzieńca, który ostatnimi laty okazał, Borlasowi tyle przyjaźni w jego samotności. W każdym razie postanowił nie mówić już nic więcej o swych przemyśleniach.
- Niestety – rzekł – wszyscy popełniamy błędy. Nie twierdzę, żem posiadł mądrość, młody człowieku, z wyjątkiem może tej niewielkiej, którą nabywa się wraz z upływem lat. A to doświadczenie podpowiada mi, że czasem, ci, którzy mają dobre zamiary wyrządzają więcej krzywd niż ci, co pozwalają rzeczom biec ich własną drogą. Przepraszam cię za to, co rzekłem, jeśli obudziło to nienawiść w twym sercu. Ja jednak wciąż myślę, że to przedwcześnie może wypowiedziana, ale jednak prawda. Z pewnością nawet chłopiec musi zrozumieć, że owoc jest owocem i nie osiąga on pełni swego istnienia, dopóki nie dojrzeje. A zatem zmarnowanie niedojrzałego owocu jest gorsze nawet niż okradzenie człowieka, który go doglądał – w ten sposób okrada się świat, powstrzymuje się dobrą rzecz przed jej wypełnieniem. Postąpić tak, to jak dołączyć do tego wszystkiego, co jest złe, do wszystkich pasożytów i chorób dręczących drzewo i do nieprzyjaznych wiatrów. A to jest postępowanie orków.
- I postępowanie ludzi – stwierdził Saelon – Nie! Nie mam na myśli tylko dzikich ludów, albo tych co żyją „w Cieniu”, jak się czasem mówi. Myślę o wszystkich Ludziach. Dziś nie zmarnowałbym zielonego owocu. Ale tylko, dlatego, że nie miałbym teraz z niedojrzałych jabłek żadnego pożytku, nie dla twoich wyniosłych racji, panie Borlasie. W rzeczywistości twoje racje są dla mnie tak nieświeże, jak jabłka, które przetrzymywano nazbyt długo. Dla drzew wszyscy ludzie są orkami. Czy ludzie zastanawiają się nad dopełnieniem historii drzewa, gdy zabierają się do jego ścięcia? Z jakiegokolwiek powodu – czy pod uprawę ziemi, czy po to by użyć jego ciała jako drewna do budowy lub pod opał, albo po prostu, aby mieć lepszy widok? Gdyby drzewa mogły osądzać, czy postawiłyby ludzi ponad orkami, a także ponad wszystkimi dręczącymi je pasożytami i chorobami? Mogłyby zapytać, czy też człowiek ma większe prawo do karmienia się ich sokami od wszystkich pasożytów?
- Człowiek – rzekł, Borlas – który dogląda drzewo i czuwa by nie dręczyły go pasożyty i wielu innych wrogów nie działa jak ork lub szkodnik. Jeśli spożywa jego owoc, nie robi tego aby drzewo zranić. Drzewo wydaje owoce ponad swe potrzeby, – aby przetrwał jego gatunek.
- Pozwólmy mu, zatem zjeść owoc lub użyć go dla zabawy – powiedział Saelon. Jam jednak mówił o zabijaniu: ścinaniu i spalaniu; jakim prawem ludzie czynią takie rzeczy drzewom?
- Nie. Tyś nie o tym mówił. Mówiłeś o osądzie drzewa w tej materii. Ale drzewa nie są sędziami. To dzieci Eru są władcami. Mój osąd, będący jednym z wielu ludzkich osądów, już poznałeś. Zła tego świata nie było zrazu w wielkim Temacie, pojawiło się ono wraz z dysharmonią Melkora. Ludzie nie nadeszli z tym brakiem harmonii. Wkroczyli oni w dzieje później, jako nowina pochodząca wprost od Eru, Jedynego, i dlatego nazywają się Jego dziećmi, a do używania wszystkiego, co było obecne w Temacie mają oni, dla ich własnego dobra, prawo – rzecz jasna bez pychy i złej woli, ale z szacunkiem.
Jeśli najmłodsze dziecię leśnika odczuwa chłód zimy, to nie skrzywdzi się nawet najdumniejszego z drzew, jeśli każemy mu poddać swe ciało aby móc ogrzać dziecko ogniem. Ale dziecku nie wolno niszczyć drzewa dla zabawy czy w złości, kaleczyć jego kory albo łamać gałęzi. A dobry gospodarz użyje wpierw, o ile może, leżącego już drewna, albo martwego drzewa; nie zetnie młodego drzewa i nie pozostawi go by zbutwiało dla własnej przyjemności i dla zabawy toporem. To orkowa zabawa.
