Władca Pierścieni / Tajne Forum Fantasy Forum Index
Główna: Władca Pierścieni, Hobbit, Zwiastuny
Katalog: Strony fantasy
Polecane: Opowieści z Narnii, Wiersze miłosne, NLP
Wladca Pierscieni / Tajne Forum Fantasy
Witam Cie na Twoim Forum. Tak, to je odroznia od wielu innych. Zapytaj ktoregos z uzytkownikow jak tu jest. Tutaj kazdy sie liczy. Mysle, ze to juz tradycja tego forum - niezwykla atmosfera - ktora tworzycie Wy. I za to Wam dziekuje.

FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  StatisticsStatistics
RegisterRegister  Log inLog in  AlbumAlbum  Chat

Previous topic «» Next topic
bez tytulu

co myślisz o tym opowiadaniu?
bardzo mi się podoba
0%
 0%  [ 0 ]
fajne
33%
 33%  [ 2 ]
nie mam zdania
16%
 16%  [ 1 ]
nie podoba mi się....
33%
 33%  [ 2 ]
totalne dno
16%
 16%  [ 1 ]
Voted : 0
Total Votes: 6

Author Message
Istari_Nienor
Na Drodze Do Bree


Joined: 10 Jun 2004
Posts: 11
Posted: Fri Jun 11, 2004 10:08 am   bez tytułu

napiszcie co o tym myślicie..

Dzień żegnał się juz ze światem,gdy Elanor zbierała ostatnie tego lata maki.Gdy stanęła na kwiecistym wzgórzu ujrzała w oddali małą postać. Postać zbliżała się coraz bardziej.Mały punkcik stał się jeżdżcem , na czarnym rumaku.Tnął kopytami ziemie,która jęczała pod nimi. Elanor stała urzeczona tym widokiem., zachwyt ogarnął jej czyste serce, biała suknia lśniła w ostatnich blaskach dnia.Nagle jeżdziec dostrzegł ją stojącą wśród polnych kwiatów,zawrócił konia i galopem pomknął w jej kierunku.Zadrżała na mysl o spotkaniu z tym mężczyzną ,który cwałował w jej kierunku z lśniącymw blasku słońca mieczem.Strach ogarnął jej serce.Pobiegła w las ,aby ukryć się spojrzeniu które odczuwała coraz bardziej.Biegła ile sił ,aby uniknąć spotkania. Krzaki targały jej suknie,włos rozwiany powiewał na wietrze.Tęten kopyt zbliżał się coraz bardziej i głos dudnił w uszach."Musze wydostać sie z tego lasu" myślała zrozpaczona.Nagle ze środka puszczy odezwały sie bębny. Grały niczym wojsku na wymarsz."Bębny?Co tu się dzieje ? Co oni chcą? " myslała goraczkowo.Nagle wbiegła w krąg ciemnych złowieszczych drzew. Rzucały one cien na wszystko w około.Jeżdziec z minuty na minute zbliżał sie coraz bardziej.Widziała juz go w całej okazałości : zbroja lśniła czarnym blaskiem,miecz błyszczał w mroku,on sam był ogromnej postawy z czerwonym piuropuszem na hełmie,płaszcz falowal za nim , . Na tarczy miał ogromne godło z białym księżycem i czerwoną koroną ,wokół wyryte zaklęcia w dawno zapomnianym języku.Całość stanowiła obraz warty czci ,a jednoczśnie budzący groze. Kon zwolnił biegu. Kroczył teraz dostojnie , zbroja dzwoniła . Słońce schowało się za widnokrąg i ziemie przeszyły ciemności nocy. Cały las zastygł śledząc każdy ruch przybyszy . Nari stała wylękniona.-Kim jesteś?! Czego chcesz ?! Pozwól mi odejść.!-szeptała w trwodze. Śmiech.Okrutny śmiech rozdarł powietrze,kruszył serce,rozłupywał czaszke. Dziewczyna skuliła się po drzewem.. Ból . Coś ja obezwadniało. Miecz był coraz bliżej. Juz czuła zimną stal , gdy ocknęła się z koszmaru
_________________
...De profundis clamavi ad Te, Domine...


