Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Może pożałuję zamieszczenia tego tutaj, a może nie... zobaczymy. Zacznijmy od najnowszego.
żałoba kirem opleciona
Czas żałoby kiedyś musi nadejść
Czerń i biel zdominowały wszystko
Jedni smutni i płaczą
Inni siedzą radośni i szczęśliwi
Wpatrzeni w ekrany i monitory
Smutek nas zewsząd oblewa
Ludzkie cierpienia i tragedie
Wszystko to, tuż koło nas
A my z uśmiechem głupim radości
że to nie my tam leżymy
że żyjemy nadal
Kiedy ktoś inny musiał umrzeć
Ręce wszystkich splecione
Połączone kirem w smutnym uścisku
Wstęga biegnie między ludźmi
Oplata się wokół serca
Ruchy skrępowane jak sznurem
Zagłębienie w rozmyślaniu
Bezsensowne trwanie w tym bezruchu
Odciska na nas swoje piętno
Czas upływa, gdy czekamy na wolność
Aby się z tego oswobodzić
Mijają smutki i wszystkie żale
Pozostaje nic niewarta pamięć
Na co to umarłym?
Nikt nie podziękuje za myśli
Za słowa wspomniane
Nie mają z tego wielkiego pożytku
Dziwnym jest widzieć kogoś
A na następny dzień go stracić
Rozpoczyna się żałoba
I wkrótce się kończy
Jakie to proste i oczywiste
Gdy wciąż się jest żywym
Poeta
Sława i chwała, niczym pomnik
Rośnie, tężeje, twardym się staje
Poety los ciężki, doświadczenia straszne
Powstań liczba wielka dookoła
Gdy głowa posągu wciąż budowana
Nogi już ktoś podcina młotem
Zawiść ludzka ponad potęgę, pod pięknem schowana
Strach pomyśleć co będzie potem
Wieszcz wielki, poeta ludzi
Zmarł dawno, lub w Stambule został otruty
Kto lubi ludzi ten się nie nudzi
W obozie jeńcy, chronieni przez kolczaste druty
Smutni i posępni są jakoś
Szare ludzi szeregi, po horyzont stoją
Czytają w ukryciu otuchy wzajemnej sobie dodając
Przed okiem schowani, cisi, ciszy się boją
Szkielet poety, jego poezja, sztuka martwa
Umarłych pieśni się niosą, dla umarłych
Człowiek jest już tylko cieniem swoim
Mniej znaczy niż swoje dzieło
Jeden zapamięta, drugi zapomni
Pierwszy zaśpiewa, kolejny z pogardą spojrzy
Jeden się zakocha, drugi znienawidzi
Pierwszy stworzy, a kolejny zniszczy
Złem się zasłaniać, grozą, tematu nieznajomością
Cytować Biblię, Abyssus abyssum invocat
Niszczyć twórczość innych, wykazywać się zazdrością
Zachowywać się niewłaściwie, bronić zła niczym diabła adwokat
Pogrzebane ludzkie kości, zupełnie jak marzenia
Krwawe ściany, trup posoką ociekający
Szczątki niknące od pieców płomienia
Gaz duszę ludzką stale wyrywający
Poeta z ludzi, dla ludzi piszący
Gdzie się podział nasz narodowy romantyzm?
Z niepodległością zniknął lud cierpiący
Krew za wolność przelana, w ziemię wsiąkła
Na czele od tysiąclecia umęczonego narodu
Mickiewicz, Słowacki stoją
Ich poezja już nie zachwyca ludu
Nie porywa do walki o własną wolność
Teraz właśnie zamiast pomniki niszczyć
Wspomnienia, sławę i chwałę niszczyć
Trzeba walczyć z komercją, potworem demokracji
Gdzie każdy Mickiewicza może sprzedać
Kupuje kto chce, kupuje cierpienia umysłów
Dramatyczne losy mas ludzkich, umierających
Stawia na równi z setkami chorych, kosmicznych pomysłów
Fantazją i magią, pełną płomieni i ogni gorących
O ludu starodawny i waleczny, powstań znów
Poetów swych wielkich ratuj
Niechaj szarlatanów nowych, spadną setki głów
I problemem pieniądza się więcej nie katuj.
Sen II
Noc ponura, snów obłoki
Księżyc znika, ciemność
Gęsta mgła świat otula
Mrok i cisza, noc ponura
Cieni szepty się unoszą
Cmentarz śpi, groby-łoża
Dusze o swój spokój proszą
Umęczone, cóż to za litość Boża
Krzyży las, śmierci swąd
Dookoła snują się trupy
Martwe i puste ich oczy
Przeganiają, wyrzucają nas stąd
Coś diabolicznego
Aniołów czarne posągi
Zmurszałe trumny
Ku śmierci jadące pociągi
Szepty umysłu nocnego
Konszachty z diabłem
Śmierci na karku oddech
Pęknięta płyta nagrobna
Głosy spod kamieni
Niczym słowa smutnej pieśni
Ciało leżące pod kupą ziemi
Gnije aż się zbezcieleśni
Budzę się w nocy
Krzyk na ustach, serce bije
Dreszcze straszne, silne
Czy umarłem? Nie!
Znów je widzę... ciała
Trupy wszędzie gdzie spojrzę
Z mgły się wyłaniają
Oni nie umarli, oni tylko śpią.