Jest wciąż tak jak już powiedziałem: korzenie Zła sięgają głęboko, a trucizna, która w nas krąży pochodzi z daleka, tak, że wielu postępuje dziś w ten sposób – czasami, a wtedy stają się naprawdę jak sługi Melkora. Ale orkowie postępowali tak zawsze. Z lubością zadawali cierpienie tym stworzeniom, które mogą odczuwać ból, a powstrzymywała ich jedynie ograniczona władza, nie zaś roztropność czy miłosierdzie. Ale o tym powiedzieliśmy już wystarczająco wiele.
- Zaraz! – Rzekł Saelon – Zaczęliśmy zaledwie. Nie o twoim ogrodzie, ni o twych jabłkach, również nie o mnieś myślał, gdyś mówił panie o odradzaniu się ciemnego drzewa. O czym myślałeś, panie Borlasie? Nie mogę odgadnąć. Posiadam oczy i uszy, jak również inne zmysły, panie – jego głos osłabł i ledwie słychać go było wśród szeptów nagłego chłodnego powiewu wśród liści, gdy tylko słońce zaszło za Mindolluiną.
- Czyś słyszał już panie to imię? – Prawie bezgłośnie wyartykułował – imię Herumor?
Borlas spojrzał na niego z zaskoczeniem i przestrachem na twarzy. Otwarł drżące usta jakby chciał coś powiedzieć, jednak nie wydobyło się z nich żadne słowo.
- Widzę, żeś słyszał – rzekł Saelon – I zdaje się, żeś zmieszany tym, że ja także o nim wiem. Ale nie jesteś bardziej zaskoczony ode mnie, gdym odkrył, że imię to dotarło i do ciebie, panie. Bo, jakem rzekł, oczy i uszy mam bystre, a twoje są już stępione nawet dla codziennych potrzeb. Sprawy te zaś trzymano w tajemnicy tak skutecznie, jak na to pozwalał spryt.
- Czyj spryt? – Gwałtownie i nagle spytał Borlas. Być może wzrok miał przytłumiony, ale teraz oczy jaśniały mu w gniewie.
- Ależ, mowa o tych, co posłyszeli wezwanie tego imienia, rzecz jasna – spokojnie odpowiedział Saelon – Nie są jeszcze tak liczni, aby wystąpić przeciw ludowi, Gondoru, ale ich liczba wzrasta. Nie wszyscy są zadowoleni od czasu śmierci Wielkiego Króla, i mniej jest teraz przestraszonych.
- Tom już odgadł – powiedział Borlas – i ta myśl zmraża ciepło lata w mym sercu. Bo można mieć ogród o mocnych murach, Saelonie, a nie znajdywać wśród nich pokoju i zadowolenia. Są wrogowie, których nie powstrzymają mury; w końcu ten ogród jest tylko częścią strzeżonego państwa. To w murach państwa upatruje się ochrony. Ale, o jakim wezwaniu mowa? Cóż zamierzają oni uczynić? – Wykrzyknął kładąc dłoń na kolanie młodzieńca.
- Zanim odpowiem, chcę zadać ci, panie, jedno pytanie – powiedział Saelon spoglądając na starca z oczekiwaniem w oczach – W jakiż, że sposób ty, który siedzisz tu w Emyn Arnen i rzadko bywasz dziś nawet w Mieście, usłyszałeś, panie szept tego imienia?
Borlas spuścił oczy ku ziemi i objął rękoma swoje kolana. Dłuższy czas nie odpowiadał. W końcu podniósł znowu głowę, jego twarz stężała a patrzył teraz na Saelona z wielką uwagą: - Nie odpowiem na twoje pytanie, Saelonie – rzekł – Nie, dopóki nie zadam ci innego pytania. Powiedz mi wpierw – mówił powoli – czy jesteś jednym z tych, którzy posłuchali wezwania?
Na ustach młodzieńca pojawił się przez chwilę się dziwny uśmiech.
- Atak jest najlepszą obroną – odpowiedział – tak radzą nasi Dowódcy; ale gdy obydwie strony postąpią zgodnie z tą radą, słychać już tylko zgiełk bitwy. Odwzajemnię ci się. Nie odpowiem na twe pytanie, panie Borlasie, dopóki ty nie odpowiesz na moje: czyś jest jednym z tych, co go posłuchali, czy też nie?
- Jakże możesz tak myśleć? – Krzyknął Borlas.
- I jak ty możesz tak myśleć? – Zapytał Saelon.
-Jeśli o mnie chodzi – powiedział Borlas – to czy moje słowa nie mówią same za siebie?