Bo stałeś się dla mnie pomocą
I w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie
do Ciebie lgnie moja dusza
prawica Twoja mnie wspiera.
Ps 63, 8-9
Last edited by Istari_Nienor on Sun Jun 13, 2004 10:59 pm; edited 1 time in total  
 
 
Istari_Nienor
Na Drodze Do Bree


Joined: 10 Jun 2004
Posts: 11
Posted: Fri Jun 11, 2004 10:09 am   

-Dziecko co się dzieje? - do sypialni weszła zaspana kobieta . Podeszła do łóżka i delikatnie dotknęła mokre czoło dziewczyny . -Co się stało? - zapytała spokojnie . Z jej głosu można było odczytac zmartwienie. Patrzyła na Elanor dużymi niebieskimi oczami , twarz miała poznaczoną upływem czasu , srebrne pukle włosów opadały na ramiona . Jej wieku nie można było określić . Była stara i młoda jednocześnie.Pełna życia jak młoda dziewczyna i spokojna jak dojrzala kobieta . Rozpoznać można było jednak , że była kiedyś niezwykle piękna . - Ciociu - zaczeła wystraszona dziewczyna - ciociu miałam senny koszmar - to nic takiego - dodała widząc zainteresowanie Ciotki . Chociaż oczy miała pełne łez i cała dygotała zdobyła się na nikły uśmiech - naprawde..przepraszam , że Cię wyrwałam ze snu . - dodala siląc się na spokojny , lekki ton . Kobieta wyczuła strach w głosie podopiecznej , lecz nie dała po sobie tego poznać. -Każdy miewa straszliwe sny .... śpij spokojnie. - zdmuchnęła świece i odeszła w strone drzwi . Jeszcze raz spojrzała na dziewcz"yne która zdawała się zasypiać. Bała się o nią . Bała sie o jej przyszłość. Wiedziała że nadchodzi dzień do którego przygotowywała się i którego lekała od pierwszego dni przyjęcia pod swój dach małego dziecka , dzisiaj już dziewiętnastoletniej dziewczyny . Jej serce sciskał żal . Zamkneła za sobą drzwi . Elanor jednak nie spała . Leżała z zamknietymi oczyma czekając , aż ciotka wyjdzie .Pokój stał mroczny i cichy , tylko z okna bił nikły blask księżyca w pełni . Wstałą i podeszła do szyby okiennej , spojrzała w daleki krajobraz. Cała okolica była uśpiona : las , łąka , wzgórze... Myśli dziewczyny kłebiły się w chaosie " Co sie ze mną dzieje? Te sny ... jestem taka zmęczona..." otworzyła okiennice. Lekki powiew wiatru owiał jej zmartwiona twarz . Dodało jej to otuchy . Była noc , gwiazdy srebrzyły się na niebie , księżyc swiecił pięknie . Senne koszmary znikneła . Odetchnęła z ulgą . "To tylko sny " pomyślała uspokajając samą siebie . Zamkneła onko i wróciła do łóżka . Szybko zasnęła . Tym razem nic sie jej nie śniło . Ze świtem przybył nowy , piekny dzień , słońce świeciło złoto , ptaki śpiewały pod oknami , rosa srebrzyła się na łąkach . Jak co ranek Elanor wyszła z chaty , zostawiając gotującą ciotkw w kuchni . Tak wspaniale się czuła! Ubrała swoją najpiękniejszą błekitną suknie , przepasała ją złota szarfą , czarne włosy spływały po białych ramionach w ślicznych falach, jej zielone oczy cieszyły się widokiem każdego kwiatka , każdego listka na drzewie , pąsowe usta śpiewały pieśni radości . Tak bardzo cieszyła sie dniem . Noc odesła w zapomnienie . " Sen , tylko był to sen " juz sama w te słowa uwierzyła. Świt zmienił się w południe . "Czas wracać do domu , musze nakarmic zwierzeta " pomyślała i tak zrobiła. Droga do domu nie była tak przyjemna jak ta w gląb lasu . Ptaki ucichły , zerwał się wiatr . "Co sie dzieje ? pogoda była tak piekna.." pierwsze krople deszczu spadły na jej twarz . Już była w ogrodzie . Konie i kozy chodziły po grządkach . -Kto was wypuścił ? - zapędziła zwierzeta do stajni , zamkneła furtke i podążyła w kierunku chaty . -Ciociu! Ciociu! Już jestem ! - weszła do domu . Nikt nie odpowiadał . Cisza. Zaniepokojona weszła do dużego pokoju . - Nie....Ciociu! - ciało opiekunki leżało na ziemi . Elanor klękneła koło ciała . Dotkneła policzka . Jej oczy błyszczały , usta drgały w niemych słowach . Kobieta nie żyła . Z jej piersi wystawał wbity sztylet . - Kto Ci to zrobił ? Kto tu był...ciociu ... nie zostawiaj mnie...- szloch wydarł się z dziewczyny . -nie..nie!!!!! - krzyk rozdarł powietrze w całej okolicy ... ptaki z ogrodu poderwały sie do lotu przestraszone. Elanor tuliła martwe ciało kochanej osoby. Tak cierpiała . Zal doprowadzał ją do utraty zmysłów . Tak wielki ból . Jej twarz była bez wyrazu . spedziła tak kilka godzin . W końcu ocknęła się , spojrzała na ciotke. Połozyła jej ciało delikatnie na podłodze . Sztylet . Ktoś wbił go jej prosto w serce . Elanor chwyciła za niego i szrpnięciem wyciągnęła z piersi . Krew zaczeła sączyc sie z rany . Szkarłatna ciecz dotknęła rąk dziewczyny . Odrzuciła sztylet w kat pokoju . Obmyła ciało ciotki , na łóżku zrobiła miejsce , gdzie zwłoki bedą czekały na pogrzeb . -Tak spokojnie leży .....-mówiła sama do siebie . Wymyła z dłonie na tórych w dalszym ciągu była krew , przebrała sie w biała suknie jak kazał zwyczaj . Nastał wieczór . Później noc. Elanor siedziała w bujanym fotelu patrząc się na ciało ciotki z której życie uszło za nim jej czas wybił . Ktos wydarł jej życie . Ktoś ją go pozbawił. Elanor zdawała sobie z tego sprawe , wiedziała czego pragnie i co powinna zrobić. Zapalone świece stały w lichtarzu , wosk topił się powoli . Dziewczyna patrzyła sie ze smutkiem na uśpioną wiecznym snem ciotke. Jej oczy były smutne , lecz ani jedna łza już nie spłynęła z jej policzka . Sztylet w dalszym ciągu lezał na podłodze . Świecił metalicznym , zimnym blaskiem . Dziewczyne przeszył zimny dreszcz . Wstała . Spojrzała na zwłoki . Ostatnia gwiazda gasła na niebie , gdy Elanor obmywała sztylet z krwi . Teraz na rekojeści widac było wyrzeźbione twarze i postacie . Jedna byłe szkaradne i powykrzywiane , inne piękne lecz srogie i złe . -Gdzieś musi być chociaz jeden znak , chociaż inicjał rzemieślnika który stworzył to . Jest....- na ostrzy sztyletu wyryty był mały runiczny znak w dawnym jezyku . -Znajde...znajde tego kto cię zamordował ...dowiem się prawady.-mówiła do siebie . - pomszcze cię - Prawda przyjdzie w odpowiedniej chwili - w drzwiach stał wysoki mężczyzna . -Kim ty .... - Elanor nie dokonczyła , znów jej przerwał - Olodrin . elf ..witaj Piękna Elanor - w myslach Elanor zapanował chaos.
_________________
...De profundis clamavi ad Te, Domine...