Płacz
Krzyk niezmienny, potworny
Krzyk rozpaczy, bólu
Krzyk jakiś suchy, wytworny
Krzyk umierającej pszczoły w ulu
Niesłyszany przez nikogo
Bolesny ponad wszelką miarę
Wyzywający ludzi wrogo
Niszczący naszą wiarę
Płacz, płacz samotnie
Rozwiń śmiertelne skrzydła
Nie siedź sama tak markotnie
Co z tego, że miłość Ci obrzydła
Nad grobem sama stoi
Z żył płynie czarnej krwi struga
Twych ran nic już nie zagoi
Śmierci chwila strasznie długa
Kropla po kropli wypływa
Tak łatwo upływa Twe życie
Nam wszystkim czasu ubywa
Ach marne to nasze bycie
Daruj choć tego widoku
Odejdź stąd, bardzo daleko
Wyjdź dopiero po zmroku
Kryj się śmiertelna kaleko
Ja żyję tylko swoimi sprawami
Nie pokazuj swoich cierpień
Nikt nie nagrodzi tych czynów brawami
Tak powoli upływa sierpień
Chcesz cierpieć? Cierp sama
Otóż prze tobą otwiera się grobu brama
Proszę nie rób tego na pokaz
Błagam trochę litości nam okaż
Las
W ciemnej nocy się gubię
Dookoła widać posępny las
Takiego spokoju nie lubię
Już nie ma... nie będzie nas
Obok mały krzyżyk, krzyż dziecka
Wyruszyło ono w podróż do Boga
Umarło przedwcześnie
Smutek budząc rodziców i rozpacz
Dalej starzec, wielki krzyż stoi
Spodziewał się śmierci
Odszedł o właściwym czasie
Lecz już nikt go nie pamięta
Zmarły tragicznie, tak nagle...
Człowiek to musiał być młody
Krzyż średni z ziemi wyrasta
łzy kobiety padają na kamień
Samobójcy z wielkiego budynku
Krucyfiks oto wyrósł niewielki
Kilkanaście lat miał zaledwie
Matka płacze w noce i we dnie
Rosną krzyże kolejne, dookoła
Ciągle i ciągle ktoś ich woła
Jedne małymi pozostają
Inne na wielkie wyrastają
I mój krzyż zobaczyłem, niezbyt okazały
Z dnia na dzień się powiększał
Patrzyłem na niego ze smutkiem
Licząc dni do śmierci
Lecz to jeszcze nie był mój czas
Ale nie trzeba się martwić
Wkrótce spotkamy się wszyscy
Gdy mój krzyż przestanie rosnąć
Ciało me leżeć będzie wśród was
Matko, ojcze, siostro, bracie...
Zasilę czarnych krzyży las
Gdy tylko skończy się moja męka
No... to by było na tyle. Twórczość wybrana! Ha!
_________________ Niepokorny syn matki-Ziemi
koszmar
Last edited by Glifion on Tue Feb 07, 2006 12:54 pm; edited 1 time in total
Krzyży las, śmierci swąd
Dookoła snują się trupy
Martwe i puste ich oczy
Przeganiają, wyrzucają nas stąd
dalej nie wytrwalem raz rymy, raz na bialo, zero spojnosci... nie myslales zeby wyrazac sie np... w tancu? albo malarstwie?
_________________ v3rt (malpa) o2 (kropka) pl
---------------------------------------
v3rt on #perverts @ IRCnet
GG # 2143856 | ICQ # 164660564
---------------------------------------
Always look on the bright side of life
Joined: 03 Aug 2005 Posts: 508 Location: a kto to wie ;p
Posted: Tue Feb 07, 2006 11:20 am
Bez obrazy, kolego, ale to twój poetycki (zawsze) bełkot
I ty mi zostaw wielkich romantyków w spokoju
_________________ I po tym wszystkim przybywają jacyś nędzni nowocześni Amerykanie (...) i rzucają mu puszkę na głowę! To nie do zniesienia, żaden upiór w dziejach nie został w ten sposób potraktowany!
Joined: 02 Jun 2003 Posts: 2611 Location: z Carreras
Posted: Tue Feb 07, 2006 11:24 am
Po kolei.
"żałoba kirem opleciona: - najpierw przeczytalam żaba i sobie pomyślałam, ze oryginalny tytuł. Potem doczytałam i przestało byc oryginalnie. Generalnie nie lubię takich tekstów. Wpada jednym okiem, wypada drugim. Nic nie zostaje.
"Poeta" - adekwatne do nazwy topicu. Bełkot. Pomieszanie stylów, form, poetyk. Generalnie wielki chaos. I na oko niezamierzony
"Sen II" - Harry Potter w wersji pseudopoetyckiej takie mam skojarzenia. To co powiedział v3rt - zero spójności stylistycznej. I ten mrrrrooook
"Płacz" - doszłam do strug krwi. Nie trawię wierszy, w których rządzą skrzydła i krew. Czarne anioły, śmierć, krew, cierpienie... nie mogę czytac takich wierszy.
"Las" - dla odmiany krzyże. Ech.
Wnioski: kompilujesz rózne style, prawdopodobnie przypadkiem, wychodzi bełkot Poza tym tematyka zupełnie nie moja. Mam alergię na mroczną poezję w takiej postaci.
Rady: jesli chcesz dalej pisać to moze pisz krótsze teksty. łatwiej w nich utrzymać stylistykę, rymy lub biel wiersza Na tym poziomie krótsze teksty sa przyjemniejsze w odbiorze i jest szansa, ze się doczyta do konca
Aha, jeszcze jedno - tytulowanie tematu 'mój poetycki czasem bełkot' to kokieteria i tania socjotechnika
_________________ Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu. B. Leśmian
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum