Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Fri Apr 02, 2004 9:31 pm "Cienie nad Duaten" Part Two
Słonce juz zachodziło.. Lekkia mgiełka unosiła się pnad szumiącą, morską wodą nadając jej ten niesmowity, tajmeniczy widok..
W oddali jdyie miasto Duaten błyszczało się jak mała gwiazda wsród niekształtnych cieni.
Było cicho i spokojnie. Nie było nawet wiatru, który mógłby pokołyłać uspinymi falami...
Jedyną ruchomą rzeczą, która była w tym momencie w niewielkiej zatoce Duaten byłła niewelka szara szalupa z niedbale poubijanych desek..
Do jej załogi nalezała garstka ludzi.. a własciwie nie ludzi..
Była nią szóstka ludzi ielfów.. a takze mag..
Teluumen zwinięty w kłebek owinięty kocem rozmyślał o tylu rzeczach, że nawet sam nie wiedział dlaczego akurat o tym.. Ale myslą, która najbardziej zatruwała mu duszę była Lil i Leila.. ne obie. tak podobne a zarazem rózne..
Xan za to czuł się jakos dzwinie bez Kaliego.. Tyle pamietnych chwil przezylio.. ale cóz.. w gruncie rzeczy to lubił tego starego kretacza..
Jednak w chwili wiosłowania raze z Garysiem nie mieli zbytno czasu zakrzatniem sobie glowy zbednymi myślami..
Ląd był coraz blizej.. Chcac czy nie chcac w koncu musieliby postawic na tej " nieczystej" ziemi stope..
Z powszechnego zadumania wyrwał ich wszystkich okrzyk Nimrodel :
- Duaten przed nami!
Wtedy podniesli opuszczone dotychczas głwy i ujrzeli to miasto, kolebkę kltury i sztuki.. które jednak z biegiem czasu staczało się coraz nizej..
Gdy juz Teluuem i Lil opuscili łodkę i odeszli od niej parę kroków dalej rozległ się głos.:
-Kim jestescie!?
Zapadło głuche milczenie
- Odpowiadać ! ale juz!
Wiedzieli ze poczatki nie beda łatwe.. Nimrodel i Xan zaklął pod nosem i splunał na bok..ALe trzeba było odpowiedziec.. Nie potrzebna im jeszcze jedna bojka..
- Przybywamy tu w interesach - odrzekł spokojnie Teluumen, rozglądając się w poszukiwaniu źródła głosu
- W interesach ? - usłyszał tuż za swoimi plecami - Jakie interesy może mieć tak liczna grupa, jesli nie zbójecie ?
- Jak mi się zdaje zbójców tu nie brakuje - Nimrodel nie wytrzymała
- I właśnie o to chodzi - odpowiedział ochrypły głos. Nim poczuła chłodną lufę pistoletu na swoich plecach. - Idzcie przed siebie psy! żwawo! - Teraz dopiero ujrzeli młodego mężczyznę w długim, ciemnym płaszczu, trzymającego krótki karabin.
Xan spojrzał z wyrzutem na elfkę, ale ona wzrok utkwiła w młodzieńcu, który właśnie zrównał z nią krok.
- Jak Ci na imię ? - zaptała ku zdziwieniu i przerazeniu towarzyszy. On jednak w odpowiedzi docisnął pisolet jeszcze mociej do ciała kobiety. Nirodel jeknęła z bólu i zwiesiła głowę spoglądając na swoje nogi. Miała wyrzuty sumienia. Znów wplątali się w kłopoty. Spojrzała błagalnie na Xana. On zawsze ratował ich z opresji. Tym raze jednak rzucił elfce lodowate spojrzenie i odwrócił wzrok.
- Muszę to jakoś odkręcić - szepnęła Nim i zlustrowała wzrokiem nieprzyjaciela, szkając jakiegoś słabego punktu.
Szli ciągle ulicami Duaten. Xan rozglądał sie po mieście. Był tu juz kiedyś. Jednak sporo czasu od tamtad minelo...