Bo stałeś się dla mnie pomocą
I w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie
do Ciebie lgnie moja dusza
prawica Twoja mnie wspiera.
Ps 63, 8-9
 
 
Istari_Nienor
Na Drodze Do Bree


Joined: 10 Jun 2004
Posts: 11
Posted: Sat Jun 12, 2004 11:19 pm   

Koń biegł szybko , tnął kopytami ziemie , która dudniła głucho. Gonił wiatr ,aby szybciej niż on dotrzeć do celu. Drzewa uginały pod niewidzialnym ciężarem. Cała ta kraina była nasiąknięta niepokojem i smutkiem , bez życia spoczywała martwo wśród głazów i zżółkłej trawy. Jeździec nie zwracał uwagi na pustke teko kraju , popędzał konia ,aby jak najszybciej dotrzeć do celu. Mijały godziny , aż w końcu za horyzontem pojawiła się twierdza. Czerniła się na tle szarego nieba. Zwierze przyspieszyło nerwowo . dotarli do żelaznej bramy, która otworzyła się z łoskotem. Kopyta konia powoli obijały się ze stukotem o bruk . Cisza. Jeździec chyba nie spodziewał się przywitania. Zeskoczył z konia i pobiegł do ogromnych drzwi. Biegł przez zamkowe korytarze ,aż dodarł do celu. Zrzucił kaptur z głowy . Był przystojny: śniada cera , hebanowe włosy i przenikliwie zielone oczy. Był elfem. Jego wygląd wyraźnie o tym świadczył. Wysoki , smukły ,lecz ze silnymi ramionami , ze spiczastymi uszami . Ubrany w długą peleryne która łomotała przy każdym kroku . Z rozmachem otowrzył drzwi sali tronowej. Powolnym krokiem wszedł. Przystanął.Ciemno i cicho. Od czsu do czasu było słychac kapiacy wosk z ogromnych świec. "Jesteś" kobiecy głos odezwał się jakby gdzieś z pustki. Był przenikliwy i władczy . "Jesetm Pani" Mężczyzna skłonił się nisko. -Z jaką wieścią tu przybyłeś Gildorze? -Wszystko zgodnie z rozkazem ma pani..- powiedział to z lekkim uśmiechem. Zapadła cisza . Słowa pochwały nie nadeszły , w sali tronowej rozbłysło światło , kobiety nie było. Gildor powstał z ukłonu. Rozejrzał się po sali.Była ogromna , dziesiatki marmurowych kolumn podtrzymywały sklepienie na którym zostały wymalowanr historie dawno juz zapomniane. Setki głów patrzyło gniewnie na każdego kto ośmielił się przejśc pod nimi. Posadzka lśniła srebrzyscie , spawiając wrażenie tafli ciemnej wody. Na ścianach widniały obrazy i portrety władców , którzy od wieków spoczywali w swych podziemnych kurhanach , Komnate oświetlały tysiace świec i lamp. Cisza , ani jeden szmer jej nie zakłócał . Gildor przystanął przy rzeźbach ludzi ,czarne i białe stały nieruchomo i cicho jakby swą złowrogą ciszą chcąc ukarac śmiałka który odważył się patrzeć na nie.Były rózne : piękne i szkaradne , dobre i złe , ludzi i elfów , lecz wszystkie łączyło jedno : ogromny kunszt rzeźbiarza , który wykonał je tak że sprawiały wrażenie prawdziwych istot.Elf oglądał je powoli , jego wzrok przykuła postać kobiety z dumnie podniesioną głową i wzrokiem twardo przykutym gdzieś przed siebie. Wśród otaczających ją figur było widać przerażaniena i strach przed tylko im znanym niebezpieczeństwem , Ona bez lęku patrzyła prosto w oczy złu które jej zagrażało ,bezgłośnie demonstrując swoją przewage. Delikatnie dotknął jej alabastrowego ramienia jakby chcąc sprawdzić czy czasem nie odżyje . Było zimne . Zaśmiał się lekko ze swojej myśli. Szedł dalej.
_________________
...De profundis clamavi ad Te, Domine...


Bo stałeś się dla mnie pomocą
I w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie
do Ciebie lgnie moja dusza
prawica Twoja mnie wspiera.
Ps 63, 8-9
 
 
Istari_Nienor
Na Drodze Do Bree


Joined: 10 Jun 2004
Posts: 11
Posted: Sat Jun 12, 2004 11:24 pm   

Dochodził już do tronu ,gdy swiatło ponownie zgasło. Zapanowały ciemności. -Dobrze...a więc wykonałeś mój rozkaz .. nalezy ci się zaplata godna czynu...- głos znowu brzmiał melodyjnie , tym razem gdzieś z bliska. Cisza. Gildor nie odzywał sie wiedząc że jego pani rozważa czym go wynagrodzić. - Dostaniesz nagrode w złocie oraz moją wdzęczność - powedziała wielkodusznym tonem - to wiecej niz ktokolwiek sobie zasłużyl...doceń toi odejdź - rozkazującym tonem przemówiła , elf nie podziękował ,opuścił sale zostawiając za sobą tajemniczą komnate pełną posągów. Światła znów się zapaliły. Na rzeźbionym czarnym tronie siedziała kobieta . Była piękna : ze śnieżną skórą , czarnymi oczami i białymi włosami , ubrana w krwistoczerwoną suknie , której pąsowy tren spływał kaskadami po posadzce kontrastując z czarnią wokół , niby czerwona róża wśród zeschłych liści. W dłoni trzymała złoto-hebanowe berło z białą czaszką kozła. Jej postać była groźna i władcza. Nawet bez korony można było rozpoznaćw niej królową , potężną władczynie umierającej krainy. Siedmioramienny świecznik oświecał jej zamyśloną twarz. Jej umysł był daleko stąd,, za rzekami i gajami, pośród starej puszczy. Oczyma wyobraźni wpatrywała się w małą chate gdzie Elanor tuliła do serca swą zmarłą ciotke. Powoli napawała się każdą sekundą życia upływającą z umierającej kobiety , każdą łzą dziewczyny , każdą kroplą krwi. Na jej kamiennej twarzy pojawił się uśmiech. Oczy rozbłysly szaleńczo. Nic jej nie przeszkodzi. Tryumfowała , pewna siebie. Królestwo dalej będzie trzymane w żelaznym uścisku jej pięści , rządzone bez sercem i litości. Teraz wystarczyło dokończyć dzieła któremu przed laty dała początek. Powstała z tronu , szeleszcząc suknią powolnym krokiem wyszła z komnaty.
_________________
...De profundis clamavi ad Te, Domine...


Bo stałeś się dla mnie pomocą
I w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie
do Ciebie lgnie moja dusza
prawica Twoja mnie wspiera.
Ps 63, 8-9
 
 
Ozz 
Hooliganin


Joined: 12 Aug 2003
Posts: 820
Location: z miasta artystow...
Posted: Sun Jun 13, 2004 2:50 pm   

że tak powiem - "Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz", a interpretacjam a byc taka, zebys pisała, bo kiepściuchno stylistycznie... :( Niestety. Nad słwonictwem tez popracuj, i opisami. Zauważyłem. ze wiesz CO chcesz napisać, ale niebardzo wiesz JAK :)
_________________
Chcąc mnie sądzić nie ze mną trzeba być, lecz we mnie.
 
 
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You can attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
recenzje anime, fanfiki
Domy i Działki NLP Online Słownik synonimów