- A czy moja mowa – rzekł Saelon – pozostawia jakieś wątpliwości? Dlatego, że broniłem małego chłopca, który rzucał niedojrzałymi jabłkami wraz z kolegami, przed nazywaniem go orkiem? Albo, dlatego, że mówiłem o drzewach cierpiących z rąk człowieka? Panie Borlasie, niemądrze jest osądzać czyjeś serce na podstawie słów wypowiedzianych w sprzeczce, niezgodnych z twoimi opiniami. Może ich powodem była chęć zaniepokojenia ciebie. Może to zbyt śmiałe, ale na pewno lepsze niż puste echo. Nie wątpię, że wielu z tych, o których tu mówimy, użyłoby słów równie podniosłych jak twoje, i mówiłoby w twej obecności o Wielkim Temacie i podobnych rzeczach. No dobrze, kto odpowie pierwszy?
- Mógłby to być młodszy z grzeczności dla starszeństwa – powiedział Borlas – a wśród ludzi sobie równych, ten, którego wpierw zapytano. Ty jesteś zarówno pierwszym jak i drugim.
Saelon uśmiechnął się: - Bardzo dobrze – powiedział – Zobaczmy: pierwsze pytanie, na któreś nie otrzymał odpowiedzi brzmiało: o jakim wezwaniu mowa? Cóż oni zamierzają uczynić? Czy twój wiek i wiedza nie znajdują odpowiedzi pośród przeszłych zdarzeń? Ja jestem młodszy i brak mi wiedzy. Jednak, jeśli rzeczywiście chcesz wiedzieć, sprawię, że szepty te staną się dla ciebie bardziej zrozumiałe.
Powstał. Słońce zaszło już za górami; pogłębiały się cienie. Zachodnia ściana domku Borlasa na zboczu wzgórza pożółkła w blasku zmierzchu, ale rzeka w dole była ciemna. Spojrzał w górę w niebo, a potem znów w dół ku Anduinie. – Wieczór jest wciąż jasny – powiedział, – ale wiatr wieje ku wschodowi. Chmury zakryją księżyc dzisiejszej nocy.
- Dobrze, ale co z tego? – Powiedział Borlas drżąc z lekka na chłodnym wietrze.
-Jeśli ostrzegasz starca by pospieszył, czym prędzej do domu i schronił swe kości przed reumatyzmem...? – Wstał i ruszył dróżką w kierunku swego domu myśląc, że młodzieniec nie powie już nic więcej. Ale Saelon zastąpił mu drogę i położył swą dłoń na jego ramieniu.
- Ostrzegam cię raczej byś ubrał się cieplej po zmroku – powiedział. – To znaczy, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej. Bo jeśli tak, to pójdziesz ze mną tej nocy na przechadzkę. Spotkamy się przy twojej wschodniej bramie, za domem; przejdę tą ścieżką jak tylko zrobi się ciemno, a ty pójdziesz ze mną lub nie – twoja wola. Będę ubrany w czerń i każdy, kto idzie zemną musi wyglądać tak samo. A teraz do zobaczenia, panie Borlasie! Naradź się ze sobą nim jeszcze jest jasno.
Z tymi słowy Saelon pokłonił się i odwrócił, podążając wzdłuż innej ścieżki, która biegła nad krawędzią stromego nabrzeża na północ ku domostwom ojca. Zniknął za zakrętem, gdy jego ostatnie słowa wciąż odbijały się echem w uszach Borlasa.
Po odejściu Saelona Borlas wciąż stał czas jakiś z przymkniętymi powiekami opierając swe czoło o chłodną korę drzewa stojącego przy ścieżce. Stojąc tak próbował przypomnieć sobie jak też rozpoczęła się ta dziwna i niepokojąca rozmowa. Nie postanowił jeszcze, co zrobi po zapadnięciu nocy.
Nie czuł się dobrze od wiosny, choć całkiem nieźle jak na swe lata, które doskwierały mu mniej niż samotność. Odkąd jego syn, Berelach, znów opuścił dom w kwietniu – pracował na Okrętach i teraz mieszkał głównie w pobliżu Pelargiru, gdzie odbywał swą służbę – Saelon stał się bardziej pilny, ilekroć był w domu. Ostatnio wiele wędrował po kraju. Borlas nie był pewny, co też on robił, choć zrozumiał, że wśród różnych interesów, zajmował się też drewnem. Przynosił swemu staremu przyjacielowi wieści z całego królestwa. Albo jego staremu ojcu; bo Berelach swego czasu był jego stałym kompanem, choć teraz zdawali się spotykać bardzo rzadko.
- Tak, to stało się wtedy... – Powiedział pod nosem Borlas – Mówiłem Saelonowi o Pelargirze, wspominając Berelacha. Nad Ethir miały miejsce jakieś małe niepokoje: zaginęło kilku żeglarzy, jak również jedna z łodzi Floty. Nic więcej zgodnie z tym, co mówił Berelach.
Pokój osłabia wszystko – pamiętam jak to powiedział przytaczając słowa podoficera: Tak, wyruszyli w sobie tylko znanym celu, jak przypuszczam – przyjaciele z jednej z zachodnich przystani, zapewne – bez pozwolenia i bez przewodnika, i utonęli. Dobrze im tak. Mamy dziś tak niewielu prawdziwych żeglarzy. Ryby dają więcej profitu. A wszyscy wiedzą, że zachodnie wybrzeże nie jest bezpieczne dla tych, którym brak doświadczenia.
To było wszystko. Powiedziałem o tym Saelonowi i spytałem, czy na południu słyszał coś o tej sprawie. Tak – powiedział – Słyszałem. Niewielu zadowoli oficjalny komunikat. Ci mężczyźni mieli doświadczenie w żeglowaniu; byli synami rybaków. A od dłuższego czasu nie było sztormów.
Gdy Saelon to powiedział, Borlas przypomniał sobie o innych wypadkach, o wypadkach, o których opowiadał Othrondir. To on użył słowa ‘choroba’. I wtedy, w zasadzie tylko do siebie Borlas powiedział na głos o Ciemnym Drzewie.
Otworzył oczy i pogłaskał kształtny pień drzewa, o które się opierał patrząc w górę na jego ciemne liście na tle czystego ciemniejącego nieba. Jedna gwiazda przebłyskiwała przez gałęzie. łagodnie się odezwał, jakby wprost do drzewa.
- A więc co robić? To niby jasne, że Saelon do nich należy. Ale czy na pewno jest to prawda? W jego słowach było słychać wyszydzenie i pogardę dla uporządkowanego ludzkiego życia. Nie odpowiedział na prosto postawione pytanie. Czarne szaty! I jeszcze, – czemu zaprosił mnie na wspólną przechadzkę? Chyba nie po to by nawrócić starego Borlasa! To daremne. Daremnie jest nawet próbować: nikt nie może się łudzić, że wygra z człowiekiem, który pamięta Zło przeszłości, a w każdym razie jest to bardzo trudne. Na nic też, gdyby się to komuś powiodło: stary Borlas jest bezużyteczny jako narzędzie w czyjejś ręce. Może Saelon jest szpiegiem, który chce odkryć, co kryje się za szeptami. Może ta czerń ma go zamaskować by mógł skradać się po kryjomu nocą. Ale z drugiej strony, w czym mógłbym mu pomóc podczas sekretnej i niebezpiecznej wyprawy? Powinienem się chyba trzymać od tego z daleka.
Taka to przejmująca zimnem myśl tknęła Borlasowe serce. Zejść z drogi, – więc o to chodzi? Miał zostać zwabiony w takie miejsce, gdzie mógłby zniknąć jak owi żeglarze? Otrzymał zaproszenie do wędrówki z Saelonem dopiero wtedy, gdy przestraszony wydał, że wie o szeptach, – że słyszał nawet owo imię. I zadeklarował swą wrogość.
Borlas podjął decyzję i wiedział teraz, że zaraz stanie ubrany w czerń przy bramie w pierwszych godzinach nocy. Wyzwano go i on to wyzwanie przyjmie. Dłonią uderzył w drzewo: - Nie jestem jeszcze staruszkiem, Neldorze – powiedział, – ale śmierć nie jest stąd daleko bym stracił wiele dobrych lat, jeśli chybię strzał.
Wyprostował plecy i podniósł głowę, i podążył w górę ścieżką, powoli, lecz pewnie. Pojawiła się w jego głowie myśl, gdy przekraczał próg domu: - Może celowo pozwolono mi żyć tak długo do tej chwili: powinien żyć ktoś, kto z trzeźwym umysłem pamięta wciąż, co działo się przed Wielkim Pokojem. Węch ma długą pamięć. Czuję, że wciąż wyczułbym dawne Zło, i wiedziałbym czymże ono jest.
Drzwi przedsionka były otwarte; ale dom za nimi spowijał mrok. Nie słychać było żadnych znajomych odgłosów wieczoru, tylko łagodna cisza, martwa cisza. Wszedł lekko zdziwiony. Zawołał, ale nie było odpowiedzi. Zatrzymał się w wąskim przejściu, które ciągnęło się wzdłuż domu. Zdało mu się, że otulają go ciemności: nie pozostało tu ani trochę drgającego blasku zmierzchu z zewnętrznego świata. Nagle to poczuł, albo tak mu się zdawało, choć zapach wydawał się pochodzić jakby od środka dla zmysłu: czuł on dawne Zło i wiedział czymże ono jest.
 