-ilez tu sie zmienilo - pomyslal - nei jest to Duaten sprzed lat... Wielkie miasto... Jak forteca nie do zdobycia... A teraz?...
Popatrzyl sie jeszcze raz na Nimrodel. Potem na czlowieka stojacego za nia z bronia w reku. Cos mu w nim nie pasowalo. Tak samo jak w innych ich prowadzacych nie wiedomo gdzie. Nie wiedzial co to jest ale cos czul..
Zaczynali isc w strone doków. Xan to wiedzial. Zna lta okolice... Wciaz myslal co jest grane... Czemu akurat tam? Przieciez jak cos zrobilismy to powinnismy isc do aresztu a nie do dokow!
Ciagle patzryl na ulice . Chwile pozniej znalezli sie na jakims placu. Xan go nierozpoznal. Nie wiedzial gdzie sa. Mezczyzna idcy tuz za Nimrodel powiedzial:
-Idzcie jak najblizej tego muru jesli nie chcecie aby cos sie wam stalo.
Wydawalo sie ze to rada a nei rozkaz...
Zaraz potem Xan'a olsnilo. Popatrzyl na ludzi na placu i zobaczyl ich. Mezczyzni w bialych szatachz wloczniami przy boku. To musileli byc straznicy Duaten. Ludzie pilnujacy porzadku wnajgorszych sytuacjach porzadku. Zaraz potem przypomniaj sobie rade Seresa - jego mentora sprzed lat dana mu za młodu kiedy był tu w Duaten: Pamietaj Xan jeśli czegoś potrzebujesz albo chcesz coś zgłosić zawsze idz to Tanów - jedynych strozow prawa w Duaten, zawsze chodza w bialych szatach. Pamietaj oni ci zawsze pomoga... Jeszcze raz popatrzyl to na Tanów to na rzekomych strozow prawa. Popatzryl si ena Nimrodel i Teluumena. Dal im znak ze zaraz cos sie zacznie. Sam szepna do Garysia mowiac co ma robic. Soczatku chlopeic byl zaskoczony ale powiezial ze zrbi to co mu Xan kaze. Za to Xan iedzial ze to jej proba porwania albo czeog podobnego.
Jeszcze raz popatrzyl sie na zbojcow. Byo ich razem czterech i jednen mial z nich bron palna a pozostali poltorecznie miecze. Schowal reke w rekaw swojego czarnego plaszcza. Przygotowywal co w dloni nei chcac ujawniac tego. Odczekal chwile az to cos - co bylo czerwona kula urosnie do odpowiedznich rozmiarow.
-to bedzie dobry trening - pomyslal i szybkim ruchem sciagnal rekaw.
Wypusil kule w powietrze, ktora zaraz potem wybcha strzelajac iskrami we wszystkie strony. Nimrodel i Teluumen juz przygotowani do dzialania rozpoczeli walke ze zbojcami. Elf zalatwil bandyte sojacego kilka krokow od niego rzucajac w niego sztyletem ktory trafil prosto w serce. Nimrodel szybkim rucem walnela lokniem mezcynze z bronia palna w reku. Spadl na ziemia kilka metrow dalej. Zostalo jeszcze dwoch. Xan w tym czasie zdayzl juz odepchnac Garusia na dobre kilkanascie matrow aby nic mu sie nie stalo. Zaraz potem razem z Teluumenem podbiegl do dwoch pozostalych osilkow. Walka byla cezka. W jednym momecie jedne z bandytow zlapal Xan'a za rekaw i walnal go piescia w bruch. Xan padl na ziemie przy czym rozywajac sobie plaszcz. Nie mial juz miecza trzymanego w dloni chwile temu. Lezal on doslownie metr od niego. Jednak jak sie mu wydawalo juz nei bedzie on potrzebny bo Nimrodel i Teluumen spokojei sobie poradzili z zbojcami. Teli pomogl wstac pzyjacielowi ktory do koncia zewal z siebie przeszkadzajacy mu plaszcz. Walka wydawala ie byc skonczona. Wszyscy jdnak zapomneli o czlowieku z bronia palna. W tym czasie Garys ju zzdazyl przybiec. Stal teraz najblizej ostatniego dyszacego zbojcy lezacego nieprzytomnie na ziemi. Xan stal przed ni.
-No i znowu Xan nas uratowal - powiedzial z usmichem Teli
-no tak... Jednka powinnismy podziekowal Seresowi - to dzieki jego... - Xan nie skonczyl zdanie bowiem przerwal mu krzyk Garysia.
Czarodzoej zaraz sie odwrocil w jego strona jak i strone zbojcy bronia palna.
-Zaplacicie mi za to - powiedzial po czy wycelowal bron w druzyne.
Jednak w ulamku sekundy Xan siegnal obiema rekami za plecy. Chwile pozniej lecial on do zbojcy z lsnaicymna niebesko mieczem. Nie zdazyl jednak. Zbojca byl szybszy. Zdazyl on pociagnal na spust. Proch wystrzeli trafiajac Xan'a w prawy bok. Krzyknal on jednak doskoczym do bandy i przecial jego cialo na pol...
Powili wstal z ziemi. Stal teraz w samy jszacie z mieczem w rece. Wszyc ysie wniego wpatrywali. Miecz by,m przepiekny. Lsniaco na niebiesko ostrze. Srebrna klinka a z neij zwicajacy niebieska szarfta....
Dlugo tak stali oniesmielen ikompoani do czasu kiedy XZan padl na ziemie...
Chwiel pozniej przy nich znalazl sie tlum gapiow jak i para Tanów. Przedrali sie oni do rannego. Patrzac na Teluumena jeden z nich powedzial: -
-chodzcie z nami. Wezmiemy rannego.
Kompani anie miala wyboru. Musieli za nimi isc nie wazac na to co sie z nimi stanie....
_________________ "But long ago he rode away,
and where he dwelleth none can say;
for into darkness fell his star
in Mordor where the shadows are."
------------------
Mauurk szedł ulicą, abyło już ciemno. Można rzec, że było jak w sam raz dla niego. A jednak było w tym wszystkim coś dziwnego... Szedł tak rozmyślając o całej swej historii: o tym jak kiedyś żył, o tym jak stał się wampirem i ile istnień musiał zniszczyć... Równieżo swoim panu, któremu sięsprzeciwił. I wtedy usłyszał za sobą głos. Piękny i kuszący, ale zarazem drapieżny i potężny. Głos rzekł:
-Znów się sprzeciwiasz Ciemnemu Panu? Ech Maxis... Jak możesz? Sprzeciwiać się własnemu stwórcy?
-Wiem, że jesteś jego kolejnym podwładnym, ale słuchaj: zostaw mnie w spokoju, a nic Ci się nie stanie.
-A ja radzę Ci przyjacielu: zostaw ich. Ciemny Pan powiedział, że daruje Ci życie, jeżeli przestaniesz plątaćsię w jego sprawy i będziesz go błagał o przebaczenie...
-Słuchaj! Jestem jego najpotężniejszym tworem i nic mnie nie powstrzyma... Nawet on!
-Mam Ci również przekazać, że jeżeli będziesz się stawiać to mam cię unicestwić.
-Ty?! Mnie?!
Wtem błysnęły dwa miecze miecze wysłannika i zapłonęły czerwonym ogniem. Rozcięły Mauurka na kilka części, a jego niebieska krew rozbryzła sięna wszystkie strony... Ciało zaczęło wyparowywać, a w powietrzu czuć było wstrętny odór... Na koniec skażona dusza uleciała w powietrze i zniknęła..
-Obyś płonął w mękach Ognia Piekielnego Ciemnego Pana... A i zapomniałbym - JA jestem jego najpotęrzniejszym tworem...
I schował Oba miecze do pochew. A były to miecze niezwykłego kunsztu: nie miały jelca, a runy na rękojeści błyskały pomarańczowym światłem... Była to niezwykła robota, w dzisiejszych czasach tego typu mieczów nigdzie nie sposób znaleźć. Są starsze niż człowiek...
Osobnik poszedł do gospody, a potem trochę się "zabawił"
Nad ranem w całym mieście rozniosła się wiadomość o makabrze w gospodzie... W powietrzu czuć było śmierć w męczrniach... Na ścianach i na podłodze było pełno krwi, wszędzie leżały szczątki ludzi... Niektóre z ofiar były przybite nożami do ścian, inne maiły wbite widelce w gardła... Natomiast na dzrzwiach były runy wypisane krwią ofiar znaczące: Xerin.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Fri Apr 09, 2004 11:44 am
Podróznicy szli przed siebie. Tanowie prwadizli ich mioedzy domami , latarniami i starannie wybrukwanymi ulicami Duaten.
Wzszyscy milczeli.. Czuli sie nieswojo wsród obcego miasta.. Tylko Xan znał je trochę.. ..
Tanowie wydawali się byc w porządku. JAsne ubrania nadwałay im wyraz kompletniej nieskazitelnosci w tym obrzydliwie brudnym miescie.
- Gdzie idziemy?- zapytała się Lil zyskując troche odwagi.
Jeden z Tanów, wysoki i rosł mezczyzna odwrócił glowę i rzekł:
- Do dzielnicy doki.. Do wiezienia.... trzeba pare spraw wyjasnic..
Lil szeroko otworzyłą oczy i krzykneła:
- Do wiezienia? po co!?
Tan usiechnał się i rzekł:
-Nie zeby was zamknac.. nie yslcie sobie takich rzeczy.. Tam mamy najblizej szpital... a wy odpoczniecie sobie..ale uwazxajcie.. Doki to najgorsza dzielnica.. nawet straznicy nei potrafia porzadku tu upilnowac..
Lil lekko sie zarumieniła.. zawsze była nieprzeidywalna.. tak jak jej siostra..
Gdy Nimrodel podniosła wzrok ujrzała w oddali ogromną bramę.. A przy niej stojący posąg jakiegos bóstwa zapewne..
- Czy to brama wiezienna? - pisneła cicho
Ten sam Tan cvo zawsze znow udzielił odpowiedzi..
- Tak.. masz o bre oczy.. - a mowac to usmiechnał sie.. Po chwili jednak skojarzyl kom ona moze byc.. ze w takich ciemnosciach zobaczyc marmurową bramę przez któą mieli przejsc dopiero za ok., dwa kwadranse.
Reszta Tanów niosła nieprzytomnego Xana na przedzie całej karawanki.
Mineli bramę.. Nawet nie wiedzieli iel czasu mineło.
W oddali na wzgorzu wzniesiona była ogromna forteca.. Wygladała jak zamczysko nie do dobycia..
- To wiezienie.. - rzekł znów ów Tan- Och.. zapomniałbuym cakiem.. nazywam sie Alherol syn Balaarda kowala. ..
Minełi ogromne drzwi.. Byli juz w srodku..
-Poczekajcie - rzekł jeden z Tanów niosących Xana 0 musimy go zabrac do medyka..
To była ciezka noc.. a miałąbyc jeszcze bardziej ciezsza..
- Odpoczniecie tu - rzekł Alherol, wskazując drewniane drzwi - to bezpieczne miejsce.
Nimrodel pchnęła jedelikatnie. Zaskrzypiały lekko i otworzyły się przed wędrowcami. Tan wślizgnął się pierwszy i zapalił lampę znajdującą się na parapecie małego okna. Na środku pomiesczenia znajdował się niski stolik, a wzdłuz ściany kilka rzędów łóżek.
- Zaopiekujemy się waszym przyjacielem - powiedział uśmiechając się z lekka Alherol - To dobry człowiek ?
- To nie człowiek, to elf - odpowiedziała szorstko Nim i bezwładnie opadła na łóżko. - Ale dobry elf ...
- Radzę wam : wypocznijcie, bo nie wiem jak długo tu zostaniecie - rzucił Tan w stronę grupy - Ja muszę juz iść. ktoś musi tu pilnować porządku - szepnął wychodząc z pomieszczenia.
Drużynę obudził przeraźliwy krzyk. Zerwawszy się na równe nogi stwierdzili, że nie łóżko Lil jest puste a drzwi na korytaz otwarte. Pełni trwogi wybiegli, prowadzeni przez błyskające gdzieś w oddali światełko latarni. Nagle wpadli do jasno oświetlonego pomieszczenia. Na środku zobaczyli wysoką postać ze sztyletem w ręku.
- Kim jesteś ? - pierwszy na odwagę zdobył się Teluumen. W odpowiedzi usłyszał tylko złowieszczy śmiech.
- Kim jesteś ??- Ponowił pytanie elf
- Kim jestem ? Waszą smiercią. Pewnie martwicie się o waszą przyjaciółeczkę ? Jej dosięgły juz moje szpony
- Nie boję się śmierci - usłyszał nieznajomy tuż za swoimi plecami - Gdzie jest Lil ?? - Tym razem jego szyi dotknął lodowaty metal miecza
- Oczekuje na waszą pomoc pod swoim łóżkiem - odpowiedział szorstko - Ale kim jesteś, ze pokonałaś mnie- Xerina straszliwego ???
- Możesz nazywać mnie Nimrodel
Joined: 12 Aug 2003 Posts: 820 Location: z miasta artystow...
Posted: Sat May 08, 2004 8:10 pm
-Więc - kim jesteś? - zapytała z większym naciskiem Nimrodel. Odpowiadaj!
-Powoli - uśmiechnął się nieznajomy. Powoli. Na wszystko przyjdzie czas.
- Gada... - przerwało jej potężne uderzenie.
Po chwili nadszedł czas na kolejne. Ziemia zatrzęsła się pod nogami bohaterów, pojawiły się peknięcie na ścianach. Xerin wykorzystawszy to - wyrwał się jej, i po chwili podbiegł do okna. Nie minęła sekunda, gdy nagle zniknął, rozpłynął się w blasku księżyca.
- Nie traćmy czasu - powiedział Galad, gdy zobaczył spadające z nieba płonące skały. Coś jest nie tak, uciekajmy.
Kolejne uderzenie zwaliło bohaterów z nóg. Do pomieszczenia wbiegl jeden z Tanów.
- Szybko, chodźcie za mną, nigdzie teraz nie jest bezpiecznie, na ulicach demony, powstają z grobów nieumarli, nie wiemy skąd i dlaczego, musimy się ukryć. Nim to wszystko przycichnie, skrjcie się w Podziemnej Twierdzy, tutaj jest jedno z wejść - dokończył, podnosząc zaamskowaną klapę w podłodze. Ja musze iść i walczyć, jak inni, żegnajcie - mam andzieje, ze jeszcze sie zobaczymy.
Strażnik wyszedł. Chwile ciszy przerwało kolejne uderzenie. Tynk posypał się z sufitu.
- Chodźcie, szybko - pierwsza zareagowała Nirmodel, po czym podeszła do klapy i schodów w dół.
_________________ Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Sat May 08, 2004 9:41 pm
Wszyscy usiadli na podlodze.. Była zimna i wilgotna. Jak to w podziemiach.. Gładkie kamienie ślizgały sie pod dłoniami członków którzy starali sie znalesc jak najdalej od całego zgiełku..
Nie minął kwadrans kiedy sie wszystko uspokoiło.. Ziemia przestła sie trzasc.
Wtem znany im juz Alherol otworzył ciemne drzwiz rugiej strony twierdzy.
- Juz po wszystkim. .ale badzcie ostroznii... Powiedzcie mi.. co sie działo?
Teluumen chciał cos powiedziec ale nie wiedział czy bedzie to słuszne..
- Mozemy wyjs na zewnatrz?- rzekła Lil odtrzepujac swoja bialutka niegsy bluzkę..
Alherol odwrócił sie i krzyknał donosnie;
- Lemir!!!
Wtem jak na zawołanie pojawił sie młodzian... niewiele starszy od Garysia, który w tej chwili miał duszę na ramieniu.
- słucham mistrzu- rzekł z lekka podekscytowany i z lekka przetarszony chłopak
Wszyscy zerkneli teraz w stronę młodziana i wsokiego Alherola..
- Powiedz.. co w Duaten sie dzieje?
Chłopak odetchnał głeboko i wyciagnał małyu zwitek.. Po czym schował go z powrotem i zaczał recytowac ze wzrokiem wbitym w niebo:
- W dokach najgorzej. Ze skrzydła zachodniego wiezienia ubiegło ok 40 wiezniów. 10 tamtejszych strazników jest ranncyh 2 zgineło. Reszta strazy rozstawilą warty na około cmenarza.. z tamtad bowiem wychodzi najwiecej trupów. W centrum jak na razie jest spokojnie ale umarli tam przechodzą podziemnymi katakumbami. Twierdza jest najbardziej strzezona. Tam przychodzi najwiecej przestraszonych ludzi.
W cael pewnie jeszcze o niczym nie wiedza..
Alherol stał ui przysłuchiwałsie wszystkim informacjom, które pobiznie analizował w swoim chłopskim rozumie.
- A co.. a co pod knieją?
Chlopak rozejrzał sie po stojacych pod scianą podróznikach i znów rozpoczał przemowę.
- Pomimo wszystkiego pod lasem jest najbardziej cicho. Balaard bacznie oserwuje kazd jhego zakamarek. wiadomo jedynie o jednej strzydze, która zaatakowała jego owce.. juz jej.. ekhem.. nie ma.
Widac jedynie, ze jakiegolwiek siły i cokolwiek to jest koncentruje sie na tej dzielnicy i trochę na centrum..
- dziekuję ci- rzekł Alherol..- Idz do dozorcy i nakaz zamknąc wszystkie skrzydła. Wysłac straze i połapac mi tam wszystkich.
Gsdy chłopiec zniknał za drzewem Lil wydykała
- Co bedzie z Xanem?
- co bedzie z Nami?- poprawiła tonem Nimrodel.
Alherol zagrzmiał poteznym głosem:
- My pojdziemy do mego ojca.. do balaarda kowala.. on wam pomoze i przetrzyma was w tych ciezkich dla miasta chwilach... trrzeba sie z ta zaraza cala uporac a tego rannego nie wolno go brac.. to niebezpieczna droga.. musimy obejsc przez dwie zagrozone dzielnice..
- Wiec co z nim bedzie?- parsknał lekcewazaca Teluumen.
Tym razem Alherol spojrzał tak ostro na elfa ze ten spuscił wzrok.
- On zostanie Tu.. w wiezieniu.. beda sie nim dobrze opiekowac.. tu nie powinno mu nic grozić..
- ale przeciez sami mowiliscie, ze zbieglo wielu zbiegów- rzekł wreszcie Garys.,
- JA tego nie mowiłem..- po czym sie usmiechnał- ale widocznie taka jest prawda.. wy nie powinniscie sie o nic martwic.. Zachodnie skrzydło jest prawie niestrzezone.. aczkolwiek jest.. ta czesc w której lezy waszp rzyjaciel jest najlepiej strzezona..
Lekka ulga zstapiła na serca wszystkich..
- Teraz nie ma czasu.. musicie ruszac.. najpozniej za dzien- dwa wrócimy.. do tej pory powinno sie wiele zmienic..
Mówiąc to wskazał palcem na ogromne mury rozposcierajace sie gdzies za ubogim drzewkami i viedna zielenią , i czescią zachodzniego skrzydła..
Joined: 02 Feb 2003 Posts: 178 Location: Podkowa Leśna
Posted: Wed Jun 02, 2004 8:26 pm
Miasto pograzone bylo w kompletych ciemnosciach. Pomimo plonacych na kazdym rogu ulicy latarni to ciemnosc penetrowala nawet wnetrza plomieni. Dookola roznosil sie smrod ktory mozna porownac jedynie do rozkladajacego sie zwierzecego ciala duszonego na wolnym ogniu...
Druzyna pod oslona nocy przedostala sie w miare spokojnie za bramy fortecy. Moze bylo to dziwne ze tak latwo wpuszczono wszystkich do srodka. Odpowiedz lezy w tym ze ataki nie byly przeprowadzane na sama forcete. Widac celen nieprzyjaciela bylo zmiazdzyc ludnosc miasta...
- To ja! Alherol! Otworzcie wrota! - Brama... Nie byle jaka, bo szeroka na 50 i wysoka na 70 metrow zadudnila jak stado szarzujacych mamutow. Jej gladka powierzchnia pokryta byla jedynie wgniecenami strzal, uderzen miecza sprzed widac setek lat... Poza tym mogla sie wydawac idealnym lustrem stojacym pomiedzy gigantycznymi i poukladanymi z rzezbiarska precyzja skalami murow ktore komponowaly sie we wzory i znaki nie znajome naszym bohaterom...
- Ile ta twierdza ma lat? - zapytal Teluumen starajac sie umiejscowic swoje zycie w historii tej budowli.
- Nie wiemy... Gdy tu przybylismy jus stala, my jedynie przebudowalismy ja na wlasne potrzeby - odrzekl w pospiechu Alherol okrywajac sie swoim bialym plaszczem przy naglym powiewie wiatru od wewnatrz.
- Ona jest niezdobyta, prawda? - Nimrodel gladzila palcami wielkie zelazne wrota chcac poczuc zadane dawniej uderzenia.
- Owszem, nigdy jeszcze nie byla zdobyta... Jedynie jej mieszkancy wyzionelii ducha -
Na te slowa Nim, Teli i Lil dostali dziwnego skurczu miesni twarzy potocznie zwanego zaskoczeniem. - Jak to? A tak wlasciwie to kto tu byl? Ludzie? Krasnoludy? - Nimrodel szybko przeszla do konkretniejszych pytan.
- Otoz zadne z nich - Bohaterowie posuneli sie dalej i weszli na gigantyczny plac pokryty kocimi labami z wizerunkami jaszczuropodobnych stworow wielkosci doroslego czlowieka. - Tak... To nasi budowniczowie, to miasto niegdys bylo zapewne ich droga na ocean. Dookola jest wiele jeszcze ruin po naszych gospodarzach. Tak samo Duaten to jedna wielka riuna. Na szczecie podziemia zasypano by same sie nie walily pod ciezarem nowo powstajaych domow. -
- Chcesz powiedziec ze... ze Duaten to miasto na miescie? - Teluumen jak zawsze bardzo spostrzegawczy zadal pytanie badawcze.
- Otoz to... Ale jakos nie interesujemy sie stara cywilizacja, moze dlatego ze wygladala na malo ucywilizowana. A co to pozostalosci to nasi nadworni archeologowie cos o tym wiedza... jak chcesz cos wiedziec pytaj ich. Choc moze nie ucieszy cie fakt ze 10 z 15 zginelo w niewyjasnonych okolicznosciach. Mowa jest o jakich klatwach czy co... Dla mnie to poprostu z glupoty zgineli w podziemiach. - Brama zamknela sie gdy bohaterowie stali posrodku placu...
_________________ "We Are Shape By Faith Just As We Shape It"
Joined: 21 Feb 2003 Posts: 1256 Location: Beleriand
Posted: Mon Jun 28, 2004 1:03 pm
-Mieliśmy iść do twego ojca Alhelorze- rzekła zaskoczona Nimrodel.
ALherol poprawił naramienniki i rzekł lekko zniecierpliwiony.
- Tak.. wiem o ty.. pojdziemy tam niebawem.. Przejsciem pod tym lasem i zachodnim skrzydłem. Tak niedaleko jest dom mego ojca.. Ja pojde z wami choc nie powinienem..
Teluumen zauwazyl w jego oczach błysk cierpienia.. Nie wiedział jednak co go spowodowalo..
Garyś rzucił kamieniem o blank muru. To ockneło wszystkich z nieprzyjemnego milczenia, gdzie w tle slyszano okrzyki, buchające płomienie i zawalające sie budynki...
- Ruszajmy wiec.. im szbciej tym lepiej- rzekła rozstrzesiona Lil, chwytajac dłonią swego miecza.
- Dobrze wiec.. nie marnujmy czasu.. Lil ma racje.. - rzekł Straznik rozgladajac sie na lewo i prawo. Ruszyli za nim.. Alherol prowadził ich uważnie wpatrujac sie w kazdy sczegół..
-czy jest możliwe,by wtargneli tu buntownicy i inni wrogowie?- zapytal Teluumen
Alherol westchnał i rzekł:
- Mowielm wam.. ze to sie nigdy nie zdarzyło.. ale nie mowie tez, ze nie est to niemozliwe..
- czyli wieksza sila moglabty sfrosowac bramy?- zapytała Nimrodel
- Tak.. -rzekł smetnie Alherol..- O .. straznica.. mamy szczescie.. myslałem, ze straznicy wybyli pod bramy miasta..
Nikt nic nie zauwazył.. dopiero potem zauwazyli płomienie igrajace na scianach i 6 strazników siedzacych przy rewnianej ławie.
Na widok Alherola wstali i spojrzeli nieco podejrzliwie.
- Co tu obisz Alhelorze?- zapytal jeden z nich.. najwyzszy..
Alherol cofnał sie lekko.. JEdnpo było pewne.. Nie lubili się. Garyś odsunał sie za pelcy Teluumena.
- Zabieram podrózników do ojca.. z reszta.. ty masz swoja robote d owykonania... nie interesuj sie tym zbytnio.. Kaliwanie..
Kaliwan warknał i splunał pod stoł.
- Wiesz, ze mieasto jest w potrzebie.. a ty zamiast poamagc uciekasz do ojca.. - mowiiac to parsknał- Ciekawe co by powiedział dowódca gdyby dowiedział sie, ze jego pupilek ucieka przed atakiem.. hm.. banicja.. stryczek..
Alherol wyjał miecz z pochwy i przyłozył go do szyi Kaliwana. TYen tylko spojrzal sie na niego pogardliwie i zasmiał sie zachrypłym glosem.
Alherol schował miecz popychając straznika na ławe. Ten rzucił sie na alherola zadajac mu cios w brzuch. alherol chciał oddac ale Lil weszła pomiedzy dwoje , alherola trzymajac za pieśc.
- Dosc tego! Ja nie wiem jak tak mozecie.. miasto faktycznie jest w potrzebie.. wiec trzeba mu pomóc a nie tracic czas na wasze zwady...
Mężczyźni spojrzeli sobie jeszcze w oczy. Alherol pierwszy odwrócił wzrok i ruszył wybrukowaną drogą. Reszta drużyny nieśpieszie powlekła się za nim.
Chodnik nagle zaczął stromo opadać w dół wprowadzając ich do szerokiego, jako-tako oświetlonego tunelu. Wypełniał go nieprzyjemny zapach siarki.
- Ale tu cuchnie - rzuciła na odchodne Nim schylając głowę, aby zmieścić się w wyjsciu tunelu.
- Hmmm Jak dla kogo... - Dobiegł ich dziwny głos zza pleców. Odwrócili się i zobaczyli wyłąniajacą się z wnęki postać w kaprurze. Zdawało im sie, ze znają ten głos.
- Xerin - wysyczał przez zęby Teluumen.
- Czuję się zaszczycony, ze pamiętasz moje imię...
You cannot post new topics in this forum You cannot reply to topics in this forum You cannot edit your posts in this forum You cannot delete your posts in this forum You cannot vote in polls in this forum You can attach files in this forum You can download files in this forum