 
 
Milva 
Moriannon I Brama Mordoru



Joined: 18 Mar 2005
Posts: 617
Location: Kraków
Posted: Wed Dec 14, 2005 6:15 pm   

Dodam jeszcze, że warto zaglądnąć TUTAJ. Na stronce można znaleźć kilka bardzo ciekawych (przetłumaczonych ) tekstów z HoME. To chyba jedyne miejsce jakie znam, z którego można ściągnąć kilka jej fragmentów po ludzku :)
I właśnie stamtąd, jak widzę, Varken zaczerpnął ten tekst. Kurczę :( , szkoda, że prawdopodobnie nigdy nie przetłumaczą całej HoME i będziemy zmuszeni do albo perfekcyjnej znajomości angielskiego, albo przeszukiwania całej sieci w poszukiwaniu takich urywków.
_________________
"Cóż jest większym darem nad miłość kota?"
Karol Dickens
 
 
 
Celebriana 
Na Drodze Do Bree


Joined: 25 Sep 2005
Posts: 12
Location: Lothlorien
Posted: Wed Dec 14, 2005 8:04 pm   

Fakt, kilka ciekawych rzeczy można wyskrobać :D Ale mam jedno ale odnośnie zamiesczonego tutaj tekstu. Jak mi moja pamięć nie szwankuje, to zdaje mi się, że łazik, który koronowany został w tym samym roku, gdy Ciemne Moce zostały unicestwione, panował 120 lat i dopiero potem oddał władzę w ręce Eldariona, a nie, jak tu było wspomniane, 105. Albo coś nie tak zostało przetłumaczone, albo na stronie zawieruszył się chochlik, albo mistrza pamięć zmyliła (co nie wydaje mi się sensownym rozwiązaniem), albo to moje własne wspomnienia zarosły zbyt wieloma warstwami kurzu... :hmm:
_________________
http://www.boomspeed.com/egraphics/90725.gif

Ancient spirits of the forest
Made him king of elves and trees
He was the only human being
Who lived in harmony
In perfect harmony
 
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
recenzje anime, fanfiki
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów